Otworzył oczy, kiedy upierdliwe promienie słońca świecące mu w twarz, były już nie do zniesienia. Zazwyczaj lubił wygrzewać się na trawie w podobne dni, ale bardziej lubował się w długim, regeneracyjnym śnie, na który mógł sobie pozwolić dość rzadko. Czyli w czymś, co akurat zostało mu przerwane.
Chciał się już podnosić z miejsca, gdy poczuł, że jest obejmowany. Jakby z opóźnieniem uświadomił sobie gdzie jest. Sypialnia Severusa, a ramię które go owijało należało do jego męża. Aż uśmiechnął się szeroko. To, że tu był, coś musiało znaczyć. Przede wszystkim miał nadzieję, że mężczyzna nie jest już na niego zły. Nie może, w końcu nie przytulałby go gdyby coś było nie tak. Prawda?
Miał mu wiele do powiedzenia. Był też ciekawy co mężczyzna robił przez cały wczorajszy dzień. Chciał się obrócić, aby mogli leżeć twarzą w twarz, ale nie był pewny czy mu się to uda nie budząc go. Żałował też, że nie było w pomieszczeniu zegarka, aby mógł sprawdzić która jest aktualnie godzina. Potrzebował coś zjeść, bo głodował od wczorajszego śniadania. I chyba przydałby mu się prysznic, ale bał się wstać w obawie, że jak wróci, to Severusa już nie będzie w mieszkaniu.
Odruchowo zaczął się wiercić, co poskutkowało obudzeniem męża. Usłyszał lekkie westchnienie, na które poczuł małe wyrzuty sumienia. Snape mógł być zmęczony, co jeśli zezłościł mężczyznę tą pobudką? Nie miał ochoty znów siedzieć w tym domu sam. Nawet jeśli było mu tu wygodniej niż u swojego wujostwa. Po prostu dokuczała mu ta cisza.
Czemu jego mąż nie mógł mieć tu jakiegoś kota na przykład?
- Za jakie grzechy budzisz mnie o tej porze, Potter? – wymruczał wciąż zaspany mężczyzna przysuwając sobie jego ciało bliżej siebie. Nie żeby coś, ale na ten gest Harry miał ochotę zamruczeć. To było przyjemne.
- Przepraszam, a w ogóle to która jest teraz godzina? – zapytał dla pewności.
- Nie obchodzi mnie to, idź spać. – całkowicie go olał.
- Ale… - nie musiał nic więcej mówić, bo w pomieszczeniu rozległ się głośny odgłos burczenia. Nastolatek zarumienił się wściekle zawstydzony. Jego żołądek domagał się jedzenia. Mężczyzna na to tylko westchnął i zabrał rękę.
- Znikaj stąd. – powiedział po prostu, po czym gdy chłopak się podniósł, rozłożył się na brzuchu starając się powrotem zasnąć.
Harry więcej się nie odzywał, tylko poszedł ubrany tak jak spał, do kuchni, żeby zrobić sobie śniadanie. Skręcało go już w żołądku z głodu, więc nie zamierzał wybrzydzać i postawił na klasyczne kanapki. Spoglądając na zegar, zaskoczony zauważył że była prawie dziesiąta rano. Co w takim razie miał na myśli mężczyzna mówiąc, że budzi go o takiej porze? Czyżby Severus był z natury śpiochem? Nie wiedział dlaczego, ale ta myśl bardzo go rozbawiła. W końcu nietoperze śpią w dzień, a egzystują w nocy.
Nie musiał jednak długo na niego czekać. Zaledwie po dziesięciu minutach do kuchni zwlekł się zaspany mężczyzna. Nawet się nie ubrał, a Harry mógł stwierdzić, że prezentował sobą uroczy widok. Przymknięte oczy, rozczochrana fryzura, leniwe ruchy i ta goła klata. Merlinie, musiał szybko odwrócić wzrok. Czekała ich rozmowa, nie mógł się teraz podniecić.
- Myślałem, że chciałeś jeszcze trochę pospać. – zauważył.
- Niestety, mój grzejnik postanowił się wybrać na spacer. – odparł zgryźliwie. Był najwyraźniej niezadowolony, że przerwano mu odpoczynek.
- Wybacz, ale byłem głodny.
- Słyszałem. – odparł po czym zabrał mu jedną z przygotowanych dla sobie kanapek.
- Ej! Zrób sobie własne. – wykrzyczał oburzony nastolatek.
- Zmuś mnie. – powiedział dziarsko, wgryzając się w chleb. Harry jedynie prychnął w odpowiedzi, po czym sięgnął kolejny raz po odpowiednie produkty. Tym razem zrobił kanapki dla nich obojga.
- Chciałbym cię przeprosić. – zaczął chłopak wzdychając przy tym głośno. – Wiem, że powinienem był o tym z tobą wcześniej porozmawiać. Po prostu wydawało mi się to takie odpowiednie, zapewnić ci wolność od tego drania. – przyznał skruszony i spojrzał niepewnie na swojego męża. Miał on nieczytelny dla niego wyraz twarzy, ale przynajmniej nie było widać na niej złości.
- Przyjmuję. Ja też jestem po części winny i zareagowałem zbyt gwałtownie. – odpowiedział cicho. Może i nie powiedział tego magicznego słowa, ale nastolatek wiedział ile kosztowało mężczyznę powiedzenie nawet tego. Zwłaszcza do niego. Był wzruszony i cieszył się, że teraz mogli normalnie porozmawiać, bez krzyków. No przynajmniej przez jeszcze parę minut. W końcu nie wiedział jak Severus zareaguje na resztę informacji, które zamierza mu przekazać.
- Miałeś do tego pełne prawo. – starał się wyglądać na opanowanego, ale trochę bał się dalszej rozmowy, albo raczej kolejnych raniących słów. Niezbyt mu się to chyba udało.
- Z twojej miny wnioskuję, że dowiedziałeś się czegoś równie szokującego. Obiecuję, że nie będę krzyczeć, więc mów śmiało. – odpowiedział na chwilę odwracając wzrok. Wydawał się trochę spięty i jakby niepewny. Może żałował tego, jak zakończyło się ich ostatnie starcie. Nastolatek nie znał aż tak dobrze mężczyzny, by określić co wróży ta mina. Nie wiedział o nim wystarczająco dużo.
- Mogę ci też pokazać książkę, jeśli tak byłoby ci łatwiej. – zaproponował Harry.
- Nie, nie mam czasu teraz czytać. Muszę niedługo wyjść, więc streść mi wszystko jak najkrócej. – powiedział stanowczo z jakimś takim zacięciem na twarzy. Harry zmarszczył też brwi na ton, którego użył mężczyzna. Znacznie się różnił od tego, którego używał jeszcze chwilę temu. Wyłapał w jego głosie zdenerwowanie i jakąś złość. Kompletnie nie wiedział co się właśnie dzieje.
- Em.. no cóż. – zająknął się, zastanawiając się od czego zacząć. – Tak ogółem to jesteś teraz odporny na wszelkiego rodzaju klątwy i uroki, które trwale by zmieniły twoje ciało. Wszystkie zawarte przez ciebie przysięgi przed naszym połączeniem są nieważne. No i możesz robić co chcesz , nikt nie będzie w stanie cię do czegoś zmusić. – wypowiedział prawie na jednym wydechu.
Przez kilka minut trwała między nimi cisza. Severus miał zmarszczone czoło w zamyśleniu i spoglądał na niego skupionym wzrokiem. Było to trochę przerażające i Harry miał ochotę skulić się pod tym spojrzeniem. Miał świadomość, że to nie on jest analizowany, tylko jego słowa, ale mimo to był zdenerwowany.
- Czyli mój Znak zniknie, nie będę się już musiał przejmować Albusem i będę odporny na Imperiusa? – zapytał po tej chwili namysłu odsuwając się od blatu i kierując się do garderoby. Jego ruchy dalej były jakieś sztywne i wymuszone. Harry`emu się to nie podobało.
- Strasznie to spłyciłeś. – Harry pokręcił głową. Nie wiedział czy Snape robił to specjalnie, czy serio traktował to tak ogólnikowo. Trochę go to ubodło, że jest tak lekceważony. Tak bardzo był skupiony by się tego wszystkiego dowiedzieć, a ten tak mu się odpłaca. – Tu nie chodzi tylko o Imperiusa. Wszelkie naruszenie twojej woli odbiję się na potencjalnym napastniku.
- Szantaże też? – zapytał ciekawy mężczyzna kiedy się ubierał.
- Em… Nie wiem, może. O tym nie wspominali, ale to bardzo prawdopodobne. – wydukał trochę zbity z tropu.
- Super. – nastolatek aż uniósł zdziwiony brew. Tylko tyle, brak jakichkolwiek innych reakcji? Jedno głupie słowo i koniec tematu? Żadnych więcej pytań?
Co za dupek!
- I tyle? Spędziłem cały dzień wertując książki, żeby usłyszeć jedno „super"? – w jego głosie było tyle niedowierzania, że aż mężczyzna się zatrzymał i spojrzał na niego zdziwiony. – Martwiłem się! Byłem tak zdenerwowany, że nie mogłem nawet jeść! Szukałem sposobu żebyś nie musiał cierpieć przez Voldemorta, a jedyne, co za to dostaje, to jedno, pieprzone słowo! – aż zatrząsł się ze złości.
- Uspokój się, Potter. Złość piękności szkodzi. – uśmiechnął się ironicznie, a Harry jedynie wciągnął powietrze oburzony. – Nie prosiłem cię o nic, więc nie rozumiem twojego oburzenia. – zaznaczył złośliwie.
Może i była to prawda, ale nie znaczyło to, że nastolatek poczuje się lepiej. A Harry był przytłoczony. To lekceważenie było gorsze od raniących słów mężczyzny z tamtego wieczoru. Te wszystkie nerwy były zbyteczne, a jego chęci niepotrzebne. Czuł się źle. Nie pomagało też to, że zachowanie jego męża wydawało mu się jakieś podejrzane.
- Nie rozumiesz! Nie musisz już chodzić do tego wstrętnego gada! Nie może cię już skrzywdzić, możesz…
- Och zamknij się, Potter! Czyżbyś zapomniał, że to Voldemort?! Akurat tego to się po tobie nie spodziewałem. Powinieneś dobrze wiedzieć, że jego się nie drażni. – zauważył groźnie. – Uważasz, że nie może mnie już torturować, ale to wciąż jest Czarny Pan, równie dobrze może mnie zabić. – wysyczał.
- Ale mógłbyś…
- Nie zrezygnuje z mojej roli szpiega. Jeśli jedynym sposobem na utrzymanie jej, jest poddanie się jego woli zrobię to, zniosę wszystko. I nie powstrzymasz mnie. – oświadczył władczo, aż nastolatek się lekko skurczył w sobie. Mężczyzna wyglądał przerażająco.
- Nie rozumiem czemu? – powiedział załamany. Cholera bał się o niego. Mimo wszystko.
- Jestem tam potrzebny, szczególnie młodym śmierciożercom, a twoim rówieśnikom ze szkoły. Reszta jakoś mniej mnie obchodzi. – powiedział już spokojnie.
- Malfoy. – wymruczał skonsternowany. O tym nie pomyślał.
- Między innymi. – odpowiedział cicho i z lekkim zawahaniem. - A jeśli naprawdę chcesz pomóc, to opanuj te swoje medyczne umiejętności. Podejrzewam, że nieraz będziesz mi musiał pomóc. – oświadczył, a chłopak drgnął, po czym jego oczy zaświeciły się, jakby wstąpiła w niego nowa energia.
No tak, jego dziedzictwo może się przydać. Będzie pomocny, ktoś będzie go potrzebował w innej sprawie niż poświęcenie się dla dobra czarodziejskiego świata. To było takie… orzeźwiające.
Przyda się na coś. Będzie leczyć Severusa po każdym jego spotkaniu. Miał okazję zostać docenionym. Zawsze wszelkie pochwały po meczach quidittcha go motywowały, ale to był tylko sport. W dodatku często powtarzano, że odziedziczył to po swoim ojcu, a nie, że sam tą umiejętność wyćwiczył. Lubił też jak chwalono go za wiedzę w dziedzinie Obrony Przed Czarną Magią. Był w tym dobry i wiedział to, choć często gdy dostawał punkty na lekcjach sugerowano, że to dlatego, że jest z Gryffindoru. Ale to dalej była walka i oprócz ochronienia kogoś tarczą, na niewiele się przydawał.
Teraz mógł komuś naprawdę pomóc, leczyć. Każdego dnia, a nie tylko sporadycznie, w końcu ludzie nie toczyli bitew codziennie. Bycie magomedykiem wydawało się na chwilę obecną takie piękne, choć dotychczas patrzył na to sceptycznie.
Nie widział siebie w białym kitlu i czepku jak pani Pomfrey. Bieganie i wymachiwanie nad leżącymi pacjentami różdżką wydawało się takie abstrakcyjne, nieosiągalne. Takie nie dla niego. Owszem, lubił pomagać. Ludzkie cierpienie zawsze wywoływało w nim smutek i chęć ratunku. Może dlatego zawsze brał udział w tych wszystkich eskapadach i niebezpiecznych intrygach. Po prostu nie widział dla siebie innego sposobu na czynienie pomocy jak walka. Teraz jednak pojawiła się możliwość zostania magomedykiem.
Zaczęło go ciekawić to, czy się do tego nadaje. Podobno odziedziczył naturalny instynkt i czasem będzie mógł u kogoś wykryć chorobę bez użycia zaklęcia skanującego. Brzmiało to obiecująco i będzie musiał sprawdzić jak dokładnie to działa.
Oprócz tej nagłej ekscytacji czuł też strach. Medycyna to trudny i wymagający zawód, w końcu chodzi o ratowanie ludzkiego życia. Każdy błąd, czy niedopatrzenie może mieć katastrofalne skutki. Lekarz musi posiadać ogromną wiedzę, być zręczny i posiadać stalowe nerwy. Musi być gotowy na możliwą śmierć pacjenta i to chyba najbardziej dręczyło nastolatka.
Chciał pomagać, leczyć, ale nie był pewny jak zareaguje na zgon swojego ewentualnego pacjenta. Nie pamiętał momentu śmierci swoich rodziców, ale za to był świadkiem zabójstwa Cedrica i chrzestnego. Po ich stracie cierpiał bardzo mocno. Do teraz nawet te wspomnienia wracają do niego w koszmarach. Czy byłby więc w stanie oglądać śmierć ludzi lub ich cierpienie na co dzień?
Nie wiedział, ale chciałby choć spróbować.
Severus chyba zauważył zmianę jego nastawienia, ponieważ uśmiechnął się kącikiem ust. Potem sięgnął znowu do szafy i wyciągnął jakieś dresy i koszulkę. Nie wiedział po co mu one, ale nie spodziewał się też, że wylądują na jego głowie.
- Jak będę miał chwilę, pójdę do tej mugolskiej szkoły, w której się chowałeś, żeby odzyskać twój kufer. Najwyraźniej o nim zapomnieliśmy. Na razie musisz nosić to. Mógłbym ci też pozwolić chodzić w samych bokserkach, ale powiedziałem wczoraj Draco, że jak się będzie źle czuł, to żeby tu przyszedł. Wolę, żeby nie dostał zawału na twój widok, choć nawet nie wie, że to akurat ty jesteś moim mężem. – uśmiechnął się wrednie.
- Ślizgoni.- Harry wywrócił oczami. Nie powinno go dziwić, że Snape jest wrednym draniem. Złośliwość to jego drugie imię. Zmarszczył jednak brwi zdziwiony. – Czekaj. Coś jest z nim nie tak? W ogóle kogo się mogę jeszcze spodziewać?
- Oprócz nas i Draco, nikt nie wie o tym miejscu. – całkowicie olał jego pierwsze pytanie, co było podejrzane. Ale jeśli nie chciał o tym gadać, to nie naciskał. Kiedyś się pewnie dowie, na przykład kiedy chłopak się tu zjawi. – No i patrząc na jego charakter, nie przyjdzie tu zapewne jeszcze przez kilka dni, więc nie główkuj tak. – dodał uszczypliwie.
Czy on kiedykolwiek mówił, że lubi jego wredny charakter? Musiał być zapewne chory, żeby tak twierdzić.
- Postaram się. – zironizował. Przyglądał się jak jego mąż odpowiada mu złośliwym uśmiechem po czym kieruje się do wyjścia. – Czekaj! – zawołał za nim. – O której wrócisz? – na uniesioną w górę brew, zarumienił się lekko. – Chcę po prostu wiedzieć, na kiedy coś dobrego ugotować. – wytłumaczył odwracając na bok głowę.
- Nie wcześniej jak na osiemnastą. – odpowiedział uprzejmie. A gdy zamykał za sobą drzwi zawołał z rozbawieniem. - Miłego dnia, Harry!
Nie zdążył mu nawet odpowiedzieć, ale i nie był pewien czy dałby radę. Był tak bardzo zaskoczony słowami mężczyzny, że zabrakło mu słów. Zapewne gdyby go teraz widział, zaśmiewałby się z jego głupiej miny. W życiu nawet się nie spodziewał, że usłyszy od niego coś takiego. Co prawda ton jakiego użył był lekko ironiczny i miał uszczypliwy charakter, ale samo to, że wypowiedział właśnie te słowa…
Severus był po prostu mistrzem w wyprowadzaniu go z równowagi. Potrafił go zaskoczyć jak nikt inny, zezłościć szybciej niż inni, a czasem nawet rozbawić bardziej niż ktokolwiek. Czy będzie w stanie się kiedyś do tego przyzwyczaić? Pokręcił na to głową.
Nie powinien marnować czasu. Jeśli miał być dobrym leczniczym wsparciem dla swojego męża, musiał się zacząć uczyć o medycynie. Najpierw jednak potrzebował prysznica, wczoraj całkowicie o tym zapomniał. Miał nadzieję, że Severus nie ma nic przeciwko. Niby nie narzekał, że wciąż tu jest, nie twierdził, że brudzi, ani że mu przeszkadza. Wydawał się nawet zadowolony z tego jak Harry gotuje. Jednak nie mógł być niczego pewnym, jeśli chodzi o tego mężczyznę.
No i w końcu nie zdążyli porządnie porozmawiać. Snape zachowywał się dziwnie, był spięty, ostrożny i udzielał raczej krótkich odpowiedzi. Nie wykazywał oznak zainteresowania by choć odrobinę dogłębniej wyjaśnili sobie ich sytuację. To co wydarzyło się kilka minut temu, Harry najtrafniej określiłby mianem „ucieczki". Był ciekawy gdzie jego mąż się tak śpieszył, ale nie miał pewności, że gdyby zapytał, ten by mu odpowiedział zgodnie z prawdą. Raczej uważał, że rozpocząłby w ten sposób kolejną rozmowę pełną zaczepek, szyderstw i ironii. I nawet jeśli zdawał sobie sprawę z tego, że taki właśnie mężczyzna ma charakter, to czasem po prostu wolał unikać takich pogawędek. Były one trochę męczące.
Mimo to wziął ubrania, które rzucił mu Snape, po czym udał się do łazienki.
Nie spodziewał się jednak, że przywita go tak nieznośny zapach, że aż musiał się cofnąć. Nie było to nic, z czymkolwiek się dotąd spotkał. Coś drażniło go w nos i nie było to związane z higieną. Odór był nienaturalny, sztuczny, skażony. Przyprawiał go o mdłości.
Próbował zatkać sobie jedną ręką nos i oddychać przez usta, drugą przytrzymując drzwi, ale i to nie pomogło. Czuł ten zapach nawet przez skórę. Zawadzał mu. Śledził wzrokiem całe pomieszczenie szukając źródła tego smrodu, ale nie natrafił na nic niepokojącego. To było tak okropne, że aż piekły go oczy. Odruchowo zamknął je i wyrzucił przed siebie obronnie jedną rękę.
Wtedy właśnie zareagowała jego magia, wyrywając mu się na chwilę, po czym niekomfortowy odór zniknął. Wciąż w powietrzu wisiały jego zalążki, ale to nie było nic znaczącego. Raczej sygnalizowało, że źródło zapachu było tu, ale już odeszło. Zszokowany i przygotowany niemal na wszystko otworzył oczy i znów się rozejrzał. Większość pomieszczenia wyglądała tak samo jak wcześniej. Z tym jednym szczegółem, że brakowało kosza na pranie.
Co w nim mogło być takiego, co tak bardzo wstrząsnęło nastolatkiem? Skoro znikł, to się raczej nie dowie. Miał przynajmniej nadzieję, że oprócz tego, co tak przeraźliwie cuchnęło, w koszu nie było nic ważnego dla Severusa. Miałby wtedy kłopoty, szczególnie, ze nawet nie wiedział jak sprawił, że przedmiot wyparował.
Trochę pełen obaw, otworzył szeroko drzwi i podparł je krzesłem. Zanim odważy się wziąć kąpiel, musiał wywietrzyć pomieszczenie. Chciał być po prostu pewien, że coś podobnego nie znokautuje go pod prysznicem. Otworzył też okno w sypialni, ale nie wiedział czy gorące letnie powietrze cokolwiek pomoże.
To była kolejna dziwna rzecz, która przydarzyła się Harry`emu w życiu. Jeśli zdarzy mu się to ponownie, to wtedy się nad tym głęboko zastanowi. Zarówno rozważy to, skąd się takie odczucia biorą, co je powoduje i co może z tym zrobić. Był jednak świadomy, że połowa jego życia składała się z niezrozumiałych wydarzeń i mogło być to coś jednorazowego. Rozmyślanie nad tym mogło być stratą czasu. Musiał po prostu czekać.
Pozwolił tym myślom odpłynąć i skupił się na bardziej prostych aspektach jego życia. Na przykład, od czego powinien zacząć swoją naukę. Może teoria magii leczniczej, albo autonomia ciała człowieka, czy od razu jakieś zaklęcia? Nie wiedział, ale może wśród zbiorów od jego mamy znajdzie się tam coś takiego jak „przewodnik jak zostać dobrym magomedykiem".
Oprócz tego zastanawiał się też, co dobrego ugotować na kolację, żeby zaskoczyć Severusa.
*.*.*.*.*.*.*.*.*.*.
Mimo, że dzień zaczął się dla niego nawet przyjemnie, Snape nie mógł tego powiedzieć o ciągu dalszym.
Jak tylko przybył do swojego laboratorium, od razu wziął się za badanie krwi jego chrześniaka. Jednak po kilku godzinach przeróżnych testów, nie dowiedział się nic. Według danych Draco był całkowicie zdrowy. Wyniki były perfekcyjne, ale Severusowi wydawały się aż zbyt poprawne. To nie było normalne biorąc pod uwagę to co widział.
Martwił się o chrześniaka i po tych wszystkich badania, naprawdę przez chwilę zastanawiał się, czy „rodzinne szaleństwo", nie ma z tym czegoś wspólnego. Jednak jeśli chodzi o problemy psychiczne, Severus nie mógł nic zdziałać. Ani się na tym nie znał, ani za bardzo nie chciał się w tym babrać. Wolał więc zostać przy swoich eliksirach i podstawach medycyny.
Nastolatek był chory, a jeśli przyczyna nie pochodziła od krwi, to nie miał innego pomysłu. To był chyba jedyny aspekt w dziedzinie uzdrowicielstwa na którym się znał. Często zdarzało mu się używać krew zwierzęcą w eliksirach, więc wiedział o niej prawie wszystko. Nie wszyscy jednak zdawali sobie sprawę, że równą wiedzę posiadał też o tej ludzkiej. To były zakazane informacje, więc utrzymywał je w tajemnicy.
Wydawało mu się więc, że kilka z symptomów, o których mówił Draco, może być spowodowane magicznym zakażeniem krwi. Mogło ono wywołać trudności ze snem, zmęczenie, ból mięśni, nudności, bark apetytu i ogólnie złe samopoczucie. Żałował, że nie przyjrzał się skórze chłopaka w poszukiwaniu charakterystycznych dla tej dolegliwości, drobnych zaczerwień w okolicach serca. Symptomy te mogły być właśnie wywołane brakiem tolerancji na pojawienie się Mrocznego Znaku. Powstał za pomocą mrocznej magii, która wniknęła do krwiobiegu nastolatka poprzez ranę na ramieniu, dlatego młode ciało nastolatka mogło mieć trudności z przyjęciem tej energii do swojego ciała.
Nie było to trudne do wyleczenia. Co prawda wymagało kilku skomplikowanych do uwarzenia mikstur, które też były drogie, a zdobycie ich kłopotliwe. Ministerstwo miało awersję do używania mrocznej magii, a tych którzy mieli z nią głębszy kontakt, nie traktowali zbyt dobrze. Dlatego ściśle kontrolowali handel tych właśnie eliksirów. Oczywiście po co komu potrzebne kupowanie tych specyfików, gdy można być Mistrzem Eliksirów i samemu je uwarzyć?
Severus może i brałby pod uwagę ich przygotowanie, ale nie miał pewności, że zadziałają. Mogły za to wyrządzić jeszcze większe szkody, jeśli zakażenie krwi nie byłoby powodem stanu Draco. Wyniki badań nie wskazywało na nic podobnego, dlatego mężczyzna nie zamierzał ryzykować. Musiał wymyślić coś innego.
Wiedział że jego chrześniak nie zgodzi się na pójście do Munga na badania. Nie lubił szpitali no i pojawienie się tam kogoś z tak znaczącej w ich społeczności rodziny, mogło wywołać wiele plotek. W końcu Malfoyowie mogą sobie pozwolić na prywatnego lekarza. Mogłoby to być podejrzane gdyby go tam przyprowadził.
Z jakiegoś powodu też, nastolatek nie powiedział o swoim stanie Narcyzie i Lucjuszowi. Dlatego nie chciał prosić przyjaciela o wezwanie ich rodzinnego medyka. Sam mógłby jakiegoś wezwać, ale nie znał nikogo zaufanego oprócz Pomfrey, a bez zezwolenia dyrektora nie mógł jej wyrwać z pracy w Hogwarcie. Nawet w wakacje. Było go oczywiście stać na najlepszego, prywatnego magomedyka, ale znalezienie takiego mogło być problematyczne, ponieważ jego reputacja mu w tym przeszkadzała. Nikt raczej nie chciał mieć z nim do czynienia.
W tej właśnie sytuacji miał nadzieję, że jego małżeństwo z Potterem coś zmieni w jego życiu. Tak żeby to wszystko nie było takie kłopotliwe. Musiał jednak jeszcze trochę poczekać, ponieważ informacja o ich ślubie nie trafiła jeszcze do ministerstwa i opinii publicznej. Mógł się jednak uśmiechać ironicznie na wyobrażenie przyszłych artykułów w Proroku. Już teraz świat szalał, kiedy na jaw wyszło skandaliczne zachowanie Dumbledore`a. Prawdziwa sensacja jednak pojawi się dopiero gdy głównym tematem gazety będzie małżeństwo Chłopca, Który Przeżył. Magiczne społeczeństwo zdębieje ze zdumienia.
Chciał trochę odsunąć ten moment w czasie. Wystarczyło mu zmartwień, a ta cała nagonka na chłopaka zapewne odbije się też na nim. I tak już jeden artykuł podniósł mu ciśnienie. Po tym jak odkryto poczynania dyrektora, zaczęto podważać też jego inne decyzje. Pojawiały się spekulacje na temat jego pozycji Jasnego Pana, czy zasłużył sobie na nią sprawiedliwie, czy jednak szedł po trupach? Podważano jego zdrowie psychiczne. Zarzucali mu demencje lub uraz po pokonaniu już jednego Czarnego Pana. Społeczeństwo przyczepiło się też do jego pozycji jako dyrektor szkoły.
I tu właśnie Severus przeklinał całą tą sytuacje. Wiele osób wypowiedziało się na temat fatalnego dobierania nauczycieli Obrony Przed Czarną Magią przez Albusa. I mieli rację, jednak spore grono twierdzi też, że wybór jego, Snape`a, na pozycje nauczyciela eliksirów jest równie błędne. Wszyscy znają go jako Śmierciożercę i nie pomagają zeznania Dumbledore`a z przeszłości. Szczególnie teraz gdy jego poczytalność jest podważana. Wystarczy poczekać, a dostanie wezwanie na kolejne przesłuchanie.
Tak bardzo nie miał na to ochoty. Niektórzy aurorzy nie są wcale lepsi od Śmierciożerców. Potrafią być niezwykle brutalni, a to że nie używają Cruciatusa do wydobywania z oskarżonych informacji, niczego nie zmienia. Tak jak słudzy Czarnego Pana, uważają tortury za najlepszy sposób do przesłuchań.
Odgonił szybko te wszystkie rozmyślania. Nie czas na to. Jego priorytetem było teraz znalezienie lekarstwa dla jego chrześniaka. Skoro nie mógł poradzić się jakiegoś medyka, musiał działać na własną rękę. Sam przeprowadzi badania i testy, poczyta różnego rodzaju księgi na temat uzdrowicielstwa, może na coś trafi. Miał nadzieję, że jak nic by nie znalazł, to na podstawie zebranych informacji uda mu się stworzyć odpowiedni eliksir. Przynajmniej taki który załagodzi objawy i da mu więcej czasu na zdobycie lekarstwa. Może w między czasie nastolatek znajdzie rozum i poprosi jednak rodziców o pomoc. Dziwił się też trochę, że ci nic nie zauważyli.
Ale to nie ważne, nie powinien się wtrącać w ich rodzinne sprawy. Przeglądał swój składzik szukając przydatnych eliksirów. Draco twierdził, że ma problemy ze snem, albo raczej, że sen nie przynosi mu ukojenia. Czuje się wciąż tak samo zmęczony mimo przespanych godzin. Dlatego postanowił, że zacznie właśnie od tego. Zgarnął z półki dwie fiolki eliksiru energetycznego i opisał na kartce sposób dawkowania. Postąpił tak samo z eliksirem na apetyt, koncentrację, regenerującym i odżywczym.
Dobrał każdego tak, aby starczyło ich na cały tydzień. Napisał do chrześniaka szczegółowy opis jak ma je stosować, o jakich porach, dawkach i w jakich okolicznościach ma je zażywać. Zaznaczył, że chłopak musi skupić się najbardziej na szukaniu jakichś zmian w swoim stanie, dlatego najważniejszy eliksir to był ten na koncentracje. Nie mógł przegapić niczego. Severus chciał, aby chrześniak opisywał mu wszystko co zauważy po zażywaniu tych specyfików. Czy wystąpią jakieś skutki negatywne, pozytywne, a może nie będzie ich wcale. Dosłownie wszystko.
Pierwszy tydzień miał być najgorszy, ponieważ Snape chciał przynajmniej mieć jakiś punkt zaczepienia, który pozwoli mu zmniejszyć zakres poszukiwań leku. Na razie mógł jedynie szukać różnych zaklęć wzmacniających organizm i eliksirów odżywczych. To było naprawdę mało, ponieważ według tych danych mógł zmniejszyć zakres swoich poszukiwań tylko o połowę. Istniała ogromna ilość chorób, które w pierwszym stadium leczenia wymagały stosowania tych zabiegów.
Potrzebował konkretów, jakiegoś punktu zaczepienia. Planował już odwiedzić księgarnie na Pokątnej i jakąś bibliotekę. Może się nawet pokusi zapytać Pottera o jakieś rodzinne zapiski, w końcu jego Linia krwi miała to swoje medyczne dziedzictwo. W ogóle musi go więcej dopytać na ten temat, bo kompletnie nic nie wie poza kilkoma informacjami na temat ich więzi. Ale faktycznie chłopak wcześniej zaznaczył, że nie będzie w stanie odpowiedzieć mu na jego pytania od razu. On sam wie bardzo mało. Snape musiał czekać, a do zbytnio cierpliwych ludzi nie należał.
Na razie nie mógł nic więcej zrobić w sprawie choroby Draco, więc zebrał wszystko co chciał i udał się znowu do Malfoy Manor. Tam jednak nie zastał nikogo. Według słów skrzata, wszyscy udali się na jakieś przyjęcie do Nottów. Z głośnym westchnieniem więc kazał przekazać paczkę bezpośrednio do rąk nastolatka jak tylko ten wróci do siebie. Poprosił też skrzata, aby poinformował Lucjusza, że chce się z Nim widzieć jak tylko będzie miał czas, więc niech wyśle do niego sowę z terminem spotkania.
Lekko zmęczony aportował się już tylko do mugolskiej szkoły, gdzie ukrywał się Harry. Musiał wziąć jego kufer. Karcił się w myślach za to, że w ogóle o nim zapomniał. Zganiał to na przemęczenie i tą całą sytuację z Potterem. Był na tyle zaaferowany jego złym stanem zdrowia, że zapominał o tak prozaicznych rzeczach. To było do niego całkowicie niepodobne.
W ogóle jakoś dziwnie zaczął się zachowywać w pobliżu chłopaka. Od paru dni sam siebie nie poznaje. Coś musiało być na rzeczy. Jakby się tak dogłębnie nad tym zastanowić, to wszystko zaczęło się gdy przeczytał ten artykuł w proroku. Ale czy parę faktów mogło tak na niego wpłynąć? Co prawda był zszokowany tym co przeczytał i odczuwał wstyd, ponieważ przez te parę lat niesłusznie ranił chłopaka swoimi uwagami na temat, według niego, usłanego różami dzieciństwa.
Dodatkowo też nowe informacje zachwiały jego zaufaniem do dyrektora. Czuł się zraniony, ponieważ zawsze myślał, że ma w starym czarodzieju oparcie. Uważał go za swojego przybranego ojca. Oczywiście tylko w myślach, ale jednak. Dlatego kiedy się okazało, że nawet jego ulubieniec, Złoty Chłopiec był przez większość życia manipulowany, hodowany na pionka, zaczął się zastanawiać jakie były prawdziwe uczucia Albusa do niego. Został przygarnięty, uratowany od śmierci, ktoś wreszcie o niego dbał, troszczył się. Ale czy to było prawdziwe? Oprócz roli szpiega nie był nikim szczególnym dla czarodziejskiego świata, dlaczego więc Dumbledore wciąż trzymał go przy sobie?
Miał tak wiele pytań. Na odpowiedzi musiał jednak poczekać, własnoręcznie zbierać informacje. Problemem były też jego emocje, których nie umiał opanować. Starał się jak mógł, ale takiej dawki wrażeń nie miał od dłuższego czasu i kompletnie na to nie przygotowany, pozwolił im sobą sterować. I nawet jeśli teraz był spokojny, to zagłębianie się w to co się wydarzyło, powodowało jedynie, że miał więcej pytań.
Nie umiał się skupić. Płynął z prądem zamiast analizować każdy swój krok jak to było dotychczas. Zachowywał się nieodpowiedzialnie jak na niego. Mógł się porównać do swojej młodzieńczej wersji, gdzie jako nastolatek często zdarzało mu się naśladować czyjeś zachowanie, żeby nie musieć widzieć własnych błędów. Próbował się dopasować do rówieśników i uciekał przed prawdą.
Sytuacja się powtarzała. Tym razem jednak był tego świadom i chciał temu jakoś zapobiec. Musiał wrócić do swojej chłodnej maski, nawet przed Potterem. W jego obecności było to trudniejsze, ale musiał choć spróbować. Dzisiejszy ranek nie mógł się powtórzyć. Wciąż się zarzekał, że odbędzie z chłopakiem długą i poważną rozmowę, a gdy tylko go widział, te myśli zbiegały na dalszy plan. Miał ochotę się z nastolatkiem podroczyć, pożartować, a może nawet zainicjowałby coś między nimi.
I przerażało go to niezmiernie. Nigdy taki nie był. Dlatego udawał, że jest spokojny, że nie rusza go to o czym mówi chłopak. Był miły i żartował lekko. Robił wszystko, aby jak najszybciej wyjść. I choć znalezienie lekarstwa dla chrześniaka było dobrą wymówką, to w tamtym momencie całkowicie o tym nie myślał. Musiał wyjść i uspokoić swój umysł.
Prawda była taka, że czuł ulgę słysząc każdą z zalet, jakie daje mu przysięga chłopaka. To było coś niezwykłego i mając takie możliwości, czuł wolność. Nie kłamał kiedy mówił, że pozostanie na razie u boku Czarnego Pana, ale dobrze było wiedzieć, że nie musiał. To samo tyczyło się Dumbledore`a, postanowił, że zostanie w Zakonie. Jego lojalność całkowicie przechyliła się na stronę Pottera i żaden z obecnych Panów nie będzie w stanie tego zmienić, ale Severus uważał, że najsłuszniej postąpi, jeśli będzie kontynuował swoją rolę szpiega. Mając informacje z pierwszej ręki, będzie mógł być zawsze o krok przed nimi.
Myślenie o tym sprawiało, że się rozluźniał. W końcu bycie szpiegiem wychodziło mu najlepiej. Będzie w stanie dzięki temu ochraniać nastolatka. Nie mieli na chwilę obecną żadnego planu na przyszłość. To była kolejna rzecz, którą musiał przedyskutować z chłopakiem. Co z jego misją pokonania Czarnego Pana? Od wyjawienia prawdy co do postępowania dyrektora, to wszystko stało się bardziej skomplikowane.
Severus chciałby odpocząć. Był zmęczony tymi emocjami i tyloma niewiadomymi. Mógłby zrzucić to wszystko na drugi plan i po prostu spędzić swój wolny czas nad jakąś książką lub ważąc jakiś interesujący eliksir. Jednak nie pozwalał sobie na choć chwilę wytchnienia. Miał wrażenie, że jeśli się teraz zatrzyma, to później tego pożałuje. Choć i teraz nie było łatwo.
Jakiś głos w głowie wciąż mu podpowiadał, że to jeszcze nie koniec kłopotów. Nie ważne jak bardzo czułby się przytłoczony, zagrożenie czai się na każdym rogu. I było w tych słowach bardzo wiele prawdy, ponieważ stojąc w szkolnym składziku na sprzęt sportowy, mógł zadawać sobie jedynie jedno pytanie. Dlaczego nie przyszedł tu wcześniej?
Kufer Pottera faktycznie tam był, ale nie można było powiedzieć, że był w nienaruszonym stanie. Przeciwnie, był zdewastowany. Wieko kufra było oberwane i pęknięte. W jednym miejscu nawet był czarny ślad, jakby został uderzony wybuchającym lub podobnym do niego zaklęciem. Wszędzie po pomieszczeniu porozrzucane były jakieś szmaty i pergaminy. Po dokładniejszym przyjrzeniu się zauważył szkolną szatę nastolatka, więc wywnioskował, że to wszystko to były ubrania Pottera.
Cholera. Ktoś okradł chłopaka. Nie wiedział co dokładnie Harry posiadał, więc nawet nie domyślał się czego ktokolwiek mógł szukać w jego rzeczach. Miał jednak złe przeczucia. Wnioskując po zniszczeniach, kufer chłopaka był dobrze zabezpieczony i ktoś musiał się porządnie wysilić, aby go otworzyć. Dlatego w środku musiało się znajdować coś ważnego.
Nie mógł zostać tam zbyt długo. Przywołał zaklęciem wszystkie rzeczy Harry`ego i przeniósł się z powrotem do mieszkania. W domu unosił się przyjemny zapach, ale mężczyzna nie zwracał na to uwagi. Przede wszystkich chciał wiedzieć, co rabuś mógł ukraść z kufra nastolatka. Gdyby chodziło o kogoś innego, Snape nie przejąłby się tak bardzo, ale miał świadomość, że akurat z Potterem wszystko jest możliwe. To co zostało zabrane, musi być ważne.
Obawiał się lekko odpowiedzi. Mimo to postawił przed zaskoczonym nastolatkiem jego zniszczony kufer i wszystkie znalezione przedmioty. Postanowił, że tym razem nie da się pochłonąć tym denerwującym emocjom i przeprowadzi z Potterem prawdziwą rozmowę. Przynajmniej taką miał nadzieję.
- Sprawdź czy czegoś brakuje. – rozkazał na wstępie. Patrząc po chwili, jak zdenerwowany chłopak przeszukuje swoje rzeczy, miał ochotę zakląć. Z każdym przerzuconym na bok przedmiotem, Potter coraz bardziej bladł. – Czyli jednak. Co miałeś tam tak cennego, że złodziej musiał rozerwać twój kufer na kawałki, żeby to dostać? – kiedy ten nie odpowiadał, złapał go za ramiona i mocno potrząsnął. – Gadaj, Potter! Co chowałeś w kufrze?! Co zniknęło!?
- Wszystko. – wymamrotał tępo nastolatek. Oczy miał szeroko otworzone i wpatrywał się w niego przerażony. – Zabrali mi wszystko. – wzrok mu się zaszklił, a warga zaczęła niebezpiecznie drgać. O nie, nie chciał mieć tu beczącego bachora.
- Co to znaczy, że zabrali ci wszystko? Co było tak cenne, że chce ci się ryczeć? – zapytał trochę uszczypliwie, ale nie byłby sobą, gdyby powstrzymał się od odrobiny złośliwości. Nawet ta sytuacja tego nie zmieni.
- Mój prywatny dziennik. – zaczął cicho. – Moja peleryna, miotła, album ze zdjęciami. – Przełknął głośno ślinę. – Kieł bazyliszka i… - po policzku spłynęła mu pierwsza łza, a oddech na chwilę się urwał.
- I.. ? No dawaj, Potter, mów! – tracił cierpliwość.
- …przepowiednia. – wyznał zamykając oczy. – Zniknęła przepowiednia.
