Betowała: Elen12 (PanteraMglista)
Zaledwie parę godzin wcześniej karcił się w myślach za swoje gadulstwo przed Zakonem. Był świadom tego, że zachowuje się dziwnie i mówił za dużo. Winą oczywiście obarczał Pottera, ale nie zmieniało to faktu, że nie powinno tak być. Od lat pielęgnował w sobie ślizgońską przebiegłość. Zatajanie faktów lub wypowiadanie prawdy w zawoalowany sposób, to był jeden z jego talentów. Wyćwiczył go niemal do perfekcji.
Teraz jednak czuł, jakby to wszystko prysło jak bańka mydlana. Zachowywał się jak inny człowiek. Nie mógł pohamować słów przed dyrektorem i było mu z tym źle. Miał wrażenie, jakby został pokonany. Mógłby tłumaczyć się buzującymi emocjami, napiętą atmosferą, przemęczeniem lub czymś podobnym. W ciągu ostatnich kilku dni wydarzyło się tak wiele. Słowa wtedy wypływały z niego mimowolnie i Severus wstydził się takiej odsłony swojej osobowości. Myślał głównie o tym, że powinien coś z tym zrobić, poprawić się.
Nie trwało to jednak długo, ponieważ przez ostatnie pół godziny z jego gardła wydobywał się jedynie krzyk. W tym momencie chciał móc powiedzieć cokolwiek. Chciał się wytłumaczyć, opowiedzieć co się wydarzyło, wyjaśnić całe to nieporozumienie, jeśli można to tak nazwać. Nie interesowało go co powie. Ważne było tylko to, aby zdołało uspokoić jego Pana i przerwać te tortury.
Voldemort był wściekły. Gdy tylko Severus znalazł się w tym samym pomieszczeniu co jego Pan, oberwał Cruciatusem. W Sali znajdowało się jeszcze zaledwie trzech Śmierciożerców z Wewnętrznego Kręgu. Każdy z nich miał inną minę patrząc na jego męki. Bellatrix oczywiście szczerzyła się radośnie, Lucjusz stał z obojętnością wymalowaną na twarzy, a Nott ze zmarszczonymi brwiami. Mimo to, że intencje mieli inne, każdy był ciekawy rozwoju wydarzeń.
- W końcu raczyłeś się zjawić, Severusie. – wysyczał wściekle. – Nie wiem, czy mam cię pochwalić za odwagę, że jednak się zjawiłeś, po tym czego się dowiedziałem, czy raczej powinienem zabić cię od razu za głupotę. – powiedział rzucając kolejny raz klątwę torturującą. Nie trzymał go pod nią długo, ale Snape obrywał niemal po każdym zdaniu wypowiedzianym przez jego Pana. Nie miał więc czasu na odpowiedzi. – Mam tak wiele pytań, ale też jestem na tyle wściekły, że mogę nie zdążyć zadać choć jednego, nim zdechniesz z bólu. – wymruczał zimno atakując kolejny raz.
Tyrada Voldemorta trwała dość długo, był atakowany wciąż i wciąż, a wymęczony Severus oddychał ciężko. Gardło miał zdarte i trząsł się niekontrolowanie. Gdyby nawet chciał teraz coś powiedzieć, nie wiedział czy wydobyłby z siebie coś innego niż charczenie. Dodatkowo, po takiej dawce bólu, miał zamglony umysł i trudniej mu było zorientować się w sytuacji. Czuł, że jeśli jego Pan się nie uspokoi, wkrótce straci zmysły.
Wiedział jednak, że to miał być dopiero początek.
- Lucjusz przybliżył mi odrobinę sytuację i wiem, że prosiłeś o osobistą audiencję. Jednak dlaczego nie miałbym pozwolić moim najwierniejszym ludziom patrzeć, jak cię upokarzam? – uśmiechnął się wrednie. – Zasłużyłeś na karę, Severusie Snape. I chcę żebyś zapamiętał ją do końca życia.
Tego obawiał się najbardziej. Wiedział jeż wcześniej, że jeśli powie coś nieodpowiedniego, będzie tego żałować, a konsekwencje odczuje równie dotkliwie co dzisiejsze „powitanie". Dodatkowe pary uszu tylko utrudniały sytuację. Musiał jakoś z tego wybrnąć i pozbyć się widowni. Chciał coś powiedzieć, ale tak jak się spodziewał z jego gardła wydobyło się jedynie niezrozumiałe charczenie, a pod wpływem bólu jakie wywołało, zakaszlał mocno. Było źle.
Przypomniał sobie wcześniejsze słowa Pottera na temat korzyści jakie daje mu przysięga i korciło go, aby z tego skorzystać. Mógłby umocnić swoją wolę, porzucić chęć podporządkowania się temu draniowi, zostać niezależnym. Nie musiałby wtedy już więcej znosić tych tortur. Czuł też podekscytowanie na tą myśl. Kusiło go, aby tą siłę wypróbować, sprawdzić jej granice.
Pokusa była ogromna.
Wiedział jednak też, że takie działanie miałoby swoje konsekwencje. Voldemort poczułby na sobie swój własny gniew, a to wprawiłoby go tylko w jeszcze większą wściekłość. Severus musiałby walczyć o swoje życie, bądź się tłumaczyć. Tego drugiego jednak nie mógł zrobić, ponieważ zdradziłby wtedy jedną z tajemnic Pottera. Tak czy inaczej, kłóciło się to z jego wcześniejszym postanowieniem, że pozostanie w szeregach Czarnego Pana. Musiał więc wykombinować coś innego.
Po nieudanej próbie wypowiedzenia się, zrezygnował w ogóle z otwierania ust. Podpierając się na drżących rękach, przenosił swój wzrok z Voldemorta na Śmierciożerców. Chciał w ten sposób pokazać, że nie odezwie się, dopóki pozostali znajdują się w tym samym pomieszczeniu. Zdążył wykonać ten gest dwa razy, zanim znowu oberwał Cruciatusem.
- Jesteś uparty i inteligentny, Snape. Zdaję sobie więc sprawę z tego, że nie narażałbyś się na więcej bólu, gdybyś nie miał ważnego powodu. – powiedział przechadzając się po komnacie. – Mimo to trudno jest mi zrezygnować z dodatkowej rozrywki, dla twojego widzi mi się. Równie dobrze mógłbym zamknąć cię w lochu i torturować, aż wyśpiewasz mi wszystko co wiesz. – wysyczał zimno, a Mistrzowi Eliksirów przebiegł dreszcz po plecach. – Dam ci jednak ostatnią szansę, więc radzę ci wykorzystać moją dobroć bardzo rozsądnie. – uśmiechnął się mrocznie, a potem skierował swój wzrok na Malfoya. - Lucjuszu przeszukaj jego szatę, na pewno ma tam jakieś eliksiry przeciwbólowe lub niwelujące działanie Cruciatusa. Podaj mu je.
Snape bardzo się zdziwił takim postępowaniem Czarnego Pana. Reszta osób znajdujących się w pomieszczeniu również wydawała się zaskoczona. Jednak nikt nie protestował. Po chwili mężczyzna poczuł chłód szkła na swoich ustach i łapczywie wypił oferowane eliksiry. Nie dostał wymaganej dawki, aby mógł się poczuć komfortowo, ale wystarczyło, aby jego napięte boleśnie mięśnie, rozluźniły się odrobinę, a zdarte gardło nie było tak dokuczliwe.
- Teraz Severusie, chcę abyś powiedział mi jedno słowo, które przekona mnie, do wysłuchania cię na osobności. – uśmiechnął się wrednie. – Zadziw mnie, wystarczy tylko jedno słowo, nie więcej. – powiedział przypatrując mu się uważnie.
Myśli Snape`a gnały w zastraszającym tempie. Pomimo tego, że umysł wciąż miał ogarnięty bólem, skupił się nad odpowiedzią tak bardzo, że dał radę zepchnąć wszelkie inne wydarzenia na dalszy plan. A pytanie było bardzo trudne. Głowił się, co byłoby na tyle warte uwagi, że przekonałoby Czarnego Pana do okazania swojego miłosierdzia. I jak na złość, wszystko wydawało się banalne.
Małżeństwo. No cóż, poślubił Pottera tak jak jego Pan chciał i według jego wcześniejszych słów, Lucjusz już powiedział co nieco na ten temat, więc to odpadało. Nie dałoby rady zaspokoić ciekawości Voldemorta.
Znak. To już prędzej zdałoby egzamin, ale miał świadomość, że w pomieszczeniu są jeszcze inni Śmierciożercy. To słowo wzbudziłoby tylko niepotrzebne pytania, a wyjaśnianie tego było niebezpieczne. Miał jeszcze trochę rozsądku, który pozwala mu pozostać przy życiu.
Dumbledore. Nawiązywanie do działań dyrektora też było kłopotliwe, ponieważ Czarny Pan nienawidził starca, a po ostatnich rewelacjach dotyczących jego postępowania wobec Pottera, jest w tym temacie jeszcze bardziej drażliwy niż zwykle. W dodatku oddalił się przecież od niego i nie wiedział nic konkretnego na temat jego aktualnych planów.
To były trzy słowa, które mimo wszystko, wydawały mu się odpowiednie. Każde dotyczyło jego sytuacji i osoby. W swoich dalszych rozmyślaniach miał tylko wyrazy opisujące lub nawiązujące do Pottera. Były to jednak równie niebezpieczne tematy.
Dziedzictwo. Byłby głupcem, gdyby wyjawił jego magiczny spadek. To mogła być ta sławna moc, która pokona Czarnego Pana. Zdawał sobie sprawę, że to była tajemnica, którą musiał zatrzymać do grobowej deski. Według słów nastolatka, to nawet nie powinien o niej wiedzieć. Dlatego był to dla niego temat tabu.
Dursleyowie. Zaświtało mu gdzieś w podświadomości to, że Voldemorta mogłaby zaciekawić sytuacja rodzinna Harry`ego. Ostatnio wydawało się to jedną z rzeczy, na których jego Pan najbardziej się skupił czytając artykuł. Widział w tym okazję do zjednania sobie chłopaka. Jednak poza kilkoma faktami o jego aktualnym stanie, Severus nic nie wie. Nie miał wystarczająco czasu na tak dokładne rozmowy z chłopakiem.
Przepowiednia. Miał ochotę zadrżeć na tą myśl. Budziła niechciane wspomnienia, dlatego chciał usilnie zapomnieć o tym słowie. Mimo to nie był w stanie. Wiedział, że zdobyłby tym pełną uwagę Voldemorta. Mógłby z łatwością uzyskać to czego chce. I to go przerażało.
To słowo uczepiło się go najbardziej, ponieważ nawiązywało do ostatnich wydarzeń. Sam był wstrząśnięty tym, że bachor zna całą przepowiednie oraz to, że trzymał ją jako wspomnienie w fiolce. Wciąż się zastanawiał po co w ogóle nastolatek wyciągał je ze swojego umysłu. Wydawało mu się to czystą głupotą. Ale nawet te myśli nie odgoniły jego poczucia winy, które podpowiadało mu, że to przez niego. Powinien był wcześniej pójść do tej mugolskiej szkoły. Powinien się wcześniej zorientować, że zostawił tam jego...
- … kufer. – otworzył szeroko ze strachu oczy, kiedy uświadomił sobie, że powiedział to na głos. Napiął mięśnie patrząc, jak pozostałe osoby w pomieszczeniu mrugają zaskoczone. Voldemort także. Trwał tak dobrych kilkanaście sekund, a kiedy chciał znów coś powiedzieć, wytłumaczyć się, oberwał zaklęciem torturującym.
Cóż, Czarny Pan znów był wściekły, a Severus przeklinał w myślach Pottera. Był niemal pewny, że jego cierpienie wywołane jest zbyt długim przebywaniem w obecności tego bachora. Jeszcze niedawno nie pozwoliłby sobie na tak nierozważne działanie. Z pomiędzy jego krzyku, dało się też słyszeć wesoły śmiech Bellatrix, który dodatkowo go rozsierdzał. Był na siebie taki wściekły. Mentalnie przygotowywał się już na długie przebywanie w lochach.
To co się wydarzyło było niewyobrażalnie absurdalne.
- Nie ukrywam, że jestem zaskoczony. – powiedział Czarny Pan, kiedy przerwał tortury. –Mam wrażenie, że sobie ze mnie zakpiłeś, co mnie dodatkowo złości. Z drugiej strony za to, takie zachowanie do ciebie nie pasuje, co jest zastanawiające. – przyjrzał mu się uważnie, po czym zaśmiał się dźwięcznie. - Ale przyznaje, że właśnie dlatego mnie zaciekawiłeś. Wstań Severusie i chodź za mną.
Nie patrząc za siebie, Voldemort podążył do wyjścia, a Snape nie mając innego wyjścia, również za nim poszedł. Nie wiedział skąd wziął wystarczająco sił, by się w ogóle podnieść, ale to, że jednak udało mu się przekonać Czarnego Pana na osobistą audiencję, dodało mu energii. Poczuł wielką ulgę, kiedy okazało się, że to przypadkowo wypowiedziane przez niego słowo, dało pożądany efekt. Kolejny raz miał ochotę wyklinać Pottera, tym razem jednak za to niewyobrażalnie głupie szczęście.
Kierowali się do prywatnych kwater jego Pana, co przerażało trochę Severusa. Nie wiedział czego może się spodziewać, ponieważ nigdy dotąd nie był w takiej sytuacji. Wszystkie spotkania odbywały się zawsze w Sali audiencyjnej. Już wcześniej drżał na myśl o zostaniu z Czarnym Panem sam na sam, ale pocieszał się myślą, że tak musi być, jeśli chce przeżyć. To co miał do powiedzenia nie mogło trafić do uszu pozostałych Śmierciożerców. Jednak nie sądził, że będzie miał okazję zwiedzić prywatny gabinet Voldemorta.
Kiedy dotarli na miejsce, Riddle usiadł za biurkiem i przypatrywał mu się z ironicznym uśmiechem. Snape natomiast nie wiedział co ma ze sobą zrobić. Naprzeciwko Czarnego Pana stało krzesło, ale nie chciał na nim siadać bez zaproszenia. Mógłby też uklęknąć, ale coś go od tego powstrzymywało. Dlatego stał na środku gabinetu i modlił się do Merlina, by się nie przewrócić. Jego nogi drżały i z ledwością utrzymywały jego ciało w pionie.
- Zabawnie jest się przyglądać jak usiłujesz stać prosto, co doceniam. Ale nie przyprowadziłem cię tu dla rozrywki. Chcę odpowiedzi, więc doprowadź się do porządku i siadaj. – powiedział cicho, lecz z groźbą w głosie.
- Dobrze, mój Panie. Dziękuję. – Snape pokłonił się z szacunkiem i odetchnął głęboko odsuwając sobie krzesło. Było okropnie niewygodne, ale Mistrz Eliksirów nie zamierzał narzekać. Cieszył się, że w ogóle pozwolono mu spocząć. Miał już dość bólu na dzisiaj.
- Mam nadzieję, że mądrze wykorzystasz swoją sytuację. Nie chcę więcej rzucać na ciebie Cruciatusa, ponieważ nie przydasz mi się jako warzywo. Mimo wszystko jesteś dobrym sługą. – przyznał, choć wydawało się, że robi to niechętnie. – Nie mówię jednak, że tego nie zrobię, jeśli zasłużysz. – ostrzegł.
- Rozumiem. – odpowiedział pokornie. Jego głos wciąż był ochrypły i bolało go gardło przy każdym słowie, ale był w stanie przynajmniej wyraźnie mówić.
- Lucjusz powiedział mi, że twoje małżeństwo z Potterem jest czysto-magiczne, co jest naprawdę satysfakcjonujące. Jestem pod wrażeniem, mój sługo. Nie spodziewałem się takiego obrotu spraw. – Snape aż spiął mięśnie obawiając się nadciągającego pytania. Miał złe przeczucia. – Wyjaśnił, że postąpiłeś tak ze względu na zmianę planów Dumbledore`a, ale naprawdę zaskakujące jest to, że się udało. Magii nie da się oszukać. Nawet oklumencja tu nie pomoże. Musiałeś naprawdę tego chcieć, Severusie. – Lord zmrużył lekko oczy i nachylił się nad biurkiem. – Dlatego odpowiedz mi szczerze, mój sługo. Czy jesteś mi wciąż lojalny?
I mężczyzna naprawdę chciał móc odpowiedzieć, że tak. To byłaby odpowiedź, która zadowoliłaby jego Pana, ale też i zakończyłaby się Cruciatusem. Tak samo jak gdyby powiedział nie. To pytanie było podchwytliwe, ponieważ Czarny Pan znał na nie odpowiedź. Mistrz Eliksirów rozpoznał to po spojrzeniu jakie Riddle posłał w jego kierunku. Prawdziwym znaczeniem tego pytania było sprawdzić, czy Snape będzie na tyle odważny, by odpowiedzieć szczerze, tak jak Voldemort tego chciał.
Skoro więc Severus zdawał sobie sprawę, że każda odpowiedź prowadzi do bólu, to łatwiej mu będzie podjąć decyzję. Nic bardziej mylnego. Jakkolwiek by nie postąpił to było dopiero pierwsze pytanie i od niego zależało, jak potoczy się dalsza rozmowa. Mimo że, Czarny Pan go ostrzegł, to cała ta audiencja miała być grą. Grą o życie Mistrza Eliksirów.
- Nie. – nie zaskoczyło go wcale to, że chwilę później wił się na podłodze pod wpływem bólu. Klątwa trwała krótko, ale wiedział, że oberwie nią jeszcze kilka razy. Riddle chciał odpowiedzi, więc zadba o to, aby przeżył do ostatniego pytania. Później okaże się czy zasłużył, aby wyjść z jego gabinetu żywym.
- Nie żebym się tego nie spodziewał, ale i tak jestem nieco zawiedziony. – przyznał z grymasem na wężowej twarzy. – Masz wiele zalet, których wymagam od moich sług. Można nawet powiedzieć, że jesteś z nich wszystkich najbardziej wszechstronny. Naprawdę cię szanuje, Severusie. Doceniam, że bierzesz moje słowa do serca, ale mam też ochotę cię stąd wyrzucić. Wiem jednak, że strata ciebie byłaby bardzo… dotkliwa.
Severus starał się zamaskować swoje zaskoczenie na taką ilość komplementów. Nie wiedział za bardzo jak zareagować na to oblicze Czarnego Pana. Starał się wymyślić coś odpowiedniego, kiedy podnosił się z powrotem na krzesło.
- Dziękuje, mój Panie. Czuję się zaszczycony. – wymruczał zmęczony, ale i mile połechtany.
- Wciąż się zastanawiam, co mam z tobą zrobić. – powiedział jakby naprawdę mocno zaprzątało mu to myśli. – Zdrada jest karana śmiercią i kusi mnie, żeby potraktować cię Avadą. Ale wiem też, że nie przyszedłeś na spotkanie bez powodu. Mogłeś się ukryć w bezpiecznym kokonie, jaki daje ci bycie małżonkiem Chłopca, Który Przeżył. Miałeś okazję uniknąć dalszej służby w moich szeregach, tak jak marzy o tym większość Śmierciożerców. Jednak przybyłeś. Pytanie tylko czy jako wróg, czy sojusznik? – gładził w zamyśleniu swoją różdżkę.
- Nie śmiałbym ci się sprzeciwić, mój panie. Jestem tu, bo wciąż chcę ci służyć.
- Dobra odpowiedź. Zawsze wiedziałeś co chciałbym usłyszeć, Severusie. – uśmiechnął się jadowicie. – Jednak przejdźmy dalej. Mówisz, że wciąż chcesz być moim sługą, ale ciekawi mnie dlaczego? Czy jesteś tu, bo popierasz moje ideały? Czy przybyłeś do mojego domu, dla mnie?
- Nie. – krótka odpowiedź i kolejna klątwa. Snape wiedział, że nie powinien złościć Czarnego Pana. Jednak to było trudne, kiedy zadawał takiego rodzaju pytania i oczekiwał szczerości. To było nieuniknione i z każdą chwilą mężczyzna zastanawiał się czy faktycznie dobrze zrobił przychodząc tu. Równie dobrze mógłby teraz siedzieć w swoim ulubionym fotelu i rozmawiać z tym głupim nastolatkiem.
- Twoja szczerość dzisiaj jest niezwykła, przynosi mi tak wiele radości. – zironizował z gniewnym wyrazem na twarzy. – Nie będę pytał komu jesteś lojalny, bo to oczywiste. Jednak chcę wiedzieć, co chcesz zyskać będąc wciąż w moich szeregach? – Severus westchnął głęboko. Ta cała rozmowa przebiega zupełnie inaczej, niż sobie to wcześniej wyobrażał.
- Przede wszystkim chciałbym informacji. Przez wiele lat byłem twoim szpiegiem i pragnę dalej być na bieżąco w wydarzeniach. – odpowiedział pokornie.
- Tak, byłeś mój. Teraz jednak już nie jesteś i nie wiem, dlaczego miałbym ci na to pozwolić?
No właśnie. Ten układ mógłby zadziałać tylko wtedy, gdy Mistrz Eliksirów zaoferuje też coś ze swojej strony. Nie był pewny tylko co byłoby odpowiednie. Mogliby wymieniać się nawzajem informacjami, ale Voldemort był świadomy, że ze strony Snape`a będą one dawkowane bardzo skrupulatnie. Natomiast pozwalanie przebywać tak dobremu szpiegowi na swoich spotkaniach było niebezpieczne i nie działałoby na jego korzyść.
- Chciałbym też być blisko młodych Śmiericożerców. – mężczyzna postanowił na razie wypowiedzieć wszystkie swoje żądania, dając tym sobie też trochę więcej czasu na przemyślenie warunków, aktualnie wątpliwego, układu. – Większość z nich to moi uczniowie i czuję się w zobow…
- Dlaczego miałbym ci pozwolić na bycie wciąż moim sługą? – przerwał mu stanowczo. Widocznie zauważył starania Severusa. Mężczyzna nie był z tego powodu zadowolony. Miał mniej czasu i musiał się ratować bardzo niebezpieczną grą. Mianowicie szantażem.
- Nie zdradzę innym Śmierciożercom, jak pozbyłem się swojego Mrocznego Znaku. – powiedział szybko i spiął mocno mięśnie w oczekiwaniu na klątwę. Zdziwił się, kiedy nią nie oberwał, ale za to usłyszał głośny śmiech.
- To niebywale odważne z twojej strony, Severusie. Ale też i głupie. Mógłbym faktycznie wziąć to pod uwagę, gdyby mi na tym zależało. Pamiętaj, że mogę cię zabić zanim stąd wyjdziesz i ta wielka tajemnica, nigdy nie opuści tego pomieszczenia. – zagroził wciąż wesoły.
- Ja… - Mistrz Eliksirów musiał uspokoić oddech. W gardle zebrała mu się gula, która uniemożliwiała mu dalsze mówienie. Cholera. Próbował właśnie szantażować Voldemorata. Sama świadomość przyprawiała go o dreszcze.
- Próbuj dalej, chciałbym abyś mnie zaskoczył. – prowokował do dalszych prób.
Miał pustkę w głowie. Jak na złość brakowało mu racjonalnych pomysłów. Nie pomagało mu też to, że po tak wielu dawkach klątwy torturującej, szumiało mu w głowie i miał wrażenie, że przy kolejnej próbie, po prostu zemdleje. To był kiepski scenariusz, ponieważ jeśli Voldemort nie miałby z niego pożytku, wrzuci go do lochów, albo od razu zabije. Nie miał też czasu grać na czas, ani kombinować.
- Mógłbym… Chciałbym… Nie zdradziłbym.. Ja nie… - jego jąkanie przerwała klątwa Cruciatus. Tym razem była silniejsza.
- Chcesz mi powiedzieć Severusie, że nie możesz mi nic zaoferować? Straciłem tylko na ciebie czas? – wysyczał stojąc nad jego drżącym ciałem i celując w niego różdżką. Najwyraźniej jego pokłady cierpliwości skończyły się, albo nie lubił tracić czasu na kogoś niezdecydowanego. – Czy jesteś gotowy umrzeć?
- Ja… Mógłbym… - odetchnął głęboko, aby się uspokoić. – Nigdy nie podniosę na ciebie różdżki, panie. – powiedział pierwsze co mu przyszło na myśl.
Minęła chwila ciszy. Sam Severus był trochę zaskoczony tym, co w końcu wydostało się z jego ust. Przypomniał sobie o tym co się dowiedział od Pottera. O tym, że samą wolą mógłby walczyć z Czarnym Panem. Jego siły magiczne znacząco wzrosły kiedy otrzymał magię swojego męża. Jeśli rozpocząłby pojedynek, istniała spora szansa, że zdoła przetrwać i uciec. Tylko czy było warto?
- Właśnie o coś takiego mi chodziło. Czy to było takie trudne, mój sługo? – zapytał z lekką ironią, po czym usiadł z powrotem na swoim fotelu. Wydawał się usatysfakcjonowany tym, co usłyszał.
- Nie... rozumiem. – przyznał trochę zmieszany Mistrz Eliksirów.
- Zmieniłeś się Severusie. To słychać i czuć. Rozpoznaję w tobie magię Pottera, tą silną i buntowniczą aurę. Domyślam się, że podarował ci ją w momencie składania magicznej przysięgi. Nie chcę na razie wiedzieć, co go do tego skłoniło. To temat na inne spotkanie, jak już przemyślę dokładniej tą sytuację. Podejrzewam jednak, że skoro masz do niej dostęp, mógłbyś być naprawdę niebezpiecznym przeciwnikiem. Jako mój sługa, musiałbyś wypełniać moje rozkazy, przekazywać mi informację, ale zawsze byłoby to zagrożenie, że kiedy się ode mnie odwrócisz, byłbyś groźniejszy niż Dumbledore. – przyznał z uśmiechem.
- To niemożliwe. Przeceniasz mnie, mój panie. – odpowiedział lekko oszołomiony.
- Nie jesteś w stanie wyczuć własnej mocy, ale ja mogę. I jej ilość przyprawia mnie o dreszcz ekscytacji. Poczułem to już wtedy, gdy przekroczyłeś próg mojej rezydencji. Takiego przeciwnika do walki nie miałem od lat. Potter jest silny, ale brak mu doświadczenia. I to jego głupie szczęście okropnie mnie wkurza. Dumbledore za to ma ogromną wiedzę i umiejętności, ale stracił już tą swoją żywiołowość i energię. Jest już po prostu starym prykiem. – skrzywił się odrobinę. – Co innego ty, mój sługo. Jesteś młody, doświadczony i potężny. Tak wiele magii. – wymruczał, jakby samo to zdanie sprawiało mu przyjemność. - Jestem gotów podjąć ryzyko, aby tylko mieć twoją siłę po swojej stronie. – oświadczył patrząc na niego zachłannie.
I czy to nie było to, o co walczył Mistrz Eliksirów? Słowa Voldemorta potwierdzały to, że zgodził się dopuścić kolejny raz Severusa do swojego boku. O to przecież walczył. Chciał dalej być szpiegiem. Tylko jakoś nie potrafił czuć z tego powodu radości. Raczej był lekko przygnębiony. Kolejny raz stracił swoją wolność. Tym razem jednak, wiedział na co się pisze. Cóż za ironia.
- Nie zawiedziesz się na mnie, mój panie. – pochylił się w geście szacunku i odetchnął mimo to lekko z ulgą. Czyli jednak przeżyje dzisiejszy dzień.
- Chcę, abyś wykonywał moje rozkazy tak jak dotychczas. Będziesz ważył eliksiry, szpiegował dyrektora i stawiał się na spotkania. Oczekuję, że mimo braku mojego Mrocznego Znaku, będziesz przychodził przynajmniej raz w tygodniu. Nie obchodzi mnie jak to zrobisz, ale masz być. – uśmiechnął się mściwie, a potem kolejny raz rzucił niewybaczalne na Snape`a. – A to taka mała zapowiedź kary za usunięcie mojego symbolu.
- Wybacz mi, Panie, ale nie zrobiłem tego celowo. To Potter… - nie dokończył, bo przerwał mu okropny ból w gardle. Zakaszlał głośno. Działanie eliksirów najwyraźniej osłabło.
- Nie ważne jak to się stało, dopóki to się nie powtórzy. Oczekuję po prostu, że pozostanie to tajemnicą. Tyle mi wystarczy. – machnął na to ręką. – Jesteś człowiekiem honoru, Severusie. Dobrze o tym wiem, a dodatkowo potwierdziłeś to przychodząc do mnie w swojej marnej sytuacji. Nie będę więc od ciebie wymagał przysięgi, ale gdy dowiem się, że złamałeś dane mi słowo, pożałujesz. – zagroził.
- Tak jest.
- Dobrze, teraz wróćmy do tematu tego spotkania. Ciekawi mnie co tak ważnego kryje się za słowem „kufer".
Snape nie był nawet w stanie policzyć, ile razy podczas tego spotkania miał dreszcze strachu. Tak samo jak już stracił rachubę co do ilości klątw, którymi oberwał. Wspomnienie zniszczonych rzeczy Pottera przywoływało niebezpieczne myśli. Temat przepowiedni nie powinien w ogóle się pojawić podczas tego spotkania. Przez chwilę mężczyzna nawet żałował, że wypytywał chłopaka o zaginione przedmioty. Gdyby o nich nie wiedział, nie musiałby się teraz tak martwić.
Jednak skąd mógłby wiedzieć, że dosłownie parę minut po powrocie do mieszkania, dostanie sowę od Lucjusza? Umówili się, że mężczyzna zabierze Snape`a na następne spotkanie Śmierciożerców, które jak się okazało miało nastąpić za kilka minut. I Mistrz Eliksirów naprawdę nie mógł się od tego wymigać. Nie pojawienie się na spotkaniu kolejny raz, mogło tylko zwiastować jego nadchodzącą śmierć. Voldemort po prostu nie wybaczyłby już drugiej nieobecności.
Dlatego Severus nie miał wyjścia i udał się z blondynem do Czarnego Pana. I może gdyby nie miał wciąż przed oczami, tego przerażonego wzroku nastolatka, byłoby mu łatwiej. W głowie wciąż odbijały mu się słowa „zniknęła przepowiednia", a myśl, że Voldemort może poznać powody jego roztargnienia, powodowały u niego ciarki. Pamiętał jaką mężczyzna miał na niej obsesje w zeszłym roku szkolnym. Dlatego, pełen obaw, próbował zakończyć ten temat rozmów jak najszybciej.
- Właściwie to nic szczególnego. – starał się wybrnąć z tej sytuacji. – Sam byłem zaskoczony, że powiedziałem coś tak idiotycznego. Przepraszam, mój panie. – powiedział cicho ze skruchą.
- Czy mam cię ukarać za kłamstwo? – wycelował w Severusa różdżką. – Wydawało mi się, że już masz dość bólu, ale czyżbym się mylił? – zapytał z sarkazmem, a młodszemu mężczyźnie dreszcz przeszedł po plecach.
- Ja… Proszę o wybaczenie. To naprawdę wydaje mi się nieistotne. Po prostu, gdy szukałem odpowiedniego słowa, które cię przekona do wysłuchania mnie, przypomniało mi się wydarzenie z dzisiejszego dnia i nawet nie wiem, kiedy powiedziałem na głos swoje myśli. – tłumaczył się próbując nie okazać strachu na dalsze pytania w tym temacie.
- Co to za wydarzenie? – zapytał niemal od razu, kiedy jednak Snape zwlekał z odpowiedzią, Riddle zaczął go popędzać. – Twoje milczenie jest aż nazbyt wymowne, mój sługo. Coś się wydarzyło i chcę znać szczegóły. Mów. – wysyczał.
- Kiedy trzy dni temu… zabierałem Pottera do siebie, zostawiłem nieumyślnie jego kufer. Zauważyłem to dopiero wczoraj i chciałem go dziś odzyskać, ponieważ bachor nie miał nic swojego. Jednak ktoś… - zawahał się odrobinę. - … ktoś mnie wyprzedził i zostało skradzionych kilka przedmiotów Pottera. – zakończył z cichym westchnieniem. Podejrzewał, że Czarny Pan będzie dalej drążyć, a on tak bardzo nie chciał opowiadać, co zniknęło.
Przez chwilę, Riddle analizował jego słowa. Marszczył lekko czoło i gładził powolnymi ruchami swoją różdżkę. Wyglądał jakby szukał dziur w jego wypowiedzi, ukrytych znaczeń jego zachowania. I zapewne coś znalazł, ponieważ uśmiechnął się łagodnie.
- A to ciekawe. Nie kombinowałbyś tak, gdyby nie było to coś ważnego. Czy zdradzenie mi nazwy tych przedmiotów, narazi twoją przysięgę o lojalności? – pytał nachylając się nad biurkiem. Z uwagą obserwował reakcję Mistrza Eliksirów.
- T-tak. – cholera, zawahał się. To była okazja na ratunek, ale najwyraźniej ją spieprzył.
Miał nikłą nadzieję, że Czarny Pan tego nie zauważy, ale przeliczył się w momencie, gdy kolejna klątwa uderzyła w jego pierś. Miał już dość. Kolejny raz pojawiła się pokusa, by uwolnić swoją wolę. Chciał pokazać swojemu Panu, że nie jest bezbronny. Pragnął, by dla odmiany to on tym razem, mógł popatrzeć na jego cierpienie. I przez chwilę miał gdzieś konsekwencje. Ważne było tylko to, by móc odetchnąć.
Te myśli były tak destrukcyjne. Wiedział, że jeśli chce zrobić to, co sobie wcześniej postanowił, musi jak najszybciej je uciszyć. Przecież był już tak blisko swojego celu. Było to jednak bardzo trudne i powodowało dodatkowy mentalny ból. W skupieniu nie pomagał mu gniew na całą tą sytuację. Na Voldemorta, Pottera, Dumbledore`a, na samego siebie.
- Trochę jest mi cię żal, Severusie. – zaczął Riddle, a jego głos był spokojny i jakby smutny. – Zyskałeś tak wiele i stałeś się naprawdę kimś znaczącym… A jednak się marnujesz. Korzysz się przede mną, nawet jeśli mógłbyś stanąć ze mną do walki, jak równy z równym. Zdobyłeś moc, ale nie możesz z niej korzystać. – powiedział z goryczą.
- Nie wiem o czym mówisz, panie. Ja… - przerwał, ponieważ ból gardła nie pozwolił mu kontynuować.
- Zastanawiam się, co takiego posiadasz, że Potter zdecydował się, podzielić się z tobą swoją magią. Jak go do tego przekonałeś, albo raczej co takiego w tobie zobaczył, że podjął tak drastyczne kroki? Domyślam się też, że ten układ jest jednostronny. – wydawało się jakby nie usłyszał wtrącenia Snape`a. Mówił zamyślony, jakby był w transie. - Takie sytuacje nie zdarzają się często. Możliwe że raz, czy dwa na stulecie. Magiczne małżeństwa zazwyczaj skupiają się na zwykłym powiązaniu swoich mocy, aby móc się wzajemnie wyczuć, gdzie jesteśmy lub w jakim stanie. Ty jednak dostałeś od naszego Wybrańca dodatkowy zasób magii, co jest zadziwiające. Można powiedzieć nawet, że jesteś teraz takim ewenementem. Spotkać kogoś o podwojonej mocy… Coś niesamowitego, intrygującego. – podszedł do Mistrza Eliksirów i pogładził go po policzku. - Zastanawiasz się teraz pewnie, czemu sam o tym nie pomyślałem. Mógłbym tak łatwo zdobyć wielką potęgę… To proste. Ja nie lubię być od kogoś zależnym. Jestem w końcu Lordem, Czarnym Panem, mimo że małżeństwo jakie zawarłeś, ma zachęcające korzyści, to konsekwencje już niekoniecznie. A ja nie mogę sobie pozwolić na tak wiążące przysięgi. – orzekł stanowczo. - Ciekawi mnie co zaoferowałeś mu w zamian, oprócz oczywiście lojalności. Bezpieczeństwo, ochronę przed dyrektorem i mną? Pieniądze, nowy dom? Miłość, dobry sex? – zakpił szyderczo.
- Nie. – wychrypiał z lekkim trudem. – Potter nie chciał nic w zamian. Nic oprócz lojalności. – dopowiedział. Wydawało mu się, że powinien jakoś ubarwić ich pierwsze spotkanie. Nikt nie oddałby swojej magii, tylko ze względu na zaufanie, czy szacunek.
- Czyli mam rozumieć, że Potter może być teraz bezbronny? Jeśli rozkazałbym ci, pobrać od niego całą magię, stałby się na chwilę obecną, charłakiem? Nie podarowałeś mu nic, dzięki czemu mógłby dalej ze mną walczyć? To nie ma sensu. – oświadczył ściskając mocno za szczękę Severusa. – Jest Wybrańcem. Cholernym Chłopcem, Który Przeżył i nie mógł od tak oddać tej mocy, którą ma mnie to niby pokonać. Potter nie poszedłby na taki układ. Ty również. – zaznaczył. - Za tym musi się kryć coś ważnego. Powiesz mi, co to jest, Severusie?
- Nie mogę. Przysięgałem… - odpowiedział cicho.
Ciężko mu było się skupić. Eliksiry przestały działać i jego stan znów był kiepski. Obraz w oczach lekko się chwiał. Słyszał jeszcze co Voldemort do niego mówi, ale gorzej było z szybko reakcją i zrozumieniem. Potrzebował kilku dodatkowych chwil by odpowiedzieć, nawet jeśli były to tylko trzy słowa. Czuł się coraz gorzej i miał wrażenie, że jeszcze jeden Cruciatus i zwymiotuje, albo zemdleje.
Bał się kolejnych pytań, ponieważ nie wiedział czy pod wpływem otumanienia, nie powie czegoś niewłaściwego. Nie wybaczyłby sobie, gdyby coś takiego się wydarzyło. Zależało mu żeby wyjść z tego spotkania z dobrymi wieściami. Mimo że i tak ta rozmowa nie przebiegała po myśli Czarnego Pana, to ostatecznie plan Severusa się powiódł.
Pozostał w szeregach Śmierciożerców.
- Zdajesz sobie sprawę z tego, Snape, że prawie nic się dzisiaj od ciebie nie dowiedziałem? Oprócz tego, że obiecałeś nie podnosić na mnie różdżki, to spotkanie było mało wartościowe. – wysyczał mrocznie. – Chciałem odpowiedzi, a dostałem jedynie więcej niewiadomych. Zastanawiam się, czy nie powinienem zmieniać zdania i jednak cię nie zabić. Jakoś przeżyłbym utratę tak silnego sojusznika. Pokusa jest silna, naprawdę. – skierował się z powrotem na swój fotel. Przez chwilę milczał, utrzymując wrogi wyraz twarzy. - Mam dziś jednak do ciebie ogromne pokłady miłosierdzia. Sam się temu dziwię. – wyszeptał, ale Mistrz Eliksirów jakimś cudem to usłyszał. - Dam ci okazję na wykazanie się. Oczekuję, że przyniesiesz mi jakieś znaczące informacje. Lub zrobisz coś, co przysłuży się mojemu zwycięstwo w tej wojnie. Cokolwiek, co mnie zadowoli. W przeciwnym razie zmienię zdanie, co do twojej obecności w moich szeregach. – oświadczył patrząc na niego z góry. - I będę czekał tydzień, nie więcej.
Snape miał problem ze zrozumieniem, co się właśnie wydarzyło. Po naprawdę długiej chwili, uświadomił sobie, że to koniec spotkania. Został wyproszony poprzez wydanie nowego polecenia. Wstał chwiejnie i po wykonaniu lekkiego i ostrożnego ukłonu, wyszedł na korytarz. Musiał jak najszybciej opuścić to miejsce. Oddech miał już lekko urwany i można było stwierdzić, że jeśli się nie pospieszy, straci przytomność. Podpierając się o ściany, szedł bardzo powoli. Nogi wciąż mu drżały.
Nie pamiętał kiedy ostatnio znosił taką dawkę bólu. Jeśli w ogóle miał wcześniej okazję doświadczyć czegoś podobnego. Oczywiście znosił wiele klątw torturujących Czarnego Pana, ale dziś wydawało mu się, że to było najgorsze jego spotkanie. Może i nie był trzymany pod zaklęciem długo, ale obrywał niewybaczalnym bardzo często. W aktualnym odczuciu mężczyzny, było to nawet gorsze, niż jednorazowa, długa klątwa.
Marzył o potężnej dawce eliksiru przeciwbólowego. Do tego jeszcze chętnie by się wyspał oraz wziął długą i rozluźniającą kąpiel. A jeśli już spisuje listę życzeń, to nie może zabraknąć też dobrego posiłku. Ciekawiło go, jak tam kolacja przyrządzona przez Pottera. Nie miał okazji jej spróbować, ale teraz wątpił, że cokolwiek by przełknął. Podejrzewał, że jego gardło potrzebowało kilku dni rekonwalescencji. Mimo to był ciekawy.
Musiał się kilka razy zatrzymać, żeby odsapnąć i złapać równowagę. Jego ciało było u kresu sił, ale, mimo to dał radę jakoś wyjść na zewnątrz. I cóż, nie przemyślał do końca sprawy. W głowie miał jedynie myśli dotyczące opuszczenia posiadłości Voldemorta. Zapomniał, że ma do przejścia jeszcze spory kawałek drogi na zewnątrz, do granic bariery antyaportacyjnej. Tym razem jednak nie miał o co się oprzeć w momencie osłabnięcia. Dlatego po paru metrach runął jak długi na trawę.
Wyklinał przy tym Merlina, Pottera i wszystkie inne bóstwa, ponieważ nie miał sił ruszyć choć jednym palcem. Ten upadek był jak porażka. Powieki zaczynały mu ciążyć, przez co był lekko przerażony. Nie dotarł przecież jeszcze do domu. Jeśli straci przytomność, nikt mu nie pomoże i być może nawet zginie od zbyt wielu obrażeń. Te wszystkie klątwy na pewno wyrządziły spore szkody w jego organizmie. Gdyby tak nie było, nie czułby się teraz tak fatalnie.
Jak przez mgłę słyszał, że ktoś do niego podchodzi. Nie był w stanie rozpoznać obcej osoby, jego wzrok nie sięgał wyżej jak do kolan przybysza. Gdzieś tam jednak na krawędzi umysłu, pomyślał, że kojarzy te buty i wykwintne szaty. Był zbyt otumaniony, by połączyć ze sobą jakiekolwiek podobieństwa. Zastanawiało go jednak czy nieznajomy ma wobec niego pozytywne zamiary, czy wręcz przeciwnie. Wśród szeregów Śmierciożerców wszystko było możliwe.
Miał jednak nadzieję, że ten ktoś zamierza mu pomóc. Miał dość bólu. Pragnął chwili odpoczynku i nie obchodziło go, kto mu go zapewni. Zanim opuściły go ostatnie siły, pomyślał, że powinien jakoś poinformować swojego młodego małżonka, że jednak żyje. Pominął już fakt, że nie wiedział jak to zrobić, by nie zdradzić położenia ich kryjówki.
Czuł jak jest podnoszony i miał ochotę skierować wzrok na towarzysza, jednak uświadomił sobie, że ma zamknięte oczy. Nagle jakoś ciężej mu się oddychało. Ogólnie czuł się coraz gorzej. Czyżby to miał być jego koniec?
