- Pozwólmy młodemu spróbować –Odezwał się Mephisto,
Yukio wpatrywał się w dyrektora, ale nie tracąc czasu błyskawicznie podjął decyzje. Chciał powiedzieć ,,Nie, to idiotyczny pomysł on nie ma praktycznie szkolenia. Nie potrzebujemy trupów.'' Ale nie było czasu a drobne sprzeczki, jeśli Rin chciał ryzykować to jego sprawa.
- Masz jedne podejście Rin.
Chłopak uśmiechną się na słowa brata i zaczął się zbliżać do kota.
- Hej! –Krzykną by zwrócić jego uwagę. Egzorcyści szeptali między sobą za nim, ale nie zwracał na nich uwagi.
- Jestem synem Shiro, Okmura Rin!
- Shiro?
- On nie żyje.
- Rin! – Krzykną Yukio w duchu przeklinając idiotyzm Rina'a.
- On nie żyje.
- Kłamiesz! Nie wierzę ci!
- On nie żyje!
- To kłamstwo! Nie okłamuj mnie! –Rykną Kuro, szarżując na chłopaka. Ten tylko stabilniej staną na nogach.
Doszło między nimi do zderzenia. Kot przewrócił się po zderzeniu z niespodziewanie twardą przeszkodą. Kiedy próbował wstać Rin wykorzystał tę chwile by stanąć bezpośrednio przed nim.
- Naprawdę kochałeś staruszka, prawda? Dlatego jesteś taki smutny i samotny. Tak jak ja.
Kot podniósł się już na cztery łapy.
- Zawrzyjmy pokój. –Zakończył Rin wyciągając otwartą dłoń. Wpatrywali się w siebie w milczeniu, nikt inny nie ośmielił się przerwać ciszy.
Mephisto porównywał tą chwile ze swoim wspomnieniem. Wtedy to Shiro powiedział coś niemal identycznego; naprawdę kochałeś tych ludzi, prawda? Dlatego że o tobie zapomnieli, stałeś się smutny i samotny. Zawrzyjmy pokój. Przyniosłem ci wino z kocimiętki.
Niewiedział jednak, że nie był jedyny, ponieważ w tym momencie Kuro zobaczył swojego starego towarzysza w tym młodym chłopcu, który tak samo jak on wyciągał do niego zapraszająco dłoń.
- Shiro... Shiro! – Zaczął płakać Kuro na wspomnienie przyjaciela, z którym spędził wiele czasu. –Już cię więcej nie zobaczę? Shiro! – Wołał z rozpaczą wracając do swojej małej formy. – Naprawdę odszedłeś?
Rin nie musiał się zastanawiać widząc rozpacz kota, uklękną przed nim, wziął go w ramiona i przytulał, do puki ten się nie uspokoił. Nie zwracał uwagi na płynący czas. Rin czuł się spokojny mogąc pomóc i w końcu nie powodując problemu tylko go pokojowo zakańczając.
Gdy już ochłonęli razem usiedli na schodach akademii podziwiając zachód słońca. Kuro ocierał się o jego nogę szczęśliwy.
Z za rogu wyszedł Yukio razem z Mephisto.
- Przepraszam, że musieliście czekać. –Powiedział dyrektor siadając koło nich.
- Wygląda na to, że się do ciebie przywiązał. –Skomentował młodszy chłopiec.
- Co z nim zrobicie? –Zapytał Rin głaskając Kuro. Nie był pewny jak jego brat będzie miał podejście do kota, jako do natrętnego demona czy mało rozumne zwierzę?
- Od teraz – wyjaśniał Mephisto – jak udało się nam ustalić, że zapanowaliśmy nad sytuacją, czyniąc go twoim podopiecznym.
Rin nie rozumiał, przecież nie zawarli kontraktu. Zamierzał spróbować dopytać o to później.
- Północna brama będzie teraz strzeżona przez kogoś innego. –Dodał Yukio, podając bratu pojemnik.
- Jestem strażnikiem, mogą sobie decydować, co chcą to i tak nic nie zmienia.
- To trucizna, jaką przygotował Shiro, nie wiemy, co zawiera, więc lepiej uważaj, skoro zajmujesz się Kuro, nie powinieneś pozostać bez broni, jeśli znowu wymknie się z pod kontroli i nie będziesz w stanie mu pomóc. –Po czym odszedł bez słowa.
Kuro wyswobodził się spod ręki Rin'a i obwąchiwał pojemnik.
- To pachnie jak prezent od Shiro!
Zaintrygowany Rin wyciągnął butelkę z środka, dla pewności odsuną na bezpieczną odległość i odkręcił. Nic się nie stało, Mephisto nachylił się wciągając ulatujący zapach.
- To pachnie jak kocimiętka.
- Jesteś pewien?
- Kocimiętka?!
- Tak.
- To kocimiętka od Shiro! –Podskakiwał podekscytowany Kuro.
- Daj mi! Daj mi to!
- Już, już spokojnie. –Chłopak nalał odrobinę zawartości na korek i podał podekscytowanemu Kuro.
Mephisto roześmiał się dobrodusznie, widząc ich interakcje.
-Co się stało dyrektorze?
-Teraz, kiedy o tym myślę, to nie było takiej opcji, by Shiro miał zabić Kuro.
- Jednak staruszek był niesamowity.
- Tak, on był. Niema się, co wstydzić Rin. –Dodał widząc jego rumieniec. –W takich momentach jak dzisiaj bardzo mi go przypominasz.
- Naprawdę?
- Gdybym nie znał całej historii, uznałbym was za biologiczną rodzinę i nie ma, co się robić tej smutnej miny. Shiro cię kochał i nie przejmował się takimi drobnostkami jak pochodzenie. Wsparcie i miłość bardzo często nie mają nic wspólnego z krwią.
- Dziękuje... Czy wy byliście przyjaciółmi? –Wypalił nagle i szybko dodał opuszczając głowę. - Przepraszam.
- Myślę, że można tak o nas powiedzieć. Czasami pracowaliśmy razem a nawet, jeśli nie to i tak nawzajem niejednokrotnie kryliśmy swoje tyłki.
- Pyszne!
Roześmiali się, dzisiaj nie musieli nigdzie się śpieszyć.
Rin ufał Kuro, dlatego że kot jemu ufał. Wierzył, że będą się wspierać, dlatego że oboje tego chcą.
Co wyniknie z ich relacji, to tylko czas pokaże.
