- Hej Okumura-chan co porabiasz? –Zapytał dryblas.

Chichoty.

Rin miał przerąbane. Dlaczego...? Dlaczego on? Znowu? Przecież nie szukał walki, czy musieli akurat go zaczepiać?

Siedział sobie po prostu pod drzewem próbując ćwiczyć koncentracje. Wyczuwał otaczający świat, co według Mephisto miało być podstawą do technik kontroli. Od tego czasu minęły już tygodnie, ale nadal pamiętał otrzymane rady.


- Nie, nie. Znowu nie tak. Przestałeś już próbować panować nad mocą, ale dlaczego tak usilnie próbujesz ją opanować?- Pytał sarkastycznie.- Tak się nie da, wbij sobie to w końcu o głowy i przestań robić wszystko od końca. Najpierw kontrola.

- Przecież próbuje! –A w monecie kiedy to powiedział już wiedział co na stąpi. –Na ziemie?

- 70. –Potwierdził i kiedy skończył zapytał. –Ile energii normalnie przyswajasz?

- Staram się sypiać 6 godzin, ale ledwo dobijam do 4.

- Źle, bardzo nie dobrze. Młode demony potrzebują dużo snu, tak z 9-10 godzin, ale nie o to pytam. Ile elementu Assiah a ile Gehenny przekładasz na swoje ataki?

- To można zmierzyć. – Widząc jego minę szybko tłumaczył. – Do rozpalenia płomyka wystarcza mało mocy, zwykle nie jestem wstanie wydzielić tak małego kawałka i używam równowartość butelki wody i dopuszczam do podpalenia tylko skrawek. Nie wiem nic o elemencie Gehenny, naprawdę.

- Widzisz je jako wodę?

- Raczej czuje jakby rzekę ale ukrytą za zasłoną, nie widzę jej.

- Na pewno?

- Tak, proszę pana.

- Mam pomysł jak wreszcie zacząć z twoją kontrolą i nie patrz tak na mnie, do tej pory zajmowaliśmy się dopiero wykorzenieniem niepotrzebnych przyzwyczajeń. Muszę to jeszcze przemyśleć, robimy na początek trzy okrążenia.

- Tak jest.

Pięć okrążeń później.

- Mamy tu dwa zbieżne światy... –Zaczyna.

- Assiah i Gehenna.

- Dokładnie a jako że są one ze sobą połączone ich elementy przeplatają się wzajemnie. Różne demony widzą to inaczej. Dla mnie na przykład są one jak ulotny wiatr okalający świat. Dlatego że moim żywiołem jest powietrze. Najbardziej osobliwy opis jaki słyszałem był od jednej demonicy która określiła elementy jako poplątany kłębek wełny. Chociaż sama nie widziała takiego na oczy i nie znała znaczenia tego pojęcia. Jej żywiołem była ziemia.

- To znaczy że skoro widzę rzekę to jestem wodą, ale to nie ma dla mnie żadnego sensu Mephisto-sensei. Przecież tworzę ogień, ciepło i płomienie.

- Posiadasz tylko połowę materiału genetycznego z Gehenny, dlatego nie miałeś jak odziedziczyć innej mocy ani dostać jakiejś pochodnej kombinacji. Jednak ludzie też mają żywioły, nie mam jednak żadnej pewności czy są one dziedziczne w Assiah w ten sam sposób jak w Gehennie. Kształt płomieni jest bardzo potężny i zastraszający, jest jednak dla ciebie jedynie podstawową formą. Masz tu szczęście woda jak i ziemia charakteryzują się dużą zgodnością do kontroli.

- Umm.

- Nie sprzeciwiają się kontroli ale ta wymaga ogromnego wyczucia. Opanowanie będzie cholernie trudne szczególnie że przybiera formę jednego żywiołu a zachowuje się jak inny, co jest dodatkowo mylące. Uda ci się to kwestia stałego dostrojenia do której potrzeba bardzo silnej woli a tej masz akurat pod dostatkiem.

- Dziękuje.

- Popracujemy na początek nad medytacją. Wyczuwasz strumień Gehenny najpewniej dlatego że jest dla ciebie nowy i obcy. Żyjesz przez cały czas w Assih więc jej element pochłaniasz na poziomie podświadomym.

- Czy w Gehenny jest na odwrót, czy demony samoistnie pochłaniają jej element?

- Nie. Assih ma bardzo równomiernie rozłożoną swój element przeplatany tym Gehenny. Jednak w świecie demonów element skupia się w około jego władców. Im silniejszy tym go więcej a my demony potrzebujemy naszego elementu do życia jak ludzie powietrza. Za to element Assih występuje losowo i pełnemu demonowi pewna jego ilość jest potrzebna do przekroczenia wrót między światami.

- Dlatego też Szatan ma takie poparcie.

- Tak i dlatego też do tej pory żaden z jego synów nie zdołał zrzucić go z tronu mimo licznych prób. Mają za mało mocy a kiedy przegrywają są niezdolni do działania więc odebranie im mocy nie jest dla niego problemem.

- Można zabrać element z demona?

- Tak, ale nie będziemy się tym dzisiaj zajmować.

- Ile demon potrzebuje by odbyć udaną podróż do Assih?

- Zwykle ponad połowę swojej mocy. Zależy to też od jego gatunku i poziomu kontroli.

- I to jest przyczyna chronicznego występowania skupisk małych demonów.

- Nie tylko ale to jedna z nich. Teraz na ziemie i dajesz 30 a potem zaczynamy pracować nad wizualizacją elementów.


- Kenta-san. –Odpowiedział spokojnie Rin.

- On jednak mówi. –Zaśmiała się jedna z dziewczyn w ich paczce, Nana narzeczona Kanta.

- Chcesz się zabawić bachorze. – Był krótki, Rin nie miał zamiaru zaprzeczać ale jego twarz była przecież urocza i jeszcze te malutkie trochę za długie kiełki.

- Znowu nie gada...

- Leszcz. -I tak w kółko, nudziarze dlaczego nie mogą zostawić go w spokoju.

Była ich szóstka razem z szefem oprócz tego dwie dziewczyny. Te ostatnie robiły za ,,wiarygodnych;; światków, jakby coś miało pójść nie tak. Nikt na nich jednak nie zwracał uwagi, i niby dlaczego mieliby Kenta był bogaczem a do tego drugim najlepszym uczniem akademii. Nie dorównywał jednak Yukio do pięt i uważał że dlatego powinien odreagować na jego ,,bezbronnym'' bracie.

Rin nie odpowiadał, nie krzyczał i ogólnie nie robił żadnego zamieszania. Treningi jednak dawały efekty, wcześniej już dawno by im przyłożył. Wiedział że nie ma co liczyć na wsparcie a tak może się znudzą i odejdą. Kilka razy działało, ale nie tym razem.

- Wstawaj tchórzu! –Prowokował już samą swoją postawa Kenta.

Nie za dobrze, myślał Rin, nie mam jak się bronić. Moc odpada, idioty nie przekrzyczę i fizycznie tez nie da rady. Nie dość że by mnie najpewniej wywalili dla przykładu, by pozbyć się słabego ogniwa, to jeszcze mógłbym go nawet przez przypadek uszkodzić do końca życia. Yukio nie byłby z niego zadowolony.

Już tak dobrze mu szło, zbliża się koniec semestru a on do tej pory niemiał żadnych problemów z zachowaniem w szkole. Stał się skutecznie niezauważalny dla wszystkich. Dopóki dopóty Kenta i jego zgraja się nim nie zainteresowali od tego czasu zauważył że inni uczniowie podświadomie starają się go unikać jak źródła kłopotów.

- Słabeusz. –Śmiała się Nana.

Zaczęli go bić, na zmianę a niebyli to mali faceci. Uciekłby gdyby nie otoczyli go pod drzewem. Nieprzerwana seria ciosów w tors. Z całych sił starał się powstrzymać przed wypuszczeniem płomieni do uleczenia ran. Nie ich siła była problemem, nie przy jego nieludzkiej wytrzymałości, lecz ich nieprzerwana ilość niepozwalająca mu nawet zaczerpnąć powietrza. Zaczął widzieć mroczki przed oczami.

- Pomocy! Pomo-cy! – Jęczał w myślach, pozbawiony nadziei, zanim utracił przytomność.