- Przyjemniaczek. –Skwitował Faust.

- Proszę tak nie-yh. –Atak kaszlu przerwał jego wypowiedź.

- Hm? –Gładził go uspokajająco po plecach, nie pośpieszając.

- Jest moim bratem. –Oznajmił tym samym tonem jakim ludzie mogliby powiedzieć ,,to jest niebo, jest ono niebieskie'' i wzruszyć ramionami w ten typowy sposób który ma wszystko wyjaśnić ale dla niewtajemniczonych nigdy nic nie mówi i doprowadza jedynie do większej ilości pytań niż odpowiedzi.

- Kochasz go?

- Tak. –Odpowiedział twardo i zdecydowanie.

- W tym pewnie cały problem?

- Jak?

- Och, masz to wypisane na twarzy.

- Podaj lepiej szczegóły. – Kuro wtulił łebek w brzuch Rin'a. –Dobrze ci to zrobi.

- Nie rozmawia ze mną, nie tak naprawdę, jak kiedyś. - Zawahał się ale widząc że mu nie przerywają kontynuował. - Tylko krótkie suche, bezosobowe komendy albo lista wymagań. – Brał długie częste oddech ale dzięki temu mówił zrozumiale i nie zostawiał miejsca na domysły. –Chce by wrócił mój brat, chce żeby Yukio się uśmiechał. Nie musi trzymać już wszystkiego w sekrecie ale nadal to robi. Zamyka się i oddal gdy tylko próbuję podejść bliżej.

- Chcesz by ktoś z nim porozmawiał?

- Nie. –Sam był zdziwiony że mówi szczerze. – Sam musi zdecydować by znowu zacząć używać rozumu inaczej to nic nie da.

Pragną porady Mephisto, ale teraz widzi że jej nie potrzebuje. Chciał po prostu móc zwrócić się do kogoś kto po mimo poznania całej prawdy go nie odrzuci, a te uczucie było wspaniałe dla młodego demona.

- Kim jesteś? –Zapytał człowieka ale to demon na jego kolanach udzielił odpowiedzi.

- Faust to mój opętany.

- Pożyczasz sobie jego ciało i on jest na to zgodny?

- Po części, mamy umowę. Nie muszę pytać lub walczyć o kontrolę. Nie patrz tak na mnie. On także odnosi spore korzyści. To nie tak że za darmo oddaje mi ciało.

- Nie, jak to. Ty nawet jakbyś kogoś takiego znalazł to nie chciałbyś tknąć.

- I żebyś wiedział mam bardzo wysokie wymagania w kwestii wyboru opętanego.

- Na przykład?

- Musi być egzorcystą, raczej mało znanym. Ważna jest też szczególna umiejętność szybkiego przystosowania i ogromnej improwizacji.

- Niemal obawiam się zapytać, ale dlaczego?

- To idealne pytanie i cieszę się że je zadałeś, tak zdolność jest ogromnie ważna w takiej sytuacji jaka się zdarzyła. Środek narady nauczycielskiej, a wtedy słyszę twoje wezwanie. Więc co robię?

- Nie mam pojęcia.

- Nie jesteś zabawny, ale wybaczę ci ze względu na twój stan zdrowia. Kontynuując wyskakuje z ciała Faust'a do swojej obecnej psiej formy. I biegnę do drzwi. Faust mi je otwiera z uroczym ,,jak tu się znalazłeś'' i w niespełna pięć minut kończy spotkanie i dołącza do mnie jakąś minutę po tym jak cię znalazłem, wskoczyłem między twoich prześladowców i ich rozpędziłem. Pojawia się w całej chwale ,,jestem tu dyrektorem'' i żąda wyjaśnień...

Mephisto przerywa opowiadanie zamyślony.

- Co było dalej?

- Odesłał tych drani do pielęgniarki by opatrzyła ugryzienia i zamkną ich tam, na razie.

- By?

- Jeszcze nie jesteśmy pewni co z nimi zrobimy, zdecydowaliśmy poczekać aż ci się polepszy. Pozostawianie demona pod opieką lekarza to nie najlepszy pomysł. Pomimo że mój jest świadomy naszej nieludzkiej sytuacji i tak niewiele byłby w stanie zrobić. Ludzkie leczenie skutkowałoby niemal ludzkim tempem zdrowienia i choć tobie może pomóc to przebywając w otoczeniu silnego demona szybciej powrócisz do pełni sił.

- Dziękuję, Meph-

- Żaden problem. –Przerwał szybko.

- Nie, nie musiałeś mnie przyjmować, nie musisz chronić przed egzorcystami, ani minie nauczać czy w jakikolwiek sposób pomagać. Zasługujesz co najmniej na wdzięczność której i tak nie chcesz przyjąć.

- Nie zasługuje na aż taki poziom wdzięczność Rin.

- Będziemy musieli o tym kiedyś porozmawiać.

- Lepiej opowiedz mi co się stało. – Zbył na razie temat starszy demon.

- Wiesz przecież co się stało. –Odparł smutno chłopak.

- Rin, chciałbym poznać twoja wersję. –Upomniał go Mephisto.

- Tak, proszę pana. –Wziął głęboki oddech by się uspokoić. – Siedziałem pod drzewem, nie chciałem nikomu przeszkadzać, naprawdę. Kenta i jego ekipa podeszli i zaczęli mnie zaczepiać. Na początku nie było tak źle, oni po prostu muszą czasem jakoś odreagować.

Mephisto nie wyglądał na zgodnego z tą opinią ale jak na razie nie przerywał.

- Ignorowałem ich z początku, chciałem żeby sobie poszli. Potem jednak było gorzej, zaczęli uderzać. Nie żeby jakoś mocno. Tylko dużo... Bardzo dużo razy. Mogłem się bronić ale nie wiedziałem jak to zrobić nie ryzykując przy tym ich niepotrzebnej śmierci. Nie chcę nikogo skrzywdzić. Uważałem że dam radę to przeczekać, jednak się myliłem. Myślę że próbowałem wołać pomocy i wtedy wyciągnąłem cię ze spotkania, przepraszam.

- Nie musisz, te spotkania to nudy totalne a nawet jeśli by nie był to i tak byłbym zadowolony mogąc ci pomóc. Naprawdę się cieszę że tak bardzo mi ufasz.

- Nie zrobiłem tego świadomie. –Rin próbował ukryć rumieniec.

- Telepatia wśród demonów to bardzo ograniczona sztuka. Pamiętasz ten incydent z Kuro?

- Tak oczywiście.

- Była to czysta desperacja, wysłał swoje myśli jako wołanie w kierunku serca Shiro. Ponieważ telepatia to sztuka pokrewnych serc nie umysłów.

- To dlaczego, mogłem go usłyszeć a inni nie?

- Ponieważ ty też nosisz w sobie fragment serca swego taty który w monecie otrzymania wezwania pozwolił ci dotrzeć do innego rannego serca w bardzo podobnej sytuacji.

- Czy ty też to słyszałeś? – Zapytał nieśmiało i szybko dodał. – Przepraszam nie musisz odpowiadać, nie powinienem pytać.

- W początku, tak ja też posiadam fragment jego serca. Byliśmy kiedyś... Bardzo bliskimi przyjaciółmi. – Nie trzeba było być geniuszem by usłyszeć szereg niedomówień w tym stwierdzeniu. Rin jednak nie chciał dalej wypytywać Mephisto. Podejrzewał że demon by odpowiedział nawet jeśli sam nie ma na to ochoty.

- O. –Stwierdził jedynie próbując przekazać że nie ma potrzeby kontynuować tematu.

- Wtedy w zwykłych okolicznościach nie mógłbym usłyszeć Kuro. A przebywając w czyimś ciele nie jestem w stanie odpowiadać ponieważ posiadam nie swoje serce. Nadal nie mogę się nadziwić jak rozmowa między nami jest możliwa. To całkowicie nieprawdopodobne. Telepatia często nie występuje nawet wśród bliskiej rodziny. – Przerwał na chwilę by zebrać myśli. –Rin jak długo trwają te nadużycia?

- Co? –Zapytał głupio i szybko zdecydował się odpowiedzieć. – To był pierwszy taki przypadek. Nie wiem o czym mówisz.

- Pozwól że przeliteruje, jak długo pozwalasz tej zgrai cię prześladować?

-...

- Rin.

- Proszę to nie są źli ludzie.

- Pobili cię na miazgę, gdybyś był człowiekiem przez miesiące nie wyszedłbyś z szpitala. Jeżeli w ogóle wyszedłbyś z tego żywy.

- Nie jestem! – Krzyczał. - Nie jestem człowiekiem więc to niema znaczenia.

- Tak, ma. Rinn twoje życie jest ważne. –Widząc że jego słowa są odbierane jak rzucanie grochem o ścianę zmienił temat. – To ludzka placówka i według ich wiedzy skrzywdzili jesteś w pełni człowiekiem. Gdybym miał potraktować ich według standardów demonicznych kryteriów nie byłoby sensu wysyłać ich do szpitala. Będąc na końcu mojego gniewu nic by z nich nie zostało

- Do jutra się zagoi Mephisto. Jeżeli to cokolwiek znaczy to proszę o ich pełne ułaskawienie.

- Rin?

- Powinienem już iść. – Zdecydował nagle i próbował podnieść się ale Faust był szybszy by mu to uniemożliwić.

- Proszę. –Desperacko chciał go przekonać by uciec. A kiedy zorientował się że nadal używa telepatii i ten go nie słyszy powtórzył słabym głosem. – Proszę.

- Zostań tu Rin, jeżeli nie chcesz nic nie musimy akurat teraz rozmawiać. Po prostu pozwól sobie odpocząć by się wyleczyć.

- Tak proszę pana.