- Która godzina?- Ziewną.
- Rano. – Mruknęło coś z jego kolan, na początku myślał że to Mephisto, ale ciepła piłka miała za długą sierść jak na psiaka.
- Siódma. –Odpowiedział dyrektor.
- Dzień dobry Kuro. – Chłopak starał się wysłać czystą radość po przez swoje słowa podczas głaskania kota.
- Musisz przestać ciągle używać telepatii, wiem że jest nowa, ciekawa i wygodna jednak to nie powód by porzucać tradycyjną komunikację z innymi osobami które nie mogą cię usłyszeć. Później potrenujemy byś mógł ją koncertować jednym ukierunkowanym przekazie.
- Tak proszę pana. –Zgodził się Rin choć naprawdę nie wiedział z kim miałby jeszcze rozmawiać jak nie z Mephisto czy Kuro. Przyjrzał mu się dokładnie i zdecydował że ciało Faust'a bardziej mu odpowiadało chociaż psia forma miała swój własny urok to była mniej praktyczna do codziennych sytuacji. Jak zareagowaliby ludzie widząc psiaka na zakupach? Z pewnością nie najlepiej. Czy Mephisto w ogóle robi zakupy?... Dobre pytanie.
- Rin.
- O, przepraszam.
Dyrektor podszedł do niego i zmierzwił mu włosy.
- Przyjdzie z czasem dzieciaku.
Chciał być urażony, ale z Mephisto nie było to łatwe. Gdy w świątyni nazywali go dzieckiem to było tak jakby mówili że jest słabszy lub jeszcze za głupi. Tato to mówił tak jakby zaznaczał ,,mój'' niewypowiedziane pełnym troski i miłości za każdym razem i Rin musiał się pilnować by nie spłonąć rumieńcem. Mephisto to kolejny przypadek, za każdym razem ma on wrażenie jakby miał dopiero długą drogę przed sobą ale dyrektor wierzył że uda mu się osiągnąć sukces. Co za kłopotliwe położenie i jak na takie ,,dzieciaku'' odpowiedzieć. Może demon po prostu chce go wprawić w zakłopotanie?
Rin obdarzył towarzysza ukradkowym przeciągłym spojrzeniem gdy ten odszedł na chwilę i stał do niego plecami. Powoli, metodycznie od góry do dołu i z powrotem. Ale dyrektor jak zwykle pozostał dla niego istną tajemnicą.
- Dowiedziałeś się czegoś ciekawego? – Zapytał nawet nie odwracając w jego stronę.
- Skąd wiedz że na ciebie patrzę? – Czy ma może oczy z tyłu głowy? Rin nie uważał że nawet coś takiego mogło go zaskoczyć. Mephisto był zbyt nieprzewidywalny.
- Kiedy weźmiesz udział w wystarczająco dużej ilości walk to wyrabiasz sobie coś w rodzaju dodatkowego zmysłu.
- Jak to działa?
- W pewnym monecie fizycznie czujesz jak ktoś skupia na tobie uwagę. Słyszałem że niektórzy ludzie nawet się z tym rodzą ale większość z nich porzuca tą umiejętność.
- Naprawdę?
- Demony jednak nie mają tak dobrze i zanim się tego nauczą często nieźle obrywają.
- W takim razie już niedługo powinienem móc jej używać. –Stwierdził z przekonaniem chłopak.
- Dlaczego?
- Bardzo często obrywam, szczególnie na treningach. –Pokiwał zabawnie głową.
- Nie dlaczego? –Udawał wręcz święcie oburzonego w imieniu podopiecznego.
- Mój mentor to niezły twardziel. –Potwierdził.
- Może po prostu nie lubi sprzeciwów.
Popatrzyli sobie w oczy i roześmiali się.
- Widzę że humor ci dopisuje, a jak ze zdrowiem?
- Prawie jak nowy. –Zadziornie zasalutował, ale przy wstawaniu zapomniał że ma Kuro na nogach. Kot to kot nawet jeśli jest demonem więc spadł na cztery łapy. –Przepraszam, Kuro.
Ten nie odpowiedział, nie wyglądał jednak na bardzo urażonego. Podszedł za biurko i zaczął coś z za niego przyciągać.
- Co to?
- Twoja torba, sam ją tu przyniósł.
- Naprawdę. –Rin sapną. Torba była dość ciężka i duża jak na jego mniejszą formę.
Kuro dociągną zdobycz o chłopca i dumnie się wygiął, to na pewno była prośba o wybaczenie nieobecności i życzenia szybkiego powrotu do zdrowia.
- Dziękuje.
Pogłaskał go, ale ten jednak nadal wpatrywał się w torbę.
- Chcesz iść ze mną?
Skinięcie głową.
- Ale, dlaczego pytasz? - Nigdy wcześniej nie było to konieczne kot po prostu sam decydował a jeżeli chciał to zjawiał się i tyle. Prosty układ.
Kuro płożył po sobie uszy podszedł do chłopca i obniżył ciało jakby... W kocim ukłonie?
- Nie rozumiem. –Zmieszał się Rin i zerkał na Mephisto w celu wyjaśnienia.
Ten jednak nie zamierzał udzielać odpowiedzi. Uważał że ta sprawa jest bardzo ważna dla ich wspólnej relacji i powinni załatwić to między sobą. Kiedy jednak przez kolejne minuty nikt się nie odzywał dyrektor się nad nimi odrobinę zlitował, szczególnie że jego zdaniem nie powinni mieć nawet przypadkowych światków takiej konwersacji.
- Możecie to omówić później na spokojnie kiedy oboje już odetchniecie.
- Racja, powinniśmy iść na zajęcia. – Przytakną Rin. –Dziękuję za gościnę. –Skłonił się tradycyjnie w pasie i czekał na odwołanie z pokoju.
- Już teraz, bez śniadania. –Niemal oburzył się demon.
- Mogę zjeść z tobą razem śniadanie? –Zdziwił się Rin, niedowierzając w stwierdzenie Mephisto. To musiała być jakaś pomyłka. Przejęzyczył się czy coś... Nie mógł tego pojąć i podejrzewał że może śnić. Tak nierzeczywiste sytuacje przecież się nie zdarzają.
- Oczywiście wszystko już gotowe tylko zajadać, siadaj już przynoszę. Nie próbuj się nawet wykręcić na zajęcia zdążysz, jeśli trzeba to podrzucę cię kluczem.
- Dziękuję. –Skromnie odparł chłopak. Nie rozumiał demona. Kto chciałby opiekować się nie swoim potomkiem? Dbać wystarczająco żeby go szkolić całkowicie do podstaw? Troszczyć się by pomóc po dość niefortunnym wypadku? Pozwolić dodatkowo na przebywanie Kuro w biurze? A na dodatek po tylu niedogodnościach i narzucaniu nieużytecznej w żaden sposób obecności zapraszać jeszcze tego kogoś na posiłek?
Na szczęście do południa udało mu się uniknąć zamieszania. Wrócił na zajęcia i był skutecznie niewidzialny dla wszystkich, nawet tych którzy go specjalnie szukali. Kuro spał w torbie i stanowił bardzo miłe przypomnienie o okazanej dobroci dyrektora. Choć jednocześnie wspomnienia miały gorzkie zabarwienie związane z konfrontacją z Yukio.
Plotki tu roznoszą się błyskawicznie, czy ludzie naprawdę nie mają własnego życia. Tak, jasne Rin uczestniczył w awanturze która została przerwana przez starszych ale to nic nie zmienia. Bójki to może nie codzienność ale nie są niczym wyjątkowym. Do tego Mephisto niechętnie choć zgodził się udzielić im jedynie upomnienia, po długich błaganiach ze strony Rin'a i Kuro. Więc w tej sprawie nikt nie zamierza ponosić konsekwencji i nie można liczyć na dodatkowe przedstawienie. Jego oficjalnym opiekunem jest dyrektor u którego wszyscy wiedzą że spędził ostatni czas i nawet jakby miał dostać wykład to już dawno by było po sprawie. Ojciec Kenty jest jakimś ważnym biznesmenem i więcej czasu przebywa za granicą niż w kraju, tacy ludzie nie rzucają wszystkiego bo jakaś tam szkoła, nie ważne jak elitarna, ma takie widzimisię.
Klasa egzorcystów także usłyszała najnowsze wieści i nie obyło się bez takich rozmów jak;
- Dlaczego im porządnie nie wklepałeś? – Bon.
- Jak to w końcu było? – Konekomaru.
- Ilu cię napadło? – Renzo.
- Jak się czujesz? – Shiemi.
- Łatwo się dałeś. – Izumo.
- Jest taki głupi, że zapomniałby umrzeć, nawet gdyby został zabity! –Bon.
Rin utrzymywał oficjalną wersję którą przygotował co prawda dla zwykłych uczniów w razie potrzeby ale ta z drobnymi zmianami znalazła zastosowanie wśród węższego grona.
Podstawy były takie że zasną pod drzewem i był w sumie na początku nieprzytomny. Kiedy już się obudził było praktycznie po ptakach. Na koniec uratował go przyzwanie dyrektora. Na początku chciał powiedzieć że pies ale nie wiedział jak by uzasadnić jakąś przypadkową znajomość a ,,pupila dyrektora'' wszyscy kojarzyli i nie mieli powodu do kwestionowania jego pomocy uczniom.
Od dalszych kłamstw uratował go Yukio zaczynając lekcje. Który nawet raz na niego nie spojrzał podczas zajęć. Kompletna porażka, i jak tu udowodnić że mu prawdę. Jak Rin ma pokazać że jest godny choć odrobiny zaufania kiedy jego brat udaje że nie istnieje. Może tak by było dla niego lepiej. Nie był by kojarzony jako mającego krewnego demona. I nie wisiałaby konieczność dodatkowego ukrywania ich biologicznych powiązań z szatanem. Choć na korzyść Rin'a powinno się zaliczyć że żaden egzorcysta nie widział go korzystającego z płomieni, nawet Yukio.
