Po skończonych zajęciach Rin wybrał się na zakupy z Kuro. Ostatnio spędził dużo czasu z Mephisto a nawet przed tym ich zapasy wymagały uzupełnienia. Jedzenie było tą znamienną rzeczą która ciągle wymagała uzupełnienia. Co prawda Yukio mógł zawsze kupić coś na mieście ale Rin nie chciał tego. To było naturalne że Rin zajmował się kuchnią, było to elementem ich ludzkiego życia. On od zawsze dbał o jedzenie, wcześniej gotował przecież dla całego klasztoru. Jeśli będzie ze sobą szczery to gotowanie jest jego jedynym talentem. Dlatego właśnie zakupy.
Rin nie narzekał, wbrew pozorom lubił ten swój obowiązek. Cieszył się mogąc wybrać składniki na później przygotowane pyszne dania. Problemem był jedynie moment przy kasie. Rin co prawda wybierał stosunkowo bardzo tanie produkty nie da się jednak ukryć że nie posiada żadnej pracy. Nie może takie znaleźć kiedy uczy się zarówna w normalnej szkole jak i dodatkowo w klasie dla egzorcystów, nie mówiąc już o dodatkowych zajęciach z dyrektorem.
Nie wiedział nawet czy Yukio dostawał jakąś pensje jako nauczyciel ale jego brat nie dał mu nigdy nawet sugestii że dołoży się do ich utrzymania. Mephisto był jego prawnym opiekunem ale chłopak nie miał zamiaru prosić o coś jeszcze demona który już i tak bardzo mu pomagał. Nie chciał być jeszcze większym ciężarem. Więc tym razem przy kasie wydał swoje ostatnie pieniądze starając się wyglądać normalnie. Nie myśleć na ten konkretny temat puki może. Starał się też nie wzbudzić dodatkowego zainteresowania Kuro który z błogim uśmiechem obwąchiwał paczkę z rybami, nie wiedział jak by miał wytłumaczyć swój problem kotu.
Spacer powrotny był bardzo przyjemny. Słońce powoli zachodziło, jednak nadal było w miarę ciepło. Po powrocie od razu skierował się do kuchni i zrobił obiad który zjedli razem bez Yukio który jeszcze nie wrócił. Przygotowana dla niego porcja trafiła do lodówki razem z ich jutrzejszym śniadaniem.
Kiedy Rin wchodził do jego i Yukio pokoju zauważył na swojej poduszce kartkę od Mephisto. Tych tandetnych trenczowych ornamentów nie dało się z niczym innym pomylić. Była to sytuacja nietypowa bo o ile jego brat mógł pracować w pokoju i go po prostu ignorować przez cały wieczór to dyrektor preferował raczej osobisty kontakt nawet przy dostarczaniu notatek w swojej psiej formie.
Rin nie rozumiał do końca dlaczego przykłada do tego tak dużo wagi, ponieważ wiadomości były pisane w jednym z demonicznych dialektów przekodowanych dźwiękami na alfabet łaciński po prostu ciągiem znaków. Co dla przeciętnego mieszkańca Azji wschodniej było niezrozumiałe a Europejczykom według słów demona miało wyglądać i brzmieć komicznie.
- Co pisze? - Dopytywał się Kuro.
Rin usiadł przy biurku i rozpoczął rozkodowywanie.
- Wyjeżdżam. - Stop. - Nocą. - Stop. -.- Stop. - Zabieram. - Stop. - Młodszy. - Stop. - Brat. - Stop. -.- Stop. - Posiadacie. - Stop. - Swobodna. - Stop. - Rozmowa. - Stop.
- Wygląda trochę jak telegram.
- Co to? – Zaciekawił się chłopak.
- Dość stara wiadomość.
- Nie mogli wysłać esemesa?
- W tedy jeszcze nie mieli wszyscy telefonów. – Sprecyzował.
- Och...
- Rin... – Zawahał się. – Czy możemy porozmawiać?
- Tak, możesz zacząć od wyjaśnienia co się działo rano.
- Przepraszam Rin.
- Nic się nie stało, po prostu powiedz co myślisz.
- Ale... –Zaczął smętnie. – Właśnie się stało. Odniosłeś poważne obrażenia kiedy zostałeś zaatakowany... Nie pomogłem ci. Nawet o tym nie wiedziałem. – Szeptał zmartwiony.
- Oczywiście Kuro nie było cię tam, jak miałeś wiedzieć.
- Jesteś moim przyjacielem, to znaczy jeśli nadal chcesz. Powinienem wiedzieć o każdych kłopotach w które się wpakujesz. Bez znaczenia czy to wpadka na randce czy pojedynek.
- Dlacz-...
- Bo jestem kotem, kotem Sidhe. Nie tylko jakimś tam demonem. Od urodzenia mam genetyczną możliwość wyczuwania. – Widząc jego pytającą minę dodał. –Nie węch jak u psów tylko coś w rodzaju dodatkowego zmysłu. Do tego nadal jestem niezależny i lojalny jak kot. Więc kiedy wybrałem zostać z tobą to nawet bez umowy przyjąłem na siebie obowiązek byci dla ciebie wsparciem... A nic nie zrobiłem przepraszam. –Rozpłakał się i skłonił głowę do podłoża. - Przepraszam Rin. Przepraszam... Przepraszam... Przepraszam...
Chłopiec nie wiedział jak zareagować. Chciał pocieszyć Kuro, wytłumaczyć że to nie jego wina i właściwie nie powinien nic robić. Nie umiał tego zrobić poprawnie i jasno. To że Kuro mógł nie wiedzieć o całym zdarzeniu mogło być spowodowane przez Rin'a. Skoro miał wyczuwać gdy jest w tarapatach a on tak nie uważał, albo dlatego że w ogóle nie walczył to Kuro nie miał czego wyczuć. Pokręcona sprawa.
- Przeprasza... Proszę nie zostawiaj mnie... Przepraszam... Będę bardziej się starał, będę dobry... Przepraszam Rin... Przepraszam...
- Ci... Podnieś głowę Kuro. – Kot z wahaniem spełnił polecenie. – Nie jestem na ciebie zły. Mówię to bo widzę że potrzebujesz usłyszeć te słowa Kuro; wszystko zostało wybaczone.
- Czy-czy to znaczy że mogę zostać? –Dopytywał niepewnie.
- Tak długo jak będziesz chciał.
- Dziękuję. Dziękuję. - Kuro z radości podbiegł i wtulił się w pierś chłopca.
- Tak, już w porządku. – Głaskał uspokajająco przyjaciela.
- Dziękuję. Dziękuję, dziękuję Rin. Nie pożałujesz, przysięgam.
- Pewnie Kuro.
- Jestem poważny.
- Wiem. – Uśmiechną się delikatnie z zadowoleniem z powodu zażegnanego kryzysu.
- Rin, zawrzyjmy umowę. –Powiedział cicho, lecz pewnie.
- Po co?
- Z pełną umową zawsze będziesz mógł mnie wezwać. Bo będę musiał być posłuszny i wypełniać twoje polecenia, przybędę bez względu na miejsce czy czas.
- Ale Kuro, taki układ przecież ograniczy twoją wolną wole. Nie mogę się na to zgodzić. –Protestował zażarcie. – Nie chce cię ograniczać, ufam ci.
- Twoje słowa świadczą o tym że podjąłem właściwą decyzje Rin.
- Kuro?
- Nie chcesz być niczyim panem, rozumiem ale nie mogę znowu cię zawieść. Nie chcę cię stracić. Jeżeli w jakikolwiek sposób mogę pomóc to nie zamierzam się wahać.
Czysta determinacja płynąca z jego słów tworzyła ostatnie bariery w sercu chłopca.
- Dobrze. Czy ty Kuro zgadzasz się na zawarcie między nami pełnej umowy?
- Tak Rin, zgadzam się.
- Czy zgadzasz się oddać swoje życie, moc i przyszłość w moje ręce?
- Tak jest.
- Czy zgadzasz się podporządkować mej woli?
Nie odpowiedział, Rin miał nadziej że nie zauważy drobnej zmiany formuły. Kiedy cisza się przeciągała Rin powrócił do oryginalnej wersji przysięgi.
- Czy zgadzasz się całkowicie podporządkować mej woli?
- Tak Mistrzu. – Jego głos był spokojny, niemal radosny. - Jak słowo zapadło niech tak się stanie.
- Niech się stanie.
Otaczające ich elementy światów zalśniły srebrnym blaskiem i utworzyły między nimi więź która nie miała żadnej konkretnej manifestacji lecz była z łatwością wyczówalna w ich umysłach.
