Kilka godzin później Rin pokonywał tą samą trasę w drodze do domu.

Był zmęczony, śmierdział potem a jego ubrania zdecydowanie potrzebowały gruntownego prania. Zarobił, choć nie miał zbytniego szczęścia, powinno mu to jednak wystarczyć na parę dni.

Po drodze zrobił przystanek przy rzece i spróbował choć trochę zmyć z siebie natrętny zapach. Niewiele to pomogło bo dla odmiany teraz można by go pomylić z błotna kałużą. Powinno jednak wystarczyć aby nie zaalarmować Kuro.

Dla pewności po powrocie odraz wziął dokładny prysznic, szorując każdą powierzchnię. Yukio pojawił gdy był w łazience i najpewniej myślał że chociaż raz jego brat wstał szybciej. Co jest oczywiście całkowitą nieprawdą ponieważ wcale się nie kładł.

Na koniec dokładnie zawiną swój ogon dookoła torsu i po cichu wrócił do swojego pokoju ale okazało się to zbyteczne gdyż nikt w nim już nie spał. Yukio sprawdzał prace przy lampce a Kuro obserwował go rozciągając się na łóżku.

- Ciężka noc? –Próbował zagadać.

- Byłem na misji.

- Coś ciekawego?

- Nie. – Zbył go stanowczo. – Odrobiłeś choć raz swoje zadania?

- Tak. – Wypiął się dumnie Rin, odrobił przynajmniej te na zajęcia egzorcystów.

- Jakoś ci nie wierze.

Na chwile zapadła cisza podczas której Rin sią ubierał a jego brat kontynuował swoją prace.

- Powiedział coś ciekawego?

- Nie. On ze mną rozmawia jeszcze mniej niż z tobą Mistrzu.

Rin odwrócił się i pogłaskał Kuro pocieszająco.

- Spróbujcie chociaż się dogadać, nie musicie od razu być przyjaciół.

- Czy Yukio ma nawet przyjaciół, Mistrzu?

- Nigdy ich nie spotkałem, ale jestem pewien że ma.

- Jeśli tak mówisz.

- Rin... – Przerwał niezdecydowany.

- Tak Kuro, o co chodzi?

- Czy mogę iść z tobą na zajęcia? – A zanim Rin zdążył odpowiedzieć dodał. – Przepraszam Mistrzu, nie powinienem...

Chłopak przerwał mu jednak w pół słowa.

- Tak chciałbym.

- Dziękuję. – Odpowiedział szczęśliwy kot.

Rin pogłaskał go znowu i położył się obok z zamiarem ćwiczenia wchłaniania elementów światów gdy na jego nosie zmaterializowała się małą prostokątną karteczkę.

- Bardzo subtelne Mephisto. – Posłał swoje myśli w przestrzeń wiedząc że demon pewnie też już wrócił i tak je usłyszy. Na pytające spojrzenie Kuro dodał. – Trening wieczorem, też jesteś zaproszony.

- Co będziemy robić? – Dopytywał zaciekawiony.

- Nie napisał.

- Szkoda.

Ich rozmowę przerwał jednak nieświadomie Yukio.

- Rin.

- Tak. – Odpowiedział wywołany.

- Mógłbyś się więcej nie pakować w żadne kłopoty. Nie możesz cały czas wdawać się w bójki...

Ględził tak jeszcze przez dwadzieścia minut, a Rin przez ten cały czas był zajęty głębokim rozważaniem czy woli żeby jego brat robił mu wykłady czy może znowu się do niego nie odzywał. Z jednej strony przyjemnie było znowu słyszeć jego młodzieńczy głos z drugiej jednak czy on na pewno z nim rozmawiał, tonie tak że Rin bierze jakikolwiek czynny udział poza tym że próbuje się nie uśmiechać jak wariat ze szczęścia. Kuro miał dobrze, śmiał się z całej sytuacji a ponieważ był kotem to wyglądało to tak jakby ziewał. Cwaniak jeden, takiemu to dobrze.

Rin bawił się przez chwilę myślą by nie poprosić go o cisze, jednak nie mógł tego mu zrobić. Kot nie był nawet niegrzeczny i w sumie nie było potrzeby by odbierać mu tą odrobinę przyjemności.

- Co jest tak śmieszne, Kuro. – Spróbował rozmowy jednocześnie utrzymując poważną twarz.

- Ślepota Yukio, Mistrzu. – Odpowiedział promiennie.

- Mógłbyś spróbować mu przerwać?

- Jak, przecież on nas nie słyszy?

- Jesteś kotem, po postu wskocz mu na kolana.

Pożałował już w chwili gdy wysłał tą myśl. Powinien to ubrać w inne słowa, będzie potrzebował o wiele więcej doświadczenia w tych sprawach.

- Tak Mistrzu.

Kuro podkradł się na palcach do biurka. Ostrożnie ustawił się i wylądował na kolanach Yukio.

-... I dlatego... Co ty wyprawiasz, złaź. Jeszcze twojej sierści mi brakowało w dokumentach, co w ciebie wstąpiło. Rin kontroluj swojego kota.

Rin chciał odpowiedzieć, robię to i to właśnie cały problem, ale wiedział że lepiej się nie odzywać.

- Dobra robota. – Powiedział biorąc Kuro na ręce.

Yukio poskładał swoje papiery do teczki i wychodząc rzucił tylko.

- Nie spóźnij się na zajęcia.

xxx

AN: Proszę o komentarze, co lubicie a co nie i czego chcielibyście więcej. –Ali.