Notka 1

Opowiadanie pisane jest z perspektywy pierwszej osoby. Na początku może wydawać się to trochę dziwne, ale zaczęłam to pisać w ten sposób i później nie mogłam się już przemóc, by to zmienić.

Notka 2

Opowiadanie będzie głównie z perspektywy naszego głównego bohatera, jak będę pisała z perspektywy innej osoby, zaznaczę to na początku rozdziału. (rozdział = perspektywa jednej osoby, nie będę mieszała co kilka zdań i zmieniać to, kto teraz jest przy „sterach fanfiction")

Notka 2

W tekście jest wspominany bóg z religii voodoo Damballah. Jednak na potrzeby tekstu zmieniłam jedną literkę w jego imieniu. I jest nie DAMballah, a DANballah. Z prostej przyczyny, że skrót, który chciałam użyć po Polsku brzmiałby głupio i nasz główny bohater miałby imię DAM, a nie DAN. Na moją decyzję wpłynęło także to, że Dan to imię powszechnie używane.


Rozdział 1. 1

To zaczęło się już przed zakończeniem roku szkolnego, a początek był dosyć niepozorny. Nie czułem się dobrze, ale zwalałem to na niepokój przed SUMAMI, będąc przekonany, że w końcu udzielił mi się stres egzaminacyjny, przed którym Hermiona ostrzegała nas od tygodni. Lekka suchość w ustach, trudności z utrzymaniem równowagi, bule pleców, oraz ciągłe nudności.

Nawet Hermiona, która zdawała się być skupiona tylko i wyłącznie na swoich ostatnich powtórkach, dostrzegła moje nietypowe zachowanie i nalegałabym odwiedził skrzydło szpitalne. Mimo tego, że w końcu tam poszliśmy, żaden z eliksirów nie pomógł i wciąż czułem się coraz gorzej, a ostatecznie, na jednym z ostatnich egzaminów zaatakował mnie ból nie do zniesienia.

Później już niczego nie pamiętałem do momentu ocknięcia się już poza granicami Hogwartu, wyglądając tak jak teraz.

Na początku myślałem, że to jedna z moich szalonych wizji, ale przerażająco szybko się przekonałem, że to było bardziej prawdziwe niż bym chciał.

Pierwszym szokującym faktem było to, że nie miałem nóg. Może ich odcięcie nie byłoby tak straszne jak to, że zamiast nóg miałem teraz ogon. Czarny łuskowaty, olbrzymi ogon.

Dodajmy do tego, że nie syrenki, a węży.

Dłonie mi nieco drżały, gdy oglądałem swoje nieco ostrzejsze niż pamiętałem paznokcie. Zęby wzbogaciły się o wyraźne kły, a źrenice były teraz pionowe jak u kota, co na tle zielonych oczu wyglądało jakby wycięto mi je skalpelem.

Dumbledor, który stał wtedy w rogu pomieszczenia, patrzył się na mnie z twarzą niewyrażającą absolutnie nic.

„Co się stało? Dyrektorze, co mi się stało? Gdzie ja jestem? O co chodzi?"

Dyrektor poczekał aż przestanę zadawać pytania, po czym wyjaśnił, że obudziła się we mnie moja prawdziwa forma. Tłumaczył, że czary, które rzucił na mnie, jak byłem niemowlakiem przestały działać i właśnie tak, naprawdę wyglądam.

Ale jak to? Moi rodzice? Czy oni też…

Dyrektor miał spokojny głos, gdy odpowiadał.

„Niestety nie znam twoich prawdziwych rodziców."

„Ale Lily i James? Co to znaczy, że pan ich nie zna?"

I wtedy dyrektor powiedział, spokojnym cichym głosem.

„Chciałbym, abyś kogoś teraz poznał."

Drzwi się otworzyły, a do pomieszczenia wszedł… wszedłem Ja.

„To jest prawdziwy Harry Potter."

Chłopak noszący moją twarz, był nieco wyższy niż moje poprzednie ciało. Był tez nieco szerszy i bardziej umięśniony w ramionach. Niezaprzeczalnie wyglądał zupełnie jak ja jeszcze przed kilkoma godzinami, a raczej, jak wyjaśnił Dumbledor, to ja nosiłem jego twarz jeszcze do wczoraj.

Harry Potter wykrzywił się nieco, gdy podniósł na mnie wzrok, a ja czułem jakbym się zapadał. Jego oczy były nieco ciemniejszej zieleni jak zauważyłem zanim mój wzrok się rozmazał z szoku i przerażenia.

„Widzisz. Po ataku na dom Potterów. Wśród gruzów znaleźliśmy nie jedno. A dwoje dzieci. Jedno było w postaci… pół węża."

Dyrektor tłumaczył mi jak to przez chwilę był pewien, że węże dziecko to Voldemort, który na skutek odbitego zaklęcia sam został przemieniony w pół – wężom istotę. Testy potwierdziły jednak, że owszem, jeden chłopiec jest Harrym Potterem. Ale drugi. Nie był Voldemortem. Więc zmieniając wygląd dziecka za pomocą magii Dumbledor postanowił podmienić chłopców i ukryć prawdziwego Harry'ego Potera, a drugiego obserwować jak się potoczy jego życie, jednak jego czary nie mogły utrzymywać tego wyglądu wiecznie i najwyraźniej czas, jaki spędziłem jako Chłopiec, Który Przeżył właśnie się skończył i magia zmieniająca wygląd przestała działać.

- Ale. Kim jestem?

Dyrektor powiedział w tedy już ostatnie tego dnia słowa całkowicie pozbawiając mnie wszelkich nadziei.

- Przykro mi, ale nie wiem. A w książkach o takich istotach jak ty, mówiono tylko w jakiś niejasnych mitologicznych przesłaniach. Nic co by świadczyło, że ktoś taki żyje naprawdę. Podejrzewam, że jesteś... Owocem jakiegoś eksperymentu magicznego prowadzonego przez Voldemorta.

To zdanie wyryło się w serce i wydarło nadzieje. Eksperyment magiczny. Dziwne dziecko bez rodziców, które najpewniej jak sam Czarny lord powstało z połączenia jakiś obrzydliwych czarno magicznych składników.

Pojawiła mi się wtedy w głowie scena z cmentarza i zrobiło niedobrze, gdy przypomniałem sobie jak mroczny lord użył ręki swojego sługi, krwi wroga i kości ojca by się odrodzić. Czy mnie też tak stworzono? Rozkopano czyjś grób by wyjąć szczątki? Wrzucono głowę bazyliszka. Polano krwią smoków i ugotowano w wywarze by stworzyć dziwadło jakim byłem?

Wpadłem w taką panikę i przerażenie wrzeszcząc wciąż od nowa do Dyrektora i tego chłopaka by wyszli, że moja magia zaczęła wariować. Szyby w oknach dzwoniły. Tapeta odchodziła z ścian, a moja dziwna nowa część ciała jaka była ogonem węża niekontrolowanie zaczęła się wić i skręcać.

Opuścili pokój bo inaczej zapewne by zostali pogruchotani przez moją niekontrolowaną rozpacz i szaleństwo. Nawet teraz, po kolejnej wizycie Dumbledora, nie odnajdywałem spokoju.

Wieczór zamienił się w noc, a noc w świt. Nie spałem cały ten czas dręczony myślami patrząc się w połamanym lustrze na swoją nową twarz. Byłem już całkowicie kimś innym. Nie wyglądałem już ani trochę jak Harry Potter.

Tylko kolor włosów się zgadzał bo in nawet to się zmieniło i zamiast zbuntowanego bałaganu, miałem teraz lekkie długie pasma opadające w drażniące sposób na twarz i plecy, były wystarczająco długie, że mogłem je zgarnąć z twarzy i zapleść w warkocz, czego jeszcze nigdy w życiu nie uświadczyłem. Oprócz tego szczupły nos, i wyraźnie zaznaczone kości policzkowe, ale gdy otworzyłem usta i zobaczyłem kły nie wytrzymałem i rozbiłem lustro o ścianę.

Nie chciałem się oglądać.

Już i tak wystarczające było to, że nie mogłem uciec od widoku tego obrzydliwego ogona.

Pukanie do drzwi wyrwało mnie z zamyślenia.

Obróciłem głowę i nie odpowiedziałem, ale ten kto stał za drzwiami i tak się sam wprosił.

Do pomieszczenia wszedł pewnym krokiem Severus Snape, jednak jak zobaczył to czym się stałem, przystanął i mogłem po raz pierwszy zobaczyć prawdziwe zaskoczenie na obliczu swojego profesora.

Nie wiedziałem co sobie pomyślał. Ale mój ogon nieco się podkulił pod jego wzrokiem i objąłem swoje nagie ramiona dłońmi w obronnym geście.

Snape prześledził wzrokiem całe moje ciało nim spojrzał w moje oczy i zanim przemówił, przybrał tak dobrze znaną mi maskę niewzruszenia na twarzy.

- Mam za zadanie cię zbadać i zapewnić ci eliksiry jakich będziesz potrzebował. - Powiedział o dziwo bez żadnego złośliwego komentarza i zaraz potrząsnął głową jakby sam się przyłapał na tym, że wypowiedział zdanie bez obelgi i był tym zszokowany.

- Gdzie jest Dumbledor? - Zapytałem tylko w odpowiedzi czując się dziwnie widząc reakcje na swój wygląd. Skoro nawet Snape zapomniał jak być wrednym po zobaczeniu tego ciała, to co dopiero inni, a nie mogłem przegapić tego, że Profesor gapił się na mój ogon.

- Dyrektor opuścił dom razem…. Z Harrym Potterem zeszłego wieczora.

Przymknąłem oczy i zadrżałem. Harry Potter. A kim ja teraz byłem? Czym byłem?

- Dyrektor sugerowałbyś wybrał sobie imię.

Zamrugałem.

Nowe imię. Cóż to za potworne zdanie.

Spojrzałem na swoje ohydne ciało.

- Zna profesor może imiona jakiś podobnych mi potworów? -zapytałem spoglądając ponownie w okno.

Słyszałem, jak odchrząknął zapewne czując się nieco niekomfortowo.

- Nie ma wiele wzmianek o istotach tobie podobnych.

- Ale coś na pewno jest?

Spojrzałem na Snape'a czując, że znowu zaczynam panikować.

- Cóż… Jest chyba coś w mitologii greckiej o Kerkopsie który zbudował Ateny. Jest też coś o rodzie Naga z Indii rasowo chyba określa się tam tobie podobnych jako Lamia. Wiem też, że istnieje ktoś taki jak bóg Danballah w religii wodo.

Popatrzyłem na mistrza eliksirów kontem oka, ale on robił wszystko by na mnie nie patrzeć. Nie mogłem go za to winić. Odwróciłem więc swoje oczy w stronę okna. Budowniczy Aten? To było raczej coś dobrego, Naga? To obrzydliwi kojarzyło mi się z Naginii. Może stąd Voldemort zabrał inspirację na imię dla węża. Zostało więc ten od wodo. Ci to chyba raczej zajmują się spuszczaniem krwi z zwierząt i rzucaniem klątw. Imię boga z ohydnej religii. TO pasowało teraz do tego ohydnego ciała.

- Więc możesz przekazać Dumbledorowi, że wybrałem imię. Od dzisiaj jestem Dan. Od Danballah'a. A teraz, Proszę, niech mnie pan zostawi samego.

Snape nie mówiąc nic więcej, opuścił pokój.