Jak to wszystko działa?

TO dobre pytanie, które pojawiło się, gdy zachciało mi się iść do toalety.

Spojrzałem krytycznie na miejsce, gdzie przedtem powinno znajdować się moje krocze. I Co teraz do cholery? Jak to w ogóle działa?

Było to niedługo po wyjściu Snape'a i mimo, że wcześniej zaciskałem mięśnie, by powstrzymać to, co chciało wyjść to teraz już dłużej nie mogłem czekać.

Cholera. Cholera. Cholera.

Jak jakaś kaleka, zacząłem się przesuwać w stronę drzwi, uchyliłem je lekko i wyjrzałem na korytarz. Było tutaj parę par drzwi.

Pierwsze były sypialnią. Inne składzikiem, biuro i dopiero na końcu znalazłem łazienkę. Dobra. I co teraz? Była tu tylko toaleta i umywalka i zdecydowanie za mało miejsca na moje nowe ciało. Mógłbym najwyżej wejść. Nie wspominając już o tym, jakim cudem miałbym wyjść. Musi był tu jakaś większa łazienka.

Jakoś dostałem się do schodów. Boże, ale się wlokłem. Jak się porusza tym ciałem? Jak miałem zejść po schodach?

Już ta krótka wycieczka sprawiła, że cały się spociłem ze stresu.

Nie miałem wyjścia.

- Profesorze? Profesorze Snape? - Bardzo chciałem by mój głos nie brzmiał na tak zdesperowany, jakim się czułem.

Już po chwili usłyszałem kroki na schodach i Snape pojawił się na półpiętrze patrząc na mnie w górę.

Nic nie mówił.

- Czy… czy mógłby mi profesor pomóc dostać się do toalety? Jakiejś większej niż ta tutaj? Ja…

Jak miałem określić swoje wątpliwości? Czułem się dziwnie z całą tą sytuacją.

-A spróbowałeś chociaż zejść schodami? -Zapytał zakładając ramiona na piersi i unosząc brwi. No proszę, Snape wredota wrócił.

-Zważywszy na fakt, że nie mam pojęcia gdzie są moje nogi. Nie miałem pomysłu jakbym mógł „zejść"

Snape niespokojnie poruszył się pod moim wzrokiem.

-Chociaż spróbuj. Barierka się raczej nie połamię, jeżeli zaciśniesz na niej swoje ręce trochę mocniej.

Nie mogłem opanować wykrzywienia warg z irytacji.

- Tylko niech pan mnie przynajmniej pozbiera jak rozwalę sobie głowę o kant stopnia.

- Musiałby pan wykonać bardzo efektowny upadek by rozwalić sobie głowę na schodach. Wierzę w tym momencie, w pański zmysł równowagi szukającego i radzę nie tracić mojego czasu.

Chwyciłem drżącymi dłońmi poręcz. I co teraz? Miałem przesunąć ogon w dół stopni? Czy próbować tak jak za dawnych lat, czyli starać się normalnie "zejść" utrzymując górną połowę ciała w pionie?

Problem w tym, że nie miałem pojęcia jak kontrolować to ciało. Moje palce zbielały na poręczy od mojego uścisku, a ja próbowałem się bardzo nieporadnie ''ciągnąć" w dół stopni. Stopni było około piętnaście, a mnie zdawało się teraz, że jest ich trzy razy tyle.

- Staraj się używać dolnych partii ciała, a nie ciągnąć się tylko dłońmi.

- Mam straszne przypuszczenia, że jak tylko się poruszę, to wyląduję do góry nogami i skręcę sobie kark.

- Musisz jakoś się przemieszczać. No chyba, że wolisz się resztę swojego życia czołgać na brzuchu i podpierać dłońmi.

Zarumieniłem się.

Snape i delikatność. Ciekawe czy te moje nowe kły były wyposażone w truciznę.

Mimo to starając się wyczuć swoje mięśnie Postanowiłem spróbować i niestety bardzo szybko tego pożałowałem, gdy zacząłem się zsuwać po schodach jak po zjeżdżalni. Spocone dłonie nie były w stanie utrzymać ciężaru i zjechałem efektownie w dół, wpadając na Snape'a i powalając go na ziemie. Mężczyzna jęknął, gdy uderzył całym ciałem o deski, a ja zapewne pozbawiłem go swoim ciężarem resztek powietrza w płucach.

- Doprawdy. Niezwykle dostojnie ci to wyszło. – Wydusił.- A teraz złaź ze mnie Potter.

Cofnąłem się zarumieniony przepraszając cicho i popatrzyłem na wstającego Snape'a, który zaczął otrzepywać swoje szaty.

- Nie jestem Potter, profesorze. – Powiedziałem cicho. – Pamięta pan?

Mężczyzna zamarł w pół ruchu i spojrzał na mnie dziwnym wzrokiem.

- Dan. Powiedział powoli, a ja skinąłem głową.

- Więc. Panie Dan. Ma pan jeszcze do pokonania resztę schodów. Mam nadzieje, że tym razem obejdzie się bez dalszych niespodzianek. Byłbym też wdzięczny gdybym przy okazji, wyszedł z tego cały. – Powiedział gorzkim głosem.

Zarumieniłem się lekko, ale i poczułem odrobinę lepiej. Cieszyło mnie, że Snape nie skomentował mojej nowej postaci jak do tej pory ani jednym obraźliwym słowem. Z jego normalną zgryźliwością mogłem sobie poradzić, ale byłem pewien, że gdybym usłyszał jakiś komentarz o ogonie, to niewątpliwie bym się znowu rozpłakał.

- Mogę się zapytać, dlaczego nie masz na sobie żadnego odzienia?

Snape odwrócił moją uwagę od schodów.

- Ja... Nic nie znalazłem w pokoju. – powiedziałem po prostu. Nie przeszkadzało mi to. Było dosyć gorąco, a wręcz duszno. A jeszcze jak do tego doszedł stres z nowym ciałem to jeszcze trudniej było mi oddychać w gorący słoneczny dzień.

- Rozumiem, że rzeczą niewykonalną jest transmutować sobie jakieś ciuchy z innych przedmiotów.

Spojrzałem w innym kierunku.

-Nie mam różdżki. Dumbledore mi ja zabrał.

Moment ciszy zaległ na korytarzu. W końcu Snape najwyraźniej zdołał przetrawić tą informację. Fakt, że Dumbledore zabrał mi możliwość używania magii nie było czymś błahym. Było to bardzo tępione w czarodziejskim świecie i niestosowane nawet przez rodziców karzących za coś swoje dzieci. Różdżka była zbyt osobistym przedmiotem.

-Sugerował bym, więc, kąpiel i zakrycie ciała. Zorganizuje dla ciebie jakąś koszulę. -powiedział w końcu ignorując moje ostatnie słowa.

Pokiwałem głową i pod uważnym wzrokiem Profesora zacząłem się zmierzać z kolejnymi stopniami. Poszło mi nieco lepiej mimo, że raczej znowu się ciągnąłem niż zsunąłem to tym razem przynajmniej się nie przewróciłem i już po chwili byłem na parterze dwu piętrowego budynku.

Snape nic nie mówiąc na temat mojej nieporadności, przeszedł obok i skierował się korytarzem obok wielkiego oświetlonego przez wielkie okna tarasowe salonu.

- Łazienka jest za salonem. Powiedział po drodze i wszedł w wspomniane drzwi.

Dobrze, że nie był świadkiem tego jak ni to się przetaczając, ni to pełznąc dotarłem do ściany i opierając się o nią dociągnąłem do drzwi. Snape wciąż tam był.

Stał na środku łazienki i rzucał zaklęciami w lewo i prawo. Zauważyłem na środku olbrzymią wannę wpuszczoną w ziemię, toaletę nieco niżej niż normalnie, oraz olbrzymie lustro. Dopiero, gdy zobaczyłem jak Snape machnięciem różdżki i mamrocząc coś pod nosem sprawia, że kabina prysznicowa w rogu powiększyła się co najmniej czterokrotnie zrozumiałem, że on to wszystko przyszykował dla mnie. Zapewne wanna na początku nie była aż tak olbrzymia, a łazienka tak przestronna.

Snape rozejrzał się jeszcze krótko i obrócił się w stronę drzwi spoglądając na mnie. Nie zdołałem znaleźć słów podzięki, a i on na to nie czekał, tylko wyszedł mówiąc przez ramie.

- Wyśle do ciebie skrzata z ubraniami.

Z wielkim trudem drżąc na całym ciele wsunąłem się do łazienki zamykając drzwi. Dopiero, gdy zostałem sam oparłem głowę o drewno i zacisnąłem zęby by się uspokoić.

Spojrzałem na toaletę i na swoje ciało.

Dobra. I co teraz?

Po paru pełnych złości minutach okazało się, że przemiana jednak mnie nie wykastrowała i choć wszystko zdawało się być ukryte pod łuskami. To było…. Mniej więcej na swoim miejscu.

Gdy w końcu skończyłem z toaletą odetchnąłem z ulgą. Teraz przydałaby mi się kąpiel, pachnąca płynami kąpiel dodajmy, śmierdziałem tak potwornie potem, że sam się sobą brzydziłem.

Po namyśle, zdecydowałem się na wannę, a nie prysznic, choć nie byłem do końca pewien jak się później z niej wydostanę.

Czułem jednak, że ciepła woda dobrze mi zrobi.

Wielkość wanny pozwoliła na to by wkrótce cały mój ogon zniknął pod powierzchnią i wkrótce oparłem głowę na brzegu wzdychając. Moje mięśnie zaczęły się rozluźniać i zdawały się już nie być aż tak obolałe jak jeszcze przed chwilą.

Lubiłem ciepło.

Przeczesałem długie pasma swoich włosów palcami, dziwnie się czując, gdy włosy przykleiły się do moich ramion. Później zmarszczyłem brwi na ostre paznokcie, które w obecnej chwili zdawały się być niebezpieczne nawet dla mnie.

Przeciągałem się i wyginałem starając pojąć jak poruszać poszczególnymi mięśniami. Zmęczenie dało o sobie znać i w cieple wody zacząłem przysypiać. Od wczoraj nie spałem i nie jadłem, o czym przypomniał mi burczący brzuch. Ale będąc przyzwyczajony do głodówek, wiedziałem, że nie jest to jeszcze aż taki stan bym zasłabł.

Trzask aportacji poderwał mnie w miejscu i przełknąłem kuląc się, gdy mój wzrok napotkał ogromne złote oczy skrzata, ubranego w coś w rodzaju czarnego mundurka.

-Gryzek przybył by pomóc paniczowi Dan. Obwieściło stworzonko kłaniając się w pół, a coś, co miał w dłoniach zostało przelewitowane na szafkę obok lustra.

-Czy panicz Dan życzy sobie pomocy podczas kąpieli?

Rumieniec na pewno pojawił się na mojej twarzy. Nie było innej opcji. Jak do tej pory miałem niewiele spotkań z skrzatami domowymi, ale jeszcze nigdy nie miałem z żadnym z nich do czynienia, gdy nie byłem do końca ubrany.

Nie wiedziałem, co myśleć o tej sytuacji i propozycji skrzata. Westchnąłem. Biorąc pod uwagę to, że moje miejsca intymne były schowane pod łuskami, to nagość nie była chyba dokładnie tym, co teraz dla mnie było stanem, gdy nie byłem ubrany. Nawet Snape mnie takim widział.

Westchnąłem.

-Dziękuję, ale jakoś sobie poradzę.

Stworzonko już się kłaniałoby powiedzieć zapewne kolejną formułkę, gdy jednak zdecydowałem się zmienić zdanie.

-Chociaż nie, czekaj. Mógłbyś mi pomóc ściąć włosy?

-Gryzek postara się zrobić tak by panicz Dan był zadowolony.

Skrzat nie był taki roztrzęsiony jak Zgredek i miał o wiele spokojniejszy głos, wydawał się też być rzeczowy i racjonalny, więc miałem nadzieję, że nie skończę łysy.

Skrzat wyczarował skądś srebrną parę nożyc i grzebyk wyraźnie chcąc się już zabrać do rzeczy, więc podpierając się na rękach wygramoliłem się na róg wanny i obróciłem plecami do niskiej istoty.

Czekałem chwilę, ale nie doczekawszy się niczego obróciłem głowę. Gryzek stał niczym posąg wciąż z srebrnymi nożycami w uścisku swoich długich kościstych palców i gapił się na moją drugą część ciała.

Napięcie i obawa chwyciły mnie za serce i przez chwilę miałem wrażenie, że skrzat zaraz się na mnie żuci i w ataku jakiejś paniki spróbuje mnie dźgnąć ostrym narzędziem.

Stworzonko pokręciło szybko swoją główką jakby strząsało z siebie jakiś czar i podniosło błyszczący wzrok, miałem wrażenie, że się zaraz rozpłacze.

-Zrobię wszystko, co w mojej mocy by Paniczowi wynagrodzić wszystkie niedogodności. Jednak nie umiem tak dobrze obcinać włosów jak inne skrzaty. Czy chciałby panicz bym sprowadził tu kogoś bardziej wprawnego?

-Nie... Nie wszystko dobrze. Jestem pewien, że poradzisz sobie znakomicie. -powiedziałem prędko. Im mniej oczu widziało moje ciało w tej postaci tym lepiej. Zacząłem się też zastanawiać czy nie lepiej by było gdybym poprosił skrzata tylko o nożyce i sam się obciął. Jednak w tym samym momencie elf zaczął machać nad moją głową i pierwsze pasma opadły do unoszącego się w powietrzu ręcznika.

Cięcia były szybkie i po niecałych piętnastu minutach poczułem się o parę kilogramów na głowie lżejszy. Przeczesałem palcami opadające na kark kosmyki. Skrzat zaczął jeszcze zadawać dziwne pytania odnośnie tego czy ma mi zostawić obcięte włosy i wyraźnie nie mógł zrozumieć, dlaczego chce je po prostu wyrzucić. Nigdy nie zrozumiem skrzatów.

Namydliłem się, i trwoniąc niesamowitą ilość wody spłukałem. Po mojej kąpieli cała łazienka zdawała się pływać. Gdybym miał różdżkę posprzątałbym to, ale tak to tylko westchnąłem i pozostawiając pobojowisko mokrych ręczników ubrałem przyszykowaną dla mnie białą koszule. Zarzucając ją na swoje ramiona zorientowałem się, że była ona nieco dłuższa niż normalnie. Na moim poprzednim ciele była by pewnie aż do połowy ud. Tutaj jednak nachodziła ona aż na łuskowate ciało.

Poczułem wdzięczność do Snape'a za to, że pomyślał, że chciałbym zakryć się też odrobinę w okolicach mojej płci. Mimo, że łuski zakrywały wszystko sprawiając, że nic nie było widać. To i tak czułem się przez to odrobinę lepiej. Mój nos jednak zarejestrował coś jeszcze.

Jedzenie. Zaburczało mi w brzuchu.

Dowlokłem się do salonu, w którym siedział Snape czytając gazetę. Na stole pod przykryciami były dwa posiłki. Czekał najwyraźniej na mnie.

- Profesorze?

Podniósł on wzrok znad gazety.

- Jedzenie już czeka. Powiedział wstając z fotela. Opierając się o meble dotarłem do stołu i miejsca gdzie nie było siedziska. To raczej logiczne, że teraz nie zmieszczę się w żaden mebel. Patrząc krytycznie na swój ogon po dobrej minucie w końcu zdołałem zwinąć go tak, bym był na odpowiedniej wysokości i opadłem swoimi pośladkami na sploty swojego własnego dziwacznego ciała.

Snape usiadł dopiero wtedy, gdy sam znalazłem już odpowiednie dla siebie ułożenie i zjedliśmy posiłek w ciszy.

Gdy mój głód został zaspokojony zerknąłem na Snape'a, który sączył jeszcze wino, po czym wróciłem wzrokiem na wielkie okno i zalany słońcem taras. Dobrze. I co teraz?

Dumbledor mi jasno powiedział, że do życia Harry'ego Pottera wrócić nie mogę i tak naprawdę nigdy Harrym Potterem nie byłem.

Moi przyjaciele byli teraz przyjaciółmi kogoś innego. Chciałbym się spotkać z Ronem I Hermioną chociaż raz, ale Dumbledor na pewno by na to nie pozwolił, tym bardziej, że jasno zaznaczył, że to tak naprawdę nie byli moi przyjaciele, a przyjaciele Harry'ego, którym nie byłem.

Nawet jakbym chciał do nich pojechać i im wszystko wyjaśnić. To… nie chciałbym się im pokazywać w takim stanie. Wyprostowałem i zgiąłem palce patrząc na ostro zakończone pazury, nie miałem niczego by je obciąć, a zapomniałem w łazience poprosić o jakieś obcążki skrzata.

Zawsze byłem dziwakiem. Zawsze działo się coś złego w moim otoczeniu. Może to i lepiej, że więcej… nie mogę się spotykać z przyjaciółmi. To będzie dla nich lepsze. I tak już sporo wycierpieli. Moja obecność naraziła ich na tak wiele niebezpieczeństw. Nasze życie. A w szczególności moje nie było nigdy normalne. Czy miałem teraz jeszcze do tego dodawać, że tak naprawdę nie jestem Harry? Czy miałem im pokazać się w tej ohydnej postaci i zapewniać ich, że to ja?

Może, życie beze mnie będzie dla nich lepsze. Może prawdziwy Harry Potter będzie w stanie ich lepiej chronić?

- Czy spałeś coś ostatniej nocy?

Zaskoczyło mnie to pytanie i wyrwało z zamyślenia.

- Niewiele profesorze. – powiedziałem, choć tak naprawdę nie zmrużyłem oka.

- Sugeruję więc odpoczynek. Jest jeszcze jasno, ale jest już po dwudziestej.

Skinąłem głową Patrząc krytycznie w stronę korytarza. Z swojego miejsca widziałem tylko dwa stopnie schodów, ale wiedza, że jest ich tam o wiele więcej sprawiła, że wspinaczka wydawała mi się upiorna.

- Profesorze? Czy mógłbym się dziś przespać tutaj? - Zapytałem z wahaniem. Nie wiedziałem jak zareaguje Snape, ale nie chciałem sobie wyobrażać jak to by było gdybym w nocy musiał udać się do toalety z drugiego piętra.

Snape odesłał najpierw naczynia i zerknął na mnie. Patrzył przez chwilę w moje oczy, po czym machnięciem różdżki zmienił jeden fotel w olbrzymi materac, a drugim przywołał pościel. Postawił to wszystko po lewej stronie kominka na ziemi.

Odetchnąłem z ulgą, że nie muszę się męczyć z schodami, po czym podpełzłem ostrożnie do materaca opadając na niego z ulgą. Był on tak duży, że zmieściło się na nim całe moje nowe ciało.

Szukałem wygodnej pozycji, gdy Snape zasuwał zasłony. Na zewnątrz wciąż świeciło słońce, więc pomieszczenie nie utonęło w całkowitym mroku. Ale było wystarczająco ciemno by nie drażnić moich oczu.

Z westchnieniem oparłem dłonie o materac chcąc przesunąć się nieco dalej, gdy moje palce zagłębiły się w niego.

Moje paznokcie przebiły się przez materiał. Wyciągnąłem palce zszokowany ich ostrością i trwałością, po czym zerknąłem tempo na nie.

Mój wzrok spoczął na kierującym się ku wyjściu mężczyźnie.

-Profesorze?

Zatrzymał się, a ja przełknąłem i przygryzłem na chwilę górną wargę patrząc się na niego niepewny, czy powinienem mu zawracać głowę czymś takim.

-Ja... Chyba będę potrzebował czegoś by je skrócić. Właśnie przebiłem nimi materac na wylot.

Powiedziałem powoli, a Snape zmarszczył brwi podchodząc.

Zrozumienie pojawiło się na jego obliczu, gdy zobaczył moje paznokcie.

Były twardsze i dłuższe niż jeszcze kilka dni temu. A końce były zakończone lekko zagiętym szpicem.

-Daj rękę.

Podniosłem swoje ciało by być nieco wyżej i wyciągnąłem prawą dłoń w jego stronę. Tylko chwilę się zawahał zanim objął ją swoją lewą dłonią. Zastanowiło mnie czy nie bał się kontaktu z moją skórą. Wyciągnął różdżkę.

Coś szepnął, ale bez efektu.

Zmarszczył brwi, zawahał się i powiedział jakieś kolejne zaklęcie, tym razem skutecznie skracając przeszkadzające długie pazury.

Snape patrzył się jeszcze przez chwilę na moją dłoń. Jego palce przesunęły się po opuszku kilku moich palców delikatnie naciskając na zakończenie paznokci jakby chciał sprawdzić ich ostrość.

Uderzyło mnie nagle, że jego dłonie były zdecydowanie o wiele większe od moich, jego palce były chłodniejsze, a skóra nieco szorstka.

Zasłona poruszyła się lekko pod wpływem przeciągu, wpuszczając kilka zagubionych promieni słonecznych.

Mistrz eliksirów chwycił teraz moją drugą dłoń, a w przytłumionym świetle wpadającego z za zasłoń słońca widziałem jak ponownie szepcze zaklęcie.

W końcu byłem wolny od niebezpiecznego balastu, ale on jeszcze przez chwilę nie puszczał moich palców.

Przyglądałem mu się intensywnie, zastanawiając czy coś jeszcze chciał. Ale gdy nasze spojrzenia się spotkały puścił mnie w końcu i bez słowa skierował się do wyjścia. Postać wysokiego mężczyzny była sztywno wyprostowana, gdy dotarł do korytarza, pociągając przesuwane szerokie drzwi.

- Profesorze. - Spojrzał na mnie jeszcze raz. Jego oczy zdawały się błyszczeć wśród cieni.

Oparłem dłonie o materac zaciskając powoli palce na okryciu – Ja dziękuję. Za wszystko dziękuję.

Skinął głową i odszedł.

A ja wkrótce zasnąłem i ku mojemu późniejszemu zaskoczeniu, przespałem spokojnie całą noc.

NOTKA. Aktualizacja będzie średnio raz na tydzień. W piątek, albo sobotę.