Ranek był potwornym potwierdzeniem, że to wszystko nie było koszmarem.
Obudziłem się wtulając swoją twarz w pachnącą pierzem poduszkę. Moje nowe ciało wciąż było takie, jak wcześniej. Czyli obrzydliwe. Nawet lekka poświata świtu wpadająca z za zasłon nie potrafiła naprawić tego, co mi się stało.
Wzdychając podniosłem się i skierowałem do drzwi tarasowych. Były ciężkie, ale przesunęły się prawie bez wydawania jakiegokolwiek dźwięku. Na zewnątrz unosiła się lekka mgła, deski dużego tarasu były wilgotne od rosy. Nie było tu wiele mebli. Tylko jakiś mały stolik i dwa krzesła. Mgła sunęła przy podłożu jak dym z ogniska, a z tego powodu, że słońce dopiero lekko prześwitywało nad koronami drzew, było też przeraźliwie zimno.
Zdjąłem narzutę z kanapy i zarzucając ją na swoje ramiona, wygramoliłem się z domu.
Poczułem chłód w dolnej partii ciała i krytycznie obejrzałem się z wszystkich stron. priorytetem teraz było, nauczenie się przemieszczania z punktu "A" do punktu "B", bez lądowania na twarzy i podpierania o ścianę, czy meble.
Jak to wygląda? Jak byłem teraz zbudowany? Czy gdzieś tam były pozostałości moich nóg? Nie wydawało mi się aby tak było.
Tak jakbym był jednocześnie silny, czując mięśnie i słaby, nie potrafiąc ich prawidłowo używać. Pokracznie wypełzłem na trawę czując chłód. Zacisnąłem zęby by nimi nie klekotać z zimna i starałem się znaleźć rytm. Jak się poruszały węże? Zdawały się one być zdolne do manewrowania jakimś szlaczkiem? Przecież widziałem już nie raz jak wąż to robił.
Skostniały z zimna ogon jednak nie chciał współpracować. Cieszyłem się że Snape mnie nie widział jak raz po raz lądowałem na pysku starając się równocześnie zachować pion górnej części ciała i poruszać ogonem tak by w ogóle przemieszczać się w jakimkolwiek kierunku.
Kichnąłem raz, może dwa razy, ale jak wstało słońce to mgła znikła i nie było już tak przeraźliwie zimno.
Zirytowany oglądałem swoje ciało.
Czarny, długi na co najmniej sześć metrów ogon, zdawał się w ogóle ze mną nie współpracować. W końcu wykończony położyłem się na trawie oddychając ciężko z wysiłku.
Zamknąłem na chwilę oczy i skierowałem twarz w stronę słońca.
Nie wiem ile czasu minęło gdy poczułem, że ktoś mnie obserwuje.
Snape stał na tarasie ubrany w swoje zwyczajowe czarne szaty.
Podniosłem się z trudem i zadowolony, że przynajmniej już nie padam co 2 metry na twarz powoli skierowałem się w jego stronę.
Zajęło to dosyć sporo czasu, ale w końcu dotarłem na taras i chwyciłem się barierki trzech stopni, jakie na niego prowadziły z wyraźną ulgą.
- Dzień dobry profesorze.
- Wyglądasz jakbyś się tarzał po błocie.
No cóż. Jaka ładna pogoda? Może ma pan ochotę na spacer? – pomyślałem z ironią, ale nie odpowiedziałem nic na jego przytyk tym bardziej że faktycznie nie wyglądałem na czystego. Koszula była pomięta i upaprana w ziemi i trawie.
- Ćwiczyłem... poruszanie się. Wciąż tego nie ogarniam.
Snape zacisnął usta i odchrząknął.
- śniadanie?
- Chętnie.
Snape zawołał „Gryzek" i już po chwili pojawił się skrzat, który nakrył szybko i sprawnie do stołu na tarasie. Snape zajął swoje miejsce, a ja ponownie musiałem ułożyć swoje dziwne ciało tak by móc usiąść na splotach własnego ogona i zaczęliśmy jeść śniadanie, Snape popijał właśnie drugą filiżankę kawy z mlekiem, gdy przyleciała sowa z listem i gazetą.
Popatrzyłem tęsknie na odlatującego ptaka.
Dlaczego nie mogłem się zmienić w coś, co miało skrzydła?
Przecież kochałem latać, chyba to jedyna magiczna umiejętność z którą nie miałem trudności.
A teraz. Z tym parszywym ogonem nawet to stało się niemożliwe.
Nie myśl o tym Harry... ni myśl. Nie Harry. Dan. Nie byłem Harrym.
Chwilowa panika znowu mnie zalała, ale wziąłem głęboki oddech i wypuściłem go powoli z płuc.
Postanowiłem nie myśleć o swoim starym życiu. Nie chciałem wiedzieć skąd byłem. Nie chciałem pamiętać swojego życia. Musiałem wykreślić z pamięci Hermione i Rona. Dan przecież nie znał Hagrida. Nie latał na hipogryfie. Nie chodził nigdy do Hogwartu i nie spędzał wakacji mając za towarzyszkę sowę śnieżną.
Musiałem się skupić na tym co jest teraz. Na przyszłości. Jak tylko w mojej głowie pojawiał się jakiś obraz z przeszłości od razu miałem ochotę płakać więc zacząłem spisywać listę haseł, które stały się absolutnym tabu.
Wziąłem kolejny oddech starając się za wszelką cenę zignorować ucisk w piersi.
Spokojnie.
Spokojnie.
Jesteś teraz Dan.
Nikt inny.
Chłopak znikąd. Bez przeszłości wrogów i przy... przyjaciół. Możesz zacząć swoje życie od nowa. Nowe życie. Tabula rasa.
Panika mnie jednak nie opuszczała.
- Jak ci idzie nauka poruszania się panie Dan?
Podniosłem głowę i spojrzałem na Snape'a zdesperowany by zająć myśli czymś innym i przez chwile przetwarzałem usłyszane słowa.
Snape wpatrywał się w gazetę, ale zdawało mi się że wcale jej nie czytał.
- Nie za dobrze proszę pana. To nie jest łatwe. Wciąż nie jestem w stanie zrozumieć co trzeba robić. – powiedziałem starając się skupić w stu procentach na tej rozmowie. Nie mogę myśleć o przeszłości. – Wciąż też nie mogę pojąć jakim cudem nogi zmieniły się w ogon. Tak jakbym przeszedł przez jakieś miedzy wymiarowe drzwi, które odcięły moje nogi i przykleiły coś innego i obcego.
Snape popatrzył na mnie z politowaniem z nad gazety.
- Gdybym był czarodziejem Panie Dan. Powiedziałbym, że to magia. Ale zdaje się, że pana mniemaniem coś takiego jest wykluczone, więc pozostaje mi wierzyć w pańską teorię.
Zarumieniłem się intensywnie, czując przy tym niezwykle głupio. W końcu przecież mógł sobie darować dokuczanie mi. Prawda? Jednak chyba za wiele oczekiwałem od takiego dupka jakim był Snape. I tak jak na niego, zachowywał się niezwykle wzorowo.
Już miałem mu coś odpyskować, gdy dotarło do mnie, że to nie ma sensu. Snape po prostu taki był. Zgryźliwość leżała w jego naturze i jeśli będę się z nim wciąż kłócił to zwariuję. Nie miałem siły na kłótnie. Nie teraz gdy wszystko zostało mi zabrane.
- Ja wiem, że to w jakiś sposób zasługa magii, chodzi mi o to, że nawet wilkołak po swojej przemianie ma, co prawda zniekształcone, ale wszystkie kości i mięśnie, mniej więcej na swoim miejscu. Moje kości udowe czy palce u nóg zdały się po prostu rozpłynąć w powietrzu. Kompletnie ich nie mogę zlokalizować. -odpowiedziałem spokojnie decydując się na akceptację formy jaką się do mnie Snape zwracał.
Mężczyzna zmarszczył brwi.
-Czy ktoś cię przebadał po zmianach?
Wzruszyłem ramionami.
- Nie wiem. Jeżeli coś takiego było robionego to musiałem być jeszcze nie przytomny. Pierwszą osobą jaką zobaczyłem był Dumbledor który... wyjaśnił że nie jestem kim byłem... przez chwilę widziałem „tamtego" chłopaka. A teraz pan.
- Czyli nie wiesz jak teraz wygląda twoja anatomia? -Zdawał się nie muc pojąć, jak mogę tego nie wiedzieć. Tak jakby odpowiedz była przede mną, a ja byłem zbyt ślepy by ją zobaczyć.
Uśmiechnąłem się gorzko.
- Biorąc pod uwagę fakt, że potrzebowałem wczoraj 15 minut by wymyślić jak skorzystać z toalety to raczej nie, nie wiem za wiele.
Snape skrzywił się nieco, a potem zamyślił zwracając głowę w stronę ogrodu.
- Będziemy musieli to sprawdzić. -Powiedział po prostu stwierdzając fakt. -Postaram się przyszykować wszystko do południa, a potem cię przebadamy, bo wizyta w szpitalu raczej nie wchodzi w grę.
Tym razem ja się skrzywiłem. Nienawidziłem lekarzy.
Skończyliśmy śniadanie i Snape zniknął za drzwiami które pewnie prowadziły do laboratorium, a ja położyłem się przed kominkiem czytając zdjętą z półki książkę.
Po obiedzie Snape wrócił z paroma dziwacznymi przedmiotami i eliksirami. Pozwalałem by machał nade mną różdżką i starałem się wypijać bez marudzenia eliksiry jakie mi wręczał, wykonując wszystkie jego polecenia.
Uwijał się tak nade mną do późnego wieczora, ale przynajmniej czegoś się dowiedzieliśmy. W przeciwieństwie do węży które miały układ pokarmowy rozłożone wzdłuż całego swojego długiego ciała. Mój ogon zdawał się składać z mnóstwa pierścieni mięśniowych.
Moim zadaniem na tą chwilę było nauczyć się odpowiednio napinać poszczególne z nich, a według Snape'a powinienem się poruszać zdecydowanie szybciej niż bym zakładał.
Profesor powiedział też, że szczątkowe pozostałości moich nóg gdzieś tam są i ku mojej radości oznajmił, że być morze istnieje sposób bym swoje nogi odzyskał. Musze jednak nauczyć się jak to robić. Tak samo jak muszę się nauczyć poruszać.
Poza tym nic wiele więcej się nie zmieniło.
Wciąż potrzebowałem okularów, ale Snape powiedział, że trzeba by było je wymienić bo nie są dostosowane do mojej wady wzroku i obiecał że się tym później zajmie. I zdawało się że byłem tak samo ludzki od pasa w górę jak byłem przez całe życie. Żadnej dodatkowej pary płuc. Żadnego rozdwojonego języka i niestety, zero jadu w kłach.
Tylko oczy zdawały się być niecodzienne.
- musisz dzięki nim widzieć świat nieco inaczej niż reszta ludzi.
Spojrzałem na niego marszcząc brwi po tym oświadczeniu.
- Inaczej?
Dla mnie wszystko wyglądało tak jak wcześniej. Ale Snape nie dał się przekonać i wykonywał kolejne badania przez następną godzinę koncentrując się tylko na moich oczach. Pokazywał mi też palety z kolorowymi punktami, liczbami i liniami. Kiedy zapytałem się go skąd wie tyle o badaniach wzroku, on odpowiedział bez zwyczajowej złośliwości, że już od lat stara się stworzyć eliksir na daltonizm, coś, co doskwiera czarodziejom i mugolom. Jak na razie bez efektu.
po tych badaniach, ku mojemu zaskoczeniu Snape powiedział, że miał rację i faktycznie widzę świat inaczej niż inni. I nie miałem o tym wcześniej żadnego pojęcia!
- Rozpoznajesz około 750 milionów kolorów i odcieni więcej niż przeciętny człowiek.
- Skąd to profesor wie?
- Jeżeli jesteś w stanie rozróżnić tak minimalną procentowo różnicę w barwach jak 0.005 % co nie jest możliwe dla przeciętnego człowieka to znaczy, że widzisz zdecydowanie o wiele więcej kolorów niż inni.
- Ale jestem ślepy jak kret! -zauważyłem ostrożnie jakby jedno miało wykluczać drugie.
- może i tak. Ale to nie wpływa na kolorystykę, jaką widzisz. Może być coś bardziej rozmazane. Ale zdecydowanie posiadasz zdolność do dostrzegania większej ilości barw.
Speszyłem się nieco rozglądając po pokoju jakbym go widział po raz pierwszy w życiu.
-Czy zdarzyło ci się np. obserwować barwy światła?
Zmarszczyłem brwi i pokiwałem głową. Prawie cały poprzedni dzień na tym spędziłem. Barwy światła były czasami po prostu piękne i uspokajały mnie.
- przeciętny człowiek. Nawet patrząc się na wpadające przez szybę światło słoneczne widzi tylko poświatę jednego koloru. Może jakiś dwóch. W zależności od tego jak pada cień. Według moich badań wynika że widzisz około 700% więcej kolorów niż inni. Pewnie też widzisz same zawirowania wiatru unoszącego się w powietrzu.
Spojrzałem na wpadające poprzez drzwi tarasowe światło.
Barwny wiatr poruszył lekko zasłoną i złota tęcza zabłyszczała na podłodze. Czy on naprawdę tego nie widzi? Jak sam nie mogłem się nie zorientować, że jestem pod tym względem wyjątkiem?
Odchrząknąłem.
- to wasz świat musi być trochę nudny.
Snape wywrócił oczami nieco zirytowany.
- TO nie tak że widzimy wszystko w czarno białych barwach Panie Dan. Widzimy kolory. Tylko zdajesz się dostrzegać i rejestrować ich o wile więcej. Tak jakbyś był do przodu z ewolucją.
Zmarszczyłem brwi patrząc na niego z pytaniem w oczach. Ewolucja. Czy on ogląda filmy na Discowery?
Snape westchnął widząc moją minę.
- organizmy na przestrzeni mileniów zaczęły od barw podstawowych. To zaczęło się jeszcze zanim istoty ludzkie nawet homo sapiens opanowały mowę. Mowa tu o odcieniach takich jak zieleń. To była pierwsza i jedyna barwa jaką istoty chodzące po ziemi rozpoznawały. Potem doszedł czerwony, niebieski i wszelakie mieszanki i odcienie. Wraz z rozwojem gatunków i pojawienia się człowieka, przez tysiące lat organizmy zaczęły rozróżniać więcej barw. Zwierzęta bardzo często są w całej większości daltonistami. Choć konie z drugiej strony dostrzegają 5 razy więcej odcieni niż ludzie. Ty zdajesz się być z ewolucją w przodzie bądź tak jakbyś był odrębną rasą. Twoja zdolność postrzegania kolorów sugerowałaby, że jesteś parę tysięcy lat w przód niż inni ludzie.
Spojrzałem krytycznie na swój ogon.
- No cóż. Wychodzi na to, że w przyszłości ludzie zaczną się zmieniać w jaszczurki i węże.
- Nie bądź niedorzeczny. To jest całkowicie nie logiczne. Masz po prostu inną strukturę siatkówki niż na przykład ja. Poza tym ludzie są ssakami, a nie gadami.
- To, czym ja jestem? Ssakiem czy gadem?
Snape zatrzymał się i popatrzył na mnie oceniająco.
- masz sutki, więc ssakiem. Oświadczył zupełnie poważnie, a ja założyłem dłonie na piersi w obronnym geście czerwieniąc się. – Ale z jakimiś wyraźnymi cechami gadzimi. Jeszcze się to okaże w przyszłości jak dorobisz się potomka.
Wytrzeszczyłem oczy.
- Potomka? Pan raczy żartować.
Snape uśmiechnął się kpiąco.
- O ile podczas zmiany twego ciała, pańskie przyrodzenie nie odpadło, to podejrzewam, że jest to wysoce prawdopodobne.
Poczułem, że moją twarz pali intensywny rumieniec. Czy Snape właśnie powiedział to upokarzające zdanie, czy mi się tylko śniło?
- NIE TO MIAŁEM NA MYŚLI! - Sapnąłem czując się nagle jakby Snape oglądał i badał moje ciało, podczas gdy ja byłem całkowicie nagi.
Snape uniósł brwi, a mój wstyd przemienił się w gniew.
- Jest pan podłym człowiekiem. - warknąłem wściekle – I sądzę, że właśnie skończyliśmy te badania, niech się pan stąd wynosi!
Odwróciłem się do niego plecami tak, by nie spostrzegł wyrazu mojej twarzy. Wiedziałem, co by z niej odczytał, a ja nie chciałem znowu się rozpłakać.
- Jak zwykle dramatyzujesz! Robię rzeczowe badania i udzielam konkretnych informacji. -Warknął mężczyzna.
- Nie prosiłem pana, by przy tym pojawiły się jakieś zgryźliwe komentarze. Są mi one w tej chwili całkowicie zbędne!
- Och. Więc będzie i też zapewne obojętne gdybym powiedział, że takim odstawianiem teatru, gdy ktokolwiek powie cokolwiek od siebie o twoim ogonie, skończysz najprawdopodobniej, jako wściekający się na wszystko co rusza imbecyl. Bo tego nie możesz uniknąć. Nie możesz oczekiwać, że ludzie przejdą z tym do porządku dziennego.
Snape miał racje. Cholera. Cholera.
Niezależnie jaką osobę spotkam jako pierwszą po przemianie na pewno ten ktoś skomentuje mój ogon. Wszyscy to będą robić. Nigdy nie przestaną. Nagle perspektywa zamknięcia się w czterech ścianach i nigdy ich nie opuszczanie wydawała się kusząca. Nie chciałem spotykać innych ludzi. Nie chciałem słyszeć tego co będą mieli o mnie do powiedzenia.
Nie chciałem tego.
Zawsze chciałem być tylko normalnym dzieciakiem. Z normalną rodziną. Przyjaciółmi. Powoli jednak wszystko się rozpadało.
Teraz, nawet moja choć w zarysie zaplanowana przyszłość znikła. Nie było dla mnie przyszłości. Nie było dla mnie normalnej rodziny. Niczego nie było. Nawet moich przyjaciół już nie było. Został tylko Snape i okrutna prawda. Moje życie nigdy nie miało sensu i znaczenia. Moim przeznaczeniem było, tak jak Dumbledore to zaplanował, zginąć i zniknąć.
Nie pasowałem do żadnego obrazka. Nie pasowałem do żadnej rodziny i do żadnej społeczności.
Wcale bym się nie zdziwił gdyby ktoś nagle pojawił się w progu drzwi i oznajmił, że jako wężo- podobne dziwadło nie mam też prawa do przynależenia do społeczności czarodziejów i zostaje wpisany w rejestr magicznych zwierząt.
Dotarłem w końcu do położonego na ziemi materaca i położyłem się na nim wtulając głowę w poduszkę.
- Nie rób scen, na Merlina. Musisz się pozbierać i żyć dalej. Głos Snape'a był chłodny i rzeczowy.
Skuliłem się na posłaniu.
- Niech mnie pan zostawi teraz samego.
Nie wiem, jakie emocje usłyszał w moim głosie, ale po chwili ciszy, usłyszałem jak opuścił pomieszczenie.
Płakałem w poduszkę jeszcze długie minuty później.
Przez całe życie tyle nie płakałem, co od momentu przemiany. I wydawało się, że nigdy nie przestanę opłakiwać tego, co straciłem.
W końcu zmęczony tym wszystkim, zapadłem w niespokojny sen.
Notka. Kolejny rozdział w najpóźniej jutro.
