Snape.

Powiedzenie tego było jak rzucona z zamkniętymi oczami klątwa. Nie wiadomo czy trafi wroga, przyjaciela, czy wszystkich ominie nikomu nie szkodząc.

Wciąż nie wiedziałem, co mi strzeliło do głowy by otworzyć usta w tamtym momencie. Może i by zostało to zbagatelizowane i zignorowane. Gdyby moje własne ciało mnie nie zdradziło.

Moje palce, Chciały dotknąć jego karku, Zbadać fakturę jego skóry i łusek. I wcale mi nie przeszkadzało to, że to ciało tego chłopaka. Moje pragnienie przez to wydawało się wręcz bardziej intensywne, prawdziwe, a palce świerzbiły z chęci poznania faktury jego skóry. Chciałem dotknąć nie tylko ogona, ale i przeczesać jego włosy, Pogładzić policzek.

Uciekł nieco dalej od mojego wzroku, a ja podążyłem spojrzeniem za nim, jakbym był ciągnięty za sznurek.

Energicznie ochlapał wodą swoją twarz, a gdy się wynurzył, woda spływała po jego ramionach, brzuchu i zarumienionych policzkach. Był po prostu piękny.

A gdy jego wzrok skierował się na mnie, zrozumiałem nagle z siłą klątwy uderzeniowej, że chciałem go pocałować.

Sytuacja między nami była po tym bardzo napięta. Dan nie poruszył tego tematu, ale widziałem parokrotnie jak zarumieniony odwracał wzrok bądź cofał się nieco, gdy obok niego przechodziłem.

Coś zawisło w powietrzu.

Minęły upalne dni i początek sierpnia powitał nas gwałtownymi burzami. Dumbledor napisał do mnie tylko raz, zaraz na początku. Odpisałem mu monosylabami, że wszystko w jest w takim porządku, jaki można oczekiwać w takiej sytuacji.

Jednak koniec wakacji był za ledwo cztery tygodnie i musiałem w końcu pojawić się w Hogwarcie. Rada pedagogiczna była piątego sierpnia. Choć nie było potrzeby bym się tam pojawił to i tak musiałem. Skoro Dumbledor wysłał mi zaproszenie to znaczyło, że moja obecność była tam obowiązkowa. Patrząc się na ostatnie wydarzenia chciałem się tam pojawić przynajmniej, dlatego, że musiałem wiedzieć jak się teraz mają sprawy.

W końcu Voldemort nie próżnował i często były jakieś wzmianki w gazecie o atakach. Dan ignorował takie artykuły wysyłając jasne sygnały tego, co chciał przez to osiągnąć. A chciał on mianowicie, całkowicie zapomnieć o swoim starym życiu.

Ani razu nie wspomniał o swoich przyjaciołach, czy też o relacjach z Dumbledorem, czy swojej przeszłości.

Chciał całkowicie zakopać swoją przeszłość. Jakby nie istniała. Wiedziałem jednak, że wcześniej czy później to znowu powróci. I tak od czasu do czasu miewał ataki paniki. Nie wiedziałem, co wtedy go tak niesamowicie wytrącało z równowagi, bo nigdy się tym nie dzielił, a ja nie namawiałem go by to zrobił.

Ku mojemu szokowi. Przez cały ten okres czasu nie pomyślałem o nim źle. Zachowywał się w miarę dobrze. Nie wrzeszczał, nie był bezczelny i nie wyciągał na wierzch starych nieporozumień. Może to miało też coś wspólnego z jego staraniami o prowadzeniu nowego życia. Ale i tak byłem w szoku. Choć może sam też chyba miałem coś z tym wspólnego.

Konfrontując się z faktami jego życia nie potrafiłem i nie chciałem być dla niego taki jak w klasie. A gdy nasze rozmowy nie polegały na wzajemnym szykanowaniu i dogryzaniu sobie to okazało się, że chłopak nie był wcale taki głupi i zarozumiały jak przez lata sądziłem. Najwyraźniej sam fakt, że nie był Harrym Potterem sprawił, że przestałem widzieć w nim swoją karę. A gdy przestałem widzieć w nim swoją karę. Okazał się być przyjemną nagrodą.

- Dzień dobry. - Dan uśmiechnął się witając mnie i przekrzywiając głowę zaczął mi nalewać kawę do filiżanki, po czym biorąc śmietankę wystawił końcówkę języka i w skupieniu zaczął tworzyć jakiś kształt z pomocą łyżeczki.

Usiadłem przy stole, a on chwilę później podał mi napój. Tym razem na powierzchni unosił się wzór czegoś, co wyglądało jak sowa. Był w tym coraz lepszy odkąd zaczął to codziennie powtarzać. Nie skomentowałem tego tylko po prostu napiłem się swojej wymaganej rano dawki kofeiny.

- Ze względu na brak ładnej pogody postanowiłem, że dziś coś upiekę.

Podniosłem na niego wzrok zaskoczony.

- Słucham?

Przewrócił oczami z uśmiechem ozdabiającym jego twarz.

- Upiekę. Jakiego rodzaju torty pan lubi?

Poruszyłem się niespokojnie pod jego wzrokiem.

- Nie przepadam za słodyczami.

- To wiem. Ale jakby pan miał wybierać w cukierni to, jaki rodzaj tortu by pan wybrał?

Cóż. Zazwyczaj to nigdy nie zamawiałem ciast i słodkości. Jeżeli już kończyłem z czymś na talerzu, to ktoś robił zamówienie za mnie. Jadłem to, ale nie zastanawiałem się nad ulubioną konsystencją i smakiem bo dla mnie wszystko w cukierniach było za słodkie i czułem się jakbym gryzł kostki cukru. Nie chciałem jednak zabierać chłopakowi zajęcia, gdy już zdecydował, że czegokolwiek się podejmie tego deszczowego dnia.

- Raczej ciemna czekolada.

- Cóż za zaskoczenie.

Dan westchnął i zaczął coś rysować na kartce, którą miał obok siebie, gryząc przy tym znajdujący się w drugiej dłoni tost z serem i miodem. Byłem pewien, że jakby on wybierał coś w cukierni, zapewne byłoby to coś, co miało w składzie miód. Zdawał się wyjątkowo lubić tą złotą słodycz odkąd zauważyłem, że prawie codziennie na śniadanie ją spożywał.

Ale Musiałem to powiedzieć. Więc mówię. Naprawdę muszę. No już. Mów!

- Udaje się dziś do Hogwartu.

Zamarł w pół ruchu i przez parę dobrych sekund nawet przestał żuć pieczywo.

- Tak. - Oświadczył nagle matowym głosem. To nie było pytanie. Po prostu potwierdzenie, że słyszał.

- Szkoła się niedługo zaczyna. - Dodałem.

Musiał zdawać sobie z tego sprawę. Jego wakacje się kończyły. Moje wakacje. Prawdę mówiąc nie miałem pojęcia, co dalej. I niestety zdawałem sobie sprawę, że to Dumbledor musi zadecydować. Mimo że o tym nie rozmawialiśmy, Dan na pewno o tym myślał. Teraz nie miał ani domu, ani rodziny czy przyjaciół. Nie miał absolutnie nic. Był zdany na łaskę Dumbledora. To potworne, że ten, kto zniszczył mu życie miał być jednocześnie odpowiedzialny za jego przyszłość.

Reszta śniadania minęła w ciszy.

Gdy szykowałem się do wyjścia stał w salonie patrząc się w okno, a deszcz zacinał w szyby z siłą jakby chciał je porozbijać.

- Postaraj się nie opuszczać granic, gdy mnie nie będzie.

Pokiwał głową nie patrząc na mnie. Poprawiłem płaszcz i zarzuciłem kaptur na głowę. I tak podejrzewałem ze zanim dojdę do Hogwartu będę cały przemoczony.

Spojrzałem na jego opuszczone ramiona i wzrok wbity w jeden punkt. Nie chciałem tak wychodzić.

- mam nadzieję, że tort, który zrobisz będzie mi smakował, więc się postaraj.

Uśmiechnął się lekko jakby mimowolnie, a jego oczy zabłysnęły przekorą.

- Myślałem, że nie lubi pan słodyczy.

- Nie lubię. Ale oczekuję też, że nie będziesz próżnował, gdy mnie nie będzie. Masz do wyboru albo pokrojenie składników do eliksiru żywej śmierci z mojego zamówienia. Albo piec. Wybór należy do ciebie.

Kiwnął głową wzdychając, a ja wyszedłem nie obracając się za siebie.

Rada pedagogiczna była nudna jak flaki z olejem. Nie wspominając o tym, że gdyby rady pedagogicznie mogły przybrać fizyczną formę właśnie tak by wyglądały. Jak flaki z olejem. To samo co roku. Plan zajęć. Podręczniki. Nowe nazwiska uczniów pierwszorocznych. Nowy nauczyciel obrony przed czarna magią, czyli w tym przypadku były uczeń z Durmstrangu.

Oraz oczywiście Dumbledor.

Wydawał się nie być w najlepszym stanie. Miał cienie pod oczami, a jego oczy błyszczały się nieco za bardzo, tak Jakby miał gorączkę. Pottera nie widziałem jak do tej pory.

-Jak tam ci mijają wakacje Severusie. Minerwa uśmiechnęła się do mnie nieco wymuszenie. Czyżby i ją coś niepokoiło?

- Znośnie. Odparłem zerkając na Dumbledora, który jeszcze rozmawiał z Peretem, a reszta nauczycieli już powoli się rozchodziła po naradzie. – Dostałem nowe zamówienie na 400 fiolek na eliksir żywej śmierci do Świętego Munga. Najwyraźniej ich zapotrzebowanie ostatnio wzrosło.

- No cóż nie dziwię się temu, że poprosili o pomoc ciebie. Jesteś w końcu świetnym mistrzem eliksirów, a ten nie należy do najłatwiejszych.

Skinąłem głową. Nie zapytałem się jak mijają jej wakacje. I tak zawsze sama mi mówiła.

- Ja jestem w Hogwarcie od tygodnia. – zaczęła. - By łam wcześniej u siostry w Ameryce.

Pokiwałem głową.

- Severusie? Czy spotkałeś może ostatnio Harry'ego Pottera?

Więc to zaczyna się już teraz? Minerwa jest tu ledwo parę dni, a już coś zaczęła przeczuwać?

- Nie. Aczkolwiek wiem, że spędza wakacje w Hogwarcie.

Minerwa pokiwała głową i zerknęła na dyrektora, był on wciąż zajęty rozmową i raczej nas nie słyszał.

- Odnoszę dziwne wrażenie, co do tego chłopaka. Tak jakby… - westchnęła. – Coś się w nim zmieniło.

- To raczej nie dziwne. W końcu jest w okresie dojrzewania. Poza tym nie za bardzo mnie interesuje temat, który zawiera nazwisko Potter.

Minerwa pokręciła głową ignorując moje próby zakończenia rozmowy.

- To nie to. Albus też coś powiedział o dojrzewaniu. Ale… on się zmienił w inny sposób.

No proszę! Czyli była już z tym u dyrektora, a on nie potrafił jej uspokoić. musiałem przyznać sam przed sobą, że ciekawiło mnie, co tak bardzo zaniepokoiło nauczycielkę.

- To znaczy?

Poruszyła się niespokojnie.

- On porusza się inaczej. Nawet siedzi nieco inaczej. Ubiera. Włosy zaczesuje do tyłu i cały czas widać jego bliznę. Nigdy wcześniej jej nie pokazywał tak otwarcie. Kiedy Hagrid zaprosił go do siebie na herbatę uśmiechnął się i przytaknął, że przyjdzie a potem wydawał się taki… zirytowany? Jakby towarzystwo Hagrida go męczyło. I na boga nie poszedł na tą herbatę. Gdy Dumbledor coś do niego mówi przytakuje i jednocześnie bawi zniczem. I na boga. ZREZYGNOWAŁ z Quiditcha.

Zamrugałem.

Tyle szczegółów zaledwie po jednym tygodniu?

- zrezygnował z gry? Co za powód podał? Straciłaś szukającego.

Minerwa westchnęła.

- Tu nie chodzi o szukającego. On… powiedział coś o tym, że musi się skupić na nauce, aby móc pokonać Sam- Wiesz- Kogo.

- To całkiem logi…

- TO nie jest logiczne Severusie. Harry kochał grę. Jak nie grę, to nawet samo latanie na miotle. Czy ty kiedykolwiek patrzyłeś na jego twarz, gdy lata? Tak jakby zostawiał wszystkie swoje problemy na ziemi. Jest wtedy Szczęśliwy. Nie zrezygnowałby z tego nigdy. Czasami miałam wrażenie, że to jedyne, co pozwala mu nie wrzeszczeć po tych jego wszystkich przeżyciach. A teraz on zrezygnował. I nawet mu powieka nie drgnęła. Jakby było mu to obojętne.

- Minervo. Severusie. Drgnęła i spojrzałem na dyrektora, który właśnie do nas podchodził. Skończył swoją rozmowę i podejrzewam, że słyszał też końcówkę naszej.

- Dyrektorze. Minerwa właśnie mi powiedziała, że Potter zrezygnował z quiditcha. Wygląda na to, że w tym roku puchar rozgrywek będzie dla Slytherinu bo najwyraźniej bez Pottera sobie w ogóle nie radzą. Nie mogę wyrazić jak bardzo mi przykro.

- Cóż. Decyzja pana Pottera zaskoczyła nas wszystkich. Dyrektor powiedział to ewidentne kłamstwo bez mrugnięcia okiem. – Severusie. Czy miałbyś czas na filiżankę herbaty? Ostatnio zakupiłem ciekawą mieszankę w herbaciarni Hogsmade.

- Jakże bym śmiał odmówić. Do zobaczenia Minerwo.

Dyrektor również skinął koleżance głową i oddaliliśmy się zostawiając profesor transmutacji z jej wątpliwościami.

Gdy weszliśmy do gabinetu Dyrektora ten szybko przyszykował herbatę i do swojej filiżanki wrzucił zdecydowanie za dużo cukru. Czyżby brak węglowodanów?

Uśmiechnąłem się kpiąco za swoją filiżanką. Sam nie dodałem ani jednej kostki cukru.

-Co tam u ciebie słychać Severusie?

- Źle sformułowałeś pytanie dyrektorze. Powinno ono brzmieć „ Jak tam u Dana", Chociaż być może powinno to brzmieć jeszcze inaczej. „co tam słychać u mojego niepotrzebnego już pionka?"

Dumbledor zignorował mój wyraźny przytyk.

- Więc, jak miewa Dan?

- Zważywszy na jego sytuację całkiem dobrze. Ostatnio przestał wylewać swoje łzy za każdym razem, gdy coś mu się przypominało.

Oczy dyrektora pociemniały.

- Nie ułatwiasz mi tego.

- Po prostu powiedz mi, co masz powiedzieć i odejdę. Ja już się przyzwyczaiłem, że mną się manipuluje. Ale przynajmniej wiem, kiedy to się dzieje. A przynajmniej w większości razy. Dodałem gorzko świadomy tego, że i mnie parszywie oszukano w tej ostatniej historii.

Dumbledor odłożył filiżankę na spodek i dołożył powoli jeszcze jedną kostkę cukru. Ile ich tam już było? 10? Ta herbata to płynny syrop.

- Potrzebuje cię w szkole. Bez ciebie nie zdobędziemy żadnych informacji, czy on ostatnio cię wzywał?

- Nie. Ale podejrzewam, że nastąpi to wkrótce.

Skinął głową.

- Jak wspomniałem. Potrzebuję cię w szkolę. Wypadałoby, aby pan Dan się przeprowadził. Już poczyniłem odpowiednie przygotowania mające mu zapewnić odpowiednie warunki.

- gdzie przeprowadził? Tutaj?

- Nie. Myślałem o obrzeżach nad morzem bałtyckim. Można tam znaleźć mnóstwo miejsc wolnych od mugoli gdzie mógłby w miarę spokojnie żyć.

- Rozumiem, że te miejsca są oddalone od wszelakich zabudowań o parędziesiąt kilometrów, a Chłopak miałby tam zostać sam. Czy tobie aż tak przeszkadza jego egzystencja, że usilnie starasz się by popełnił samobójstwo?

- Nie bądź niedorzeczny Severusie. To tylko tymczasowe. A wśród natury będzie mógł swobodnie się poruszać.

Skrzywiłem się odstawiając filiżankę.

- A co z Hogwartem?

- Nie mógłbym go przyjąć w takim stanie, w jakim jest teraz do Hogwartu. Malfoy jest w zarządzie i niewątpliwie obecność takiej istoty, spowodowałaby sporo… kłopotów. I tak mamy Voldemorta na karku. Nie chcę by Pan Malfoy znalazł powód, który przekonałby rade do oddalenia mnie z pozycji dyrektora.

- Dla większego dobra. Tak?

Poruszył się niespokojnie.

- Zapewnię panu Danowi wszystko, czego będzie potrzebował.

Już to widzę dyrektorze… Nie zapewnisz mu wszystkiego, czego by potrzebował. Bo on chciałby czegoś, czego ty mu nie dasz. W końcu bez skrupułów mu to odebrałeś.

- A jakby odzyskał ludzkie nogi? Czy wtedy przyjąłbyś go do Hogwartu?

Zmarszczenie brwi.

Zaklęcie metamorfogiczne już na niego nie działa. Jego magia sama je złamała. Nie zadziała ponownie.

-Mówię tu jakby sam z siebie się nóg dorobił. – powiedziałem. - Mam przypuszczenia, że to możliwe. Czy wtedy byś go przyjął do szkoły?

Widziałem wahanie w oczach starca. Obecność chłopaka nie była mu tu na rękę. Ale jego wahanie i jego mizerny wygląd w końcu coś mi powiedziały. On był gryziony przez spore poczucie winy.

- Musiałby przyrzec, że nie wyjawi nikomu prawdy.

Pokiwałem głową wstając. Dyrektor również wstał. Chciał chyba coś jeszcze powiedzieć, ale nie dałem mu dojść do słowa i pożegnałem się opuszczając jego gabinet.

Nie zaszedłem jednak daleko i jak znikąd pojawiła się Minerwa. Miała zacięty wyraz twarzy.

- Przedtem nam przeszkodzono. – powiedziała surowym nauczycielskim głosem. – Ale teraz chce to usłyszeć. Ty coś wiesz. Co jest z Harrym?

- Porozmawiaj łaskawie o tym z dyrektorem koleżanko. - Chciałem ją ominąć.

Chwyciła mnie za ramię.

- Rozmawiałam. Ale… ale ja mam wrażenie, że to Albus jest odpowiedzialny za stan Harry'ego. Tak jakby rzucił na niego jakiś urok. Severusie, powiedz mi proszę, co wiesz.

Spojrzałem na nią i dostrzegłem zmartwienie w jej oczach.

Westchnąłem.

- Nie mogę ci tego wyjaśnić. Ale uwierz mi, że pan Potter nie jest teraz pod działaniem żadnego uroku czy klątwy. Można wręcz śmiało powiedzieć, że w końcu została ona z niego zdjęta.

I zostawiłem ją samą, by przemyślała moje słowa.