Notka 1. Sceny +18. Zostałeś ostrzeżony!

Dan

Tydzień później 18 sierpnia w końcu się przemieniłem.

Nie było to łatwe. Snape akurat wtedy postanowił sprawdzić, czy jak będzie dla mnie niemiły wywołując złość, to czy przyniesie to jakiś efekt. Siedziałem na kanapie z obawy przed prawdopodobnym upadkiem, jakbym się zmienił.

„Pewnie i tak ci się nie uda. Prawda? Przecież ty nawet, nie jesteś człowiekiem"

To zdanie zawisło między nami, a mimo że ja, znałem go na tyle by wiedzieć, że mnie prowokował specjalnie, to i tak poczułem się zraniony.

Snape musiał dostrzec to w moich oczach, bo nagle zamilkł i zrobił coś, czego się nie spodziewałem i nie podejrzewałem, że kiedykolwiek się stanie.

Nachylił się nade mną i chwycił mnie w ramiona przytulając. Nie widziałem jego twarzy, ale to nie było wtedy ważne.

- Przepraszam.

Usłyszałem jego głos przy moim uchu.

- Posunąłem się za daleko. Zostawmy już to na dzisiaj.

Przełykając łzy, objąłem go kładąc głowę na jego ramieniu, nie do końca pewien, czy naprawdę mogę to zrobić.

Nigdy się nie dotykaliśmy. Przez te wszystkie lata naszej znajomości nawet nasze dłonie nigdy się nie spotykały. A teraz mnie obejmował, a ja czując dotyk czyjejś skóry na swojej, po prostu byłem szczęśliwy.

- W porządku?

Pokiwałem głową. Wciąż nie wypuszczał mnie z swojego uścisku, a to było cudowne.

Po kilku minutach odsunął się nieco i usiadł wygodniej obok mnie spoglądając uważnie w moje oczy. Wydawało mi się, że odetchnął z ulgą, gdy nie dostrzegł łez na moich policzkach. Ja za to byłem przepełniony szczęściem, że ktoś nie brzydził się mnie dotykać po przemianie w stworzenie, jakim teraz byłem.

Uśmiechnąłem się lekko.

- Przepraszam jeszcze raz. To co powiedziałem... Posunąłem się za daleko.

Pokiwałem głową jak głupek, sam nie wiedząc czy potwierdzam, czy po prostu kiwam głową dla samego kiwania. Mistrz eliksirów przesunął palce z moich ramion w dół i chwycił moje dłonie. Spuścił wzrok w dół i przyglądał się naszym złączonym palcom. Spoczywały teraz one ledwo parę centymetrów od mojego ogona. Snape puścił moją lewą dłoń i zbliżył ją nieco w stronę mojego ciała. Zatrzymał się jednak minimetry od celu.

Serce zaczęło bić mi w piersi jakbym zaraz miał dostać jakiegoś ataku. Policzki zalało gorąco. Wpatrywałem się w te jego palce jak w najważniejszą rzecz jaką widziałem w swoim życiu. Wziąłem głęboki oddech. I wypuściłem powietrze.

- Czy mógłbym?

- Tak. - Szepnąłem cicho. Nie wiedziałem czy mnie usłyszał, ale jego dłoń spoczęła na moim ogonie w okolicach biodra.

Zadrżałem. Palce najpierw bardzo delikatnie obrysowały kształt łączenia się łusek, potem przesunął dłonią po moim ciele. Jego palce były ciepłe i silne.

- Są bardzo miękkie. – mruknął opisując ich fakturę.

Pokiwałem głową w potwierdzeniu. W istocie, wydawały się one być raczej niezbyt dobrą ochroną. Zdawały się delikatne i gdy przyciskało się je palcem uginały się z taką samą sprężystością jak moja skóra. Na początku nawet się nieco z tego powodu obawiałem wychodzić na zewnątrz. Wydawało mi się, że jak będę poruszał się dłużej swoim ciałem po twardej ziemi, czy kamieniach zdarłbym swoje ciało do krwi. Jednak tak się nie działo, za co byłem wdzięczny. Nauczyć się poruszania w tym ciele było i tak dla mnie wystarczająco dużym wyzwaniem. Teraz jednak gdybym chciał, mógłbym przemieszczać się naprawdę szybko. Pewnie bym nawet prześcignął biegnącego człowieka.

-Są naprawdę piękne.

Już to kiedyś mówił. I tak samo jak tamtego dnia, moje ciało przeszył dreszcz, a policzki zalało gorąco. Było to jednak o wiele intensywniejsze niż wtedy, ponieważ tym razem, dochodził do tego wszystkiego dotyk.

Chwyciłem gwałtownie jego dłoń oddalając ją od swojego ciała i skuliłem się opierając czoło o jego przedramię. Oddech piekł mnie w gardle. A całość tysiąca uczuć, które mnie zalały skupiło się w szaleńczo bijącym sercu i poniżej pępka.

Merlinie...

Czy on to zobaczył?

Wciąż moim jedynym dziennym odzieniem były koszule, wydłużone tak, by opadać mi aż do okolic intymnych. A to miało swoje konsekwencje. W jeansach nie było by tego aż tak widać. Moje części intymne tak wstydliwie ulokowane zazwyczaj pod łuskami, były teraz dobrze widoczne. Można powiedzieć, że od nagości dzielił mnie ledwo skrawek materiału, a moja erekcja napierała na koszulkę widocznie.

Nie miałem pojęcia, co zrobić w tej sytuacji.

W myślach zacząłem błagać by udawał że nic nie zauważył i sobie poszedł, a jednocześnie moje ciało, w reakcji na niego, dawało wyraźnie odwrotne sygnały.

Co on sobie pomyśli?

- Dan? - Jego głos był głęboki i dochodził z zdecydowanie zbyt bliskiej odległości. Jęknąłem kuląc się jeszcze bardziej. Moje palce zaciśnięte na jego dłoniach drżały.

No proszę. Musiałem się przemienić w wielkie gado- podobne monstrum by skonfrontować się z faktem, że tym którego pragnę jest mistrz eliksirów, Severus Snape.

Moje życie jest dziwne.

Snape uwolnił dłoń z mojego uścisku. Myślałem, że chciał odejść, ale ten chwycił moją twarz i uniósł za podbródek w górę.

Mój umysł opanowała nicość, gdy nachylił się bliżej, jego magia, czarne oczy, lekkie zmarszczki w okolicach oczu, wszystko w miarę zbliżania się jego oblicza, wydawało się wyraźniejsze i tym mocniej wypalało się w moim umyśle. Serce waliło mi w uszach z taką siłą, że na granicy paniki i wielkiego oddechu jakbym zbierał się do krzyku pomyślałem sobie, że przez to jak szybko bije mi puls, zaraz krew zacznie mi się wylewać uszami. I nagle wszystkie myśli zatrzymały się jakby trafiły w solidną ścianę, bo nasze usta się spotkały.

Jak dotknięcie nieba.

Tak jakbym po raz kolejny przeżywał pierwszy raz latania na miotle. Wszystkie zbędne myśli odleciały. Wszystkie problemy zostały na ziemi. A ciało zalało szczęście. Nie było żadnej zbędnej myśli w mojej głowie. Tylko te usta, ich faktura, smak, magia. To wszystko Było to dziesięć, Nie, sto razy bardziej intensywne, niż jakiekolwiek doświadczenie jakie do tej pory miało miejsce w moim życiu.

Usta przy ustach. Dotykał mnie. Gładził.

W którymś momencie znalazłem się na nim całując go i przyciągając do siebie. To znowu on kładł mnie na kanapie przykrywając własnym ciałem.

- Nie masz już ogona. Usłyszałem głos przy swoim lewym sutku. Kiedy on zdjął moja koszulę?

- C- co?

- Ogon. Masz znowu nogi. – powtórzył mężczyzna patrząc mi w oczy znad mojej piersi. Był trochę rozczochrany i nie było to dziwne, bo miałem wplecione palce w jego włosy i wyraźnie to ja je tak mierzwiłem.

Przez zasnuty mgłą umysł w końcu przedostały się informacje i skonfrontowałem je z rzeczywistością. Przełknąłem, bo było mi sucho w ustach. W istocie. Nie miałem ogona. Tak naprawdę leżałem teraz zupełnie nagi oplatając nogami biodra mężczyzny jakbym chciał je bliżej siebie przyciągnąć. Snape miał rozpiętą koszulę i widziałem jego nagą pierś. Spodnie gdzieś znikły i przez bokserki napierała na moje ciało jego erekcja. Czy można naprawdę, aż tak się zapomnieć?

Kiedy to wszystko się stało? I jakoś fakt, że nie zauważyłem braku ogona, nie wydawało się aż tak istotny jak fakt, gdzie się podziały spodnie Severusa?!

Snape pogładził mnie po biodrze dłonią i sapnąłem wyginając się by być bliżej ciała mężczyzny.

-O czym myślałeś, jak się przemieniłeś?

Zawstydziłem się nagle i uciekłem wzrokiem na krótką chwilę. Zdecydowałem jednak, że bardziej wolę patrzeć na niego niż na wygaszony kominek, więc wróciłem spojrzeniem.

- Chyba nie za bardzo myślałem. – Przyznałem i sapnąłem lekko, gdy Snape przesunął drugą dłoń z mojej piersi na brzuch i podbrzusze przesuwając palce do mojego pępka, drzałem jakbym marzł, choć moje ciało jeszcze nigdy nie wydawało się tak gorące. Zacząłem szybciej oddychać.

- Byłem po prostu niewyobrażalnie szczęśliwy. – wyszeptałem. – I chyba bardzo chciałem usiąść na twoich kolanach tak by muc cię objąć biodrami z dwóch stron. - Przyznałem.

Usta Snape'a wygięły się w kącikach ku górze, a ja wstrzymałem oddech na ten widok. On rzadko się uśmiechał.

- Czyli nie przeszkadza ci to? Zapytał zsuwając dłoń z mojego pępka na biodro i w końcu udo. Był tak niebezpiecznie blisko mojego penisa.

Pokręciłem szybko głową, biorąc głębokie oddechy dla uspokojenia. Moje dłonie nie wiedziały gdzie sięgać, moje palce zdawały się nie mieść dość tego cudownego dotyku skóry drugiego człowieka.

- To dobrze. Bo chciałbym kontynuować.

O. MÓJ. BOŻE.

Jego dłoń spoczęła na moim penisie, a ja ponownie przestałem spójnie myśleć.

Leżeliśmy na kanapie, na której to wszystko się stało. Było tu trochę mało miejsca, więc Severus wcisnął się jak najbliżej oparcia, a ja leżąc na boku opierałem głowę o jego pierś podczas, gdy nogę miałem przerzuconą przez jego ciało.

Gładziłem palcami jego pierś i śledziłem kształt tych blizn, które mogłem dosięgnąć. Miał jasną ciepłą skórę i lekko zarysowane mięśnie pod nią.

Był szerszy w ramionach niż ja. Przy tym miał biodra pewnie tak samo rozbudowane jak te moje. Co dawało efekt bardzo klasycznego wyglądu, który bardzo dobrze wyglądał by fraku. Był idealnie proporcjonalny. Nigdzie nie za gruby, ani nie za chudy. Mimo że nie miał sześciopaku to jego skóra była przyjemnie napięta.

I przy tym te jego dłonie. Szczupłe silne palce jak u pianisty.

Ja przypominałem raczej ciepłą kluchę.

Niski i kanciasty. Krzywe dłonie, nogi, palce. Tendencja do głodówki podczas lata i ogromnego stresu podczas roku szkolnego nie zapewniały mi ani przespanych nocy, ani regularnych posiłków.

Dodajmy do tego moje dziwne ciągoty związane z chęcią dotykania czyjejś magii, widzeniem tej magii, teraz staniem się dziwną wężom mieszanką z ciągotkami do psychotycznego przytulania się do wszystkich.

Śmierdziałem dziwakiem już na kilometry.

Musiałem pamiętać, by zachowywać się przy Severusie w miarę normalnie. Tak by nie odstraszyć go, na przykład, swoim nadmiernym okazywaniem uczuć. Wciąż pamiętałem jak Ron dziwnie się na mnie popatrzył, gdy przytulałem go nieco za długo na przywitanie zeszłego lata. Wtedy już moi przyjaciele wiedzieli, że jestem gejem. A Ron miał przez kilka następnych dni panikę w oczach, podejrzewając, że być może czuję do niego coś w ten specjalny sposób. A ja naprawdę nie miałem zielonego pojęcia jak wyjaśnić kumplowi w miarę delikatnie, że to nie znaczyło nic w sensie romantycznym. Bez wychodzenia na jakiegoś mięczaka, który lubi się z wszystkimi obejmować i przytulać.

A teraz byłem z Severusem. Trudno mi będzie się teraz powstrzymać przez dotykaniem go, czy przytulaniem. Czucie jego magii na swoich palcach, na swojej całej skórze. To było cudowne uczucie. Choć niekoniecznie pewnie dla niego.

Już widziałem w wyobraźni jak stara się mnie od siebie odczepić używając przy tym łomu, podczas, gdy ja w jakiś dziwny sposób tulę się do jego ciała, prosząc by jeszcze chwilę ze mną został.

- Dan, przestań, łaskoczesz mnie. – Wymamrotała moja poduszka i przestałem gładzić i szarpać jego włosy koło pępka.

Uśmiechnąłem się i przeniosłem dłoń wyżej przytulając go.

Teraz. Przynajmniej teraz. Mogłem go jeszcze przez chwilę trzymać. Dostosuje się. Nie będę się narzucał. Będę idealnym partnerem!

Wszystko musi być idealnie!

Odzyskałem nogi, kochałem się z Severusem, miałem szanse na powrót do Hogwartu i znowu zobaczyć przyjaciół.

To był najszczęśliwszy dzień w moim życiu. A ja zrobię wszystko, by było takich więcej.

Od tamtego czasu kochaliśmy się gdy tylko znajdowała się ku temu okazja. Nie narzekałem. Choć myślałem czasami, że robimy to tak dziko i tak niepohamowanie, bo chcemy nadrobić stracony czas.

Okazało się jednak, że nogi nie były na zawsze. Po około 9 godzinach czułem bardzo nieprzyjemny nacisk na biodra. Tak jakbym nosił pas ważący tony. A po 12 godzinach dochodził do tego potworny ból głowy. Niedługo później musiałem się przemienić, by nie mdleć z bólu.

Robiło mi się po prostu potwornie niedobrze. I jeżeli nie chciałem wymiotować zawartości swojego żołądka, musiałem poddać się przemianie. I tak wtedy byłem już za słaby nawet na to by stać.

Zrobiliśmy ten eksperyment godzinowy tylko raz i więcej nie miałem zamiaru tego powtarzać.

Doszliśmy do wniosku, że wystarczy jak się będę przemieniać na około 5 godzin by zażegnać większość nieprzyjemnych objawów. Ale niepokojącym faktem wydawało się, że najwyraźniej by czuć się komfortowo. Musiałem spędzać więcej czasu podczas dnia w formie Lamii.

Na szczęście Po pierwszej przemianie przynajmniej to nie stanowiło problemu.

Zarówno ogon jak i na powrót nogi pojawiały się raczej bez wysiłku. Było to płynne i bezbolesne, za co dziękowałem bogom, pamiętając wyraz udręki na twarzy Lupina podczas jego przemiany w pełnię.

Ja Jedyne z czym miałem do czynienia to ucisk na dolne partie w czasie przemian, ale było to znośne.

Był także jeszcze jeden problem. Moje oczy pozostały takie jak były. Wciąż świecąco zielone z pionowymi źrenicami. Niezależnie od przemiany nie dało się tego zmienić.

- Nie jest dokładnie tak jakbyśmy chcieli, ale postaram się wywalczyć dla ciebie jak najlepsze warunki. – mruknął Snape dwa dni przed rozpoczęciem roku.

Z tego co rozumiałem, od czasu mojej przemianu negocjował moje ponowne przyjęcie do Hogwartu z Dumbledorem i nie z wszystkich warunków był zadowolony.

Wiedziałem, że Dumbledore uczepił się faktu, że nie mogłem utrzymać na stałe ludzkiej postaci, a moje oczy, dalece odbiegały od normy. Do mnie nie napisał ani razu. Nie pojawił się też u nas na progu by omówić te sprawy.

Snape jako nauczyciel i tak musiał udać się wcześniej do Hogwartu. Przecież czas do rozpoczęcia zajęć, można było już odliczać w godzinach. Ale fakt, że Snape nie ustalił jeszcze wszystkiego dotyczącego mojego przyjęcia był nieco denerwujący. Trochę mi było głupio pozostawiać to wszystko na barkach mistrza eliksirów. Ale nie chciałem się osobiście widzieć z dyrektorem. Rany jakie mi zadał, były zbyt świeże. Na szczęście on to rozumiał.

Zapytał się mnie czy mam jakieś życzenia, co do warunków ponownego przyjęcia. Powiedziałem więc, że jak tylko będę mógł z nim zostać i widywać się z przyjaciółmi będę zadowolony.

Gdzie mnie przydzielą? Gdzie będę spał? Na jakim roku będę? To nie było dla mnie ważne.

Severus nie był zadowolony z faktu, że nie potrafię wyrazić swojego zdania. Ale ja, po tym wszystkim co się stało, nie potrafię znaleźć w sobie jakiegokolwiek życzenia dotyczącego przyszłości. Zbyt wiele na raz mi odebrano i zbyt wiele uzyskałem bym mógł znaleźć w sobie siłę na większe marzenia bądź życzenia.

Gdy Severus zapytał się mnie, co takiego uzyskałem. Uśmiechnąłem się i pocałowałem go przytulając na krótką chwilę.

A teraz patrzyłem na drzwi, za którymi zniknął mój kochanek. I miałem nadzieję, że szybko wróci.