Chapter Text

Severus.

Zostawiłem Dana samego i zaciskając dłonie w pięści, teleportowałem się na granice Hogwartu.

Dumbledore na pewno wiedział, że się dziś pojawię mimo, że tego spotkania nie ustalaliśmy.

Skierowałem swoje kroki od razu do jego gabinetu. Nie chciałem trafić na nikogo innego. Teraz w szkole mogli być tylko część nauczycieli i duchy. A duchy były czasami jeszcze gorszymi donosicielami niż te przeklęte obrazy. Dumbledore w końcu zawsze wszystko wiedział.

-Straciatella. -Wymówiłem kolejne idiotyczne hasło i już po chwili pukałem w mahoniowe drzwi.

- Wejdź Severusie.

Dyrektor stał obrócony do mnie plecami i patrzył w okno. Zastanowiło mnie, czy nie był tam już od dłuższego czasu, wypatrując mojego przybycia.

Nie czekając na zaproszenie, usiadłem w krześle przed biurkiem i milcząc pozwoliłem by to Dumbledore zaczął tą rozmowę.

On dobrze wiedział, po co tu byłem.

Pozwolił sobie na ignorowanie mnie jeszcze tylko chwilę.

- On nie może powiedzieć, kim był. Zabraniam tego. Jeżeli komuś powie, przysięgam, że zobliwatuje tą osobę, a jego wyrzucę.

- A jak się sam ktoś domyśli? – Zapytałem zaciskając dłoń na różdżce w rękawie szaty. – Nie możesz oczekiwać, że twój Harry Potter będzie zachowywał się identycznie jak ten, którego znali uczniowie przez pięć lat. Na Merlina Albusie! Minerwa potrzebowała zaledwie paru chwil!

Starzec potarł czoło i obrócił się w końcu w moją stronę. Nie wyglądał za dobrze. Co się działo? Czyżby nagle dopadła go starość? Gdybym nie był na niego tak wściekły, pewnie bym zapytał, czy czegoś nie potrzebuje. Ale to co zrobił Danemu, a także mnie, skutecznie niszczyło mój współczynnik współczucia dla tego starca.

Zasiadł on za biurkiem z beznamiętnym wyrazem twarzy.

-Jeżeli sami się domyślą. Ale tylko wtedy. Normalnie nie może nikomu powiedzieć.

Pokiwałem głową. Przynajmniej to było już jasne.

- Ze względu na to, że pan Dan nie ma SUM'ów, nie może uczęszczać na szósty rok nauki, piąty rok powinien być odpowiedni.

Skrzywiłem się nieco. Wiedziałem, że mógłby zorganizować to tak, by Dan był na szóstym roku. Głupia wymówka, że na egzaminach widnieje nazwisko Harry Potter nie była dla mnie wystarczająca. Wiedziałem jednak, że robił to by możliwie jak najbardziej ograniczyć kontakty Dana z jego przyjaciółmi.

Nie zanegowałem jednak tego punktu. podejrzewałem, że byłoby mu trudno uczęszczać na zajęcia, na których widziałby Harry'ego Pottera zajmującego jego miejsce.

- Dobrze. Co z domami? On nie może spać w dormitorium.

- Zorganizujemy dla niego prywatne kwatery. Wytłumaczymy, że nie mógł uczęszczać do Hogwartu, ze względu na stan zdrowia. I musi też być podłączony do zaklęcia zastoju podczas nocy, więc nie może spać w dormitorium niezależnie do jakiego domu by się nie dostał.

Pokiwałem głową. Sam już myślałem na ten temat wcześniej i nawet napisałem o tym dyrektorowie. Zaklęcie zastoju to mój pomysł. Jest to zaklęcie lecznicze wprowadzające chorego w stan zwolnionej metabolizacji magicznej. Używa się go w czasie i po przechodzeniu choroby zwanej "zębami magii".

Zaburzenie występujące w czasie budzenia się mocy magicznej u dzieci, objawiające się tym, że każda niekontrolowana magia odbijała się rykoszetem szkodząc dziecku, a zaklęcie zastoju reguluje przepływ magii po tej dolegliwości.

Tak też można by było wytłumaczyć jego niecodzienne oczy. Efekt jakiś nie tak rzuconych czarów. To było idealne wyjście. Nikt się nie mógł przyczepić, bo ta choroba nie była zaraźliwa i przechodzi się ją w wieku dziecięcym. Tylko czasami efekty tej choroby ciągną się latami i tyle też trwa leczenie.

- Dokumenty?

Dumbledore wyciągnął z szuflady aktówkę.

Zerknąłem do środka.

Dan Lind.

No proszę. Skandynawskie nazwisko… data urodzenia 31 października 1981. Skrzywiłem się nieco. Był to dzień śmierci Potterów. Według dokumentów był rok i trzy miesiące młodszy od Harry'ego Pottera, czyli swojego poprzedniego życia. Potter obchodził już swoje szesnaste urodziny. Jednak Dan według tych dokumentów będzie obchodził swoje piętnaste urodziny dopiero za dwa miesiące.

Przez chwilę poczułem dreszcz na kręgosłupie.

Nie ważne z jakiej strony bym na to nie patrzył. Dan był za młody na to by być w jakichkolwiek relacjach seksualnych ze mną. Mogłem sobie tłumaczyć, że według starej dokumentacji byłby już prawie pełnoletni według magicznego prawa. w przyszłe wakacje obchodził by wszak swoje 17 urodziny co było formalnym wejściem w pełnoletność czarodziei. Jednak teraz. Nie ważne jak bardzo bym tego nie rozkładał na czynniki pierwsze… Dan był strasznie młody.

- Dlaczego ten dzień?

- To właśnie wtedy go po raz pierwszy zobaczyłem. Więc uznałem, że może to być dobry pomysł.

To miało sens. Choć nie wiem jak zareaguje na to Dan.

Co mamy dalej?

Potwierdzenia szczepień. Krótka jak na naszą zmyśloną historię, karta chorych. Świadectwo z mugolskiej szkoły podstawowej. Zaświadczenie prywatnego nauczyciela o odbywaniu domowej edukacji.

- Te dokumenty, to życie Pana Harry'ego Pottera, które spędził do tej pory w Ameryce. Ze względu na to, że teraz Harry przejmuje kartotekę z Hogwartu zamieniłem tylko imienia na dokumentach.

- A różdżka?

Chwila ciszy. Od czasu przemiany, Dan nie miał swojej różdżki przy sobie, bo z nieznanych mi przyczyn dyrektor ją zarekwirował. Jednak teraz nadszedł czas, by ją zwrócił.

Starzec otworzył kolejną szufladę i powoli wyciągnął pudełko. Otworzyłem je natychmiast, gdy mi je podał.

Coś tu było inaczej.

- Pozwoliłem sobie odwiedzić Olivandera i poprosić go by ją odnowił i przemalował. Jej stary wygląd mógłby być zbyt oczywisty dla niektórych.

- A on oddał ją taką? - Zapytałem patrząc z powątpiewaniem na przedmiot w pudełku.

- Nie miałem na to wpływu.

Pokiwałem głową zabierając wszystkie rzeczy.

- Proszę zadbać jeszcze o to by w komnatach pana Dana Lind był kominek z dostępem do moich kwater.

Starzec poruszył się niespokojnie.

- Nie sądziłem, że chciałbyś, aby cię odwiedzał. – zmarszczył brwi w zastanowieniu. – Raczej nie powinniście kontynuować waszej znajomości w Hogwarcie.

Uśmiechnąłem się krzywo.

- Na to już za późno dyrektorze. Jesteśmy kochankami.

Po raz pierwszy ujrzałem prawdziwy szok na twarzy dyrektora. Starzec otworzył i zamknął usta parę razy, ale nie padło z nich ani jedno słowo.

- Do widzenia dyrektorze. Widzimy się pierwszego września.

I wyszedłem.

-CO zrobiłeś!?

Dan wydawał się być bardziej, niż przerażony tym, że powiedziałem temu starcowi o nas.

- Ale… Ale dlaczego to zrobiłeś? Co ci strzeliło do głowy?

Skrzywiłem się nieco. Chłopak wydawał się nieco za bardzo histeryzować.

- Lepiej, że mu powiedziałem. Teraz ma przynajmniej jasne pojęcie, co się miedzy nami dzieje. Poza tym wszystkie obrazy i duchy w zamku donoszą mu informację. On wie o każdym wstydliwym zauroczeniu każdego z uczniów w zamku. Nawet jak zabezpieczymy komnaty i wyrzucimy obrazy to doniosą mu o tym skrzaty domowe.

Dan zamrugał i usiadł. Jeszcze chwilę temu przemierzał pokój w te i z powrotem. Był w swojej formie Lamii, więc jego ogon zamiatał podłogę gwałtownymi ruchami, a końcówka ogona drżała jakby był grzechotnikiem.

-To dlatego zdawał się wszystko wiedzieć? To jego sekret?

Wzruszyłem ramionami.

- Ale wciąż nie rozumiem dlaczego mu powiedziałeś?

- Gdy już wie nie może się sprzeciwić. Postawiłem go przed faktem dokonanym. Nie zamierzałem rezygnować z naszych spotkań, gdy już cię znalazłem.

Mój kochanek zarumienił się i opuścił wzrok.

Zmrużyłem oczy czując nagle nieprzyjemny posmak w ustach. Czyżby ten chłopak….

Westchnąłem. W sumie, to byłoby logiczne.

Byłem od niego starszy i nie byłem duszą towarzystwa, a on był naprawdę pięknym młodzieńcem. Nawet, jeżeli się obawiał reakcji na swoją wężową formę, którą rasowo, zaczęliśmy określać Lamią. To byłem pewien, że znalazłoby się więcej chętnych na związek z tak niezwykłym młodzieńcem niż mam wszystkich palców w całym moim ciele. Można chyba było by też śmiało przypuszczać, że znalazłoby się więcej jak tuzin chętnych w samym Hogwarcie.

- Ja też nie chcę rezygnować z naszych spotkań. - Usłyszałem nagle i przeniosłem wzrok na chłopaka.

Patrzył na mnie bardzo poważnie, jego oczy błyszczały się jakby emanowały własnym światłem. Poczułem mimowolną ulgę.

Starałem się nie uśmiechnąć, ale nie wiem czy mi się to w 100 % udało. Jeżeli teraz mnie chciał. To ja już dopilnuję by to się nie zmieniło. Już z zbyt wielu rzeczy zrezygnowałem w swoim życiu. Jednak uczucie, gdy mogłem go mieć, było najcudowniejszym serum szczęścia, jakie przeżyłem przez 36 lat swojego życia. Nie planowałem tego tak łatwo oddać. Nikomu. Choćbym i miał zstąpić do samych piekieł.

Była tylko jedna osoba, która mogła przerwać nasz związek. I To był sam Dan.

Wyciągnąłem w jego stronę dłoń zapraszająco. Twarz mojego kochanka rozświetlił uśmiech i jego oczy zabłysły jak zbiór tysiąca szmaragdowych gwiazd. Jego ruchy mimo odmiennego ciała, zdawały się niezwykle lekkie, gdy zbliżył się do mnie i ujął wyciągniętą w jego stronę dłoń. Podciągnąłem go na swoje kolana.

Jedna dłoń spoczęła na jego plecach. Drugą pogładziłem go po policzku.

Jego twarz była piękna. Szczupła, ale nie koścista. Pełne miękkie wargi smukły nos i te zielone oczy. Był druzgocąco piękny i wyglądał tak młodo.

Znowu ścisnęło mnie w żołądku na przypomnienie, jak bardzo młody...

15 lat to tak niewiele. Poniżej 17 roku życia związki były karalne. Więc można powiedzieć, że znajdowałem się poniżej granicy i do tego byłem nauczycielem. Na Merlina! Od września do tego JEGO nauczycielem!

Uścisk w żołądku zmienił się w twardą gulę w gardle. Powinienem być tutaj tym bardziej racjonalnym. Wyjaśnić, że to, co robiliśmy nie powinno się powtórzyć przez bardzo, bardzo długi czas. On powinien nieć czas na to by znaleźć sobie kogoś odpowiedniejszego. Bardziej zbliżonego mu wiekiem. Jeszcze poczekać. Co najmniej dwa, albo trzy lata.

Jednak nie potrafiłem z tego zrezygnować.

Jego ciało było miękkie w pod moim dotykiem. Przesunąłem palcem pod jego koszulę i odnalazłem w okolicach kręgosłupa kilka łusek. Zsunąłem się niżej. Na jego biodrach łuski były takie miękkie. Idealnie zgrywające się i mieszające z ludzką skórą. Nigdy mu się nie przyznam, że bardzo często porównuję fakturę jego łuskowanej skóry do tych grzesznie erotycznych i przylegających do ciała getrów produkowanych przez mugoli. Tych, które to człowiek ma ochotę rozedrzeć na dwoje by dobrać się do tego co się znajduję pod nimi.

Dan jęknął cichutko, a ja skupiłem ponownie wzrok na jego oczach. Jego źrenice teraz były nieco zwężone. Nie mogłem sobie przypomnieć czy jego oczy przed przemianą wyglądały w ten sposób. Jednak teraz tęczówka Dana przypominała wyjątkowo gęste skupisko gwiazd. Droga mleczna pełna zielonego pyłu oddalonych o miliardy lat słońc, a źrenica przecinająca je, jak czarna dziura, która uwięziła mnie i nie chciała puścić. Nie chciałem odchodzić. Nie chciałem z niego rezygnować.

Pieprzyć to jak bardzo niewłaściwe było to, że on był tak młody.

Przyciągnąłem jego twarz i ukradłem pocałunek. Chłopak jękną w moje wargi, a ja czułem się jakbym próbował nektar bogów. Jego usta były grzesznie uległe i miękkie. Moje ciało zareagowało gwałtownym pragnieniem. Nie miałem go dosyć.

Oderwałem swoje wargi i usłyszałem ciężki erotyczny jęk zawodu z ust młodzieńca.

Ukryłem twarz w jego karku starając się uspokoić swój oddech. On był taki ponętny. Jak grzech erotyczny. Moje palce wodziły chętnie zarówno po jego ludzkiej, ciepłej skórze, jak i po miękkich łuskach.

- Nie może nikt się dowiedzieć. – Powiedziałem starając się brzmieć jak najbardziej rzeczowo. Było to jednak trudne z młodym gibkim ciałem kręcącym się na moich kolanach.

- C- Coo?

- Dan. Skup się na chwileczkę. Nie może się nikt dowiedzieć, że jesteśmy razem. Rozumiesz? Nikt. Według dokumentów jesteś zbyt młody na to by być ze mną w związku.

- Za młody?

- Według papierów od Dumbledore'a masz 15 lat. a dokładniej, będziesz miał ten wiek dopiero w październiku. Nie wiem czy wiesz, ale właśnie sypiasz z pedofilem.

Dan zachichotał nagle w mój kark i usiadł prosto. Jego oczy błyszczały psotnie.

-Słyszałem kiedyś taki żart. „"Jesteś pedofilem." Rzuca kochanka do swojego partnera. – „Mocne słowa w ustach dwunastolatki" "

I zaczął chichotać.

Mnie nie było do śmiechu. W końcu sam niedawno był dwunastolatkiem.

- Mówię poważnie. Według dokumentów i prawa, jesteś o ponad dwa lata za młody na jakikolwiek związek z pełnoletnim mężczyzną lub kobietą. Dopiero w wieku 17 lat masz wolne prawo do robienia co chcesz. Jesteś zdecydowanie zbyt młody. Nie wspominając o tym, że będziesz na piątym, a nie szóstym roku. Co oznacza, że jeszcze przez trzy lata będę twoim nauczycielem, co też nie powinno mieć miejsca!

Dan zmarkotniał i wtulił twarz w moją koszulę chyba po to, by ukryć swoją minę. Nie wiedziałem, o czym pomyślał w tej chwili. Ale dla mnie. Te dwa lata do jego pełnoletności. I te trzy lata zanim ukończy Hogwart. Wydawały się bestialsko długim okresem czasu, który na pewno będzie ciągnął się w nieskończoność.

Gdyby żył swoim starym życiem, miałby już szesnaście lat i brakowało by mu niecały rok do pełnoletności. Nie mogłem sobie wyobrazić siebie w takim związku z kimś, kto miał twarz Jamesa Pottera. Nie planowałem jednak rezygnować z tego chłopaka.

Te trzy potwornie długie lata nie miały znaczenia… przynajmniej miałem cichą nadzieję, że nie mają i Dan się mną, do tego czasu nie znudzi.