Dan.

Następne tygodnie minęły mi na unikaniu niewygodnych rozmów i spotkań. Od czasu naszej poprzedniej kłótni nie rozmawiałem z Harrym Potterem, ale i tak wszyscy wiedzieli, że coś jest nie tak.

O wielkich kłótniach „Złotego trio" plotkował już każdy w Gryffindorze, a o szlabanach i straconych przez Pottera punktach, pomstowano po kontach wierzy prawie codziennie. Jedynym, który nie narzekał był Filch, przechodzący samego siebie w tym jak parszywe kary potrafił wymyślić dla uczniów pozostawionych jego nadzorowi na szlabanach i uczniowie nawet zaczęli się zastanawiać, czy nie łączył go jakiś romans z Umbridge zeszłego roku, skoro wziął sobie za punkt honoru, by ją w murach zamku zastąpić.

Mimo, że brakowało mi rozmów z przyjaciółmi to obecność Severusa była na to cudownym lekarstwem, które pomagało mi to przetrwać. Podczas posiłków czasami siadałem do stołu to z młodszymi rocznikami, to z piątorocznymi decydując się na różnego rodzaju miejsca w wielkiej sali, tak by być jak najdalej od moich starych przyjaciół.

Nie wiem, jaką rozmowę przeprowadzono potem z Ginny, ale zaczęła mnie ona ignorować. Choć czasami widziałem jej wzrok skierowany w moją stronę, to od tamtego czasu się do mnie nie odezwała.

Fakt, że po raz kolejny powtarzałem tą samą klasę sprawił, że miałem najlepsze oceny wśród gryfonów. Musiałem od czasu do czasu odrabiać zadania, a że tytuły prac były prawie identyczne odtworzenie tego, co pisałem kiedyś nie stanowiło większego problemu, co zaowocowało bardzo dobrymi wynikami.

Czasami z samych nudów, a ze względu na to, że wszyscy inni się uczyli, wyszukiwałem nowe informację i nowe zaklęcia. Z własnego doświadczenia wiedziałem, że lepiej znać więcej niż mniej. Niepozorne Accio może nawet uratować życie.

Starożytne runy niestety były, aż tak trudne jak mi się na początku wydawało i był to inny poziom magii, którą raczej rzadko się używa, bo runy działają tylko dzięki połączeniu magii i zostają one tylko w tym miejscu w którym je napisano. Służą więc najczęściej tylko do ochrony, czy zaklęcia jakiś miejsc i przedmiotów.

To właśnie tak nauczyciel obrony zastawił pułapki na korytarzu. Za pomocą run. Jednak zwykłe zaklęcia wymagają około trzech do czterech run. Bardziej potężne i zaawansowane nawet do 60 run w jednym wierszu, a wierszy run mogło być naprawdę sporo. Ponoć samo Ministerstwo było chronione ponad tysiącem wierszy runicznych. Jeszcze nie do końca to rozumiałem. Ale w wyobraźni widziałem jak pan Peret klęczał na kolanach pisząc cała noc na korytarzu, tak by pułapki były przygotowane na następny dzień.

Mimo, że pierwszego dnia kompletnie wypadło mi to z głowy, to później opowiedziałem Severusowi o mojej dziwnej rozmowie z wspomnianym nauczycielem. Snape przez chwilę rozważał to, co mu powtórzyłem i mimo, że jego wyraz twarzy się nie zmienił to wiedziałem, że doszedł do tych samych wniosków co ja. Musimy uważać na tego mężczyznę. Niepozorne znaki jakich użył nagle mogą się zmienić w coś naprawdę niebezpiecznego. Severus wydawał się też zaskoczony faktem, że dostrzegłem te pułapki. Wygląda na to, że nie tylko dostrzegam więcej kolorów, ale i widzę w magii coś innego niż reszta społeczności czarodziejów.

Severus poprosił mnie bym o każdej nieprawidłowości, jaką w szkolę zauważę, informował go natychmiast. Obiecałem, że tak zrobię, Choć wątpiłem w efektywność tego rodzaju magii.

To nie było coś, co można użyć przeciwko wrogom. Można by było zastawić runiczne pułapki. Ale to wcale nie oznaczałoby, że tylko wrogowie w nie wejdą. I gdy je aktywujemy może się okazać, że zarówno wrogowie jak i przyjaciele ucierpieli. Chociaż. To przecież nie na mnie teraz czyhał Voldemort bym się nad tym zastanawiał. Prawda?Wrzesień minął bardzo szybko i zanim się obejrzałem październik przywitał Hogwart w strugach deszczu i zimnem. Nie znosiłem tej pogody.

Popadłem w tak pesymistyczny nastrój, że idąc do Severusa prawie nic się nie odzywałem leżąc po prostu w swojej wężej formie przed kominkiem przykryty kocami. Severus pozwalał mi na to. Sam często zajmował się swoimi sprawami jak poprawianie prac uczniów, czy ważenie jakiś eliksirów, ale mnie nie wyganiał, więc przychodziłem. No cóż, nie codziennie. Ale przynajmniej cztery razy w tygodniu.

Gdy nie wygrzewałem się przed kominkiem Severusa, leżałem długie godziny w swojej wannie. mężczyzna raz mnie odwiedził w moim pokoju i po zapoznaniu się z mini basenem i wspólną kąpielą ze mną uznał, że moje pokoje są równie wygodne jak jego własne.

Jeżeli chodzi o zajęcia to nie byłem już pytany ani częściej, ani rzadziej niż inni uczniowie. Hagrid traktował mnie jak każdego innego ucznia, a Severus na zajęciach traktował mnie jak ucznia nieistotnego. Zadawał pytania i za każdą moją odpowiedz dawał bądź odejmował punkty bez żadnego komentarza, inaczej niż to było z ł się przynajmniej tak robić.

Wciąż nie byłem orłem w tej dziedzinie, ale fakt, że powtarzałem wszystkie eliksiry z zeszłego roku sprawiał, że mój kociołek nie wybuchał tak często jak kiedyś.

Severus zachowywał się też nieco inaczej. Zastanowiło mnie, czy jego bardziej rzeczowe zachowanie miało coś wspólnego z tym, że pierwszy raz nie miałem tych zajęć łączonych z Slytherinem, czy może mojego zaślepienia związanego z uczuciem jakim go darzyłem. Widziałem czasami jakieś prace Hernesta bądź Johna z eliksirów, ale mimo, że oceny były zawsze surowe, to nigdy nie usłyszałem żadnego zjadliwego słowa na lekcjach, ani nie widziałem żadnych obraźliwych komentarzy na sprawdzianach czy wypracowaniach. Co prawda Snape potrafił ostro krytykować, gdy ktoś coś zrobił źle, ale nigdy nie wypominał komuś że źle coś przeczytał, źle włożył do kociołka, czy nawet powstrzymywał często kogoś przed błędnym dodawaniem składników.

Wsłuchiwałem się w komentarze uczniów na temat Snape'a, ale przypominały one te same, jakie słyszałem od moich starych kolegów z klasy z zeszłego roku.

„Zadowalający!? Powinnam dostać co najmniej Powyżej oczekiwań! Napisałam przecież o co najmniej trzech dodatkowych zastosowaniach wilczego ziela których nie wspomniano w tegorocznym podręczniku do eliksirów"„ Kolejny esej na dwie stopy! O Boże! On chce nas zabić! On robi to specjalnie! Jak ja to zdążę napisać?"„ Moja mama zabije mnie, jeśli na półrocze będę miał znowu same Nędzne z eliksirów od tego dupka!"

Wszystko to brzmiało tak podobnie. A mimo to... Było inaczej. On był inny. Musiałem jednak przyznać, że przede wszystkim dla mnie był inny. Kiedy Severus powiedział, że nie musze powtarzać esejów z zeszłego roku na początku się cieszyłem, potem jednak okazało się to być radością zbyt wczesną i wkrótce się okazało, że mimo zwolnienia z esejów Severus oczekiwał, że wszystkie swoje prace poprawię i uzupełnię tak by były one napisane tak jak powinny od samego początku. Nieco się na to zirytowałem w pierwszym momencie, ale zaraz poczuwając się mocno zawstydzony bardzo pilnie swoje prace poprawiałem, a swoją wiedzę uzupełniałem.

Naprawdę nie chcę uchodzić w jego oczach za jakiegoś idiotę, który nie potrafi dobrze uwarzyć eliksiru na katar, gdy on sam jest mistrzem eliksirów. Słyszałem o tym już wcześniej. Jeżeli ktoś był w tajemnym związku z swoim nauczycielem, nagle zaczynał się bardzo przykładać do tego przedmiotu. Wcześniej uważałem, że takie rzeczy dzieją się tylko w filmach, a teraz sam padłem tego ofiarą. było mi poprostu przeraźliwe głupio z świadomością, że spotykając się z Severusem także prywatnie muszę być świadom tego, że wśród prac, które sprawdza po zajęciach, znajduję się także moja.

Dziwne uczucie. Zerkać w jego kierunku i zastanawiać się czy właśnie teraz nie sprawdza mojego wypracowania i nie zaznacza jakiś znajdujących się tam błędów. Zimny pot zalewał mnie na myśl, że doszedłby do wniosku, że sypianie z takim idiotą jak ja, nie jest dobrym pomysłem. Jak głupi przesiadywałem w bibliotece przygotowując się do każdych zajęć jakby miał być na nich sprawdzian.

Snape musiał zauważyć różnicę w moich ocenach. Ale nie powiedział absolutnie nic na ten temat, a moje wypracowania zawsze były wolne od wszelakiego rodzaju komentarzy. Nie śmiałem także się go pytać o cokolwiek związanego z nauką do eliksirów w wolnym czasie, a i on na ten temat nic nie wspominał. Dopiero po półtorej miesiąca dotarło do mnie, że mogę się rozluźnić i zrozumiałem, że Snape naprawdę starał się kompletnie nie myśleć o mnie, jako swoim uczniu.

Oddzielał mnie, jako swojego kochanka i jako ucznia w klasie. Najwyraźniej czuł się z tym wszystkim źle. Więc ja sam zdecydowałem nie poruszać tego tematu ani jednym słowem również zachowując się w ten sposób, jakbyśmy się w ogóle podczas dnia nie spotykali w klasie do eliksirów. Gdy popadliśmy w ten rytm zarówno Snape jak i ja poczuliśmy się nieco lepiej. W połowie października deszcze odeszły i pojawiło się słońce osuszając kałuże i oświetlając las, który zaczął wykazywać oznaki zbliżającej się jesieni.

Rzadko tak bywało by jesień była tak pełna słońca, więc każdą wolną chwilę spędzałem na zewnątrz podziwiając piękne palety barw powoli żółknących drzew. Z zadowoleniem obserwowałem jak codziennie przybywało coraz więcej barw i ja sam byłem miejscami nawet tym przytłoczony, ale cieszyłem się każdym słonecznym dniem mając nadzieję, że będzie ich jak najwięcej. wyglądało na to, że Halloween będzie w tym roku naprawdę ciepłe i kolorowe.

- Co będziesz robił w noc duchów? Zaskoczyło mnie to pytanie. Podniosłem wzrok na Severusa znad swoich książek. Siedziałem właśnie przed kominkiem i pisałem wypracowanie podczas, gdy Severus pracował przy biurku. Teraz jednak nie patrzył się na papiery, a na mnie.

- Pewnie wstąpię do wierzy Gryfonów, ale przed ciszą nocną na pewno będę już u siebie. W Halloween zawsze jest za głośno w pokoju wspólnym. A co ty będziesz robił? Severus przełożył jakiś dokument na swoim biurku.

- Będę musiał dopilnować by ślizgoni doszli do swoich łóżek, a potem najpewniej będę pił ognistą i użalał się nad sobą. Jeżeli nie będzie zbyt późno to wpadnij do mnie na szklaneczkę. Zamrugałem. Czyżby coś było na rzeczy? Severus nigdy tak otwarcie mnie do siebie nie zapraszał. Zawsze sam przychodziłem, albo zaznaczał, że nie ma nic przeciwko. Teraz jednak mnie zaprosił!

Przez chwilę zastanawiałem się o co chodzi? Ale zdecydowałem, że to nie ma znaczenia. Niezależnie czy chciał zrobić coś innego, czy nie. Ja sam cieszyłem się z każdej chwili z nim.

Tak sobie przynajmniej mówiłem przez następne dni, ale ze względu na to, że Severus zaprosił mnie do siebie tak otwarcie, zacząłem się mocno denerwować tym wieczorem. Gdy nadszedł wreszcie 31 października nawet popadłem w coś co można nazwać radosnym podekscytowaniem. Nie spałem dobrze tej nocy, a całość dnia pamiętam jak przez mgłę. Kolacja z okazji Halloween była tej nocy bardzo głośna od śmiechów i biegających po korytarzach podekscytowanych dzieciaków. a moje podekscytowanie było na pewno dostrzegalne dla wszystkich. Trudno mi jednak było usiedzieć na miejscu i po prostu rozmawiać, gdy wiedziałem, że czeka mnie coś specjalnego wieczorem.

Siedziałem dziś z młodszymi rocznikami przy stole i razem z nimi pozwoliłem sobie pomalować twarz na stylizację jakiegoś potwora. Starsze roczniki w to już się tak często nie bawiły. Sam miałem na twarzy trochę egipski makijaż w stylu faraonów. Sarah. Dziewczyna z drugiego roku, która mi go robiła była wyjątkowo z siebie zadowolona. Może dlatego, że moja twarz istotnie wyglądała teraz jak z szczerego złota. Sama za to miała na głowie rogi i czerwoną twarz niczym jakaś diablica.

Chyba ze względu na to, że świetnie się bawiłem wkrótce pojawili się inni uczniowie z piątego roku, którzy też zdecydowali się na jakiś makijaż. Hernest jako pierwszy się do nas przysiadł życząc sobie makijaż w stylu tygrysa. Zanim nastała noc prawie wszyscy gryfoni do piątego roku byli wymalowani na twarzach.A gdy nadszedł wieczór do uroczystej kolacji zasiedli głośni i weseli uczniowie ekscytujący się chyba bardziej niż kiedykolwiek.

Po obfitej w słodkości wieczerzy wręcz w podskokach wracałem do swoich komnat. I wtedy, gdy wszedłem w jedno z tajnych przejść by skrócić sobie drogę nagle usłyszałem znajome głosy.

- Ron. To już zaszło za daleko! Sam musisz przyznać że z nim jest coś nie tak! Zatrzymałem się poznając głos Hermiony świadom, że byli tuż za obrazem za którym kończyło się przejście.

- Dlaczego tak się tego uczepiłaś? – Głos Rona był matowy. - Daj do cholery spokój! Przyznaj to! To już trwa DWA miesiące Ron! - Coś było nie tak. Hermiona nigdy nie przeklinała. - Ale to Harry... - To nie jest Harry! Przyznaj to w końcu. Dlaczego za każdym razem w przeszłości to ty popierałeś wszystkie teorie spiskowe, a tym razem, gdy ja coś mówię to nagle bronisz się rękami i nogami?

Nastała chwila ciszy.Słyszałem już wcześniej, że ostatnio jest sporo kłótni w gronie „złotego trio" Ale nigdy jeszcze żadnej nie słyszałem.

- Zostaw to Hermiono. Proszę. Coś się po prostu zmieniło i tyle.- NIE coś, RON. On jest całkowicie inną osobą! On nigdy w życiu nie powiedziałby czegoś takiego jak dziś do Malfoya. NIGDY. A potem się jeszcze tym przechwalał. TO nie jest Harry, którego znam, dlaczego nie dajesz się przekonać.- dziewczyna była wyraźnie wściekła. Och ile ja bym dał, aby im wszystko wyjaśnić. By wyjść i powiedzieć. TO ja. Ale nie mogłem.

-Zostaw to Hermiono. Uparłaś się strasznie. Chodźmy do pokoju wspólnego. Usunęli wszystkie meble z salonu i włączą muzykę na tańce. Na pewno poczujesz się zaraz lepiej.-Ron przysięgam na Merlina że zaraz stracę cierpliwość! Przyznaj się! Ty też to widzisz! Zaległa chwila ciszy. Słyszałem ich kroki jakby w zdenerwowaniu odeszli nieco dalej. Wychyliłem się delikatnie. Nie widziałem ich twarzy, ale Ron najwyraźniej cicho coś powiedział. Bo zaraz dziewczyna podniesionym głosem warknęła. - TY coś wiesz!- Hermiona...- RONALDZIE Biliusie Wesley! Natychmiast powiedz mi wszystko co na ten temat wiesz, bo inaczej nie ręczę za siebie!

Kolejna chwila ciszy. Przywarłem uchem do przejścia chcąc usłyszeć każdy nawet najmniejszy straszne, że oni znajdowali się za tak cienką ścianką, a ja nie mogłem jej przekroczyć. Westchnięcie.

- Byłem u Dumbledora. - Co? Kiedy? Namawiam cię do tego od początku roku, a ty tam byłeś? brak odpowiedzi. - Co on ci powiedział? – głos Hermiony zabrzmiał na naprawdę spanikowany.- Niewiele. Nie chciałem cię martwić. - Powiedz w końcu! – Hermiona była na granicy paniki i łez. Jej głos drżał. - Powiedział, że stało się coś, co zmieniło sytuację Harry'ego, ale wyraźnie zakazał nam drążyć ten temat. Więc zostaw to już!

Usłyszałem parę niespokojnych ruchów. Tak jakby Ron chciał odejść, a Hermiona szarpnięciem ponownie odwróciła go w swoją stronę.

- Niewiele powiedział. – zaczął Ron ponownie. – Ale z tego co od niego usłyszałem wywnioskowałem, że to co teraz się dzieje. Jest dla dobra Harry'ego. - Dla dobra Harry'ego? Jak ma być to dla Harry'ego dobre? To nie jest on. To ktoś kto go udaje! - Hermiono.- TY też tak myślisz! - Hermiono...- Na Merlina! Oni podmienili Harry'ego. Ale gdzie on jest? A jeżeli coś mu się stało? A jeżeli on leży teraz gdzieś w jakimś szpitalu poważnie ranny? A jeżeli został przez Sam- Wiesz- Kogo porwany?- Dlatego ci o tym nie mówiłem! – Ron zabrzmiał na złego.– Hermiono! Dumbledore dał mi do zrozumienia, że nie powinniśmy drążyć tego tematu i że to dla dobra Harry'ego. - TO NIE JEST dla dobra Harry'ego! Udawanie, że ktoś inny nim jest nie jest, ani dobre, ani uczciwe! Nie zamierzam więcej rozmawiać z tym podłym człowiekiem, który go udaje. On i tak nie nadaje się do żadnej normalnej rozmowy. Ale jeżeli ty masz zamiar ciągnąć tą farsę to proszę bardzo! - To nie tak!- A jak?- Jestem przerażony!

Zamknąłem oczy opierając głowę o zimny kamień. Ron zabrzmiał naprawdę szczerze. Nigdy nie słyszałem go takim.

- Hermiono. To jest coś dużo poważniejszego niż zazwyczaj. To dotyczy bezpośrednio Harry'ego. Ale odbija się to na wszystkich. Dumbledore. McGonagall. Malfoy nawet coś zauważył i reaguje inaczej. Na Merlina, nawet Snape! Wszyscy mają jakieś wahania nastrojów. Od szczęścia po furię. Przeraża mnie to. Przeraża mnie to, że nie mam pojęcia co się stało z moim najlepszym przyjacielem! Od początku roku wszyscy to wiedzą. Coś się zmieniło. Wszystko wydaje się być inne. Bardziej niespokojne. Jakby każda napotkana osoba skrywała tajemnice.

- Ja też to widzę. – Hermiona zabrzmiała na zrezygnowaną. – I nie zniosę tego dłużej.Głosy się oddaliły nieco jakby odeszli od przejścia, więc wstrzymując oddech odważyłem się delikatnie uchylić drzwi. Na szczęście nie skrzypiały, więc ciszy nie zakłócił żaden dźwięk. Hermiona i Ron stali nieco dalej. W chwiejnym płomieniu pochodni zobaczyłem jak chłopak ją przytula gładząc po plecach.

Wydawali się być, osamotnieni. Niczym Para kochanków, którzy uciekli pozostawiając rodzinę i przyjaciół za sobą. Zmartwiło mnie to dogłębnie. Zacisnąłem dłonie na drzwiach i by nie wydać żadnego dźwięku zagryzłem zęby na dolnej wardze. Czy fakt, że nie starałem się z nimi jako Dan, ponownie zaprzyjaźnić, był aż takim błędem?Chciałem dla nich jak najlepiej. Ja nie byłem normalnym chłopakiem. Los zgotowywał mi jeden cios za drugim. Wyglądało jednak na to, że nawet jak starałem się ich ochronić przed moim zgubnym wpływem, nic się nie poprawiło. Może było nawet gorzej? Teraz nie chodziło o jedną z naszych głośnych przygód. Teraz oni byli bardziej dogłębnej zranieni niż myślałem, że się stanie. Liczyłem, że nie dosięgnie ich ból, który przeżywałem na wakacjach sądząc, że straciłem swoich przyjaciół na zawsze. Ich też to dosięgło. Byłem samolubny.

- Czy wszystko w porządku? – Co? To ja powiedziałem? Co ja wyprawiam?Ron wypuścił dziewczynę z swoich ramion. Odwróciła ona głowę i zobaczyłem, że wykonała ruch jakby wycierała oczy. Cholera. - Co tu robisz?

Ron zabrzmiał na nieco wytrąconego z równowagi i najwyraźniej nie chciał, by ktoś widział, że Hermiona płacze.- Idę do siebie. – Odpowiedziałem powoli. Hermiona już wytarła twarz i popatrzyła na mnie jej oczy były zaczerwienione.

Przygładziłem włosy spuszczając wzrok i przez chwilę zastanawiałem się co dalej powiedzieć. Nie powinienem się wychylać. Nie powinienem nic mówić. Ale tak bardzo chciałem ich uspokoić, podziękować im, że zauważyli zmianę. Przełknąłem gulę w gardle. Podniosłem wzrok. Hermiona patrzyła się na mnie dziwnie. Zamrugałem. - To ja już pójdę. Mruknąłem odchodząc. Nic nie powiedzieli, ale czułem ich wzrok wbity w moje plecy.

Gdy dotarłem do swojego pokoju westchnąłem z ulgą i potrzebowałem chwili by przemyśleć wszystko, co usłyszałem. Oni to dostrzegli. Wiedzieli, że Harry jest teraz kimś innym. Mimo bólu rozłąki, cieszyło mnie to, że zauważyli zmianę. Wygląda na to, że naprawdę istotne dla nich było to, że ich przyjaciel, mimo nazwiska. Zmienił się. I w cale im nie zależało na tytule Chłopca- Który – Przeżył. A na osobie, jaką byłem.

To pozostawiało bardzo miłe i ciepłe uczucie w moim sercu. Moja ekscytacja na spotkanie z Severusem nieco opadła, ale i tak uśmiechałem się gdy, zmywając makijaż halloweenowy z twarzy w łazience, odświeżałem się na spotkanie z nim. Jeszcze poświęciłem ostatnią chwilę na to by poobserwować swoje oblicze w lustrze próbując znaleźć w swoich oczach odpowiedz na pytanie „co mam teraz zrobić z dwójką Gryfonów?" ale nie mogłem nic zrobić.

Dumbledore powiedział co się stanie, jak będę rozpowiadał swoją tajemnicę. A ja nie chciałem sprawdzać, czy faktycznie spełni swoje groźby. Otrzymawszy od niego tak srogie odrzucenie mojej osoby nie byłem wstanie oczekiwać od niego żadnej dobroci, czy zrozumienia. Na chwilę zalał moje serce żal na wspomnienie tego starca, ale potrząsnąłem zaraz głową nie chcąc teraz o tym myśleć.

Chwyciłem garść proszku i wrzuciłem je w płomienie. Zachwiałem się lekko wypadając z kominka Severusa, na szczęście tym razem się nie przewróciłem. Mistrz eliksirów ostatnio zauważył, że jego zdaniem co trzeci raz kończy się moim upadkiem. Dodał też złośliwie, że musi w końcu zacząć prowadzić tego statystyki by zaspokoić swoją ciekawość. Jednak nic na świecie nie mogło mnie przekonać do tego bym się przyznał ile razy się wywalałem podczas powrotów do swoich własnych pokoi.

Podniosłem głowę z uśmiechem, licząc na to, że zobaczę kochanka i jego lekko kpiący uśmiech, ale to nie on znajdował się w pogrążonych w półmroku komnatach.

Przy stoliku, na którym czasami wspólnie jedliśmy śniadanie przed rozstaniem stał Dumbledore. Starzec był obrócony bokiem w moją stronę, a półmrok sprawiał, że jego długie szaty w półksiężyce zamiast błękitne, zdawały się być wręcz ciemnogranatowe. Smukłe dłonie miał splecione za plecami, a gdy mnie usłyszał. Obrócił powoli swoje ciało i Tak oto, po raz pierwszy od miesięcy nasz wzrok się spotkał.

Szok spowodowany tym nieoczekiwanym spotkaniem sprawił, że po prostu zabrakło mi słów i najzwyczajniej w świecie gapiłem się na niego z rozchylonymi wargami.

- Witaj Dan.