DAN
W komnatach mistrza eliksirów, spotkałem Albusa Dumbledora. Wciąż nie mogłem w to uwierzyć.
Jego oczy były tak samo niebieskie jak kiedyś, ale jego twarz wydawała się inna, obca.
Magia starca, zazwyczaj szarawa, wyglądająca jak poranna rosa na źdźbłach trawy. Teraz była tak ciężka jak pochmurne niebo i trudno było mi na nią patrzeć. Była taka powolna. inna. Siłą powstrzymywałem się by do niego nie sięgnąć.
Nie mogłem z nim rozmawiać! Nie byłem na to gotowy! Nie chciałem tego!
Unikałem patrzenia na Dumbledorea od początku szkoły. Mimo, że stół prezydialny był też miejscem gdzie siedział Severus, to nie patrzyłem na niego od początku szkoły ani razu. Wiedziałem, że dyrektor w nim zasiada do każdego posiłku, a ja po prostu nie byłem w stanie spojrzeć mu w oczy. To tak jakbym unikał odpowiedzi na jakieś bardzo istotne pytanie. A teraz on stał tutaj. A ja byłem z nim całkowicie sam. I całkowicie niegotowy na to spotkanie.
Gdzie...
- Gidzie jest Severus? – starałem się zabrzmieć neutralnie, ale panika zawładnęła moim ciałem i na pewno było widać to na mojej twarzy.
- Został wezwany podczas kolacji. – Padła odpowiedź, a ja nagle poczułem się tak, jakby ktoś chlusnął we mnie wiadrem zimnej wody. Paraliż zmroził moje kości aż do bólu.
Severus wyszedł z wielkiej Sali! A ja przez to, że nie patrzyłem na stół nauczycielski tego nie widziałem!
- Ze względu na to, że Severus nie mógł czekać zaproponowałem, że sam tobie przekażę tę nowinę. Tak byś wiedział, co się stało.
Pokiwałem głową. Cofnąłem się w tył, a czując za sobą płomień kominka przesunąłem nico w prawo i wcisnąłem w kont między kominkiem, a meblościanką.
Miałem ochotę się schować przed tym wszystkim. Moje myśli gnały jak szalone. Dłonie zaczęły drżeć.
Czułem się jak zostawiony na pastwę swojego oprawcy. Oby Severus wrócił jak najszybciej! Musi wrócić! Severusie!
- Dan. Chciałbym z tobą porozmawiać...
A ja?
Uciekłem.
Tak najłatwiej nazwać to, co zrobiłem.
Jak tylko dyrektor wspomniał o tym, że chce ze mną porozmawiać, zalało mnie takie przerażenie, że pośpiesznie, prawie wywracając słoik, wydobyłem sporą garść proszku fiuu i uciekłem.
Gdy wylądowałem już w swoim pokoju, jak zwykle się potykając i tym razem raczej efektownie upadając na kolana i ręce, czułem się jakbym umknął śmierci. Moje nogi po prostu osłabły, a ręce drżały. Brałem głębokie wdechy i wydechy starając się wyrównać oddech, ale to nie pomogło i moim ciałem wstrząsnął szloch. Brakowało mi tchu. Wiry magii przesłoniły mi wzrok.
Skuliłem się na ziemi i płakałem wtulając twarz w dywan.
musiała minąć dłuższa chwila zanim mogłem się uspokoić i znaleźć na tyle siły by się poruszyć.
Nie za dobrze mi to szło. Wciąż się chwiałem i nie mogłem złapać rytmu. Czyżbym zapomniał jak się chodzi? Opierając się o stolik zdeptałem swoje buty z nóg i ignorując konsekwencję przybrałem swoją drugą formę.
Moje spodnie się rozdarły z głośnym protestem. Odpiąłem pasek i rzuciłem strzępy resztek odzienia na ziemię. Ściągnąłem też koszulę i krawat. Nagle wszystko, co dotykało moją skórę drażniło mnie potwornie.
Poruszanie się w tej formie wydawało mi się o wiele prostsze niż na nogach. Tak jakby to było ciało, którym posługiwałem się przez większość swojego życia.
Spojrzałem tępo na mały salon i skierowałem się przez sypialnie do łazienki.
Chciałem, ciepła.
Woda naleciała do wanny bardzo szybko. Ciepła przyjemna woda. Wsunąłem się do środka. Zanurzając od razu głowę, a gdy się wynurzyłem, wzdychając z ulgą. Zanurzyłem się ponownie i przeciągnąłem. Byłem taki. Obolały. Taki sztywny. Taki zmęczony.
Nie chciałem o niczym myśleć.
Jak w jakimś transie. Obmywałem i gładziłem swoje ciało starając się wyciągnąć mój ból spod skóry.
Nie wiem ile czasu wiłem się tak i skręcałem rozchlapując wodę. Cała łazienka zmieniła się w jedną wielką saunę.
Zarówno po mojej skórze jak i ścianach spływała ciepła woda mocząc meble i ręczniki. Wydawało mi się to jednak nieistotne.
Tak jakbym nagle po prostu wyłączył myślenie.
W końcu jednak przestałem i po prostu czekałem.
Severus musiał wrócić! Musiał do mnie przyjść! Czekałem na niego!
Severus.
Było już po północy, więc słusznie można sądzić, że Dan już spał. Zastanawiało mnie, czy jest w ogóle sens do niego iść.
Jednak gdy stałem przed swoim łóżkiem trzymając piżamę w swoich dłoniach, wciąż nie dawało mi to spokoju.
Kiedyś czekał na mnie do późnej nocy. Tym razem przeszkodził mu w tym Dumbledore. Ale gdyby nie on. Miałem przeczucie, że czekałby na mnie ponownie, patrząc się w okno i wybiegając mi naprzeciw.
Czy teraz też to robi? Niespokojnie spogląda przez okno na błonia wypatrując tam mojej postaci nie wiedząc, że dostałem się tu przez kominek?
Rzuciłem piżamę i zdecydowałem, że nawet jeśli będzie spał, to po prostu opuszczę sypialnie jak najciszej. Nie będę go przecież budzić.
- Pokoje Hogwartu, Dan Lind.
Buchnęły zielone płomienie zabierając mnie tam gdzie powinienem teraz być.
Wychodząc z kominka od razu rzuciło mi się coś w oczy. Podarte ubrania Dana oraz otwarte szeroko drzwi do jego sypialni. Wyciągnąłem natychmiast różdżkę mimo, że racjonalna część mnie mówiła mi, że to nie możliwe by go zaatakowano w jego własnych pokojach, to i tak wpadłem do jego sypialni prawie w biegu. Nie było go tam.
Skierowałem kroki w stronę łazienki.
Gdy tylko otworzyłem drzwi z środka buchnęło w moją twarz wilgotne gorąco. Zamrugałem i zakasłałem. Ciężko nawet było oddychać od stężenia wilgoci w pomieszczeniu.
Ale nie było to istotne.
Dan był w środku i wydawał się nie być ranny. Choć zdecydowanie coś było nie tak.
Z sufitu wielkimi strumieniami spadał deszcz, olbrzymia wanna była tak pełna wody, że zawartość przelewała się i wszystko wręcz pływało w pomieszczeniu. Całość sytuacji ratowała chyba tylko mała kratka ściekowa z pod prysznica, która systematycznie wysysała nadmiar wody jaki do niej dopływał. Podejrzewam, że gdyby jej nie było to nie tylko cała łazienka, ale i sypialnia byłyby pełne wody.
Całość tego bałaganu zarejestrowałem tylko krótkim spojrzeniem.
Mój wzrok skupił się bowiem na nim.
Parokrotnie doświadczałem już tego w jego obecności. Jakbym miał do czynienia nie z człowiekiem, czy nawet kimś, kto przez zrządzenie losu, musi się pogodzić z faktem posiadania wężego ogona.
To było inne uczucie. To było jak, patrzenie na boga.
Młodzieniec był na środku wanny zanurzony w wodzie do pasa. trwał w jakimś zawieszeniu między czasami i zdawało się nawet, że woda zamiast go po prostu moczyć, pieści jego ciało z czcią spływając w dół. sploty jego ogona wiły się leniwie w wodzie, a łuski błyszczały się od wilgoci. twarz miał uniesioną w górę, tak samo jak dłonie w które łapał wodę łącząc swoje palce. Wydawał się być kimś nie z tego świata. Emanował jakąś niewidzialną poświatą, która otaczała go nadając skórze wyjątkowo idealnej faktury.
Był niczym bóstwo, które pozowało łaskawie dla rzeźbiarzy, mających uwiecznić to ciało na wieki.
- Dan?
Otworzył powoli oczy i spojrzał w moim kierunku. Nie miał swoich okularów więc nie byłem pewny czy mnie rozpoznał, przekrzywił głowę jakby nie do końca wiedział jak zareagować na intruza i zastanawiał się po co taki śmiertelnik jak ja, zakłóca mu kąpiel. Wkrótce jego twarz rozjaśnił uśmiech, a oczy zabłysły piękną zielenią gwiazd.
Nie mrugnąłem, a mimo to, w jednej sekundzie był on parę metrów ode mnie, a w następnej był przy mnie, obejmując moje ciało wciąż z tym uśmiechem na ustach. Zielone oczy wpatrywały się wprost w moją duszę. Nie powiedział nic, tylko pociągnął mnie lekko za dłoń. Pozwoliłem by zaciągnął mnie po stopniach do wody. Nie myślałem wtedy ani o swoich butach ani o ubraniach, które przykleiły się do mojego ciała, nie przerywając kontaktu wzrokowego z młodzieńcem, który mnie zahipnotyzował.
Przeszło mi przez myśl, że to tak piękne nimfy wciągały marynarzy na zatracenie. Wystarczył wzrok magicznej i niezwykłej istoty, a kompletnie poddawano się ich woli.
Dan gładził moją twarz, czułem jak jego ogon powoli okrąża moje ciało jakby chciał się upewnić, że na pewno nie odejdę. Nigdzie się nie wybierałem. Nasze usta się połączyły w pocałunku. Zanurzyłem palce w jego włosach po to, by po chwili popieścić delikatnie łuski na karku. Połykaliśmy powoli swoje oddechy, a ciało skupiło się tylko na dotyku skóry, o skórę i to obezwładniające uczucie jakie mnie opanowało jakbym kosztował swoimi ustami czystej potężnej magii.
- Severusie. – wysyczał cichutko tuż przy moich ustach próbując chwycić oddech. Zdawał się mieć z tym problemy.
Jego dłonie zsunęły się z moje twarzy na ramiona, stracił wszelkie siły w kończynach. Mimo że moje ciało też drżało chwyciłem go pewniej starając się utrzymać go przy sobie. Nie wiedziałem czy długo dam rady, ale nie chciałem jeszcze przerywać tego kontaktu. Naparłem więc na niego obejmując go ściśle i zaatakowałem jego usta ponownie. Pozwolił mi na wszystko. Na to bym wręcz brutalnie i intensywnie ocierał się o jego ciało. Na to, bym wbił swoje zęby w jego kark przysysając się niczym spragniony dotyku skóry wampir. Na to, bym go to na zmianę delikatnie gładził, to zaciskał palce na nim jakbym się bał, że zaraz zniknie. Wił się pode mną, chętny na każdy dotyk jaki mu daje. Niezależnie od tego, czy zadaje mu ból, czy oddaje cześć delikatnością.
Jednak był coraz bardziej bezwładny pod moimi dłońmi, a przez to i coraz cięższy. A mnie było tak paląco gorąco. Ciepła woda wciąż spadała z deszczownicy, a i woda w wannie nie należała do chłodnych. Oparłem jego ciało na stopniach, ściągając z siebie niecierpliwie przemoczone odzienie, a gdy byłem wolny od mokrego ciężaru ponownie skupiłem całą uwagę na kochanku.
Patrzył się na mnie jakby świata poza mną nie widział, a intensywność tego spojrzenia paliła moją skórę jak wrzątek. Oparł głowę na ramieniu prawie leżąc na ziemi górną połową ciała, podczas gdy jego ogon wciąż przebywał pod wodą. Tak rozkosznie rozleniwiona i pełna pożądania postawa. Jego oczy, uchylone usta i widoczne podniecenie, jako reakcja na moje pieszczoty.
Uklęknąłem nad nim nagle zaczynając się wahać, czy mogę go ponownie dotknąć. Krople wody błyszczały się na jego skórze i w włosach spływając powoli. Moja dłoń drżała, gdy najdelikatniej jak potrafię potarłem jego policzek ścierając wilgoć.
Zamknął oczy i westchnął, a ja skierowałem swoje palce wyżej. Przesunąłem je przez jego czoło, powieki oczu i odgarniając jego włosy na boki, Nachyliłem się jeszcze bardziej, składając delikatny i prawie niewinny pocałunek na jego ustach, a moje serce zadrżało na dźwięk jego jęku.
/Przesunąłem palce na jego pierś, gdzie głośno biło podekscytowane serce I wtedy, w końcu na to pozwoliłem. Na to by ta myśl wypłynęła na wierzch i uformowała w konkretne słowa.
Kochałem go.
Byliśmy razem ledwo parę tygodni. Nasz związek trwał od połowy sierpnia. Dokładnie... Dwa i pół miesiąca. Na Merlina! Tylko tyle? To za mało. Chciałem spędzić z nim więcej czasu. Więcej nocy. Więcej dotyku. Nie chciałem z tego rezygnować. Nie teraz gdy go odnalazłem. Nie teraz gdy zdałem sobie sprawę, że go pokochałem.
Przytuliłem go mocno łącząc nasze wargi brutalnie tak by nie wypowiedzieć tych słów na głos. Nie byłem pewien jak Dan by na nie zareagował, a nie chciałem by posądzał mnie o szaleństwo, w szczególności dlatego że byłem od niego o wiele starszy i nie powinienem obarczać tak młodą osobę swoimi uczuciami, niezależnie od tego jak bardzo były szczere. Nie chciałem by czuł, że musi odpowiadać na moje słowa, nie chciałem by czuł się do mnie przywiązany.
Moje życie było zbiorowiskiem efektów złego fatum. Wolałem nie wywoływać czającego się za rogiem pecha i cieszyć tym, co mam nie mówiąc nic. Niezależnie od tego ile to szczęście będzie trwało. „
Oderwałem usta i przypatrywałem się jego zmaltretowanym czerwonym wargom przez chwile. Jego wzrok był rozkosznie nieprzytomny.
Obejmując ciepłe ciało młodzieńca, przyciągnąłem go do siebie, biorąc go tamtej nocy bardziej delikatnie niż kiedykolwiek wcześniej.
A później?
Później położyliśmy się w jego komnatach i zasnęliśmy. Trzymałem go cały czas w ramionach czując wręcz fizyczną obawę, że jak go wypuszczę to zniknie.
Tej nocy.
Spałem bardzo niespokojnie.
Notka.
Jakby ktoś nie zauważył, użyłam prawie tych samych słów jak wtedy, gdy Dan zorientował się w swoich własnych uczuciach. Wiem, że Severus nie jest za bardzo zgodny z oryginałem, co jest ironiczne, bo sama raczej jestem fanką takich tekstów, w których charakterek Snape'a, pozostaje jak najbardziej na swoim miejscu.
Starałam się jednak jak najbardziej wczuć w całość historii i przewidzieć reakcję poszczególnych postaci na daną sytuację. Ale i tak Severusa zmiękczyłam, a z Harry'ego/ Dana zrobiłam beksę.
Wybaczcie.
Na swoje usprawiedliwienie dodam, że pomysł tego węża wpadł mi do głowy nagle i nie potrafiłam się go pozbyć z głowy. Jak pisałam pierwszy akapit z pierwszym wyobrażeniem jak ta historia potoczy się dalej. To po około jednej STRONIE tekst potoczył się sam w całkowicie innym kierunku. Nie to bym narzekała, bo pisze mi się to wszystko praktycznie samo. Jednak początkowo miał być to tekst o problemach w przyjaźni "złotego tria". Wiecie. Kolejne dziwności, które zdały się już przekroczyć pewne ustalone granice.
Jak ja wylądowałam z Slashem?
Uwierzcie mi. Sama nie wiem.
Pozdrawiam.
Fantastmania.
