Rozdział 18 - Osłony Hogwartu
DAN
Trójka moich towarzyszy była niezwykle cicha, gdy opuściliśmy lochy kierując się w stronę Głównego Holu. Hermiona z Ronem byli nieco za nami i mogłem się założyć, że mieli mnóstwo pytań. Główne z nich pewnie brzmiało „Jakim cudem mógłbym pomóc w odbudowie osłon?"
Odpowiedź na to pytanie znał Severus i oczywiście ja. Nie zdawałem sobie jednak sprawy, że i Dumbledore posiadał tą wiedzę. Nie odważyłem się zapytać, czy mój kochanek powiedział mu o mojej zdolności widzenia magii, czy dyrektor sam odkrył co potrafię. Nie chciałem tego wiedzieć i tak naprawdę nie było to ważne.
Snape trzymał moją dłoń przez całą naszą wędrówkę przez korytarze, za co byłem mu ogromnie wdzięczny. Nie byłem pewien czy byłbym w stanie być tak spokojny gdy właśnie zmierzałem nie tylko do wrót Hogwartu by sprawdzić, czy mogę jakoś naprawić szkody, które poczyniłem, ale też i do nieuniknionej konfrontacji od której uciekałem całymi miesiącami.
W sytuacji jaka zaszła, nie było już możliwe bym nie zamienił choć słowa z dyrektorem szkoły i ten fakt mnie przerażał. Wciąż wydawało mi się, że to jest za wcześnie. W mojej głowie myśli plątały się jak sieci, a ja byłem przekonany, że potrzebuje więcej czasu by przygotować się na to spotkanie. Miałem nieprzyjemne wrażenie, że mogę tego nie wytrzymać emocjonalnie i rozpłakać się jak małe dziecko.
Gdy wspinaliśmy się po ostatnich stopniach czułem się jakbym przeszedł Saharę. Było mi słabo i byłym pewien, że gdybym w tej chwili nie był w swojej wężej formie, nie byłbym w stanie utrzymać pionu i runąłbym na ziemię jak długi.
Na końcu tej drogi krzyżowej, pierwsze co mi się rzuciło w oczy to skrzaty.
Chyba wszystkie elfy, zazwyczaj rezydujące w kuchni, stały teraz jak nieruchome posągi w holu wypełniając go całkowicie.
Zamrugałem, a ten niespotykany widok sprawił, że przez skupienie uwagi na czymś innym nieco się uspokoiłem.
-Co one tu robią? –zapytałem Severusa ciesząc się, że mój głos nie brzmiał na słaby, ale zaraz się wzdrygnąłem, gdy wszystkie skrzaty, wcześniej patrzące się nieruchomo w stronę wrót, teraz obróciły głowę w moją stronę, niczym marionetki, które ktoś pociągnął za sznurek.
-Nie wiem. Wcześniej ten twój ulubieniec, Zgredek, widząc twoją formę zaczął się zachowywać dziwnie, a teraz udzieliło się to wszystkim skrzatom.
No pięknie. Najwyraźniej było coś we mnie co nie tylko niszczyło wiekowe zaklęcia ochronne, ale i sprawiało, że wszystkie magiczne stworzenia lekko świrowały.
-Czy na pewno nie ma tu... kogoś niepowołanego? –Zapytałem jeszcze niespokojnie rozglądając się na wszystkie strony. Byłem w końcu w swojej drugiej formie.
-Żaden niepowołany czarodziej, nie zbliży się do tej części zamku. –Powiedział znajomy głos, a ja spojrzałem w stronę starca zbliżającego się do nas. -Jesteście. –szepnął cicho.
Dumbledore wydawał się szczuplejszy niż go zapamiętałem, a przez krótką chwilę, w której pozwoliłem sobie by nasze oczy się spotkały, dostrzegłem zmęczenie na jego obliczu. Nie muszę na niego patrzeć. Prawda? Nie ma żadnej kary za brak kontaktu wzrokowego.
Zauważyłem, że drzwi wejściowe były już całe, ale tak jak podejrzewałem. Nie były one w takim stanie jak przedtem. Barwy którymi błyszczały się wrota przez te wszystkie lata zgasły i całość zdawała się wyglądać niczym źle na siłę poskładane puzzle.
Unikając spoglądania na innych przesunąłem swoim ciałem, a małe skrzaty niczym morze czerwone przed Mojżeszem rozstąpiły się przede mną robiąc mi przejście.
Skierowałem wzrok na framugę i ścianę, w której były drzwi wejściowe. Zawsze widniały tam lekko błyszczące runy, niczym świetliki, które układały się w słowa. Teraz duża część run była rozmazana bądź zniszczona poprzez pęknięcia i rysy. Żaden też z tych znaków nie świecił jak przedtem, a kamienie zamku były wyblakłe i poszarzałe, jakby w jednej chwili osiadł na nich czekający na ten moment od setek lat kurz.
-Co miałbym zrobić? -zapytałem cicho.
-Widzisz je?
Severus stał tuż za mną.
Pokiwałem głową, a on odetchnął. Pewnie po części z smutkiem po części z ulgą.
-Czy byłbyś w stanie powiedzieć nam, gdzie są uszkodzone runy? –głos Dumbledora był cichy i opanowany, gdy zadawał to pytanie.
Przełknąłem i pokręciłem głową przełykając pierwsze słowa. Potem odchrząknąłem. Właśnie. Nie muszę na niego patrzeć. Nie musimy rozmawiać o niczym oprócz naprawy osłon. Nikt mnie nie zmusi do tego bym na niego patrzył...
-Widzieć, a wiedzieć co runy oznaczają to dwie różne sprawy. Miałem dopiero kilka godzin tego przedmiotu. – Powiedziałem, a mnie natychmiast podano czysty pergamin i pióro z cichą prośbą, bym przepisał na niego co widzę.
XXX
Odrysowanie całości zajęło mi ponad godzinę. W ciągu tego czasu na zewnątrz zapadły już całkowite ciemności, a sierp księżyca nie pomagał zbyt wiele w oświetleniu mojej pracy.
Run było naprawdę sporo a ja wiedząc, że to poważna sprawa, starałem się być jak najdokładniejszy. Każdy szlaczek i zawijas mógł mieć znaczenie, więc nie mogłem pominąć niczego.
Zrobiło się chłodno, z czego nie zdawałem sobie sprawy, dopóki nie poczułem jak na moje ramiona opada ciepły koc. Odetchnąłem rozcierając nieco palce i uśmiechnąłem się z wdzięcznością do mistrza eliksirów, który najwyraźniej uznał, że nie powinienem się nawet na sekundę odrywać od pracy i naciągał mi właśnie czapkę na uszy.
Dumbledore rozpalił palące się na niebiesko ogniska, a Hermiona właśnie udała się do kuchni by przygotować nam coś ciepłego do picia.
Z nową werwą wziąłem się do pracy słysząc jak Severus i dyrektor zaglądając mi przez ramie analizują i cicho komentują znaki, najwyraźniej chcąc jak najszybciej odkryć jak powinno się to wszystko naprawić.
Przełknąłem ciężko, gdy skończyłem pierwszy rysunek.
-Teraz na zewnątrz. -Powiedziałem ze smutkiem spoglądając na wejście.
Temperatura zdążyła już sporo opaść w dół, a z moją ostatnią nietolerancją na niskie temperatury nie byłem szczęśliwy z powodu konieczności wyjścia na zimną listopadową noc.
Kochanek spojrzał na mnie z zmartwieniem. Widział wcześniej na własne oczy, co się działo, gdy narażany byłem na zimno. W ostatnim czasie wystarczyły mi zmarznięte dłonie, a już stawałem się senny, półprzytomny i słaby jak noworodek.
-Dasz rady się zmienić?
Pokiwałem głową przeczuwając, że zmiana w tych okolicznościach nie będzie przyjemna, jednak nie mogłem wyjść z ogonem na zewnątrz. Wtedy byłbym jeszcze mocniej narażony na wychłodzenie.
Snape spojrzał na mały kieszonkowy zegarek zanim wrócił wzrokiem w moją stronę.
-Dopiero trzy godziny Dan.
Co miałem mu odpowiedzieć? Nie mieliśmy innego wyjścia. Musiałem jak najszybciej pomóc z odbudową osłon. Dobrze wiedziałem, że trzy godziny to za mało na to by moje ciało się całkowicie zregenerowało poprzez przebywanie w formie Lamii.
-Zorganizujcie jakąś osłonę od zimna dla Dana. -Powiedział Severus do Dumbledore'a i moich przyjaciół, a oni nas nie zatrzymali, gdy zaciągnął mnie do Wielkiej Sali zamykając za nami drzwi.
Zobaczyłem, że z ust unosi się mi para, a dłonie były zesztywniałe z zimna, gdy bezskutecznie starałem się je otrzeć o siebie dla pobudzenia krążenia.
Rozejrzałem się po Wielkiej Sali. Jeszcze nigdy w życiu Hogwart nie wydawał mi się tak ponury i chłodny, gdy zdawać by się mogło, opuściła go cała błyszcząca magia. Nawet świece zazwyczaj unoszące się w wielkiej sali znikły, a chyba od setek lat nie widziany przez nikogo sufit wielkiej sali zdawał się odległy i ponury bez wiszącej nad głową projekcji nieba.
Niczym opuszczone zapomniane przez wszystkich zamczysko.
Co ja narobiłem?
Co się stanie, jeżeli nie da rady tego naprawić? Jeśli „zepsułem" Hogwart i już żaden uczeń nie zobaczy go takim jakim widzieli go inni przez te wszystkie lata?
Snape przywołał zimowe ubrania i trzymając je spojrzał na mnie uważnie.
-Nie jesteś śpiący?
Pokiwałem głową.
-Odrobinkę. -skłamałem. Chciałem zwinąć się w kłębek i przespać kilka najbliższych dni.
-Może to przełóżmy do momentu, aż wzejdzie słońce? Ja wiem, że zimno źle na ciebie wpływa. Wciąż tak mało wiemy o twojej przemianie, to może być dla ciebie niebezpieczne.
Uśmiechnąłem się smutno w odpowiedzi, a Snape westchnął.
Chwycił moją twarz w dłonie i pocałował. Jego zęby uderzyły o moje, a języki dotknęły się delikatnie. Jeden pocałunek za drugim, oddechy wymieniające to samo gorące powietrze. Dreszcze targające moim ciałem ustały na chwilę. Cudownym było smakować go, wyczuwać tą piękną iskrzącą się ciepłą magię na mojej skórze.
-Nie wypuszczę cię z ramion, więc bądź gotowy na mnóstwo zniesmaczonych spojrzeń pana Weasley.
Uśmiechnąłem się lekko gładząc kochanka po policzku.
-Jestem gotów się poświęcić.
Po zmianie, ubrałem się w zimowe odzienie podane mi przez Severusa. Moje nogi drżały, a Snape z dosyć ostrym „nie dyskutuj" rzucił na mnie jakieś zaklęcie i podniósł mnie z łatwością jakbym ważył nie więcej niż niemowlak.
Dobra. Niesienie sposobem na księżniczkę powinno być zawstydzające, ale czułem się tak strasznie senny, a dotykanie jego magii było tak cudowne, że nie zamierzałem narzekać. Wtuliłem twarz w jego kark gdy niósł mnie przez hol, tylko kątem oka rejestrując, że wciąż przebywająca tam armia skrzatów obserwuje nas swoimi wielkimi oczami. wyglądało na to, że przybyło postaci i oprócz skrzatów, koty, ropuchy i szczury wydawały cichutkie dźwięki obserwując nas. Nawet kotka Filcha zdecydowała się odejść od swojego pana by pojawić się wśród tej dziwnej armii.
Przed wrotami Hogwartu ktoś wyczarował wielki namiot mający zapewne osłonić nas przed wiatrem, a dookoła pojawiły się też kolejne błękitne płomienie unoszące się w powietrzu i wytwarzające przyjemne promyki ciepła.
Dumbledore siedział przy wyczarowanym przez siebie biurku i analizował już oddane przeze mnie runy. Wstał ze swojego miejsca, gdy nas spostrzegł. Nic jednak nie powiedział i pozwolił nam przejść obok.
-Trochę to niewygodne, bo zaklęcia ogrzewające nie działają na tak duże przestrzenie, ale będziemy je cały czas odnawiać - powiedziała Hermiona uważnie obserwując moją twarz. Ron który właśnie zaświecał kolejną magiczną lampę zacisnął wargi spoglądając na mnie, ale westchnął tylko i wywrócił oczami widząc, że patrzę na niego ostrożnie. Tak. Wiedziałem. Wyglądałem jak primadonna. Ciepłe spodnie, wielkie buty wypchane futrem i płaszcz, który był mieszanką fałd materiału, futra i koca. Nie wiedziałem skąd Severus to wytrzasnął, ale Było to wszystko bardzo pojemne i miękkie. Niestety przy tym wyglądałem jakbym był przygotowany na przejazd sankami w mroźny dzień.
I niestety mimo tak ciepłego odzienia wciąż było mi zimno.
Usiadłem z Severusem na sofie i podniosłem głowę do góry wzdychając i zabrałem się do pracy.
Zanim się obejrzałem zastała nas 11 w nocy i mimo starań Hermiony, Severusa i Rona, którzy cały czas na zmienne odnawiali zaklęcia mi robiło się coraz zimniej, a powieki coraz częściej mi opadały. Byłem zmęczony, a tępy ból pleców powrócił sprawiając, że całe moje ciało stało się sztywne i obce.
W końcu jednak skończyłem oddając następny pergamin Severusowi. Czułem się jakby moje palce były o krok od zamarznięcia. Tak naprawdę nie było aż tak zimno. Był dopiero koniec jesieni i tylko ja byłem tak ściśle poubierany i mimo zaklęć, drżałem. Wiedziałem, że po części była to moja własna wina. Mój organizm zdawał się cierpieć podwójnie. Zarówno z powodu bólu braku przemiany jak i mroźnego powietrza.
-Dan?
Podniosłem lekko nieprzytomny wzrok na osobę, która kucnęła przede mną.
Dumbledore.
Jego oczy wydawały się być zamglone.
Nie za dobrze mi się myślało...
-Dan. Już naprawdę niedługo. Znalazłem odpowiednie formuły więc ostatni etap nie zajmie ci dużo czasu. Przełknąłem i pokiwałem głową wzdychając z ulgą, gdy Hermiona podała mi kubek z parująca herbatą. wypiłem jej już chyba kilka litrów, ale i tak chwyciłem naczynie by ogrzać o nie swoje palce.
-Dan?
Ponownie skupiłem na nim wzrok.
-Tylko uzupełnić runy. –Powiedział powoli, jakby wiedział, że nie jestem w stanie spójnie myśleć.
Podniósł kartkę, gdzie moje wcześniejsze pismo było przez Dumbledora poprawione bądź uzupełnione.
–Tylko odwzorujesz to, pisząc różdżką. To nie takie trudne i wierzę, że sobie poradzisz. Ja już się aktywacją zajmę. Tylko uzupełnij te braki i będziesz mógł odpocząć.
Pokiwałem Dumbledore'owi głową potwierdzając, że go usłyszałem.
Palce mi zesztywniały prawie całkowicie i filiżanka wypadła z dłoni rozbijając się na podłodze.
Twarz dyrektora rozmyła mi się na chwilę przed oczami.
-Harry... - Hemiona pojawiła się po tym jak moja wizja ponownie się wyostrzyła, a jej wzrok był zmartwiony i pełen strachu.
Poczułem jak Snape zacisną na moich ramionach dłonie z siłą jakby trzymał mnie nad urwiskiem, a jego dłonie utrzymywały mnie przy życiu.
-Dyrektorze. Może odłożymy to. -Hermiona spojrzała na starca z wyraźną paniką w oczach.
Nie usłyszałem jego odpowiedzi.
-Nie... -pokręciłem powoli głową wzdychając lekko, gdy owiało mnie kolejne zaklęcie rozgrzewające. Czułem się niczym sopel lodu, a to zaklęcie było niczym lekka bryza tylko nieznacznie muskająca moją skórę. –Musze to dokończyć.
-Dan?
-Nie Severusie. Muszę to teraz dokończyć.
Spojrzałem w jego czarne oczy dostrzegając w nich mnóstwo uczuć, których teraz nie potrafiłbym nazwać. Nie mogłem jednak mu teraz powiedzieć, co czułem, że się stanie. Byłem na granicy czegoś. Walczyłem z jakąś ociężałością, która narastała wewnątrz mojego ciała. Jeśli bym teraz odpuścił. Na pewno nie byłbym w stanie dokończyć tego zadania dnia jutrzejszego. Musiałem to zrobić teraz.
-To może chociaż się teraz zmień?
Pokręciłem głową po raz kolejny. Jeśli bym się przemienił, zasnąłbym. Musiałem to przetrzymać.
Spojrzałem na widniejące na pergaminie runy.
-Nie dosięgnę górnego progu. –powiedziałem do Severusa –Czy możesz mi pomóc?
Minuty mijały w ciszy podczas mojego poprawiania znaków runicznych na wewnętrznej stroni wrót Hogwartu. Jedyną ciepłą ostoją w tamtej chwili, były ramiona Severusa, który dosłownie trzymał mnie w pionie, przy przemieszczaniu się z miejsca w miejsce. Wybiło już prawie wpół do pierwszej, gdy drżącymi dłońmi kończyłem rysować od zewnętrznej strony. Później jednak pamięć mnie zawiodła i nie potrafiłem powiedzieć, co się stało pod koniec tego szalonego dnia.
XXX
SEVERUS
Oddech Dana był prawie niesłyszalny i gdyby nie fakt, że poruszał się powoli, jakby sennie, dłonią pisząc zawiłe znaki runiczne na kamieniach, które zaraz potem znikały stając się niewidoczne dla mojego wzroku, byłbym święcie przekonany, że zasnął pochwycony w końcu przez wyczerpanie.
Tylko on mógł naprawić osłony w tak krótkim czasie. tylko on widział napisane magią runy i potrafił w odpowiedniej kolejności i odpowiednich miejscach je uzupełnić. Było wiele takich, które nie znałem zarówno ja jak i Dumbledore co potwierdzało, że naprawdę, nawet po tygodniach prób, nie bylibyśmy w stanie odtworzyć tego co teraz robił Dan.
Gdy się naprawiało rozbudowane osłony magiczne, proces był skomplikowany i czasochłonny. najpierw należało odkryć jakie runy zostały do tego celu użyte. można było jednak je wywołać tylko po ich prawdziwym imieniu i w tym przypadku, tylko takie, które sam rzucający znał. Wiedziałem, że wiedza Dumbledore'a była ogromna, a mimo to wcześniej, gdy starał się rozpracować konstrukcję odkrył ledwie fragment tego co zostało wpisane w kamień. Główną częścią problemu stawiania nowych osłon było odkrycie starych run. Wielokrotnie wiązało się to z tygodniami machania różdżką by na ślepo wywoływać poszczególne nazwy. Gdy nie odkryje się wszystkich i ich nie wyczyści z konstrukcji magicznej obiektu, który ma być chroniony, a później nadpisze nową konstrukcję skutki mogą być przeróżne.
Począwszy od braku efektu, do gwałtownej i śmiertelnie niebezpiecznej reakcji łańcuchowej, gdzie to stare i nowe pisma po prostu nie wpasowują się w wiersz runiczny.
Jednak dla Dana nie stanowiło to przeszkody, skoro i tak widział magię. Mógł nie tylko przepisać, ale i uzupełnić inskrypcję. Nie musiał znać ich nazw, nie musiał rozumieć co pisał. wystarczyło, że nadpisał te które się zamazały bądź wymazał te linie, które nie pasowały do wzoru.
Przyciskałem jego ciało do swojego, całkowicie przejmując kontrole nad lotem miotły.
Gdy przestał nagle pisać, a jego dłoń zamarła w powietrzu jakby trafiając na niewidzialną ścianę spojrzałem od razu na jego twarz.
Jego źrenice zanikły połknięte przez zieleń. Całe jego ciało się napięło na chwilę, po czym westchnął i puścił różdżkę. Zanim jeszcze upadła ona na ziemię, a ja zdołałem w jakikolwiek sposób zareagować spostrzegłem, że jego dłoń jest zakrwawiona, a on dopisuje jeszcze jeden znak tuż nad framugą, dokładnie po środku i wyżej niż wszystkie pozostałe runy.
Z krzykiem, niestety już po fakcie, cofnąłem się ku ziemi łapiąc pewniej już całkowicie bezwładne ciało Dana.
-Dan! Na Merlina Dan! -Czułem się strasznie, gdy chłopak nie zareagował. Dumbledore podbiegł do nas i wyglądał na naprawdę zaniepokojonego. Dwójka gryfonów, która milcząco nam towarzyszyła, a przez ostatni pół godziny siedzieli na wyczarowanym fotelu wtuleni w siebie też zerwała się by do nas dołączyć.
-Co się stało Severusie?
-Dokończył Inskrypcję -Warknąłem. Różdżką sprawdzając puls i parametry życiowe tego idioty, którego nazywałem kochankiem.
-Ale przecież mówiłem... -wyszeptał dyrektor.
Zaciskając wargi z wściekłości chwyciłem Dana podnosząc go z ziemi.
-Muszę go ogrzać. On jest aż siny.
Wszyscy odwróciliśmy głowy w stronę wrót Hogwartu, które właśnie zaczęły coraz intensywniej świecić. To nie on miał dokończyć wzór. To było zadanie dla Dumbledore'a. Dan był zbyt wyczerpany by podjąć się wykonywania takiej magii. Nikt nie może zaprzeczyć, że jest potężny, ale kończenie i aktywacja całości zaklęcia może mieć dla niego poważne konsekwencje.
Zadrżałem na całym ciele, gdy dostrzegłem, że wciąż przebywające tu niczym zaczarowane skrzaty podążają całą armią za mną w stronę lochów. Czy one będą nas tak śledzić i obserwować milcząco już zawsze?
W kwaterach od razu zapaliłem w wszystkich kominkach i przywołałem potrzebne eliksiry wzmacniające. Zmuszony do tego, przełknął mikstury, ale nie obudził się i wciąż był tak przeraźliwie zimny. Zdjąłem jego odzienie i wręcz jęknąłem, gdy zobaczyłem, że jego ciało jest pełne dziwnych czarnych plam. To wyglądało jak martwica skórna i cholernie nie podobało mi się, że znajdowało się to na jego ciele.
-On jest przeraźliwie blady. – Podskoczyłem, gdy usłyszałem zmartwiony głos za sobą. Nawet nie zarejestrowałem, że gryfoni za mną weszli do kwater.
-Czy to normalna reakcja jego organizmu? -Dumbledore stał po drugiej stronie łóżka i przyłączył się do mojej pracy polegającej na rozsmarowywaniu maści rozgrzewającej na ciele Dana.
-Nigdy wcześniej go takim nie widziałem. –Odparłem. –już podczas wakacji zauważyłem, że w zimne dni staje się apatyczny, ale takiej reakcji na chłód jeszcze nie widziałem.
-On wcale nie staje się cieplejszy. –pisnęła Hermiona chwytając jego dłoń.
-Ale przed chwilą był przytomny! – Weasley stał bezradnie gapiąc się na swojego przyjaciela. Chciałem mu powiedzieć, że tym jęczeniem niczego nie zdziała. - Czy on naprawdę był, aż w takim stanie? Nikt z nas tak nie wygląda.
-Jest też osłabiony, bo zmuszał się do przemiany. –Warknąłem. –Powinien odpocząć w swojej drugiej formie, a jeszcze do tego dokończył runy.
-Więc dlaczego się nie przemieni?
-Bo jest nieprzytomny, Panno Granger. Nie wiem do końca jak to u niego działa, ale najwyraźniej musi być świadomy, by zainicjować proces.
Przez następne minuty bezskutecznie staraliśmy się rozgrzać ochłodzone ciało. Wyglądało to jednak tak, jakby sama magia zatrzymała chłopaka w jakimś nieprzyjemnym uścisku nie pozwalając mu ani ruszyć w przód, ani cofnąć w tył.
Nawet potężne zaklęcia Dumbledora i eliksiry nie potrafiły go wybudzić z stanu w jakim się znalazł, a z czasem wcale nie było lepiej i ciemne sińce powiększały się systematycznie na chłodnym ciele.
-Może zorganizować dla niego kąpiel? Wiem, że nie powinno się tego stosować w przypadku hipotermii, ale to nie wygląda na normalny przy... -Hermiona nie skończyła mówić.
Chwyciłem natychmiast kochanka zabierając go do pomieszczenia obok.
Z łatwością mogłem sobie przypomnieć dzień, w którym widziałem Dana stojącego w zalanej łazience, podczas tego zaskakującego i wydawać by się mogło magicznego rytuału kąpieli. Nie miałem co prawda tak wielkiego prysznica jak Dan w swoich komnatach, ale to dało się łatwo zmienić. Machnięciem różdżki powiększyłem kabinę prysznicową i zrzucając buty wszedłem z nieprzytomnym pod strumień gorącej wody. Prawie od razu zrobiło się tak parno w pomieszczeniu, że z trudnością oddychałem, ale wierzyłem swoim przeczuciom mówiącym, że to dobre dla młodzieńca.
Dumbledore stanął w drzwiach i zaświecił kolejne płomienie. Tym razem takie, które nie gasły mino spadających z sufitu kropli. Wszystko zaczęło powoli przemakać. Pozostawione pranie, ręczniki, pantofle zostawione w koncie. Ja jednak skupiałem się tylko na trzymanym w ramionach chłopaku.
Najwyraźniej Granger i Weasley było polecone zostać w sypialni, bo nie pojawili się w łazience z czego się nawet cieszyłem. Nie byłem pewien, czy jestem w stanie zapanować nad swoimi emocjami w tej chwili.
-Obudź się Dan. Tylko na chwilkę. Proszę. -szeptałem mu w kółko do ucha zgarniając krople wody z jego policzków.
Ignorowałem Dumbledore i jego dziwne spojrzenia, gdy obserwował moje działania. Wiedział, że jestem blisko z chłopakiem, ale wcześniej nie widział nas w sytuacji, która mogła mu by te słowa potwierdzić.
Zielone oczy Dana pozostały jednak zamknięte. Chłopak oddychał, a jego serce biło spokojnym rytmem, a mimo to był taki odległy.
Zacisnąłem wargi. Jak go obudzić?
-Wyjdź Dumbledore. -Poleciłem twardo. Starzec spoglądał na mnie przez chwilę jakby starał się odczytać moje myśli, ale w końcu opuścił pomieszczenie.
Gdy upewniłem się już, że zostałem sam, nachyliłem się i pocałowałem jego lekko rozchylone wargi.
-Obudź się, cholerna, śpiąca królewno. –warknąłem ponownie go całując –wstawaj w końcu, wstawaj. Nie czas na spanie.
Gładziłem jego skórę i całowałem lekko wszędzie, gdzie mogły dosięgnąć moje usta. Może jeśli pobudzę ciało w inny sposób, to choć do mnie wróci? Z desperacją pieściłem jego wrażliwe miejsca starając się choć w ten sposób do niego dotrzeć. Ciche westchnienie uleciało z ust Dana, a powieki drgnęły.
Odetchnąłem z ulgą, gdy ujrzałem jego zielone oczy. W tej samej sekundzie zamknęły się one ponownie, a on jęknął boleśnie. Ciało w moich dłoniach zaczęło się zmieniać, gdy czarny ogon pojawił się w miejsce jego nóg.
Wciąż był wyraźnie bez siły, ale na moje wołanie uchylił po raz kolejny powieki i lekko się uśmiechnął.
-Wszystko będzie dobrze. –wyszeptał tak cicho, że słów domyśliłem się tylko z ruchu jego warg, po czym ponownie odpłynął.
Przytuliłem go mocno wołając, ale on już się nie obudził.
Teraz byłem nieco spokojniejszy, gdy się przemienił, wydawało mi się nawet, że temperatura jego ciała wróciła do normy. Po kilku minutach odetchnąłem,
gdy mogłem być już tego pewien.
Może po prostu potrzebuje odpocząć w tej formie?
Wytarłem jego ciało i machnięciem różdżki przelewitowałem je przez łazienkę do sypialni. Osoby tam będące natychmiast wstały ze swoich miejsc. Zamrugałem zdziwiony, bo kompletnie zapomniałem, że miałem gości.
Panna Granger miała zaczerwienione oczy i ściskała w dłoni chusteczkę, a gdy weszliśmy, wstała z krzesła jakie sobie wyczarowała obok okna. Ron, który stał za nią wydawał się być na granicy krzyku, a jego jabłko adama podskoczyło, gdy przełknął ślinę.
Dumbledore stojący obok kominka jak zwykle wyprostowany z założonymi za plecami dłońmi miał wyraz twarzy, który trudno było mi odczytać.
-Co z nim?
Hermiona i Ron podbiegli do nas, a ja przetransportowałem Dana przez pokój kładąc jego ciało na łóżku i od razu go okrywając. Jego twarz wciąż była niepokojąco blada, ale oddech był równiejszy niż przedtem.
-Obudził się tylko na moment i przemienił. –powiedziałem po prostu.
Nie chciałem się powstrzymywać, gdy moja dłoń sama się wyciągnęła i pogładziłem jego policzek, przeczesując przy tym spadające na jego twarz włosy.
-Ale wszystko będzie w porządku. Prawda? –Ku mojemu niesmakowi panna Granger była na granicy wybuchnięcia płaczem. Na Merlina! Przecież Dan nie umarł. A w czasie, gdy ktoś jest w takim stanie, nie powinno się nad nim płakać, a czekać spokojnie aż się obudzi.
-Nie jestem w stanie odpowiedzieć na to pytanie, ale wierzę, że do wyzdrowienia jego ciało potrzebuje snu. Więc proszę zachowywać się cicho.
Dziewczyna przetarła oczy i pokiwała głową.
Staliśmy więc wszyscy dłuższą chwilę, zachowując całkowitą ciszę. Obserwowaliśmy leżącą na łóżku niezwykłą istotę. Każdy z nas wiedział, że nie było możliwości by właśnie teraz w tym momencie obudził się ze snu, by nam coś uspokajającego powiedzieć, jednak nikt się nie poruszył.
W końcu Lamia westchnął cicho i poruszył się lekko wtulając głowę w poduszkę. Hermiona Granger odetchnęła, zdawać by się mogło z jakąś dogłębną ulgą, którą i sam poczułem. Tak jakby każdy z nas tylko czekał na znak od Dana, potwierdzenie tego, że naprawdę po prostu spokojnie śpi.
-Har.. ekm... Dan nie zdołał nam wszystkiego wyjaśnić. -Szepnęła Hermiona, gdy wychodziliśmy z sypialni tak by mu nie przeszkadzać. –Ale dlaczego nam do tej pory nic nie powiedział? Przecież nie zostawilibyśmy go, a martwiliśmy się długie tygodnie! Przecież musiał zdawać sobie sprawę, że nie lubimy go ze względu na nazwisko. Na Merlina dyrektorze, przecież nie możemy się wcale dogadać z tym drugim Harrym Potterem! I dlaczego on tak wygląda?
Bardzo powoli, tak by mieć czas na stworzenie idealnie kpiącej miny, skierowałem wzrok na zapytanego Albusa Dumbledore'a.
Wszyscy się na niego teraz patrzyliśmy.
Dyrektor miał zaplecione za plecami dłonie, a twarz bez wyrazu. Zastanawiałem się teraz bardzo intensywnie, co dzieje się w głowie tego starca.
Nigdy o tym nie rozmawialiśmy. Tak naprawdę od miesięcy nie rozmawialiśmy o niczym konkretnym, a już ten temat unikaliśmy całkowicie. Dumbledore tuż przed tym jak wysłał mnie do Dana powiedział mi, że znalazł go razem z drugim dzieciakiem w ruinach domu Potterów. Ale co on tam robił? Miałem wrażenie, że dyrektor czegoś mi nie powiedział, jeżeli chodzi o tą konkretną sprawę.
Starzec przeszedł przez komnaty i stanął obok kominka wpatrując się w płomienie.
-Pamiętasz Severusie jak tuż przed tamtą nocą... Voldemort często znikał i nie mogliśmy ustalić, gdzie w tamtym okresie czasu był?
Zmarszczyłem brwi zastanawiając się nad odpowiedzią. Czarny pan często opuszczał podwładnych nie wyjaśniając, gdzie się udaje. Czy w tamtym czasie było to częstsze? Nie potrafiłem teraz tego powiedzieć, ale może jakbym przeszukał pamięć, to tak by istotnie było.
-Co w związku z tym?
Dyrektor odwrócił się do nas całym ciałem. Płomienie rzucały chybotliwe światło na jego postać od tyłu dając przy tym wrażenie, jakby długi płaszcz w księżyce zajął się ogniem. Choć tak naprawdę była to tylko gra światła, odczułem lekkie zaniepokojenie.
-W tamtym okresie czasu, Voldemort pracował nad swoim bardzo ważnym projektem. To był okres wykończenia pracy nad jego receptą nieśmiertelności.
Usłyszałem jak dwójka uczniów sapnęła zszokowana, ale i mnie przebiegł dreszcz po plecach, Nikt z nas jednak nic nie powiedział.
-Nie wiem, czy ktokolwiek z was. Być może ty Severusie... słyszeliście o Teno Diabolica.
Wytrzeszczyłem oczy, gdy znane słowa w mojej głowie wskoczyło do odpowiedniego opisu.
-Opętanie duszy? Przeniesienie duszy do innego ciała?
Słyszałem o tym. Była to niezwykle niebezpieczna dziedzina magii popularna wśród magicznej społeczności najgorszego sortu żyjących w średniowieczu.
Rytuał polegał na oderwaniu kawałka swojej duszy i świadomości, po czym zamknięcie jej w innej istocie żywej. Wiele szalonych i żądnych wieczności oraz mocy czarnoksiężników i wiedźm stosowało tą metodę. Na wypadek śmierci, dusza zmarłego opętywała ciało innej żyjącej istoty przejmując je na własność. To właśnie z powodu Teno Diabolica w średniowieczu osoby z darem magii były uważane za potwory, a do dziś na podstawie zapisków niektórych świadków tego jak działa ta magia tworzono najstraszniejsze mugolskie horrory.
Był to tak mroczny rodzaj magii, że wytrwale tępiono wszelkie zapiski na ten temat, a każdego kogo podejrzewano o opętanie szybko się pozbywano.
-To jest szalone! To wcale nie jest przepis na nieśmiertelność, a pomysł na to jak zatracić swoje człowieczeństwo i poczytalność. Przecież to kaleczenie duszy! -zamilkłem, gdy nagle wszystko wskoczyło na swoje miejsce. To jak mało racjonalny zdawał się być teraz Czarny pan. Nieludzki. On nie mógł być ludzki, bo sam sobie duszę odebrał, okaleczył. I powód tego, dlaczego wrócił z zaświatów nagle się wyjaśnił.
Musiał jakimś sposobem dostać w swoje ręce jakieś zapiski na temat jak przeprowadzić ten rytuał teraz znany tylko z niejasnych wzmianek w historii. Nikt nie wie do końca jak to wszystko wyglądało. Czy osoba, która miała być opętana musiała się zgodzić na to by być następnym ciałem czarodzieja, czy działo się to wbrew jej woli? Według literatury mugoli polegało to na zasadzie jakiegoś kontraktu czy paktu. oczywiście w ich historiach był to kontrakt z diabłem w zamian za dusze. Jednak w bibliotekach czarodziei nie ma nawet najmniejszych poszlak co do tego jak to właściwie powinno wyglądać.
Zerknąłem na Dumbledore'a, który wyjaśniał pobieżnie na czym polega Teno Diabolica. Granger kiwała głową słuchając, a Weasley wydawał się chory.
Zastanawiając się nad tym co usłyszałem, zacząłem podejrzewać jak będzie wyglądać dalsza część wypowiedzi dyrektora i poczułem zimny pot spływający mi po kręgosłupie.
-Nie wiem co konkretnie poszło nie tak tamtej nocy. Jednak, gdy znalazłem w ruinach domu Potterów nie jedno, a dwa dziecięce kształty... a przy tym jedno z nich wyglądało jak wynik jakiejś hybrydy człowieka z wężem nie trudno było się domyślić co sobie pomyślałem. –powiedział Dumbledore potwierdzając moje przypuszczenia, a mnie zrobiło się niedobrze.
-Czyli, że Dan... to ON? Jego kawałek duszy? Jego nowe ciało, które uzyskało własną świadomość?
Dumbledore potarł swoje dłonie. Wolałem by nie potwierdzał.
-Zbadałem zarówno rozsypujące się w proch ciało Voldemorta jak i tamto pół węże dziecko. Nie ulega wątpliwości, że są oni w jakiś sposób ze sobą spokrewnieni.
Hermiona sapnęła, a ja nie dałem rady dłużej stać o własnych siłach. Padłem ciężko na krzesło za sobą.
-Czyli Dan, to tak naprawdę Sami-Wiecie-Kto? To znaczy, jego dusza w nowym ciele? To chce nam pan powiedzieć? –Hermiona brzmiała jak ktoś na granicy krzyku.
Ku mojemu przerażeniu, Dumbledore nie potrafił odpowiedzieć na to pytanie.
-Och dajcie spokój! To niemożliwe by to był on. –wszyscy spojrzeliśmy na Rona Weasley, wyglądającego teraz na nieźle wkurzonego.
-Panie Weasley, to jest niestety bardzo zawiła magia. Jednak fakt, że Dan wygląda w ten specyficzny sposób, a niewątpliwie w jego ciele jest coś, co ma cechy wspólne z Voldemortem nasuwa tylko jeden wniosek. To miało być następne ciało czarnoksiężnika. Najwyraźniej miał przy sobie to drugie dziecko tamtej feralnej nocy w dniu śmierci Potterów z jakiegoś powodu. Być może krył się za tym jakiś większy plan? Może chciał podmienić dzieci i wszystkim wmawiać, że młody Potter wciąż żyje? Podczas, gdy byłaby to jego zapasowa alternatywa na nieśmiertelność? Z całą pewnością byłby to iście diabelski plan. Gdyby coś mu się stało opętał by dziecko uważane za syna jasnych czarodziejów. Mógłby zacząć od początku z nowym młodym ciałem i do tego posiadałby wtedy nazwisko, które nikt by nie podejrzewał o bycie po stronie śmierciożerców.
Ciekawiło mnie, ile Dumbledore rozmyślał nad tym wszystkim. Miał w końcu kilkanaście lat by dobrze zastanowić się nad całą tą sytuacją. Jego wnioski były niestety bardzo sensowne.
-Nie to mam na myśli! - Rudzielec spojrzał na Granger mrużąc oczy. –Daj spokój Herm! Wierzysz w to? Gdyby naprawdę był to Sama-Wiesz-Kto na pewno byś my to wiedzieli! Nie trudno przecież znaleźć w tłumie normalnych osób, psychopatę, a jeżeli jest ktoś na tym świecie najmniej pasujący do tego opisu jest to właśnie mój kumpel.
Hermiona pokiwała głową, a na jej twarzy zagościła ulga tak jakby te kilka słów całkowicie ją uspokoiło.
-Nie rozumiecie. –Dumbledore westchnął. –Dan jest dobrą osobą. Nie przeczę. Ale cały czas się obawiam, że naprawdę może trzymać w swoim ciele dusze Voldemorta. W każdej chwili może się to w nim obudzić i nagle przestanie być tym kim jest! Byłem jednocześnie zaskoczony i odczułem ulgę, gdy Czarny Pan się odrodził w innym ciele. Cały czas podejrzewałem, że to Da...
Nie dokończył, a ja miałem ochotę wrzeszczeć. Cały czas podejrzewał chłopaka o to, że jest Voldemortem udającym dziecko! Przez te wszystkie lata trzymał go wśród uczniów będąc pewien, że to morderca! I przez te swoje podejrzenia zmienił życie Dana w piekło!
-To nie ma najmniejszego sensu. Rozumiem ten pomysł z przeniesieniem duszy. Ale wszyscy widzimy, że Sami-wiecie-kto ma nowe ciało i z Danem wszystko w porządku. Poza tym, jak wyjaśnić jego wygląd? To nie jest coś co można sprawić za sprawą kilku rzuconych zaklęć.
Gryfoni bardzo twardo stali po swojej racji, a ja widząc ich pewność też zacząłem mieć nadzieję.
Nie chciałem by słowa Dumbledore były prawdziwe.
To pasowało niestety w potworny sposób idealnie... A na swoją obronę mięliśmy tylko swoje przeczucie i niezwykłość wyglądu Dana.
Granger miała jednak w jednym rację. Dlaczego Dan wyglądał tak, a nie inaczej? Przeniesienie duszy to jedna sprawa, ale to wcale nie powinno zmieniać ciała, aż do tego stopnia.
-Przecież zna go pan! Widział go pan przez te wszystkie lata. Czy tak wygląda Czarny pan?
-Nie przeczę, że jest on dobrą osobą. –Dumbledore przeszedł się przed kominkiem wyraźnie rozzłoszczony oporem. –Ale mówię, że taka istota... nie mogła się wziąć znikąd. I to tuż przy ciele Czarnoksiężnika! Cały czas się obawiam, że w konkretnej sytuacji, w konkretnym wieku coś się w nim obudzi i prawda jego duszy wyjdzie na powierzchnie! Może teraz jest jaki jest! Ale przyszłość... w końcu nikt nie powiedział, że Voldemort przeprowadził ten rytuał tylko raz. Może teraz skorzystał z tamtego nosiciela... ale Dan.
Dumbledore ponownie stanął przed kominkiem tym razem patrząc się w płomienie jakby szukał w węglach jakiś odpowiedzi.
-On nie jest normalny. -powiedział cicho, jakby zmęczonym głosem- Ja rzuciłem na niego zaklęcie, które nie powinien zdjąć nikt żyjący na tym świecie. Gdy znalazłem go tamtej nocy, spanikowałem. Bałem się o Harry'ego, a jednocześnie nie mogłem się przemóc by zabić tamto dziecko, gdy nie byłem pewien, czy na pewno jest on nowym wcieleniem Voldemorta.
Dyrektor spojrzał mi wprost w oczy.
-Użyłem zaklęcia Zmieńca Severusie. Ta magia jest nieodwracalna, a mimo to dziś widzimy jego prawdziwą twarz.
Z ciężkim sercem musiałem przyznać, że nie myślałem za wiele nad sposobem jakiego użył Dumbledore by zmienić wygląd Dana. Najprostszym wyjściem byłoby zaklęcie adopcyjne. Pozwalało ono nie tylko zmienić wygląd, ale i po części pozwolić na dziedziczenie specjalnych zdolności od rodziców adopcyjnych. Jednak zapomniałem o fakcie, że w tamtym momencie Potterowie już nie żyli i tym samym nie mogli adoptować Dana jako swoje dziecko.
Teraz jednak Dumbledore wspominał zaklęcie Zmieńca. Była to magia stosowana przez wielu śmierciożerców. W swoim czasie każdy jeden z nich miał jakiegoś Zmieńca zamkniętego niczym zwierzątko w swoim domu, tylko po to by go wykorzystać jako przynętę dla aurorów. Według mojej wiedzy to zaklęcie jest nieodwracalne, a można je stosować na każdej żywej istocie, która ma w sobie choć małą cząstkę magii.
Można było oczywiście poddać temu czarowi jakieś zwierzę, choć te nie przechodziły tego tak dobrze jak ludzie. Zwierzęta zmienione na siłę w nienaturalne dla ich początkowej biologii ciała nie przeżywały długo. Dlatego do tego zaklęcia najczęściej używano ludzi.
Sam Lucjusz Malfoy dzięki wykorzystaniu jednego ze swoich Zmieńców uniknął najgorszych podejrzeń o działalność śmierciożercy. zmienił jakiegoś czarodzieja w swoją kopię i zafundował mu pranie mózgu z wyższej półki. Później wszystkim wmówił, że ktokolwiek go widział jak robi tą, czy inną rzecz widział właśnie Zmieńca, który go udawał bez jego wiedzy, a całą resztę oskarżeń zwalił na zaklęcie Imperiusa.
I właśnie w ten sposób wyszedł z sądu z całkowicie czystą kartoteką i idealną reputacją.
Przemienione osoby nie odzyskiwały swojego prawdziwego wyglądu dopóki, ten którego wygląd posiadali nie stracił życia. To był jedyny znany mi sposób.
Jednak teraz Dumbledore najwyraźniej odkrył jakieś nowe wyjście.
-Jakim cudem? -wydusiłem z siebie.
Dyrektor potarł swoje dłonie.
-Sądzę, że powodów jest kilka. Po pierwsze jego ciało uważa za naturalne przebywać w formie Lamii. Przez zaklęcie Zmieńca był zamknięty tylko w ludzkiej postaci. To byłby czynnik biologiczny. Drugim powodem będzie magia. Jego poziom magii wzrósł ponad stan, który mogło by to zaklęcie wytrzymać i pękło. Czułem, że jego poziom siły jest duży, ale w momencie w którym zaklęcie zostało złamane zdawało mi się, że jego siła magiczna wzrosła kilkukrotnie.
Cholera. Nie zdawałem sobie sprawy, że poziom magii Dana jest tak duży, że nawet Dumbledore wydaje się tym niepokoić. W dzisiejszym świecie potrzebna jest precyzja, a nie surowa siła, więc rzadko który czarodziej głowi się tym by zbadać poziom swojej magii. Zawsze jednak ci z większą siłą magiczną w ten czy inny sposób się wybijają przed szereg. Nie miałem pojęcia jak wiele magii posiada Dumbledore, czy Czarny Pan, ale każdy w jakiś sposób zawsze czuł, że powinni się z konkretnym czarodziejem liczyć.
I najwyraźniej Dan należał do kategorii tych potężnych.
Dobra, może powinienem się tego spodziewać. W końcu wielokrotnie przy nim odnosiłem wrażenie, że jest on kimś więcej niż każdy przeciętny człowiek. Może jednak za bardzo skupiałem się na jego wyglądzie fizycznym, a nie tym jakim poziomem siły dysponuje.
-Nie przeczę, że Dan ma więcej siły magicznej. -wtrącił się w moje rozmyślania Ron Weasley. Nigdy nie widziałem by był tak stanowczy podczas wypowiedzi. Gdzie się chowała ta jego strona na moich zajęciach? -Pan cały czas patrzy na to z złej strony!
Hermiona pokiwała głową intensywnie się zgadzając z rudowłosym chłopakiem.
-Dan nie mógł wziąć się z powietrza. -oświadczyła - A chyba wszyscy tutaj się zgodzą, że nie jest możliwe by był on wynikiem eksperymentu magicznego! to jest niemożliwe by stworzyć w pełni zdrową i bez problemu funkcjonującą istotę ludzką bez żadnej skazy. A Dan jest idealny.
Wiedziałem o czym mówiła. Też to dostrzegłem. Dan mimo inności był zdrowym, dobrze rozwijającym się i do tego niezwykle silnym magicznie nastolatkiem.
-A to oznacza, że równie dobrze mogło być całkowicie na odwrót.
-Co masz na myśli? –zapytałem przez ściśnięte gardło.
-No właśnie. - Poparł głośno Roni obydwoje wyglądali jakby to było od samego początku oczywiste i my tego nie dostrzegaliśmy.
- Sami-wiecie-kto mógł mieć go przy sobie z całkowicie innego powodu. A mianowicie, by skorzystać z jego niezwykłej mocy i to dlatego w Voldemorcie było coś z Dana, a nie tak jak pan myśli, że w Danie było coś z Voldemorta.
-Jak to... z Dana... -Dumbledore wydawał się skonsternowany.
-Na odwrót. Dan od samego początku zdaje się być osobą nieco inaczej myślącą niż my. Ale nie w złym słowa tego znaczeniu.
-Musisz to rozwinąć. -poprosił dyrektor marszcząc brwi.
-Jest na przykład empatą. –powiedział Ron jakby to określenie znał już od dawna i konkretną rozmowę już z panną Granger odbywał.
-Dokładnie! Wyczuwa nastroje innych i potrafi na nie wpływać. -potwierdziła.
-Co czasami było problematyczne. -wymamrotał rudzielec.
Razem z Dumbledore wymieniliśmy spojrzenia skonsternowani.
-Na przykład po artykułach w gazecie. –Wyjaśniała Hermiona z głośnym westchnieniem, jakby tłumaczyła coś mało pojętnym uczniom i w tym momencie byłem pewien, że ta dziewczyna naprawdę dojdzie do wielkich rzeczy w życiu. –Przecież to było widać jak na dłoni! Za każdym razem, gdy pojawiał się jakiś artykuł na jego temat w gazecie od razu zaczynał się bać, że ludzie znowu zaczną patrzeć na niego jak na szaleńca bądź mordercę i tak się działo.
Otworzyłem usta po to, by je za chwilę zamknąć.
Empata? Dan?
-Sam Dan musiał się uspokoić by ludzie przestali na niego tak reagować więc takich epizodów było mnóstwo.
-Jak to zauważyliście? -zapytał starzec obserwując gryfonów twarzą bez wyrazu.
Ron wzruszył ramionami.
-Podczas artykułu związanego z turniejem trójmagicznym. Rita Skeeter wysnuła tam wnioski na temat jego domniemanego związku z Hermioną i na własnej skórze poczułem, jak to działa.
Wciąż nie rozumiałem i najwyraźniej widać to było na mojej twarzy.
-Przecież wszyscy wiedzieliśmy, że Harry, to znaczy Dan, nie wrzucił imienia do czary. Wszystko było w porządku i razem z Hermioną byliśmy pewni, że to był jakiś spisek! Przynajmniej do chwili, w której wrócił do pokoju wspólnego i wpłynęły na nas jego wątpliwości.
-Dokładnie, jeszcze chwilę wcześniej wszystko było w porządku. Część osób nawet się zastanawiało kto i dlaczego wrzucił jego imię do czary. Jasne przecież było, że nie zrobił tego sam. Ale jak tylko wrócił. To jego strach przed tym, że go oskarżymy o oszustwo wpłynął na nas i powstała wielka wojna. -Hermiona westchnęła na końcu wypowiedzi smutno, a jej ramiona opadły.
-A ja się pokłóciłem z najlepszym kumplem. –Dodał Weasley z smutkiem w głosie.
-Ale co do tego ma artykuł Rity Skeeter? -Zapytałem wciąż nie rozumiejąc do czego to zmierza.
-Bo Dan jest gejem prawda? – Hermiona spojrzała mi prosto w oczy, a ja miałem nadzieję, że się nie zarumieniłem.
-Rozmawialiśmy o tym na początku czwartej klasy. To jest tak jakby wiek, w którym zaczyna się każdy oglądać za dziewczynami przynajmniej dla całuska. – Ron powiedział to tonem znawcy.
-A zaraz na początku roku Dan wpadł do dormitorium blady jak ściana i powiedział, że właśnie to pomyślał tylko, że o chłopaku.
Przez chwilę miałem ochotę zapytać się jakiego chłopaka, ale się powstrzymałem.
-Przez następne dni Dan chodził z nami jak na szpilkach. -wymamrotał ciszej Weasley. -Aż w końcu Hermiona powiedziała mu, żeby ją pocałował i się przekonał.
-No i nic się nie wydarzyło. -zapewniła dziewczyna.
-Tak więc, wiedzieliśmy już, że jest gejem. A po artykule Skater dotyczącym jego domniemanego związku z Hermioną moje zamieszanie uczuciowe jakoś tak się wywróciło i wszystko się wyjaśniło. To sam Dan na nas tak wpływa. A dodajmy do tego jeszcze, że widzi wiatr.
-Ron. Już ci tłumaczyłam, że to nie tylko wiatr.
-No, ale wiatr też...
-Magiczny tetrachromatyk. Powtórz. To wcale nie takie trudne słowo!
Ron spurpurowiał na twarzy.
-Nie wystarczy powiedzieć, że widzi?
Hermiona wywróciła oczami i najwyraźniej dała spokój, bo przeszła do dalszej wyliczanki.
-Potrafi też zmieniać magię. -zrzuciła tą bombę całkowicie spokojnym i pewnym głosem, a moja szczęka opadła.
-Jak to zmieniać magię?
To Dumbledore zadał to pytanie przede mną.
-Nie wiem do końca jak to działa –Hermiona zaczęła grzebać w swojej torbie wyraźnie coś w niej szukając. - Ale to też ma związek z tym, że Dan widzi magię. Choć rozumiem, że już to wiecie.
Wyciągnęła mały notatnik z torby i zaczęła go kartkować, wyraźnie prowadziła jakieś notatki odnośnie nietypowych zachowań u przyjaciela
-Na początku jak zrozumiałam, że dostrzega on więcej kolorów to po prostu wzruszyłam ramionami. To rzadka przypadłość, ale przecież nie jest niebezpieczna. Nawet wśród mugoli są ludzie, którzy widzą więcej bądź mniej kolorów. Później jednak, jak zaczęły się zaawansowane eliksiry to Dan zaczął mieś problemy, ale dopiero po turnieju trójmagicznym zrozumiałam, że on widzi też magię i potrafi na nią wpływać. Dlatego jest tak dobry w pojedynkach. On widzi, dosłownie widzi magię i potrafi jeden czar odróżnić od drugiego nawet jeśli jest on rzucony niewerbalnie. Potrafi też powiedzieć mniej więcej co powstanie z połączenia się zaklęć. Potrafi poruszać się w magii i nadawać jej kształt. Czasami też bywało, ale bardzo rzadko to widziałam, że zażywał coś w rodzaju kąpieli w magii.
-Kąpieli... –wyksztusiłem. Myślałem, że się przesłyszałem.
-Musi być do tego zrelaksowany i spokojny. –wyjaśnił Ron. -Czasami zdarzało mu się to podczas naprawdę długich kąpieli. W tamtym roku to zauważyłem i powiedziałem Hermionie. Raczej się nie podglądamy, ale łazienki są wspólne. Kiedyś jak długo nie wracał to poszedłem zobaczyć co się z nim dzieje. stał w wodzie... i wydawał się tak inny. Niby normalny prysznic, ale to wydawało się tak jakby nie do końca wiedział, że w ogóle jest pod prysznicem. Później powtórzyło się to podczas słonecznego dnia. Odrabialiśmy zadania, a on po prostu stał w słońcu. Taki... -Ronowi zabrakło słów.
-Zawieszony między czasami, jakby nie był tak do końca człowiekiem. Jakby widział i czuł więcej niż jakikolwiek śmiertelnik, a to wręcz osiadało na jego skórze. –podpowiedziałem przypominając sobie wiele takich sytuacji.
Ron z Hermioną pokiwali energicznie głowami.
-Wtedy ten jeden raz zapytaliśmy się go co robi. A on powiedział, że „plecie kolory".
To brzmiało już jak coś nie z tego świata.
-Nie powiedzieliśmy mu, że nie widzimy tego co on. To by go niepotrzebnie zaniepokoiło.
-Dlatego, czymkolwiek by Dan nie był. Na pewno nie jest on Voldemortem. Ja bym bardziej sądziła, że on raczej jest ofiarą, z której mocy Voldemort chciał skorzystać i dlatego w nim jest coś z Dana. Wątpię by chciał wejść w ciało małego dziecka, gdy nie miał pojęcia jakimi zdolnościami on dysponuje. Czy wyobrażacie sobie by chciał zostać Empatą? Wątpię. Widzenie magii już bardziej by mu się przydało. Ale skąd miałby wiedzieć, czy to dobry wybór? Przecież z logicznego punktu widzenia o wiele bezpieczniejszym wyborem byłoby wejść w ciało samego Harry'ego Pottera. Zdrowe dziecko dwójki silnych magicznie czarodziei.
To miało sens. Ale ile inteligencji zostało jeszcze w Czarnym Panie. Czy Dan naprawdę był bezpieczny?
-Panno Granger. Starałem się dokładnie odtworzyć całość życia czarnoksiężnika. Od pierwszego do jego domniemanej śmierci. Odwiedzić wszystkie miejsca w których był. W żadnym z zakątków świata nie ma nawet wzmianki o istotach takich jak Dan! Obawiam się, że niezwykłość tego kim On jest sprawia, że stał się on tym kim podejrzewam. -starzec nie dawał za wygraną.
-To dlaczego po swojej śmierci nie opętał Dana!? –Hermiona to wykrzyczała.
Dumbledore otworzył i zamknął usta.
-Przecież zginął! Ponad dziesięć lat Dan codziennie żył i oddychał swoim własnym życiem i nikt go nie opętał! Dlaczego Sami-Wiecie-Kto pojawił się tak późno w zupełnie innym ciele? Przecież miał zdrowego silnego magicznie Dana! A mimo to nic się nie stało!
Dawno nie widziałem by ktoś wrzeszczał na Dumbledore. I musze powiedzieć, że gryfonka z całą pewnością należy sercem i duszom do domu lwa. Walczy o tych, na których jej zależy z wytrwałością wściekłej lwicy. Dumbledore przez jej argumenty został zapędzony w kozi róg. Widziałem, że coraz słabiej walczy z jej słowami.
-Panno Granger. Ja wiele lat szukałem odpowiedzi na to skąd wziął się Dan. Nikogo nie znalazłem. Żadnej rodziny czy przyjaciół. A jedynym kto ma coś wspólnego z nim jest sam Voldemort. Do jakich innych wniosków można po tym dojść?
-Wolę wierzyć, że Dan jest jedyny w swoim rodzaju, niżeli skreślać go mówiąc, że drzemie w nim dusza mordercy. -Oświadczyła, a ja byłem całym sercem razem z nią.
NOTKA. 1
Witam po przerwie.
Jestem i żyje, a na powitanie macie dosyć długi rozdział. Mam nadzieję, że był smaczny.
I zmęczona... co to za urlop, skoro dopiero teraz, po powrocie zaczynam odpoczywać?
Na tą chwilę nieco wyjaśnień, bo mamy tutaj do czynienia z kilkoma nowościami.
Teno Diabolica.
Oczywiście mój własny pomysł.
Zastanawiałam się nad horkruksami, ale ten wybór związany by był z poszukiwaniem i niszczeniem ich, a prawdę mówiąc, nie miałam na to ochoty i czasu. Ten motyw już był wiele razy poruszany w fanfickach, ale bardzo rzadko dobrze to opisywano więc zdecydowałam nie porywać się z motyką na słońce.
Skupiłam się więc na pomyśle, który nie mógł opuścić mojej głowy.
Jest setki wzmianek o tym jak złe potrafią być czary. W kilku filmach nawet pokazane jest to, że taka czy inna wiedźma odradza się by zniszczyć świat. W jednej z książek (już nie pamiętam tytułu) była czarownica, która odrodziła się w ciele młodej dziewczynki przejmując jej dotychczasowe życie w okropnie skandaliczny sposób. (O ile dobrze pamiętam, po przejęciu jej ciała, niedużo czasu jej zajmuje ucieczka z domu po to by chwilę później stracić dziewictwo z jakimś pierwszym napotkanym kierowcą tira, który ją podwoził.)
W tworzeniu genezy tego dziwnego rytuału wykorzystałam najprostszy motyw bardzo często spotykany w europejskich dziełach literackich, czyli wspomniany „kontrakt z diabłem."
W założeniu mojego pomysłu czarodziej bądź czarownica wcielali się tutaj w postać diabła, który za spełnienie jakiegoś żądania mugola, zabierał mu dusze. Oczywiście tak naprawdę mugol się zgadzał na to, by osoba władająca magią przejęła jego ciało.
Czy to nie wygląda jak scenariusz horroru? Jak dla mnie i owszem. (Sam moment opętania wyobrażałam sobie jak scenę rodem z egzorcyzmów Emily Rose)
Drugim wymyślonym (po części) przeze mnie motywem jest zaklęcie Zmieńca.
Przyznam się bez bicia, że początkowo był to jakiś anonimowy czar jakiego użył Dumbledore by uzyskać dany efekt. Jednak jakiś czas temu obejrzałam serial kreskówkowy „Łowcy Troli" i tam były istoty zwane „Zmieńcami". To słowo nie jest może dosłownym tłumaczeniem angielskiego „Changelings" z serialu, ale w tym przypadku bardzo mi się spodobał pomysł i polski odpowiednik słowa. Jak widać wykorzystałam go i nieco przekształciłam na potrzeby tego tekstu. Dzięki temu anonimowe zaklęcie jakiego użył Dumbledore zyskało nieco historii i oczywiście stało się to bardziej logiczne i prawdziwe.
Bo kto mi poda dobry pomysł na to jak wytłumaczyć tak permanentną zmianę wyglądu jaką miał Dan? Wielosokowy działa tylko przez godzinę, zaklęcia adopcyjne, które są wykorzystywane w tego typu tekstach nie pasowało do sytuacji. (Potterowie i Dan nigdy się na oczy nie widzieli.)
A jakiekolwiek zaklęcie jakiego by się nie użyło powinno być na tyle potężne by zmienić węży ogon w ludzkie dobrze funkcjonujące nóżki.
To nie powinno być takie proste jak kilkukrotne machnięcie różdżką.
Mam nadzieję, że za bardzo nie namieszałam... Prawda?
Notka. 2
Wygląda na to, że wciąż potrzebuje Bety.
Ktoś? Coś? Kiedyś?
Proszę o pomoc, bo sama tego nie ogarniam!
