Notka. Rozdział z trochę innej perspektywy niż zazwyczaj.
Nikt, nawet jej zapracowani rodzice nie powiedzieliby, że jedna mała niepozorna rzecz zmieni postępowanie ich córki o 180 stopni. Hermiona Granger była bowiem określanym czasami zbyt lekko, dzieckiem nadpobudliwym, a bardziej dosadnie mianem małej diablicy.
Była niczym kot, który dostał w swoje łapki upragniony kłębek wełny z tym, że dla niej kłębkiem wełny był cały świat.
W przedszkolu w jej grupies wiekowej nie było rówieśnika, którego by nie pogryzła bądź nie pobiła. Telefony od nauczycielek były na porządku dziennym, a zdesperowani rodzice zaczęli się zastanawiać nad stałą opiekunką, która miałaby oko tylko i wyłącznie na ich pociechę. Ile razy w ostatnim momencie złapano ją za rękę tuż przed katastrofą to już nikt nie zliczy.
Dla Hermiony, zdającej się łykać świat głębokimi haustami, nie było czegoś takiego jak „Droga jest niebezpieczna" czy „Nie wolno dłubać nożyczkami w kablu zasilającym telewizora". Kiwała głową i zaraz biegła dalej wspinając się na drzewo szybciej niż jej matka zdążyła powiedzieć „nie wchodź tam". Ona i tak była już na tyle wysoko, że aby ją zdjąć trzeba było zadzwonić po straż pożarną.
Jeśli się zapytać sąsiadów i krewnych dziewczynki jak widzą jej życie za kilka lat, to nikt by nie powiedział, że byłaby jedną z najinteligentniejszych dziewczynek w swoim roczniku.
Zmiana nadeszła nagle i tak niespodziewanie, że opiekunki z szkoły podstawowej jeszcze przez kilka następnych dni i tygodni spodziewały się nawrotu do Łobuzicy, którą znali przecież kilka lat.
To miała być kara.
Hermiona odprowadzana wtedy przez wzdychającą głośno nauczycielkę została raczej mało delikatnie, doprowadzona do biblioteki i usadzona tam na krześle, które było bardzo często używane do karania niesfornych dzieci. Hermiona w tamtym czasie raczej często na nim lądowała.
„Posiedzisz tutaj za karę. Do końca WF'u masz się stąd nie ruszać" Takie wtedy straszne przeznaczenie dała jej blondwłosa nauczycielka i jak to zwykle bywało już wcześniej nie liczyła na to, że zostanie ono spełnione. Kobieta uśmiechając się z przymusem spojrzała na płaczącego wciąż siedmiolatka, którego Hermiona chwilę wcześniej zaatakowała i pobiła za to, że ten nazwał jej włosy stogiem siana. Dziewczynka nie była typem osóbki, która wybaczała takiego typu uwagi. Więc chłopczyk musiał się spotkać z jej drapnięciami, ugryzieniami i pięściami.
Hermiona ani trochę nie przejęła się uwagą nauczycielki i już zaczęła się kręcić dookoła na niewygodnym taborecie bez oparcia, a kobieta, która w tamtym momencie musiała się udać do pielęgniarki z rozpaczą w oczach sięgnęła po pierwszą lepszą książkę z pułki nie zwracając w tamtym momencie uwagi, że lektura nie była dostosowana do wieku dziewczynki. Miała przy tym raczej płonną nadzieję by ta faktycznie zainteresowała podopieczną. I poleciła jej by ta się z stołka nie ruszała.
„Jeżeli przeczytasz całą pierwszą stronę, dostaniesz ode mnie nagrodę." Powiedziała wychodząc pospiesznie, a bibliotekarka, Pani White, siedząca za biurkiem rzuciła jej srogie spojrzenie mówiące, że tym razem nie da się nabrać i nie pozwoli jej spacerować po bibliotece. Ostatnim razem skończyło się to tym, że dziewczynka w oddalonym koncie biblioteki pozdejmowała wszystkie książki i zbudowała sobie z nich fort.
Hermiona wzdychając teatralnie, zaczęła się wachlować książką, by pokazać jak małe wrażenie zrobiły na niej słowa starszej kobiety.
Jednak nauczycielka znikła z płaczącym chłopcem i nie wracała. Bibliotekarka kilka razy poprosiła ją by się ta nie oddalała i w końcu Hermiona ni to leżąc, ni to opierając się o krzesło, znalazła sobie dziwną pozycję na podłodze i po raz wydawało jej się, że setny, zaczęła przerzucać kartki i czytać wybiórcze słowa.
W końcu jednak niemożliwa do zatrzymania nuda sprawiła, że dziewczynka zrobiła coś, co zmieniło jej zachowanie diametralnie.
Książka, którą jej dano nie była dostosowana do jej wieku. Jednak z całą pewnością była to książka dla dziewczynek, które lubią księżniczki. A Hermiona mająca wtedy wszystkie koszulki z motywem bajkowych księżniczek Disneya, zdecydowanie to zainteresowało.
„Mała Księżniczka" porwała ją już od pierwszych, powoli przeczytanych zdań. I nim się spostrzegła. Zalana słońcem zakurzona biblioteka zmieniła się w inny świat, pełen dorożek, ubranych w staromodne suknie kobiet, zadymionego i zimnego Londynu.
"W pewien mroczny dzień zimowy, gdy ulice Londynu zaległa żółtawa mgła, tak gęsta i ciężka, że w mieszkaniach pozapalano światła, a okna sklepowe oświetlone były,గak w nocy, lampami gazowymi, głównymi ulicami miasta wlokła się z wolna dorożka,w któreగ గechała mała dziewczynka ze swym tatusiem..."*
Zaczynała się książka, a w ciszy małej biblioteki ukryta za półkami, Hermiona pochłaniała zdanie za zdaniem wtapiając się w świat całkowicie jej nowy i zarazem tak fascynujący, że gdy kilka godzin później, zaalarmowane jej nieobecnością nauczycielki ją znalazły, Hermiona Granger była wręcz pewna, że za oknem jest zima, z nieba sypie śnieg, a zaraz za następnym rogiem, Tak, że prawie mogła ją na własne oczy zobaczyć, przejeżdżała czarna dorożka zaprzężona w olbrzymie konie z małą dziewczynką w środku łudząco podobną do niej samej.
Czytała, zgłębiając się w życie dziewczynki, która była dla niej wzorem prawdziwej księżniczki, z manierami, z uśmiechem, dobrocią serca. Z trwogą i łzami w oczach śledziła jak bohaterka historii zmaga się z trudami jakie jej przyniosło życie i składała literki w kolejne słowa by odkryć, jak zakończy się ta historia.
Mimo, że tamtego dnia oderwano ją od nietypowego dla niej zajęcia, to nikt, nawet jej własna matka, nie wierzyła by to coś zmieniło. W końcu Hermiona miała tendencje do bycia w stu miejscach jednocześnie i nawet zamknięte drzwi ją nigdy nie powstrzymywały. Należało się cieszyć, że potrafiła spędzić na miejscu choć dziesięć minut.
Ale jednak. Ta kapryśna mała Granger, wzięła książkę ze sobą do domu i przez następne kilka dni czytała ją z wielką uwagą i wytrwałością.
A gdy ją skończyła i zamknęła, skierowała się do salonu rodziców, podniosła głowę i popatrzyła na dziesiątki stojących tam w biblioteczce książek, zastanawiając się podekscytowana, co za historie się w nich ukrywają.
Po tym epizodzie Hermione trudno było oderwać od książek. Czytała jeden tom za drugim. Nawet te ze szkoły nie były już takie nudne i chętniej sięgała po lektury, które wcześniej nie zajmowały jej nawet najmniejszej myśli.
Dla niej był to nowo odkryty niezwykły świat, który pokochała całą sobą.
Jednak odcinając się od rzeczywistości i innych nagle zaczęła być i przeraźliwie samotna. Przedtem jako nadpobudliwe dziecko nie nawiązała żadnych trwałych przyjaźni, a później nie miała do tego głowy. I nagle, okazało się, że na swoje dziesiąte urodziny nie miała kogo zaprosić. A następne, zbliżające się jedenaste miały wyglądać podobnie.
Dlatego też, gdy dostała list z Hogwartu nie mogła wprost uwierzyć w swoje szczęście.
Będzie czarownicą, postacią jak z książki!
Będzie przeżywać magiczne przygody, zdobywać prawdziwych przyjaciół, wszystko to było na wyciągnięcie ręki i czekało tylko na to by sięgnęła w przyszłość, po swoje ekscytujące i niezwykłe życie.
Jednak świat magii, mimo że pokochany przez nią intensywnie i prawdziwie zanim jeszcze pojawiła się w szkole. Nie był łatwy.
Początkowo było to niczym wejście do bajki. Jak jedna z jej książek, której nagle stała się główną bohaterkom.
Jednak jej brak zdolności integracji z rówieśnikami znowu stał się problemem. Cieszyła się ogromnie, gdy ten problem odszedł w zapomnienie, a Harry i Ron, byli spełnieniem jej wszystkich marzeń! To byli jej niezwykli przyjaciele, ekscytujące przygody i ona, biorąca aktywny udział w magicznych przygodach.
Oczywiście bywało często bardzo niebezpiecznie. Jednak z miesiąca na miesiąc była coraz bardziej pewna, że z takimi towarzyszami jak dwójka gryfonów, może dokonać niezwykłych rzeczy i razem przetrwają wszystko! Poznali się tak dobrze, że czasami rozumieli się bez słów i nawet gdy się kłócili, zawsze wcześniej czy później, wracali do siebie.
Rozpoczynając jednak szósty rok nauki w szkole, Hermiona jeszcze zanim weszła do szkoły wiedziała, że coś jest nie tak jak powinno.
Harry stał przy drzwiach wejściowych do Wielkiej Sali tuż przed ucztą powitalną i wyraźnie wyszukiwał ich wzrokiem. Z wielkim uśmiechem podbiegła do niego i zarzuciła mu ramiona na szyję witając się z nim entuzjastycznie! Nie mogła się doczekać by opowiedział jej jak spędził wakacje w Hogwarcie, bo od rozpoczęcia wolnego nie miała z nim żadnego kontaktu.
I pierwszym sygnałem który mówił jej, że coś jest nie tak jak powinno było to, że zesztywniał w reakcji na jej uścisk tak jakby, po raz pierwszy w życiu jej dotyk mu nie odpowiadał.
-Harry, tak się cieszę, że cię widzę. Na Merlina! Ale ty urosłeś w ciągu tych wakacji! Chyba brak wizyty u Dursleów w tym roku dobrze ci posłużył. Co robiłeś przez całe wakacje w Hogwarcie, że dorobiłeś się tych centymetrów i na boga, Mięśni!?
-Cześć Hermiono. -Powiedział i zdawało się, że nawet jego głos brzmiał inaczej. -Miałem mnóstwo wolnego czasu więc zaprzęgnięto mnie do pracy u pani Spraut. Mandragory przecież same się nie posadzą.
-Biedaku. -zachichotała grzebiąc w swojej przewieszonej przez ramię torbie. -Masz tutaj krem na twoje dłonie. Na pewno ci się przyda.
Powiedziała wciskając mu w rękę swój mugolski pachnący przyjemnie miodem krem. Harry bardzo go lubił i wiecznie podkradał go od przyjaciółki, więc już na drugim roku zwyczajem stało się dla nich, że Hermiona zawsze z swoich wakacji przywoziła jedną dodatkową tubkę dla niego.
Za każdym razem, gdy Harry pracował w ziemi, jego skóra dłoni źle to znosiła stając się prawie od razu bardzo przesuszona, a po wakacjach u Dursleów, gdy to musiał regularnie dbać o ogród swojej ciotki, jego dłonie były zawsze tak szorstkie, że przypominały w dotyku papier ścierny.
Gdy przyjął podarek zauważyła, że dłoń zaciskająca się na żółtej tubce mugolskiego specyfiku, wcale nie należy do kogoś, kto potrzebowałby takiego kremu.
Wtedy pomyślała, że Harry jednak nie pracował w ogródku Spraut. nie przejęła się tym jednak zbytnio. W końcu byli otoczeni innymi uczniami. Może później powie im co tak naprawdę robił podczas wakacji?
Jednak wraz z upływem godzin, a później dni, zarówno ona jak i Ron nie mogli dłużej zignorować faktu, że coś było bardzo nie tak.
Harry nie rozmawiał z nimi tak szczerzę jak kiedyś, w ogóle unikał z nimi rozmowy. Przyłapała go nawet na paleniu papierosów! A ich troskę traktował z wielką irytacją.
Kolejne sytuację i kolejne dni zesłały na nich przerażające przypuszczenia, że to nie jest Harry. Na lekcjach zachowywał się inaczej. Nie interesowały go te same zagadnienia co kiedyś, nie przeczesywał swoich włosów tak jej już znajomym gestem.
Był kimś innym.
Nie przyłapała go jednak na piciu eliksiru wielosokowego. Reagował też na swoje imię bez wahania. Jednak... to wciąż nie był on!
Kłócili się niezwykle często. Zazwyczaj o to, że Harry notorycznie wykazywał brak szacunku do nauczycieli i wciąż zapominał zrobić zadania. Chciała go przy tym przypilnować, w końcu oceny to nie jest sprawa, którą można zignorować. On jednak, mimo siedzenia przy stole z książkami zamiast odrabiać zadania bazgrał na pergaminach rysując dziwne szlaczki bądź karykatury nauczycieli.
Jego złośliwość z Snape'em weszły za to na nowy poziom. On z nim walczył! Hermiona nigdy by nie pomyślała, że Harry kiedykolwiek podejmie wyzwanie Snape'a w taki sposób. To był chyba jedyny przedmiot, na który był przygotowany i jak dostawał niezadowalającą ocenę w jego mniemaniu to żądał ponownego ocenienia na swoją obronę wysuwając informację, które zostały zawarte i te które pominął.
Harry zdawał się naprawdę wiedzieć co mówi, jeżeli chodzi o eliksiry, a to już samo w sobie było by zaskakujące.
Na początku Snape tylko go karał i wrzeszczał. Jednak bardzo szybko można było zauważyć, że Snape docenia wiedzę wybrańca i mimo, że dalej dyskutowali raczej złośliwie i czasami wręcz zbyt bezpośrednio, to Snape przestał zabierać mu punkty w zamian dając mu mnóstwo szlabanów na których, jak się Hermiona dowiedziała Harry ważył jakieś eliksiry.
Nie czyścił kociołków, czy segregował oślizgłych składników. A naprawdę ważył mikstury!
I chyba tylko ślepiec by nie zauważył, że Harry wręcz specjalnie prosi się o szlabany, byle by tylko nie spędzać czasu z swoimi przyjaciółmi.
Gdyby tylko jeszcze inne przedmioty zajmowały choć ćwierć jego uwagi.
Zagrożeniem było, że jeśli tak dalej pójdzie to nie przejdzie do następnej klasy, bo nikt inny, oprócz Snape'a go nie przepuści dalej.
Nie poznawała go.
Był kimś innym.
Obcym.
To nie był Harry Potter, którego znała.
I któregoś dnia miarka się przebrała.
Harry w bardzo bezpośrednim starciu z Malfoyem wyrzucił publicznie nieprzyzwoite relacje seksualne starszego Malfoya z samym Voldemortem. To co powiedział, nie tylko było obraźliwe, ale także obrzydliwe i sam młody ślizgon przez parę pierwszych sekund nie był po prostu w stanie wydobyć z siebie słowa, oburzony tym tak potwornie, jak i wszyscy, którzy to słyszeli.
To było zbyt wulgarne, jak na jakąkolwiek kłótnie, jaką kiedykolwiek przeprowadzono w Hogwarcie.
To nie był Harry! On nigdy by czegoś takiego nie powiedział!
I właśnie wtedy, gdy zdała sobie z tego sprawę, a jej ciało pochwyciła panika z cienia korytarza wyłonił się ON, pytając czy wszystko w porządku.
Ron przytulający ją odsunął się odruchowo, a dziewczyna przetarła oczy patrząc na chłopaka.
Dan Lind patrzył się na nich swoimi nietypowymi błyszczącymi oczami. Wtedy jedyną informacją jaką posiadali było kilka wspomnianych przez Ginny podejrzanych zachowań chłopaka, a jego nietypowe owalne źrenice to efekt magicznej choroby.
Jednak jakieś przeczucie, a może coś w jego oczach sprawiło, że jak tylko chłopak się oddalił pierwszym co kołatało się w głowie Hermiony i o co też zapytała się Rona było...
-Czy nie wydaje ci się dziwne, że ten Lind pojawił się właśnie teraz w Hogwarcie?
Ron zamarł i nagle odwrócił powoli głowę w kierunku, w którym oddalił się chłopak.
Może bywało, że się kłócili o tysiące spraw. Planowali zanim podejmowali działania, albo wskakiwali spontanicznie w sam środek walki o życie innych. Jednak teraz bez słowa nawet porozumienia ze sobą, zaczęli obserwować Dana Lind.
XXX
A było co obserwować. Zaraz na następny dzień gorąca plotka o tym, że uczniowie zostali zaatakowani w Zakazanym Lesie obeszła pokój wspólny lotem błyskawicy! Chłopak udający ich przyjaciela, mimo że zaczepiany przez wielu czy sądzi, że to śmierciożercy, nie odpowiedział i wkrótce udał się do sypialni kładąc się na łóżku. Hermiona z Ronem wymienili porozumiewawcze spojrzenia.
-Myślę teraz o mapie huncwotów. Szepnął Ron do przyjaciółki znad pracy domowej.
-A myślisz, że on ci ją pożyczy?
-Miałbym pretekst. Prawda? Może on naprawdę nie wie co to jest.
Obydwoje już o tym myśleli. Mapa Huncwotów zawsze pokazywała kto, gdzie jest i jak ma na nazwisko. Gdyby tylko do niej zerknęli wiedzieli by, kto teraz tak naprawdę siedzi w sypialni gryfonów i udaję ich przyjaciela. Mogliby też sprawdzić tego Dana Lind.
-Może po prostu powiem, że potrzebuję na chwilę pergaminu? Przecież on nie powinien wiedzieć, że to jest mapa!
-A jesteś pewien, że jest ona w jego rzeczach? Widziałeś ją?
-Tak. Już ci mówiłem. Widziałem ją nie dalej jak kilka dni temu w jego kufrze. A przynajmniej jej róg. A im dłużej zwlekamy, tym większe prawdopodobieństwo, że on po prostu ją wyrzuci, albo użyję jako pergaminu.
Hermiona niespokojnie zerknęła na drzwi, za którymi była sypialnia szóstego rocznika
-Tylko uważaj na siebie.
Ron natychmiast wstał tak by nie mieć czasu na zmianę decyzji i już po chwili wchodził do sypialni. Wybraniec leżał na łóżku opierając głowę o zagłówek i bazgrał coś znowu w swoim notatniku. Albo jakąś karykaturę, albo teksty mugolskich piosenek, które sobie pod nosem nucił.
Ron przełknął.
-Hey Harry. Mogę sobie pożyczyć od ciebie Historię Hogwartu?
Chłopak podniósł tylko na chwilę wzrok i wzruszył ramionami znikając za swoim notatnikiem ponownie.
Ron starał się ukryć irytację. Nie podobało mu się, że mieszka w jednym pokoju z kimś kogo tak naprawdę nie zna.
Uklęknął przed kufrem Harry'ego, żałując po raz kolejny, że nie wpadł na to by dostać się do mapy dużo wcześniej. Tak naprawdę unikał przyznania, że jego przyjaciela nie ma na swoim miejscu i chyba bał się zobaczyć na niej potwierdzenie. Teraz jednak, gdy razem z Hermioną znaleźli w końcu kogoś kto mógłby być prawdziwym Harrym, zaczęła pojawiać się w ich sercach nadzieja.
Mapę na pożółkłym pergaminie znalazł od razu i chwycił ją w swoją dłoń jako pierwsze. Nie wydawała się być uszkodzona. Sięgnął głębiej, bez trudu wyjmując też i z samego dna książek Historię Hogwartu. Włożył mapę między stronicę książki i podnosząc głowę zamarł widząc, że jest obserwowany.
Przełknął ślinę i udając, że nic podejrzanego się nie dzieje podniósł się zamykając wieko kufra.
Harry Potter nic nie mówił. Więc pod jego uważnym wzrokiem czując się bardzo nieprzyjemnie obserwowanym, przeszedł przez pokój i nie zatrzymywany opuścił dormitorium.
Hermiona już przy nim była.
-I jak?
-Mam mapę, ale mam wrażenie, że on widział moją kradzież.
-Widział? Ron, byłeś nieostrożny! –syknęła.
-Na razie jest ok, bo przecież mnie nie zatrzymał, prawda? I on naprawdę nie wie co to jest!
Hermiona warknęła jasno dając do zrozumienia jaką wiarę daję przypuszczeniom Weasleya.
-Dobra. Sprawdźmy to po prostu jak najszybciej.
Udali się do łazienki chłopców i po wcześniejszym sprawdzeniu przez Rona, gdzie jest jakaś wolna przestrzeń, ukryli się w jednej z toalet zamykając za sobą drzwi.
Łazienka była w tym momencie pusta i tylko uporczywie kapiąca woda z jednego z kranów nad umywalką świadczyła, że ktoś jeszcze niedawno tutaj był.
Hermiona zaczęła od zaklęcia wyciszającego i po wcześniejszym przezornym rzuceniu zaklęcia czyszczącego na toaletę usiadła na jej wierzchu. W końcu nie mogła wiedzieć co faceci tutaj robili. Przecież to chłopaki! I do tego gryfoni!
Zanim aktywowali mapę, przez chwilę patrzyli sobie w oczy z wahaniem.
Jednak po tym jak puste karty wypełnił plan Hogwartu, bardzo szybko skierowali swój wzrok na wieżę Lwów.
Nazwisko Harry Potter widniało tam drwiąc z nich.
-Co o tym sądzisz? -Zapytał zmieszany Ron.
-Mógł sobie zmienić nazwisko.
-To znaczy?
-To, że nie tylko zmieniono jego wygląd. Ale też i w dokumentach magicznych zmieniono mu nazwisko. Nie wiemy tak do końca jak działa ta mapa. A może ona być przypisana do imion i nazwisk tak jak oni są zarejestrowani w ministerstwie magii. Ten chłopak mógł mieć wcześniej inne dane personalne w swoich dokumentach. Ale w ministerstwie złożono odpowiedni wniosek i je zmieniono.
-Można coś takiego zrobić?
-Wbrew pozorom to nie takie trudne Ron. Na przykład podczas zmiany nazwiska i miejsca zamieszkania po ślubie. Wychodziłeś z jednego domu i zmieniając adres składał ktoś wniosek do ministerstwa podpisując się już nowym nazwiskiem. A że papiery tego typu idą automatycznie do akt zaraz po przysłaniu, to szybko jest po sprawie. wystarczy mieć potwierdzenie głowy domu bądź w przypadku nieletniego czarodzieja, magicznego opiekuna tego nieletniego.
-A kto jest magicznym opiekunem Harry'ego? -zapytał Ron, który nie mógł pozbyć się wrażenia, że Dursleyowie jako mugole z całą pewnością nie mogą być kimś takim jak "magiczni opiekunowie."
-Jestem prawie pewna, że to Dumbledore. Wcześniej byłby to z całą pewnością Syriusz, jednak ze względu na odebranie mu praw do opieki nad Harrym, a Remus jako wilkołak nie może nim być sądzę, że ta rola przypadła na ten moment właśnie jemu, ze względu na fakt jego pobytu w szkole i tym samym bycia pod jurysdykcją dyrektora szkoły.
-Skąd to wiesz? -zapytał chłopak, który naprawdę powinien już przestać się dziwić, że Hermiona Granger wie mnóstwo rzeczy o których on nie ma pojęcia.
-Ron! Jestem czarownicą i dziewczyną! Oczywiście, że wiem jakie dokumenty są potrzebne gdybym wychodziła za mąż i zmieniała nazwisko! Poza tym, jakaś dziewczyna wspomniała o tym mimochodem i poczytałam nieco o tych sprawach. Dodajmy do tego, że właśnie to rozwiązanie najbardziej wydawało mi się prawdopodobne, jeżeli na mapie znajdzie się imię Harry'ego Pottera. Jednak nie spodziewałam się tego tak naprawdę. Cały czas wierzyłam, że to jakiś metamorfomag. A gdyby tak było. Nazwisko na mapie było by zupełnie inne.
Ron akceptując wyjaśnienia dziewczyny zaczął rozkładać mapę i Korytarz za korytarzem wytrwale przeszukiwali zamek.
Znaleźli na mapie mały pokoik Dana Lind na trzecim piętrze, a w jego obrębie był ich poszukiwany. Dan Lind właśnie miał gościa, Raphael Brown, o ile Hermiona dobrze kojarzyła był to gryfon z drugiego roku.
Dopytywali się już kilku osób co wiedzą na temat Dana Lind. Koledzy Ginny określali go jako „spoko gościa" ale nie byli nigdy w jego pokojach i nie wiedzą nic ponad to, że jest chory i właśnie dlatego ma przydzielone prywatne pokoje.
Dziewczyna zaczęła się jednak zastanawiać, czy nie jest to specjalna próba odseparowania chłopaka od reszty gryfonów.
Siedząc w kabinie zaczęli rozmawiać cicho o zaistniałej sytuacji. Hermiona cieszyła się, że Ron przestał udawać, że nie wie o co chodzi i zaczął z nią szukać ich przyjaciela. Temat rozwijał się i gryfoni zaczęli się także zastanawiać, dlaczego Raphael odwiedzał pokoje Linda tak późnym wieczorem.
Wiedzieli, że chłopak ledwo dobę wcześniej brał udział w niebezpiecznej przygodzie w zakazanym lesie i wszyscy w Hogwarcie plotkowali o heroicznej akcji ratunkowej jakiej ponoć dokonał Snape. Hermiona z Ronem teraz obserwując dwa nazwiska na Mapie Huncwotów zaczęli wysnuwać przypuszczenia, że Lind musi coś wiedzieć o tym co się stało w zakazanym lesie. Sami z własnego doświadczenia wiedzieli, że zazwyczaj po bardzo stresujących przygodach instynktownie szuka się obecności osób którym się ufa i którzy są przyjaciółmi. A teraz Raphael był u Dana. Miał na pewno innych przyjaciół na swoim roczniku, a mimo to był w tamtym pokoju. To musiało coś znaczyć.
-Myślisz, że Snape naprawdę zrobił to o czym plotkują, czy to tylko przykrywka czegoś innego? -Szepnął jej Ron do ucha, gdy na następny dzień zasiadali do obiadu.
Hermiona zerkając na mistrza eliksirów zmarszczyła brwi zastanawiając się nad tym pytaniem. To co jest mówione reszcie szkoły zazwyczaj różni się od tego jaka była prawda. Przeżyli wystarczającą ilość niebezpiecznych przygód z swoim przyjacielem by to wiedzieć. Szkole zazwyczaj była podawana mocno okrojona wersja ich przygód, a i oni tylko niewielu osobą zdradzili to co się naprawdę stało.
Już chciała odpowiedzieć, gdy zauważyła, że Harry im się przygląda bardzo uważnie.
Poczuła dreszcz na plecach. On coś podejrzewał.
Obracając twarz w stronę Rona powiedziała bezgłośnie „później" rzucając krótkim spojrzeniem w kierunku chłopaka siedzącego po jej prawej stronie. Ron zrozumiał.
Zdążył jednak wziąć tylko dwa gryzy swojego tostu z jajecznicą gdy do Wielkiej Sali wszedł obiekt ich rozterek.
Coś w błyszczących oczach, w bladej twarzy, kroku który zdawał się być zbyt powolny, mówiło jej, że coś było bardzo nie tak.
Lind przechodził przez salę jakby skupiał się tylko na tym by stawiać kolejne kroki. Zachwiał się nawet jeden raz czy dwa aż w końcu upadł na kolana i musiał być podtrzymany przez kolegów z rocznika.
Zerknąwszy na Rona zrozumiała, że i on obserwuje czarnowłosego.
-Coś jest z nim nie tak.
Usłyszała Rona.
-Z kim? –zapytał zastępczy Harry usłyszawszy słowa rudzielca.
Ron podskoczył jak przyłapany na gorącym uczynku.
Otworzył usta, ale nic nie powiedział.
-Z tym nowym. –Hermiona starała się nie wzbudzić jego podejrzeń. –Wydaje się być chory. Chyba jako prefekt muszę odprowadzić go do skrzydła szpitalnego. -Powiedziała i ignorując fakt, że Dana Lind zaczęła odprowadzać już w tym samym celu, mała grupka osób, wstała i przeskoczyła ławkę podciągając szkolną szatę do góry i prawie przy tym wywróciła Rona, który nie był przygotowany na to, że wesprze dłoń na jego ramieniu.
Skierowała się za grupką osób i nie odrywając od niego wzroku nie zobaczyła, że najpierw Ron, a później drugi z chłopców zaczęli za nią biec.
Miała przeczucie, że właśnie teraz, będzie miała możliwość potwierdzić to, co podejrzewała od kilku dni. Była pewna, że musi iść właśnie teraz. Dopadła do drzwi i przeszła przez nie wraz z dwoma nastolatkami, tuż przed tym ja te zamknęły się z złowieszczym trzaskiem.
A później?
Później rozpętało się piekło.
*cytat z Małej księżniczki FRANCES HODGSON BURNETT tłum. Józef Birkenmajer
