Notka.

Rozdział dzisiaj, bo w ten weekend mam przeprowadzkę (to już piąty raz w tym roku) i na pewno nie będę miała czasu na to, by odwiedzić Wattpad.

Beta: The_Preety_Girl

XXX

Rozdział 21

Dan.

- Wypasione te twoje komnaty. – oświadczył Ron i rzucił się z rozmachem na sofę

Chłopak stęknął z ulgą, po czym przewrócił się na plecy, podkładając dłonie pod głowę, a Hermiona odkładając torbę na stolik do kawy, przeszła obok niego rozglądając się uważnie po pomieszczeniu.

Płomienie w kominku oświetlały oraz przyjemnie ocieplały salonik, który teraz, jak jeszcze nigdy wcześniej, przypominał miniaturową wersję pokoju wspólnego w Wieży Gryffindoru.

- Masz mały aneks kuchenny. Mogę nam przyszykować herbaty?

- Nie będę cię powstrzymywał. - Usiadłem na fotelu obok Rona, patrząc jak ten zamyka oczy, najwyraźniej planując uciąć sobie drzemkę, pomimo słów Hermiony, która już wcześniej zapowiedziała, że będziemy się uczyć.

- Masz naprawdę dobre wyposażenie, Dan - powiedziała, nasypując do dzbanka liści i stukając różdżką w czajniczek by zagotować wodę.

- Na początku takie nie było. Gdy przyszedłem tu z McGonagall, miałem tylko puste ściany. Zgredek mi to wszystko przyszykował. Gdyby nie on, musiałbym pewnie wszystko przenosić z Pokoju Życzeń, albo transmutować.

Hermiona otworzyła usta, jakby chciała coś powiedzieć, ale w końcu pokręciła jedynie głową i nalała wrzątku do filiżanek.

Próbując znaleźć wygodną pozycję, wziąłem filiżankę od przyjaciółki i zwilżyłem usta. Uśmiechnąłem się, widząc, że ta zaczęła szturchać Rona w żebra, chcąc wybudzić go z półsnu, w jaki zdążył już zapaść, gdy ogień w kominku wzniósł się wyżej, barwiąc się na zielono i wpuszczając do środka Severusa Snape'a. Ron, który ledwo co uchylił zaspane oczy, wrzasnął i poderwał się tak nagle, że jakimś cudem spadł za sofę z głośnym hukiem. Hermiona, mimo że nie zareagowała tak gwałtownie, to i tak dostrzegłem jak sztywnieje, prostując swoją postawę.

- Dobry wieczór, profesorze - powiedziała.

Severus zignorował zarówno ją, jak i wychylającą się z za oparcia głowę rudzielca, i skupił wzrok na mnie. Podniósł powoli dłonie i w jednoznacznym geście popukał dwoma palcami prawej dłoni w swój lewy nadgarstek. Mimo że nie miał zegarka, to dobrze wiedziałem, co chciał mi tym przekazać. Spojrzałem na swoich przyjaciół nieco spięty i przełknąłem suchość w ustach.

- Wiem... że to dla was może być nieco niekomfortowe, ale powinienem przyjąć swoją drugą formę - powiedziałem powoli. - Jeśli to dla was będzie nieprzyjemne, oglądać mnie w tej postaci, nie musicie zostawać. Zapewniam, że nie będę zły, jeżeli zdecydujecie się wrócić do wieży Gryffindoru. Ron zamrugał, a Hermiona zacisnęła wargi, jakby chciała w ten sposób zatrzymać słowa, które próbowały wydostać się z jej ust jako pierwsze.

- Nie bądź niemądry, Dan. Dopiero co zrobiłam herbatę. Zmarnuje się cały dzbanek - powiedziała po nabraniu oddechu.

Nie mogłem ukryć, że odczułem ulgę. Mimo zapewnień przyjaciół, wciąż martwiłem się tym, jak to przyjmują i nie chciałem, by czuli się przy mnie niezręcznie.

- Dan po upływie dziewięciu godzin z nogami, zaczyna odczuwać dyskomfort, a w końcowym efekcie także i ból, na który żaden eliksir nic nie pomoże - odezwał się Severus, wciąż stojąc w tym samym miejscu tuż przed kominkiem. - Wynika z tego, że większość czasu w ciągu doby powinien spędzać w swojej formie Lamii. Liczę na współpracę, panno Granger, w dopilnowaniu by nie przesadzał zbytnio, tak, aby sytuacja sprzed trzech tygodni się nie powtórzyła.

Zarumieniłem się lekko, a Hermiona pokiwała poważnie głową.

- Może pan na nas liczyć, profesorze. Dziękuję, że nam o tym pan powiedział.

Snape pokiwał głową, zerknął na mnie krótko i obracając się z efektownym łopotem szat, ponownie zniknął w kominku. Wstałem ze swojego miejsca zaraz po tym, jak Hermiona rzuciła mi ponaglające spojrzenie.

-Pójdę... to zrobić... - wymamrotałem, nie wiedząc za bardzo, co innego mógłbym teraz powiedzieć.

- Dlaczego kierował te słowa tylko do ciebie? - Usłyszałem jeszcze naburmuszone pytanie Rona, gdy wchodziłem do sypialni.

- Może uważał, że rozmowa z błaznem, który się schował za sofą na jego widok, jest poniżej jego godności?

- Ja.. ja się wcale nie schowałem... Wystraszył mnie po prostu i... - Zamknąłem drzwi do sypialni, nie słuchając dalszej części zdania.

Ból w dole kręgosłupa był dokuczliwy, ale znośny, jednak Severus miał rację - nie powinienem testować swojego ciała zaraz po tym, jak przespałem tydzień, martwiąc go tym niewyobrażalnie . Zacząłem się powoli przebierać, zaczynając od koszuli i wymieniłem ją na jeden ze specjalnie wydłużonych, grubszych podkoszulków, po czym ściągnąłem spodnie i bieliznę.

Stanąłem na chwilę przed lustrem, znajdującym się w drzwiach szafy, i obejrzałem krytycznie. Nie byłem już aż tak strasznie kościsty jak kiedyś, w ciele Harry'ego Pottera. Wydawałem się raczej... szczupły. Tak, to dobre określenie. Wszędzie byłem szczupły: moja twarz, nogi, dłonie. Nawet stopy były teraz o numer mniejsze niż poprzednio, a przecież i wcześniej nie należały do kolosów. Stojąc jednak tak na środku pomieszczenia, prawie nagi, czułem się wyjątkowo niewielki, jakbym był chorowitym członkiem stada, pozostawionym na wymarcie. Dobrze zdawałem sobie sprawę, że jakby stanęli obok mnie teraz Ron i Hermiona, to o wiele bardziej byłbym podobny do przyjaciółki. Zarówno z wzrostu, choć nie byłem pewien, czy nie była ode mnie nieco wyższa, jak i niewielkim ciałem. Do męskiego, pełnego mięśni ciała Rona byłem podobny... tak w zasadzie w niczym.

Westchnąłem i sięgnąłem po swoją magię. Jak woda, spływająca wzdłuż mojego ciała, z płynnością, jakbym robił to całe życie, moja skóra się poruszyła i łuskowaty ogon zastąpił nogi. Gdy poczułem, że skóra porusza się, naciągając i zmieniając, potarłem ją lekko i przeciągnąłem się, doceniając rozluźniające uczucie, jakie obejmowało moje ciało zawsze, gdy przyjmowałem tą postać.

Mimo że większą cześć życia spędziłem, posiadając ludzkie nogi, to nie mogłem pozbyć się wrażenia, że nawet gdyby ignorowanie przemian nie wiązało się z bólem i dyskomfortem, to i tak zapewne bardzo często przyjmowałbym postać Lamii. A już na pewno po to, by w tej formie spać. Przyjemnym było przeciągać się i poruszać w tej postaci. Do mojego mózgu wciąż nie docierała informacja, że ta forma nie była normalna dla innych i mogli się mnie bać, czy mną brzydzić. Jednak dla mnie powoli zaczynało to być nie tylko naturalne, ale i przyjemne. Czułem się dobrze w tej formie. Będę spotykał się wciąż z nowymi osobami - to nieuniknione, że dla większości będzie niekomfortowym na mnie patrzeć, mnie zaakceptować i ze mną rozmawiać, jednak w końcu się przyzwyczają.

-Wszystko w porządku, Dan? - Głos Hermiony, wydobywający się spod drzwi, wytrącił mnie z zamyślenia.

-Tak. - Założyłem jeszcze jeden z dłuższych swetrów i, nieskutecznie, wmawiając sobie, że moje odzienie wcale nie wygląda, jakbym był ubrany w sukienkę, zbliżyłem się do drzwi, otwierając je ostrożnie.

- Na pewno wam to nie przeszkadza? - zapytałem z wahaniem, będąc dobrze świadomym tego, że zdecydowali się dalej ze mną przyjaźnić, jednakże przebywanie z takim kimś jak ja w jednym pomieszczeniu, mogło być dla nich naprawdę wstrząsające.

- Skoro Snape nie ma problemu, to jakim cudem ja miałbym mieć jakieś obiekcje? - Rozbrzmiał głos Rona z głębi pokoju.

Uśmiechnąłem się lekko i razem z Hermioną wróciłem do salonu. Nie można było nie zauważyć, że zerkali co chwilę na moje ciało. Gdy zwracali na mnie swój wzrok, to za każdym razem ich oczy najpierw patrzyły na ogon, a dopiero później na moją twarz. Wcześniej mieli okazję już widzieć mnie w tej formie, ale szczerze mówiąc, nie były to okazje bezstresowe, więc zapewne dopiero którymś z ostatnich punktów było zastanawianie się nad moim wyglądem. Teraz jednak, gdy siedzieliśmy, w spokoju wertując notatki, ich reakcje były inne, za co nie można ich było winić.

-Ehhh... Też chciałbym powtarzać rok. –Ron skrzywił się do mnie wyraźnie niepocieszony, że moim głównym zadaniem było przypomnienie sobie materiału, który przecież wykuwaliśmy na pamięć w tamtym roku.

- Muszę ci przypomnieć, że to oznacza rok dłuższy pobyt w Hogwarcie? Mimo że Dan ma już szesnaście lat, może nawet więcej, udaje piętnastolatka. A ty nie wyglądasz na piętnastolatka.

-Ale to i tak nie fair, Hermiono! Spójrz na jego oceny! – Ron zaczął wymachiwać w powietrzu ostatnim wypracowaniem z transmutacji, które napisałem jeszcze przed sytuacją z osłonami Hogwartu - Wybitny, Hermiono! Gdybym musiał powtarzać to wypracowanie wiedząc już, gdzie zrobiłem błędy, też dostałbym Wybitny! - Hermiona przewróciła oczami.

- Ale zrezygnowałem z wróżbiarstwa na rzecz starożytnych run, Ron. - Przypomniałem. - I za niecały tydzień mam specjalny sprawdzian z materiału z dwóch lat nauki. - Skrzywiłem się do swoich notatek. - Może gdybym lepiej się na tym znał, wiedziałbym, jak wielkie problemy powstaną po zniszczeniu wrót Hogwartu.

- Nie myśl nad tym. Pokaż mi te swoje notatki! Może będę mogła ci w czymś pomóc? - poprosiła gryfonka, ale zanim zdążyłem cokolwiek powiedzieć, ona i tak wyrwała mi z dłoni kartki i, widząc, jak marszczy brwi, wiedziałem, co zaraz powie. - Na chwilę spuścić ciebie z oczu i znowu masz bazgroły, a nie notatki! Ile razy mam wam powtarzać, że przejrzyste notatki to łatwiejsza nauka?! – powiedziała mrużąc gniewnie oczy.

- Czy ty narysowałeś smoka, zjadającego część wyrazu? - Ron zaglądał Hermionie przez ramię.

-T-to ma mi ułatwić... -broniłem się -Bo jak zrobi się ten ogniowy znaczek -„runę" poprawiła mnie Hermiona - i odetnie się tylko te trzy kreski na samej górze, to ma się już runę od lewitacji. Ogień, lewitacja. Dlatego smok zjadający te trzy kreski.

- Genialne - krzyknął Ron.

- Całkowicie nieczytelne -oświadczyła Hermiona.

- Ważne, że ja wiem, co tam jest napisane - burknąłem, odbierając jej swoje „bazgroły"

- Dan, Sam już wiesz, że runy, mimo że nie są tak skuteczne jak zaklęcia, to dobrze napisane, potrafią zdziałać naprawdę wiele. Widziałam jak przepisywałeś je z wrót Hogwartu. Jestem prawie pewna, że nawet Dumbledore później wiele się nad nimi zastanawiał, bo niektórych nie znalazłam nawet w bibliotece, więc musiały być to runy albo zapomniane, albo już setki lat temu zastąpione przez inne.

- Masz kopię tego co pisałem?

-Tak. Sam może nie wiedziałeś co robiłeś, ale słyszałam jak Dumbledore, podczas naprawiania inskrypcji, mamrotał pod nosem coś na temat genialnych rozwiązań i zapomnianej historii, więc skopiowałam sobie to wszystko, by się samej później temu przyjrzeć.

No, cóż. Miała rację, że z całości plątaniny run, niewiele rozpoznawałem. Być może, na przerysowane trzydzieści, kojarzyłem jedną czy dwie, a było ich przecież co najmniej sto w każdym wierszu.

Zaczęła grzebać w swojej torbie na ramię, by po chwili wyciągnąć ze środka spory stos kartek.

- Masz. To moje notatki z starożytnych run z poprzednich lat. Na pewno ci się przydadzą. W końcu nie możesz pozwolić, by ci średnia spadła, skoro tak dobrze idzie ci teraz z innymi przedmiotami. – oświadczyła poważnie.

Westchnąłem, przyjmując ciężar wiedzy w swoje dłonie i wiedziałem, że kilka następnych nocy nie będę mógł spokojnie przespać, po prostu musząc przeczytać te notatki, jeszcze przed swoim egzaminem. W tle słysząc zszokowany głos Rona, który się pytał dziewczyny po jakiego grzyba nosi przy sobie notatki jeszcze sprzed kilku lat, zacząłem przerzucać kartki, starając się ocenić, czy wśród szczegółowego, pochyłego pisma Hermiony znajduje się choćby jedna większa przerwa, ale odstępy były bardzo małe, a pismo drobne tak jak zazwyczaj. Uśmiechnąłem się lekko, gładząc kartki z dziwnym uczuciem czułości, wręcz mając ochotę przytulić je do swojej piersi.

- Dan, co się stało? -Podniosłem wzrok na zaniepokojony ton głosu przyjaciółki. - Płaczesz. Czy coś cię boli? - Zaskoczony, podniosłem dłonie ścierając z policzków wilgoć.

- Nie, wszystko w porządku. Po prostu nie spodziewałem się, że jeszcze kiedykolwiek będę miał okazję przeglądać twoje notatki, Hermiono. Jej notatki, jej uśmiech, to, że siedzimy razem, a oni znowu są moimi przyjaciółmi, i wszystko jest tak jakbyśmy nigdy się nie rozstali. to wszystko czyniło mnie szczęśliwym.

Nie miałem krewnych, ani bliższych, ani dalszych. Cała moja przeszłość okazała się być kłamstwem, wyrwanym brutalnie z moich wspomnień. Nigdy nie byłem Harrym Potterem, to była tylko ułuda, kłamstwo na potrzeby strasznego przedstawienia dla świata czarodziejów, a otaczali mnie sami aktorzy bez skrupułów grający swoje dramatyczne role.

Jeszcze miesiąc temu tak właśnie sądziłem. A teraz siedząc tutaj ponownie z nimi, przypomniałem sobie, że w moim ciężkim poprzednim życiu, było coś dobrego i prawdziwego. Byliśmy ponownie razem, a ja trzymałem w dłoniach notatki Hermiony, którymi tak niechętnie się zawsze dzieliła, jeszcze niedawno sądząc, że już nigdy więcej nie zobaczę jej pisma.

- I rozryczałeś się bo zobaczyłeś notatki Hermiony? – Ron uniósł brwi, nie mogąc dojrzeć w tym sensu, a Hermiona uderzyła go dłonią w tył głowy, przez zaciśnięte wargi sycząc "Nieczuły brutal", po czym uśmiechnęła się do mnie ciepło i uścisnęła moje dłonie z błyskiem w oczach, mówiącym mi, że naprawdę rozumie co się dzieje w mojej głowie. Czując ucisk w piersi, uśmiechnąłem się do niej w odpowiedzi. To była moja prawdziwa rodzina, jej nikt mi nie odbierze.

Kilka godzin później, już po ciszy nocnej, przeniosłem się do komnat Severusa i wspiąłem na jego łóżko, układając obok niego. Westchnął cicho, zmarszczył na chwilę swoje czoło i nawet się nie budząc, otoczył mnie ramieniem przytulając. Uśmiechnąłem się, wtulając w jego bok. Moja rodzina. Zasnąłem.

XXX

Od tamtego czasu Ron z Hermioną bardzo często się do mnie przysiadali w Wielkiej Sali. Ja, ze względu na to, że zdobyłem przyjaciół na różnych rocznikach, coraz częściej przyłapywałem się na tym, że chciałbym ich zaprosić do swoich komnat. Miałem tam dużo miejsca i moglibyśmy posiedzieć wspólnie więcej czasu.

Hermiona jednak, już za pierwszym razem, gdy na to wpadłem, gwałtownie się sprzeciwiła, i powiedziała, że nie powinniśmy tego robić, bo szkoła nie przeznaczyła mi komnat po to, bym urządzał tam imprezki każdego wieczora. Później stanowczym głosem przypomniała mi, że dostęp do moich pokoi powinny mieć tylko osoby, które wiedzą o mojej zmiennej formie. W końcu przynajmniej te komnaty powinny być miejscem, gdzie bez strachu, że ktoś mnie zobaczy, będę mógł się przemieniać. A im więcej osób będzie się tam wpraszać, tym większe prawdopodobieństwo, że ktoś, z jakiegoś błahego powodu, będzie przedłużał wizytę, a ja nie powinienem więcej przeforsowywać swojego ciała.

Miała rację. Więc zrezygnowałem z tego pomysłu całkowicie i jedynymi osobami, które mnie kiedykolwiek tam odwiedziły, byli wciąż Ron, Hermiona, Raphael i Sarah.

Z notatkami Hermiony było o wiele łatwiej i zaliczyłem starożytne runy na Powyżej Oczekiwań. Wydawało się, że teraz, przynajmniej przez najbliższy czas, nie muszę się obawiać żadnych nieprzyjemnych niespodzianek.

Pojawiło się jednak coś nowego, co wpływało na nastrój w szkole.

Harry Potter chodził po korytarzach niczym chmura gradowa, będąc niemiłym absolutnie dla wszystkich. Można wręcz powiedzieć, że pojawił się Draco Malfoy, wersja: Gryfon. Początkowo zwalano jego zachowanie na fakt kłótni z przyjaciółmi, ale wkrótce wszyscy zaczęli go unikać, co w dziwny sposób wydawało się mu pasować. Zaniepokojonej Ginny powiedziano, że ta nagła przyjaźń z Danem Lind jest na polecenie Dumbledore'a. Najwyraźniej chciała kilka razy interweniować, wykazując coś w rodzaju uczucia do Harry'ego Pottera i troski o niego. Ale wszystko to było raczej niezręczne i przynosiło bardzo dużo niedomówień i złości. Ginny była zła i powtarzała, że nawet jeśli całość zerwania przyjaźni z Harrym Potterem jest na pokaz, to to wszystko i tak zachodzi za daleko.

- Nie wiem, dlaczego tak się zachowuje. - burknęła Hermiona, stawiając bardzo dużego kleksa na swoim wypracowaniu, po czym usuwając go gwałtownym ruchem różdżki. - Ja wiem, że on to nie ty. Od samego początku to wiedzieliśmy. Ale nasze kłótnie wychodziły głównie z tego, że nie rozumieliśmy jego zachowania, a on nie rozumiał, co chcemy mu przekazać. Nie wydawał się być wtedy ...

- Dupkiem? - podpowiedział Ron, wpychając sobie ciastko do buzi.

- Może nie użyłabym tego słowa, ale coś w tym jest.

- Jego sytuacja też nie jest prosta. Zapewne z wielu rzeczy musiał zrezygnować - przypomniałem delikatnie.

- Choćby i nawet tak było, to zawsze mógł ze mną porozmawiać! Na pewno mu ulży, gdy sobie nieco odpuści. A on tylko chodzi i warczy, gdy tylko ktoś się do niego zbliża. W tym tygodniu nikt się do niego nie odezwał ani razu! I, nie licząc zajęć, nikt jego głosu nie usłyszał. Przecież my wiemy, co się stało! Może z nami otwarcie porozmawiać. - Dziewczyna uparcie dyskutowała.

Westchnąłem.

- Hermiono. Mimo tego, że ja przyjaźniłem się z wami od lat, on został do przyjaźni z wami zmuszony. Może to go hamuje. - Hermiona pokiwała głową na znak, że zrozumiała.

- Cholerna szkoda, że już nie grasz w Quidditcha - oświadczył nagle Ron, który najwyraźniej przestał się przysłuchiwać naszej rozmowie i zaczął myśleć o czymś innym, w tym przypadku o Quidditchu. Ron często myślał o Quidditchu.

- Język, panie Weasley. - Rozbrzmiał głos i z płomieni wyłonił się Severus. Ron natychmiast usiadł sztywno na swoim miejscu na sofie, mimo że jeszcze chwilę wcześniej leżał na niej rozłożony całym ciałem.

- Dzień dobry, panie Profesorze. - Hermiona jak zwykle była tą, która pierwsza otrząsnęła się na widok Severusa Snape'a. - Widzieliśmy się już dzisiaj, panno Granger, nie trzeba być tak oficjalnym.

Dziewczyna zmarszczyła brwi. - Owszem. Czy w związku z tym nie miałby pan nic przeciwko, gdybym zaczęła do pana mówić po imieniu? - rzuciła wyzywająco. Zacisnąłem wargi, by ukryć cisnący mi się na usta uśmiech na widok miny Severusa. Ten zerknął na mnie i wiedziałem, że wyczytał wszystko z mojej twarzy.

- Nie mam nic przeciwko. Ale tylko w tym towarzystwie. Nieakceptowalnym byłoby usłyszeć to nawet na korytarzu szkolnym.

- Dziękuję, Severusie. Ja z Ronem również nie mamy nic przeciwko temu, gdybyś mówił nam po imieniu. - Ron sapnął, jakby chciał coś powiedzieć, ale to przemilczał.

- Co cię do nas sprowadza? - zapytałem, chcąc zmienić temat.

To było istotne pytanie, bo od dwóch tygodni, w ciągu których Hermiona i Ron, moi nowo odzyskani, starzy przyjaciele, znowu zaczęli się ze mną spotykać, Severus zakłócił nasze spotkanie tylko raz. Na samym początku, by polecić moim przyjaciołom, by uważali na moje przemiany. Jego pojawienie się teraz, było raczej nieoczekiwane.

- Mogę cię prosić na słówko? - zapytał mężczyzna.

Pokiwałem głową i wkrótce znaleźliśmy się w sypialni. Gdy tylko drzwi się za nami zamknęły, usta mężczyzny pochwyciły moje. Nie broniłem się, tylko otoczyłem go swoim ogonem tak, by nie miał możliwości odejścia ode mnie zbyt szybko. Pochłaniałem jego wargi, czując lekki posmak wina na jego języku i nagle nie mogłem znaleźć sensownego powodu na to, dlaczego popchnięcie go na łóżko, by dobrać się do jego spodni, nie jest dobrym pomysłem, gdy tuż za drzwiami siedzą moi przyjaciele.

- Czyżby twoja przyjaciółka poddała mnie jakiemuś testowi? - zapytał, odrywając się po dłuższej chwili, a ja uśmiechnąłem się diabolicznie.

-Tak. To był test na człowieczeństwo, Severusie - powiedziałem zaczepnie.

- Czyżby miała ku temu jakieś wątpliwości? - A czy ja wiem? - parsknąłem. - Może to ma coś wspólnego z twoim pogodnym nastawieniem do świata, pokazywanym w szkole, oraz łatką wampira?

- Czy ktoś przypuszcza, że wysysam twoją krew by się pożywić? - Z uśmieszkiem przygryzł zębami moją szyję, a przez moje ciało przeszedł dreszcz i po prostu nie mogłem powstrzymać kolejnego chichotu.

Jeszcze nie tak dawno temu ogromnie trudno było wywołać uśmiech na twarzy Mistrza Eliksirów. Teraz, przynajmniej w mojej obecności, przychodziło mu to tak naturalnie.

- Ona po prostu się o mnie martwi. Chce wiedzieć, czy jesteś w stanie dla mnie przełknąć gorycz jej bezczelności i zachowywać się jak miły obywatel. - Wpatrywaliśmy się w swoje oczy przez kilka następnych chwil, a jego uśmiech powoli zanikał.

- Czy coś się stało? -Tak właściwie to nic takiego. Po prostu czuję się nieco zaniedbany. Nie było cię w moich komnatach od tygodnia.

Pogładził mnie delikatnie swoimi szczupłymi palcami po plecach wzdłuż kręgosłupa, od łopatek w dół, aż do kości ogonowej. Westchnąłem szczęśliwy na uczucie jego skóry i magii pieszczącej moje zmysły.

- Byłeś ostatnio nieco zajęty przez te wszystkie potwornie męczące testy, które zrobiłeś nam z okazji zbliżających się ferii świątecznych. Chciałem ci dać więcej czasu na obmyślenie kolejnych.

- Ale to nie znaczy, że wyrzekam się przez to twojego towarzystwa. Nie musisz przecież siedzieć cały wieczór w moich komnatach i się nudzić. Tylko... czasami... może... - Zakończył kulawo, a ja przytuliłem go mocno do siebie, czując się niezwykle szczęśliwy w tym właśnie momencie.

- Przyjdę. - powiedziałem tylko cicho i pozwoliłem sobie przytulać go jeszcze chwileczkę dłużej.

- Jak myślisz: czy oni to robią? - Usłyszałem pytanie Rona, gdy tylko otworzyłem drzwi.

- Nie, nie robimy „tego", jak to pan barwnie określił, panie Weasley - powiedział spokojnie Severus.

Ron cały poczerwieniał na twarzy, a ja z Hermioną uśmiechnęliśmy się rozbawieni do siebie nad jego głową.

- Życzę miłego wieczoru - oświadczył jeszcze i zniknął w kominku, wracając do swoich komnat.

Spojrzałem na Rona.

- Robimy „to"? Serio, Ron?

- No, bo nie wychodziliście z sypialni jakiś czas, a ja nie wiedziałem, czy powinienem się ewakuować zanim zobaczę coś czego nie będę chciał widzieć.

Hermiona zachichotała i zmieniła temat, za co byłem jej wdzięczny, choć Ron pewnie nawet bardziej.

Jakiś czas później, gdy opuścili już komnaty, chwyciłem garść proszku Fiuu w dłonie i udałem się do kochanka. Severus siedział przy swoim biurku, coś jeszcze pisząc, więc wziąłem prysznic i położyłem się w jego łóżku. Musiałem przysnąć, bo obudził mnie ruch materaca, gdy położył się obok mnie. Musnął moje usta delikatnie i przytulił. Od tamtej nocy nie sypialiśmy już więcej osobno. Najwyraźniej Severusowi też zaczął doskwierać brak drugiej osoby obok podczas nocy.

XXX

Końcówka papierosa żarzyła się w mroku niczym olbrzymi świetlik, a dłoń, w której się znajdował, trzęsła się niekontrolowanie. Nie spodziewałem się spotkać go tak nagle. Sam na sam, w łazience Jęczącej Marty. Nie wiem, albo przynajmniej nie wiedziałem, co mnie przyciągnęło do pomieszczenia, dopóki nie usłyszałem tego dźwięku po raz drugi. Drżącego cichego szlochu. Harry Potter siedział na parapecie patrząc przez okno i płakał.

- Hey.

Obrócił się tak gwałtownie, że prawie spadł na ziemię podczas ruchu i pospiesznego wycierania mokrych oczu. Spodziewałem się różnych reakcji, ale on po prostu ponownie usiadł, tak jak siedział, wlepiając wzrok w okno.

- Cześć. - bąknął.

Podszedłem bliżej i oparłem się o jedną z kabin.

Zazwyczaj o tej porze już dawno byłem w swoich komnatach, ale dziś postanowiłem odprowadzić Hermione i Rona do wieży Gryffindoru, co czasem robiłem. Gdy już wracałem, dźwięk szlochu przyciągnął mnie do tej toalety. Chociaż nie powinno mnie to dziwić, w końcu Jęcząca Marta wciąż tu popłakiwała, to tym razem brzmiało to na tyle inaczej, że zajrzałem do środka, znajdując tu jego. Chłopak nie patrzył na mnie, a i ja nie wiedziałem za bardzo co powiedzieć. W mojej głowie pojawił się przebieg rozmowy z Hermioną, która wspominała o samotniczym trybie życia Harry'ego Pottera.

- Wiesz, że możesz z nami pogadać -zacząłem kulawo. -Ze mną, Hermioną i Ronem. Wiem, że teraz...

- Nic, nie wiesz! - warknął, gasząc papierosa w toalecie. - Nie jesteśmy przyjaciółmi, byś cokolwiek o mnie wiedział! To jest właśnie problemem! Wszyscy zachowują się jakby wiedzieli przez co przechodzę, ale tak naprawdę wiecie wielkie gówno! - Napiąłem się, chcąc mu odpowiedzieć, że byłem Harrym Potterem przez lata i naprawdę potrafię to sobie wyobrazić, ale, widząc jego wzrok, dotarło do mnie, że istotnie było coś więcej, coś czego się nawet nie mogłem sobie wyobrazić.

- Nie wiedziałem, że cię udaję - powiedziałem w końcu. - Przez lata byłem pewny, że jestem Harrym Potterem, choć okazało się to kłamstwem. Mnie również Dumbledore postawił przed koniecznością zmiany mojego całego życia.

Chłopak zacisnął usta w gniewie, a jego oczy zabłysły wściekłością.

- NIC NIE WIESZ! - wrzasnął, stając naprzeciwko mnie, a ja cieszyłem się, że rzuciłem zaklęcie wyciszające, zanim się do niego odezwałem. - Jesteś kolejną osobą, której się zdaje, że rozumie, o co chodzi, ale tak nie jest! Nic nie kapujesz! - Przełknąłem gulę w gardle, widząc jego pełen rozpaczy wzrok.

- To mi wyjaśnij - powiedziałem spokojnie. - Chyba mogę stwierdzić, że jestem zapewne jedną z niewielu osób, z którą mógłbyś pogadać o swojej sytuacji, bez niebezpieczeństwa wydania jakichś tajemnic, które narzucił nam Dumbledore.

O dziwo to go uspokoiło i wrócił na parapet. Wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów i zajrzał krytycznie do środka.

- Zostały mi trzy, poczęstuj się.

- Nie palę.

-Ja też. Ale to prezent pożegnalny od kumpla i nie chciałem go zmarnować.

Wziąłem papierosa, a Harry zapalił oba. Jarzące się knoty zabłysły w ciemnej łazience. Żaden z nas nie zaciągnął się szarym dymem, a popiół spadał na podłogę. - Nie jestem tobą, wiesz o tym. Prawda?

- Wiem. - Potwierdziłem. - A ty nie jesteś mną, więc wcale się nie dziwię, że plan Dumbledore'a z naszą zamianą nie zadziałał. - Skinął głową, podniósł papierosa i pomachał nim w powietrzu, a ten rozjarzył się nieco bardziej na krótką chwilę.

- Wiedziałem, że jestem Harrym Potterem. Od dziecka znałem prawdę. W papierach szkolnych zawsze kazano mi się przedstawiać jako Harry North. Jednak zawsze wiedziałem, że moje nazwisko to Potter i zawsze wiedziałem, że w końcu wyląduje w Hogwarcie. - Słuchałem, patrząc jak popiół spada z końcówki papierosa, krusząc się w powietrzu do prawie niewidzialnych drobinek.

- Opiekowała się mną przyjaciółka mojej matki. Ponoć w szkole były nierozłączne, a później razem dołączyły do Zakonu Feniksa. Miałem mnóstwo zdjęć i albumów swoich rodziców. Słuchałem tysiąca opowieści o swojej matce i ojcu. Niczego tak bardzo na tym świecie nie pragnąłem jak dostać list z Hogwartu i w wieku jedenastu lat pojechać wraz z innymi do szkoły, do której chodzili moi rodzice. - Potter odetchnął ciężko i spojrzał mi prosto w oczy. - Nie pozwolono mi. Musiałem być chroniony. Rozumiesz, co to oznacza? Wiesz, co mi zrobili?

Pokręciłem głową, choć przeczuwałem, co powie.

- Nie pozwolono mi iść do żadnej szkoły. Nawet do Salem w Ameryce. Nauczanie prywatne. Wtedy byłem jeszcze małym gówniarzem i po cichu liczyłem na to, że w końcu mi pozwolą, przecież obiecali. Jednak to się przeciągało. Nie znałem żadnego magicznego dziecka, w obawie, że mogę się wygadać. Z wielkimi oporami pozwalano mi się czasem spotykać z mugolskimi dzieciakami, ale to nie było to samo, bo zawsze wtedy musiała mi towarzyszyć moja opiekunka. Nawet pozornie samowolne wypady kończyły się tym, że śledziła mnie w swojej animagicznej formie kota. Na początku nie zwracałem na to aż takiej uwagi. Ale później wręcz marzyłem o tym, by jakiś samochód potrącił ten mój koci cień.

- Przesrane - stwierdziłem po prostu. Jak sam bym się czuł, gdyby odebrano mi możliwość pójścia do Hogwartu? Nie potrafiłem sobie odpowiedzieć na to pytanie. Jednak, sięgając pamięcią wstecz, potrafiłem jeszcze przywołać te uczucia i to pierwsze wrażenie, jakie czułem, gdy po raz pierwszy, płynąc łódką, zbliżaliśmy się do oświetlonego kolorową magią Hogwartu. Harry'emu to odebrano.

- Wtedy zaczęły do mnie docierać historie o Harrym Potterze mieszkającym w Anglii - powiedział poważnie, patrząc mi w oczy. - O tajemniczych komnatach z potworami, o Trollach, Bazyliszkach, Dementorach. O przygodach jak z jakiegoś filmu. To mnie przerażało.

Przeczesał swoje włosy odgarniając je na tył głowy. Blizna była widoczna na jego bladym czole. - Nie jestem tobą i to mnie przeraża. Sam z resztą widziałeś. Wystarczyło spotkanie z Akromantulami, a mnie sparaliżowało. Nie pamiętałem żadnych przydatnych zaklęć, pomimo że mnie szkolono specjalnie do takich sytuacji. Tysiące razy pojedynkowałem się z opiekunką, a wtedy nie byłem wstanie podnieść różdżki. Jak mam spełnić oczekiwania wszystkich co do mojego nazwiska? Nie jestem żadnym bohaterem! Nie jestem tobą! Jak ludzie w ogóle mogą oczekiwać, że będę walczył, gdy ja nie potrafię! Jak można mnie wychwalać za to, że pokonałem Sam-Wiesz-Kogo mając zaledwie roczek, skoro ja nawet tego nie pamiętam?

Westchnąłem głęboko i nagle... zacząłem się śmiać. Nie mogłem tego powstrzymać. Chichot sam mi się wyrwał z ust. Potter zamrugał zdziwiony, a potem zacisnął usta gniewnie.

- Po co ja w ogóle z tobą...

- Nie! Przepraszam! Serio! Po prostu. - Przestałem się śmiać. Chociaż wciąż się uśmiechałem. - Po prostu myślisz dokładnie to samo co ja. Jak ludzie mogą oczekiwać cokolwiek od dzieciaka bez szkoły, gdy wszystko to było głównie łut szczęścia, a ja sam nic nie zrobiłem. Naprawdę, nie dawaj wiary temu, co było w gazetach.

Zmarszczyłem brwi. - Popatrzmy. Na pierwszym roku Trola znokautował Ron. I to do tego zwykłym Wingardium Leviosa. Później były te szalone komnaty z Kamieniem Filozoficznym. Z diabelskich sideł uratowała nas Hermiona, ona też rozwiązała zagadkę, Ron zagrał w szachy, a ja tylko mogłem pomóc swoim lataniem na miotle w schwytaniu latającego klucza. Niezbyt ciekawy wyczyn... No, i pod koniec, no cóż, głównie krzyczałem z przerażenia, nie mogąc się ruszyć przy spotkaniu z Voldemortem i zemdlałem. To naprawdę jest wyczyn, nie sądzisz? –zapytałem z krzywym uśmieszkiem.

Twarz Harry'ego była pusta, gdy patrzył się na mnie w tamtej chwili.

- Na drugim roku jedyne, w czym się wykazałem, to biegłe posługiwanie się mowy węży. To Hermiona odkryła prawdę o bazyliszku, a dzięki Ronowi pozbyliśmy się najbardziej narcystycznego czarodzieja w historii Hogwartu, który chciał nas zabić. A gdyby nie to, że bazyliszkowi wydłubał oczy Fawkes, sam bym leżał w Komnacie Tajemnic nieżywy. Tak swoją drogą -szepnąłem nico ciszej w jego stronę. - To wejście do Komnaty Tajemnic jest właśnie w tej łazience. Chłopak wytrzeszczył oczy, i rozejrzał się, nieco spanikowany. - Turniej Trójmagiczny przeżyłem dlatego, że śmierciożercy i Voldemort chcieli bym go przeszedł. Po to by mnie dorwać. To oni podawali mi odpowiedzi wręcz na tacy. Jedyne, czym się podczas niego wykazałem, to latanie na miotle, i to jest chyba jedyne co potrafię. A takich sytuacji było mnóstwo! Tak naprawdę, jedyna prawdziwa walka, w jakiej uczestniczyłem, składała się z trzech zaklęć i panicznej ucieczki. To, co piszą w gazetach, to bzdury. Sam nigdy niczego nie dokonałem. Tak właściwie, bohaterami naszych przygód byli głównie Ron i Hermiona, a ludzie te wyczyny wychwalają, bo sądzą, że to było bohaterstwo, podczas gdy to tylko magnez nazwiska. Dlatego się śmieję. Bo myślimy dokładnie to samo.

Harry popatrzył na wygaszonego już papierosa i odłożył go na parapet, uśmiechając się lekko.

- Może i po części to sobie wmawiasz. Ale ja cię widziałem. Akromantule pojawiły się znikąd. A ty stanąłeś i obroniłeś wszystkich.

- Nie zapomnij kolejności wydarzeń! Najpierw siedziałem na podłodze jak ten idiota i dupę ruszyłem dopiero wtedy, gdy Hermiona krzyknęła. A jedynym zaklęciem jakie rzuciłem, było Inferno, ale to chyba tylko i wyłącznie dlatego, że omawialiśmy atak Akromantull na zajęciach u Penausa wcześniej i to było jedyne zaklęcie, które przyszło mi do głowy. Dodajmy tutaj, że Ron śmiertelnie boi się pająków, a mimo to, to on wcześniej potrafił zareagować i rzucić jakiekolwiek zaklęcie.

Harry milczał chwilę po czym też krótko się zaśmiał.

- Jak to przedstawiasz w takim świetle, to faktycznie twoi przyjaciele zasługują na to, by być bohaterami tej opowieści.

- Dobrze, że się w tym zgadzamy. - Mój papieros także się dopalił. Odłożyłem peta na parapet.

- Dlaczego wypalasz te papierosy?

Harry westchnął. Zmartwienie i smutek zabłysły w jego oczach.

- Kumpel mi je dał tuż przed tym, jak wyjeżdżałem. Znalazłem sobie grupkę mugolskich przyjaciół. Szaleni wariaci, którzy każdą wolną chwile spędzali w skateparku. Była nas w sumie piątka. Lubiłem słuchać z nimi muzyki. Grać na gitarze, czy na konsoli. Po prostu się szwendać. Naprawdę ich lubiłem. Mieliśmy się kontaktować po moim wyjeździe. Kyle, ten który dał mi fajki, powiedział, że to na przypomnienie tego jak śmierdzi, bym o nim nie zapomniał. -Uśmiechnąłem się lekko. - Obiecali, że będą do mnie pisać listy. Można z Hogsmade wysyłać i odbierad mugolską pocztę, wiesz?

- Nie, nie mam mugolskich przyjaciół.

- Może i dobrze. - Harry wyciągnął ostatniego papierosa z paczki i zagapił się na niego. - Miał mi przysyłać paczkę raz w miesiącu. Wiesz? Ale nie przysłał. - Westchnął głęboko. - Dumbledore ich zobliwatował.

Wzrok Harryego zabłysnął złością i włożył delikatnie papierosa do paczki, a ja poczułem lodowaty dreszcz przechodzący mi przez ciało.

- Nie chciałem tu przyjeżdżać. Po prostu się bałem i nie chciałem. Tysiąc razy bardziej wolałbym zostać w pełni mugolem, niż teraz przyjechać do Hogwartu, który kiedyś mi odebrano. Naprzykrzałem się temu starcu i starałem tyle razy doprowadzić go do złości, jak to tylko możliwe. Nie mogłem zastąpić kogoś innego, nie byłem tobą! – Spojrzał mi w oczy z rozpaczą. - Musiał mnie odesłać! Ale to nic nie dało. A później dowiedziałem się, że ten staruch zobliwatował moich przyjaciół i wymazał całe życie Harry'ego Northa, którym żyłem. Tak jakbym...

- Nigdy nie istniał. - Dokończyłem razem z nim. Patrzyliśmy się przez chwilę na siebie w ciszy.

- Masz to samo, prawda? -Pokiwałem głową.

- Tylko ja przynajmniej mogłem w końcu odzyskać Rona i Hermionę. - Chłopak westchnął i uśmiechnął się krzywo.

Naprawdę się rozumieliśmy. Kiedyś zdawało mi się, że to nie możliwe, żebyśmy się zaprzyjaźnili. Ale trudno było nie zauważyć, że jesteśmy tacy sami i naprawdę możemy zostać dobrymi przyjaciółmi. Zbliżała się jednak już cisza nocna, więc musieliśmy wrócić do swoich łóżek. Harry'emu Potterowi na pewno wystarczy już w tym roku szla...

- Czyżby ochota na kolejny szlaban, panie Potter? Obydwoje obróciliśmy się w stronę drzwi, w których stał Severus Snape. Spojrzał na mnie przelotnie, zaciskając usta w wąską linię, a gdy przeniósł wzrok na Harry'ego jego usta zaczęły się układać w jakieś już go świerzbiące zgryźliwe uwagi.

- Dobry wieczór, Severusie - powiedziałem, tym samym sprawiając, że zamknął usta z głośnym „klap" swoich zębów i zaliczając wytrzeszcz oczu Harry'ego.

Powiedziałem do niego po imieniu przy Harrym Potterze! Och, będę musiał się wytłumaczyć. Jednak to wydawał się najprostszy sposób, by powstrzymać go przed tym, by zaczął wygłaszać swoje, na pewno efektownie miażdżące, uwagi.

- Słuchaj - zwróciłem się do Pottera. - Wpadnij do mnie jutro razem z Ronem i Hermioną. Naprawdę nie musimy ciągnąć już tej farsy z udawaniem. Możesz ich poznać, będąc sobą. Jestem pewien, że cię polubią, a Hermiona na pewno będzie wiedziała co zrobić w sprawie twoich przyjaciół. - Harry nieco niepewnie odwrócił wzrok od Snape'a.

- Mieli okazję mnie poznać i im się nie spodobałem.

- Teraz będą znowu mieli okazję. Daj im i sobie szansę. Pomożemy ci. Zaczynam się też zastanawiać nad stworzeniem jakiegoś zorganizowanego ruchu oporu przeciwko metodom Dumbledore'a. Jak chcesz możemy zacząć zbierać członków. Choć najlepiej gdybyśmy sami wymyślili nazwę, bo jak zostawimy to Hermionie, to skończymy z czymś w rodzaju WESZ. - Potter zaśmiał się i westchnął. Wahał się jeszcze. - Mówię poważnie, Harry przyjdź do nas jutro. Nie musisz już nikogo udawać, bądź sobą.

Uśmiechnął się lekko i, zerknąwszy na Snape'a, pewnie dziwiąc się, dlaczego ten spokojnie pozwala nam tak sobie rozmawiać, powiedział ciche „cześć" i wyszedł.

- Czyżbyś polubił się z Harrym Potterem? - zapytał Snape, gdy drzwi się zamknęły.

- Coś w tym stylu. - Zmarszczyłem brwi. - Wydawało mi się, że rzuciłem zaklęcie wyciszające. Jakim cudem nas wykryłeś? - Właśnie dzięki temu. Kierowałem się do biblioteki korytarzem i w pewnym momencie moje kroki przestały być słyszalne. Więc wiedziałem, że ktoś w okolicy rzucił zaklęcie wyciszające. Spodziewałem się jednak migdalącej się pary. A nie Dana Lind i Harry'ego Pottera na prywatnej pogawędce.

Wzruszyłem ramionami.

- Po prostu dotarło do mnie, że jest samotny. Chciałem pogadać.

- I czego się dowiedziałeś?

-Tego, że możemy zostać przyjaciółmi –powiedziałem, a Snape zamrugał.

- Wolałbym, abyś tego uniknął. To może zwrócić uwagę Czarnego Pana na ciebie.

- Na to raczej już za późno. Harry wydaje się być naprawdę w porządku. Nie chciałbym go zostawić teraz samego.

- Dan. Mówię bardzo poważnie. Nie koleguj się z nim. - Głos Snape'a był bardzo twardy, gdy to mówił. Nigdy jeszcze nie słyszałem u niego takiego tonu.

- Severusie? Czy coś się stało? - Mężczyzna zacisnął wargi, jakby chciał coś mi wyznać, lecz się powstrzymywał. Podszedłem do niego, chwytając jego sztywno zaciśnięte dłonie.

-Jesteśmy w tym razem, prawda? Mamy sobie nawzajem pomagać. Nie mamy nikogo oprócz siebie. - Starałem się spojrzeć mu w oczy, ale on odwrócił głowę. - Co się dzieje? Dlaczego nie mogę się zaprzyjaźnić z Harrym Potter'em. To naprawdę miły chłopak, który jest całkowicie sam. Stracił wszystko, Severusie. Dumbledore zobliwiatował jego przyjaciół, więc nawet do nich o radę nie może się zwrócić. Nie mogę go zostawić teraz samego i odepchnąć, gdy tak niewiele brakowało, abym to ja stracił swoich przyjaciół.

Mężczyzna rozejrzał się jeszcze raz, najwyraźniej szukając jakiś intruzów i spojrzał mi w końcu w oczy. Nagle jego dłonie pochwyciły mnie, bardzo mocno przyciskając do drugiego ciała.

- Czarny Pan cię szuka - szepnął cicho wprost w moje ucho.

Nie dotarło do mnie na początku, to co powiedział.

- Na ostatnim spotkaniu, gdy byłeś jeszcze nieprzytomny po załataniu osłony Hogwartu... On wie, że w zamku jest istota potrafiąca przyjąć postać pół węża.

- Otworzyłem usta. - Ale jak...? Przecież mówiłeś, że Penaus...

- To nie on! Nie wiem, kto szpieguje, ale to nie on, był wtedy nieprzytomny! Mimo naszych starań i tak ktoś doniósł Voldemortowi o tobie. A on wyraził chęć dostania ciebie. - Zadrżałem na całym ciele, czując lodowaty dreszcz, biegnący wzdłuż kręgosłupa.

Ktoś był szpiegiem w Hogwarcie i doniósł o mnie Voldemortowi, a teraz znowu byłem u niego na liście.

- Szczęściem, zdaje się nie wiedzieć, kim jesteś. –wyszeptał mężczyzna.

- To znaczy?

- Nie jest pewnien, kim jesteś. Nie wie nawet ile lat ma osoba, której szuka, czy to chłopak, czy dziewczyna. Wie tylko, że ktoś taki jest w Hogwarcie. Kazał mi cię znaleźć i dostarczyć w nienaruszonym stanie.

- Czyli on tak naprawdę nic nie wie? Czyli jestem jeszcze bezpieczny?

- Nie czuj się zbyt pewny - syknął. - Dan, nie wiemy, kto mu donosi. A to jest więcej niż niebezpieczne. Kazał mi odnaleźć pół wężą istotę w Hogwarcie. Jedynym sposobem, jaki mi podał to umiejętność rozmowy z wężami. Dla niepoznaki zacząłem wprowadzać na zajęciach eliksiry, do których potrzebny jest świeży jad żmii pustynnej. Na razie tylko u najstarszych klas, ale w końcu i u ciebie będą te zajęcia. Nie wolno ci się wydać. Rozumiesz?

Delikatnie chwycił moją twarz i powiedział bardzo wyraźnie -Uważaj na to, co mówisz i do kogo. Nie ma pewności co do tego, że to nie jest nikt z Gryffindoru. Żadnej pewności.

- Ale moi przyjaciele... - Hermiona Granger, Ron Weasley, Harry Potter, Raphael Brown, Sarah Blome. Te pięć osób zna sekret twojego ciała. I od teraz masz dopilnować, by nikt więcej się o tym nie dowiedział. Nawet bliźniaki, czy Ginewra Weasley. Nie Longbottom, Lovegood, czy nawet Colin Creevey. Nikt, Dan. - W jego oczach pojawiło się coś niepokojącego.

- Severusie, ja wiem, że nie mogę tego rozpowiadać. Ja nie chcę tego nawet robić. Ale moi przyjaciele...

- Nie rozumiesz. - Puścił mnie i odsunął się ode mnie. - To może nawet być ktoś z twojego bliskiego otoczenia. Pamiętasz dziennik i Ginny Weasley? Może nawet ktoś nieświadomie coś zapisał w pamiętniku. Może gdzieś mimochodem ktoś rozmawiał o tym na korytarzu. W najgorszym przypadku musimy dopuścić możliwość użycia eliksiru Wielosokowego.

Nie odpowiedziałem, nie sprzeczając się z nim więcej. Miał rację. Cały czas naciskali na to, by nikt się nie dowiedział. Severus pokładał naprawdę duże zaufanie w ocenie sytuacji moich przyjaciół, skoro do tej pory nie poddawał ich wierności w wątpliwość, ale skoro Voldemort zaczął ponownie na mnie polować, to i ja sam, miałem swój interes w tym, by mnie nie znalazł.