Notka. NOWA BETA. Ahrimanka. Witam sercedznie.


Dan

Płomienie trzaskały w kominku, podczas gdy siedziałem już w swojej formie lamii przed Harrym, ciesząc się ciepłem na moich plecach. Razem z Ronem i Hermioną zerkaliśmy na nowego w naszym towarzystwie czarnowłosego chłopaka, a Harry robił wszystko, co w jego mocy, byleby nie gapić się na mój ogon zbyt ostentacyjnie.

Minęło już dobre pół godziny, a rozmowa wciąż nie chciała się kleić, i chyba tylko przez rozpaczliwą próbę podjęcia kolejnego tematu, Potter zapytał się mnie nagle o wczorajsze zachowanie Severusa.

Przełknąłem, nabrałem powietrza i obserwowałem, jak chłopak powoli sączy herbatę.

- Bo jestem z Severusem parą – powiedziałem, chcąc mieć to już za sobą.

Harry zakrztusił się herbatą i zaczął intensywnie kasłać, wytrzeszczając oczy, wyraźnie zszokowany.

- WRESZCIE! - wrzasnął Ron, podnosząc dłonie w stronę nieba, jakby ktoś wysłuchał jego modlitwy. - Wreszcie jakaś normalna reakcja! Słuchaj, ONA… - Wskazał oskarżycielsko palcem na Hermionę, zwracając się do Harry'ego. - …sądzi, że to jest romantyczne! Wyobrażasz sobie?! Romantyczne!

Hermiona wywróciła oczami, ja się zarumieniłem, a Harry zaczął się śmiać. Chyba w końcu przeszliśmy przez etap wymuszonej rozmowy.

- Miłość ma to do siebie, że jest nieco romantyczna - rzuciłem obronnie. Widząc, że przyjaciele się na mnie gapią, poczułem, że rumieniec na moich policzkach się pogłębia.

Ron i Harry otworzyli usta, a Hermiona pisnęła. Moi przyjaciele wiedzieli, że nigdy bym nie wypowiedział tych słów zbyt swobodnie. Nie byłem kimś, kto wyznawał coś takiego bez pewności swoich uczuć.

- Och, Dan. Kochasz go? Tak się cieszę. – Hermiona wstała ze swojego miejsca i przytuliła mnie gwałtownie, wyciskając powietrze z płuc.

- Puść, Hermiono - sapnąłem i spuściłem wzrok, gdy to zrobiła.

- Proszę, zapomnijcie o tym, co właśnie powiedziałem! I, na Merlina, nie mówcie Severusowi!

Nigdy nie powiedziałem mu tego prosto w oczy. Nie miałem pojęcia, jak by zareagował. Był o wiele starszy, bardziej doświadczony, posiadał pracę i dom. Ja nie miałem złamanego knuta i starałem się nie myśleć o tym, gdzie spędzę zbliżające się wakacje. Nie chciałem narzucać się Severusowi i zmuszać go, by za mnie płacił, a jednocześnie w tym samym momencie nie chciałem się z nim rozdzielać.

Związki bywały trudne. A miłość nie opierała się tylko na uczuciach. W dniu, w którym wyjawię mu swoje uczucia, chciałbym, by zrozumiał, że mówię poważnie i szczerze.

- Ja już zapomniałem. Nie chcę pamiętać! – Ron wykonał znak krzyża na swojej piersi i zrobił ruchy dłońmi, jakby odganiał zło.

- Ja z całą pewnością nie mam zamiaru rozmawiać o takich rzeczach ze Snape'em - dodał Harry, gapiąc się na mnie wytrzeszczonymi oczami i chyba nawet z lekkim podziwem.

- Ignoruj ich Dan. To półgłówki - skomentowała całość Hermiona, patrząc mi roziskrzonym wzrokiem w oczy.

- Po prostu nie mogę zrozumieć, dlaczego nie dostrzegacie tego, co ja - powiedziałem naburmuszony. - Severus potrafi być czasami naprawdę romantyczny i uroczy.

- Snape? - Hary i Ron zapytali jednocześnie.

- Tak - odparłem wyzywająco. - Z okazji urodzin wziął mnie do kina i restauracji. Czasami po ciszy nocnej chodzimy razem na spacery po zamku bądź błoniach. W tym roku też nikt nie ma szlabanów dłużej niż do dziewiątej, bo Severus chce ze mną spędzać więcej czasu; śmieje się ze mnie, gdy beknie mi się po jedzeniu, wyczarował dla mnie olbrzymi puchaty koc, tak by cała moja forma lamii mogła się nim przykryć w zimne wieczory, a czasami myje mi włosy różowym szamponem, zapewniając mnie wciąż, że to przeciw pchłom i tak naprawdę zapach truskawek nie ma z tym nic wspólnego.

Zarumieniłem się intensywnie, widząc, że cała trójka gryfonów patrzy na mnie z szeroko otwartymi oczami.

- Snape? - Tym razem i Hermiona dołączyła do chórku zdziwionych.

- Hermiono! – zgromiłem ją wzrokiem, oburzony na widok jej zaskoczonej miny. Myślałem, że jest po mojej stronie.

- Wybacz Dan. Wiem, że go lubisz, i tak dalej… jednak to, co mówisz...

- Czy to na pewno Snape? - wtrącił Ron. - Może ktoś się z nim podmienia.

Zacisnąłem usta ze złości.

-To nie tak, że ci nie wierzymy. Tylko to, co opisujesz… brzmi tak... no wiesz. Normalnie. Jak u każdej pary - powiedziała ostrożnie Hermiona.

- A co sądziłaś, że robimy? - wykrzyknąłem.

- No cóż. - Wzruszyła ramionami. - Myślałam, że głównie zgrywacie się w… no wiesz, łóżku. Nie mogłam sobie wyobrazić, byś był w aż tak zażyłych stosunkach z nim w czasie wolnym. Sądziłam raczej, że głównie siedzicie tylko w swoim towarzystwie, czytając jakieś książki. Może od czasu do czasu pomagasz mu w eliksirach, czy wspierasz go w poprawianiu prac młodszych roczników. Ale trudno mi sobie wyobrazić profesora na zwykłym spacerze.

- Naprawdę można z nim normalnie rozmawiać? - zapytał Ron, chwytając mnie za rękaw szaty, bym spojrzał mu w oczy.

- Czy on się czasami uśmiecha? - dodał Harry konspiracyjnym szeptem, podejmując temat.

- Czy wy sądzicie, że ja jestem jakimś masochistą, spotykającym się z facetem, który każe mi na randce czyścić kociołki?

Nie odpowiedzieli od razu, a ja zdecydowałem, że się na nich obrażam.

- Idę stąd! – stwierdziłem unosząc podbródek, po czym na chwilę pozbyłem się ogona, chwyciłem garść proszku fiuu, i wchodząc do kominka, przeniosłem się do kwater Severusa, zanim zdążyli powiedzieć coś więcej.

Severus uniósł głowę znad swoich papierów i popatrzył na mnie, zaskoczony tak wczesną jak na dziś wizytą. Nic nie powiedziałem, tylko przeszedłem przez pokój i wspiąłem się na jego kolana, przytulając się do niego, podczas gdy Severus objął mnie, gładząc moje plecy.

Cholera, tak bardzo chciałem zgrywać dorosłego, ale i tak zawsze najpierw robiłem, a później myślałem. Nie mogłem jednak nic poradzić na to, że jak zobaczyłem Severusa i jego magię, pierwszym, co zrobiłem, było wdrapanie się na jego kolana, domagając się dotyku. Poważni dorośli ludzie nie zmieniali się w przytulający rzep.

- Czy coś się stało? – zapytała moja poduszka, a ja, gładząc go dłonią po piersi i wtulając twarz w jego kark, westchnąłem.

- Obraziłem się na przyjaciół - oświadczyłem.

Przeczesał moje włosy.

Tyle dobrego, że mnie nie odtrącał i nie komentował mojego dziecinnego zachowania, którego nie mogłem nijak powstrzymać.

- A można wiedzieć, co zrobili?

- Bo... bo mi nie wierzą, kiedy mówię, jaki jesteś.

Uniósł brwi.

- Nawet Hermiona! - dodałem z wyrzutem. - Oni myślą, że my razem to tylko czyścimy kociołki i warzymy eliksiry! I że mój czas z tobą niewiele różni się od szlabanu! Oni nie wierzą, że śmiejesz się razem ze mną. Sądzą, że jesteś jakimś nieczułym dupkiem! A przecież jesteś tak wspaniały!

Jego magia zawibrowała i dotarło do mnie, że jest rozbawiony.

- No cóż. - Mężczyzna odchrząknął. - W końcu mnie nie znają. Jakoś nie mieli ku temu okazji. Poza tym, nie mam tendencji do bycia swobodnym przy innych osobach. Nie wiem, czy zauważyłeś, ale nawet w pokoju nauczycielskim nie przebywam zbyt wiele, a moimi jedynymi i rzadkimi gośćmi są Minerwa oraz wcześniej Albus, co, jak wiesz, ostatnio się zmieniło.

Westchnąłem, starając się uspokoić. Bycie w jego pobliżu pomagało.

- Złości mnie, że posądzają cię o bycie jakimś dupkiem.

Severus parsknął śmiechem.

- Dan. Przecież ja jestem dupkiem! Ostatnio na zajęciach szóstego roku zrobiłem wszystkim niezapowiedziany sprawdzian ze starych, już nieaktualnych metod warzenia eliksiru żywej śmierci, z zapytaniem, dlaczego metody się zmieniły. Nikt, nawet twoja przyjaciółka, nie zdobył wyższej oceny niż zadowalający. No cóż, nie licząc Slytherinu, choć i Malfoy powinien dostać Trolla.

Zamrugałem.

- Ja… ja myślałem…

- …że jestem na zajęciach inny niż kiedyś? - Severus uniósł brwi. - Mam ci przypomnieć, że Malfoyowie powinni widzieć we mnie wroga Harry'ego Pottera? Takiego, który nie znosi go całym sobą?

Zmarkotniałem i zacząłem gładzić jego kark.

- Na zajęciach na piątym roku... nie jesteś taki... Myślałem, że... to się zmieniło.

Snape westchnął i spojrzał mi poważnie w oczy.

- Zajęcia piątego roku to zajęcia z tobą. To coś innego. Zapewne brzmi to jak klasyczna wymówka, jednak jako nauczyciel, będący w związku z uczniem, nie potrafię zachowywać się na lekcjach z tobą tak samo, jak na zajęciach pozostałych studentów. Wielokrotnie przyłapuję się na tym, że przecież miałem komuś wlepić szlaban, a znowu o tym zapomniałem. Albo, że powinienem mieć przynajmniej jedną ofiarę niesprawiedliwej oceny, ale jak myślę sobie, że później może będziesz omawiać swoje wypracowania z kolegami z roku, wszystko wygląda inaczej. Zdaję sobie sprawę, że w tym roku jestem bardzo niesystematyczny, ale nie mogę się powstrzymać.

Zamrugałem, a później zachichotałem, chowając twarz na jego ramieniu.

- Niesystematyczny, Severusie? W byciu niesprawiedliwym nauczycielem? Powiedz mi, czy ty prowadzisz jakiś grafik?

Wymruczał gniewnie pod nosem coś, co brzmiało jak „zarozumiały bachor", ale przy tym nie przestawał mnie przytulać, więc nie wziąłem tego zbytnio do siebie.

- Nie złość się na nich o coś, na co żaden z nas nic nie może poradzić. W szczególności ja. Jeszcze dla ciebie jestem w stanie przełknąć ten niedorzeczny pomysł Granger ze zwracaniem się po imieniu do siebie nawzajem, ale wcześniej bym na to nigdy nie pozwolił. Na pewno nie do czasu, aż ukończą szkołę i zdadzą jakieś egzaminy mistrzowskie. Wiesz przecież, że nie jestem duszą towarzystwa. Nie lubię przebywać wśród zbyt dużej ilości osób. Nie cieszy mnie to.

- Przypomnij mi w takim razie… - zacząłem powoli, marszcząc przy tym brwi. - …jakim cudem wylądowaliśmy razem?

- Byliśmy sami w ukrytym domu i znaleźliśmy miłe zajęcie, polegające na obmacywaniu się, o ile dobrze pamiętam - powiedział szczerze, a ja znowu zachichotałem. -Do tego, co robiliśmy, nie trzeba prowadzić rozmowy. Nie kłóć się ze swoimi przyjaciółmi o moje zachowanie. Wiem, że jestem dupkiem, ale to jest image, który muszę utrzymać.

Zszedłem z jego kolan, całując go przy tym lekko w usta na pożegnanie.

- Wracam do nich - oświadczyłem. - Pojawię się później.

- Zostawiłeś ich samych w swoich komnatach? – Uniósł jedną brew w niedowierzaniu.

- Tak. I teraz zaczynam tego żałować. Pewnie właśnie kłócą się o to, co kto źle w którymś momencie powiedział, denerwując mnie. Mam nadzieję, że nie podpalili mi mebli.

Severus wywrócił oczami i ponownie spojrzał na tekst, który czytał, zanim się pojawiłem. - Tak swoją drogą, co im powiedziałeś?

- Co? – zdziwiłem się, trzymając już proszek Fiuu w dłoni.

- Co im powiedziałeś, by ich przekonać, że też mam serce?

Wzruszyłem ramionami.

- Nic niezwykłego. To, że byliśmy na kolacji i w kinie. To, że czasami spacerujemy w nocy po zamku. - Zagryzłem wargi i starałem się powstrzymać od uśmiechu. – To, że nosisz w parzyste dni czerwone majtki i to, że pewnego razu McGonagall, myśląc, że zrobi tym świetny prezent świąteczny, wysłała ci wibrator, a ty od dobrych sześciu lat nie odważyłeś się jej powiedzieć, że to tak naprawdę nie jest mugolski przyrząd do masażu.

Severus spłonął rumieńcem, a ja uciekłem, zanim zdążył coś odpowiedzieć bądź rzucić we mnie jakąś klątwą.

Wyszedłem z kominka w swoich komnatach, śmiejąc się do rozpuku i prawie się przewróciłem na stopniu.

Gryfoni wciąż tam byli i najwyraźniej prowadzili zażartą dyskusję przez cały czas mojej nieobecności, bo Hermiona była niesamowicie rozczochrana, tak jakby szarpała swoje włosy, a Ron z Harrym siedzieli na przeciwległych krańcach pomieszczenia.

- Nie kłóćmy się o to więcej - powiedziałem po prostu, wciąż się uśmiechając. - Razem z Severusem uznaliśmy, że jednak jest dupkiem i nie ma co w tym temacie dyskutować.

Cała trójka wymieniła zszokowane spojrzenia.

- Przepraszam, że się uniosłem - wyszeptałem.

- Ekhem. No więc. - Hermiona wzięła głębszy oddech.

W tej samej chwili płomienie buchnęły w górę i z kominka za moimi plecami wyszedł Severus. Wzrok miał bardzo poważny, gdy przyglądał się twarzom osób, znajdujących się w moich komnatach.

- Nie powiedziałeś im tego. – obwieścił grobowym głosem.

Zaśmiałem się głośno. Nie mogłem się powstrzymać. Severus za to zmrużył gniewnie oczy. Powiedział mi o tej sprawie kiedyś w największym sekrecie. Wydawało mi się iście zabawnym to, że Snape do tej pory nie odważył się powiedzieć poważnej profesor McGonagall o tym, jak niestosowny prezent mu podarowała.

Nikt by się nie spodziewał takich objawów zawstydzenia u mistrza eliksirów.

- Nie powiedziałem - zapewniłem, a Severus zacisnął tylko wargi, obrócił się i wrócił przez kominek do siebie.

- Nie powiedziałeś czego? – zainteresował się Ron.

- Jeśli nie chcesz, żeby tu wrócił i cię zabił, lepiej nie pytaj – odparłem.

- Dan. Nie chcieliśmy, by to cię tak zdenerwowało. Jeśli mówisz, że Snape jest... inny z tobą... to ci wierzymy. Choć nieco trudno nam jest to sobie wyobrazić – powiedziała Hermiona.

Pokiwałem głową z uśmiechem.

- Naprawdę się już nie złoszczę. Po prostu dla mnie jest inny, nawet na zajęciach. I myślałem, że jest też inny dla reszty. - Westchnąłem i usiadłem na sofie. - Jednak powiedział mi, że na waszych zajęciach jest wciąż taki, jaki był. To znaczy, taki, jaki był w tamtym roku. Zdenerwowało mnie to, że nie wypatrzyliście tej zmiany, choć jest tak oczywista, a teraz wiem, że nie mieliście prawa jej zauważyć.

Hermiona podeszła i usiadła obok mnie. Jej wzrok był bardzo poważny, gdy chwyciła moje dłonie i spojrzała mi w oczy.

- Najważniejsze jest to, że jesteś szczęśliwy.

Przez równo dwa swoje oddechy przypatrywałem się naszym splecionym palcom.

- Z nim jestem szczęśliwy - szepnąłem w końcu. I naprawdę się tak czułem. Z Severusem byłem szczęśliwy.

- Dobra. Dość tych sentymentów. – Ron klapnął naprzeciwko nas na sofie z ciężkim westchnieniem. - A tak swoją drogą, Dan, czy ty nie jesteś przypadkiem nagi teraz pod tą swoją koszulką?

Zamrugałem, zaskoczony, nagle zdając sobie sprawę, że, istotnie, miałem na sobie tylko jedną z tych swoich długich czarnych koszul, których używałem, gdy zmieniałem swoją formę. Na to miałem narzuconą tylko zasuwaną bluzę, co stanowiło jedyne sztuki odzienia, żadnych spodni ani bokserek. A wszystko przez to, że podczas mojej spontanicznej decyzji odwiedzenia Severusa byłem już w swojej drugiej formie, teraz jednak miałem ponownie swoje nogi.

- Ta... - mruknąłem cicho, nagle zawstydzony, bo kompletnie nie pomyślałem o tym, że mój strój może wydawać się nieco niestosowny.

- Och, daj spokój, Ron! – zawołała Hermiona. - Przecież wiesz, że nie musi za każdym razem, gdy się zmienia, iść do sypialni, by nam to nie przeszkadzało! W końcu to jego pokoje i powinien czuć się tutaj swobodnie ze swoją drugą formą.

- Nie. Nie o to mi chodzi. - Ron pokręcił głową. – Póki nie widać mu fajasa, gdy siedzi obok ciebie, to jest okej. Tylko zastanawia mnie, czy nie masz teraz przypadkiem nieco popiołu z kominka między pośladkami. W końcu dwa razy przemieszczałeś się Fiuu.

Zamrugałem, zaskoczony tokiem rozumowania przyjaciela, i zaśmiałem się cicho.

- Trochę mam - przyznałem.

- Więc jedna z zagadek wszechświata została rozwiązana - powiedział Harry Potter, do tej pory nieco milczący.

- Ty też? – Ron spojrzał na niego. - Zawsze mnie zastanawiało, czy jakbym zafiukał gdzieś nago, to czy tak by się stało. Niestety nie miałem okazji sprawdzić tej teorii.

-Ja też nie. - Harry pokręcił głową. - Jak się mieszka z takimi sztywniakami w domu, raczej nie ma się na to odwagi. Nie wspominając, że trzeba by było jeszcze wybrać miejsce docelowe. A ja jakoś sobie nie wyobrażam, bym na przykład stanął w komnatach Dumbledore'a zupełnie nagi, z wyjaśnieniem, że chciałem sprawdzić, jak bardzo brudny między pośladkami będę po takiej podróży.

Hermiona po prostu gapiła się na dwójkę chłopaków z otwartymi ustami, a ja najpierw zacząłem chichotać, a później śmiać się tak głośno, że nie potrafiłem się opanować jeszcze przez długie minuty.

XXX

Grudzień nastał szybciej, niż ktokolwiek by się spodziewał. Tak samo jak przejście ze słonecznej jesieni do deszczowej, tak z dnia na dzień mokra i wilgotna pogoda stała się zmarzniętą zimą. Nikt nie przypuszczał, że wylewający się strumieniami deszcz z nieba następnego dnia zamieni się w grubą warstwę śniegu. A jednak tak się stało, i o świcie wszystko otulała kołderka z białego puchu.

Zbyt szybka zmiana pogody sprawiła, że drzewa uginały się pod ciężarem mokrych hałd śniegu, wyglądających jak przyklejone na stałe. Nadawało to jednak całości krajobrazu tak malowniczego widoku, że nawet ja, nielubiący ostatnio zimna, wyszedłem na błonia, by popodziwiać piękno sypiących z nieba płatków i porzucać się przez jakiś czas śnieżkami z przyjaciółmi.

Severusowi nie podobało się ani trochę to, że zacząłem dosyć sporo czasu spędzać nie tylko z Hermioną i Ronem, ale i z Harrym Potterem. Przez kilka dni wyraźnie dawał tego sygnały, a ja przez cały ten czas musiałem go uspokajać, mówiąc, że skoro przez tyle lat radziłem sobie jako Harry Potter, to teraz poradzę sobie również jako jego przyjaciel.

A Harry, gdy przestał być „wiecznie wstający lewą nogą", jak go delikatnie określił Ron, okazał się być dość barwną i szczerą osobą. Cała nasza trójka zaczęła czuć, jakby musiała mu zdradzić wszystkie swoje tajemnice i sekrety, które powinien znać jako Harry Potter, którym byłem przez te wszystkie lata. On zaś bardziej otwarcie przyznawał się do kłopotliwych sytuacji, do jakich dochodziło, a z którymi nie wiedział, jak sobie poradzić. Pierwszą z nich był list do Syriusza. Harry zwlekał z odpisaniem, choć jego chrzestny w ciągu ostatnich tygodni wysłał do niego już kilkanaście wiadomości. Teraz wspólnie zasiedliśmy do stołu i odpisaliśmy Łapie, przepraszając za zwłokę.

Harry, ku zachwytowi i westchnieniom Hermiony oraz lekkiej irytacji Rona, potrafił grać na gitarze. Jego umiejętność wyszła na jaw, gdy pewnego razu w Pokoju Życzeń znalazł tenże instrument i zaczął na nim grać oraz śpiewać w takt muzyki, zwinnie przeplatając palcami po strunach. Pochwalił się także olbrzymim tatuażem na plecach, który sobie zrobił na złość opiekunce. Była to czarna jak smoła pantera z wyszczerzonymi kłami i groźnie zmrużonymi zielonymi oczami. Do tej pory kazano mu ją ukrywać pod zaklęciem. Ron był zachwycony, ale też zazdrosny, zwłaszcza jak się dowiedział, że proces tworzenia takiego mugolskiego dzieła na dużej przestrzeni pleców musiał być niezwykle bolesny.

Ze swojej strony pokazaliśmy mu działanie Mapy Huncwotów, którego do tej pory Harry nie odkrył, choć wiedział, że znaleziony w przekazanych mu rzeczach stary kawałek pergaminu musi mieć w sobie coś magicznego. Wykradliśmy się też wtedy do Miodowego Królestwa, by przypieczętować przyjaźń słodyczami. I choć Hermiona nie była za bardzo zadowolona z tej eskapady na zewnątrz, to i tak zjadła z nami słodycze, wciąż dorabiając świeżej ciepłej herbaty. W związku z tak intensywną i wesołą, wolną od nauki niedzielą, którą spędziłem razem z przyjaciółmi, wieczorem pierwszego tygodnia grudnia wchodziłem do komnat Severusa z szerokim uśmiechem na twarzy.

- Cześć – przywitałem się, podnosząc się z kolan. Nawet to, że się przewróciłem, nie popsuło mi humoru, mimo że Severus marszczył kpiąco brwi. Zacząłem naprawdę sądzić, że liczy moje upadki po wypadnięciu z kominka.

Podszedłem do niego jednak w podskokach, odrywając kawałek wydobytej z kieszeni czekolady, i włożyłem ją trochę zaskoczonemu kochankowi do ust.

- Miodowe Królestwo? - Uniósł brwi, gryząc czekoladę. - Nigdy mi nie wyjaśniłeś, jakim cudem przedostawałeś się te wszystkie lata do Hogsmeade – powiedział, nieco uważniej mi się przyglądając.

- Niektórych sekretów pewnie nigdy nie odkryjesz - wymruczałem niskim głosem i nakarmiłem go na siłę kolejnym kawałkiem czekolady.

- To może zróbmy wymianę – zaproponował, gdy już wszystko przełknął. Severus nie rozmawiał z pełnymi ustami. - Ja ci zdradzę jakieś tajne przejście bądź komnaty, a ty odwzajemnisz się tym samym.

Zastanowiłem się chwilę, po czym pokiwałem głową na zgodę. W końcu nie dowie się dzięki temu, jak działa mapa huncwotów, a jedynie gdzie są przejścia. No i fajnie by było dowiedzieć się o nowych. Byłem w stu procentach pewien, że Severus zna ich całkiem sporo.

- Podejrzewam, że możemy od razu wykluczyć przejście pod Bijącą Wierzbą. Ono już nie istnieje – upewniłem się, obserwując reakcję kochanka, a ten skinął głową.

I tak nasza wiedza szybko została uzupełniona. Dla niepoznaki zacząłem od przejść, które, jak byłem przekonany, zna i Snape, a z których nigdy nie korzystałem, przez to że znał je również Filch. Severus nie znał przejścia za posągiem Grzegorza Przymilnego oraz tego za garbem Jednookiej Czarownicy. Za to wiedział aż o pięciu, o których ja nigdy nie słyszałem. Między innymi o tym, które, według słów Severusa, dzięki magii wprost z Pokoju Życzeń może prowadzić prawie za każdy portret wiszący gdzieś w Hogsmeade. Wystarczy wiedzieć, jak konkretny portret wygląda i przywołać jego obraz w Pokoju Życzeń, a wtedy ten umożliwi przejście. Tę samą sztuczkę, według Severusa, mogłem wykorzystać na wielu portretach w samym Hogwarcie, wykorzystując sam Pokój Życzeń jako skrót do prawie każdej części zamku. To była bardzo istotna informacja. Inne przejścia, których nie znałem i raczej nigdy nie będę korzystać, można było znaleźć w lochach. Jeden bardzo długi korytarz prowadził aż za wielkie jezioro i przyległe wzgórze. By jednak przejść tę drogę, poświęcił kiedyś kilka godzin w ciemnościach, przekonany później, że mierzy on ponad piętnaście mil długości.

Skróty, jakich ilość Severus znał, były tak wielka, że bardzo szybko zabrakło mi czegoś „na wymianę", tak by nasza gra miała jeszcze jakiś sens. Jednak Severus nie przestawał wymieniać, dobrze chyba wiedząc, że tego nie spamiętam. Za to wyjaśniało to doskonale, jakim cudem mistrz eliksirów potrafił pojawiać się i znikać niczym duch, zaskakując włóczących się po korytarzach uczniów.

Dłonie mężczyzny przyjemnie gładziły mnie po karku, gdy mówił, a ja, siedząc w swojej formie lamii na podłodze i opierając głowę o jego kolana, nie narzekałem.

- Jest też skrót wprost do gabinetu Dumbledore'a, a raczej nad jego gabinet, z piątego piętra przez lustro w łazience dla chłopców. Otwiera się właz w suficie i tamtędy można dostać się do środka. Poza tym, w łazience prefektów jest weneckie lustro, przez które można zajrzeć wprost w dormitorium Slytherinu.

- Podglądacze - mruknąłem z uśmiechem.

- To nie tak, że ślizgoni wiedzą, jak używać tego lustra. Trzeba użyć specjalnego zaklęcia i trzy razy o to poprosić. W ostatnich latach żaden ślizgon nie odkrył tej sztuczki. Teraz twoja kolej.

- Severusie. Ja już od dawna nic nie mówię. Nie znam więcej żadnych tajemnic Hogwartu.

- Oj znasz, Dan, ale ich nie zdradzasz. - Jego głos był tak samo lekki jak przez ostanie kilka minut, ale mimo to napiąłem swoje ciało. - Gdzie jest wejście do Komnaty Tajemnic? – zapytał nagle.

Drgnąłem i podniosłem zmrużone oczy na Snape'a.

- To o to ci chodziło, tak? Chciałeś od początku tej informacji?

Podniosłem się, odsuwając się od niego. Zirytowało mnie nieco jego zachowanie, choć nie wiedziałem, dlaczego.

- Dan, to jedna z największych tajemnic Hogwartu. Przyznam, że niesamowicie mnie fascynuje, a szczegółowe informacje, dotyczące tamtych zdarzeń, nigdy do mnie nie dotarły.

Westchnąłem i wykrzywiłem usta.

- Nie wiem, czy chcę mieć coś jeszcze wspólnego z tamtym miejscem.

Snape po prostu na mnie patrzył.

Cholera. Gdybym był na jego miejscu, też bym się zastanawiał, gdzie to przejście jest.

- Chodźmy - powiedziałem z rezygnacją.

- Nie musisz ze mną iść, jak nie chcesz.

Machnąłem ręką.

- Muszę, jeżeli chcesz się tam dostać. Tylko ktoś ze zdolnością wężomowy może otworzyć przejście.

Nie było jeszcze tak późno, po korytarzach wciąż wałęsali się ostatni spóźnialscy uczniowie, kierujący się do dormitoriów. Obecność Snape'a jednak nie sprzyjała temu, by ktokolwiek nas zaczepiał. Do łazienki na pierwszym piętrze dostaliśmy się wyjątkowo szybko. Dopiero jednak dosyć ostra wymiana zdań przekonała Martę, płaczącą w jednej z kabin, by się wyniosła.

Łazienka wyglądała tak samo niepozornie i niewinnie, jak każda inna w Hogwarcie. Nieco zaśniedziałe krany, kałuża wody obok toalety Marty i przetarte po bokach lustra.

Severus ze stoickim spokojem przyglądał się, jak cicho syczę do kranu, otwierając przejście.

Patrzyliśmy teraz obydwoje nieco podejrzliwie na dziurę powstałą w miejscu umywalki.

- Tam? – Severus nie wyglądał na przekonanego.

Wzruszyłem ramionami.

- Wygląda równie mało zachęcająco, jak w moich wspomnieniach. Chyba tylko fakt, że chcieliśmy uratować Ginny, popchnął nas, by tam zejść.

Severus wahał się tylko moment, ale po rzuceniu jakiegoś zaklęcia na zjeżdżalnię, zapewne po to, by usunąć kurz, wskoczył jako pierwszy do czarnej dziury.

Gdy obaj wylądowaliśmy na kamiennej podłodze, spodziewałem się, że Severus będzie koniecznie chciał, bym wskazał mu najkrótszą drogę do komnaty, gdzie leżał bazyliszek. Zamiast tego, bardzo uważnie rozglądał się na wszystkie strony i rzucał wieloma zaklęciami na lewo i prawo, najwyraźniej starając się coś znaleźć w ścianach.

Omijaliśmy kolejne drzwi, przechodząc nad gruzami z kamieni. I dopiero po dwudziestu minutach doszliśmy do komnaty, widzianej przeze mnie przed czterema laty. Ponury gnijący szkielet i oklapła skóra bazyliszka wyglądały niezbyt apetycznie. Spodziewałem się, że Snape coś powie na temat tego, jak wyglądał wąż, ale on kilkoma machnięciami różdżki przetransportował gdzieś truchło, sprawiając, że znikło z naszych oczu, po czym rozglądał się dalej.

- Tu jest mnóstwo korytarzy - zauważył z napięciem, uważnie lustrując otoczenie.

Wzruszyłem ramionami.

- Podejrzewam, że prowadzą do wielu miejsc zarówno pod zamkiem, jak i poza nim. Jak byłem tu po raz pierwszy, nie przyszło mi do głowy, by to zbadać, a nie wróciłem tutaj do tej pory – wyszeptałem, nagle odczuwając zaniepokojenie przed tym, co mogło się kryć w tych wszystkich tunelach.

Nie myślałem, że kiedykolwiek tutaj wrócę. Komnata swoimi rozmiarami i gdzieś kapiącą odlegle wodą przypominała podziemne mauzoleum. Zadrżałem, gdy przypomniałem sobie, że istotnie niewiele brakowało, by taką właśnie funkcję pełniła. Tamtego feralnego dnia wraz z Ginny ledwo umknęliśmy śmierci.

Severus skupił się na szeroko otwartych ustach Salazara Slytherina. Wyczarował drewniane schody, po których wszedł, zaglądając do ich wnętrza. Przez chwilę miałem ochotę go powstrzymać, bo odniosłem nieprzyjemne wrażenie, że jak tylko zrobi następny krok, twarz ożyje, usta się zamkną i połkną go w całości. Jednak Severus już wszedł do środka i na szczęście nic się nie stało.

Niezdecydowany, poszedłem za nim.

Okazało się, że za posągiem Slytherina znajduje się olbrzymia okrągła sala, po brzegi wypełniona książkami. Była teraz oświetlana przez magiczne światła Severusa, a mistrz eliksirów właśnie ściągał jakąś księgę z wielu, naprawdę wielu tomów, poukładanych na półkach w tej komnacie.

- Nie miałem pojęcia, że tu jest biblioteka – powiedziałem.

Snape odłożył jedną księgę i sięgnął po kolejną.

- Ja się tego spodziewałem - przyznał.

- To dlatego chciałeś tu przyjść?

- Między innymi.

Zatrzasnął księgę i spojrzał na mnie bardzo poważnie.

- Nie chciałem nic mówić, ale sądzę, że to może nam wiele pomóc.

- Pomóc? - Z powątpiewaniem spojrzałem na oprawione w skórę stare księgi.

Jakoś sobie nie wyobrażałem, bym znalazł coś pouczającego w prywatnej bibliotece Salazara Slytherina, w końcu do ludzi niewinnych on nie należał.

- Tak. – Severus machnął różdżką i pomniejszył cały regał książek, wsadzając go do wyciągniętej skądś torby. Ten jego talent do wyczarowywania rzeczy z powietrza zawsze mnie zadziwiał. W jednej sekundzie miał pustą dłoń, a w następnej już coś w niej trzymał.

- Nie chciałem nic mówić, póki tego nie zobaczyłem, ale może znajdę tu odpowiedzi, skąd się wziąłeś i dlaczego masz swoją drugą formę.

Milczałem, podczas gdy Snape pomniejszał kolejne regały i chował je do torby.

- Sądzisz, że tutaj Voldemort odkrył coś, dzięki czemu jestem tym, kim jestem? – zapytałem w końcu.

- Nie miałem nic złego na myśli, Dan – powiedział, podchodząc do mnie. Pocałował mnie w usta, po czym spojrzał uważnie w oczy. - Chcę wiedzieć, o co w tym wszystkim chodzi. Ty na pewno również. Bardzo mnie niepokoi to, że Czarny Pan zażyczył sobie, by cię do niego doprowadzić. Musimy odkryć, co się za tym kryje.

Pokiwałem głową i poczułem się nieco głupio. Severus już dawno powiedział mi o tym, że Voldemort zainteresował się moją osobą. Jednak ja, najwyraźniej przyzwyczajony do tego, że czarnoksiężnik na mnie poluje, nie poświęciłem temu większej ilości myśli. Za to Snape najwyraźniej musiał rozmyślać o tym bardzo wiele podczas tych wszystkich tygodni, skoro doszedł do wniosku, że Komnata Tajemnic może dać kilka odpowiedzi.

Spojrzałem na miejsce, gdzie chwilę wcześniej leżało truchło bazyliszka.

- Sądzisz, że mam coś wspólnego z bazyliszkiem? - zapytałem ostrożnie. - Że po części mogę być jakąś hybrydą z tym wężem?

Snape nie odpowiedział od razu, ściskał tylko moje dłonie, przez kilka uderzeń serca patrząc tam gdzie ja.

- Nie wiem. Sprawdzę to.

Zaśmiałem się cicho bez wesołości.

- To też był jeden z powodów, dla których tu chciałeś się dostać, prawda? Dostać się do jego zwłok, by przekonać się, jak wiele mam z nim wspólnego.

Nie odpowiedział. Nie musiał. A ja poczułem rezygnację.

- Dumbledore powiedział mi, że podejrzewa, iż jestem jakimś eksperymentem magicznym Voldemorta. - Snape się napiął. - Ale nic więcej mi nie zdradził. Czy jestem jakoś z nim spokrewniony?

Nigdy wcześniej nie odważyłem się zadać tego pytania. Zawsze kołatało mi się gdzieś na granicy myśli. Podejrzenie, że mogę nie tylko być eksperymentem magicznym, ale też i w jakiś sposób być spokrewnionym w najbardziej intymny sposób z czarnoksiężnikiem. Myślałem po wielokroć, że mógłbym być synem bądź wnukiem tego psychopaty. Wydawał się on na tyle nielogiczny, że na pewno byłby w stanie okaleczyć nie tylko obce, znalezione gdzieś dziecko, ale i swojego własnego potomka, jeszcze w łonie matki. Bez mrugnięcia okiem mógłby poddać go wielu zaklęciom i eliksirom.

Snape przytulił mnie, przyciskając moje ciało do swojej piersi. Nie odsunął się ani nie wzdrygnął na przypuszczenia, jakie wysnułem, więc na pewno też już się nad tym zastanawiał.

- Zawsze staram się rozkładać na czynniki pierwsze problem, zajmujący moje myśli – stwierdził z ustami w moich włosach. - I cały czas, we wszystkich rozważaniach na temat twojego pochodzenia, przeszkadza mi jedno. Jesteś piękny.

Zarumieniłem się i uśmiechnąłem krzywo, szczęśliwy, że Severus stara się odgonić tymi ciepłymi uwagami moje czarne myśli.

- Dziękuję za miłe słowa, ale nie o tym mówiliśmy.

Snape prychnął i odsunął się, patrząc mi w oczy z naganą.

- To nie miało odwrócić twoich myśli od problemu. To po prostu fakt, który psuje mi każde przypuszczenia, co do tego, dlaczego wyglądasz tak, a nie inaczej. To jest bardzo ważne. Jesteś piękny, Dan. Mimo że masz takie, a nie inne cechy w swojej drugiej formie, to miałem okazję oglądać twoje ciało ze wszystkich stron i nie zobaczyłem nic, co byłoby brzydkie.

Rumieniec palił mnie na policzkach jeszcze intensywniej.

- Twoje ciało przemienia się bez bólu, łuski masz równomierne i jednakowo idealne. Nie jesteś nigdzie mniej albo bardziej zmieniony, niż powinieneś w swoim stanie, nie masz nawet niesymetrycznych palców albo dłoni. - Przesunął swoje ręce na mój kark i pogładził mnie lekko w miejscu, gdzie w swojej drugiej formie mam niewielkie łuski. - Nie jest tak, że wydajesz się brzydki po swojej przemianie. Twoje ludzkie i węże ciało jest idealnie połączone. I jesteś naprawdę piękny, inny, ale i piękny.

Spuściłem wzrok. Severus jeszcze nigdy nie mówił do mnie takim tonem. Czułem jak moje serce bije głośno, podekscytowane jego słowami.

- I to mi psuje wszystkie koncepcje, Dan. Każdy eksperyment magiczny na żywych istotach kończy się deformacjami. Najlepszym i najbardziej chyba znanym ci przykładem jest sam Czarny Pan. Po swoim odrodzeniu nie wyglądał pięknie, sam musisz to przyznać. Łysa czaszka, skóra, która czasami wydaję się wręcz oślizgła i szara, nienaturalnie wygięte kości pleców, całkowicie inaczej ułożone mięśnie niż w ludzkim ciele, szpiczaste i niesymetryczne barki. Tak wyglądają efekty poważnych czarów, rzucanych na żyjące istoty. A tym bardziej hybrydy. Przejrzałem już wiele ksiąg na temat hybryd gatunkowych; jest to zakazana magia, jednak wciąż praktykowana przez czarnoksiężników. Czarny Pan miał nawet kiedyś kilka hybryd hipogryfów i testrali. Te stworzenia były tak zdeformowane, że miały najczęściej nieparzyste liczby kończyn i głów, nie dały się wytresować i umierały bardzo szybko, więc zaniechano eksperymentów, bo zajmowało to za dużo czasu i energii, a nie przynosiło efektów. Rozumiesz, o co mi chodzi? Tworzenie nowego gatunku jeszcze nigdy nikomu się nie powiodło. I według moich informacji Czarny Pan też nigdy takich eksperymentów osobiście nie prowadził. Miał inne sprawy na głowie. Poza tym, nawet jakby coś takiego robił, to na pewno musiały by być jakieś „nieudane" osobniki. A ty jesteś tylko jedynym nam znanym przypadkiem. I jesteś idealny.

Coś mnie ścisnęło w gardle, a wzrok mi się zamglił.

- Nie wierzę w to, byś miał z nim cokolwiek wspólnego. Gdyby to on był odpowiedzialny za twoje narodziny, na pewno by wykorzystał tę samą wiedzę podczas tworzenia swojego nowego ciała, nie sądzisz? Jesteś bardziej jak wykradziony komuś skarb. Jak książę jakiejś niezwykłej rasy. Odkryję, skąd pochodzisz, Dan. Ale na pewno nie jesteś wynikiem jego działań. Nie wierzę w to.

Poczułem się, jakby ktoś ściągnął mi z ramion wielki ciężar. Westchnąłem, drżąc, i pozwoliłem na to, by po moich policzkach spłynęły dwie łzy. Jednak Severus zaraz je wytarł i spojrzał na mnie karcąco.

- Nie płacz.

- Nie płaczę - wydusiłem przez ściśnięte gardło. - Jeszcze nikt nie odważył się tego powiedzieć, Severusie. Cieszę się, że to powiedziałeś, cieszę się, że masz tak mocne argumenty.

Snape prychnął i poczochrał mi włosy, tylko i wyłącznie po to, by mnie zirytować. Co mu się oczywiście udało. Pomogło jednak zawrócić moje rozchwiane uczucia z granicy załamania nerwowego.

- Naprawdę sądzisz, że gdzieś tam może być moja rodzina? Taka prawdziwa? –zapytałem cicho.

- Nie wiem, jak wygląda i dlaczego nic o twojej rasie nie można znaleźć. Ale na pewno jakąś rodzinę posiadasz. Zrobię wszystko, by odkryć twoje pochodzenie. I właśnie od tego… - Wskazał na już zapakowaną księgami torbę. - …zamierzam rozpocząć swoje poszukiwania.