Dla przypomnienia.

Autorka: Fantastmania/Lilka.

Beta: Ahrimanka.

Rozdział 23

Dan

Pozostały niecałe dwa tygodnie do świąt, a przejmujący chłód całkowicie przejął temperatury w zamku. Uczniowie przemykali między klasami ubrani w czapki i szaliki, a w skrzydle szpitalnym pojawili się pierwsi chętni do wypicia eliksiru pieprzowego.

W obliczu tak przejmującej fali mrozów, które miały trwać aż do końca tygodnia, zaprzestałem kompletnie wychodzić poza zamek, a zaraz po zajęciach zamykałem się w swoich komnatach.

Zarówno Hermiona, jak i Severus, nalegali, bym cały czas siedział w cieple swoich pokoi. Najwyraźniej wychodzili z założenia, że skoro teraz po części byłem gadem, to powinienem unikać zbytniego wychłodzenia z uwagi na swoje zdrowie.

Nie narzekałem. W końcu wygodnym było po prostu odpuścić i pozwolić, by kolacja była mi dostarczana do komnat, książki z biblioteki były przynoszone przez Hermionę, a Severus pozwalał mi wylegiwać się w swoim łóżku tak długo, jak tylko miałem ochotę.

Tego dnia Hermiona miała włosy zaplecione w gruby warkocz; światło odbijało się w jego splotach, nadając im nieco bardziej rudawy kolor niż zazwyczaj. Nachylała się nad pergaminem, pisząc swoim schludnym pismem jakiś esej na Historię Magii. Ron siedział obok niej, ubrany w zeszłoroczny sweter bożonarodzeniowy z literą R. Patrzył już dłuższy czas krytycznie na linijkę, położoną obok pergaminu, na którym pisał, najwyraźniej rozważając, jak wielkie litery może napisać, by wypełnić brakujące mu do końca jego eseju pół stopy.

Obserwowałem ich, siedząc w milczeniu. Powinienem pisać esej dla McGonagall o transmutacji przedmiotów magicznych, tak by ukryć ich sygnaturę, ale nie wydawało się to w tym momencie aż tak ważne. Skierowałem wzrok na płomienie. Ich cicho trzaskający dźwięk był miły dla ucha, a kolory uspokajające. Dla eksperymentu sięgnąłem magią w głąb ognia, wyciągając dłonie w jego stronę. Płomienie zatańczyły, podsycane moją ingerencją i przez chwilę gładziłem trzaskającą energicznie magię, oglądając, jak zmieniają się jej intensywne barwy.

Przysunąłem się bliżej kominka, zmieniając pozycję swojego ogona i usiadłem na jego splotach, wpatrując się w ogień. Był taki ciepły. Taki kolorowy. Niczym pulsująca energia, wydobywająca się wprost z niezbadanych pokładów naszej planety. Wyciągnąłem doń dłonie, starając się pochwycić te wirujące barwy. Poruszając palcami, tworzyłem zawiłą plecionkę kolorów z cierpliwością artysty, tworzącego swoje dzieło.

Owa niezwykła, płynna faktura magii, jaką trzymałem w palcach, wydawała mi się tak inna, a jednocześnie tak znajoma, że wcale nie byłem zaskoczony, gdy ogień nagle zdawał się uzyskać własną wolę i począł chętnie wyciągać się w moją stronę.

Odpowiedziałem na to wezwanie, zanurzając palce w płomieniach. Czułem ich wbrew pozorom nieparzący dotyk. Wydawało mi się w tej właśnie chwili, że płomienie to szczupłe kobiece palce, pieszczące moją skórę. Nigdy się nad tym nie zastanawiałem, ale nagle odniosłem wrażenie, że ogień to właśnie kobieta. Ktoś mi bliski, ktoś jak matka, chcąca uspokajająco przeczesać mi włosy z czoła tuż przed snem.

- Hej, Dan - odezwał się głos chłopaka za mną.

Wyrwałem dłonie, obracając się do przyjaciół przodem. Hermiona pisała coś jak szalona w swoim mugolskim notatniku, a Ron jadł czekoladę, patrząc prosto na mnie.

- Co zrobimy ze świętami? - zapytał.

Zamrugałem na to pytanie. Święta były... niepewnym tematem. Prawdopodobieństwo, że będę mógł je spędzić w domu Weasleyów, było znikome. Na Grimmuald Place - jeszcze mniejsze. Zostawał tylko Hogwart.

Już otwierałem usta, by to powiedzieć, gdy drzwi otworzyły się gwałtownie i wpadł przez nie zdyszany od biegu Harry Potter.

- Co ja mam zrobić ze świętami? - zapytał nas takim tonem, jakby te miały zwiastować katastrofę nuklearną.

Hermiona właśnie chciała coś odpowiedzieć, gdy płomienie w kominku rozbłysły, a ja odsunąłem się gwałtownie, robiąc miejsce Severusowi.

Spojrzał kolejno na wszystkich i przewrócił oczami.

- Przerywam wasze zebranie, gdyż McGonnagall przypomniała mi o zbliżającym się jutro ostatecznym terminie oddawania deklaracji miejsca pobytu podczas tegorocznych świąt. Musimy o tym porozmawiać.

- Zmowa jakaś, czy co? - mruknął Ron cicho, ale usłyszałem go i zaśmiałem się.

- Prawdę mówiąc, nikt nie podejmował tego tematu, więc pomyślałem, że to jest już ustalone i zostaję w zamku – powiedziałem, nawiązując do wcześniejszego pytania rudowłosego.

- Dan, gadałem już z mamą. Będziesz mógł przyjechać do nas. Mama nie ma nic przeciwko mojemu „nowemu" koledze. - Dodał nawiasy w powietrzu z dłoni przy wzmiance o nowym. - Powiedziała też, że jeszcze nigdy nie wyszywała litery „D" na swetrze, więc nie musisz się martwić o to, jak cię przyjmie.

- Co zostało przekazane twoim rodzicom? – wtrącił Severus. - Mam nadzieję, że zważał pan na słowa, panie Weasley, przy wzmiankach o tym, kim jest Dan?

- Tak, tak – odparł Ron. - Przekazałem im tylko tę oficjalną historię Dana. Tę o jego chorobie i tym, że dopiero teraz po raz pierwszy jest w Hogwarcie.

- Zapomniałeś jednak o najważniejszym. - Hermiona zmrużyła oczy na Rona. - Dan nie może pojechać do ciebie, bo musi przybierać swoją formę lamii na większą część dnia. Jak to wytłumaczysz?

- Spoko. Powiedziałem, że jest chory, pamiętasz, jak to mówiłem? Dodałem, że musi dużo czasu spędzać w łóżku. Będziemy się po prostu zamykać w pokoju, gdy będziesz w swojej drugiej formie i możemy udawać, że odpoczywasz albo coś w tym stylu – zwrócił się do mnie.

- Zamykać w pokoju? - Snape uniósł brwi. - I to ma niby powstrzymać bliźniaków Weasley oraz ich nowo otwarty przybytek żartów, przed wtargnięciem do środka i przetestowaniem na nowej ofierze jakiś magicznych produktów?

Miał świętą rację i już na samą myśl zadrżałem ze zmartwienia. Weasleyowie i ich sklep, który otworzyli w tak młodym wieku, był z pewnością kopalnią zarówno niewinnych, jak i groźnych psikusów. Jakoś wątpiłem, że jako nowy kolega Rona, uniknąłbym testowania niektórych z nich. Nie wspominając o tym, że nie musiałbym zapewne nawet się do tego zgłaszać, by poczuć ich efekty na własnej skórze.

- Nie mówiąc już o tym, że gdyby cały czas udawał takiego chorego, to twoja matka co chwilę zaglądałaby do niego z gorącymi napojami i tysiącami zmartwień. Zapewne po pobycie Dana w Norze nie miałaby najmniejszej ochoty puścić tak chorej osoby z powrotem do Hogwartu - dodał Severus, znowu mając rację.

Spojrzałem na Rona, a ten zmarkotniał i spuścił głowę. Najwyraźniej dobrze zdawał sobie sprawę, że jego plan ma mnóstwo wad, ale mimo to go przedstawił, mając nadzieję, że coś z tego wyjdzie.

- Chciałabym cię zaprosić do siebie, Dan, ale to też niemożliwe, z podobnych powodów. - Hermiona chwyciła moje dłonie i uścisnęła je pocieszająco.

- Nic nie szkodzi, i tak podejrzewałem, że zostanę w Hogwarcie – stwierdziłem.

- W takim razie ja zostanę z tobą. - Ron uśmiechnął się szeroko.

- Ja też myślałam, aby zostać - powiedziała ostrożnie Hermiona. - Nie oddałam potwierdzenia mojego wyjazdu McGonagall, a rodzice zrozumieją.

Poczułem ciepło w sercu na myśl, że chcieli zrezygnować z odwiedzin u swoich rodzin tylko ze względu na mnie.

- Ja też mogę zostać? - zapytał Harry z rozpaczą w oczach, patrząc na nas wszystkich. - Dumbledore zabrał mnie dziś na rozmowę. Coś o pojechaniu na jakieś Grimmuald do mojego chrzestnego, Blacka. Nie chcę tam jechać sam!

Snape parsknął.

- Potter nie chce się widzieć z Blackiem. Cudowny prezent świąteczny - wymamrotał.

Spojrzałem na niego karcąco, a on tylko się do mnie uśmiechnął.

- Harry, Syriusz to łatwa do lubienia osoba i na pewno się z nim zaprzyjaźnisz - powiedziałem z przekonaniem.

- Trochę szalony i w święta dostaję zawsze jakiegoś hopla. Ostatnio przystroił głowy skrzatów dekoracjami świątecznymi. Ale to spoko gość. Dogadasz się z nim - dodał Ron, podchodząc do niego i klepiąc go po plecach.

- Jakie głowy? – powtórzył Harry w oszołomieniu.

- Martwych skrzatów domowych. Poprzednich, które służyły w domu Blacków. Są niczym trofea, popowieszane na ścianach.

Harry zbladł na twarzy i wytrzeszczył oczy, a Severus wyglądał na niezwykle uradowanego z jego reakcji. Najwyraźniej cieszył się tym, że Harry jest przerażony perspektywą spotkania Syriusza.

Zmieniając swoją pozycję obok Severusa w ten sposób, by inni nie widzieli, co robię, uszczypnąłem kochanka najmocniej jak tylko potrafiłem.

- Ekhem. - Snape odchrząknięciem zamaskował dźwięk, jaki wydostał się z jego ust. Severus Snape nie piszczał! - Powinienem przerwać wasze niezwykle zajmujące rozważania i przedstawić alternatywę. Myślałem o tym już jakiś czas, w końcu jednak Dumbledore zapewnił mnie dzisiaj, że domek, w którym byliśmy w czasie wakacji, będzie do naszej dyspozycji również na święta.

Spojrzałem na niego zaskoczony.

- A tak właściwie… - Pomachał jakimś papierkiem wyciągniętym z szat. - …oddał go całkowicie do twojej dyspozycji, Dan. Przepisał go tobie.

Zamrugałem, zdezorientowany.

Dom? Dla mnie?

- Przepisał mi dom? - zapytałem ostrożnie, nie będąc pewnym, czy dobrze słyszę. W mojej głowie przywołałem wspomnienia tego, jak wyglądało miejsce, gdzie spędziłem z Severusem wakacje. Budynek był jasny i ładnie urządzony. Ale w takim domu... mogłaby mieszkać spora rodzina.

- Przepisał mi dom? – powtórzyłem raz jeszcze.

- Tak – potwierdził Severus z lekkim uśmiechem. - Jeśli zdecydujemy się tam pojechać na święta, będziemy mogli rzucić na niego zaklęcie Fideliusa, ty - jako właściciel, i ja - jako ewentualny Strażnik Tajemnicy, o ile zechcesz. Dumbledore zapewne miał nadzieję, że podczas świąt wykorzystamy tamtą przestrzeń do tego, by w różnych kątach, takich jak kuchnia czy salon, przez cały okres przerwy świątecznej uprawiać dziki seks. – Ron złapał głęboki oddech, wytrzeszczając oczy, a Hermiona i Harry zamrugali, jakby nie do końca uwierzyli w to, co usłyszeli. Severus za to kontynuował dalej, niewzruszony. - Ale że robimy to i tak, nawet bez jego sprawnej pomocy zapewnienia nam prywatnego miejsca na wygibasy… - Ron zakrył sobie uszy; był cały czerwony na twarzy. - …to sugeruję, byś ty był jedynym rozporządzającym tamtym terenem. Mógłbyś zaprosić wtedy na święta swoich przyjaciół.

Odchrząknąłem, zakłopotany. Chyba i moje policzki były czerwone. Choć miałem nadzieję, że nie aż tak bardzo jak u Rona i Harry'ego.

- Zrobiłeś to specjalnie - powiedziałem z wyrzutem.

- Co zrobiłem specjalnie? - Severus zacisnął wargi w powstrzymywanym uśmiechu, choć pewnie dla innych to wyglądało tak, jakby zaciskał je ze złości. Ja jednak dobrze już dostrzegałem różnicę.

- Nie słuchajcie go. Od kiedy Ron zaczął podskakiwać na każdą wzmiankę Severusa o naszym związku, uznaje on za niezwykle zabawne, by was w ten sposób drażnić – wyjaśniłem przepraszająco. - I zawstydzać - dodałem. - Mnie również. - Zmrużyłem na niego oczy.

Snape wciąż powstrzymywał uśmiech, ale Ron, Hermiona i Harry nie wydawali się być przekonani co do tego, że Severus sobie żartował, tak jakby było to fizycznie niemożliwe.

- Okej, zostawmy to, jednak z tego wynika, że nie muszę jechać do Syriusza, prawda? Mogę jechać do ciebie, prawda, Dan? – zapytał Harry z nadzieją.

Wydawał się być mniej przerażony tym, że musiałby znosić Snape'a przez całe święta, aniżeli spotkaniem ze swoim chrzestnym. Spojrzałem ostrożnie na kochanka, aby się upewnić, czy na pewno chce być zamknięty cały okres świąt z Potterem, ale on nic nie mówił.

- Więc jeżeli mamy możliwość, aby wyrwać się z Hogwartu, tak by spędzić ten czas razem, to każdy z was może czuć się zaproszony – oznajmiłem. - Jestem pewien, że jakoś to przetrwamy.

Hermiona powiedziała, że również z miłą chęcią mnie odwiedzi, a wraz z nią tę samą deklarację potwierdził Ron. Snape nie wydawał się być rozdrażniony albo zły na taki obrót spraw. Choć ja sam nieco dziwnie się czułem zapraszając kogoś... do siebie.

XXX

Później tego samego dnia w komnatach Severusa oglądałem papiery, jakie mi przekazał. Naprawdę było w nich napisane, że dom należy do mnie. Nigdy się nie zastanawiałem nad adresem, ale okazało się, że jest on przy Treewalle 331, w miejscowości zwanej Hive. Nie miałem pojęcia, gdzie ta miejscowości się znajduje, więc brzmiało to dla mnie obco i odlegle.

- Dlaczego Dumbledore mi go podarował? - zapytałem kochanka, kładąc się z nim razem do łóżka. Oparłem głowę o jego ramię, podczas gdy on chwycił jakąś książkę, by poczytać przed snem.

- Może to wcześniejszy prezent świąteczny?

Wykrzywiłem usta.

- Takich prezentów się nie daje, Severusie. Świąteczne prezenty to skarpetki i książki. A to jest cały dom! Opustoszałe domy popadają w ruinę. Tamten nie był zaniedbany. Raczej wyglądał, jakby zaraz miał się tam pojawić jego właściciel, który wyszedł tylko na zakupy do sklepu.

- No cóż. Teraz ty jesteś jego właścicielem. Nie waż się tylko myśleć, by nie przyjąć tego podarku. Dumbledore jest ci to winien.

Pogładziłem palcem podpis Dumbledore'a i miejsce, gdzie sam miałem złożyć podpis, tak by sfinalizować całość przekazania. Severus na ten widok przywołał pióro i podał mi je.

- Podpisz.

Wahałem się, patrząc na pióro i dokument. Severus podniósł się i przechylił tak, że musiałem się też przesunąć.

- Podpisz, Dan. Nie musisz się wahać. Nie miej wątpliwości. Tak ma być.

Zagryzłem wargę. Gdybym teraz tego nie podpisał, musiałbym odwołać zaproszenie swoich przyjaciół na święta. Chciałem je spędzić razem z nimi. Ale równocześnie nie chciałem... tak właściwie nie wiedziałem, jak ubrać moje myśli w słowa. Jednak Severus patrzył na mnie uważnie. Podłożyłem więc jego książkę pod dokument i w końcu podpisałem.

Podpis rozjaśnił się kolorową magią, powstało kilka kopi w powietrzu, które poznikały, zapewne lądując w kilku miejscach w urzędach i u samego dyrektora, a jedna z nich została w moich dłoniach.

Miałem dom. Swój własny, prawdziwy dom.

Spojrzałem na Snape'a.

- A gdzie ty mieszkasz? – zapytałem. - Nigdy mi o tym nie mówiłeś.

Opadł na poduszki.

- Spinner's End. Bywam tam podczas wakacji. Ale to mugolska okolica. Nie znajdziesz tam nic ciekawego, za to mnóstwo złych wspomnień.

- Więc nie będziesz miał nic przeciwko... jeśli spędzalibyśmy... i wakacje w tym Treewalle? To znaczy… Podejrzewam, że i w twoim domu jest przyjemnie, ale ja chyba bym chciał...

- Dan. Z miłą chęcią spaliłbym dom na Spinner's End. Nie musisz się wysilać. Teraz, gdy mnie zaprosiłeś, nie pozbędziesz się mnie tak łatwo. Wiesz o tym, prawda?

W odpowiedzi uśmiechnąłem się szeroko i przytuliłem do niego.

XXXX

Severus już spał. Jego cichy, głęboki oddech łaskotał mi szyję. Ja jednak wciąż nie mogłem zasnąć. Papier przekazania domu w Treewalle jaśniał magią pośrodku innych dokumentów, położonych na komodzie w sypialni. W przeciwieństwie do pozostałych papierów, ten świecił bardzo jasnym fioletem, przez co wyglądał niczym lampka, zostawiona dziecku w ciemności sypialni. Wysunąłem się delikatnie z pościeli i ubrałem, nie zapalając światła. I tak ze wszystkich kątów magia błyszczała tyloma barwami, że nie znałem pojęcia ciemności w Hogwarcie. Jedynie w świecie mugoli, gdzie tej magii nie było tak wiele, otaczało mnie czasami coś, co pewnie dla innych było mrokiem.

Chwyciłem błyskającą ciemnym złotem klamkę i prześlizgnąłem się do salonu, a stamtąd na korytarz. Nocą, w ciemnych korytarzach, magia Hogwartu była lepiej dostrzegalna niż w ciągu dnia. Przemknąłem przez zamek, starając sie nie robić hałasu. Gdy stanąłem w odpowiednim miejscu i spojrzałem w oczy strzegącego wejścia gargulca, ten bez mojej prośby odsunął się na bok, a dźwięk ten sprawił, że aż podskoczyłem. Nabierając pewności, co do tego, że muszę iść dalej, wspiąłem się po schodach i od razu zapukałem w drzwi na ich końcu.

- Wejdź, Dan.

Wziąłem głęboki oddech, by się uspokoić i spojrzałem na Dumbledore'a, siedzącego przed kominkiem w fotelu obok stolika, na którym stał dzbanek z herbatą. Było już późno, a mimo to staruszek miał na sobie swoje szaty dzienne, tak jakby na mnie czekał. Magiczne przyrządy, porozstawiane po wszystkich kątach, nieco brzęczały i błyszczały, tak jak zapamiętałem.

- Usiądź ze mną – poprosił Dumbledore. - Herbata wciąż jest gorąca. Magia to jednak bardzo wygodna rzecz.

Przeszedłem przez pokój i usiadłem w fotelu obok niego. Jeszcze nigdy nie widziałem, by ktokolwiek w nich siadał. Dumbledore'a zawsze można było spotkać przy biurku. Jednak teraz nie wydawał się być na siłach, by pracować nad papierami, które z pewnością wymagałyby od niego wzmożonej uwagi.

Przyjrzałem mu się tak, jak nie robiłem tego od prawie pół roku i wtedy dostrzegłem to, o czym wspominali mimochodem ludzie na korytarzach. Dyrektor Hogwartu wydawał się być teraz osłabionym wiekiem staruszkiem.

- Podpisałem dokumenty - oświadczyłem.

- Wiem o tym. Dostałem kopię.

Nalał mi herbaty i podał.

Napiłem się ostrożnie. Smakowała nieźle. Coś jak cytryna z melisą, przyprawiona miodem do konsystencji syropu. Chyba brakowało mu jego słynnych dropsów, których, według kiedyś podsłuchanej przeze mnie rozmowy, ostatnimi czasy sobie odmawiał.

- Dlaczego mi pan go przepisał?

Dumbledore uśmiechnął się smutno.

- Podejrzewam, że aby uspokoić nieco wyrzuty sumienia – powiedział, patrząc w płomienie. – Dan, ja... - przerwał. Po chwili kontynuował. - Proszę cię, abyś choć spróbował dać mi szansę na przeprosiny za moje działania...

Wydawał się być naprawdę załamany. Staruszek siedzący przed kominkiem z herbatą. Czy to na pewno czarodziej, przed którym nawet Voldemort czuje tak wielki respekt?

- Żałuję. Niezależnie od tego, co myślałem, co zrobiłem. Nigdy nie sądziłem, że staniesz się dla mnie tak bliski - znowu urwał.

Odstawiłem filiżankę.

- Profesorze, ja rozumiem, co panem kierowało - powiedziałem szczerze.

Naprawdę to rozumiałem. Nawet może za bardzo. Choć wciąż bałem się tej rozmowy, uśmiechnąłem się do niego, a on zamrugał ze zdumienia.

- To nigdy nie chodziło o to, co pan zrobił, profesorze. Nie chodzi o te trolle, Komnaty Tajemnic, czy parszywe wujostwo, u którego musiałem mieszkać. - Wstałem z krzesła i chwyciłem jego szczupłe dłonie, gdy przysiadłem na swoich stopach tuż przed nim na podłodze.

Wydawał się być w tym momencie przerażony, a jego magia, zazwyczaj iskrząca się jak fajerwerki, wycofała się w jego głąb, jakby nie chciał, bym czuł ją na swoich palcach.

- To nie chodzi też o to, że nagle zabrano mi moje dawne życie, że musiałem wszystko zaczynać od nowa. - Przełknąłem i spuściłem na chwilę wzrok. Miałem nadzieję, że ubiorę to w słowa, które zrozumie. - Tu chodziło o to, że pan był zawsze taki miły, nazywał mnie chłopcem, odwiedzał w skrzydle szpitalnym, gdy coś się stało i częstował cukierkami. Niezależnie od tego, jakie zdarzenia wpłynęły na to, że stałem się Harrym Potterem, zawsze sądziłem, że to ja sam byłem kimś wyjątkowym w pańskich oczach. Kimś specjalnym, i właśnie dlatego dostałem pozwolenie na to, by oglądać moje marzenia w zwierciadle Ain Eingarp, mimo że powinienem zostać odesłany do łóżka. - Nabrałem bardzo głęboki oddech, tak by wyrzucić z siebie następne słowa bez zająknięcia. – Pokochałem pana jako człowieka, który potrafił na wszystko znaleźć remedium i który był dla mnie jak dziadek. Właśnie dlatego jest to dla mnie takie trudne.

- Kocham - wyksztusiłem z siebie ciszej - a jednocześnie się boję, że jak tylko znowu pozwolę temu uczuciu wyjść na wierzch, to zostanę zraniony po raz kolejny.

Dumbledore wyglądał w tej chwili tak, jakbym go uderzył. Jego oczy były szeroko otwarte, a dłonie zdawały się być w tej chwili lodowate.

- Dan... - Jego głos zadrżał. - Uważam, że jesteś wspaniałą i godną podziwu osobą. Nigdy nie śmiałem przypuszczać, że wyrośniesz na tak dobrego i pełnego współczucia młodzieńca, że będziesz walczył dla ludzi, których nie znasz i zmienisz tych wszystkich, których poznasz. - Zaśmiał się lekko, jakby z paniką w głosie. Takiego śmiechu jeszcze u Dumbledore'a nie słyszałem. - Gdyby mi ktoś powiedział, że Severus Snape będzie najszczęśliwszym nauczycielem w szkole, gdy będą się zbliżały kolejne święta, powiedziałbym, że pewnie tę szaloną przepowiednię usłyszał od profesor Trelawney. A jednak to ty takim go uczyniłeś. - Przełknął ślinę. – Przepraszam cię, Dan. Za... za wszystko.

- Nie musi pan przepraszać - przypomniałem. - Nigdy tego nie chciałem. Nie musi pan mi niczego ofiarowywać, by uzyskać moje przebaczenie. Nie uciekałem od tego spotkania ze względu na fakt, że byłem zły. Ja po prostu nie chcę być ponownie zranionym – wyksztusiłem przez ściśnięte gardło i opuściłem wzrok, niezdolny do tego, by patrzeć mu w oczy. – Więc koniec już z karaniem się za to wszystko i niech pan zacznie jeść ponownie cytrynowe dropsy, bo schudł pan niesamowicie po tym, jak znikły. I niech przestanie pan próbować przepraszać.

Tak! Naprawdę tak uważałem! Mimo wszystkiego, co zostało mi zrobione, wciąż zależało mi na tym staruszku i nie mogłem dłużej ignorować tego, że zadręcza się i karze. Jednak jednocześnie w moim umyśle pojawiło się pytanie, czy to wszystko nie jest przedstawieniem, mającym na celu zmuszenie mnie do pogodzenia się z nim. To było tak ogromnie skomplikowane.

- Jeśli... jeśli mielibyśmy ponownie rozmawiać i czasami pić herbatę, to tylko i wyłącznie, jeżeli pan tego naprawdę chce. Nie chcę być ponownie oszukiwany, nie chcę słyszeć, że komuś na mnie zależy, a później dowiadywać się, że miało to doprowadzić do jakiegoś celu. Ja i bez tego zawszę będę starał się pomagać tym, na których mi zależy.

Przeczyściłem wyschnięte gardło, wbijając wzrok w jego dłonie.

- Nie będę zły, jeśli pan odmówi – wyszeptałem, ponownie nie doczekawszy się reakcji dyrektora. - Nigdy tak naprawdę nie byłem zły z powodu tego wszystkiego. Jednak teraz daję panu wybór. Nie musimy ponownie wchodzić w takie relacje, jakie mieliśmy przedtem. Możemy być po prostu uczniem i dyrektorem. Jak dalecy sąsiedzi, którzy tylko z grzeczności mówią sobie „dzień dobry", widząc się w parku na spacerze. Jeżeli jednak pan pragnie wrócić do mojego życia, to muszę być pewien, że to się nie powtórzy. Nie chcę ponownie być oszukiwany przez osoby, na których mi zależy, bo to cholernie boli, gdy tak się dzieje. Nie zniósłbym ponownie tego bólu i właśnie dlatego teraz chciałbym usłyszeć, co pan wybiera.

Milczałem, czekając na jego odpowiedź, trzymając wzrok wbity we wzór na dywanie. Byłem pewien, że zastanawia się nad tym, co powiedzieć, i już samo to bolało mnie okropnie. Nie miał wszak wielu opcji. Albo będziemy ponownie przyjaciółmi, albo… nie... nie chciałem o tym myśleć.

Magia staruszka była istną mieszanką uczuć i barw. Nie miałem pojęcia, co może to oznaczać. W końcu nie dałem rady dłużej się powstrzymywać i podniosłem wzrok, chcąc poszukać odpowiedzi na jego twarzy.

Tego, co zobaczyłem, nie zapomnę nigdy.

Niebieskie oczy Dumbledore'a były pełne łez.

On płakał.

XXXX

Severus nie spał, gdy po powrocie wślizgiwałem się do łóżka. Objął mnie i musnął ustami moje czoło.

- Nie spodziewałem się, że pójdziesz do niego jeszcze dzisiaj.

Wymruczałem coś cicho, starając się wsunąć całość swojego długiego ogona pod przykrycie. W końcu mi się udało, a łydka i kolano kochanka objęły mnie, przyciągając bliżej.

- Zapytałem go, czy przyjdzie na wigilię, by do nas dołączyć.

Severus wydawał się być zszokowany. Popatrzył na mnie uważnie swoimi ciemnymi oczami.

- Dan... Czy na pewno wszystko w porządku? Z tobą i Dumbledorem?

- Tak. Nawet dał mi cytrynowego dropsa na odchodne – powiedziałem, przesuwając cukierka w buzi i pokazałem mu go, wystawiając przy tym język. Wykrzywił na mnie usta, widząc moje dziecinne zachowanie.

- A jesteś pewien, że cukierek nie był nafaszerowany jakimiś eliksirami? - zapytał.

- Severusie. Dał mi go dopiero, jak wychodziłem.

Dłoń Snape'a pogładziła mnie po boku, gdy chwycił mnie i przyciągnął do siebie.

- Naprawdę, już dobrze. Porozmawialiśmy i wyjaśniliśmy sobie kilka spraw -zapewniłem go cicho.

No cóż. Może nie kilka, a jedną, ale bardzo ciążącą mi kwestię. Nigdy nie myślałem, że zobaczę tego staruszka płaczącego, ale tak było i, ku mojemu przerażeniu, nie skończyło się za szybko. Tak jakby puściły jakieś tamy. Podejrzewałem, że Dumbledore miał o wiele więcej na głowie albo sumieniu, jak kto wolał, i już nie mógł sobie z tym poradzić. Niemniej jednak, widząc go wtedy tak otwartego, wiedziałem, że już będzie dobrze. Dyrektorowi zależało na mnie. Naprawdę zależało. Nie jak na kimś, kogo specjalnie wystawiał na niebezpieczeństwa, by coś osiągnąć, ale jak na osobie, którą byłem. A z powodu tego wszystkiego nasze ciche rozstanie ogromnie go dręczyło.

Gdy w końcu czarodziej wydmuchał nos i uspokoił się, powiedziałem mu, by przyszedł do nas na wigilię, wspominając, że byłoby miło, gdyby pozwolił Harry'emu tam pojechać. Może to też dobra okazja na to, by w końcu Dumbledore szczerze porozmawiał z Potterem?

Wydawał się najpierw zaskoczony zaproszeniem, ale wkrótce uśmiech rozjaśnił jego twarz, po czym zapewnił, że na pewno się pojawi, choć dopiero po obiedzie wigilijnym, bo na tym musi być w Hogwarcie.

Chciałem dać mu możliwość naprawienia stosunków również z Harrym.

- Jesteś pewien, że nie powinienem sprawdzić tych cukierków? - Z zamyślenia wyrwał mnie głos kochanka.

- Nie. - Zaśmiałem się i pocałowałem go krótko. - Możemy iść spać. Jutro musisz rozdać ostatnie szlabany przed świętami.

Wymamrotał coś, ale mnie przytulił i wkrótce zasnęliśmy.

xxxx

W następny weekend odwiedziliśmy domek i nałożyliśmy na niego zaklęcie Fideliusa. Nie miałem wątpliwości, że to Severus będzie najbardziej odpowiednim Strażnikiem Tajemnicy, więc sprawę załatwiliśmy dosyć szybko. Dom pozostawiony przez nas kilka miesięcy temu teraz był zimny i pusty, ale po tym, jak w kominku zapłonął ogień, a Gryzek, czuwający nad wszystkim podczas naszej nieobecności, ugościł nas ciepłą herbatą, poczułem się bardzo szczęśliwy.

Skrzat już od samego progu witał mnie - nowego właściciela - z uśmiechem na twarzy i miałem przeczucie, że gdyby to Zgredek był na jego miejscu, skakałby z radości. Skrzat był niepocieszony, że przybyliśmy tylko na chwilkę, ale jego oczy zabłysły zadowoleniem, jak tylko zapewniłem go, że pojawimy się na święta w towarzystwie kilkorga gości.

Skrzat obiecał, że przyszykuje odpowiednią liczbę czystych pokoi i zapewni wszystko, co niezbędne, by przywitać „magicznego pana Dana wraz z jego gośćmi".

- Czyli co, teraz Gryzek należy do mnie? – zapytałem z wahaniem, popijając herbatę i patrząc na zaśnieżony trawnik przez okno w salonie.

- Skrzaty są przypisywane i do rodzin, i do posiadłości – wyjaśnił Severus. - Związują się one z magią właściciela i posesji. Więc zapewne tak. Teraz Gryzek jest twój.

Wykrzywiłem usta do filiżanki.

- Hermiona nie będzie zadowolona - wymamrotałem.

- Zdaje mi się jednak, że Gryzek za to jest zadowolony. Granger nie musi wiedzieć. Możesz kazać mu się chować przed jej wzrokiem.

Pokręciłem głową z niezadowoleniem.

- Nie chcę mu czegoś takiego nakazywać za każdym razem, gdy Hermiona będzie w pobliżu. Poza tym ona nie jest głupia i wszystkiego szybko się domyśli.

Uśmiechnąłem się, czując, jak Severus obejmuje mnie od tyłu i kładzie policzek we wgłębieniu mojej szyi.

- A jak ci się podoba twój nowy dom? Muszę przyznać, że dosyć przyjemny prezent ten Dumbledore ci sprawił. Szkoda, że nie obdarowuje takimi każdego.

Uśmiechałem się jak głupi, kiwając głową. To był naprawdę cudowny prezent. Było mi jedynie żal tego, że nie poznałem poprzednich mieszkańców tego domu. Fakt, że dyrektor dostał go także w spadku i nigdy tu nie mieszkał, uważałem za smutny. Takie budynki jak te powinny być dla rodzin.

- Czy takie pary jak my mogą adoptować dzieci?

Severus zachłysnął się powietrzem.

- Skąd nagle to pytanie? – zapytał, obchodząc mnie i patrząc mi w oczy zaskoczony.

Wzruszyłem ramionami.

- Po prostu pytanie. Nie wiem, jak się patrzy na takie związki jak nasz w świecie czarodziejów. Jak to wygląda?

- No cóż, nie ma oficjalnie zarejestrowanych takich par. Jednak związki tej samej płci były i są wśród czarodziejów dosyć liczne. Aczkolwiek raczej wśród kochanków.

Kochankowie. Być z kimś w związku i sypiać z kimś innym? Pokręciłem głową.

- Ale można adoptować dzieci. Nawet gdybyśmy nie byli w oficjalnym związku, jest to możliwe?

Snape podrapał się po brodzie. Wydawał się nagle niesamowicie zmieszany i zdenerwowany.

- Dan, czy ty rozumiesz, jak istotny to jest temat? Czy nasz związek rozważasz aż tak poważnie i tak przyszłościowo, że chcesz zakładać też w nim rodzinę?

Napiąłem się, nagle przerażony tym, co mówił. Do tej pory nie myślałem, ba, nawet sobie nie wyobrażałem, bym mógł stworzyć jakikolwiek inny związek, niżeli ten z Severusem. Teraz jednak dotarło do mnie, że równie dobrze Severus może zechcieć mieć swoje dawne życie z powrotem i wcale nie myśli o nas jak o czymś nierozerwalnym. Może nawet rozważa to w tej chwili. Poczułem, jak zalewa mnie zimny pot.

- Severusie... Ja... Nie chcę...

Chwycił mnie, gdy nogi nagle załamały się pode mną. Zarejestrowałem zaskoczony i zaniepokojony wzrok mężczyzny, gdy drżącymi dłońmi starałem się uchwycić jego szat.

- Dan, na Merlina, co ci jest? - Brzmiał na przerażonego.

Po całym ciele przechodziły mi dreszcze i nie byłem wstanie rozluźnić palców.

- Nic, wszystko w porządku - wysapałem, zamykając oczy. Gdy opadłem na kanapę, do której mnie podprowadził, schyliłem głowę, biorąc głębokie oddechy.

- Dan, powiedz, co ci jest?! - Chłodne palce Severusa gładziły mnie po twarzy. Złapałem jego dłoń i nie puszczałem, przykładając do niej policzek.

- Powiesz mi, prawda? - zapytałem. - Powiesz mi, jak będziesz chciał z tym skończyć? Nie chcę, byś udawał, że chcesz ze mną być.

Severus był szczerze zaskoczony moimi słowami.

- Dan. - Nachylił się i pocałował mnie w czoło. - Mówiłem ci już, prawda? Nie pozbędziesz się mnie tak łatwo. W tym związku jedynie ty mógłbyś go zakończyć.

Pokręciłem głową, zszokowany.

- O tak. - Pokiwał mi na przekór, uśmiechając się złośliwie. - Jesteś młody, a ja jestem pierwszym twoim partnerem. Za miesiąc możesz się obudzić i przekonać, że jesteś z nielubiącym się udzielać towarzysko starszym od siebie mężczyzną, podczas gdy przystojny rówieśnik nagle zaczyna sprawiać, że serce zaczyna ci bić szybciej w piersi.

Gapiłem się na niego szeroko otwartymi oczami. Po raz pierwszy miałem wrażenie, że mówimy zupełnie innymi językami i kompletnie się nie rozumiemy.

Nie mieściło mi się w głowie, jak mógł mówić takie bzdury!

- Ale ja nie chcę... Mnie jest dobrze tutaj, z tobą! – wykrzyknąłem.

Westchnął i przytulił mnie.

- Więc uznajmy, że, jak na dzień dzisiejszy, żaden z nas nie chce kończyć tego związku.

Ja na pewno nie chciałem kończyć tego związku – ani teraz, ani nigdy. A Severus… Dlaczego powiedział „jak na dzień dzisiejszy"? Czyżby rozważał, że… Nie chciałem o tym myśleć. Pokiwałem głową, lecz strach w sercu pozostał.