Autorka: Fantastmania/Lilka.
Beta: Ahrimanka.
DAN
Święta zbliżały się wielkimi krokami, ale mnie opuściła cała radość. Severus chyba zorientował się, że coś jest na rzeczy, bo zacząłem ciągle przesiadywać w jego komnatach, zaniechawszy spotkań z przyjaciółmi. Wiem, że przesadzałem. Nie mogłem jednak wyrzucić z swojej głowy rozmowy, jaką przeprowadziliśmy w Treewalle.
Nigdy się go nie zapytałem o jego poprzednie związki. Jasnym jednak było, że jakieś doświadczenia w tej dziedzinie posiadał. W jego komnatach nie można było zobaczyć zdjęć z przeszłości, poustawianych w ramkach. Jednak miesiąc wcześniej znalazłem coś o wiele ciekawszego.
Severus posiadał grubą teczkę na dokumenty. Tak jak wszystko, co stanowiło rzeczy materialne w jego życiu, teczka była dobrze opisana i wypełniona specyficznego rodzaju wiedzą.
Znajdowały się tam mianowicie dowody wszystkich jego osiągnięć: dyplomy, nagrody, certyfikaty zaliczenia stopni w dziedzinie eliksirów. Gdy pierwszy raz zwróciłem uwagę na tę konkretną teczkę, wciśniętą w róg jego biblioteczki, czułem się zmieszany i zawstydzony.
Severus skończył Hogwart z naprawdę dobrymi notami. Później udał się na naukę do kilku mistrzów eliksirów i pozaliczał masowo wszelakie kursy czy egzaminy.
Z tamtych dokumentów dowiedziałem się także, że nie każdy mistrz eliksirów był równy innemu. Mieli oni trzy poziomy biegłości, z czego pierwszy był tym najlepszym i pozwalał na wiele różnego rodzaju przywilejów. Każdy mógł warzyć jakieś eliksiry, ale nie każdy mógł zajmować się dystrybucją swoich wyrobów. Podczas wakacji pomagałem kochankowi w przygotowaniu składników do Wywaru Żywej Śmierci. Wtedy mnie to nie zastanowiło. Teraz jednak wiedziałem, że jako bardzo złożony i trudny wywar do uwarzenia, eliksir ten wymagał posiadania certyfikatu mistrza eliksirów pierwszego stopnia.
Oznaczało to, że szpital św. Munga, bez posiadania kontaktu z mistrzem eliksirów pierwszego stopnia, nie może dostać tego konkretnego wywaru. Większość lekarzy nie posiadała mistrzostwa z eliksirów, bo do wykonywania zawodu wystarczającym dla nich było zdanie Owutemów z eliksirów na powyżej oczekiwań. A w całej Wielkiej Brytanii na palcach jednej ręki można było policzyć mistrzów eliksirów pierwszego stopnia, którzy nie znajdowali się już na emeryturze.
I to wszystko było czarno na białym napisane w tej teczce z dokumentami.
Wyjaśniało też, dlaczego mój kochanek wciąż i wciąż warzył jakieś eliksiry w prywatnej pracowni. Nie było dnia, by nie odwiedzał swojego laboratorium, a co weekend znikał na co najmniej godzinę, by oddać eliksiry i odebrać nowe zamówienia. Od wakacji nigdy więcej mnie nie prosił, bym mu w czymś pomagał. Zawsze też poświęcał część czasu podczas dnia na doglądanie swoich mikstur w laboratorium, bez mojego w tym udziału.
Konfrontując się z faktem, jak bardzo niesamowity był Severus, czułem się niezwykle głupi i mały. Kochanek zapewnił mnie, że to nie ma znaczenia i powinienem o tym zapomnieć. Jednak nie zmieniało to tego, że między nami była przepaść. Czułem się jak głupek, który ledwo co nauczył się czytać, będący w związku z kimś, kto otrzymał kilka nagród Nobla.
Po kilku dniach odsunąłem od siebie te myśli, bo przecież Severusowi naprawdę wydawało się nie przeszkadzać to, że byłem głupkiem.
Teraz jednak znowu ta teczka wylądowała w moich dłoniach.
Tym razem jednak nie patrzyłem na dyplomy i certyfikaty. Patrzyłem na zdjęcia.
Pierwszym zdjęciem, na które zwróciłem uwagę, było to pokazujące cały rocznik podczas ukończenia Hogwartu.
Czy Severus był związany z którąś z tych osób? Wszyscy byli w tym samym wieku, co on. Czy ten blondyn nie stoi nieco za blisko mojego kochanka? A może ta zarumieniona dziewczyna, która trzyma na zdjęciu swój kapelusz i wydaje się przechylać w stronę Severusa?
A to nie był koniec. Wiele zdjęć z różnymi osobami, których nie znałem. Zapewne niektórzy z nich byli innymi warzycielami eliksirów. Kilka starszych osób mogło być jego nauczycielami.
Jednak czy zawsze nawiązywał relacje z innymi mężczyznami? Może był też i z kobietami? Może byli to też starsi partnerzy? Może niekoniecznie gustował w młodszych...
Może, tak naprawdę, nie byłem w jego guście? I tylko ze względu na to, że czuł się zobowiązany, był ze mną?
Obawy mnie nie opuszczały, więc od razu po zajęciach wracałem do jego komnat.
Starałem się jak najbardziej dostosować do tego, co on chciał. Starałem się być jak najbardziej pomocny. Nie wchodzić mu w drogę. Mogłem mu dać wszystko, co miałem! Nie musiał mnie zostawiać. Prawda?
Jednak Severus wydawał się z dnia na dzień być coraz bardziej napięty. Na granicy swojego spanikowanego umysłu zdawałem sobie sprawę, że to moja wina.
- Czy pokłóciłeś się z przyjaciółmi? - zapytał się w przeddzień naszego wyjazdu do Treewalle.
Pokręciłem głową i zwinąłem się w jeszcze mniejszą kulkę obok jego stóp. Opierałem głowę o jego udo, podczas gdy on siedział na sofie i już od jakiegoś czasu poprawiał eseje uczniów. Wielokrotnie zasiadałem obok jego nóg na ziemi i opierałem się swoim ciałem o jego uda. Na początku prosił mnie nieustannie, bym wstał z podłogi, a ja zapewniałem, że naprawdę nie jest mi niewygodnie w tej pozycji.
Teraz jednak atmosfera była zupełnie inna. On wiedział, że coś jest nie tak. Sam wiedziałem, że nie zachowuję się normalnie i tym samym martwię kochanka. Ale nie potrafiłem zatrzymać tych wszystkich myśli, panoszących się w mojej głowie.
- Dan, proszę, wstań w końcu z podłogi i porozmawiaj ze mną. To nie może tak dłużej trwać. Powiedz mi, co cię trapi?
Zagryzłem wargi.
Czy jakbym mu powiedział, że przeraża mnie myśl naszego rozstania, to roześmiałby się i powiedział, bym cieszył się jego towarzystwem, póki mogę? Czy też zapewniłby mnie, że nie ma zamiaru nigdzie odchodzić?
Otworzyłem i zamknąłem usta z zerowym sukcesem próby przekazania moich uczuć.
Mężczyzna chciał coś powiedzieć, jednak w tym właśnie momencie płomienie w kominku rozbłysły i do komnat mistrza eliksirów wkroczyło kilka osób.
Z krawatami o złoto-czerwonych barwach pojawili się Ron, Hermiona i Harry.
Zamrugałem, a Severus, zaskoczony tym nagłym wtargnięciem, otworzył usta. Nie zdążył jednak nic powiedzieć, gdy mój przyjaciel zbliżył się do nas szybkimi krokami.
- Dan. Zbieraj się, idziemy polatać! - Ron wyciągnął w moją stronę dobrze mi znaną Błyskawicę, a we mnie coś się szarpnęło, by po nią sięgnąć. Przywarłem jednak do nogi Severusa, obejmując ją ściśle i patrząc na niego w górę, by się przekonać, jak mocno zdenerwowało go to wtargnięcie. Na szczęście nie wyglądał na złego. Marszczył brwi i wstał nagle, podciągając mnie za ramiona do góry.
- Idę z wami - powiedział po prostu, obracając się. Nagle wyślizgnął się mojemu dotykowi i wrócił po chwili z miotłą z ciemnobrązowego drewna.
- No zbieraj się, Dan. - Hermiona założyła dłonie na biodra i teraz wszyscy patrzyli na mnie wyczekująco.
Znikłem na chwilę w sypialni, świadomy tego, że na pewno wymienią kilka uwag na mój temat, gdy mnie nie będzie. Przemieniłem się, zakładając moje specjalne ogrzewane odzienie zimowe. Jak tylko wróciłem, chwycono moje dłonie i pociągnięto przez lochy na błonia. Jak tylko znaleźliśmy się na otwartym terenie, dołączyli do nas Sarah i Raphael, jakby już wcześniej umówili się tam z resztą gryfonów. Obydwoje przywitali się ze mną uśmiechem i powiedzieli, że jeszcze nigdy nie latali w zimie. Ron wsiadł na swoją miotłę i wystrzelił w górę. Hermiona, która przecież nie była fanką latania na miotle, również wzniosła się wzwyż zaraz za nim, wraz z Sarah. Harry niepewnie patrzył na miotłę trzymaną w dłoniach, w końcu jednak na nią wsiadł i bardzo spokojnie, raczej rekreacyjnym lotem, wzniósł się w powietrze, robiąc duży wiraż dookoła mostu, zanim poleciał wyżej.
Wzdrygnąłem się, gdy poczułem dłoń na swoim rękawie.
- Będzie dobrze. Wiesz o tym? Prawda? - Raphael uśmiechnął się do mnie i również odbił się od ziemi. Zostałem ze Snape'em. Było późne popołudnie, a słońce powoli zmierzało w dół nieboskłonu. Mogliśmy latać jeszcze co najmniej przez godzinę, zanim nastanie noc.
- Od wizyty w Treewalle jesteś przygaszony, Dan. Cokolwiek zrozumiałeś z naszej rozmowy, to wiedz, że nie musisz się tym przejmować. - Przekonywał mnie spokojnym głosem kochanek.
Westchnąłem, a on chwycił moją dłoń. Gdyby ktoś wyszedł z zamku, pewnie nie rozpoznałby w dwóch oddalonych postaciach profesora i ucznia, ale nagle fakt, że zrobił to w tak publicznym miejscu, zawstydził mnie i zaniepokoił.
- Ja po prostu nie chcę się z tobą rozstawać - wyznałem.
- Ja też nie chcę się z tobą rozstawać. – Severus wydawał się być zaskoczony torem moich rozmyślań.
- Nie rozumiesz. Ja nie chcę się z tobą nigdy rozstawać. Wspomniałeś o tym znajdowaniu sobie kogoś innego… – wyszeptałem. - Ja tego nie chcę.
Był zaskoczony.
- To cię martwiło przez te wszystkie dni?
Pokiwałem głową.
-Zanim o tym wspomniałeś, nawet mi przez myśl nie przeszło, że kiedyś mogłoby się to skończyć. Że mógłby nastać dzień, w którym nasz związek by się rozpadł. TO mnie przeraża. Nie chcę, by się zakończył.
Severus wziął bardzo głęboki oddech, po czym powoli go wypuścił.
- Dan - zaczął z namysłem - z mojej strony nie masz się czego obawiać. Jak zapewne wiesz, nie jestem duszą towarzystwa. Już po wielokroć ci o tym wspominałem. Nigdy nie byłem w związku, który trwałby dłużej niż miesiąc. Możesz być pewien, że z mojej strony nie musisz się obawiać, że zmienię zdanie. Wybrałem ciebie. - Patrzył mi prosto w oczy, gdy to mówił, a ja poczułem, że moje kolana miękną. - To o ciebie się obawiam. Jesteś jeszcze taki młody. Możesz do końca nie wiedzieć, w co się pakujesz. Jednak zaznaczam, że jakbyś sobie znalazł kogoś innego, to będę walczył o ciebie ze wszystkich sił, bo również nie chcę, by to się zakończyło.
Przełknąłem gulę w gardle. Nie wiedziałem, jak uporządkować szaleńczo biegnące myśli. Severus wsiadł na miotłę i uniósł się lekko.
Wskoczyłem na swoją Błyskawicę i podążyłem za nim.
Gdy tylko moje nogi opuściły ziemię, powróciło dawno zapomniane uczucie. Całość moich trosk została na oddalającej się ziemi, wiatr zimnem uszczypnął mnie w policzki, rączka miotły zadrżała, jakby była zła za to, że od tak dawna jej nie używałem. A ja uśmiechnąłem się tylko, wystawiając twarz w górę. Było zimno. Naprawdę, okropnie zimno. Ale to nie było w tej chwili istotne, bo znowu byłem na miotle! Znowu latałem!
- McGonagall miała rację. - Odezwał się głos z boku.
Spojrzałem na Snape'a. Był na wyciągnięcie ręki. Mogłem go dotknąć, jeśli bym tylko chciał.
- Ty naprawdę kochasz latać - dodał.
Uśmiechnąłem się, tak, jak nie robiłem tego przez ostatnie dni, szeroko i szczerze, po czym pokiwałem głową. Nie było czemu zaprzeczać. Kochałem latać.
Ron nagle znalazł się tuż przed moją twarzą.
- Co się tak wleczesz? - krzyknął, szybko odlatując i robiąc przy tym pętlę. Tylko zerknąłem na Severusa, ale ten mi nie zabraniał. Uśmiechnął się i skinął głową. Sam nie wiedziałem, dlaczego chciałem jego pozwolenia, ale z nim poczułem się jeszcze lepiej. Wraz z Ronem, Raphaelem i Sarah ścigaliśmy się przez całą godzinę, jaka została nam do zapadnięcia zmroku. Harry Potter, ku wielkiej rozpaczy Rona, nie był fanem latania na miotle, więc skupiał się tylko na spokojnym locie z Hermioną dookoła Hogwartu. Severus po prostu krążył, cały czas nas obserwując, a w szczególności mnie. Trzymał się przy tym cieni, jakie rzucał Hogwart, zapewne starając się, by nikt go nie zobaczył.
Sarah i Raphael okazali się nieźli, latali bez strachu i podejmowali się szybkich zwrotów. Na ten widok Ron zaczął ich intensywnie namawiać, by przystąpili do drużyny.
Sam nie wiedziałem, kiedy rozmieszczenie osób się zmieniło, ale w momencie gdy lądowaliśmy na ziemi, przemarznięci i zadowoleni, Hermiona towarzyszyła Snape'owi, z którym prowadziła najwyraźniej jakąś bardzo poważną rozmowę. Miałem tylko nadzieję, że moja przyjaciółka nie poczuła się do odpowiedzialności, by zacząć niepotrzebną rozmowę na mój temat, ale tak naprawdę moje myśli nagle stały się powolne i jakby zamglone. Wystarczyła ledwo jedna godzina, a ja, przemarznięty, ze swoją ostatnią nietolerancją na zmiany temperatur, wręcz słaniałem się na nogach, zasypiając na stojąco. Wszyscy zaczęli mi się rozmywać przed oczami. Nie miałem pojęcia, jak i kiedy znaleźliśmy się w moich komnatach.
Wszyscy razem!
Ja, Severus, Hermiona, Ron, Harry, Sarah i Raphael. Moi przyjaciele rozsiedli się na każdej wolnej przestrzeni i nagle salon wydawał się być bardzo mały.
- Hej, Dan. Chodź, musisz się przemienić. - Severus wyciągnął mnie do sypialni i tam pomógł mi zdjąć kurtkę, czapkę, szalik i rękawiczki.
- Może już się położysz?
Pokręciłem głową.
- Chcę jeszcze z wami trochę posiedzieć.
Zmieniłem się i już wkrótce byliśmy ponownie w salonie. Ułożyłem się przed kominkiem, ziewając szeroko, choć przecież nie było nawet piątej. Severus usiadł w fotelu, a ja niepostrzeżenie oparłem głowę o jego kolana.
Moi przyjaciele dyskutowali o czymś zażarcie i nawet mistrz eliksirów od czasu do czasu dodawał kilka słów od siebie. Choć nie miałem zielonego pojęcia, jaki był temat rozmowy, to sam widok ich wszystkich, siedzących w małym saloniku i trzymających kubki parującej herbaty, był wystarczająco cudowny. Chociaż nie miałem pojęcia, skąd oni mieli herbatę; a może to nie była herbata? Czyżby Hermiona ją zrobiła?
Nagle znikąd pojawił się przede mną skrzat domowy.
- Magiczny Pan Dan. Zgredek ma dla Magicznego Pana Dana gorącą czekoladę.
Zamrugałem i przyjąłem od skrzata parujący kubek, pijąc od razu pierwszy łyk i uśmiechając się do niego z wdzięcznością. To najwyraźniej on wszystkich obsłużył. Wypiłem kolejny łyk i odprężyłem się, uszczęśliwiony, gdy poczułem na dokładkę dotyk dłoni Severusa na moim ramieniu w oznace jakiegoś gestu. Wsparcia? Zażyłości?
Zanim zasnąłem, pomyślałem jeszcze, nieco za późno, że powinienem zaprosić także Raphaela i Sarah do siebie na święta. Wtedy byłoby idealnie.
XXX
- Magiczny Pan Dan, już nie śpi. Niech Magiczny Pan napije się czekolady, to poczuje się lepiej.
Zamrugałem i obraz mi się wyostrzył. Gryzek wyciągał w moją stronę kubek. Z jakiegoś powodu wydało mi się dziwne, że miałem wypić kolejny kubek czekolady, skoro dopiero co skończyłem poprzedni. Mlasnąłem językiem, moje usta wydawały się być suche jak wiór. Wyciągnąłem więc dłonie i chwyciłem za naczynie, podawane mi przez skrzata. Usiadłem, biorąc dwa gorące łyki. Odetchnąłem z ulgą, jakbym nie miał niczego w ustach przez bardzo długi czas.
- Dziękuję - wyszeptałem cicho zachrypniętym głosem. Mimo że wciąż byłem lekko zaspany i kołdra wydawała się mnie wzywać swoim ciepłym komfortem, to większym priorytetem wydawał się teraz gorący napój. Piłem go nieco za szybko, parząc sobie przy tym wargi. Byłem w połowie, gdy w końcu zorientowałem się, że nie mam pojęcia, gdzie jestem.
To nie wyglądało ani na moją, ani na Severusa sypialnię w Hogwarcie. Bardzo szybko się jednak uspokoiłem, poznając magię, która mnie otaczała. To było Treewalle. Już chyba Gryzek powinien być dobrą poszlaką, ale wciąż słabo myślałem.
Potrząsnąłem głową, starając się rozjaśnić swoje myśli i wspomnienia. Nie przypominałem sobie, byśmy odbywali podróż do Treewalle. Czy coś było nie tak z moją pamięcią? Zimny dreszcz przebiegł mi po plecach, gdy pomyślałem, że być może znowu zapadłem w tę swoją dziwną śpiączkę i byłem kilka dni nieprzytomny. Nie chciałem dodawać nowych zmartwień Severusowi.
- Gryzku! Jak długo tu jestem?
- Przybył Magiczny Pan wraz z Severusem Snape dzisiejszego południa - powiedział spokojnie skrzat.
- A możesz mi powiedzieć, jaki dziś mamy za dzień?
- Dziś jest sobota, dwudziesty pierwszy grudnia.
Odetchnąłem z ulgą. To znaczyło, że nie ucięło mi dni aż tak bardzo, jak się obawiałem. Musiałem zasnąć wczoraj, po naszej wycieczce na miotłach, i spać snem kamiennym aż do teraz. Spojrzałem na zegarek. Była czternasta i za niedługo się ściemni.
Odrzuciłem przykrycie i wysunąłem się z pokoju. Severusa znalazłem w salonie.
- Wstałeś - zauważył i uśmiechnął się ciepło w moim kierunku.
Pokiwałem głową i usiadłem obok niego na sofie, zaglądając mu przez ramię w Proroka Codziennego. Na stronie, którą przed chwilą przeglądał, był artykuł o skandalu matrymonialnym w jakiejś czystokrwistej rodzinie.
Severus odłożył gazetę i przytulił mnie, co w szybkim tempie pozwoliło mi wspiąć się na jego kolana.
- Jak mnie przeniosłeś? – zapytałem.
- Dumbledore pomógł mi zrobić świstokliki dla nas i wszystkich twoich przyjaciół. Tylko oni znają hasła i przeniosą się tutaj w pierwszy dzień świąt.
- A Harry? - Uniosłem brwi. - Myślałem, że nie będzie jechał na Grimmauld Place 12.
- Został w Hogwarcie. Mam wrażenie, że obydwoje z Dumbledorem czekali, aż szkoła nieco opustoszeje, by znaleźć odwagę na poważną rozmowę. Może nawet podczas pojedynku - powiedział mężczyzna z uśmieszkiem. Musiał widzieć w tej sytuacji nieco więcej komedii niż ja.
- Pojedynku? - wyksztusiłem.
- No chyba mi nie wmówisz, że nie widziałeś, jak Potter chciał już kilka razy rzucić jakąś klątwą w Dumbledore'a. – Severus uniósł brwi w ten swój Snape'owy sposób, mówiący, że to powinno być dla mnie oczywiste.
Mruknąłem coś niewyraźnie.
- Mam nadzieję, że się dogadają – wymamrotałem.
Przez kilka następnych oddechów po prostu siedziałem, wtulony w jego ramiona, rozmyślając.
Trudno było mi zapomnieć o tych wszystkich wątpliwościach, jakie dręczyły mnie przez ostatnie dwa tygodnie. Moje myśli wróciły do tego, jak wygląda nasz związek, dlaczego trwa i dlaczego tak mocno kocham Severusa.
Wiedziałem, że muszę mu to w końcu wyznać, jednak czy dobrym momentem było powiedzieć to właśnie teraz? Powiedział, że z jego strony nie muszę się obawiać tego, że zakończy nasz związek. Czy to znaczyło, że i on mnie kocha?
Severus pocałował mnie w czoło i pogładził po policzku, a moje serce podskoczyło radośnie na tę czułość, jaką mi okazywał.
Powoli pociągnął mnie za brodę i nasze usta się spotkały.
Natychmiast, tak jak za każdym razem, gdy nasze wspólne działania zmierzały w jednym kierunku, mój umysł przestał myśleć o wszystkim innym. Naparłem na niego, jęcząc aprobująco, gdy wsunął dłonie pod moją koszulę. Lubiłem nasze zbliżenia. Za każdym razem, gdy mnie całował, czułem się, jakby przez jego usta na moje przechodziły wyładowania elektrycznego pragnienia, a nawet najlżejszy jego dotyk sprawiał, że natychmiast go pragnąłem. Otarłem się o niego i moje nowo odzyskane nogi pozwoliły mi się wspiąć na jego ciało. Wciąż go całując, usiadłem mu na kolanach, więżąc jego biodra swoimi gołymi udami.
Zaczęło mi się kręcić w głowie, więc przyciskając dłoń do piersi kochanka, odsunąłem się od jego ust. To jednak wcale nie pomogło, bo spojrzenie, jakie posłał mi Severus, było tak przepełnione żarem, iż byłem prawie pewien, że moje włoski na przedramionach skwierczą.
Serce Severusa biło pod moimi palcami mocnymi uderzeniami. Dłonie spoczywały na moich bokach, a palce nieprzerwalnie pieściły moją skórę, co wcale nie pomagało w odzyskaniu koncentracji. Moje biodra samoistnie poczęły wykonywać okrężne ruchy na udach mojego kochanka i niemożliwym w tej chwili było, bym odzyskał choć część swojego intelektu, który teraz skupiał się na wydawaniu tylko kilku dźwięków w stylu "och" i "ach"
- Czy wszystko w porządku? – zapytał, zanim zassał i przygryzł mój sutek.
Nie miałem pojęcia, czego dotyczyło pytanie już sekundę po tym, jak je zadał.
- Nie przerywaj! – wyjęczałem, mierzwiąc jego włosy, jakbym chciał je wszystkie powyrywać.
Dłoń Severusa przesunęła się i zagłębiła miedzy moje pośladki. Jęknąłem gardłowo. Wilgotne usta przesunęły się do drugiego sutka, poświęcając kilka mokrych pocałunków także dla niego.
Zaraz!
Cholera!
Stop!
Gdzie się znowu podziała moja koszula? Jak on to robił, że kompletnie nie wiedziałem, kiedy mnie rozbierał? To musiała być chyba jedna z jego magicznych zdolności, taka jak ta, w której nagle trzymał w rękach coś, czego jeszcze przed chwilą w nich nie miał.
Z frustracją popatrzyłem na jego tylko odpięte spodnie i uniesionego członka, którego leciutko gładziłem oraz prawie w pełni zapiętą koszulę. On za to znowu miał mnie już nagiego!
Zdeterminowany, by w końcu zdjąć mu koszulę, zacząłem szybko rozpinać jego guziki, Severus jednak znowu mi na to nie pozwolił. Podciągnął mnie i nagle opadłem przodem na sofę. Usiadł i przewrócił mnie, pociągając z powrotem na swoje kolana, tym razem przycisnąwszy moje plecy do swojej piersi.
Jego członek otarł się o moje wejście i kompletnie zapomniałem, co tak właściwie chciałem przed chwilą zrobić. Wsunął we mnie palce z zimnym nawilżaczem. Pogładził mnie kilkoma kolistymi ruchami, podczas gdy klęczałem, podniecony i drżący. Nim zdołałem się dobrze przyzwyczaić, pociągnął mnie w dół i opadłem na jego członek.
Nie ruszałem się kilka chwil, wzdychając i jęcząc, ale w końcu krótkimi ruchami zacząłem się poruszać w górę i dół. Zdawałem sobie sprawę, że chciał mi dać czas, bym się przyzwyczaił do jego rozmiaru po prawie dwóch tygodniach pauzy, spowodowanej moim nieswoim zachowaniem.
Był jednak moim ukochanym, a dla mnie zawsze najważniejszym było, by to jemu było przyjemnie. Teraz z całą pewnością musiał się powstrzymywać. Ja jednak nie czekałem, starając się być jak najbardziej aktywnym, co było trudne, gdy jego usta co chwilę całowały mnie po plecach i karku, a jego dłonie gładziły mojego penisa. Słabłem coraz bardziej w nogach, będąc pewien, że zaraz wybuchnę.
Tak bardzo chciałem, by i Severusowi było dobrze. Unosiłem się i opadałem rytmicznie, drapiąc paznokciami jego uda, tak jakbym chciał go przyciągnąć jeszcze bardziej do siebie.
Nie mogłem tego długo wytrzymać.
Na szczęście prawie w tym samym momencie poczułem, jak Severus doszedł. Wgryzł się w moje ramię. I jęknął. Chwyciłem wtedy jego dłonie, zacisnąłem je boleśnie na swoim penisie i też wystrzeliłem.
Oddychałem ciężko, cały spocony. A mój kochanek przytulał mnie i całował czule. Odchyliłem głowę w tył i wyszedłem na spotkanie jego ust, a on objął mnie od tyłu i siedzieliśmy tak złączeni. Żaden z nas nie miał ochoty się ruszyć, jednak ktoś zastukał w drzwi.
Otworzyłem oczy i zobaczyłem, że magia zawirowała mi przed oczami, obwieszczając przybycie gościa. Severus przeklął i w jego ręku nagle znalazła się różdżka.
Dotknąłem go uspokajająco.
- To Harry - wyszeptałem i uniosłem się z jego ciała, zmierzając w kierunku łazienki.
Zamrugał, patrząc na mnie pytająco, a ja wzruszyłem ramionami. Widziałem jego magię i wiem, kto zjawił się przed domem. Może sam fakt tego, że jestem prawnym właścicielem Treewalle, pozwalał mi widzieć magię osób, które jeszcze nie przekroczyły progu. Wyraźnie widziałem strużki ciemnobeżowej magii, która otaczała Harry'ego.
Wolałem się jednak wykąpać, zanim się z nim skonfrontuję.
Severus doprowadził się do porządku i otworzył drzwi Potterowi, a ja w tym czasie szybko się przemyłem. Gdy wróciłem, Severus stał przy oknie i łypał nieprzyjaźnie na gryfona, który sztywno wyprostowany siedział na krześle przy stole.
Harry uśmiechnął się do mnie.
- Wybacz za najście, ale chciałem już opuścić Hogwart. Mam nadzieję, że zaproszenie wciąż obowiązuję? - zapytał niepewnie.
Pokiwałem głową w zapewnieniu, że tak i odwzajemniłem uśmiech.
- Jak poszło z Dumbledorem? -zapytałem spokojnie.
Nastąpiło bardzo ciężkie i głośne westchnięcie.
- Wiem, że ma rację w tym, co mówi. Ale i tak nie jestem zadowolony - wymruczał Harry.
- A co powiedział? - zapytałem, naprawdę ciekaw jego odpowiedzi.
Harry podrapał się po brodzie. Na jego szczęce zaczął pojawiać się zarost, którego wcześniej nie zauważyłem, zapewne regularnie go golił. Zastanowiło mnie, czy gdybym wciąż wyglądał tak jak on, to czy też zaczęłyby mi rosnąć włosy na twarzy. Jak do tej pory na moich policzkach czy piersi nie można było dostrzec żadnych włosków.
- Ze względu na to, że moi przyjaciele to mugole, nie mogą się tak sprawnie bronić jak czarodzieje. Gdyby ktoś ich zaatakował, nie mogą nawet się deportować w ramach ucieczki. Będzie dla nich bezpieczniejsze, jeśli zostaną tam, gdzie są, i będą tego nieświadomi. Zapewnił mnie, że jak tylko to wszystko się uspokoi, będzie w stanie znieść zaklęcie, jakie na nich rzucił. Ale sam wiem, że to może zająć kilka lat. Do tego czasu mogą być już zupełnie innymi ludźmi.
Zaczął drapać jakąś plamę na stole, wyraźnie zmartwiony. Po czym potrząsnął głową gwałtownie i uśmiechnął się do mnie szeroko.
- To wszystko jest bardzo skomplikowane – stwierdził. - Ale postaram się to zaakceptować takim, jakie jest. Ale póki co, mam coś dla ciebie.
Wyszedł szybko, zanim zdążyłem powiedzieć, że nic nie potrzebuję, ale jak wrócił, uwięzło mi to w gardle.
Hedwiga siedziała w klatce i syczała, strosząc pióra na Harry'ego, który z uśmiechem na twarzy podał mi ją.
Zamrugałem na sowę, a ona w odpowiedzi zamrugała na mnie.
- Cześć, Hedwigo. - Uśmiechnąłem się przyjaźnie, otwierając klatkę. Cofnęła się, patrząc podejrzliwie. – Hej, wiem, że wyglądam inaczej. Ale to ja! Chłopak, z którym spałaś podczas wakacji w zakratowanym pokoju. Pamiętasz?
Przymrużyła swoje wielkie, sowie oczy.
- Zapewniam, że moje przyjaciółki nie są w menu takich dużych węży jak ja, nawet jeśli są sowami. No dalej. Przecież wiesz, że nic ci nie zrobię.
Syknęła.
`- Wiem, że jesteś obrażona za tak długą i nieelegancką niewolę. Ale zapewniam cię, że jakoś ci to wynagrodzę. Może kilka myszy, zakupionych przez Severusa, które miał zużyć do eliksirów, będzie wystarczającymi przeprosinami? To towar z najwyższej półki - zaproponowałem.
- Dasz jej jedną z moich azjatyckich srebrnowłosych myszy, a sama wyląduje w eliksirze. - Usłyszałem Snape'a za sobą.
- Widzisz, jak się nie chcę z nimi rozstać? – zwróciłem się do Hedwigi, choć przekorny uśmiech przeznaczony był dla Severusa. - Co ty na to? Myszka z najwyższej półki za to, byś do mnie wyszła.
Zahuczała z godnością, a jej łapy w końcu objęły mój nadgarstek i dłoń, po czym wyciągnąłem ją z klatki. Pogłaskałem jej główkę i podrapałem pod dziobem. Hedwiga przymknęła oczy i zahukała, uszczęśliwiona, poznając mnie.
- Hedwiga od razu wyczuła, że nie jestem tobą. Dumbledore nie chciał dopuścić do tego, by latała po Wielkiej Brytanii i cię szukała, więc oddał ją pod opiekę jakiejś kobiety, mieszkającej w Szkocji. Od wakacji była tam zamknięta w sowiarni. Dumbledore sprowadził ją dzisiaj i powiedział, że tutaj zapewne znajdziemy dla niej mnóstwo przestrzeni do latania, a ty będziesz mógł ją przekonać, by nie zbliżała się do Hogwartu.
Pokiwałem głową, trochę smutny, że wkrótce znów będę musiał się z nią rozstać, jednak i szczęśliwy, że moja towarzyszka wróciła.
Hedwiga siedziała na moim ramieniu przez resztę dnia, aż do kolacji, przed którą namówiłem ją, by poleciała rozprostować skrzydła i obejrzeć teren. Pośród zaśnieżonej przyrody, w padającym cicho śniegu, bardzo szybko znikła na tle nieba. Wróciła, zanim jeszcze skończyliśmy kolację. Zadowolona z siebie, wleciała na taras, niosąc w dziobie całkiem sporą łasicę, którą zaczęła rozszarpywać, brudząc przy tym deski i swoje pióra krwią.
Myślałem, że atmosfera zrobi się nieco niezręczna, gdy będzie tylko Severus, ja i Harry. Jednak wcale tak się nie stało. Mistrz eliksirów głównie popijał wino, czytając książkę, a ja, oparty o jego nogi, grałem większość część wieczoru z Harrym w karty. Później on przyniósł gitarę, przemyconą w swoich pakunkach, i zaczął grać przyjemne dla ucha melodie, a ja położyłem głowę na kolanach Severusa. Słuchałem, starając się odgadnąć, co to za piosenki.
Mimo że nie znałem się aż tak dobrze na muzyce, to i ja potrafiłem rozpoznać tę czy tamtą melodię i zaśpiewać kilka znanych, często puszczanych w mugolskim radiu hitów.
Było już po dziesiątej, gdy poszliśmy do łóżek. Ja razem z Severusem do sypialni na pierwszym piętrze, a Harry wspiął się piętro wyżej do pokoju, który wcześniej przygotował dla niego Gryzek. Nic nie wydawało się nienaturalne. Harry też nie spoglądał ani nie dawał żadnych sygnałów, że przeszkadzało mu w jakikolwiek sposób to, że udałem się do tej samej sypialni, co Severus.
Było to pocieszające, że nie miał nic przeciwko i ani razu się nie skrzywił, gdy się dotykaliśmy bądź siadaliśmy blisko siebie. Tak w zasadzie, po pierwszym szoku, żaden z moich przyjaciół nie wyrażał się krytycznie o moim związku z Severusem. Wiedziałem dobrze, że Snape nie był aniołkiem ani na zajęciach, ani poza nimi. Mimo to, gdy byliśmy prywatnie w swoim towarzystwie, nigdy nie powiedział ani nie zrobił niczego, co można by było uznać za jego złośliwe zachowanie, tak dla niego charakterystyczne. Dopiero teraz, dosyć późno, dotarło do mnie, że najwyraźniej zawarli między sobą jakiś niepisany pakt. Wydawało się, że moi przyjaciele całkowicie oddzielili Snape'a-nauczyciela i Snape'a-mojego partnera murem tak wysokim i mocnym, by nie było wątpliwości, że to zupełnie różne osoby.
XXXX
Nie lubiłem się kłócić.
- Severusie, nic mi nie będzie. To tylko śnieg! - przekonywałem.
- Nie. - Padła dobitna, i zdawać by się pewnie dla niego mogło, ostateczna odpowiedź.
- Nie idziemy przecież nie wiadomo gdzie! Nie jestem dzieckiem, byś mi zabraniał! - warknąłem.
- Nie!
- To może pójdź z nami. Będziesz mógł mnie pilnować.
- Dan. Po tysiąckroć. Nie.
Jego czarne oczy zmrużyły się gniewnie, gdy stał z założonymi rękami, zagradzając mi przejście. Nasza kłótnia trwała w tym stylu już od jakiegoś czasu, a mnie pozostało tylko westchnąć.
- Nie mogę przecież być zamknięty na całe święta w tym domu! – krzyknąłem, chwytając się ostatniej deski ratunku.
- I pewnie uważasz, że przespanie całych świąt jest lepsze - zauważył mężczyzna, wciąż się nie ruszając. - Dan, sam wiesz, że nie reagujesz dobrze na zimno. Im częściej narażasz swój organizm na wychłodzenie, tym częstsze i dłuższe robisz sobie drzemki. I tak każdy wolny moment spędzasz na śnie! – Wciąż nie chciał odpuścić.
- Nie mówiłeś, że ci przeszkadza to, że śpię, gdy coś robisz - warknąłem.
- Nie przeszkadza, Dan. Ale mnie martwi. Nie rozumiesz? Dziś też spałeś do południa, a wczoraj jak tylko się położyłeś do łóżka, oczy ci się od razu zamknęły. To nienormalne dla organizmu, by przesypiał ponad czternaście, piętnaście godzin dziennie.
Spojrzałem na Harry'ego z niemą prośbą o pomoc. To on początkowo wyszedł z pomysłem, byśmy chwilę się porzucali śnieżkami, jednak teraz stał i milczał.
- Mnie w to nie mieszaj. Sami możecie ustalić, który ma większego – powiedział, odsuwając się o krok i unosząc dłonie w górę.
Sapnąłem.
- To chyba jasne – obruszył się Severus. - A jak mu odmarznie i odpadnie, nikt nie będzie miał już wątpliwości.
Jęknąłem gardłowo w stronę nieba. Świat się kończył! Severus podchwycił żart, powiedziany przez Harry'ego Pottera!
- Harry! Nie prowokuj go! Jeżeli tak dalej pójdzie, to takimi odzywkami doprowadzicie Rona do płaczu! - wykrzyknąłem, ale ten tylko wzruszył ramionami.
- Może profesorek ma rację – zauważył spokojnie.
- I ty przeciwko mnie?! - Teraz zaczynałem być zrozpaczony.
- Nie jestem nikomu przeciwny. Po prostu zauważyłem, że Snape może mieć rację. Chyba nie chcesz ryzykować, że wylądujesz w łóżku na cały okres świąt. Choć może pewnie Snape by się cieszył, mając cię non stop w łóżku.
Mistrz eliksirów uniósł kąciki ust, zadowolony. Nie był to prawdziwy uśmiech, ale niewiele brakowało. A ku własnej zgrozie zorientowałem się, że jak tak dalej pójdzie, to te żarciki Harry'ego za szybko się nie skończą.
- Dobrze! - warknąłem i odwiesiłem kurtkę na haczyk przy drzwiach.
Na zewnątrz było naprawdę pięknie. Niestety, ze względu na veto nie mogłem wyjść. Westchnąłem, układając swoje ciało lamii w salonie. Obrażony, ułożyłem się pod oknem, obserwując przyrodę.
Może Severus miał rację i nie powinienem zbytnio przesadzać. To fakt, że ostatnimi czasy wciąż chciało mi się spać. Niby nie czułem, kiedy przemarzałem do jakiegoś niebezpiecznego punktu, ale wyglądało na to, że był to niewidzialny czynnik, który na mnie negatywnie wpływał. Starałem się przypomnieć sobie, jak to wyglądało w lecie. Wtedy chyba też sporo spałem. Chociaż było to może związane z tym, że nie miałem obowiązków i nie musiałem ciepłymi słonecznymi popołudniami nic robić.
- Dan, nie złość się na mnie. - Ciepły koc opadł na moje ramiona i splecione ciało, a Severus przytulił mnie od tyłu.
- Nie złoszczę. To tylko niesprawiedliwe, że nie mogę robić tego, na co mam ochotę -wymamrotałem.
- Dan. Nie chcę być dyktatorem, ale...
- Wiem - przerwałem mu. - Wiem. Rozumiem, Severusie.
Rozumiałem. Naprawdę. Jednak przez dwa dni nie mieliśmy żadnych zajęć do południa i żadnych zadań do odrobienia, więc propozycja wyjścia na zwykły spacer czy po to, by kilka chwil cieszyć się śniegiem, wydawała się dobrym pomysłem.
- Może się zastanowisz nad tym, co ma zrobić Gryzek na przybycie reszty twoich przyjaciół? – mówił dalej Severus. Nagle coś poruszyło się w cieniach. Drgnąłem, dostrzegając zmianę magii. - Mają w końcu być tutaj za dwa dni. A wciąż nie ustaliliśmy...
Zastukano w drzwi wejściowe, a ja najszybciej jak mogłem przypadłem do nich, otwierając je na oścież. Z uśmiechem na ustach przytuliłem mocno Hermionę na powitanie.
- Jesteś! Miałaś być dopiero pojutrze! Nie spędzisz obiadu wigilijnego z rodzicami? –wykrzyknąłem, uradowany.
- Nie! -zaśmiała się i wycałowała mnie w oba policzki.
Była ubrana w grubą, wypełnioną sztucznym puchem mugolską kurtkę, przez co zdawała się być dwa razy większa niż w rzeczywistości.
Wysupłała się z niej i okazało się, że ma pod nią ukryte mnóstwo zmniejszonych pakunków.
- Rodzice w tym roku zabrali mnie do Niemiec na święta. Jednak jutro mają jakiś oficjalny obiad w restauracji i konferencję lekarską, więc powiedziałam im, że w takim razie z miłą chęcią pojechałabym już dziś do ciebie. Nie byli szczęśliwi, w końcu mają mnie tak rzadko w domu, ale się zgodzili. - Odłożyła już wszystkie pakunki i uściskała mnie bardzo mocno po raz kolejny.
- Będziemy mogli razem zjeść wigilijny obiad! A jak znam Rona, to też się może pojawić w każdej chwili. Nie wydawał się być zadowolony. Napisał do mnie jeszcze przed wylotem do Berlina i wychodzi na to, że wylądował na Grimmauld Place ze wszystkimi i wciąż jest bombardowany pytaniami, gdzie jest Harry? A tego oczywiście powiedzieć nie może.
- Na Grimmauld Place? Ale myślałem, że pojechał do Nory! - wykrzyknąłem zaskoczony.
Pokręciła głową.
- Syriusz wszystkich zaprosił do siebie. Państwo Weasley mieli polecenie zabrania swoich dzieci ze sobą. Miał chyba nadzieję, że Harry odmówił mu, bo będzie spędzał święta w Norze. Możesz sobie wyobrazić, że nie był zadowolony jego brakiem w pociągu i na peronie. Ponoć pojawił się tam w formie animaga w towarzystwie Lupina.
- Ale przecież napisałem im, że nie mogę z nimi spędzić świąt, bo mam inne plany! -Harry wydawał się być zirytowany. Przywitał się z Hermioną krótkim uściskiem, a Severus stanął obok i tylko skinął głową.
Popatrzyłem na Pottera.
- Dlaczego tak ich unikasz?
Harry potarł dłonią swój kark i zagryzł wargę.
- Nie jestem taką osobą, jaką by sobie życzył. Nasłuchałem się wystarczająco dużo historii o moim ojcu i jego przyjaciołach i wiem, że Syriusz by mnie nie polubił. Poza tym nie jestem tobą, Dan.
- Harry. Już ci to mówiłem. Syriusz to luzacki i łatwy do lubienia facet - zapewniłem go. W końcu przez ten krótki okres czasu, w jakim sądziłem, że naprawdę jest moim chrzestnym, wydawał się świetnym towarzyszem rozmów. - Jeszcze nie za bardzo otrząsnął się po ucieczce z więzienia, ale naprawdę łatwo się z nim zaznajomić.
- Tak? - Harry uniósł brwi, jakby było coś zabawnego w mojej wypowiedzi. - Jestem beznadziejny w Quidditchu, nie umiem dobrze się pojedynkować, to nie ja go tak naprawdę uwolniłem od zgubnego pocałunku dementora i pomogłem w ucieczce. Jeżeli dodamy jeszcze do tego, że lubię eliksiry, to chyba by zszedł na zawał! Już bym prędzej dogadał się z Lupinem, niż z nim. Z tych listów, co mi wysłał, wystarczająco dobrze go poznałem.
Zamrugałem i spojrzałem na Severusa, który wzruszył ramionami.
- Jest nawet dosyć dobry w eliksirach, jeden z najlepszych uczniów - potwierdził spokojnym głosem.
Otworzyłem usta w niemym szoku. Nigdy nie rozmawialiśmy o takich sprawach. Nie spodziewałem się jednak, że Harry, z Severusem jako nauczycielem, mógłby być jednym z lepszych uczniów.
- Widzisz? Sama twoja reakcja wystarcza za odpowiedź, jak on to przyjmie. Już mówiłem, że nie chcę i nie będę udawał kogoś, kim nie jestem! Więc lepiej mu oszczędzić spotkania ze mną - wyjęczał Harry, brzmiąc podobnie jak wtedy, gdy z rozpaczą w oczach prosił mnie o znalezienie jakiegoś sposobu, by nie musiał jechać do swojego chrzestnego na święta.
Nie wiedziałem, co mu odpowiedzieć. W końcu, mimo że dla mnie Syriusz był istotnym łącznikiem z ludźmi, których uważałem wtedy za rodziców, to musiałem przyznać, że nie reagował on zawsze tak, jak człowiek dorosły powinien. Bywał lekkomyślny, porywczy i wydawało mi się czasami, że mylił mnie ze swoim zmarłym przyjacielem.
- Czy Ron wspominał, kiedy się pojawi? - Zapytałem przyjaciółki, zamiast drążyć dalej niewygodny temat.
- Nie pisał nic na ten temat. Pewnie będzie musiał znaleźć dogodną porę, a to nie będzie łatwe.
Tak. Na pewno Black i Lupin będą go obserwować, wyczekując najmniejszych oznak kontaktu bądź chęci odwiedzenia Harry'ego, niezależnie od tego, gdzie by był.
- Dobrze, że jesteś -powiedziałem jej tylko i uśmiechnąłem się krzepiąco.
Teraz moja mała wigilia miała już trzy drogie mojemu sercu osoby. Cieszyłbym się i samym towarzystwem Severusa, ale tak było jeszcze lepiej.
- Mogę coś dla was upiec? -zapytałem, bo chciałem ich jakoś osobiście ugościć i nagle zrobienie dla nich czegoś własnymi siłami wydało mi się najbardziej odpowiednie. Przygotować jedzenie, które sam im podam. Nie miałem pojęcia, dlaczego wydawało mi się to teraz takie ważne.
Hermiona zamrugała i zaraz się uśmiechnęła.
- Może razem pójdziemy do kuchni? Co ty na to? Przygotujemy jakieś smakołyki.
Pokiwałem entuzjastycznie głową.
Podczas gdy razem z Hermioną i niezadowolonym z odbierania mu pracy skrzatem zaszyliśmy się w kuchni, Severus i Harry konspiracyjnym szeptem zaczęli o czymś intensywnie dyskutować. Miałem tylko nadzieję, że to nie sposoby na psikusy, które można wywinąć Syriuszowi i Remusowi, by ich zdenerwować.
Później, ku mojej radości, wzięliśmy się za przystrajanie choinki. Severus przelewitował nam drzewko z lasu i postawił przed biblioteczką. Najwyraźniej rozumiejąc, że chcę przybrać je własnoręcznie, tylko przywołał ozdoby świąteczne ze strychu. Razem z Hermioną i Harrym bawiłem się i kłóciłem wyśmienicie podczas ubierania choinki, bo każdy miał inną koncepcję tego, jak powinna wyglądać.
Po południu przygotowałem im po gorącej kawie i każdemu zrobiłem w filiżance wzór ze śmietany. Hermiona była zachwycona swoją różą. Harry gapił się przez chwilę na sowę, którą zrobiłem dla niego, tak jakby chciał odkryć, jak to właściwie możliwe.
Potem usiedliśmy i Harry ponownie zaczął nam wygrywać melodie na gitarze. Hermiona była zdecydowanie lepsza w odgadywaniu tytułów piosenek. I mimo, że nie miała ani krztyny głosu śpiewaczki, od czasu do czasu śpiewała jakieś krótkie zwrotki, które pamiętała.
Severus znosił to ze stoickim spokojem, choć ewidentnie kilka razy chciał już coś na temat zdolności wokalnych Hermiony powiedzieć.
Mnie później ponownie zmorzył sen.
Wigilijny poranek zaczął się od sypiącego z nieba świeżego puchu. Jeżeli świat wcześniej wyglądał jak przykryty białym kocem, tak teraz wyglądało to tak, jakby na przyrodę spadły tony waty cukrowej. Efekt wzmógł się jeszcze bardziej, gdy po południu wyszło słońce i świeżo opadnięty śnieg wyglądał tak zachwycająco kolorowo, że po prostu stałem w oknie i się gapiłem. Tęczowe drobinki błyszczały, jakby całość świeżego puchu były diamentami i kwintesencją magii.
Wkrótce Hermiona zaciągnęła mnie do kuchni, przypominając, że mieliśmy jeszcze skończyć przyprawiać indyka i piec ciasteczka. W tym czasie Harry i Severus mieli przygotować stół w jadalni.
Prezenty mieliśmy otworzyć dopiero po obiedzie.
Gdy skończyliśmy, i razem z Hermioną, niosąc ciasteczka, weszliśmy do salonu, to zamrugałem, gdy nie zobaczyłem niczego i nikogo. Nawet stół znikł. Hermiona szarpnęła mnie za rękaw i wskazała na ogród.
Na środku trawnika stała dziwna szklana konstrukcja. Zmarszczyłem brwi i podszedłem do drzwi tarasowych. Severus, ubrany w swój czarny zimowy płaszcz, właśnie kroczył przez śnieg w naszym kierunku. Wkrótce otworzył drzwi i wszedł do środka wraz z zimnem i płatkami śniegu.
Uśmiechnął się do mnie i przywołał mój płaszcz.
- Chodź – powiedział, wyciągając go w moją stronę.
Dałem się poprowadzić przez wąską, wydeptaną ludzkimi nogami ścieżkę do szklarni i aż otworzyłem usta, gdy weszliśmy do środka. Na środku płonął duży ogień w prowizorycznym kominku, wykonanym z kamieni i metalu. Zaraz obok niego stał nasz stół z jadalni i krzesła oraz cała choinka, którą ledwie wczoraj ubieraliśmy. Zdawało mi się, że podłoga jest wykonana z jakiegoś kamienia i zastanawiało mnie, skąd oni go tyle wzięli!
Harry stał obok stołu, rozkładając zastawę i uśmiechnął się na mój widok.
- Wiesz, dlaczego nie chcę cię wypuszczać na zewnątrz - zaczął powoli Severus - ale chcę ci to jakoś wynagrodzić. Odpowiadałoby ci, gdybyśmy zjedli nasz wigilijny obiad w ogrodzie?
Nie musiał pytać. Szklana konstrukcja nie miała łączeń i przypominała wielką przeźroczystą szklankę obróconą do góry nogami. Chyba tak właśnie zrobili. Powiększyli jakiś odpowiedni wazon albo szklankę, tak by można było się w niej zmieścić wraz ze stołem, choinką i gośćmi.
Mimo minusowych temperatur na zewnątrz, w środku szklarni było na tyle ciepło, że bez zachęty zdjąłem z siebie płaszcz i usiadłem, podziwiając to, co zostało specjalnie dla mnie przygotowane. Przez szkło było wyraźnie widać całość bajkowo ośnieżonego ogrodu i idącą pośród zasp do nas Hermionę. A mnie nic nie wydawało się teraz piękniejsze.
- Jest cudownie – wydusiłem.
Czułem, jakbym miał się zaraz rozpłakać, mój głos drżał i wiedziałem, że inni to słyszeli, jednak taktownie nikt nic na ten temat nie powiedział.
Na naszym stole wylądowało więcej potraw niż dla dziesięciu osób. Chyba przesadziliśmy z Hermioną, a i Gryzek dołożył swoje trzy grosze, ogromnie niepocieszony, że zabraliśmy mu jego pracę w tak ważnym dniu w roku.
Jedliśmy i piliśmy, a ja za namową Severusa przyjąłem swoją drugą formę, by móc się rozluźnić podczas otwierania prezentów.
Hermiona podarowała mi zestaw ubrań, według niej zakupionych w centrach handlowych w Berlinie. Część z nich była dłuższa i zdecydowanie bardziej skierowana do mojej drugiej formy. Od Harry'ego dostałem długi zimowy golf w kolorze czarno-zielonym. Magiczny, jak mnie zapewniał, i można było sobie ustawić „temperaturę grzania". Od Severusa otrzymałem ciepły płaszcz i mały podarek z zaznaczeniem, bym nie otwierał go przy innych, bo na pewno przyda się to dopiero w sypialni. Wystawiłem mu język i schowałem mniejszy podarek do kieszeni. Najwyraźniej wszyscy uznali, że moja tendencja do marznięcia jest aż tak wysoka, że koniecznie chcieli mnie ubrać, bo paczki od kilku następnych osób też zawierały ubrania.
Sarah podarowała mi rękawiczki, Raphael czarne nauszniki, nawet Hernest i Xemil oraz Jimm i Scot mi coś przysłali, choć nie umawiałem się z nimi, że będziemy się wymieniać prezentami. Jednak zaśmiałem się głośno, gdy otworzyłem ich paczki i okazało się, że każdy z nich przesłał mi po robionej przez pewien czas przez Hermionę dla skrzatów domowych czapce, które wciąż się plątały po Wieży Gryffindoru i wpadały ludziom w ręce w najbardziej zaskakujących momentach. Mieli na tyle przyzwoitości, że napisali, skąd te czapki są i zapewnili, że to ważna historia naszej szkoły i obowiązkowo taką czapkę, jako prawdziwy gryfon, muszę mieć. A Zgredek za to przesłał mi drugą skarpetę od pary do tej, co dostałem od niego w zeszłym roku.
Ja niestety nie miałem zbyt wiele pieniędzy, po tym jak nie miałem już dostępu do konta Potterów, więc Severus pomógł mi wybrać upominki dla przyjaciół.
Hermiona dostała ode mnie naszyjnik, w którym był zamknięty mieniący się czerwienią i złotem eliksir. Severus pomógł mi go uwarzyć i wykonać płaską fiolkę, w którym go zamknęliśmy. Łańcuszek nie był aż tak drogi, gdyż kupowałem go w Hogsmeade. Hermiona była zachwycona, a na jej szyi okrągła łza z cały czas poruszającymi się w gonitwie za sobą dwoma płynami nie wyglądała tandetnie, a oryginalnie.
Harry dostał ode mnie nową paczkę papierosów, na które Hermiona krzywo popatrzyła i po kilkukrotnym proszeniu Severusa, by włączył się do tej inicjatywy, wykonany przezeń eliksir na niedowidzenie. Sam pozbywając się w końcu okularów, wiedziałem, że to ogromna ulga. Wcale nie byłem zdziwiony, gdy Harry, mrugając zawzięcie, entuzjastycznie nam dziękował, to oddalając, to przybliżając lusterko do swojej twarzy, tak jakby brak okularów sprawił, że stał się zupełnie innym człowiekiem.
Sarah i Raphael zapewne już otworzyli swoje prezenty. Sarah wysłałem podobny do Hermiony naszyjnik, tylko w innych kolorach: błękicie i fiolecie, które bardziej pasowały do jej oczu. Raphael za to dostał moją starą i pełną notatek książkę z przydatnymi magicznymi zaklęciami defensywnymi i ofensywnymi. Miałem nadzieję, że mu się przyda.
Dla Rona też miałem prezent, wygrzebany z Komnaty Tajemnic przy okazji moich tam odwiedzin. Był to magiczny zegarek. Czekał wciąż na niego pod choinką. Mieliśmy się wymienić z nim podarkami dopiero wtedy, gdy przyjedzie. Zegarek nie mógł należeć do Slytherina, bo były na nim insygnia Gryffindora. Ciekawiło mnie, jak w takim razie znalazł się w Komnacie Tajemnic. Severus zapewnił mnie, że nie jest przeklęty, a ja pomyślałem, że mógłby się Ronowi spodobać.
Zwinąłem się w kłębek obok kominka, a Severus usiadł na ziemi obok mnie, opierając plecy o jeden z przyniesionych foteli. Tak po prostu siedzieliśmy, w środku szklanej bańki, obserwując zasypany białym puchem ogród, podczas gdy Harry brzdąkał ciche wigilijne melodie na gitarze.
Nic nie wskazywało na to, by ta spokojna idylla mogła zostać przerwana.
Jak bardzo się myliłem…
Niczym rozpadający się w powietrzu płatek śniegu, tak w jednej chwili ciszę spadającego z nieba puchu i trzask płonącego drewna w kominku, rozerwał dźwięk obwieszczający niespodziewaną obecność. Z trzaskiem teleportacji rozerwała się nić magii w powietrzu. Wstałem gwałtownie i obróciłem swoje węże ciało, nie wiedząc do końca, jak zareagować.
Na ścieżce nieopodal pojawiła się spora grupa osób, których nie powinno tutaj być. W samym centrum tego wszystkiego, obok nieco nieprzytomnie patrzącego Rona, stał Syriusz, McGonagall, Lupin, pan i pani Weasley, Bill i Kingsley.
Ich wzrok spoczął na mnie, a za sobą poczułem, jak Snape gwałtownie wstaje. Widziałem, jak oczy pani Weasley rozszerzają się w przerażeniu na mój widok, ale to Syriusz, mający już w dłoni różdżkę, zaatakował pierwszy.
Kopuła, w której byliśmy, roztrzaskała się na tysiące małych kawałków. Poczułem powiew gorącego powietrza, a zaraz potem lodowate zimno, gdy ogromna siła odrzuciła mnie w tył.
Jakiś piszczący odgłos rozbrzmiał mi w uszach, a wizja się zamazała. Zimny śnieg podniósł się i opadł, gdy uderzyłem o zaspę śnieżną.
Nie byłem pewien, co się dzieje. Nie mogłem zebrać myśli.
Słyszałem krzyki. Magia szarpnęła moim jestestwem, gdy poczułem czyjś ból tak silnie jak swój własny.
Nie pamiętałem, co się stało później.
