Zerknęła w stronę ciotki, stojącej obok młodej kobiety, która tak jak ona trzymała zestaw podręczników do szkoły. Vanessa niecierpliwiła się, czekając obok wyjścia ze sklepu na ulicę Pokątną. Westchnęła ciężko, chowając dłonie w obu kieszeniach, odwracając się na pięcie w stronę ogromnego regału wypełnionego po brzegi książkami. Zrobiła kilka kroków do przodu i sięgnęła po pierwszą z brzegu. „Eliksiry dla zaawansowanych"- przeczytała opis na skórzanej okładce, która na pierwszy rzut zniechęcała, żeby ktokolwiek ją kupował. Jak każdy w świecie magii miała styczność z niektórymi eliksirami, kiedy była chora, czy też jak coś niechcący sobie złamała. W Hogwarcie Eliksiry będą jej obowiązkowym przedmiotem, którego będzie ją uczył niejaki profesor Severus Snape. Charlie wiele o nim wspominał, ale nie tak dobrze, jak innych profesorów. Podobno Snape był naczelnym nietoperzem, będący bezlitosny dla innych uczniów oprócz swoich podopiecznych. Aż strach ją zżerał z myślą, że będzie ją uczył.

- Vanesso.- usłyszała wołanie, odłożyła szybko książkę i odwróciła się do starszej kobiety.- Na czytasz się jeszcze w domu, kiedy dorwiesz podręczniki.- uśmiechnęła się, na co panna Potter przewróciła oczami. Podeszła do niej i obie wyszły na zewnątrz.- Co ci jeszcze brakuje?

- Różdżki i kota...

- Kota? Myślałam, że weźmiesz sowę.- powiedziała zdziwiona jej decyzją w sprawie przyszłego pupila.- Przemyślałaś to?- zapytała. Vanessa przytaknęła, przeciskając się innych czarodziei, którzy również odwiedzili Pokątną. Od początku, wiedziała, co chce kupić. Owszem sowy były bardzo przydatne, jeżeli chodziło o wysyłanie listów do bliskich lub na odwrót. Ale chciała mieć kogoś, do kogo będzie mogła w każdej chwili się przytulić.

- Jestem w stu procentach pewna, że chce kota.- rzekła, zatrzymując się po dłuższej wędrówce przed sklepem pana Ollivandera.- Wchodzisz ze mną, czy będziesz na mnie czekać?

- Zaczekaj na mnie przed Eeylopa lub koło lodziarni, bo muszę jeszcze coś załatwić.- odparła, wyciągają sakiewkę z pieniędzmi z kieszeni.- Tu masz na różdżkę i kota, a reszta powinna ci wystarczyć na lody.- podała jej z lekkim uśmiechem, żeby po chwili zniknąć w tłumie.

Dziewczyna podniosła brew do góry, będąc zdziwiona dziwnym zachowaniem cioci. Nie wspominała jej wcześniej, że ma coś załatwienia. Co to mogło być?- pomyślała, zaciekawiona całą tę sytuację. Najwidoczniej musiała coś ukrywać przed nią, skoro nie powiedziała, co i jak. Vanessa zrobiła małe kroki w tył i odwróciła się do drzwi, które następnie otworzyła. Kichnęła cicho, czując unoszący się kurz w całym pomieszczeniu.

- Na zdrowie.- odparł właściciel, stojąc za ladą. Wcześniej go nie zauważyła, rozglądając się po sklepie. Nigdy wcześniej nie była w środku, nawet jeśli miała wiele okazji żeby tu zajrzeć.- Żyjemy w świecie, w którym jest się albo dobrym, albo złym. Przyznasz mi chyba rację panno Potter?

- Nie zupełnie.- powiedziała zdziwiona. Obcy dla niej człowiek, który zresztą nie widział jej nigdy na własne oczy, a mimo tego wie kim, jest. Czyżby tak szybko roznosiły się plotki o tym, że idzie do Hogwartu?- Można też być pomiędzy. Dobry może stać się złym, a zły dobrym.- odpowiedziała na to podchwytliwe pytanie, które zapewne miało mu ocenić jaka była.

- Czyli uważasz, że przyszłości każdy nas może zejść na złą ścieżkę?- zapytał, na co Vanessa przytaknęła.- Ciekawe.- mruknął do siebie, wyciągając z szuflady linijkę krawiecką. Machnął dłonią, żeby do niego podeszła. Na początku nie wiedziała, o co może chodzić mężczyźnie. Ale dopiero po chwili zrozumiała, dlaczego były mu jej wymiary.- Która z dłoni ukazuje zdolności magiczne?

- Jestem obu ręczna, ale przeważnie używam prawej.- podała mu dłoń, obserwując pana Ollivandera, który wykonywał swoją pracę bardzo sumiennie. Z doborem odpowiedniej różdżki dla czarodzieja, a raczej człowieka do różdżki nie było takie łatwe. Do tego między innymi przydawały się umiejętności, jakie mieli sprzedawcy różdżek.

Czuła narastający stres, mimo że chodziło tylko o różdżkę. A co jeśli żadna mnie nie wybierze?- czarne scenariusze miała, których nie mogła odpędzić ze swoich myśli. Cedric zapewne, gdyby ją teraz widział, to by się z niej śmiał. On porównując do Vanessy, był już przygotowany do Hogwartu, który zbliżał się małymi krokami coraz bardziej. Dziesięć miesięcy poza domem i niewidywania się z rodziną, nie licząc wysyłania do nich listów, bo na kartce papieru, a na żywo była duża różnica. Vanessa nawet nie spostrzegła się, kiedy pan Ollivander zniknął za regałami, żeby zabrać ze sobą czerwone pudełko.

- Pańską matkę, wybrała różdżka z rdzeniem włosa jednorożca. Może i tobie będzie również pisana?- powiedział zaciekawiony, podając do jej dłoni różdżkę. Sądził, że młoda panna Potter mogła odziedziczyć umiejętności magiczne, co Lily. Były niemalże jak dwie krople wody, w których widział wielki potencjał.- No machnij.- rozkazał, że Vanessa ścisnęła dłoń na różdżce i obróciła się w stronę wazonu, który po chwili roztrzaskał się na milion kawałków.- Zdecydowanie, to nie ta.

Dziewczyna ze wstydem spojrzała się na bałagan, który zrobiła. Odłożyła szybko różdżkę na ladę. Pierwsza próba nie zawsze się udawała. Rzadko się zdarzało, że od razu różdżka wybierała czarodzieja.

- To może ta? Wykonana z Cedra, włókno ze smoczego serca, 16 i 1/2 cala.- mruknął, trzymając ją w dłoni. Zerknął na nią, widząc, jak wpatrują się z błyskiem w oczach. Czyżby była to ta? Podał ją Vanessie.

Przymknęła oczy, czując wirującą wokół niej magii zaraz po tym, jak wzięła różdżkę do ręki. Nie potrafiła opisać, togo uczucie, które jej towarzyszyło. Ale jedno mogła potwierdzić.- było to coś niesamowitego.

- To nie czarodziej wybiera różdżki, bo to właśnie ona musi wybrać.- odparł, uśmiechając się pogodnie w jej stronę.- Wierzę, że pani stworzy z nią w przyszłości niezwykłą więź.

- Też w to wierzę.- odpowiedziała, nie spuszczając wzroku z czarnej ozdobnej różdżki. W końcu mogła siebie nazwać, że jest pełno prawną czarownicą, która z czasem nabierze doświadczenia. Magia od samego początku płynęła w jej żyłach i było to kwestią czasu, kiedy będzie mogła z niej korzystać.

Za nim wyszła ze sklepu, zapłaciła mężczyźnie odpowiednią kwotę za swoją różdżkę, którą schowała w dużej kieszeni płaszcza. Nie wybaczyłaby sobie, gdyby już pierwszego dnia by ją zgubiła. Wujostwo zabiliby ją za to. A Vanessa chciała jeszcze sobie pożyć na tym świecie w świętym spokoju. Była tak daleko w myślach, że nie zauważyła przed sobą mężczyzny, na którego wpadła. Nie podniosła wzroku, słysząc, jak ten ktoś na nią warczy i chwyta ją z całej siły za ramię.

- Uważaj, jak chodzisz.- usłyszała męski głos, który nie należał do najprzyjemniejszych.

~*~*~

Pomachała ze smutnym uśmiechem w stronę państwa Fawley, którzy stali przytuleni się do siebie na peronie 9 i 3/4. Nie tylko jej było ciężko z rozłąką na tak długi okres. Vanessa najchętniej zabrałaby ich ze sobą, ale nie było to możliwe, nawet jeśli by tego chciała. Czarodzieje, którzy skończyli swoją edukację, nie mogli wrócić do szkoły po raz kolejny. Jedynym rozwiązaniem było, zostanie profesorem, czy też innym ważnym pracownikiem. Tylko nielicznym się udało. Będzie tęsknić za nimi każdego dnia, spędzonych poza domem. Bała się usamodzielnić i odpowiadać wyłącznie za siebie, kiedy coś się stanie.

Cedric stanął obok niej i uśmiechnął się do niej pociesznie. Vanessa spojrzała się na swojego najlepszego przyjaciela, który chwycił ją za dłoń. Mieli siebie i oboje zawsze będą mogli na sobie polegać, mimo że każdy z nich może trafić do innych domów. Brunet o szarych oczach był urodzonym Puchonem, który nie mógłby przejść obok potrzebujących.

- Będzie dobrze.- odparł, wpatrując się w jej oczy. Nie potrafił patrzeć na jej smutną twarz.- Zobaczysz ich, za nim się obejrzysz.- obiecał.