Pociąg zatrzymał się na stacji Hogsmeade późnym wieczorem, kiedy gwiazdy i księżyc wznosiły się na niebie, a lekki wiatr powiewał ich czarne szaty. Vanessa stanęła obok przyjaciela, który rozglądał się zaciekawiony po całym miejscu. Może i Hogwart był następnym przystankiem na ich liście, ale nie przeszkadzało, to w zapoznaniu się z miejscem. Przewróciła oczami, kiedy wskazał jej na powozy ciągnięte przez bardzo dziwne konie. Nie widziała w tym nic nadzwyczajnego jak on czy inni. Usłyszeli piski na przodzie, kiedy niedaleko przed nimi stanął wysoki mężczyzna z owłosioną twarzą. Spojrzał się po nich wszystkich, podnosząc dłoń, w której trzymał lampion.

- Tylko tyle was jest?- zapytał głośno, wpatrując się na ich przerażone twarzy. Jedynie Fred i George śmieli się pod nosem, spoglądając na siebie.- Jestem Rubeus Hagrid, strażnik kluczy i gajowy w Hogwarcie.- przedstawił się, a następnie, jak gdyby nic odwrócił się do nich tyłem.- Wszyscy pierwszoroczni za mną!- zawołał.

Vanessa, jak i inni powędrowali za pół olbrzymem, który prowadził ich do wąskiej ścieżki w głąb ciemnego lasu. Jedynym światłem dla nich było jasne niebo i małe światełko z jego lampy. Musieli uważać, żeby nie zahaczyć nogą o wyrastający z ziemi korzenie, przez które mogliby upaść na ziemię. Dziewczyna nie była pewna, ile szli w tej dziczy, słysząc bicie własnego serca i odgłosów dochodzących wokół nich. Myślała na samym początku, że do Hogwartu pojadą powozem, a nie będą iść za przerażającym gajowym, który prowadził ich nie wiadomo gdzie.

- Nie ociągać się. Hogwart jest zaraz za tym zakrętem.- wskazał na kończącą się ścieżkę, z której mogli dostrzec taflę wody. Hagrid przyspieszył kroki, żeby stanąć nad urwiskiem z uśmiechem, widząc w oddali swój dom. Zachęcił ich, żeby podeszli bliżej.- Hogwart jest na wyciągnięcie ręki.

Zrobiła kilka kroków do przodu, stając obok Hagrida, który się na nią spojrzał. Na początku myślał, że ma jakieś omamy, widząc jedenastoletnią Lily. Ale nie zgadzał mu się kolor włosów i oczu, które jedynie po części od niej odziedziczyła. Po raz pierwszy wolał zamilknąć, żeby niczego jej nie wypaplać, co z jego strony było prawdopodobne. Zauważył na twarzy dziewczyny delikatny uśmiech, spoglądając na wznoszący się po drugiej stronie zamek z wieloma basztami i wieżyczkami. Temu urokowi dawała również pełnia, która swoim jasnym blaskiem oświetlała cały teren, a spokojna tafla wody stała się jej lustrzanym odbiciem. Nie musieli używać magii, żeby zobaczyć ją na własne oczy.

Cedric złapał za ramię Vanessy, która była wpatrzona na Hogwart. Nie zostawiłby ją tutaj samą, kiedy oni mieli przepłynąć łódkami na drugą stronę. Jako że był najstarszy, musiał mieć na nią oko i pilnować, żeby nic się jej nie stało. Pomógł swojej przyjaciółce zejść na dół, gdzie znajdowały się łódki, do których musieli wsiąść czwórkami. Niestety szczęście im nie dopisało, siadając obok Weasleyów.

~*~*~

Czuła, że zaraz zamarznie z zimna, stojąc obok również mokrego Cedrica. Musieli być niezłą sensacją z bliźniakami, którzy siedzieli z uśmiechem na twarzy przy stole Gryffindoru. Obiecała sobie, że jeszcze się na nich zemści za ich genialny plan. Ale przynajmniej została uratowana przez wielką kałamarnicę, która nie pozwoliła jej utonąć. Vanessa panicznie bała się wody i nie potrafiła pływać, na tyle żeby uratować swoje życie. Miała traumę z dzieciństwa, w których również uczestniczyli Fred i George.

- Cedric Diggory.- usłyszeli oboje profesor McGonagall, która wyczytała go z pergaminu. Starsza kobieta spojrzała się po nich wszystkich, w oczekiwaniu wyznaczona osoba wyjdzie z szeregów.

- No leć.- szepnęła cicho Vanessa, popychając lekko szatyna do przodu. Usłyszała, jak nabiera gwałtownie powietrza do płuc, kiedy szedł w stronę trójnożnego stołka. Zasiadł na wyznaczonym miejscu jak poprzednicy. Zadrżał, kiedy kobieta założyła na jego głowie tiarę, która wierciła się na wszystkie strony.

- Hufflepuff!- krzyknęła bez zastanowienia, jakby wiedziała, że chłopak od samego początku tam pasował. Widziała, jak jego twarz rozluźnia się, słysząc ostateczny werdykt. Ale również po chwili się uśmiechnął, słysząc oklaski od swojego nowego domu i Vanessy, czekającą na swoją kolej.

Oczekująco spojrzała się w stronę starej tiary, która w niedługim czasie również miała ją przydzielić. Denerwowała się z każdą ubiegającą minutą, kiedy przed nią zostały przydzielane kolejne osoby. Czyżby w ogóle nie znajdowała się na liście?- pomyślała zrozpaczona. Obawiała się, że jej przyjazd tutaj było zwykłą pomyłką. Westchnęła ciężko, rozglądając się na wszystkie strony. Została tylko ona. Zagryzła delikatnie dolną wargę, czując, jak wszyscy wpatrują się na z zaciekawieniem. Nie lubiła być w centrum uwagi.

- Vanessa Potter.- nie rozumiała, dlaczego wszystkie rozmowy ucichły, kiedy kobieta wyczytała jej imię. Wzruszyła ramionami i jak gdyby nic, zajęła miejsce. Zerknęła w stronę przyjaciela, nie zwracając uwagi, że miała na głowie tiarę.

- Potter... Potter.- usłyszała tuż nad sobą.- Dziewczynka ukryta przed wszystkimi. Trudny, bardzo trudny wybór...- tiara zamilkła na dłuższą chwilę, mamrocząc coś niezrozumiałego pod nosem. Nie była pewna, gdzie ją przydzielić, żeby wydobyć z niej to, co najlepsze. Miała to coś w sobie, że w przyszłości dokona czegoś, czego inni się nie potrafili. Ale nie mógł porównywać jej potęgi do Chłopca-Który-Przeżył- ... niech będzie Slytherin!- krzyknęła pewna swojego wyboru, widząc w niej coś, czego inni nie mogliby zobaczyć na własne oczu.

Jej wzrok spoczął na jednym z czterech stołu, który wiwatował równie mocno, jak ktoś został do niego przydzielony. Została Ślizgonką. Uśmiechnęła się szeroko, zeskakując z trójnożnego stołka zaraz po tym, jak profesor McGonagall zabrała z jej głowy tiarę. Miała dziwne wrażenie, że kobieta była nią rozczarowana. Dlaczego, skoro nawet jeszcze nic nie zrobiła. Powędrowała szybko do stołu Slytherinu, zerkając co chwilę za siebie w stronę stołu przeznaczonego dla profesorów. Usiadła na wolnym miejscu obok dwóch Ślizgonek, które o czymś rozmawiały z szeptem. Musiały się znacznie wcześniej znać, mimo że były również pierwszorocznymi jak Vanessa. Ale w świecie czystokrwistych czarodziei było to normalne, że znali się od małego. A dziewczyna miała jedynie przyjemność poznać państwo Weasley i Diggory, bo przeważnie było ukrywane jej istnienie.

Cedric nie miał tego problemu, co panna Potter, bo od razu nawiązał nowe znajomości. Nie bał się odezwać do innych, mimo że, jak i Vanessa był półkrwi. W czym tu złego?- nie każdy miał możliwość wychowywania się w rodzinie czystej krwi, co nie było wcale hańbą, jak myśleli inni. Hańbą mogło się stać świadomość, że Mugolak mógłby być lepszy od nich samych. Pomachał w jej stronę, ale go nie zauważyła, będąc zajęta, spoglądając w stronę stołu nauczycielskiego, a dokładniej na mężczyznę odzianego w czarne szaty. Sam zbladł z myślą, że eliksiry będą dla niego koszmarem. W innej sytuacji była Vanessa, która będzie miała znacznie z górki. Bo w końcu to Snape jest opiekunem domu Salazara Slytherina, jakby nie mówią.

Dlaczego te oczy wydawały się jej takie znajome?- rozmyślała, wpatrując się na nieznajomego mężczyznę, którego musiała widzieć w swoim życiu więcej niż jeden raz.