Interludium: Dziewiąty list Wyzwolicielki

1 maja 1997

Drogi ministrze Scrimgeourze,

Falco Parkinson nie żyje.

Wiem, że już pan pewnie o tym wie, ale nie mogłam pominąć czegoś takiego w liście, kiedy osobiście poczułam we własnej głowie jego śmierć. Śniło mi się coś, czego nie rozumiałam przez natężenie świateł i magii, ale widziałam chwilę, w której został rozerwany na strzępy przez sam Mrok.

To naprawdę wielka ulga, ale nie wyobrażam sobie nawet, jak pan musi się czuć, albo Harry vates, skoro ze świata zniknął Mroczny Pan, który zagrażał wam swoją mocą. Mam nadzieję, że moje informacje pomogły wam jakoś w walce z nim.

Słyszałam też przemowę, którą wygłosił pan w kilka dni po moim ostatnim liście, że każdy przyjaciel ministerstwa, który czuje się niesprawiedliwie traktowany przez jego wrogów, otrzyma od pana pełne wsparcie. Nie byłam w stanie przestać o tym myśleć. Jak już wcześniej wspomniałam, bardzo rzadko wypuszczano mnie z domu i kompletnie nie wiem, jak funkcjonuje reszta czarodziejskiego świata. Ilekroć pozwalano mi wyjść, rodzice wszędzie się ze mną aportowali. Widziałam domy ich przyjaciół i parokrotnie ulicę Pokątną, ale nigdy nie widziałam żadnej mapy i nie jestem pewna, jak daleko mam do ministerstwa.

Nie proszę o ratunek. Nie jestem nawet pewna, na ile przydały się panu moje informacje. Wciąż uważam, że powinnam sama znaleźć drogę ucieczki. Ale spróbuję, w miarę możliwości, załączyć subtelne podpowiedzi, które być może pozwolą panu na ustalenie mojego położenia względem ministerstwa. Nie będzie pan w stanie wysłać do mnie listu, ale możliwe że zdoła pan przynajmniej ustalić, gdzie znajduje się dom mojego ojca. Jak już kiedyś wspomniałam, narzucił na niego osłony, które pozwalają mu na zidentyfikowanie opuszczających dom listów z jego imieniem, czy anagramem, więc muszę być naprawdę ostrożna.

Wiem, że to miejsce zwykle nazywa się krajem wiecznej zieleni.

Wiem, że rodzice często mówili mi, że Mrok jest przeciwieństwem wszystkiego, w co kiedykolwiek wierzyli, więc powinien zostać w miarę możliwości wyplewiony z czarodziejskiego społeczeństwa.

Wiem, że „przyjaciele" ojca są mu podlegli i pokornie użyczają mu pieniędzy, ilekroć o to poprosi, mimo że sami nie mają zbyt wiele.

Nasze nazwisko przypomina światło, które nadciąga po księżycu i gwiazdach.

Przykro mi, proszę pana, ale naprawdę nie mogę pozwolić sobie na więcej szczegółów. Proszę, niech pan się nie przejmuje, jeśli nie będzie w stanie pan ustalić, o jaką rodzinę konkretnie chodzi. Przeżyłam tak długo, że przeżyję jeszcze jakiś czas. Ale zaczynam wierzyć, że kiedyś będę wolna i może nawet mam przyjaciół, którzy pomogą mi w ucieczce. Mam nadzieję, że pewnego dnia spotkam się z panem i zdołam podziękować za nadanie mi celu i zainspirowanie mnie. Może nawet kiedyś zdołam to samo powiedzieć Harry'emu vatesowi.

Z uszanowaniem,

Wyzwolicielka