Wyżej, wyżej, w stronę światła. Mięśnie drżą z wysiłku. Płuca palą. Każdy haust powietrza przychodzi z trudem, ale już czuję promienie słoneczne na twarzy. Dotarłam na szczyt. Gdzie jestem? Wszędzie lód. Jak okiem sięgnąć nic poza śnieżną bielą. Stoję na dachu świata. Nie mojego. Pomoc nie nadejdzie.

Wracam. Do zamarzającego w powietrzu oddechu. Do bicia serca drugiego człowieka. Nikt nie powinien umierać w samotności.

Uwięzieni pod tonami lodu. Pogrzebani w sercu mroźnego giganta. Wiem, że z tego snu już się nie obudzimy.

Jakże niewiele wiem...

Pamięć może przenosić góry, upór pokonać czas i przestrzeń. Obudziłam się, a pomoc jednak nadeszła.