Czas.
Gdyby miał więcej czasu...
Choć obiektywnie patrząc, miał go więcej. Tyle, ile tylko by zapragnął.
To uczucie, gdy powietrze gęstnieje, a krew staje się zbyt lepka. Każde drgnienie powietrza powoduje, że włosy na karku jeżą się mimowolnie. Trwa to całą wieczność. Lub ułamek sekundy; trudno to ocenić.
Stoi i z zapartym tchem wsłuchuje się w niemiłosiernie powolne tony swojego serca. W powietrzu drży jeszcze niepewne: „dziękuję".
„Za co?"
Wnętrze wypełnia się lodem. Nie to chciał powiedzieć.
„Za nic"
Przecież ma jeszcze czas. Powie to. Kiedyś. Jeśli tylko się ośmieli. Kłamliwe usta układają się w uśmiech. „Tego mam pod dostatkiem".