Rozdział 2. Tłumacz się natychmiast!
Pierwszy dzień zajęć przywitał ich wyjątkowo chłodnym porankiem, gdy Harry wstawał z łóżka w dormitorium był tylko Ron.
- Dzień dobry, jak spanko?
- Cześć, Hermiona mi się śniła - burknął Ron - chyba wiem czemu wczoraj była taka zła na nas.
- Zaskocz mnie.
- No wiesz, może ma TE dni. Chodzi taka podminowana i musi się wyżyć a my jako jej przyjaciele specjalnie się podkładamy by miała pretekst i nikt postronny nie ucierpiał. Postępujemy jak prawdziwi gryfoni nie?
Harry patrzył tępo na swojego przyjaciela nie do końca wierząc w to co słyszy.
- Ale ty wiesz, że pani Pomfrey daje specjalny eliksir łagodzący wszystkie dolegliwości tego typu? Zresztą, serio? przez te 4 lata się nie zorientowałeś, że Hermiona zmienia się w demona tylko jak ją wkurzymy a nie z miesięczną regularnością?
- No niby tak, ale wiesz, może coś się jej przesunęło, nie była w Hogwarcie albo jeszcze w pociągu coś zaczęło się dziać. Nie wiem, stary. To chyba jedyne rozsądne wyjście, przecież nie zrobiliśmy nic złego. To nie nasza wina, że jej odwala. Ona jest jakaś dziwna po prostu.
- Wiesz, czarodziejski świat jest naprawde super ale program nauczania to mugole lepiej rozwiązali. Idę na śniadanie, dołączysz się?
- A czy centaur sra w lesie?
Harry parsknął śmiechem i skomentował:
- Lepiej nie powtarzaj tego przy Hermionie, albo i przy kimkolwiek innym.
Po dotarciu do Wielkiej Sali chłopcy zobaczyli jak profesor McGonagall rozdaje plany zajęć przy stole gryfonów. Szybkim krokiem ruszyli w jej stronę, modląc się by mieli czas coś zjeść zanim pobiegną na pierwsze lekcje.
- Potter! Weasley! Pozwólcie do mnie. Pan Finnigan się wczoraj pochorował od słowiańskich specjałów przez co nasi drodzy goście ze wschodu nie mają męskiego opiekuna, zajmijcie się nimi.
- A.. ale pani profesor jak mamy to zrobić, nie znamy języka ani nawet tego zaklęcia tłumaczącego.
- Spokojnie Weasley, oni mówią po angielsku, dogadacie się. Zresztą, z tego co zrozumiałam z rozmowy z dyrektorem Koniecpolskim, wszyscy uczniowie jego szkoły są wyposażeni w eliksir tłumaczący czy coś takiego. Nie wiem, wczoraj mówił o tym już dość późno. Tak czy siak, do roboty bo zajęcia z zaklęć macie już za 15 minut.
Chłopcy tylko jękneli z zawodu nad niezjedoznym śniadaniem, porwali ze wspólnego stołu po toście i pobiegli do stołu gości.
- Hej, gdzie siedzi Kamil, Alojz i Jakub? - zapytał Harry, rozglądając się po stole i modląc w duchu by nie przekręcić żadnego imienia.
- To my - powiedział wysoki długowłosy blondyn wskazując na siebie i swoich dwóch sąsiadów - a wy to kto?
- Harry i Ron, mamy się wami zająć dopóki się tutaj nie zadomowicie, a jak na razie musimy się zbierać, pierwsze zajęcia mamy za 10 minut.
- Dobra to lecim na Szczecin, kabany dupa w troki idziemy na lekcje!
- Gdzie? Jaki Szcze… Gdzie ta dupa? Dobra, nieistotne, profesor Flitiwick prowadzi zajęcia na trzecim piętrze, chodźcie za nami i lepiej się nie oddalajcie, schody w Hogwarcie bywają dość niemiłe dla obcych.
- Jak każde schody po imprezie - dodał Kamil i cała trójka słowian wybuchnęła śmiechem, idąc za nieco skonfundowanymi brytyjczykami, w kierunku sali.
Zziajani wbiegli całą piątką do sali, na co profesor Flitwick tylko machnął ręką każąc im usiąść i nie przeszkadzać.
- Na dzisiejszych zajęciach będziemy się uczyć prostego zaklęcia tłumaczącego, z powodu odwiedzin naszych wspaniałych gości myślę, że będzie ono bardzo użyteczne i przyda się wam przy integrowaniu się z przybyszami ze wschodu.
- Jak do integracji to zaklęcia nie są potrzebne, eliksiry gorzałkowe w zupełności wystarczą - szepnął Jakub w taki sposób by usłyszało go pół sali. Oczywiście nikt, poza słowianami, nawet się nie uśmiechnął, kompletnie nie rozumiejąc żartu.
- Chłopcy! Ciszej tam. W Hogwarcie uczeń podnosi rękę gdy chce coś powiedzieć. Tak jak mówiłem, zanim mi przerwano, proste zaklęcie tłumaczące działa tylko krótką chwile i nie nadaje się do wielogodzinnych debat, niekulturalne jest ciągłe przerywanie swojej wypowiedzi, tylko po to, by rzucać kolejne zaklęcie. Powtarzajcie za mną "transferandum". Dobrze, jeszcze raz. Świetnie, teraz musicie wypowiedzieć to razem z ruchem ręki, tak by wasza różdżka wykreśliła w powietrzu dużą literę A. Dobrze, a teraz proszę, dobierzcie się w grupy cztero-pięcioosobowe tak, by w każdej z nich był minimum jeden uczeń z wymiany.
Harry i Ron natychmiast wstali by dołączyć do Hermiony i zgarnąć jakąś przyjemną słowiankę. Niestety, dziewczyna już siedziała w ławce z grupką dziewczyn i zapamiętale ćwiczyła nowe zaklęcie. Chłopcy niechętnie podeszli do uczniów, których przyprowadzili ale zobaczyli, że w ławce został tylko jeden z nich.
- To ty nie szukasz grupy?
Chłopak tylko w milczeniu na nich popatrzył i się odwrócił.
- Halo, mamy się podzielić i ćwiczyć zaklęcie tłumaczące.
Wciąż okazywał totalny brak reakcji czy zainteresowania. Ron podszedł do Kamila i odciągając go od grupki poprosił o pomoc w komunikacji. Chłopak podszedł do swojego kolegi i zaczął z nim cicho rozmawiać po swojemu. Przysłuchując się rozmowie Harry miał wrażenie, że obaj mówią w dwóch podobnych choć zdecydowanie różnych językach. Mimo to, chłopcy najwidoczniej się zrozumieli.
- No chłopaki, będzie problem, Alojz nie zna angielskiego ale spoko już mu wytłumaczyłem co ma robić. W sumie teraz macie większą motywację by to dobrze rzucić.
- To on powinien mieć motywację do znania języka kraju do którego jedzie - odburknął rozzłoszczony Ron.
Cała trójka zaczęła raz po raz rzucać zaklęcia i próbowała rozmawiać. Po około godzinie zajęć, w czasie których udało im się tylko wzajemnie przedstawić, Alojz wyciągnął z kieszeni dość sporą piersiówkę, pociągnął z niej solidny łyk po czym czystym głosem i płynnym ruchem różdżki rzucił zaklęcie.
- Kurwa no wreszcie! Tak to jest, jak nie ma czasu na cygaret-pauzę przed zajęciami. Przez wasza kretyńską brytyjską pogodę cały wagon fajek mi zamókł. Apropo, gdzie tu można szlugi kupić?
Brytyjczycy popatrzyli po sobie i po zebraniu szczęk z podłogi znowu zaczęli rzucać poprawnie zaklęcie, zirytowany ich niemrawymi próbami, Alojz dał im po łyku ze swojej piersiówki. W zasadzie mógłby dać nawet więcej ale brytyjskie gardła nie były przystosowane do osiemdziesięcioprocentowego eliksiru wzmacniającego. Po chwili wszyscy już mogli się porozumieć ze sobą.
- Co to było do jasnej cholery?! - wydusił z siebie Harry, wciąż zmagający się z nieznośnymi falami gorąca promieniującymi z jego gardła na całą resztę ciała.
- To? A taki nasz słowiański wynalazek. Pijemy to sobie dla przyjemności, by nam się lepiej rozmawiało przy stole.
- Dla przyjemności? - wykrztusił Ron - przecież to może przeżreć metal jak się rozleje.
- Owszem, dlatego jest takie dobre gdy trzeba przełamać się na imprezach, działa na każdego i zawsze.
- Wy jesteście nienormalni, że to pijecie, ja chyba wolę kremowe piwo.
- Piwo? I to kremowe? Czechem jestem i żaden wyrób browarniczy nie jest mi obcy.
- Czechem? Myślałem, że jesteś słowianinem - zdziwił się Ron.
Alojz popatrzył na niego nierozumiejącym wzrokiem, zastanawiał się czy ten rudowłosy chłopak żartuje czy naprawdę jego twarz, nie wyrażająca żadnej myśli, nie jest maską.
- Jestem słowianinem i jestem też czechem, tak jak ty jesteś anglikiem i brytyjczykiem. Kamil jest z Polski, a Kuba ze Słowacji. To takie kraje, jakbyście nie wiedzieli.
- No juz nie przesadzaj, nie jesteśmy jacyś głupi. W zeszłym roku wygrałem nawet turniej trójmagiczny! - oburzył się Harry
- Przed chwilą wyraziliście zdziwienie różnicą między grupą etniczną, a narodowością. Zdecydowanie zacząłem wątpić w waszą inteligencję.
Dzwonek przerwał tę cudownie zapowiadającą się dyskusje i wszyscy opuścili salę. Harry pociągnął Rona i podbiegli kawałek by dogonić Hermione.
- Cześć, wybacz za wczoraj, głupio wyszło.
- Hej, a jak by miało wyjść inaczej? Przecież tym razem nie stałam za wami tylko przeciwko wam. Wciąż nie rozumiem, jak możecie nie myśleć i tak beztrosko pozwolić, by wasz mózg chodził sobie na spacer, w nie tylko wolnych chwilach.
- Ależ Hermiono, ufamy Ci i wiemy, że nas nigdy nie zostawisz - powiedział Ron, szczerząc do niej zęby. Hermiona, co prawda walczyła, ale nie miała szans na widok szczerzącego zęby Rona i Harrego więc wybuchła perlistym śmiechem i zgarniając chłopaków pod ramiona udali się na kolejne tego dnia zajęcia.
