Rozdział 4. Andrzej się zdenerwował

Powiedzieć, że Snape był zdenerwowany, to jak powiedzieć, że Holocaust był troszeczkę nie w porządku wobec żydów. Niemniej starał się trzymać swoje nerwy na wodzy, by nie rzucić jakiejś klątwy na przybysza. Koniecpolski natomiast całkowcie spokojnie stał i obserwował towarzystwo zgromadzone w gabinecie dyrektora Hogwartu.

- Dobrze, zatem jeszcze raz - rzekł Dumbledore spokojnie - Andrzeju, jakim cudem, w przeciągu pierwszych zajęć, udało Ci się zniechęcić do siebie absolutnie wszystkich uczniów. Chociaż nie, powinienem Ci raczej pogratulować, doprowadziłeś, że po raz pierwszy od niepamiętnych czasów gryfoni i ślizgoni nie kłócili się. Jednym głosem, klęli na Ciebie.

- Albusie, do ciężkiej fiolki! - wykrzyknął Snape - Jak możesz być tak spokojny?! Ten człowiek obraża nasza szkołe, nasz styl życia, a gdy pan Malfoy wytknął mu jego butę, nawet nie raczył mu odpowiedzieć!

- Na święte kremówki, przecież to piętnastolatek! - powiedział Koniecpolski - Dłużej doskonaliłem swoje riposty i obelgi niż on żyje. Severusie naprawdę sądzisz, że to ja powinienem rozmawiać z tym młodzieńcem? Przecież on już teraz wymaga pomocy, a rozmawiał tylko z uczniem!

- Wolałbym pozostać przy oficjalnej formie, dyrektorze Koniecpolski - rzekł lodowatym tonem Snape - Nie ma znaczenia kto go doprowadził do takiego stanu. To się nie powinno wydarzyć. Szczególnie komuś z TAKIEJ rodziny.

- Srakiej rodziny - prychnął coraz bardziej poirytowany Andrzej - jak na kogoś szlachetnie urodzonego powinien być dużo lepszy w sztuce dyplomacji i oratorstwie, a dał się podejść jak pięciolatek.

- Panowie spokojnie - powiedział Dumbledore - prosze was nie rzucajcie się sobie do gardeł. Czarny Pan tylko czeka aż przestaniemy być zgodni. Przecież inne spojrzenie wcale nie oznacza, że jest ono złe. Spróbujmy wyciągnąć z tego naukę…

- No nie, Albusie ty też?! - żachnął się,przerywając mu Snape - Twój olewczy stosunek do prestiżu szkoły jest wręcz uwłaczający godności jaką pełnisz!

Z chwilą wypowiedzenia tych słów mistrz eliksirów ich mocno pożałował. Nie chciał obrażać Dumbledore, ale słów już nie cofnie, a duma nie pozwala mu przeprosić dyrektora przy obcym.

- Severusie, rozumiem twoje oburzenie ale chciałbym Cię zapewnić, że dobre imię szkoły jest dla mnie bardzo istotne.

Spokój i ton jakim mag wypowiedział te słowa sprawił, że Snape znowu poczuł się jak malutki chłopczyk który przypadkiem zdenerwował swojego pijanego ojca.

- Dyrektorze Koniecpolski, nie miał pan prawa obrażać naszej kultury, jest pan tu gościem. Rozumiem, że u was obowiązują inne prawa gościnności niż u nas? Inaczej nie jestem w stanie pojąć jak mógł się pan zachować w tak skrajnie impertynencki sposób.

- Ależ dyrektorze Dumbledore, odnoszę wrażenie, że zostałem źle zrozumiany. Ja nie planowałem obrażać waszej tradycji czy stylu życia. Byłem zdziwiony aż takimi różnicami kulturalnymi między naszymi państwami. - powiedział oficjalnie słowianin - Chociaż muszę przyznać wasz zamek zdecydowanie lepiej się prezentuje niż nasza góra

Dodał nieco jowialnie z lekkim uśmiechem na twarzy. Albus zamyślił się, musiał przyznać że nie docenił przybysza. Co jak co ale Koniecpolski umie używać języka. Zbłąkana myśl i wspomnienie Grindelwalda nieco zaburzyła spokój dyrektora Hogwartu ale natychmiast odzyskał panowanie nad sobą.

- Nie podlizuj się tak polaczku, oboje dobrze wiemy, że mówisz nam to tylko po by się wyłgać. Nigdy nie byliście godni zaufania i zawsze byliście śliscy. Nawet ślizgoni mają więcej godności w podstępie niż wy. - Rzekł z pogardą Snape.

- Dość tego! Nie pozwolę się obrażać. Żądam satysfakcji!

Albus ledwo powstrzymał głupi uśmieszek po tych słowach. Pomyślał że zdecydowanie musi przestać myśleć jak nastolatek w okresie dojrzewania. A może po prostu przeżywał drugą młodość? Chociaż w jego wieku to prędzej jakaś czwarta albo i piąta. Jednakże, Dumbledore postanowił zostawić te rozważania na później.

Snape natomiast uśmiechnął się szeroko, ależ głupi Ci słowianie jak bardzo łatwo ich podejść.

- Ależ oczywiście, jako wyzwany domagam się wyboru broni

- Macie inne magiczne przedmioty niż różdżki?

- Nie, zawalczymy na eliksiry. Kto stworzy lepszy ten wygrywa i będzie musiał drugą osobę przeprosić publicznie.

-Dobrze, ale walczyć będa bezpośrednio zainteresowani. Pan Malfoy wraz ze swoimi dwoma pomocnikami o posturze głazów. Przeciwko moim trzem uczniom. To uczciwy układ.

- Uczniami się pan wysługuje? Wy polacy nie macie za grosz honoru.

- "Jest jedna rzecz w życiu ludzi narodów i państw, która jest bezcenna: tą rzeczą jest honor" to były słowa po których moje państwo obskoczyło większy wpierdol niż wy dostaliscie w całej swojej historii, a ty śmiesz śmieć zarzucić brak honoru mojemu narodowi?! Masz ty w ogóle rozum i godność czarodzieja?!

Z twarzy przybysza zniknął uśmiech jak zdmuchnięty. Zmieniła się w oblicze wściekłego człowieka. Wcześniej wesołe ogniki w oczach przemieniły się w płomień prawdziwej furii. Jego głos temperaturą bliski był zeru absolutnemu, a do oceny twardości brako skali Mohsa. Przed dwoma brytyjskimi magami nie stał już zabawny, gruby obcokrajowiec w śmiesznej szacie. Przed nimi stał wściekły, niczym berserker, wojownik Wielkiej Lechii. Na ten widok obaj tubylcy wycofali się. Obaj byli potężnymi magami dlatego dotarła do nich wieść o tak zwanym "słowiańskim wkurwie" stanu który potrafili osiągnąć tylko wschodnio europejscy magowie. Podczas jego trwania ich zaklęcia miały niszczycielską moc, a pokonać ich mógł tylko inny czarodziej w tym stanie. Mistrz Eliksirów i Mistrz Transmutacji zdawali sobie sprawę że jedno nieopatrzne słowo i z Hogwartu pozostaną gruzy. Dlatego też Dumbledore tylko lekko zduszonym głosem powiedział.

- Dobrze, zatem do pojedynku przystąpią uczniowie. Severusie w dzień pojedynku wybierzesz eliksir który będą musieli wykonać.

- Nie, panie dyrektorze. Wybiorę go teraz - chęć utemperowania nosa temu zagranicznemu pyszałkowi przyćmiła jego opanowanie i instynkt samozachowawczy - Uczniowie będą musieli przygotować wywar płynnego szczęścia felix felicis. - Powiedział Snape mściwym tonem - A ja będę musiał poszukać swojego starego podręcznika - dokończył w myślach.