Rozdział 6. Pierwsze primo: logistyka
Przy stole Słowian wrzało, uczniowie ścierali się w kwestii czy wypada przeprosić gospodarzy za swoje zachowanie czy jednak nie przejmować się ich brakiem poczucia humoru. Nie tylko Alojz, Kuba i Kamil dali radę obrazić klasy do których zostali przydzieleni. Tak, zdecydowana różnica kultur wytworzyła istną mieszanką wybuchową którą obie strony, mimo wszystko, oberwały. Siódmy rocznik doprowadził profesor Sprout do szewskiej pasji ciągle dopytując o potencjał destylacyjny każdej rośliny hodowanej w szklarni.
- Nie no serio chłopaki, zróbmy jakąś integrację bo to przecież jebla idzie dostać w tej szkole. Jak tak dalej pójdzie to brytole nas zjedzą. - Powiedział Kamil, jako ten mimo wszystko najbardziej rozsądny z całej trójki
- Mooordo już nie przesadzaj, nie nasza wina że to frajery a nie gity
- Kuba, weź se na wstrzymanie, idźmy dzisiaj chociaż do gryfonów z flaszka na zgodę. Co by nie mówić, okularnik dupę nam chciał ratować.
- Nooo - Dodał Alojz - Ja bym się chciał dowiedzieć co on z tym butem planował...
- No to ustalone, wieczorem wbijamy do czerwono żółtych. Ile macie zapasów? Na flaszkę pokoju starczy?
- Damy radę, mają farta. Barwy rzecz święta.
- KSQ Kikimory
Na boisku bronią tytułu
Na żylecie ultras fani
Za KSQ różdżki by oddali
KSQ do boju
wzlećmy w końcu z tego gnoju!
Ekstraklasa to złudzenie
Trzecia liga w naszej cenie
Zaintonowała z początku trójka Słowian, by po chwili reszta stołu się do nich przyłączyła. Słysząc tą melodie, Koniecpolski znowu rozmarzył się o swojej przeszłości kiedy to przemierzał ukraińskie stepy tylko że swoim sokołem jako towarzyszem.
- Co oni znowu wymyślili? - zapytał Ron, słysząc skandujących Słowian
- No śpiewają, nie słyszysz? - odpowiedziała wyraźnie poirytowana Hermiona
- A tą co ugryzło?
- A tej nic nie ugryzło! Po prostu mam już ich dość, a próbuje być miła. Więc z łaski swojej nie rozmawiajmy o nich!
- Dobra, dobra spokojnie, wyluzuj Hermiona - rzekł Ron siląc się na spokojny i łagodny ton.
- Eh, lepiej mi powiedzcie co się takiego stało że skończyliście wróżbiarstwo po pół godzinie? Ta stara wariatka znowu coś odwaliła? - Harry i Ron spojrzeli się po sobie, z trudem ukrywając śmiech. Pomni ostatnich słów dziewczyny starali się tak przedstawić sytuację, by nie wspominać za bardzo o przybyszach ze wschodu.
- W zasadzie, nic specjalnego. Ona nie potrzebuje czegokolwiek by się upokorzyć. Chociaż przyznam tym razem było naprawdę ciekawie. Pierwsza lekcja na której uważałem co się dzieje.
- Harry, nie musisz iść do skrzydła szpitalnego? Przejmować się tym co się na wróżbiarstwie dzieje? Ty chyba majaczysz.
- Wybacz Hermiono, tym razem mam nadzieje poczekać nieco dłużej zanim będą moje pierwsze odwiedziny u Pani Pomfrey w tym roku.
Po obiedzie gryfoni udali się do pokoju wspólnego. Chłopaki zaczęli grać w szachy czarodziejów, ale Hermiona prawie natychmiast zasiadła do wolnego stolika, wyciągnęła książkę i zaczęła coś skrobać na pergaminie.
- Już Ci coś zadali?
- Profesor Vector jest bardzo wymagająca. Zresztą, numerologia jest naprawdę interesująca.
- No nie wiem, dla mnie to tylko jakieś ciągi cyferek - mruknął niezbyt przekonany Ron
- W zasadzie to taka czarodziejska matematyka - zwrócił uwagę Harry
- Albo to matematyka jest mugolską numerologią - odpowiedziała z uśmiechem dziewczyna. - Tak czy siak, muszę się na tym skupić, więc jeśli pozwolicie zajmę się tymi magicznymi cyferkami. - Niestety nie dane było jej długo popracować. Chłopcy byli w trakcie trzeciej partii szachów gdy sielską atmosferę w salonie przerwał głośny krzyk grubej damy.
- Bez hasła nikogo nie wpuszczę! I mnie nie interesuje że tylko na chwilkę!
Zirytowana Hermiona odłożyła pióro obok pergaminu i wstała.
- Mam tylko nadzieje, że to nie nasi cudowni goście - Westchnęła. Nieco przygaszona dziewczyna udała się w kierunku wejścia do pokoju wspólnego. Po przejściu przez dziurę za portretem ukazała jej się delegacja wszystkich Słowian z którymi miała dzisiaj niewątpliwą przyjemność się uczyć.
- A wy tu czego? Mało się naśmiewaliście dzisiaj i przyszliście się jeszcze ponabijać?!
- Oczywiście, że nie - Odpowiedział Kamil z uśmiechem. Jako najprzystojniejszy na roczniku zawsze był wysyłany gdy trzeba było coś załatwić z płcią przeciwną. Hermiona jak tylko usłyszała blondwłosego Słowianina natychmiast odczuła większą irytację która natychmiast znalazła jak zobaczyła błysk jego zębów
- Ten uśmiech. Ten cholerny uśmiech - pomyślała.
- Przyszliśmy tutaj was przeprosić i trochę wam wynagrodzić trudy dzisiejszego dnia.
- Pff, niby jak? - prychnęła dziewczyna
Pomyśleliśmy, że skoro do tej pory tylko was irytowaliśmy naszą kulturą czy sposobem bycia. To postanowiliśmy się z wami nieco bardziej zintegrować. Mamy nawet herbatę! - powiedział, z każdym słowem szczerząc się coraz mocniej. Pod sam koniec, Hermiona mogłaby przysiąc że widziała jego ósemki.
- Eh dobra, ale to przyjdźcie po kolacji. Teraz to i tak praktycznie nikogo nie ma, a zaraz będziemy iść na popołudniowe zajęcia.
- Tak jest szefowo. - odparł chłopak luźno jej salutując.
- Może oni wcale nie są tak źli? - pomyślała dziewczyna patrząc za odchodzącymi gośćmi.
W zupełnie odmienionym nastroju dziewczyna wróciła do pokoju wspólnego. Zobaczyła, że Ron jak zwykle pokonuje Harrego w szachach. Usiadła na swoim miejscu i zaczęła zastanawiać się nad tym fenomenem. Jakim cudem ten rudy chłopak którego latarnia intelektu nigdy nie świeciła zbyt jasno potrafi ogarnąć tak skomplikowana grę jak szachy. Przecież to również wymaga myślenia i planowania. Po kilku chwilach rozmyślania nad tym zjawiskiem nie wytrzymała i wypaliła
- Ron! Jak ty to robisz?
- Ale co?
- No to. Z kim byś nie grał w szachy to go rozkładasz jak chcesz, a jednocześnie w innych dziedzinach jesteś irytująco przymulony
- No dzięki - burknął chłopak - Szachy są proste i logiczne, akcja reakcja i w ogóle. Po prostu wszyscy popełniają masę błędów których ja unikam.
- Niby tak. - zamyśliła się Hermiona - Ale to nie zmienia faktu że wiele innych dziedzin jest prostych i logicznych, jednak mimo to nie ogarniasz ich tak bardzo jak szachów.
- A w jakiej innej dziedzinie mogę dosłownie kogoś bezkarnie zniszczyć?
- Czyli, gdybyś nie mógł zdruzgotać figur przeciwnika to już gra nie byłaby taka fajna?
- W zasadzie tak.
Hermione zamurowało, spodziewała się jakiś głębszych przemyśleń na temat logiki i postępowania, a tu wszystko sprowadza się do jednego. Jej ostatnią deską ratunku był Harry.
- A ty czemu ciągle w to grasz skoro ciągle przegrywasz?
- Nie ciągle! Co jakiś czas wygrywam.
- Jak Ci Ron daje fory - cierpko zauważyła dziewczyna
- Noo, może - zmieszał się - Ogólnie to mimo wszystko jest całkiem satysfakcjonujące rozbicie jakieś figury czy piona. Co z tego że sam przez to tracę dwa razy więcej - dodał ze śmiechem.
- No to jak chodzi tylko o rozwalanie rzeczy to czemu po prostu nie porzucacie pionkami do celu czy coś?
- Och, to by było za proste - odparł Harry i wraz z przyjacielem wyszczerzyli się do dziewczyny. Hermiona zamknęła oczy i próbowała zrozumieć to co właśnie usłyszała
- Czyli wy chcecie prostej rozrywki dla której się musicie namęczyć?
- No teraz to już totalnie spłycasz całą ideę tej gry - oburzył się Ron
- A do kompletu w ogóle nie łapiesz satysfakcji płynącej z walki gdy mimo tego, że przeciwnik ma przewagę zadasz mu wysokie straty. - dodał rozemocjonowany Harry
- Dobra, nie mam pytań, wracam do numerologii - odparła szybko dziewczyna.
Chociaż mimo wszystko wciąż rozmyślała nad tą rozmową. Czy ona kiedykolwiek zrozumie co kieruje tymi facetami? Czemu oni postępują tak skrajnie bez sensu? Co to za przyjemność z pojedynku kiedy się jest pewnym przegranej? Postanowiła, że spróbuje się pogodzić z myślą, że nigdy nie zrozumie swoich przyjaciół. W takich chwilach żałowała, że nie ma starszej siostry albo chociaż koleżanki z która by mogła przegadać to niezrozumiałe dla niej zachowanie. Otrząsnęła się z rozmyślań i wróciła do pracy domowej, Septima Vector nie uznaje żadnych wyjaśnień w kwestii braku pracy domowej.
Po odejściu za załom korytarza słowianie zatrzymali się i zebrali w kręgu wokół Kamila.
- Alojz, Barnaba i Wojtuś waszym zadaniem będzie załatwienie gorzały, dużo nie będzie potrzebne ale no jednak musimy się pokazać. - Wybrani chłopcy kiwnęli głowami i szybkim krokiem udali się w głąb korytarza. - Dobra dalej, Hana, Lenka i Natalia. Wy lecicie do Koniecpolskiego urobić go by krył nam dupę za łamanie ciszy nocnej. Dobrze wiecie, że ma do was słabość. Jakbyście jeszcze załatwiły jakąś flaszkę z jego prywatnych zapasów to już w ogóle byłby sztos. -Wspomniane dziewczyny, natychmiast pognały w kierunku swoich sypialni by się odpowiednio przygotować. - Dobra teraz wy, Kuba i Jacek wy załatwiacie szlugi, wiadomo, że najważniejsze rzeczy zawsze się na cygaret pauzie załatwia. Aleks. - powiedział wskazując na uroczą, niską dziewczynę o azjatyckich rysach - Ty skoczysz do Iwana z siódmej klasy, pomachaj rzęsami i wyciągnij od niego jaranie. To od Alojza straciliśmy i uwierz, że wyszło nam to na dobre
- A ty czym się będziesz zajmować?
- Ja poszukam ich gościa od eliksirów, założę się, że ma jakiś zacier w swojej pracowni.
- Idziesz ty? Nie lepiej wysłać jakąś loszkę? - spytał z powątpiewaniem Kuba
- Mooordo, koleś całe życie siedzi w piwnicy i gotuje śmierdzące rzeczy, jakby wysłało się do niego dziewczynę to by się przestraszył. Dobra skoro wszystko jasne to do roboty. Spotykamy się na kolacji i mówicie jak wam poszło.
