Rozdział 7. Lochy miłości

Schodząc w chłodne lochy Hogwartu, Kamil zastanawiał się czy to był na pewno dobry pomysł by iść tutaj sam. Mimo wszystko atmosfera podziemi go trochę przerażała. Zastanawiając się w którą stronę się udać złowił lekki hałas z prawej odnogi korytarza, jakby ktoś przegrzebywał stary drewniany regał. Nie mając nic do stracenia ruszył w tamtym kierunku. Gdy dotarł do drzwi za którymi musiało być źródło dźwięku, lekko się zawahał po czym zapukał. Wszelkie odgłosy po drugiej stronie nagle ucichły, a chłopak zaczął odczuwać nieprzyjemne dreszcze ciągnące się od karku przez całe plecy. Po chwili drzwi otworzył mu wysoki, blady mężczyzna w długim prawdopodobnie nigdy nie mytymi włosami.

- Proszę proszę, kogo my tu mamy? - powiedział lodowatym tonem Snape

- Eee, jestem Kamil z wymiany. Szukam tutejszego mistrza eliksirów ale chyba pomyliłem drzwi. To może ja już pójdę. - próbował szybko dać nogę ale silna dłoń łapiąca go za kołnierz powstrzymała ten śmiały plan.

- A dlaczego myślisz że pomyliłeś drzwi?

- Bo… eee - Plątał się chłopak. Przecież nie powie temu przerażającemu człowiekowi, że wygląda jak dozorca bramy na Łysej Górze - Bo nasi mistrzowie eliksirów noszą zawsze białe fartuchy laboratoryjne.

- Jak ktoś nie jest prawdziwym fachowcem to obawia się o swoje szaty. Najwidoczniej wasi eliksowarzy nie dorównują mi kunsztem. - drwiąco się uśmiechnął hogwarcki mistrz.

- Aaaa, więc to pan? Uff ulżyło mi, szukałem pana...

- Wiem.

- Co? Skąd? A przecież… - plątał się coraz bardziej Polak, nie potrafił zrozumieć jakim cudem ten Brytyjczyk go aż tak deprymuje. - W każdym bądź razie…

- W każdym razie, naucz się języka zanim będziesz miał śmiałość znowu do mnie przemówić - przerwał mu Snape i zaczął zamykać drzwi

- Panie profesorze! Bo tu właśnie o naukę i eliksiry chodzi - wykrzyknął chłopak

- Ooo - zdziwił się Severus - Miałeś moją ciekawość, teraz masz moją uwagę. Słucham Cię zatem - może i był szorstkim człowiekiem ale nigdy nie pozwoli by eliksiry straciły kolejny wielki umysł. Nie gdy straciły Lily.

- No to tak, zastanawiałem się, profesorze czy w Wielkiej Brytanii eliksiry tworzy się na podstawie zacieru czy na podstawie wody?

- Nie ma jednoznacznych badań naukowych mówiących o większej mocy eliksirów, tak zwanych, zacierowych nad zwykłymi, a są one dużo bardziej niebezpieczne dla młodszych adeptów tej szlachetnej sztuki. Czemu to tak wzbudziło to twoje zainteresowanie?

- Bo widzi pan profesor, na Łysej Górze uczymy się tylko na zacierowych, a ponieważ mamy w tym tygodniu mieć eliksiry to chciałbym wiedzieć czy muszę coś nadrobić w wiedzy teoretycznej - gładko zełgał chłopak.

- Och, cieszy mnie twój pęd do wiedzy. Wejdź i Ci wszystko pokaże. - Dodał uśmiechając się krzywo. Nie miał w tym dużej praktyki. Snape był zachwycony, po raz pierwszy od niepamiętnych czasów jakiś uczeń chciał z własnej nieprzymuszonej woli rozwijać swoje zainteresowania eliksirami pod jego skrzydłami. Kamil natomiast, był coraz bardziej przerażony, ten człowiek wydawał mu się jeszcze mocniej podejrzany niż jak go zobaczył na uczcie powitalnej. Przypomniał sobie, że jest właśnie sam w piwnicy z jakimś dziwnym typem. A on się śmiał z oglądania kotków w piwnicy. Na coraz bardziej drżących nogach wszedł do sali, która okazała się klasą do eliksirów.

- Nie zwracaj uwagi na bałagan, szukałem tu czegoś. - Powiedział w pośpiechu Snape, machając niedbale ręka wokół siebie.

- Niby czego? Chloroformu? - Pomyślał w panice Kamil. Zaczął się nerwowo rozglądać po sali w poszukiwaniu ewentualnych dróg ucieczki, ale zrezygnował po chwili jak uświadomił sobie, że jest przecież w lochach. Jego nadzieje na potencjalną ucieczkę zniknęły jak zdmuchnięte gdy profesor zamknął za nim drzwi z trzaskiem.

- Nikt nam teraz nie będzie przeszkadzał. - Rzucił szybkim tonem Severus.

- O jasny chuj, jestem w dupie, a raczej on zaraz będzie. - Pomyślał w panice Kamil i zaczął się mimowolnie trząść ze strachu. Gdy tylko profesor to zobaczył, od razu przyszło mu do głowy, że przecież u nich jest pewnie cieplej, a oni są przecież pod ziemią.

- Nie martw się, jak tylko zaczniemy zabawę to zaraz się rozgrzejesz. - Rzucił Snape siląc się na pogodny ton. Nie mógł się już doczekać aż wraz ze swoim uczniem rusza odkrywać nowe, nieznane mikstury

- Kurwakurwakurwakurwakurwakurwa -Mózg chłopaka dzieliła tylko cienka, czerwona linia od rzucenia się w wir paniki. Mimo wszystko posłusznie ruszył za tym przerażającym mężczyzną, nie zauważył nawet jak profesor oparł swoją rękę na jego ramieniu, prowadząc go do stanowiska. Kamil zaczął powoli odzyskiwać panowanie nad sobą.

- Okej chyba nie chce mnie od razu zgwałcić, z naciskiem na chyba. - Pomyślał chłopak. Na nogach jak z galarety podszedł do kociołka z którego unosił się zachęcająca woń zacieru. Dopiero ten swojski zapach pozwolił mu uspokoić drżenie rąk.

- To co? Lecimy od razu na ostro, bo nie ma co tracić czasu, co? - Rzucił Snape zacierając ręce - Taki dobry eliksowar, jak ty, wszelkie czynności wstępne może robić z zamkniętymi oczami. - dodał.

- No i chuj, no i cześć. Spokój psychiczny szlag trafił. Ja pierdole w co ja się wpakowałem? Muszę stąd uciec. - panikował chłopak.

- Słuchaj chłopcze, może na początku pokażesz mi kilka sztuczek jakich nauczyłeś się w domu? Potem ja pokaże Ci na co stać kogoś w moim wieku. -Uśmiechnął się Snape.

- Pierdole, aż tak mi na tym zacierze nie zależy. - Pomyślał chłopak. Nie była to jednak prawda. Zapach dochodzący z kociołka dorównywał temu którego kiedyś poczuł u dziadka w Wojsławicach na wakacjach. Jeśli z tego, da radę zrobić to płynne złoto, którym uraczył go nestor rodu, to będzie warto.

- Panie profesorze? To może, pokażę panu to, czego nauczył mnie dziadek.

- O, rodzinne tradycje? Pewnie z ojca na syna? Jestem zachwycony! U mnie to wujek mi wszystko objaśniał co i jak. Ale nie, najpierw wolałbym spróbować czegoś, co lubię najbardziej.

- Rodzinne tradycje? Co ten chory zwyrol ma w głowie? - pomyślał w panice Kamil.

- Zatem co pan profesor chce że mną zrobić? - powiedział chłopak nieco piskliwym tonem

- Ach chłopcze, nie sądzisz, że na nasz pierwszy raz, amortencja nie będzie idealnym wyborem?

- Jebany romantyk się znalazł - kąśliwie zauważył w głowie chłopak

- Tak, profesorze to naprawdę doskonały pomysł - może pod wpływem tego eliksiru duma tak bardzo nie ucierpi - dokończył w myślach.

- No to niech zacznie się najcudowniejszy czas tego dnia. - Rzucił Snape i werwą godną kogoś zdecydowanie młodszego rzucił się do kredensu po składniki. Przez kolejną godzinę, oboje zapamiętale kroili i kruszyli poszczególne składniki eliksiru miłości. W akompaniamencie jęków wysiłku, skrzypień stołu oraz coraz szybszego oddechu prowadzącego. Gdy mieli już wszystko przygotowane, Kamil zaczął mieszać eliksir.

- Chłopcze to nie tak! Pokaże Ci jak to się robi - powiedział Snape chwytając dłoń chłopaka trzymającą mieszadło. - Musisz to robić powoli ale stanowczo, tak wiesz, z wyczuciem. - Z każdym słowem prowadzący zbliżał się coraz bliżej ucznia. Finalnie jego klatka piersiowa dotykała pleców Słowianina.

- Tak, dobrze! Teraz się pochyl i powiedz czy to co czujesz sprawia Ci przyjemność. - Chłopak próbował pochylić się nad kociołkiem ale bliskość profesora wybitnie mu w tym przeszkadzała. Niemniej udało mu się tak wykręcić by powąchać napar. Na przeciwko niego pojawił się Snape. Oboje zbliżyli swoje twarze do perlistej powierzchni. Kamil czuł jednocześnie cudowny zapach zacieru dziadka oraz trupi zapach wydobywający się z ust profesora. Chłopak miał już dość. To było dla niego za dużo. Poderwał się nagle znad kociołka.

- Proszę pana! Ja już muszę iść, zaraz kolacja, a ja miałem tylko wejść tylko na chwile...

- Ach rozumiem. No nic chłopcze do zobaczenia na zajęciach.

- Właściwie, to czy mógłbym mieć do pana prośbę panie profesorze?

- Tak?

- Czy mógłbym dostać tak z galon tego zacieru? Przypomina on tworzony u nas, ale ma w sobie obce nuty zapachowe które chciałbym przebadać.

- No cóż, normalnie to oczywiście, że nie. Ale myślę, że ze względu na dzisiejsze wydarzenia to mogę Ci zaufać na tyle, iż nie zdradzisz naszego małego sekretu - mrugnął do niego - Bierz chłopcze!

- Dziękuję profesorze - powiedział Kamil i prawie że wybiegł z klasy z galonową butla zacieru. Słysząc ten tupot stóp Malfoy ledwo zdążył odskoczyć od drzwi pod którymi spędził ostatnią godzinę.