Rozdział 8. Pora zrobić fiestę!
Gdy Kamil wbiegł do Wielkiej Sali, kolacja trwała już w najlepsze. Szybkim krokiem ruszył do swojego stołu, jednocześnie próbując dojrzeć swoich nowych znajomych z Gryffindoru. Mimo wyciągania szyi, nie był jednak w stanie ich zlokalizować. To, że wszyscy hogwartczycy nosili te same szaty, nie ułatwiało sprawy. Szedłby tak dalej wzdłuż stołów, gdyby nie nagłe silne pociągnięcie za ramie, które wybiło go z rytmu.
- Kaj ciśniesz paciuloku? - Zapytał Alojz trzymając przyjaciela za rękaw.
- Co? - zapytał zaskoczony chłopak - Jezu, ty i ta twoja gwara. Naucz się w końcu mówić jak cywilizowany biały człowiek, a nie jak jakiś upośledź.
- Łodfanzol się gorolu. - powiedział gniewnie, wstając z miejsca- Jo żech z Cieszyna to jo moga.
- Na święte kremówki! Dobrze! Ze Cieszyna, ale czeskiego do cholery! - odwarknął coraz bardziej poirytowany Kamil
- Ej! - włączył się Jakub - Dupa cicho i siadać oboje. Nie ma czasu zajmować się pierdołami. Zresztą, ich dyrektor chyba chce coś powiedzieć.
Niepocieszeni chłopcy usiedli i odwrócili się w kierunku Dumbledore'a.
- Tak, wiem, marnuje wam czas tylko dwa razy do roku ale tym razem sprawiajmy chociaż pozory, ze to poważna instytucja.- odpowiedziała mu fala śmiechów przetaczających się przez całą sale. Oczywiście, poza stołem ślizgonów. Oni z definicji wyniośle milczeli okazując pogardę całej reszcie. Przynajmniej tak to wyglądało w ich oczach. - Cieszę się, że tak otwarcie przyjęliście naszych gości. Rozumiem, bywają nieco ciężcy, - Błyskawicznie rzucił okiem na Koniecpolskiego opychającego się właśnie, ociekającą tłuszczem, golonką - w obyciu. Niemniej mam nadzieje ze udało się wam zawiązać pierwsze nici porozumienia! Pamiętajcie, Lord Voldemort chce byście byli podzieleni. Musimy się mu przeciwstawić za pomocą silnych więzów przyjaźni i zaufania!
- Ile razy będzie jeszcze o tym przypominać - Jęknął Ron.
- Ron! - syknęła Hermiona - nie marudź, on ma racje musimy trzymać się razem.
- Nawet że Słowianami? - spytał z powątpiewaniem Harry
- Och, oni to inna bajka. Nigdy by się do niego nie przyłączyli - żachnęła się dziewczyna.
- Skąd taka jesteś taka pewna?
- To proste, zbyt kochają papierosy, widziałeś kiedyś palącego Sam-Wiesz-Kogo? Albo jego śmierciożerców?
- Może mu dym na cerę szkodzi… - mruknął Harry w głębokim zamyśleniu.
- No właśnie, jeszcze by musiał użyć jakiegoś kremiku nawilżającego by mu skóra wokół ust nie popękała. Wyglądałoby to kompletnie nie profesjonalnie.
Gdy po słowach dziewczyny, cała trójka wyobraziła sobie Czarnego Pana w takiej sytuacji musieli użyć całej swojej silnej woli by nie parsknąć śmiechem w trakcie przemówienia dyrektora.
- Bellatriks! Pożyczę twój kremik do twarzy, rano mi się skończyła nie miałem czasu skoczyć do apteki. – Dodał Harry parodiując wysoki głos Czarnego Pana. Po usłyszeniu tego twarz Rona zrobiła się jeszcze bardziej czerwona niż jego włosy.
- No a teraz już wam nie przeszkadzam w posiłku. Dobranoc! - zakończył swoje przemówienie dyrektor. Cała sala na powrót wypełniła się gwarem rozmów i szczękiem sztućców, a trójka gryfonów wybuchnęła w końcu, zbyt długo wstrzymywanym, śmiechem.
Wieczór w pokoju wspólnym Gryffindoru nie wyróżniał się niczym specjalnym. Standardowo Hermiona siedziała przy osobnym stoliku i zapamiętale kreśliła kolejne cale pergaminu. Ktoś grał partyjkę eksplodującego durnia, a bliźniacy Weasleyowie próbowali sprzedać pierwszorocznym odrobinę swoich wynalazków. Słowem, sielanka. Ten względny spokój przerwał tubalny krzyk Grubej Damy.
- Ja nawet nie wiem co to jest domofon! Nie znasz hasła nie wejdziesz! Nie interesuje mnie że jesteś z kimś umówiony!
Na chwile w pokoju zamarł wszelki ruch poza ręka prefektki gryfonów wciąż zapamiętale piszącej kolejne zdania i obliczenia.
- Hermiono? - zapytał Nevile - Zajmiesz się tym? Seamus wciąż nie wrócił że skrzydła szpitalnego.
- Zabije… No po prostu wezmę i zabije-powiedziała z wściekłością dziewczyna
- Co? Ale za co? - zająkał się gryfon
- Och nie Ciebie, tego blondwłosego idiotę. - odwarknęła dziewczyna. Była już naprawdę mocno zdenerwowana, cały dzień wyśmiewania to jedno ale przerywanie jej podczas pracy domowej? To był kropla która przelała czarę. Zamaszystym krokiem udała się w kierunku dziury za porterem. Po chwili natomiast wróciła cofając się zaskoczona. Tuż za dziewczyną (chociaż jej perspektywy przed) weszła cała grupa poznanych dzisiaj Słowian. W pokoju nastała totalna cisza pełna oczekiwania na rozwój wypadków.
- Czeeeść - zaczął Kamil z szerokim uśmiechem na twarzy - dość kiepsko zaczęliśmy naszą znajomość dzisiaj. Chcieliśmy was przeprosić za bucowanie, zdecydowanie przesadziliśmy. - W tym momencie cała grupa zgięła się w ukłonie w kierunku zaskoczonych przemową gryfonów. - Ale! Nie przyszliśmy prosić o wybaczenie z pustymi rękami! - pstryknął palcami i w ręce każdego przybysza pojawiła się butelka, a w dłoni każdego mieszkańca kubek. - To co? Pierwsza kolejka za nowy start? - zapytał rezolutnie, polewając najbliższemu. Z zaskoczenia pierwsza obudziła się Hermiona
- Wy jesteście jacyś nienormalni! Wynocha stąd! Nie zrobicie mi tutaj imprezy! - Wykrzyknęła.
- Bo? - zapytał uprzejmie Alojz płynnie wysuwając się przed Kamila.
- Bo to początek, a nie koniec tygodnia?
Alojz uniósł nieznacznie brew.
- Uch, bo to rok sumów i musimy się uczyć od samego początku.
Chłopak podniósł brew wyżej. Irytacja w głosie dziewczyny była coraz wyraźniej słyszalna.
- Bo jest początek roku i nie chce mieć od razu problemów.
Brew Alojza podjechała na szczyt jego czoła.
- Ale przede wszystkim musimy wszyscy odpocząć przed eliksirami. Snape nigdy nie odpuszcza.
Na wspomnienie, tego dziwnego profesora Kamil zbladł. Jego przyjaciel jednak nawet tego nie zauważył, wciąż patrząc się głęboko Hermionie w oczy wyciągnął rękę i podniósł jego brew. Przez tą kuriozalna sytuacje dziewczyna dała rade wykrztusić z siebie krótki okrzyk.
- Co?
- Co co? Czoło mi się skończyło to musiałem pożyczyć. Wy sobie nigdy nie udostępniacie ciała wzajemnie?
W ciszy jaka zapadła po tym zdaniu słychać było tylko polewających Słowian. Bliźniacy Weasley pochylili się tylko do siebie.
- Musimy tak kiedyś zrobić
- Ale lepiej
- W końcu to my tu jesteśmy najlepsi.
Nikt nie zwrócił na tą przeprowadzoną szeptem rozmowę. Wszyscy próbowali się otrząsnąć się z szoku wywołanym przez przybyszy że wschodu.
- No! - zakrzyknął Kamil - To chlup w ten gupi dziób. Za przyjaźń słowiańsko-brytyjską!.
I wraz że spełnieniem tego toastu w pokoju wspólnym gryfonów rozległy się pierwsze dźwięki najnowszego hitu Fatalnych Jędz.
Impreza nie trwała jednak długo, punkt godzina 22 Hermiona wyrzuciła wszystkie młodsze roczniki z pokoju. Niepocieszeni tym Fred i George próbowali uprosić dziewczynę by nie wyrzucała chociaż tych, którzy kupują u nich bombonierki lesera. Była ona jednak nieporuszona, rzuciła im tylko zimne i pełne wściekłości spojrzenie, machając jednocześnie ręką na grupę trzecioklasistów, którzy rozmawiali z bliźniakami. Widząc złość gryfonki Kamil, podszedł do niej, trzymając w rękach dwa kubki.
- Hej, rozchmurz się. - zagadnął przyjaźnie - My serio nie chcemy was wkurzać, tylko się za kumplować.
- Och po prostu się odczep. - Odwarknęła dziewczyna.
- Nie licz na to. - odparł szczerząc zęby - Wydajesz się zbyt fajną dziewczyną by po prostu dać Ci spokój.
- Człowieku! Odczep się ode mnie, jestem zmęczona, zirytowana po całym dniu waszego dogryzania, a teraz jeszcze ta dwójka osłów flirtuje, z waszymi koleżaneczkami, zamiast mnie wspierać! - mówiąc ostatnie zdanie wbiła wściekły wzrok w Rona który pochłonięty był całkowicie dyskusją z Leną - Nie będzie żadnego "za kumplowania się", nie chce was tu więcej widzieć, a już szczególnie Ciebie i twojego durnego uśmiechu! Chodzisz sobie po szkole, wkurzasz ludzi, a potem odchodzisz błyskając tymi swoimi zębami, jakby Ci było wszystko wolno. Mam Cię serdecznie dosyć! Ciebie i tych twoich kolegów! Czy możesz się ode mnie odwalić? Proszę? - Hermiona zakończyła swoją tyradę głośno dysząc z wściekłości. Kamil tylko się do niej uśmiechnął i pewnym siebie choć bardzo uprzejmym tonem odparł.
- Spokojnie, złość piękności szkodzi, a mimo wszystko, w tym tempie to miss universe po 60 to ty nie wygrasz. Słuchaj, weź drinka dołącz do nas i nam zwyczajnie wytłumacz zasady u was panujące. Po co się wkurzać, skoro można się napić?
- Zabierz. Ode mnie. Ten. Cholerny. Kubek. - wycedziła dziewczyna przez zaciśnięte zęby - Nie będę z wami pić. To na pewno nie jest kremowe piwo, a ja mam dopiero piętnaście lat!
- Oczywiście, że to nie jest wasze piwo. To miód pitny, a konkretniej Podlaski Trójniak. Prosto z zapasów Koniecpolskiego! Dziewczyny się postarały nie powiem, że nie.
- Miód pitny? - zapytała dziewczyna niepewnie. Ciekawość do nieznanego oraz cudowny, słodki zapach dobiegający z kubka nieco złagodził jej złość.
- No tak, to magiczne usprawniony napój, który piją nasi mugole od ponad tysiąca lat. Uważaj tylko, to bardzo zdradliwy napój. Nic nie czujesz, ale to ma naprawdę potężną moc, jest sporo mocniejsze od waszego piwa.
Nęcona przyjemnym aromatem i namową chłopaka, dziewczyna postanowiła skosztować specjału. Po wypiciu pierwszego łyku prawie natychmiast opróżniła pół kubka.
- Na brodę Merlina, to jest cudowne! – wykrzyknęła ze szczerym uśmiechem na twarzy.
- Czyli nie jesteś już na nas zła? - zapytał niepewnie Słowianin.
- Och oczywiście, że jestem, ale dobrze Ci idzie przepraszanie – odparła, z już lżejszym uśmiechem, dziewczyna. - Dołączmy do nich. - Powiedziała wskazując na Harry'ego i Rona- Ciekawe o czym tak gadają, że jeszcze wasze dziewczyny nie uciekły.
Przy ulubionym stoliku trójki przyjaciół siedziały już dwie Słowianki które wraz z Alojzem i Kubą były pochłonięte rozmową z Brytyjczykami.
- Czyli co? Wasz świat czarodziejów, nie jest w ogóle połączony ze światem mugoli? – zapytała Lena. – To jak, w takim razie, pozyskujecie technologie?
- Nie pozyskujemy. – odparł Ron – U nas, zajmowanie się nimi to trochę wstyd. Mój ojciec hobbystycznie grzebie w sprzęcie, który jakoś od nich zdobył, ale nikt nie traktuje tego poważnie. Nawet moja matka go w tym nie popiera. A szkoda, bo przykładowo ogarnął latającego Forda Anglie.
- Którego rozbiliśmy w drugiej klasie po spóźnieniu na pociąg – dodał Harry z uśmiechem. Rzadko kiedy zdarzało się, by to jego rudowłosy przyjaciel był w centrum zainteresowania, szczególnie płci przeciwnej, więc nie rozwijał historii, pozwalając by to właśnie on mógł kontynuować.
- Zaraz… W drugiej klasie? – Zastanawiał się Alojz – To wy mieliście jakieś dwanaście lat! Można w takim wieku prowadzić auta w Anglii?
- No i właśnie w tym był problem. – odparł Ron – Nie można, ale nie widzieliśmy innej opcji jak inaczej dostać się do szkoły. Do tej pory nie wiem, jakim cudem, nie mieliśmy z tego powodu poważnych konsekwencji. Nie dość, że się spóźniliśmy na rozpoczęcie roku, widzieli nas mugole z połowy Londynu to jeszcze lądując, rozbiliśmy się o wierzbie bijącą, mocno ją uszkadzając. Już nawet nie pamiętam jak nas za to ukarali.
- Teoria zaskakiwania wszechświata – mruknął Kamil który postanowił dołączyć do dyskusji
- Czego? Nie znam, a przeczytałam wszystkie książki do astronomii jakie mieliśmy – odparła Hermiona.
- Zaskakiwanie wszechświata, w skrócie chodzi w tym o to, że jeżeli masz już coś odwalić to postaraj się, by to było coś, czego nikt i nigdy wcześniej nie zrobił. Wszechświat wtedy jest zaskoczony i zanim odpowiednio zareaguje krając Cię za odstępstwa od normy, sprawa ulega przedawnieniu i uchodzi Ci wszystko płazem.
- No, Harry to by wyjaśniało dlaczego w sumie nigdy jakoś nas specjalnie nie karali –powiedział potakująco Ron.
- To w takim razie, czemu my mieliśmy przerąbane? – Powiedzieli bliźniacy jednocześnie.
- Huncwoci– mruknął Harry.
- Co? Kto to? – zapytał Kuba, jednocześnie upewniając się że dobrze zrozumiał tłumaczenie.
- Czwórka huncwotów, Lunatyk, Glizdogon, Łapa i Rogacz. Poprzednie pokolenie, które odpowiadało za odpowiednie stężenie manniany w tym zamku – wyjaśnił Harry.
- A wiadomo kto to był?
- Mój stary pijany – odparł chłopak machając lekceważąco ręką. Nie miał ochoty na rozmowę o swoim ojcu i jego czasach szkolnych.
- Nie no mordo, opowiadaj. Wychodzi na to, że w tylko udajecie frajerów ale tak na prawdę jesteście gitami.
- Kiedy naprawdę nie mam ochoty. Nigdy go nie poznałem, wszystko znam z opowieści jego przyjaciół.
- Dobra dobra, nie wkręcaj mi tu już kitów.
- Uh kiedy mówię, to mój tata z przyjaciółmi. Miał ksywkę „Rogacz".
- No stary, trochę przypał mieć taką matkę. Taka pizda ten twój stary, skoro tak się dawał cisnąć.
- Wiesz co Kuba? Przebywanie z wami nauczyło mnie jednej rzeczy. Ripostowania. Zatem, spierdalaj. Nazywali tak mojego ojca bo zmieniał się w jelenia. Był animagiem i to samoukiem. – odparł zirytowany chłopak.
- Nie spinaj wora, zaraz będzie git. – odparł pojednawczo Słowianin w dresie – Co prawda, fakt że twój stary był jeleniem, wybitnie nie poprawia jego PR ale co ja się będę wcinać.
- No i bardzo dobrze. - Burknął urażony Harry.
- A co się u was dzieje? Jakie rzeczy u was przechodzą? - Powiedział Ron, przerywając niezręczną cisze jaka zapadała po słowach jego przyjaciela.
Na słowa Brytyjczyka, uśmiechnął się Alojz. To on zawsze był katalizatorem dziwnych wypadków które się przydarzały jego paczce. W zasadzie, sam nie wiedział dlaczego ale zawsze było coś, co się działo jakby samo, a on tylko przypadkiem był w tego centrum.
- W zasadzie, to ciężko mi przy przypomnieć sobie jakiś mega przypał. Ot, tutaj się komuś podrzuciło bombę śmierdzącą, albo długopis podmieniono na taki którego atrament znika po kilku godzinach. Wiesz nic groźnego.
- Serio? Zawiodłem się na was. Sądziłem, że kto jak kto ale w nieokrzesanej słowiańskiej szkole będzie się działo.
- I się dzieje, tylko, że po zajęciach. Wtedy nauczyciele są mniej surowi i wiadomo po szesnastej to Wielka Inkwizycja już nie patrzy.
- Macie Inkwizycje?
- Chłooopie, pełna nazwa naszej szkoły to Wyższe Seminarium Magiczno-Duchowe na Łysej Górze imienia Jana Husa oraz pod wezwaniem Jana Pawła Drugiego i honorowym patronatem Najświętszej Matki Boskiej Maryi Panny Królowej Polski, Obrończyni Czech i Moraw oraz Obrończyni Słowacji. W skrócie WSMDŁG im. JH, JPD, NMBMPKPOCMOS. To oczywiste że mamy inkwizycje!
- Eee, na rozpoczęciu roku Dumbledore nieco krócej to wymawiał.
- No tak, Bo szkoła Magii i Czarodziejstwa na Łysej Górze to po prostu nazwa dla obcokrajowców.
- Przecież to jest niewymawialne! – Wykrzyknęła Hermiona po kilku próbach powtórzenia nazwy – A ten skrót niczego nie ułatwia.
- Jak nie? On jest taki specjalnie. Dzięki temu mogę kogoś opluć i nikt nie może mi złego słowa powiedzieć! – Odparł rezolutnie Alojz.
- Wciąż uważam to za bez sensu. Czemu macie taką nazwę, brzmi jakbyście się tam na pastorów przygotowywali.
- Księży, jak już. Po prostu Najwyższa Rada Słowiańska zdecydowała, że nazwa musi być godna.
- Przecież to jest śmieszne, a nie nobilitujące.
- Pchasz się na stos kolego – mruknął z uśmiechem Kamil – Gdyby Cię teraz Wielka Inkwizycja usłyszała to już byś był zgarniany pod trybunał za nie prawomyślne mówienie o pomysłach jedynej słusznej opcji politycznej.
- Jak wy sobie radzicie w takich opresyjnych warunkach? – zapytała szczerze zdziwiona Hermiona.
- To proste, nie ma górnego limitu wyrabiania własnego alkoholu na prywatne potrzeby. No i akcyza na szlugi nie idzie w górę od długiego czasu.
- Sprzedaliście waszą wolność i niezależność w zamian za miód pitny i papierosy?
- Nie, oczywiście ze nie. Jesteśmy wolni i niezależni. Jedyne ograniczenie to brak krytyki polityczno-religijnej.
- Dobra nie mam już siły, fajnie ze wpadliście ale my byśmy chcieli już iść spać. Dochodzi północ a rano zajęcia.
- Nie no jasne, dobranocnych trzymacie się. – Odparł Kamil z uśmiechem. Po tych słowach Słowianie zebrali się i wyszli. Gdy odeszli kawałek od pokoju wspólnego gryfonów, Alojz zagadnął Kamila.
- Myślisz, że teraz nam pomogą?
- Nie, jeszcze nie. – odparł cicho jego przyjaciel. – Musimy zdobyć ich zaufanie.
- Aby potem je stracić… - dodał smutno Kuba.
- Miejmy nadzieje, że nie.
Notka od autora
Przepraszam was wszystkich za taką przerwę ale święta i brak weny uniemożliwiły mi pisanie. Mam teraz szczerą nadzieje, że będzie lepiej.
Bardzo wam też dziękuje za wszelkie opinie i recenzje. Nawet nie wiecie jak to zajebiście motywuje i poprawia samoocenę :D Ponieważ jeszcze nie rozkminiłem jak się odpisuje na pojedyncze komentarze do tego ff to wiedzcie ze wszystko czytam i staram się zaaplikować jak uznam to za sensowne ;)
