Rozdział 10. Do zakochania jeden cios

- W ramach zacieśnienia relacji między naszymi uczniami, wraz z dyrektorem Koniecpolskim postanowiliśmy że dokładnie tydzień przed nocą duchów odbędzie się konkurs na przygotowanie najlepszego eliksiru. Tematem będzie uwarzenie eliksiru szczęścia. Zwycięską drużynę wspólnie wybiorą profesor Snape z Hogwartu oraz profesor Smirnoff z Łysej Góry. – Ogłosił Dumbledore podczas kolacji drugiego dnia roku szkolnego. Po posiłku do Kamila, Kuby i Alojza podszedł dyrektor ich szkoły.

- Chłopaki gratuluje wam! – Zakrzyknął gromko.

Uśmiech czarodzieja poszerzał się z każdą chwilą, napełniając strachem swoich uczniów.

- A a ale czego? – Wyjąkał Kamil.

- Właśnie zgłosiliście się na ochotnika do konkursu warzelniczego. Nie musicie dziękować. Wiedziałem, że kto jak kto ale wasza trójka, pierwsza pobiegnie zapisać się na listę.

- Wasza ekscelencjo, to jakaś pomyłka przecież żaden z nas nie jest jakimś wybitnym eliksowarem.

- Eh, powtórze jeszcze raz, zgłosiliście się do konkursu warzelniczego jako ochotnicy.

Twarze chłopców wciąż pozostawały myślą nieskalane, aż wreszcie Alojz widząc wymowne spojrzenie dyrektora zaczął powoli łapać.

- Czyli, tematem konkursu jest uwarzenie napoju po którym wszystko się udaje a życie jest cudowne?

- Dokładnie! Cieszę się, że się rozumiemy. – Po czym z szerokim uśmiechem wyszedł z Wielkiej Sali. Gdy dyrektor odszedł na bezpieczną odległość, Kamil szepnął cicho.

- Panowie, jesteśmy w dupie.

- Co ty? Zapomniałeś jak się robi płynne szczęście?

- Nie, po prostu, raz, że nie mają odpowiednich przyrządów, a dwa bez odpowiednich składników nic nie zdziałamy, a jeśli pamiętacie, torbę ze wszystkim co w życiu cenne miał nam przywieźć Siergiej.

- Nie no stary, damy radę. Kto jak nie my?

Kamil tylko spojrzał w kierunku stołu ślizgonów przy którym Snape przekazywał Malfoyowi jakąś książkę. Jego ciężki wzrok musiał starczyć Alojzowi za odpowiedź.

Przez nawał pracy i nauki, czas oczekiwania na konkurs mijał uczniom bardzo szybko. Wyjątkiem byli tylko Słowianie którzy zamartwiali się, zniknięciem swojego nauczyciela. Chociaż, mimo nieobecności słowiańskiego mistrza eliksirów dyrektor Koniecpolski był całkowicie spokojny. Jego opanowanie nie udzielało się jednak podopiecznym, którzy to coraz bardziej obawiali się totalnej kompromitacji w zawodach. Żaden wstyd, podjąć wyzwanie i przegrać, ale hańbą nawet do niego nie podejść. A w zasadzie, bez torby ze składnikami przywiezionymi jeszcze ze szkoły, Słowianie mogli nawet nie startować. Szukając alternatyw, chłopcy zaczęli zakradać się do szklarni, chcąc ukraść jakiekolwiek przydatne zioła. Jednakże Brytyjczycy uprawiali zupełnie inne rzeczy niż oni, więc nie wiedzieli co w

zasadzie byłoby im przydatne. Takich zmartwień, na głowie, nie mieli jednak Harry Ron i Hermiona.

Mimo nawału prac domowych postanowili, że odwiedzą Hagrida w ostatnią sobotę przed konkursem.

Nie byli u niego od początku roku, więc nie mogli dłużej go unikać pomimo, że nie zrobili tego

specjalnie. Także chcąc nie chcąc punkt 17 zapukali do drzwi jego chatki na skraju lasu. Liczyli, że oni

go przeproszą, a on ugości ich popołudniową herbatką. Niestety by tak się stało gajowy musiałby

najpierw otworzyć drzwi, czego wbrew natarczywemu pukaniu nie robił.

- Haaagrid! – Zawołał donośnym głosem Harry. – Otwórz, to my!

Jego okrzyki nie dały jednak najmniejszego efektu. Zrezygnowany odsunął się od drzwi.

- Sprawdzę przez okno. – Powiedziała dziewczyna. – Może śpi czy coś. – Musiała wspiąć się na

palcach, by wygodnie popatrzeć przez szybę. Zobaczyła dwie postacie w środku. Potężną sylwetkę

gajowego rozpoznała bez trudu ale o ponad połowę mniejszy osobnik leżący na stole był dla niej

tajemnicą.

- No i jak? – zapytał zniecierpliwiony Ron – Pukamy dalej czy idziemy do zamku?

-Hagrid ma gościa ale oboje śpią. Spróbujemy przyjść jutro. Harry, daj mi kawałek pergaminu,

zostawię mu wiadomość, że jutro wpadniemy.

- A nie możemy wysłać sowy?

- Po co? Wiadomość i tak musisz napisać, a szybciej jest wsunąć ją pod drzwi stojąc na progu niż

wysyłać z zamku.

- No ale Harry ma rację – poparł przyjaciela Ron – Co będzie się schylać by podnieść jakąś kartkę,

skoro sowa elegancko mu na parapet dostarczy. Zresztą, teraz i tak nie odczyta, a pukająca w okno

sowa może go obudzi.

Hermiona popatrzyła na chłopaków ciężkim wzrokiem, westchnęła i zrezygnowanym głosem

odpowiedziała.

- Weźcie wy czasem myślcie zanim coś powiecie. – Nie dając im szansy na odpowiedź, wzięła

pergamin z ręki Harrego i nakreśliła kilka słów do gajowego. Po wsunięciu kartki przez szparę w

drzwiach wstała i obrzucając przyjaciół ciężkim spojrzeniem obróciła się na pięcie i ruszyła przez

błonia w kierunku zamku.

Chłopcy popatrzyli tylko po sobie i wzruszyli ramionami, obaj wiedzieli, że zrobili coś nie tak ale

ponieważ nie rozumieli o co znowu Hermionie chodzi, to stwierdzili, iż nie ma się czym przejmować.

Przejdzie jej, jak zresztą zawsze.

Podczas niedzielnego śniadania, trójka gryfonów wypatrywała Hagrida. Przyszedł on jednak pod sam

koniec posiłku, widać było po nim ogromne zmęczenie. Gdy talerze i półmiski zaczęły znikać ze

stołów, przyjaciele wstali i ruszyli w kierunku profesorów. Idąc w tamtą stronę pomachali do

gajowego który niechętnie i z dużym ociąganiem wstał ze swojego miejsca wychodząc im na

spotkanie.

- Hagridzie, dostałeś naszą wiadomość? – zapytała Hermiona

- Tak, cholibka dobrze że sowy nie wysłaliście, bidulka by całą noc w okno pukała.

Dziewczyna tylko triumfalnie spojrzała na chłopców.

- No to super, do zobaczenia na herbatce!

- Poczekajcie jeszcze, poznaliście już jakiś Słowian z wymiany?

- Taa – odpowiedziała nastolatka z lekkim wahaniem w głosie.

- To weźcie ich, muszę im kogoś przedstawić.

- Jasne, z największą przyjemnością – odparła, starając się by jej głos nie ociekał ironią.

Hagrid tylko uśmiechnął się w odpowiedzi i ruszył w kierunku stołu dokończyć śniadanie. Trójka

przyjaciół natomiast ruszyła w stronę Słowian którzy coraz liczniej opuszczali sale. Na całe szczęście

ich wschodni przyjaciele jeszcze kończyli swoje posiłki. Widząc że wysoki blondyn jeszcze nie doszedł

do siebie po wczorajszej imprezie, Hermiona postanowiła się nieco zabawić jego kosztem i lekko

kokieteryjnie zagadać.

- Ooo! Cześć Kamil, co tam u Ciebie? Wczorajsza zabawa się udała?

- Eeee - jęknął chłopak próbując zebrać myśli. - Taak chyba tak, wiesz średnio pamiętam całość ale

raczej było wszystko super. A dlaczego pytasz?

- No wlasnie widze, do twarzy Ci z przekrwionymi gałami i worami pod oczami.

- Co? O czym ty do mnie rozmawiasz?

- Po naszej ostatniej rozmowie, tak sobie pomyślałam, ze moze masz czas i chęci by się spotkać,

gdzieś w przytulnym miejscu. - Mówiła dziewczyna, zawieszając głos.

- Yyy - Mózg Kamila jeszcze nie był gotowy do tego typu rozmów. Z tego co się orientował do

rozmawiania z kobietami brakuje mu tak z cztery lata życia. - Taaak, chyba.

-Chyba? - zapytała dramatycznie Hermiona. - Jesteś okropny, teraz jest mi po prostu przykro.

Przysłuchujący się całej rozmowie pozostali chłopcy jak jeden mąż zastanawiali się o co tej

dziewczynie chodzi? Harry i Ron głowili się, czemu zwyczajnie nie przekaże informacji od Hagrida.

Natomiast Alojz i Kuba modlili się by ta irytująca istota w długich włosach i o wysokim głosie w końcu

zamilkła. W ich stanie, słyszeli ociekający keczup z tostów, a ta jeszcze krzyczała.

- Co? Nie, źle mnie zrozumiałaś. Chodziło mi o to, że nie wiem czy - Zawiesił głos w poszukiwaniu

adekwatnej wymówki. - Znajdę czas. - zełgał gładko.

- Taak? A cóż takiego robisz? Pewnie się umówiłeś z tą durną ślizgonką z którą ostatnio gadałeś!

Skołowany Kamil nie wiedział co odpowiedzieć, więc dziewczyna kontynuowała.

- Ale wiesz co, lubię Cię i dam Ci szansę byś to naprawił.

Chłopak nie wiedział co w zasadzie zepsuł ale mechanicznie pokiwał głową.

- Cudownie! - Ucieszyła się Hermiona

- Spotkajmy się zatem dzisiaj, po obiedzie, na błoniach. Pójdziemy sobie na spacer i może w jakieś

przytulne miejsce. - Dodała uśmiechając się i lekko przygryzając wargę. Obdarowała go jeszcze

jednym uśmiechem i udała się w kierunku wyjścia.

- Dobra, co tu się stanęło się? - Spytał oszołomiony Kamil - na co ja się właściwie zgodziłem?

- Na randkę łokciu, borze szumiący czemu faceci są tacy niedomyślni - żachnęła się Aleks siedząca

przy stole i przysłuchująca się całej rozmowie.

-Yyy randkę? Kiedy? Jak? Z kim? Co? - Odparł zdziwiony chłopak.

- Właśnie! Jaką randkę? - Dołączył się oburzony Ron.

- No tą, na którą się przed chwilą zgodziłeś? Coś ty brał wczoraj?

- To ona mnie na randkę zapraszała? Cholera dobrze wiedzieć. - mruknął zaskoczony Słowianin.

Harry miał już powoli dość, musiał trzymać przyjaciela za rękaw bo chciał się rzucić i pobić tego

skołowanego chłopaka. Dziwne zachowanie Hermiony również go zastanawiało. Jego pierwszą myślą

było, że ktoś się za nią podszywa. Niemniej, musiał ją odrzucić ze względu na to, iż nie widział by

przez ostatnią godzinę piła coś innego niż sok z dyni. Załamana Słowianka schowała tylko twarz w

dłoniach i głośno westchnęła.

- To... na kiedy ja się umówiłem?

- Dzisiaj. Po obiedzie. U Hagrida. Cała trójka. - Warknął Ron przez zaciśnięte zęby.

- A kto to Hagrid? I gdzie jest u niego? - nieśmiało odezwał się odzyskujący świadomość Alojz.

Ron tylko wydał bliżej nieartykułowany dźwięk wyrażający wściekłość i szybkim krokiem udał się do

wyjścia. Przechodząc obok Kamila próbował go jeszcze szturchnąć barkiem ale ten płynnie się

odsunął jednocześnie opadając na ławkę przy stole.

- To nasz gajowy, mieszka w chatce pod Zakazanym Lasem. Wyjdźcie z zamku na błonia i na pewno

traficie. - Powiedział Harry spokojnym głosem. - Dobra, ja lecę muszę go dogonić bo jeszcze zrobi coś

głupiego. Cześć. - I pobiegł goniać swojego przyjaciela.

- Ej... Ale to nie z Hagridem się umówiłem prawda? - Zapytał Kamil tępo patrzący w przestrzeń.

Słysząca go Słowianka załamała się i z głośnym jękiem opadła twarzą na stół.