Hej!

Anonimie, bardzo się cieszę, że Ci się podobało. Najbliższe dwa rozdziały będą trochę spokojniejsze. Głównie dlatego że Sasori coś wykombinował.

Dania wybrałam z niezwykle pomocnej strony: pyzamadeinpoland (artykuł nazywa się „Dania kuchni japońskiej").


Kiedy Naruto się ocknął, poczuł się co najmniej dziwnie. Coś ślizgało się po jego plecach. Pierwszą jego myślą było, że Kyūbi znowu się wydostał, ale tym razem tak bardzo, że Naruto zupełnie się zatracił. Po chwili zarejestrował nacisk na swoim torsie i zrozumiał, że leży na czyichś plecach. Uchylił oczy i zauważył czerwony materiał. Jiraiya… Przypomniał sobie walkę z Orochimaru. Jiraiya zacisnął mu dłonie na kostkach ostrzegawczo.

Oprzytomniał. Przypomniał sobie, że teraz jest Haku i zaczął nerwowo dotykać się po twarzy.

– Gdzie on jest? – spytał głosem obniżonym od zaspania.

– Ale co? – spytał Jiraiya.

– Tatuaż… – spojrzał na Sasoriego, któremu jakimś cudem pomimo braku podstawowej mimiki udało się wyglądać na zadowolonego z siebie. – Ty! – Wskazał go oskarżycielskim palcem. – Oszukałeś mnie!

– Dalej uważam, że lepiej byś wyglądał z moim firmowym znakiem.

Blondyn przysunął się do nich.

– Nie przejmuj się – powiedział, klepiąc Haku po ramieniu. – Mnie straszy tym cały czas.

Haku próbował tak bardzo zobaczyć czy jego ręka obśliniła mu bluzę, że prawie spadł z pleców Jiraiyi. Ten złapał go i nie puścił na ziemię.

– To z pewnością uczyniłoby twoją twarz bardziej męską – zauważył Sasori z dołu kąśliwie.

– Moja twarz jest wystarczająco męska! – krzyknął Deidara tak wysoko, że teraz nawet brzmiał jak dziewczyna.

Haku postanowił tego nie komentować, bo dłonie tego kolesia go terroryzowały. Jeśli istniał jakikolwiek sposób, by zamknąć usta Haku, to ryzyko, że ktoś przejedzie mu po twarzy językiem wychodzącym z dłoni albo w ogóle zrobi cokolwiek z językiem wychodzącym z dłoni. Haku nie chciał nawet wyobrażać sobie uśmiechającej się dłoni, po prostu napełniało go to najwyższym przerażeniem. Jiraiya musiał kiedyś spytać Deidarę, jak sobie takie załatwić. Zrobiłby sobie jedną i pokazywał Haku z daleka język. Albo dwa. Świetnie wychodziłyby też na zdjęciach.

Ech, za dużo czasu spędzał z czternastolatkiem i robił się zdziecinniały.

– Czyli nic na twarzy nie mam, mistrzu? – spytał Haku, dotykając skroni.

Jiraiya przystanął, zdjął ucznia z pleców i ze wzruszeniem przytulił.

– Nareszcie, Haku, dziękuję!

Haku spojrzał na niego zupełnie skonfundowany.

– Ale ja mówiłem do niego! – wskazał palcem. – I o co w ogóle chodzi? Hej, mistrzu! – zamarł i złapał się za usta. Spojrzał na Sasoriego rozszerzonymi oczami. – Nie wierzę.

– Co zrobiłeś? – zapytał Jiraiya, marszcząc brwi. Sasori był dla niego cennym szpiegiem, ale pogruchocze mu laleczki i znajdzie jego słaby punkt, jeśli odważył się zrobić coś złego Haku, a potem będzie go torturował tak długo, aż to odkręci.

– Możliwe, że w moje jutsu wplotłem drobne kilka znaków dotyczących odpowiedniego tytułowania. Spokojnie, Deidarę dalej możesz nazywać, jak tylko chcesz.

Haku spojrzał na blondyna i przełknął ślinę.

– Wygląda na to, że zostajesz mi tylko ty, Ero-sanninie.

Jiraiya westchnął, pokonany.

– Zacznę to chyba traktować jak komplement.

– Nie masz innego wyboru – powiedział dzieciak, wzruszając ramionami.

Gdy zaczęli się zbliżać do miejscowości, Sasori i Deidara nagle przystanęli.

– Dołączymy do was później – powiedział starszy członek Akatsuki. – Wy zaproponujcie miejsce.

Jiraiya wyjaśnił im, jak dojść do knajpy, w której byli rano i pociągnął go za sobą.

– Nie jesteś ciekaw, co planują? – spytał Haku, zwalniając.

– Myślę, że wiem, co planują i nie będziemy im w tym przeszkadzać – powiedział spokojnie sannin. – I Haku. Nawet nie próbuj robić cienistego klona. Będą wiedzieć, a tego nam nie potrzeba.


Nim dotarli do knajpy, zrobiło się ciemno. Usiedli przy stoliku i zamówili atrakcyjnie pachnące gyūdon oraz unadon.

Do ich stolika podeszło dwóch mężczyzn.

– Można się przysiąść? – zapytał wyższy z nich.

Haku poderwał głowę i nie mógł nie podziwiać. Wszystkie jutsu maskujące się przy tym chowały. Deidarę rozpoznał po spojrzeniu, nawet nie po kolorze oczu, bo były teraz ciemniejsze. Jego włosy przykryła kasztanowa farba i szara czapka. Jego skóra była bledsza, a rysy twarzy zupełnie zmienione kilkoma kluczowym pogrubieniami na policzkach i nosie.

Mężczyzna obok niego musiał być Sasorim, ale nie umiał w nim znaleźć nawet śladu dawnego wyglądu. Miał proste, lśniące, czarne włosy do ramion i twarz, która kogoś mu przypominała, o rysach łagodniejszych niż normalnie miała twarz Deidary. Kto to był? Naprawdę nie był najlepszy w kojarzeniu twarzy.

Naruto siedział przy oknie. Obok niego zajął miejsce Jiraiya, na wszelki wypadek, gdyby musiał go bronić przed atakiem. Dwa miejsca naprzeciwko były wolne. To tam usiedli Deidara, twarzą w twarz z Jiraiyą, a Sasori przed Haku, który spojrzał wtedy w jego ciemne, niemal fioletowe oczy o miękkim spojrzeniu.

– Czyli to tamto to jakaś zbroja? – zapytał zaciekawiony, dławiąc rumieniec w zarodku.

– Kto kładzie zabezpieczenia? – spytał Sasori Jiraiyę, ignorując go kompletnie.

– Poczekaj, mistrzu, tylko zamówię – powiedział Deidara szybko. – Poproszę Bakudon!

– A co podać panu? – spytał kelner.

– Ja dziękuję – powiedział, krzyżując ręce na piersi i zamykając oczy.

Haku spojrzał na niego z zaskoczeniem. Sam po takiej długiej walce był piekielnie głodny.

Kiedy przynieśli jedzenie i zabezpieczenia zostały nałożone, on i Deidara rzucili się na swojego węgorza i mięso. Sasori zaczął, z rękami skrzyżowanymi na piersi i jedną nogą założoną na drugą, tonem swobodnej konwersacji:

– Twoja gotowość do zrzucenia wszelkich pozorów każe mi sądzić, że masz w Akatsuki kogoś jeszcze. Ciekaw jestem niezmiernie, kto to taki?

Jiraiya przełknął kawałek, który zdążył zgarnąć i odłożył pałeczki. Teraz i on skrzyżował ramiona.

– Nie mam tam nikogo zaufanego poza tobą.

– A niezaufanego? – spytał chytrze Sasori.

Jiraiya uśmiechnął się pod nosem.

– Takich nie zatrudniam.

Haku zastanawiał się czy mówi dosłownie. Czy Konoha miała oficjalnego szpiega w Akatsuki, z pensją za wysupływanie sekretów z ludzi i w ogóle? Bohatera dobrej strony działającego pod przykrywką?

– Kiedyś nie mogłeś mi ufać – zauważył Sasori.

– Wiem, do czego jesteś zdolny – powiedział Jiraiya chłodno. – Raczej sam siebie już nie przeskoczysz.

– Tak, taka rzecz zdarza się tylko raz w życiu – stwierdził mężczyzna z Akatsuki. – Uwierzysz, że wyszło mi przypadkiem?

– Jestem jak najdalszy od uznania, że nie spodziewałeś się konsekwencji swoich działań – odparł, wracając do jedzenia.

Haku podziwiał całe to napięcie przy stole, naprawdę je doceniał, ale nic ni w ząb z tej wymiany zdań nie rozumiał i zaczynał się powoli nudzić.

Oparł łokcie na stole i westchnął ciężko.

– Czy ty może wiesz, o czym oni gadają? – spytał Deidarę, patrząc na niego po skosie.

– Twoje uszy są za młode, żeby zasługiwały na to, żeby usłyszeć prawdę – powiedział z uśmiechem.

– A, czyli nie wiesz – stwierdził Haku, wzruszając ramionami. – Dobra, dobra, już nie zaciskaj pięści! – krzyknął, machając rękami, gdy tylko zobaczył, jak Deidara zaciska rękę i zamierza coś powiedzieć.

– Robisz przedstawienie – mruknął do niego Jiraiya, patrząc z góry na Haku.

Sasori tylko zerknął na Deidarę, który natychmiast opuścił rękę.

Patrząc na to spojrzenie, rzucone bokiem, siedzący naprzeciwko niego Haku nagle doznał olśnienia.

– Wiem! Ty wyglądasz jak Gaara – stwierdził fakt.

Oczy, które były najbardziej ekspresywnym elementem twarzy Sasoriego rozszerzyły się.

– Masz na myśli syna czwartego Kazekage? – zapytał szybko niskim głosem. Haku stanęły włoski na rękach. Teraz nawet brzmiał jak Gaara. Gdy patrzył badawczo na potencjalną ofiarę, która zaczęła go interesować. – Skąd znasz syna Kazekage, dzieciaku?

– Niedawno był w Konosze na egzaminach na chūnnina – powiedział gładko. – Trochę trudno go zapomnieć.

– Nie wątpię – odparł chłodno, ale w kąciku jego ust czaił się uśmiech.

Gdy skończyli jeść, ku zaskoczeniu Haku nie ruszyli wcale do hotelu, tylko weszli z powrotem do lasu. Nie bardzo mu się to podobało.

– Tak będzie bezpieczniej dla cywili – powiedział Jiraiya, ignorując fakt, że dwaj członkowie Akatsuki idą tuż obok i doskonale go słyszą.

Haku pożegnał się z myślą o ciepłym, wygodnym łóżku albo podgrzewanej podłodze i futonie i powitał powrót pająków na twarzy, mrówek za kołnierzem oraz wyplątywanie się ze śpiwora, czasami w chwilach nagłego ataku dziurawionego przez rasengan.

Rozpalili ogień, który jakoś dziwnie odbijał się w nieco zbyt głębokich oczach Sasoriego.

Oparł się o drzewo daleko od ognia i przypatrywał mu się, a światło igrało na jego policzkach.

Haku zaczął się zabierać za zdejmowanie ubrań. Zapomniał… Zawisł na chwilę nad guzikami i szybko się rozebrał do podkoszulka i bokserek.

– Dziękuję. – Wyszczerzył się z wdzięcznością. – Na początku wydawały się za duże, ale są bardzo wygodne. Zapomniałem, że jestem ubrany inaczej niż zwykle.

Sasori spojrzał na niego tym nieruchomym spojrzeniem Gaary i powiedział:

– Zatrzymaj je sobie.

Haku pogładził materiał. Dalej nie umiał się do końca przyzwyczaić do tego, że ktokolwiek chciał mu coś podarować.

– Dziękuję, mistrzu – powiedział szczerze, kłaniając się lekko i pierwszy raz nie złoszcząc się, że jest zmuszony do tytułowania tego dziwnego mężczyzny. Następnie zwrócił się do Jiraiyi. – Ach, Ero-sanninie, jak dzielimy się na wachty?

Miał wielką nadzieję, że nie dostanie wachty od czwartej rano. Wtedy najgorzej się opuszczało wygrzany kokon, chłód zaraz łapał za kości i nie można się było porządnie dobudzić.

– Zero szacunku – mruknął Jiraiya, kręcąc głową.

– Nie będziemy się dzielić na wachty – powiedział Deidara, unosząc się znad przygotowywanego przez siebie posłania. – Mistrz Sasori będzie nas pilnować.

Haku spojrzał na niego z jedną, wielką wątpliwością wypisaną na twarzy. Zerknął na Sasoriego, który siedział dalej, oparty o drzewo, niemal zupełnie nieruchomo.

– A chcesz mieć wachtę? – spytał go Jiraiya spokojnie.

– Nie, nie, jest doskonale! – zapewnił błyskawicznie i już bez przedłużania, żeby złapać jak najwięcej snu, umył zęby i wskoczył do śpiwora.

Grzał się już w nim, znajdując się na granicy jawy, gdy pozostali mężczyźni jeszcze krążyli wokół ognia. Obudził się z mocnego, głębokiego snu, czując się tak, jakby spał dobre kilka godzin, ale słyszał lekkie chrapanie Jiraiyi, a gdy wyjrzał ze śpiwora, zobaczył, że i Deidara śpi z podwiniętymi wysoko nogami i pochyloną klatką piersiową, wpisując się w okrąg pod szerokim śpiworem.

Obejrzał się i odkrył, że Sasori siedzi dalej w tym samym miejscu i patrzy na niego spod przymrużonych powiek z trudną do nazwania miną, czymś między czujnością a melancholią, stanami, które na zdrowy rozsądek powinny się wykluczać. Mrugnął powoli powiekami.

– Na pewno cię nie zamienić, mistrzu Sasori? – spytał.

– Idź spać, dzieciaku.

Haku zdecydował, że Sasori w nowym, czarnowłosym wydaniu, zawsze wyglądał melancholijnie.