POGRUBIONY TEKST TO CYTATY Z KSIĄŻKI: HARRY POTTER I INSYGNIA ŚMIERCI
_
Więźniowie zostali sprowadzeni do piwnicy. Hermiona została sama ze swoimi oprawcami. Bellatriks zaczęła okrążać dziewczynę, niczym głodny drapieżnik swoją ofiarę.
-No, no, no…malutka szlama postanowiła urządzić sobie piknik z przyjaciółmi w środku lasu- zaczęła powoli Lestrange
Hermiona milczała, analizując sytuacje. Była pozbawiona różdżki. W pokoju znajdowała się z Bellatriks oraz szmalcownikami. Szanse na ucieczkę były minimalne. Domyślała się, że Dwór jest nienanoszalny, więc pomysł aportacji był skazany na niepowodzenie.
- Malutka szlamka, nie nauczyła się, że nie zabieramy cudzej własności. No, no, no…- kontynuowała Bellatriks
- Znaleźliśmy ten miecz! Nie ukradliśmy Ci go!- tłumaczyła Hermiona
- Nie kłam brudna szlamo! Crucio!
Hermiona upadła na podłogę. Poczuła paraliżujący ból. Jej ciało wygięło się w nienormalnej pozycji. Czuła, jakby tysiące igiełek wbijały się w nią głęboko. W każdy mięsień, nerw. Krzyczała, ale wiedziała, że nie ma, co liczyć na pomoc. Wiła się po podłodze, płacząc.
-Crucio! Crucio! Crucio! Hahhahahah!- krzyczała jak opętana Bellatriks, wciąż ponawiając zaklęcie
Ciało Hermiony wzbijało się lekko ponad powierzchnie podłogi i upadało wciąż i wciąż głucho na posadzkę. Dziewczyna mogła liczyć tylko i wyłącznie na cud. Paraliżujący ból odbierał mowę i chęć życia. Chciała umrzeć, chciała, aby ten ból się skończył. Żeby skończyło się wszystko.
Nagle ból ustał. Hermiona nie otwierała oczu. Uznała, że bezpieczniej będzie leżeć i czekać na rozwój sytuacji. Poczuła śmierdzący oddech na swojej twarzy.
-Więc mimo wszystko, będziesz kłamać? Złe posunięcie malutka szlamo- wysyczała jej Bellatriks prosto w twarz
-Ja nie kłamię! Nic Ci nie zabraliśmy! Znaleźliśmy ten miecz!- płaczliwie tłumaczyła Hermiona
- Nic nie znaleźliście! Ukradłaś mi go swoimi plugawymi łapami! Teraz poniesiesz konsekwencje! Crucio!
Hermiona ryknęła z bólu. Jej ciało uderzało spazmatycznie w posadzkę. Starała się nie myśleć o bólu. Myślała tylko o tym, co zrobi, kiedy już się wydostanie. Co zrobi, kiedy uda jej się stanąć twarzą w twarz z Bellatriks. Powtarzała klątwy, uroki, twarze przyjaciół. Liczyła czas, najbardziej bolesny czas w jej życiu. Nigdy nie była wierząca. Czarodzieje nie wierzą. Mimo wszystko przypominała sobie wszystkie mugolskie modlitwy, które znała. Chwytała się wszystko. Chciała tylko, aby przestało boleć.
-Nadal chcesz milczeć? Z czasem będzie bolało coraz bardziej. Poczujesz każdy kawałek swojego parszywego ciała. Każdą nawet najmniejszą tkankę w organizmie. Będziesz cierpiała coraz mocniej i intensywniej. Przestań milczeć a może twoja śmierć będzie..łaskawsza- wysyczała Bellatriks
- Miecz jest znaleziony!- krzyczała Hermiona
-Kłamiesz, plugawa szlamo, dobrze o tym wiem! Włamaliście się do mojej skrytki w Banku Gringotta! Powiedz prawdę, powiedz prawdę! Crucio!
Hermiona wydała z siebie kolejny przeraźliwy krzyk. Traciła już wolę walki. Mimo to, głęboko w sobie trzymała prawdę o mieczu Gryffindora. Gdyby pisnęła na ten temat nie mogłaby już nigdy popatrzeć w oczy Harrego. Obiecała mu pomoc. Wolała umrzeć niż zdradzić przyjaciela. Poczuła głęboki wstręt do Bellatriks. Jej ciężkie, opadające powieki, brudne poplątane włosy, opętany wzrok. Nienawidziła jej z głębi serca. Marzyła o jej śmierci. Chciała pomścić rodziców Nevilla, Syriusza. Mimo wszystko jednak, nie chciała być kolejną ofiarą.
-Ukradliście ten miecz! Co jeszcze stamtąd zabraliście? Co jeszcze macie? Mów prawdę, bo przysięgam, zaraz dźgnę Cię nożem!- Bellatriks straciła całkowicie panowanie nad sobą- Co jeszcze zabraliście? Co jeszcze? ODPOWIADAJ! CRUCIO!
Kolejna fala bólu otoczyła ciało Hermiony. Dziewczyna już nie płakała, ona wyła w amoku. Nie panowała nad ciałem, umysłem. Skóra na jej ciele zaczęła pękać, czuła metaliczny smak krwi w ustach. Jej ręce, nogi, tułów przybierały siny i zielony kolor. Jej kości zaczynały pękać, stare rany otwierać się na nowo. Czuła śmierć krążącą nad jej głową, jak wygłodniały sęp nad swoją ofiarą. Wiedziała, że długo nie wytrzyma, poddawana torturom. Kolejna fala bólu ustała. Dziewczyna wzięła głęboki wdech, czując jak połamane żebra wbijają się powoli w jej płuca.
-Jak się dostaliście do mojej skrytki?! Pomógł wam ten plugawy goblin, który siedzi w lochu na dole?- ponawiała pytania Bellatriks
-Spotkaliśmy go dopiero dzisiaj!- załkała Hermiona.- Nigdy nie byliśmy w Banku Gringotta! To nie jest prawdziwy miecz, to podróbka! To tylko kopia- dziewczyna ledwo wydawała z siebie jakikolwiek dźwięk. Słowa z jej ust wypływały razem z krwią.
-Kopia? Och, bo Ci uwierzę!- wrzasnęła, Bellatriks.
-Można to łatwo sprawdzić!- gdzieś zza pleców dziewczyny rozległ się głos podnieconego Greybacka. –Glizdogonie, przyprowadź tu goblina, zaraz nam powie, czy to prawdziwy miecz, czy jego kopia!
Dziewczyna zdawała sobie sprawę jak na wilkołaka musi działać taka ilość świeżej krwi. Dziwiła się, że nie poległ jeszcze na jej plecach i nie zatopił zębów w delikatnej skórze pokrywającej szyje.
Do pokoju wszedł Gryfek prowadzony przez szmalcownika.
-Witaj goblinie. Chyba musimy sobie uciąć pogawędkę- zaczęła powoli Bellatriks. – Jednakowoż nie będzie to miłe doświadczenie.
-Gryfek postara się pomóc, Bellatriks Lestrange.- zaczął powoli goblin- Jednak nie ma nic za darmo
-Śmiesz mi jeszcze dyktować warunki? Ty mały plugawy…
-Raczę baczyć na słowa. Moja pomoc może okazać się tu…konieczna-kontynuował Gryfek spokojnie.
-Tak, tak-opanowała się Bellatriks. –popatrz na ten miecz goblinie. Czy to kopia?
Gryfek powoli ujął miecz w ręce pokryte długimi paznokciami. Przyglądał mu się dokładnie, ważąc go w dłoniach, badając palcem milimetr po milimetrze.
-Pośpiesz się goblinie!- niecierpliwiła się Lestrange
-To kopia- odparł Gryfek.- Na dodatek bardzo słaba kopia. Goblin nigdy nie użyłby rutenu do stworzenia broni. Jest zbyt słaby
Na twarzy Bellatriks odmalowała się widoczna ulga.
-Masz szczęście goblinie. Możesz teraz śmiało wracać do piwnicy
-Och nie panienko. Moja nagroda.
-Dostaniesz tyle złota, ile tylko uniesiesz. A teraz wynoś się! Glizdogon pokaż mu jego miejsce!
Glizdogon złapał goblina za szatę swoją srebrną ręką i pociągnął za sobą do piwnicy. Bellatriks powoli przeniosła swoje spojrzenie na Hermionę.
-Jednak z Tobą szlamo, nie skończyłam- dodała a przerażający uśmiech wstąpił na jej usta- myślę, że nie będziesz nam już potrzebna. Greyback, należy do ciebie. Ty chyba się jej nie brzydzisz.
-NIEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE
Ron wpadło salonu, Bellatriks odwróciła się gwałtownie ku niemu, wyraźnie zaszokowana, z wyciągniętą w jego stronę różdżką.
-Expelliarmus!-ryknął. Kierując na nią różdżkę Glizdogona.
Jej różdżka wyleciała w powietrze; złapał ją Harry, który wbiegł do salonu za Ronem. Greyback odwrócił się w powietrzu. Wrzasnął „Drętwota!" i wilkołak runął prosto w kominek. Z różdżki Scabiora wystrzelił promień, Harry rzucił się na podłogę i przeturlał za kanapę.
-PODDAJCIE SIĘ ALBO ONA ZGINIE!
Harry, dysząc ciężko, wyjrzał zza kanapy. Bellatriks podtrzymywała zemdloną Hermionę, trzymając swój krótki srebrny nóż przy jej gardle.
-Rzućcie różdżki- wyszeptała- Rzućcie je albo zaraz zobaczymy, jak brudną ma krew!
Ron zamarł w miejscu z różdżką Glizdogona w ręce. Harry wyprostował się, wciąż trzymając różdżkę Bellatriks.
-Powiedziałam: rzućcie je!- wrzasnęła, przyciskając ostrze do gardła Hermiony, a Harry ujrzał na jej szyi krople krwi.
-Dobra!- krzyknął i upuścił jej różdżkę na podłogę.
Ron zrobił to samo z różdżką Glizdogona. Obaj podnieśli ręce na wysokość ramion.
-Świetnie! Scabior, zabierz te różdżki!
-Chyba powinniśmy was związać, nasi mali bohaterowie. Greyback, Ty będziesz mógł zająć się naszą małą szlamą. Jestem pewna, że Czarny Pan Ci jej nie pożałuje, zwłaszcza po tym, co zrobiłeś tej nocy.
Gdy tylko, Bellatriks wypowiedziała te słowa nad ich głowami coś zadzwoniło i zagrzechotało. Wszyscy spojrzeli w górę i zobaczyli jak wielki kryształowy żyrandol dygoce, a potem zaczyna spadać. Bellatriks stała tuż pod nim. Puściła Hermionę i z krzykiem rzuciła się w bok. Żyrandol roztrzaskał się o podłogę, waląc w nią łańcuchami i rozpryskując po całym salonie odłamki kryształ. Spadł na Hermionę.
Harry wykorzystał ten moment i wyrwał z dłoni oprawców różdżki.
Bellatriks zerwała się i z rozwianymi włosami wymachiwała dziko nożem.
-Zgredek!- wrzasnęła nerwowo- Ty? To ty zrzuciłeś żyrandol?!
Maleńki skrzat wbiegł truchtem do salonu, celując drżącym palcem w Bellatriks.
-Harrego Pottera nie wolno Ci skrzywdzić!- zaskrzeczał
-Ty wstrętny małpiszonie!- ryknęła Bellatriks.- Jak śmiesz sprzeciwiać się swoim panom!
-Zgredek nie ma już pana!- zapiszczał skrzat.- Zgredek jest wolnym skrzatem i przybył tu, aby uratować Harry'ego Pottera i jego przyjaciół!
-Ron łap…i UCIEKAJ!- krzyknął Harry, rzucając Ronowi jedną z różdżek.
Ron zgrabnie chwycił jedną z różdżek. Zaczął wyciągać ciało Hermiony spod żyrandola. Harry chwycił podniósł żyrandol ułatwiając mu tę pracę. Złapał dłoń Hermiony, Rona oraz Zgredka. Ostatnią rzeczą, jaką uchwycił Harry, był srebrny nóż lecący wprost w lewą dłoń Zgredka. Zraniony skrzat wypuścił rękę Hermiony i razem z dwójką Gryfonów deportował się wprost do Muszelki.
