Hermiona obudziła się z głośnym krzykiem. Znajdowała się w ciemnym pokoju. Ktoś wyleczył wszystkie rany znajdujące się na jej ciele. Oprócz panicznego strachu czuła się dobrze. Z wczorajszego wieczoru pamiętała tylko przeraźliwy ból i uczucie, które towarzyszyło jej, gdy dłoń Zgredka wyślizgnęła się z powoli z jej dłoni. Straciła ostatnią szansę na ucieczkę. Nie wiedziała gdzie jest, co znajduje się za ścianą pomieszczenia, czy zaraz nie będzie musiała stanąć twarzą w twarz z Czarnym Panem.
Rozejrzała się po pokoju. Było to maleńkie pomieszczenie, z beżowymi ścianami. Obok łóżka, w którym leżała, stał maleńki stolik nocny. Nad łóżkiem, znajdowało się maleńkie okienko przysłonięte oliwkową zasłoną. Naprzeciwko łóżka znajdowały się drzwi i szafa. Na przeciwległej ścianie znajdowały się drugie drzwi. Hermiona domyśliła się, że prowadzą do toalety. Dziewczyna odsłoniła zasłonkę. Widok z jej okna wychodził na zapuszczony ogród. Obserwowała kolorowego ptaka skaczącego po drzewie. Świat przestał dla niej istnieć. Liczył się tylko ten ptak i jego entuzjastyczny śpiew. Dziewczyna uchyliła okno delektując się każdą nuta, każdym dźwiękiem. Przymknęła oczy czując się jak wtedy, kiedy jeszcze uczyła się w Hogwarcie. Wspominała, każde letnie popołudnie, spędzone z przyjaciółmi. Przepychanki między nią i Ronem. Spacery do chatki Hagrida. Plotki wspólnie z Ginny. Czasy, kiedy żyła tak beztrosko! Nie było Czarnego Pana, horkruksów, groźby śmierci. Była ona, przyjaciele, zamek. Poczuła łzę, płynącą powoli po policzku. Tęskniła za Harrym i Ronem. Nie martwiła się swoim położeniem, brakiem różdżki. Martwiła się tylko i wyłącznie przyjaciółmi. Zastanawiała się, czy bezpiecznie aportowali się do Muszelki. Czy są zdrowi, najedzenie. Jak idzie im poszukiwanie. Kolejna łza płynęła po policzku. Przestała nad tym panować. Skuliła się na łóżku i zalała łzami. Spazmy zaczęły trząść jej ciałem. Brakowało jej oddechu od ciągłego płaczu. W końcu zasnęła, zmęczona wspomnieniami i szlochem. Zasnęła, a kolorowy ptak zza okna przestał śpiewać swoją pieśń.
Obudził ją trzask aportacji. Zerwała się przerażona. Obok jej łóżka stał pomarszczony skrzat domowy.
-Witaj panienko, jestem Ogryzek. Przyniosłem panience jedzenie- skrzat ukłonił się nisko
-Ojej, dziękuję Ogryzku. Możesz odpowiedzieć mi na kilka pytań?
-Och spróbuje- skrzat nagle przyciszył głos.- Jednak pan nie pozwolił mówić Ogryzkowi o wszystkim!
-Przepraszam, nie chcę, żeby Twój pan był na Ciebie zły- odpowiedziała dziewczyna.-Właściwie, kim jest twój pan?
-Och, Ogryzkowi nie wolno o tym mówić! Pan sam się przedstawi w odpowiednim momencie!
-Dobrze, może w takim razie powiesz mi gdzie jesteśmy?
-Ach…jesteśmy w letniej rezydencji mojego pana! Miło mi powitać panienkę w Zdrojowisku!- odparł dumny skrzat.
-A możesz mi powiedzieć, kiedy będę miała przyjemność poznać Twojego pana?- zapytała zaciekawiona swoim położeniem dziewczyna- Chce mu podziękować za wyleczenie moich ran i opiekę.
-Ale to nie pan, panienkę wyleczył. Pan nie mógł wyleczyć wszystkich skutków czarno magicznych zaklęć. Ogryzek panienkę wyleczył, magia skrzatów jest ogromna!
-To w takim razie, dziękuję Ci Ogryzku.- odparła dziewczyna ze szczerym uśmiechem. Polubiła tego skrzata
-Cała przyjemność po mojej stronie! W szafie ma panienka trochę czystych ubrań. Jeśli będzie chciała się panienka odświeżyć lub poprosić o cokolwiek proszę śmiało wzywać. Ogryzek lubi pomagać!- odparł dumny skrzat i zniknął z głośnym trzaskiem
Hermiona poczuła jeszcze większy mętlik w głowie. Nie zmieniło się nic w jej otoczeniu. Nadal nie wiedziała, kto jej pomógł i gdzie jest. Wiedziała tylko, że uratował ją ktoś zamożny, skoro stać go na własną letnią rezydencję i może sobie pozwolić na pomoc skrzatów domowych. Z zamyślenia wyrwał ją dźwięk jej własnego żołądka. Była przeraźliwie głodna. Z apetytem pochłonęła posiłek przyniesiony jej przez skrzata. Postanowiła rozejrzeć się po pokoju. Dopiero teraz dostrzegła książkę na szafce nocnej. „Magiczne hieroglify i logogramy". Mimo tego, że Hermiona znała tą książkę, czytając ją podczas nauki Starożytnych Run, z ciekawością i zapałem zaczęła kartkować tom. Nagle spomiędzy stron wypadła mała, biała kartka.
Mam nadzieje, że zaaklimatyzujesz się w Zdrojowisku. Gdybyś czegoś potrzebowała zawołaj Ogryzka. Pomoże Ci z miłą chęcią. Myślę, że niedługo się spotkamy i wszystko wyjaśnimy. Ja potrzebuje twojej pomocy, ty mojej. Mam nadzieję, że uda nam się to jakoś pogodzić.
Z pozdrowieniami
Właściciel
Hermiona odłożyła kartkę. Nie znała tego charakteru pisma. List był napisany starannie i przemyślanie. Każde słowo było dobrane dokładnie, nic nie działo się pochopnie. Czuła wielką ciekawość, co do jej Wybawiciela. Bała się jednak tego zobowiązania, które musiała wypełnić. Wiedziała, że będzie on chciał czegoś dużego. Czegoś, co będzie kosztowało tyle, co jej życie. Analizowała każdy kawałek listu, każdy kawałek dnia poprzedniego. Musiał to być ktoś, kto znajdował się razem z nią w Dworku Malfoy'a. Ktoś, kto dostrzegł szansę w uratowaniu jej. Ktoś, kto uratował jej życie. Ktoś, kto nadal ją ratował, trzymając odizolowaną, z dala od Śmierciożerców i Czarnego Pana. Wiedziała, że Dwór Malfoy'a jest teraz rezydencją Voldemorta. Każdego dnia, znajdowały się w nim dziesiątki jego popleczników, jego sojuszników. Mimo to, ktoś okazał się nie być do końca przeżarty przez zło. Ktoś pokazał cząstkę Społeczeństwa ratując ją. Ratując szlamę z brudną krwią. Przyjaciółkę Pottera. Poszukiwaną numer 2. Mimo to dziewczyna poczuła się lepiej. Ktoś po ciemnej stronie pomógł jej. Nie leży właśnie w lochu, nie jest torturowana. Żyje. Przynajmniej do czasu, aż wypełni zobowiązanie wobec Jej Wybawcy…
Koło południa przywołała Ogryzka. Miała pewien plan i tylko ten skrzat mógł jej pomóc w jego realizacji.
-Ogryzku!- krzyknęła niepewnie Hermiona.
-Tak panienko?-Skrzat pojawił się na środku pokoju
-Potrzebuje Twojej pomocy. Właściwie przysługi.
-Wszystko, o co panienka Ogryzka poprosi.
-Właściwie nie wiem, czy możesz to zrobić-zaczęła tłumaczyć dziewczyna.- Nie wiem czy Twój pan, pozwoliłby Ci.
-Niech panienka powie Ogryzkowi, a on spróbuje pomóc!
-Dobrze Ogryzku. Czy mogłabym wysłać jedną malutką kartkę z Twoją pomocą, do moich przyjaciół?
Skrzat zmienił minę. Stał się bardzo posępny i smutny.
-Ja mógłbym to zrobić. Ale mój pan musi najpierw zobaczyć ten list. Pan może uznać, że zdradza za dużo. Ale jeśli pan pozwoli, Ogryzek z chęcią panience dostarczy list!
Hermiona rozpogodziła się. Chwyciła za kartkę i szybko naskrobała małą karteczkę
Harry, Ron
Nadal żyje, nie torturują mnie, jestem bezpieczna.
Dołączę do was, kiedy tylko nadarzy się okazja.
Nie poprzestawajcie w miejscu i wykonujcie misje nadal.
Kocham Was najmocniej
H.
Poczuła łzy spływające po policzkach.
-Ogryzku, dostarcz proszę tę karteczkę, proszę Cię bardzo!- dodała czując wielką gule w gardle
-Ogryzek nie obiecuje dostarczyć. Spróbuje spełnić panienki życzenie!- dodał szybko skrzat i aportował się z głośnym hukiem.
Hermiona padła na łóżko. Usłyszała drobne krople deszczu uderzające w okno. Pomyślała, że pogoda idealnie odzwierciedla jej samopoczucie. Chciała już wydostać się z tego domu, i z przyjaciółmi zniszczyć całą złą siłę na tym świecie. Leżała w pościeli wsłuchując się w cichy szum liści.
Obudził ją zapach kawy. Uniosła lekko powieki, widząc posiłek na szafce obok biurka. Dopiero teraz poczuła jak bardzo jest głodna. Chłonęła już trzeci kawałek placka, kiedy usłyszała ciche chrząknięcie.
Dopiero teraz odkryła skrzata.
-Och Ogryzku! Długo czekasz?- zapytała zmieszana.
-Nie panienko. Ogryzek nie chciał przeszkadzać w posiłku. Mam wiadomość od pani przyjaciół.
-Och, czyli Twój pan się zgodził na dostarczenie wiadomości? Całe szczęście! Już zaczynałam się martwić!
-Pan jest bardzo miłosierny. Wiadomość od pani przyjaciół brzmi:
Jesteśmy bezpieczni.
Dzięki naszym towarzyszom znaleźliśmy kolejny element układanki.
Czekamy na następne wiadomości.
- Ojej Ogryzku! Dziękuję Ci. Jesteś naprawdę wspaniały!
-Spokojnie panienko. To nie wszystkie wiadomości, które pani dzisiaj otrzyma.
-Czy jest dalsza część listu? Proszę, nie trzymaj mnie w niepewności!- dziewczyna czuła się bardzo podekscytowana
-Niestety to koniec listu. Mój pan przyjeżdża jutro. Chce z panienką rozmawiać.
Hermiona poczuła dziwny ciężar w klatce piersiowej.
