Wena cudownie dopisała^^
Rozdział 15
Harry nie był pewien, co dokładnie powinien czuć po rozmowie z Syriuszem. Chciał jednak dać im obu szansę na odbudowę relacji. Syriusz był pierwszą osobą, która chciała zrobić coś dla niego i zabrać go od Dursleyów. Nie chciał go przekreślać tylko dlatego, że żal i więzienie pomieszały mu w głowie. Nie znaczyło to jednak, że zapomni o tym, co zaszło. Zapewne już zawsze będzie się czuł nieco niepewnie w jego obecności. Przynajmniej miał pewność, że Syriusz postanowił sobie pomóc. Remus pisał mu nadal o regularnych spotkaniach z magomedykiem. Harry w pełni to popierał. Wątpił, że w przypadku animaga mugolska terapia przyniosłaby efekt.
Sam chłopiec czuł się psychicznie coraz lepiej. Rozmowy z psychologiem bardzo mu pomagały. Mógł też porozmawiać z Ronem. Rudowłosy chłopak okazywał mu naprawdę wiele zrozumienia i starał się oszczędzić mu stresujących momentów. No i był jeszcze Snape.
Przywiązał się do tego mężczyzny tak bardzo, że aż sam się sobie dziwił. Oczywiście czuł więź pomiędzy nim a Ronem. Był jego pierwszym, prawdziwym przyjacielem i Harry miał nadzieję, że zostanie tak na zawsze. Nie mógł już jednak raczej powiedzieć tego samego o Hermionie.
Kiedy egzaminy dobiegły końca, skupiła się na sprawie Voldemorta. Próbowała przekonać Harry'ego i Rona, że świat czarodziejów powinien w końcu otrzymać dowód na to, że ten powrócił. Doprowadziło to do kolejnej kłótni pomiędzy dziewczyną a Ronem.
– Daj spokój, Hermiono! – powiedział jej. – Ludzie nam nie uwierzą. Zbyt się boją, żeby przyjąć to do wiadomości. Musieliby go zobaczyć na własne oczy.
– Może uwierzyliby, gdyby Harry złożył zeznania pod wpływem Veritaserum – powiedziała, a Harry popatrzył na nią z niedowierzaniem. Oszalała! Po prostu oszalała!
– Odjęło ci nagle rozum, Hermiono? – spytał.
– A jak inaczej chciałbyś, żeby ci uwierzyli? – argumentowała, patrząc na niego.
– A może ja nie chcę o tym mówić? Pomyślałaś o tym? – Wstał ze swojego miejsca i skierował się do dziury wyjścia z wieży.
– Dokąd idziesz? Nie skończyliśmy rozmawiać? – krzyknęła za nim.
– Nie będę na ten temat rozmawiał! Wrócę, jak wróci ci zdolność logicznego myślenia!
Zignorował jej oburzone sapnięcie i odetchnął z ulgą, kiedy portret Grubej Damy zamknął się za nim.
– Oszaleję kiedyś – mruknął pod nosem, ruszając korytarzem przed siebie. Zerknął przez jego z okiem, które wychodziło na błonia. Dostrzegł tam Hagrida przed swoją chatą i uśmiechnął się lekko.
Szybko skierował swoje kroki w dół ruchomych schodów. Równie dobrze mógł odwiedzić gajowego i spytać go o kilka spraw, związanych ze zwierzętami.
Hagrid uwielbiał magiczne stworzenia i miał olbrzymią wiedzę na ich temat. Problem polegał na tym, że czasem źle dobierał temat lekcji. Dochodziło do tego jeszcze jego pochodzenie i to wystarczyło, żeby Umbridge wzięła go na celownik. Nauczycielka wróżbiarstwa już była na zwolnieniu. Różowa ropucha postanowiła pozbyć się ze szkoły każdego, kto stanowił zagrożenie dla ministerstwa i nie spełniał wymogów programu nauczania.
Wszyscy od dawna wiedzieli, że Wielka Pani Inkwizytor uważa wszelkie stworzenia, niebędące w pełni ludźmi, za gorszy gatunek. Harry uważał to za kompletną głupotę, ale nie odzywał się. Póki trzymała się z daleka od niego i osób, które były dla niego ważne, chłopiec niczego nie komentował. Po pierwszym szlabanie z nią nauczył się trzymać język za zębami. Miał tylko żal, że nikt z nauczycieli nie zaprotestował względem metod, jakie stosowała. Wiedział, że poza nim były inne osoby, które miał styczność z jej krwawym piórem, ale nie wtrącał się. Ludzie musieli radzić sobie sami i zrozumieć, że Harry Potter nie rozwiąże za nich ich problemów.
Kiedy wyszedł z zamku, skierował się w kierunku Zakazanego Lasu.
– Cześć Hagridzie – przywitał się z pół-olbrzymem.
– Harry! – ucieszył się gajowy. – Jesteś sam? A gdzie Ron i Hermiona?
Chłopiec westchnął i usiadł na schodku do chaty.
– Pokłóciłem się trochę z Hermioną – przyznał.
– Chcesz o tym pogadać?
– Hermiona wyskoczyła z pomysłem, co zrobić, żeby ludzie uwierzyli, że Vol… – urwał, widząc, że Hagrid się wzdrygnął wyraźnie. – Przepraszam. Że-Wiesz-Kto powrócił. Stwierdziła, że powinienem złożyć zeznania pod wpływem eliksiru prawdy.
– Oszalała? – spytał Hagrid. – Cholibka! Myślałem, że jest jednak mądrzejsza. Ludzie nie uwierzą, dopóki sami nie zobaczą.
– Powiedziałem jej dokładnie to samo – mruknął Harry. – Za bardzo wierzy w pewność niektórych spraw. Czasem mam wrażenie, że myśli określonymi schematami. Jeśli rozumiesz, co mam na myśli.
– Rozumiem, Harry – zapewnił go gajowy. – Takie myślenie daje jej poczucie bezpieczeństwa.
Złoty Chłopiec popatrzył na niego ciekawie. Większość czarodziejów miała Hagrida za nieco przygłupiego, zwariowanego na punkcie niebezpiecznych zwierząt wariata. Harry z kolei uważał, że gajowy miał swoją specjalizację, w której po prostu był dobry, ale nie potrafił przekazać konkretnych informacji w sposób zrozumiały dla uczniów.
– Podważałeś kiedyś coś, co mówili inni? Wierzysz we wszystko, co mówią? – spytał.
Gajowy popatrzył na niego pytająco.
– Pytasz o kogoś konkretnego?
– Nie, ale na przykład dyrektor. Uważasz, że zawsze ma rację? – spytał Harry. Musiał być ostrożny ze swoimi pytaniami. Hagrid bardzo wiele zawdzięczał Dumbledore'owi.
– W większości spraw ma rację – odparł ostrożnie gajowy.
– Ale nie we wszystkich.
– Zawsze ma na uwadze dobro innych. Inaczej nie byłby dyrektorem Hogwartu.
Harry pokiwał głową. Uznał, że nie będzie drążyć tematu. Hagrid był wierny Dumbledore'owi i wierzył w słuszność jego działań. Nie był tym zaskoczony.
– Właściwie to chciałem cię zapytać o kilka rzeczy, związanych ze zwierzętami – podjął nowy temat.
Oczy Hagrida od razu zabłysnęły z zainteresowaniem.
– Strzelaj – powiedział, a Harry nie mógł się nie uśmiechnąć. Zwierzęta naprawdę były pasją Hagrida.
– Zastanawiałem się, czy istnieją zwierzęta, które działają uspokajająco na czarodziejów. Takie, które też lubią towarzystwo dzieci i są łagodne.
– Oczywiście, że są takie. Weźmy na przykład koty. Już sama ich obecność uspokaja ludzi. A te magiczne mają energię, która koi nerwy. Dlatego część czarodziejów ceni sobie ich towarzystwo.
– Na Hermionę to chyba za dobrze nie działa. Jakoś nie zauważyłem, żeby Krzywołap ją uspokajał. Raczej chodzi własnymi drogami.
– Zawsze są wyjątki od reguły – zgodził się Hagrid.
Kolejną godzinę spędzili, dyskutując o różnych zwierzętach. Harry przyznał, że myśli o włączeniu magicznych zwierząt do swojej przyszłej kariery, ale na razie nie chciał zdradzać szczegółów.
Do zamku wrócił z dość grubą książką pod pachą, którą pożyczył mu Hagrid. Zapewnił go, że może mu ją oddać po wakacjach.
– Przeczytasz ją sobie na spokojnie – powiedział mu.
Harry uśmiechnął się. Hagrid i może był wiernym człowiekiem Dumbledore'a, ale nadal był jego przyjacielem i chciał pomóc Harry'emu. Był mu za to wdzięczny.
Schodząc w dół zbocza, zauważył, idącego do szklarni Snape'a. Rozejrzał się wokół. Zbliżała się pora kolacji i pewnie wszyscy uczniowie zmierzali teraz na posiłek. Skorzystał więc z okazji i podbiegł do mężczyzny.
– Hej – powiedział, kiedy się z nim zrównał.
– Nie boisz się, że ktoś cię ze mną zobaczy? – spytał Mistrz Eliksirów.
– Pomyślą, że wlepił mi pan kolejny szlaban – przyznał, wzruszając ramionami. – Idzie pan po jakieś składniki?
– Owszem. Niektóre składniki muszą być świeże, żeby miały najwięcej właściwości.
– Eksperyment czy zamówienie ze skrzydła szpitalnego?
– Jedno i drugie. Widzę, że planujesz coś czytać – powiedział, kiedy jego wzrok padł na książkę.
Harry uśmiechnął się lekko, pokazując mu okładkę.
– Rozmawiałem z Hagridem o uspokajających właściwościach magicznych zwierząt. Pożyczył mi tę książkę. Mogę ją zabrać ze sobą i oddać po wakacjach. Jakiś miły akcent na te nadchodzące dwa miesiące – westchnął.
– Być może nie będziesz musiał wracać do Dursleyów – odezwał się ostrożnie profesor, a Harry popatrzył na niego z nadzieją.
– Jak to? – spytał.
– To jeszcze nic pewnego, ale od jakiegoś czasu, urabiam po trochu dyrektora, żeby pozwolił ci spędzić lato gdzie indziej.
– Gdzie konkretnie? – Harry jakoś wątpił, żeby mógł spędzić całe wakacje u Weasleyów, a od Grimmauld Place wolał się na razie trzymać z daleka. Dopóki Syriusz nie zakończy swojej terapii, wolał nie ryzykować pozostawania z nim sam na sam.
– Ze mną – powiedział Snape. Chłopiec aż zatrzymał się, patrząc na niego w szoku.
– Co? – Tylko tyle był w stanie powiedzieć.
– Nie próbuj rozmawiać o tym z kimkolwiek – powiedział mu od razu. – Chodź. Porozmawiamy na spokojnie w szklarni. Tam nikt nas nie zauważy.
Harry szybko podążył za nim. W jego sercu zrodziła się nadzieja, że może uda mu się wyrwać od rodziny, która nigdy się nim nie przejmowała. Perspektywa spędzenia całych dwóch miesięcy w towarzystwie Snape'a była tak kusząca, że wokół niego zaczęła pojawiać się srebrna mgiełka.
– Panuj nad sobą – syknął mężczyzna, widząc to.
Harry szybko wziął kilka głębokich oddechów i srebrne strzępki zniknęły.
– Tak lepiej. I nie ciesz się na wyrost. To jeszcze nie jest pewne – zauważył Snape.
– Jestem wdzięczny, że chociaż pan próbuje. Jak pan to robi? Dyrektor nigdy nie chciał się zgodzić, żebym nie wracał do krewnych.
– Głaszczę go pod włos. Bycie szpiegiem na coś się czasem przydaje. Potrafię manipulować nie gorzej od niego.
– Co pan zrobił? – spytał chłopiec. Był ciekaw, co sprawiło, że Dumbledore zaczął brać pod uwagę jego wakacyjną nieobecność na Privet Drive.
– Powiedziałem mu, że twoje postępy w oklumencji są tak marne, że nawet gumochłon poradziłby sobie lepiej. Dodałem, że się buntujesz, należałoby nauczyć cię szacunku dla nauczycieli i ktoś z większym autorytetem powinien na jakiś czas przejąć nad tobą kontrolę. Inaczej znowu wpakujesz się w jakieś kłopoty. Och tak! Dodałem jeszcze, że albo zaczniesz się starać, albo nie chcę mieć z tobą nic wspólnego.
– I to niby zadziała? – Harry nigdy nie wpadłby na taki pomysł.
– Przy odpowiednich okolicznościach? Oczywiście. Jeśli nadal będę na ciebie narzekał, wpadnie na genialny pomysł, żebym nadal uczył cię w wakacje.
– To może powinienem zrobić coś głupiego, żeby miał potwierdzenie pańskich słów? – zasugerował, patrząc na mężczyznę.
– Strzelę cię zaraz jakąś klątwą. Ty i te twoje bzdurne pomysły! – uniósł się.
– To byłoby logiczne – zapewniał go Harry. – Mam w końcu sprawiać wrażenie, że potrzebuję być pod czyjąś kontrolą.
Mistrz Eliksirów skrzywił się, ale czuł, że jest coś w tym, co mówił chłopak. Dumbledore mógł w pewnym momencie nabrać podejrzeń. W końcu Harry nie wpakował się w tym roku w żadne kłopoty. A przynajmniej nie wiedział o wszystkim. Nie miał pojęcia, że jego Złoty Chłopiec próbował odebrać sobie życie.
– Może i tak – zgodził się po chwili. – Jakieś pomysły?
Harry zastanawiał się przez chwilę. Przyszedł mu do głowy jeden plan, ale wiedział, że profesor nie będzie zachwycony.
– Mów – polecił. – Po twojej minie wnioskuję, że nie spodoba mi się to, co za chwilę usłyszę, ale mów.
– Departament Tajemnic – powiedział cicho Harry.
– Nie ma mowy! Absolutnie nie!
– Ale to może rozwiązać dwa problemy jednocześnie – przekonywał. – Proszę pomyśleć! Jeśli zabiorę przepowiednię, Czarny Pan będzie musiał wykonać jakiś ruch i ujawnić się.
– Wziąłeś pod uwagę, że wtedy możesz tym bardziej skończyć u krewnych? Dumbledore wierzy, że magia krwi zapewni ci bezpieczeństwo.
– Próbował pan kiedyś zmusić zbuntowanego nastolatka, do siedzenia w domu przez dwa miesiące? Nie wydaje mi się, żeby nawet panu udała się ta sztuka.
– Oszaleję przez ciebie – mruknął starszy czarodziej. – Co proponujesz?
,,,
W zasadzie plan był dość prosty, ale jednocześnie ryzykowny. Na tym właśnie polegała jego skuteczność. Harry miał twierdzić, że Voldemort pokazał mu wizję, w której torturuje Syriusza. W zamian za uwolnienie animaga zażądałby przyniesienia przepowiedni, a Harry, jak każdy dzielny Gryfon zadziałałby impulsywnie.
Tak miała brzmieć oficjalna wersja, która Harry miał potem powtarzać.
W rzeczywistości Severus miał zabrać Harry'ego Departamentu Tajemnic. Obaj mieli się ukryć pod peleryną niewidką, dostać się tam, zabrać przepowiednię, a w drodze powrotnej chłopca musiał zobaczyć jakiś śmierciożerca. Oczywiste było, że musiał także zobaczyć, co chłopiec miał ze sobą. Wtedy z pewnością doniesie o tym swojemu panu.
Profesor twierdził, że Voldemoert zadziała wtedy odruchowo i będzie chciał odzyskać przepowiednię za wszelką cenę.
– Nie zna całej jej treści – mówił.
Harry zszedł do lochów na jedną z ostatnich oficjalnie lekcji oklumencji. Pod bluzą miał ukrytą swoją pelerynę.
– Żadnych bohaterskich wybryków – upomniał go jeszcze mężczyzna. Złoty Chłopiec zapewnił go, że będzie trzymał się planu.
Ukryci pod peleryną opuścili zamek i za jego bramą aportowali się do Londynu. Musieli działać bardzo ostrożnie. Manewrowanie między czarodziejami w ministerstwie nie było proste. Trzymali się więc ściany. Gorzej przedstawiało się, dostanie na odpowiednie piętro. Zaczaili się przy windzie na samym końcu. Udało im się do niej wejść dopiero za którymś razem.
– Które piętro? – spytał Harry, korzystając, że nikogo więcej w niej nie było.
– Dziewiąte piętro w lochach – powiedział Snape, kiedy winda ruszyła.
– Skąd pan wie?
– Nie powinienem ci tego mówić, ale to ma związek z atakiem na Artura Weasleya.
Harry w kilka sekund zrozumiał, o czym mówił profesor. A więc to tego pilnowali członkowie Zakonu Feniksa. Dumbledore był pewien, że ktoś będzie chciał w końcu zabrać przepowiednię i postanowił mieć wszystko pod kontrolą. Szkoda tylko, że nie raczył wtajemniczyć chłopca w coś, co dotyczyło go bezpośrednio.
– Mógłbym go teraz znienawidzić – mruknął ze smutnym uśmiechem. – Dumbledore'a – dodał, widząc pytające spojrzenie mężczyzny obok niego.
Mistrz Eliksirów skinął tylko głową. Wcale nie był zaskoczony.
Winda zatrzymała się i wyszli. Znaleźli się w długim, mrocznym korytarzu. Na końcu majaczyły drzwi i portret na ścianie. Harry miał już okazję dowiedzieć się, do kogo należał i miał szczerą nadzieję, że jego ramy były teraz puste.
Przedsionek okazał się jeszcze bardziej nieprzyjemny niż korytarz. Miał kolisty kształt i wszystko w nim było czarne. Ściany, podłoga, sufit, a nawet liczne drzwi pozbawione tabliczek.
– Które? – spytał szeptem Harry.
– Tego nikt nie wiem. To pomieszczenie jest tak zaczarowane, żeby udaremnić odnalezienie drogi powrotnej – wyjaśnił Severus, wyjmując z kieszeni kawałek zwykłej kredy. Oznaczył drzwi prowadzące do wyjścia jako 1.
Odpowiednie drzwi znaleźli dopiero za trzecim podejściem. Kiedy otworzyli pierwsze i zorientowali się, że to nie jest miejsce, którego szukają, przedsionek zaczął się obrać wokół własnej osi. Na szczęście profesor zdążył oznaczyć sprawdzone drzwi.
– Niesamowite – mruknął Harry, kiedy znaleźli się w odpowiednim miejscu.
– Bądź cicho – polecił mu profesor. Zdjęli z siebie pelerynę i ruszyli wzdłuż zakurzonych półek, na których stały podpisane kule. Każda z nich wyglądała, jakby w jej środku unosiła się mgła.
– Skąd będę wiedział, która to? – szepnął chłopiec.
– Będziesz wiedział – zapewnił go Severus.
Po kilku minutach Harry zatrzymał się nagle.
– Coś słyszę – przyznał cicho. Odwrócił głowę, starając się zlokalizować miejsce dźwięku. Jego wzrok padł na jedną z kul. Podszedł do półki, na której leżała. Na tabliczce przed nią było jego nazwisko. – Jest – powiedział. Powoli i ostrożnie wziął kulę do ręki i schował do kieszeni.
– Wynosimy się stąd – polecił Severus. Pierwsza część planu była za nimi.
W głównej sali ministerstwa czatowali przez jakieś piętnaście minut, aż nie pojawił się znajomy śmierciożerca o blond włosach.
– Lucjusz – mruknął Severus. – Idealnie.
Harry wyjął z kieszeni kulę, a Severus rzucił na Lucjusza lekkie zaklęcie żądlące. Wystarczyło, żeby mężczyzna obejrzał się i zauważył przy jednym z kominków znajomego chłopca, trzymające kulę w ręce. Nikt inny nie zwrócił uwagi, że chłopiec również go zauważył, szybko wskoczył do kominka i zniknął.
Wylądowali w Dziurawym Kotle, a stamtąd aportowali się przed bramy Hogwartu. Teraz musieli się postarać i odpowiednio zagrać swoje role.
Kilka minut później niektórzy uczniowie byli świadkami, jak Mistrz Eliksirów mocno trzyma szamoczącego się chłopca o zielonych oczach i prowadzi go do gabinetu dyrektora.
– Tam się będziesz tłumaczył – syknął do niego złowieszczo. – Osobiście zadbać o to, żebyś miał szlaban przez cały przyszły rok.
,,,
Harry siedział na krześle i patrzył buntowniczo na dyrektora. Przed nimi na biurku leżała kula z przepowiednią.
– Panie Potter! – krzyknęła Minerwa McGonagall. – Co ci przyszło do głowy, żeby zrobić coś tak ryzykownego?!
– Pani siedziałaby bezczynnie, gdyby ktoś dla pani ważny był torturowany? – spytał ją. Jako opiekunka Gryfonów była odpowiedzialna za Harry'ego.
– Mogłeś przyjść do mnie – mówiła.
– Jak do pani przyszedłem po szlabanie z Umbridge, to kazała mi pani siedzieć cicho. Pamięta pani? Bo ja tak – burknął.
– Nie tym tonem, Potter! – warknął na niego Mistrz Eliksirów.
– Spokojnie Severusie – odezwał się w końcu Dumbledore. – To, co zrobiłeś, było bardzo niebezpiecznie i głupie – zwrócił się do chłopca.
– Ignorował mnie pan cały rok. Teraz się panu zebrało na kazania? – warknął do niego chłopiec. Zignorował upomnienie swojej opiekunki. – Olał mnie pan kompletnie, kiedy potrzebowałem pomocy. Oczekiwał pan, że po wizji, w której widzę torturowanego Syriusza, przybiegnę do pana? Wiedziałem przecież, że mi pan nie pomoże.
Po jego słowach w gabinecie dyrektora zapadła cisza.
– Muszę ci coś wyjaśnić, Harry – powiedział po chwili Dumbledore. – Ignorowałem cię, ponieważ bałem się, że Voldemort może wykorzystać więź, jaka jest między nami. Uznałem, że będzie lepiej dla ciebie, gdy będę daleko od ciebie.
Harry popatrzył na niego w autentycznym szoku. Jaka więź?! Między nimi nie było już żadnej więzi. Dumbledore zadbał o to swoim zachowaniem. Harry już nigdy mu nie zaufa.
– Teraz wiem, że to był wielki błąd – kontynuował. – Przepraszam cię za to.
Harry prychnął tylko. Miał to gdzieś i nie było to coś, co w tej chwili udawał. Naprawdę był zły i czuł, jak jego magia kotłuje się w nim. Jeden z przyrządów na biurku pękł nagle pod jej wpływem.
– Kpina – warknął tylko.
– Panie Potter! – odezwała się ponownie nauczycielka transmutacji.
– Daj spokój, Minerwo – powiedział nagle Snape. – Wszyscy wiemy, że Potter jest bezmyślny, nie szanuje nikogo, kocha być w centrum uwagi i robi, co chce. Sugeruję umieścić go na wakacje gdzie indziej, skoro jego krewni nie są w stanie nad nim zapanować. Jak nic rozpieszczanie z ich strony jest przyczyną tego wszystkiego.
Harry zgodnie z umową rzucił mu wściekłe spojrzenie.
– W takim razie może ty się nim zajmiesz, Severusie? – odezwał się dyrektor.
– Albusie! – powiedział oburzony Snape. – Chyba sobie żartujesz?!
– Nie ma mowy! – odezwał się stanowczo Harry. – Dwa miesiące z nim?! On mnie zabije!
– Wygląda na to, że jeszcze nie opanowałeś odpowiednio ochrony swojego umysłu, skoro dałeś się podejść fałszywej wizji – powiedział Dumbledore.
– Jak to fałszywej?
– Z Syriuszem jest wszystko w porządku. Nadal jest w swoim domu. Spędzając wakacje z profesorem Snapem, będziesz mógł nadal uczyć się chronić swój umysł.
– Albusie! – warknął Severus. – Mam ciekawsze rzeczy do roboty, niż niańczenie rozpieszczonego bachora, który jest zbyt leniwy, żeby zadbać o własne bezpieczeństwo!
– Dlatego myślę, że przyda mu się twoja silna ręka.
Harry jęknął cicho i ukrył twarz w dłoniach. Nie mógł w końcu pokazać wszystkim swojego uśmiechu. Plan zadziałał i spędzi przerwę letnią ze swoim profesorem.
Następnego dnia okazało się, że druga część ich planu także się powiodła. Donoszono o grupie śmierciożerców i samym Czarnym Panu, który pojawił się na ulicy Pokątnej. Według relacji nikt nie zginął, ale kilkunastu czarodziejów zostało ciężko rannych i przebywało w Świętym Mungu.
Harry wyczuł zmianę w atmosferze panującej w Wielkiej Sali. Zerknął na stół prezydialny. Snape zerknął na niego przelotnie i dał mu dyskretnie znak, że plan się nie zmienił i zostaje z nim.
Chłopiec z trudem powstrzymał uśmiech i przeniósł wzrok na Umbridge, która wyglądała, jak ryba wyjęta z wody. Była w stanie jedynie otwierać i zamykać usta. Na ten widok już musiał się uśmiechnąć.
