Rozdział 18

Przez kilka kolejnych dni Harry był naprawdę szczęśliwy. Świadomość, że miał jeszcze jakąś rodzinę i nie był w niej jedynym czarodziejem, działała na niego naprawdę kojąco. Powiedział o tym terapeucie na ostatniej wizycie.

– To świetna wiadomość – powiedział psycholog z uśmiechem. – Spotkasz się z nimi.

– Jeśli dadzą radę przyjechać, to tak. Na razie rozmawiałem z wujkiem przez telefon, ale to i tak dużo – przyznał chłopiec, uśmiechając się.

Kiedy zakończyli spotkanie, terapeuta poprosił do gabinetu Snape'a. Harry chciał zwyczajowo poczekać na korytarzu, ale mężczyzna powstrzymał go przed wyjściem. Chciał porozmawiać z nimi oboma. Mistrz Eliksirów usiadł więc na drugim krześle.

Psycholog wyjaśnił im, że Harry zrobił naprawdę ogromne postępy i nie potrzebuje już cotygodniowych wizyt.

– Wystarczy, jeśli zjawisz się u mnie raz na miesiąc – przyznał. – Gdybyś jednak czuł, że coś jest nie tak i potrzebujesz przychodzić częściej, nie ma problemu.

– Dobrze. Dziękuję – powiedział chłopiec i uśmiechnął się.

Terapeuta odwzajemnił uśmiech. Pamiętał, kiedy chłopiec trafił do niego kilka miesięcy temu. Był emocjonalnym wrakiem i wszystko było mu obojętne. Teraz widział w tych zielonych oczach iskierki radości i chęć do życia. Przed Harrym była jeszcze długa droga do całkowitego wyzdrowienia, ale był na dobrej drodze. Popatrzył kątem oka na profesora. Gdyby nie ten, na pierwszy rzut oka, nieprzyjemny mężczyzna, chłopca już by nie było. Zaopiekował się nim i niemalże siłą zaprowadził na terapię. Wtedy Harry tego nie doceniał, ale teraz było inaczej. Wiedział, że chłopiec ukrywał bliznę pod opaską, którą nosił na ręce.

Kiedy spytał ją o nią, Harry przyznał, że dostał ją od Rona. Przyjaciel Harry'ego stał za nim murem i chłopiec mógł z nim zawsze porozmawiać. Nie oceniał go. Po prostu był tak, jak powinien być najlepszy przyjaciel.

– Trzymaj się Harry. Profesorze – powiedział psycholog, kiedy wychodzili.

– Czyli jest nieźle – skomentował Harry, kiedy szli chodnikiem.

– Możesz to tak określić – zgodził się Severus. Zdawał sobie sprawę, że będzie dobrze, dopóki chłopak nie znajdzie się ponownie pod presją, która wpędziła go w depresję. Był pewien, że Dumbledore zmieni taktykę i będzie ponownie namawiał chłopca do walki z Czarnym Panem. Tylko że Harry już nigdy mu nie zaufa. Dla niego dyrektor był największym kłamcą ze wszystkich.

– Czuję się inaczej – powiedział Złoty Chłopiec. – Mam wrażenie jakby to, co się stało, było jakimś odległym snem – przyznał, bezwiednie dotykając blizny pod opaską. Kiedy poprzedniego dnia zmieniał opatrunek, zauważył, że ładnie się zasklepiła. Nadal jednak smarował ją specjalną maścią. To na pewno nie zaszkodzi.

,,,

Harry miał właśnie wrzucać do garnka pokrojone warzywa, kiedy usłyszał z salonu zirytowany głos profesora.

– Co to za narwane ptaszysko?!

Harry odłożył miskę z warzywami i poszedł zobaczyć, co się dzieje. Parsknął śmiechem, kiedy zobaczył zadowoloną z siebie małą sówkę, która krążyła po salonie.

– Świnka – zawołał do niej. Sówka zahuczała radośnie na jego widok. Usiadł mu na ramieniu i dumnie wystawiła nóżkę, żeby mógł odwiązać list.

– Do kogo należy ten ptak? – spytał Snape.

– Do Rona – wyjaśnił Harry. – Świnka jest trochę… Nadpobudliwa to chyba dobre słowo. Tak, zaraz przeczytam – zapewnił sówkę. – Tylko skoczę gotować – dodał, wracając do kuchni.

Mistrz Eliksirów pokręcił głową. Sowa chłopaka oczywiście znalazła ich i aktualnie spała sobie spokojnie w jego pokoju. Wiedział, że wieczorem wybierze się ponownie na łowy.

– Będę w pracowni – powiedział, zaglądając do kuchni. Harry skinął głową. W jednej ręce trzymał łyżkę, którą mieszał w garnku, a w drugiej trzymał list od przyjaciela. Sówka nadal siedziała mu na ramieniu, prężąc się z dumy, że dostarczyła przesyłkę bez problemu.

Harry zawołał go jakąś godzinę później na obiad.

– W Norze niby wszystko w porządku – powiedział Harry, kiedy usiedli do stołu.

– Niby? – Mężczyzna popatrzył na niego uważnie.

– Nie dzieje się nic złego. Po prostu jest małe zamieszanie rodzinne. Pamięta pan Fleur Delacour?

– Reprezentantkę francuskiej szkoły na turnieju? Ciężko ją zapomnieć.

– Bill się z nią zaręczył.

Severus parsknął cicho. Mógł sobie wyobrazić reakcję Molly Weasley, kiedy syn przedstawił jej narzeczoną. Ta kobieta była tak samo nadopiekuńcza, jak niebezpieczna, gdy wymagała tego sytuacja. Kiedy w grę wchodziły jej dzieci, zmieniała się w prawdziwą bestię. Mógł się tylko domyślać, jaka atmosfera panowała w domu Weasleyów.

– Molly jest pewnie zachwycona – skomentował.

– Twierdzi, że to nie jest dziewczyna dla jej syna – odparł Harry.

– A ty, co uważasz?

– Bill jest spoko. Myślę, że Fleur do niego pasuje. Ona jest po części wilą, a on chyba lubi takie wyzwania. Poza tym lubię ich oboje i cieszę się, że dobrze im razem.

– Bill Weasley był całkiem popularny, kiedy chodził do Hogwartu. – Severus pamiętał wysokiego, rudowłosego chłopaka, który zawsze był otoczony wianuszkiem dziewczyn.

– Jest przystojny i miły. Nie dziwi mnie to – zauważył chłopiec.

– Brzmisz, jakbyś był nim zauroczony.

Harry popatrzył na mężczyznę i zarumienił się lekko.

– Jeśli mam być szczery, to chyba przez niego zacząłem się zastanawiać nad własną orientacją – powiedział ostrożnie. – Kiedy go poznałem, pomyślałem, że jest po prostu cool i zrobiło mi się gorąco. Raczej nie miewa się takiej reakcji na widok brata najlepszego kumpla.

Severus nie skomentował tego. Najwyraźniej Bill Weasley nieświadomie uchylił drzwi, z których Harry do tej pory nie zdawał sobie sprawy. Młodziutki chłopiec musiał być wtedy naprawdę zdezorientowany swoją reakcją, a potem nie wiedział, co ma zrobić z tym nowym dla niego uczuciem.

W porównaniu do reszty Gryfonów Harry był bardzo wycofany, gdy chodziło o uczucia. Nikt nie miał pojęcia, że chłopiec preferował własną płeć. Wiedzieli o tym tylko Severus i Ron. Nie powiedział nikomu więcej. Bał się, że ktoś może ponownie rozpuścić o nim jakieś głupie plotki, a to już była prosta droga do artykułu w Proroku Codziennym. Nie chciał powtórki z turnieju, kiedy Rita Skeeter używała sobie na nim.

Severus czuł wściekłość, kiedy myślał o tej kobiecie. Nigdy nie szanowała prywatności innych i robiła wszystko, żeby pisać najbardziej skandaliczne artykuły. Gdy Harry pojawił się w świecie czarodziejów, było tylko kwestią czasu, kiedy pierwszy artykuł zagości na łamach Proroka.

Z początku wierzył w te wszystkie głupoty. Jak większość osób myślał, że Harry chciał być w centrum uwagi. Tymczasem bycie w centrum uwagi doprowadziło chłopca do strasznego stanu. Wolał sobie nie wyobrażać, co by było, gdyby zostawił go samemu sobie.

Harry Potter, Chłopiec, Który Przeżył, mógłby już nie istnieć.

,,,

Wieczorem Świnka odleciała z listem do Rona. Harry napisał mu, że będzie miał fajną bratową, a Fleur już pewnie nie pamięta, że Ron próbował zaprosić ją na bal. Nie mógł się powstrzymać, żeby o tym nie wspomnieć.

– To narwane ptaszysko odfrunęło? – spytał Mistrz Eliksirów. Siedział na kanapie, wertując jeden z opasłych tomów.

Harry usiadł obok niego, podciągnął nogi i oparł głowę na ramieniu mężczyzny. Lubił te drobne gesty. Sprawiały, że czuł się w jakiś sposób kochany. Zdawał sobie, że w przypadku Snape'a nie można było mówić o miłości, a przynajmniej nie w takiej formie, jaką okazywała sobie większość ludzi. Nie przeszkadzało mu to. Sam był bardzo wycofany, gdy w grę wchodziły jakieś głębsze uczucia. Dopiero się ich uczył. Świadomość, że mężczyzna obok niego był w jakiś sposób do niego podobny pod względem emocjonalnym, pomagała mu.

Uśmiechnął się lekko. Paradoksalnie czuł się przy nim bezpiecznie. Miał jednak świadomość pozycji mężczyzny i wszystkiego, co się z nią wiązało. Severus jako szpieg był w niemniejszym niebezpieczeństwie niż on, gdyby został zdemaskowany.

– Niemal słyszę, jak myślisz – odezwał się nagle Snape.

– Czyta mi pan w myślach? – spytał spokojnie.

– Twoje myśli to często jeden wielki chaos. Myślisz, że dlaczego kazałem ci utrzymać takie bariery? – spytał.

Harry zaśmiał się cicho. To była prawda. Jego bariera wokół umysłu składała się z chaotycznych, pomieszanych ze sobą, mało istotnych wspomnień. Kiedy Severus poczuł ją po raz pierwszy, przez godzinę zmagał się z koszmarnym bólem głowy. Ta metoda okazała się najbardziej skuteczna w przypadku Harry'ego.

– Są skuteczne – zgodził się chłopiec. – Czasem wyczuwam jego emocje, ale nie mam już wizji.

– To dobrze.

– Zastanawiałem się tylko nad czymś. Jeśli on mógł pokazywać mi różne rzeczy, to czy może to działać w drugą stronę?

Mistrz Eliksirów popatrzył na niego uważnie.

– Nie próbuj tego – powiedział wprost. – Przypuszczam, że jest to możliwe, ale nie myśl o tym nawet.

– Dlaczego? – Harry był ciekaw powodu.

– Bo byłbyś na przegranej pozycji. Dzieli was zbyt wiele lat doświadczenia. Jego myśli zdominowały cię w sekundę.

– Och… Nie pomyślałem o tym. Ma pan rację. To byłoby zbyt ryzykowne, ale teraz wiem, dlaczego nie powinienem tego próbować.

– Jesteś czasem naprawdę niemożliwy – westchnął mężczyzna.

– Tylko czasem? – spytał Harry.

Severus odłożył książkę na stolik i odwrócił się w jego stronę.

– Próbujesz mnie prowokować? – spytał. – Bo jeśli tak, to zaczynasz niebezpieczną grę.

Harry wyglądał na zmieszanego i Severus domyślał się, że robił to bezwiednie. Chłopak nie był świadomy własnej atrakcyjności. Uważał się za drobnego, dziwnego nastolatka, w którym inni widzieli tylko celebrytę.

– Rozumiem. Nie masz pojęcia, że możesz podobać się innym – stwierdził mężczyzna. Uniósł dłoń i delikatnie powiódł palcami po policzku chłopca. Jego skóra zaróżowiła się delikatnie, a zielone oczy odnalazły te czarne.

– Ludziom podoba się, że jestem sławny – powiedział cicho.

– Są tacy, którzy nie zwracają na to uwagi. – Palce delikatnie obrysowały kontur ust Harry'ego.

Od tamtego wieczora nie zbliżyli się do siebie. Trzymali się na dystans z własnej woli. Uważali, że tak będzie lepiej dla nich obu. Nie zmieniało to jednak faktu, że obaj czuli coś więcej. Po prostu nigdy o tym nie mówili głośno. Żaden z nich nie czuł potrzeby nazywania tego. Był jednak momenty takie jak te, kiedy obaj potrzebowali odrobiny bliskości. Tak jak teraz.

Obaj to poczuli i żaden nie odsunął się, kiedy ich usta spotkały się w delikatnym pocałunku. Ten po chwili przeszedł w kolejny, potem jeszcze jeden i stracili rachubę. Każdy po kolei stawał się coraz bardziej namiętny.

Z początku Harry czuł się dziwnie, że całował się z mężczyzną w wieku swoich rodziców, ale może właśnie to go w nim pociągało. Nie gustował w rówieśnikach. Nie pociągali go w żaden sposób. Zawsze zwracał uwagę tylko na tych, o co najmniej kilka lat starszych od siebie.

Objął ramionami szyję mężczyzny, przyciągając go bardziej do siebie. To był jeden z tych nielicznych momentów, kiedy nie obawiał się bliskości z kimś.

Dłonie mężczyzny szybko pozbawiły ich obu ubrań. Nie potrafił określić, w którym momencie został delikatnie popchnięty w tył i leżał na kanapie. Gdyby ktoś teraz jakimś cudem wszedł do domu, zastałby skandaliczny widok w postaci dwóch nagich ciał, splątanych w uścisku.

Harry nie próbował nawet walczyć o dominację. Nie był takim typem. Potrzebował, żeby ktoś nim pokierował. Miał też nadzieję, że dom mężczyzny był otoczony zaklęciem dźwiękoszczelnym, bo chociaż był dobry, to potrafił głośno krzyknąć. Ostatnią rzeczą, jakiej potrzebowali w tym momencie, była niespodziewana wizyta.

,,,

Leżeli w wannie i Harry leniwie opierał się o tors mężczyzny za nim. Czuł dłonie wędrujące po jego ciele i masujące skórę. Narobili w salonie niezłego bałaganu i chyba już nigdy nie spojrzy na kanapę bez uczucia palących go policzków.

– Tam mogę umyć się sam – mruknął, kiedy poczuł palce sunące w dół jego brzucha.

– Nie wątpię – mruknął Severus. – Ale nie zaprzeczysz, że jest to dla ciebie przyjemne.

W głosie Mistrz Eliksirów dało się słyszeć lekkie rozbawienie i Harry skrzywił się lekko. Oczywiście, że to było dla niego przyjemne. Byłoby dziwne, gdyby nie było i chwilę później łazienkę wypełniły jego jęki.

– Nie wiedziałem, że ludzkie ciało może być tak wrażliwe – przyznał później, kiedy zdołali doprowadzić się do porządku. Wrócili do salonu i zabrali się za sprzątanie.

– Każdy jest inny – zauważył Severus i jednym machnięciem różdżki oczyścił kanapę. – Ty na przykład lubisz, gdy gryzę cię lekko w obojczyk, a inni mogą tego nie lubić.

Harry zarumienił się. To była prawda. Lubił, kiedy mężczyzna zajmował się tym miejscem na jego ciele. Powoli uczył się cielesnej przyjemności. Mógł się założyć, że koledzy z jego dormitorium mieli o tym większe pojęcie niż on, ale Harry zawsze miał opory w tej kwestii. Ile to razy słyszał głupie dowcipy o polerowaniu różdżki albo ktoś zapomniał rzucić na swoje łóżko zaklęcie wyciszające. Dzięki temu wbrew sobie dowiedział się, o kim myśleli jego koledzy. Wiele wysiłku kosztowało go potem zachowywanie się tak jak zawsze.

– To miłe uczucie – przyznał szczerze. Jednym ruchem różdżki posłał kilka książek na półkę. – Zawsze myślałem, że to dziewczyny lubią takie pieszczoty.

– Twoi koledzy z Gryffindoru nie są zbyt subtelni w rozmowach na pewne tematy – skomentował profesor. – Nie patrz tak na mnie. Łatwo się domyślić, że całą swoją „wiedzę" czerpiesz od nich. Petunia prędzej dałaby się poćwiartować, niż porozmawiałaby z tobą na temat dorastania.

– W bibliotece szkolnej znalazłem kilka książek na ten temat.

– Dobrze dla ciebie.

– A czy są tam książki o… – wskazał niepewnie na siebie.

– O gejach?

Harry pokiwał głową. Szczerze w to wątpił, ale co mu szkodziło zapytać.

– Nie. Nie znajdziesz tam takich – odpowiedział zgodnie z prawdą Severus. – Czarodzieje mają o tym bardzo mieszane zdanie, jak już wiesz. Oczywiście takie książki istnieją, ale nie znajdziesz ich w regularnej sprzedaży.

– A można je gdzieś zamówić? – zainteresował się chłopak.

– Trzeba być pełnoletnim.

Harry zmarkotniał, słysząc to. Nie miał więc możliwości dostępu do żadnego, naukowego źródła wiedzy.

– To głupie – powiedział. – Jak nastolatki, które czują się zdezorientowane, mają dowiedzieć się czegokolwiek?

– Rodzinom o statusie czystej krwi chodzi o to, żeby ich dziedzice nie mieli na ten temat wiedzy. Mogliby wtedy nigdy się nie ożenić i nie mieć potomków.

– I żyć przez lata w kłamstwie – podsumował Złoty Chłopiec.

– Większość i tak w końcu odkrywa swoje preferencje i ma na boku kochanków. Nieliczni decydują się głośno przyznać do tego, kim są. Jeśli pochodziliby z wpływowych rodzin, taka informacja mogłaby wpłynąć niekorzystnie na ich pozycję w społeczeństwie – wyjaśnił, zerkając na chłopca, który zdawał się analizować to, co usłyszał od niego. – Zamówię ci kilka z tych książek.

– Naprawdę? Dziękuję. – Harry szczerze się ucieszył i przytulił na chwilę do mężczyzny. – Mogę o coś zapytać?

– Już zapytałeś.

– Nie ma pan wątpliwości? Chodzi mi o to, co się dzieje między nami.

Severus westchnął. Oczywiście, że miał wątpliwości. Wplątał się w romans z uczniem. Albus powiesiłby go na wieży astronomicznej, gdyby się dowiedział, że Złoty Chłopiec oddał mu swoją niewinność.

– I tak i nie – powiedział po chwili zastanowienia. – Tak, bo nadal jesteś moim uczniem i to, co zrobiliśmy, nigdy nie powinno się wydarzyć. Nie, ponieważ, jak sam powiedziałeś, obaj potrzebujemy czasem bliskości. Staram się nie mieć wielkich planów i nie myśleć o tym za wiele. Tak jest łatwiej.

Złoty Chłopiec rozumiał to. Sam starał się nie mieć wielkich nadziei. Jeśli jednak jakimś cudem przeżyje wojnę, chciałby wprowadzić swoje plany w życie. A czy ktoś wtedy będzie u jego boku? Czas pokaże.

,,,

Następnego dnia Harry'ego obudziło, stukanie kropli deszczu o parapet. Pogoda postanowiła przypomnieć sobie o słynnej, brytyjskiej aurze i sprowadzić ponury dzień. Chłopiec nie skrzywił się jednak. I tak planował napisać tego dnia jedno z wypracowań do szkoły. Już spytał profesora, czy mógłby skorzystać z jego biblioteki, gdyby potrzebował większej ilości informacji.

Ogarnął się, pogłaskał przelotnie śpiącą Hedwigę i zszedł do kuchni, przygotować śniadanie.

Godzinę później, kiedy zmywał naczynia w kuchni, dało się słyszeć głośne pukanie do drzwi. Dosłownie sekundę później Severus dał mu znak, żeby szybko uciekał na górę i zamknął się w pokoju. To mogło oznaczać tylko jedno.

Śmierciożercy.

Harry najciszej jak tylko mógł, wbiegł schodami na górę. Wiedział, że nie powinien podsłuchiwać, ale szybko wyjął ze swojego kufra uszy daleko zasięgu. Musiał być naprawdę ostrożny. W każdej chwili był też gotowy rzucić zaklęcie, którego nauczył go profesor.

Severus z kolei przybrał swoją zwyczajową maskę obojętności i otworzył drzwi. Narcyza i Bellatrix. O ile jeszcze z Narcyzą dało się dojść do porozumienia, tak jej siostra była nieprzewidywalna. Gdyby dowiedziały się, że w jego domu jest Harry Potter, miałby wielkie kłopoty.

– Wybacz to nagłe najście, Severusie – powiedziała Narcyza, a Bellatrix prychnęła tylko, kiedy weszły.

– Nie dotykałbym rzeczy, które do ciebie nie należą, Bello – odezwał się beznamiętnie, widząc, jak kobieta już wyciągała rękę po jedną z rzeczy na półce.

– Czarny Pan wyznaczył Draco zadanie – przyznał Narcyza.

– To chyba dobrze dla niego. W końcu może udowodnić swoją wartość. Czy nie tego zawsze chcieliście? – spytał.

– Obawiam się, że Draco jest za młody i nie podoła. Boję się o niego.

– Oczywiście, że nie podoła – zaskrzeczała Bellatrix. – Jest zbyt tchórzliwy.

– Nie mów tak o swoim siostrzeńcu – upomniała ją Narcyza.

– Ja tylko stwierdzam fakt. Sam niczego nie osiągnie.

– Dlatego przyszłam do ciebie, Severusie – powiedział matka Draco. – Pomóż mu. To moje jedyne dziecko.

– Jeśli Draco będzie chciał mojej pomocy, będzie musiał sam do mnie przyjść – odpowiedział spokojnie.

– Taki sam tchórz, jak i twój syn, Cyziu – prychnęła Bellatrix.

– Doprawdy? – spytał Mistrz Eliksirów, spoglądając na nią spod oka. – To nie ty próbujesz od lat utrzymać tego durnego starca w przekonaniu, że jesteś mu wierna, a służba dla naszego pana była błędem. Użeram się od lat z tymi bachorami, tylko dlatego, żeby mieć dostęp do istotnych informacji. A kiedy ty ostatnio przysłużyłaś się naszemu panu?

Z prawdziwą satysfakcją obserwował wściekłość na twarzy kobiety.

– Ja przez lata znosiłam Azkaban. Nie wyrzekłam się naszego pana.

– Jakże szlachetnie – mruknął tylko. Bellatrix była tak łatwa do sprowokowania. Czarny Pan był jej największą słabością.

– Severusie, błagam cię – powiedziała ponownie Narcyza.

– Jeśli Draco sam mnie poprosi, pomogę mu – powiedział. – Nie wiem jednak, jakie otrzymał zadanie.

– Ja także tego nie wiem – przyznała. – Dziękuję ci.

Dziesięć minut później obie opuściły dom, a Harry zszedł do salonu.

– Miałeś rację – mruknął Severus, siadając ciężko na kanapie.

– Pomoże pan Draco? – spytał. Nie lubił blondyna, ale to nie oznaczało, że chciał jego krzywdy.

– Nie wiem, czy zdołam. Domyślam się, jakie mógł otrzymać zadanie. Wydaje mi się, że ty także się domyślasz. Pytanie tylko, jak zamierza to zrobić.

Harry nie zaprzeczył. Voldemort wykonał kolejny krok. Pozostało tylko czekać na rozwój sytuacji i przygotować się na wszelkie ewentualności.