Rozdział 26
Pierwszy tydzień szkoły obfitował w tradycyjny chaos, gdy uczniowie przyzwyczajali się ponownie do codziennej rutyny. Ron dziwił się trochę, że Harry jako jeden z nielicznych szóstorocznych zdecydował się kontynuować Opiekę Nad Magicznymi Stworzenia.
– Zdecydowałeś się ze względu na Hagrida? – spytał Ron, kiedy wracali z transmutacji.
Harry pokręcił głową.
– Nie. To ma związek z moją przyszłą karierą – wyjaśnił.
– Czyli zostanie aurorem, nie wchodzi w grę?
– Po tych wszystkich potyczkach ze złymi czarodziejami, jakoś nie wyobrażam sobie siebie w takim zawodzie.
Rudzielec pokiwał głową. Był w stanie zrozumieć, że Harry mógł mieć dość takich sytuacji. Ciągle musiał walczyć o życie, a sytuacja wcale nie robiła się lepsza. Hermiona też nie ułatwiała sprawy. Obraziła się na nich już pierwszego dnia, gdy McGonagall rozdawała im ich plany lekcji.
– Miałeś całkiem niezłe wyniki na egzaminach, Potter – pochwaliła go, a Harry podziękował jej grzecznie. – Jestem nieco zaskoczona, że chcesz kontynuować Opiekę, ale to nie moja rzecz oceniać twój wybór przedmiotów.
– Mam swoje plany, pani profesor.
– Jestem tego pewna – zapewniła go. Dotknęła różdżką kawałka pergaminu i podała chłopcu jego plan zajęć. Ledwo odeszła, a Hermiona już zaczęła go pouczać, że powinien skupić się na innych przedmiotach.
– Daj mu spokój, Hermiono. – Ron natychmiast stanął w jego obronie. – To jego wybór. My ci nie robimy wyrzutów o te wszystkie dodatkowe przedmioty, które wybrałaś.
– Powinien skupić się na przedmiotach, które pomogą mu w walce – argumentowała.
– Przestań, Hermiono. Nie zmienię zdania. – Harry starał się brzmieć łagodnie, ale stanowczo.
– Dumbledore by tego nie pochwalił – stwierdziła.
– Dumbledore nie ma tu nic do gadania – zauważył Złoty Chłopiec. – Nie może mi narzucić, czego mam się uczyć.
– Czemu ty jesteś taki głupi? – spytała, a Harry popatrzył na nią zaskoczony. Kompletnie go zatkało.
– A ty niby jesteś taka mądra? – odezwał się Ron. – To, że czytasz te wszystkie książki, nie daje ci prawa do oceniania wyborów innych.
– Świetnie – powiedziała gniewnie, wstając ze swojego miejsca. – Radźcie sobie sami – dodała i wyszła z Wielkie Sali.
Harry westchnął i położył głowę na stole. Nie mógł zrozumieć, co się działo z Hermioną. Nie dało się z nią nawet normalnie porozmawiać.
– Nie przejmuj się nią. W końcu dotrze do niej, że nie ma racji we wszystkim – powiedział Ron.
Harry pokiwał po chwili głową, ale nie był tego taki pewien. Hermiona oddaliła się od nich. Nie była już tą samą przyjaciółką, co kiedyś. Zastanawiał się, czy nie miała jakichś problemów, z którymi nie potrafiła sobie poradzić. Brał pod uwagę, że mogła w ten sposób odreagowywać stres i chciałby jej pomóc, ale jak miałby o zrobić, jeśli nie chciała z nimi normalnie porozmawiać. Złota Trójca Gryfonów rozpadała się i nic nie mógł z tym zrobić, jeśli dziewczyna tak się zachowywała. Cieszył się jednak, że Ron zrozumiał swoje błędy i nadal był przy nim.
Weszli do Wielkiej Sali na lunch i usiedli naprzeciwko kolegów z dormitorium. Chwilę później Caleb wcisnął się pomiędzy nich.
– Cześć młody. – Ron uśmiechnął się na jego widok i tradycyjnie poczochrał go po włosach. – Jak tam lekcje?
– Spoko. Mieliśmy właśnie Obronę Przed Czarną Magią – powiedział chłopiec, sięgając po talerz.
– Snape jest straszny, co? – spytał Seamus, patrząc na niego.
– Nie. Jest spoko. Nawet go lubię – przyznał chłopiec, wywołując okrzyki niedowierzenia wśród Gryfonów. – No co? – spytał. – Nawet zarobiłem pięć punktów, bo dobrze odpowiedziałem na pytanie.
– Snape przyznał punkty Gryfonowi? – spytał z niedowierzeniem Dean. – Świat się kończy.
Harry i Ron z trudem zachowywali powagę. Obaj znali prawdę. Ron wprawdzie zaakceptował fakt, że Złoty Chłopiec mieszkał u Mistrza Eliksirów w czasie wakacji i faktycznie prywatnie był zupełnie inny niż w szkole, ale wątpił, żeby był w stanie powiedzieć mu wszystko. Rudzielec padłby na miejscu, gdyby się dowiedział, że jego najlepszy przyjaciel spał z nauczycielem w jednym łóżku i uprawiał z nim seks. To była mała tajemnica Harry'ego, którą nie zamierzał się z nikim dzielić.
– Profesor Snape dobrze uczy – argumentował Caleb. – Prawda Harry? – spytał.
– Jeszcze nie mieliśmy z nim Obrony, więc powiem ci, jak już będziemy po lekcji z nim – powiedział Harry, zabierając się za jedzenie. Skrzywił się, widząc fiolkę z eliksirem obok siebie.
– Co to? – spytał Seamus.
– Pomfrey powiedziała, że mam niedobór witamin, czy coś. Muszę to pić przez jakiś czas – powiedział szybko Harry i przełknął zawartość fiolki. – Ohyda – jęknął, krzywiąc się.
– Współczucia, ale jak mus to mus.
Harry skinął głową. Nie mógł powiedzieć im prawdy. Nawet Ron nie wiedział, co tak naprawdę mu dolegało. Był zbyt zawstydzony, żeby powiedzieć o tym nawet jemu, a poza tym musiałby się wytłumaczyć, skąd Snape o wszystkim wie. Na to nie mógłby znaleźć wymówki. Wolał zatem powiedzieć, że potrzebował uzupełniać pewne niedobory w organizmie.
– W zasadzie to nie jest takie dziwne, że potrzebujesz takiego eliksiru – odezwał się Dean. – Jesteś strasznie chudy.
– Nigdy nie byłem ani wysoki, ani tak mocno zbudowany, jak wy – zauważył chłopak, spokojnie jedząc. – Pogodziłem się już z tym, że raczej niewiele już urosnę, ale to też działa na plus.
– Nie wolałbyś być wyższy? – spytał Seamus.
– Trochę wyższy tak, ale z moją drobną budową jestem zwinniejszy – wyjaśnił im, a wszyscy pokiwali głowami.
– Dlatego jesteś najlepszym szukającym, jakiego mieli Gryfoni – wyszczerzył się Ron. – A właśnie. Wracasz do drużyny, prawda?
– Tak myślę. Lubię grać w Quidditcha – powiedział zgodnie z prawdą. – Muszę spytać Katie, jaki ma plan na treningi.
Katie Bell została nowym kapitanem drużyny Gryfonów. Harry lubił ją i uważał, że jest świetnym graczem i będzie równie świetnym kapitanem. Popierał więc w pełni jej kandydaturę na to stanowisko. Zwłaszcza że kiedy dziewczyna podeszła do niego, powiedziała wprost, że nadal jest szukającym Gryfonów.
– Musimy skompletować drużynę na nowo – przyznała, siadając obok niego. – Ze starego składu została tylko nasza dwójka.
– Chcesz zrobić sprawdzian? – spytał Harry.
– Muszę. Myślałam o piątku w przyszłym tygodniu. Chaos po rozpoczęciu ucichnie i mam nadzieję, że mi pomożesz.
– Możesz na mnie liczyć – zapewnił ją Harry szczerze.
– Świetnie. Ustalimy wszystko potem na spokojnie – powiedziała.
– Mogę przyjść i popatrzeć? – spytał Caleb, patrząc na dwójkę graczy. Wiedział, że pierwszoroczni nie mogą być w drużynie. Kilka lat wcześniej dla Harry'ego zrobiono jedyny wyjątek od reguły.
– Jasne, że możesz – zapewniła go Katie. – On się zachowuje, jakby był twoim młodszym bratem – mruknęła do Harry'ego cicho. W odpowiedzi chłopak wzruszył ramionami i uśmiechnął się.
,,,
Wchodząc do klasy, w której eliksiry miał prowadzić profesor Slughorn, Harry nie czuł się zbyt pewnie. Za to profesor powitał go dość entuzjastycznie. Ich pierwszym zadaniem było rozpoznać eliksiry, które znajdowały się w kociołkach. Chłopak nie był zaskoczony, kiedy Hermiona od razu wyrwała się do odpowiedzi. Coś czuł, że Hermiona może zostać jedną z nowych ulubienic profesora.
– To amortencja. Jeden z najsilniejszych eliksirów miłosnych, jakie istnieją – powiedziała, wskazując na jeden z kociołków. – Jego zapach każdy odczuwa inaczej w zależności, co kto lubi. Ja czuję skoszoną trawę, pergamin… – wymieniała.
Harry podszedł ciekawie bliżej i powąchał eliksir. Dla niego pachniał czekoladą, rześkim powietrzem i czymś, czego nie potrafił nazwać, ale wiedział, że to zna. Zapach przypominał mu nieco męską wodę po goleniu, ale nie był to zapach tego paskudztwa, którego używał jego wuj. Ciotka Petunia kupiła kiedyś dla wuja wodę, od której potem cuchnęła cała łazienka. Harry z trudem wtedy tam wytrzymywał. Ten zapach był inny. Subtelny, męski i powiedziałby, że wręcz seksowny.
– A to – wyrwał go z rozmyślań głos profesora. – Jest jeden z tych dziwnych i niezwykle fascynujących eliksirów. Nazywa się Felix Felicis. Widzę, że panna Granger wie, co to jest.
– To płynne szczęście – powiedziała podekscytowana. – Po wypiciu tego eliksiru, nie można mieć pecha.
Wszyscy popatrzyli zaaferowani na kociołek.
– Dokładnie tak. I to będzie nagroda w dzisiejszym dniu – powiedział Slughorn, wyjmując z kieszeni fiolkę z eliksirem. – Ta dawka wystarczy na 24 godziny cudownego szczęścia. Oczywiście nie muszę wam mówić, że można go użyć tylko w normalny dzień, gdy nie macie egzaminów, czy zawodów sportowych. Co trzeba zrobić, żeby go zdobyć? Jak najlepiej uwarzyć Wywar Żywej Śmierci. Przepis znajduje się na stronie siódmej. Możecie zaczynać.
Wszyscy szybko przemieścili się do ławek i rozpoczęli pracę. Hermiona wyglądała na bardzo pewną siebie, pracując przy stole obok. Harry nie był wybitny w eliksirach, jak ona, ale przez wakacje Snape nauczył go kilku sztuczek, kiedy mu asystował.
Pierwsze kroki w przepisie były dość proste i na tym etapie jego eliksir wyglądał tak, jak opisywał to podręcznik. Problem zaczął się, gdy musiał pokroić fasolkę Sopophorusa. Za nim nie mógł tego zrobić. Próbujący to zrobić obok niego Ron, tak mocno uderzył w nią nożem, że odskoczyła, uderzając jednego ze Ślizgonów w głowę. Nagle Harry przypomniał sobie, co kiedyś mówił Snape, gdy chłopiec miał problem z pokrojeniem jednego ze składników. Kazał mu go wtedy najpierw zmiażdżyć lekko srebrnym nożem, a dopiero potem ciąć.
Przez kilka sekund Harry bił się z myślami, czy powinien zastosować wskazówki Snape'a. Doszedł jednak do wniosku, że nie ma nic do stracenia. Najwyżej eliksir mu nie wyjdzie. Wyjął więc srebrny nóż i docisnął nim fasolkę. Natychmiast puściła masę soku. Powoli zaczął liczyć krople. Kiedy dodał ich dwanaście, jak mówił przepis, eliksir nie przybrał odpowiedniego koloru. Harry zastanawiał się, czy nie pomylił się w liczeniu i dodał jeszcze jedną kroplę. Eliksir natychmiast zmienił kolor. Będzie musiał podziękować Snape'owi za wszystkie jego podpowiedzi, kiedy będzie miał okazję się z nim zobaczyć. Wiedział, że ryzykował, zmieniając nieco przepis, ale mężczyzna też tak często robił. Twierdził, że eliksiry są po to, żeby je udoskonalać.
– Czas minął – powiedział Slughorn i zaczął przechadzać się po klasie. Zaglądał do każdego kociołka uważnie. Skrzywił się na widok cuchnącej mieszanki w kociołku Rona, na eliksir Hermiony skinął głową z aprobatą i podszedł w końcu do Harry'ego. – Mamy zwycięzcę – powiedział, podnosząc chochlę. – Spójrzcie tylko. Idealny kolor. Proszę chłopcze. To twoja nagroda.
Harry z lekkim uśmiechem przyjął od niego fiolkę z eliksirem szczęścia i schował ją do kieszeni. Widział zazdrosne spojrzenie Hermiony, ale dziewczyna nic nie powiedziała, tylko wyszła z klasy.
– Jak to zrobiłeś? – spytał go Ron, kiedy także wyszli.
– Przypomniałem sobie, że niektóre składniki można trochę zmiękczyć, jak się je delikatnie zmiażdży srebrnym nożem – wyjaśnił Harry.
– Sprytne. Nie wiedziałem o tym.
– Ja do niedawna też nie. Przeczytałem książkę o podstawach przygotowań składników. Dużo mi to wyjaśniło.
– Czytałeś książkę dotyczącą eliksirów? W sumie czemu ja się dziwię. W takie wakacje, jakie miałeś – mruknął cicho, a Harry zachichotał. – A jak się ogólnie czujesz? Chodzi mi o… No wiesz…
Harry westchnął.
– Są lepsze i gorsze dni – powiedział zgodnie z prawdą. – Tego się nie da się tak szybko wyleczyć. Na to potrzeba czasu.
– Ale nie chcesz znowu tego zrobić? – upewniał się, mając na myśli próbę samobójczą Harry'ego.
– Nie Ron. Nie czuję takiej chęci. Wtedy byłem psychicznie na samym dnie i wydawało mi się, że tak będzie dla mnie najlepiej.
– I obyś więcej tego nie próbował – powiedział stanowczo Ron, otaczając jego ramiona swoim.
– A cóż to Potter? Dajesz się obłapiać Weasleyowi? – usłyszeli nagle szyderczy głos. Obaj zerknęli za siebie, gdzie stał Draco Malfoy.
– Spadaj. Nie mam ochoty się z tobą teraz użerać, fretko – warknął na niego Ron.
– Och! Czyli nie zaprzeczasz, że lecisz na Pottera? W sumie wygląda jak dziewczyna. Jak zamkniesz oczy, pewnie nawet nie czujesz różnicy – mówił blondyn, szydząc w najlepsze.
– Ty zarozumiała, futrzasta… – zaczął rudzielec, ale ku jego zaskoczeniu Harry mu przerwał.
– Zaufaj mi – powiedział tylko cicho, a potem podszedł kilka kroków do Draco. – O co ci tak naprawdę chodzi. Malfoy? – spytał wprost. To pytanie najwyraźniej zdziwiło Ślizgona. – Jeśli masz coś do mnie, to powiedz mi to teraz i zakończmy ten temat. Nie mam ani siły, ani chęci użerać się z tobą, bo uznałeś, że twoja duma została zraniona.
– Od kiedy to jesteś taki mądry, co Potter? – syknął blondyn.
– A czy ja twierdzę, że jestem mądry? – spytał Harry, unosząc brwi w górę. – Nigdy nic takiego nie twierdziłem.
– Ależ oczywiście. Bo Wielki Harry Potter nie musi nic twierdzić. Wszyscy to w końcu wiedzą.
– Do rzeczy Malfoy. To się robi naprawdę nudne.
Blondyn znalazł się nagle tak blisko, że dzieliło ich zaledwie kilka centymetrów. Harry był dobre pół głowy niższy od niego, ale to nie znaczyło, że się go bał. Z łatwością mógłby teraz uderzyć drugiego chłopaka w szczękę albo krocze, gdyby musiał.
– Nie masz bladego pojęcia, jak ciężkie niektórzy mają życie, Potter. Co muszą robić, żeby przetrwać – warknął Draco cicho.
– Twoim zdaniem życie z mordercą na karku, jest łatwe? – spytał równie cicho, patrząc blondynowi w oczy. – Chcesz się zamienić?
– Nie zgrywaj odważnego.
– A ty nie rób z siebie ofiary i nie warcz na mnie. Nie masz ku temu powodów. Nic ci nie zrobiłem. Przypomnę ci, że to ty zacząłeś ten cały konflikt między nami.
Harry z zaskoczenie patrzył, jak blade policzki Ślizgona robią się lekko różowe.
– Posłuchaj mnie teraz uważnie, bo drugi raz nie będę tego mówił. Sam jesteś odpowiedzialny za swoje wybory i czyny. A szukanie pomocy nie jest powodem do wstydu.
– Co ty tam wiesz? – syknął.
– Mówię z własnego doświadczenia. Jeśli jest ktoś, komu ufasz, to idź do niego i porozmawiaj o swoich problemach.
– Nikt nie może mi mówić.
– Skąd wiesz? Próbowałeś? – spytał Harry, przyglądając mu się uważnie. Wiedział, że swoim aroganckim zachowaniem Draco próbuje zamaskować swoje problemy.
Draco był przystojny. Temu Harry nie mógł zaprzeczyć, ale blondyn nie pociągał go w taki sposób, jak Snape. Złoty Chłopiec stał tak blisko Ślizgona, że czuł zapach jego perfum.
– Ładny zapach – powiedział wprost, a oczy Draco zrobiły się jakby większe. – Nie świruj. Stwierdzam tylko fakt. A wracając do tematu, na pewno jest ktoś, kto może ci pomóc, ale ja nie mam czasu na twoje dziecinne fochy. Na razie – dodał, wracając do Rona i zostawiając zaskoczonego blondyna za sobą.
– Co to miało być? – spytał Ron.
– Chyba można to nazwać chwilowym zawieszeniem broni – stwierdził Harry.
,,,
Harry ziewnął i przeciągnął się, kiedy skończył pisać wypracowanie na zaklęcia. Siedzący naprzeciwko niego, przy stoliku Ron z ulgą odłożył pióro.
– Gotowe – powiedział z zadowoleniem. – Bez Hermiony jest trochę ciężko, ale daliśmy radę.
– Musieliśmy – przyznał Harry, zwijając swoje wypracowanie. Nagle przed nim pojawiła się koperta z naklejonym na niej magicznym znaczkiem. Uśmiechnął się. – To od Ricka. – Szybko otworzył kopertę i zaczął czytać list. – Chciał się pochwalić swoim przydziałem. Należy do domu Wampusa.
– Fajnie. Pogratuluj mu ode mnie, jak będzie mu odpisywał – uśmiechnął się Ron.
– Pisze też, że ma różdżkę z nietypowym rdzeniem – przyznał. – Są w niej wąsy kuguchara.
– Nie słyszałem o takim rdzeniu.
– Może w Stanach jest popularny. Sam mam rzadki rdzeń w swojej różdżce.
– No fakt. Feniksy ot tak nie oddają swoich piór – zgodził się rudzielec. – W ogóle jak by się tak zastanowić, to różdżki są ciekawe.
– Ron. Bo pomyślę, że chcesz rozmawiać o jakimś naukowym aspekcie – zaśmiał się Harry, chowając list od kuzyna do koperty.
– Nie do końca. Po prostu pomyślałem, że to musi być trudne, żeby wiedzieć, jak połączyć drewno z rdzeniem, żeby powstała odpowiednia różdżka. Nigdy wcześniej się nad tym nie zastanawiałem. Ciekawe czy Ollivander sam zdobywa wszystkie materiały, czy ma dostawców?
– Brzmisz, jakbyś kiedyś chciał jeździć po świecie i szukać materiałów na różdżki.
– Nie myślałem o tym, ale jak teraz o tym wspomniałeś.
– Zawsze myślałem, że planowałeś zostać aurorem albo profesjonalnym graczem Quidditcha.
– Może chciałbym zostać aurorem, gdybyś ty też chciał – przyznał. – My dwaj kontra źli czarnoksiężnicy – zaśmiał się. – Doszedłem jednak do wniosku, że masz rację. Uganianie się za kimś takim, może i jest z początku ekscytujące, ale bycie aurorem to straszna odpowiedzialność. Gadałem kiedyś z Tonks. Te ciągłe dyżury, w dzień i w nocy, stosy raportów i zero pewności, czy wrócisz do domu. Po naszym przygodach zwątpiłem, czy widziałbym się w takim zawodzie.
– Ja siebie na pewno nie widzę, ale to już wiesz – przyznał Harry.
– Słuchaj, stary… Mogę mieć nietypowe pytanie?
– Jasne.
– Chodzi o Malfoya – powiedział Ron.
– O fretkę? A co z nim?
– Pierwszy raz nie skoczyłeś mu do gardła, kiedy cię prowokował.
Harry westchnął i podciągnął nogi pod brodę.
– Pewnie wyda ci się dziwne to, co powiem – zaczął po chwili. – Ale wiem, że umiesz zachować pewne rzeczy dla siebie, a to jest delikatna sytuacja. Wiesz, że zbliża się wojna.
– Myślisz, że Malfoy jest na usługach Sam-Wiesz-Kogo? – spytał nagle Ron.
– Mam swoje podejrzenia, ale myślę też, że jeśli coś robi, to nie z własnej woli. Obaj wiemy, że Malfoy tylko zgrywa takiego gieroja. Gdyby nie jego ojciec nie zadzierałby tak nosa.
– Stary Malfoy jest Śmierciożercą.
– Nie łączyłbym tego tak bezpośrednio ze sobą – powiedział ostrożnie Złoty Chłopiec. – Myślę, że fretka się boi. Skoro jego ojciec jest sługą Voldemorta, to on sam też jest bezpośrednio narażony na kontakty z nim. Jest rozdarty, bo musi się podporządkować, a obaj wiemy, jaki jest dumny.
– To ma sens – przyznał niechętnie Ron. – Nie lubię go. Naprawdę go nie lubię, ale masz rację. Nie wiem, co zrobiłbym na jego miejscu. Musi mu być cholernie ciężko. Nie wierzę, że bronię Malfoya.
– Może spróbujemy z nim pogadać? – zaproponował Harry.
– To już było szaleństwo. Poza tym wątpię, żeby chciał z nami gadać. Dla niego Weasleyowie to zdrajcy krwi, a ty śmiertelny wróg Sam-Wiesz-Kogo. Proponuję na razie go obserwować.
Harry popatrzył na niego zaskoczony. Nigdy nie przypuszczał, że Ron zaproponuje coś takiego. Z drugiej jednak strony przekonał się, że jego przyjaciel naprawdę zmienił sposób rozumowania i dostrzegał coś więcej niż własną, dziecinną zazdrość. Uśmiechnął się więc i skinął głową. Chwilę później obaj pozbierali swoje rzeczy i poszli do dormitorium.
Harry szybko skorzystał z prysznica i już miał założyć swoją koszulkę, w której zawsze spał, gdy przypomniał sobie o koszuli Snape'a, którą zabrał ze sobą. Po kilku sekundach namysłu wyjął ją z kufra i założył. Westchnął cicho, gdy otoczył go nagle znajomy zapach. Już wiedział, z czym kojarzył mu się zapach amortencji, którego nie potrafił nazwać. To był zapach Mistrza Eliksirów.
Złoty Chłopiec tęsknił za nim. Bardzo chciałby się teraz położyć obok niego i przytulić, ale nie chciał ryzykować przekradania się do lochów. Może uda mu się to zrobić w sobotę i spędzić z mężczyzną chociaż godzinę. Zasunął kotary wokół swojego łóżku i ułożył się wygodnie, wdychając zapach mężczyzny, który nadal pozostał na koszuli. Czuł się bezpieczny i w końcu zapadł w spokojny sen.
Wchodząc do księgarni, zawsze mam spory problem, żeby z niej wyjść, niczego nie kupując. Mało realne mówiąc szczerze.
