Rozdział 32

– Czy ja chcę wiedzieć, gdzie to znaleźliście? – spytał Mistrz Eliksirów, patrząc na trójkę swoich uczniów.

– Raczej nie – stwierdził Draco.

Prosto z Pokoju Życzeń udali się do lochów i do gabinetu Mistrza Eliksirów. Mężczyzna nie krył zaskoczenia, kiedy po otwarciu drzwi, zobaczył blondyna, ale jego brwi uniosły się górę, gdy spod peleryny niewidki wyłoniła się dwójka Gryfonów.

– Do środka – polecił krótko, upewniając się, że nikt ich nie widział.

Wszyscy czworo patrzyli teraz na diadem leżący na biurku profesora.

– To było bardzo ryzykowne z waszej strony – powiedział stanowczo mężczyzna. Pominął na razie fakt, że ta trójka najwyraźniej zaczęła współpracować.

– Czy ktoś mi wyjaśni, o co tutaj chodzi? – spytał nagle Malfoy. Severus wiedział, że chłopak bardzo nie lubił nie wiedzieć. Nie był jednak pewny, ile może mu powiedzieć. Nadal istniało niewielkie ryzyko, że chłopak stchórzy i zapomni o ich umowie.

– Najpierw musisz przysiąc na swoją różdżkę, że nic, co tutaj usłyszysz, nie opuści tego pomieszczenia – powiedział stanowczo, patrząc na blondyna.

– Dobrze – powiedział po chwili chłopak. Dopiero wtedy Severus opowiedział mu o horkruksach. Pominął udział Harry'ego w tej całej historii. Nie chciał narażać chłopaka bardziej, niż byłoby to konieczne.

– Świetnie! Cudownie wręcz! – Draco nie krył swojego niezadowolenia. – Czyli, że całkiem nieźle się zabezpieczył. To chcesz mi powiedzieć, tak? I jedyny sposób, żeby faktycznie go zabić, to najpierw zniszczyć te całe horkruksy? – spytał.

– W zasadzie masz rację – potwierdził Mistrz Eliksirów.

– No to leżymy. Już mogę sobie kopać gród!

– Przestań dramatyzować, Malfoy – syknął Ron. – Najpierw musimy się zastanowić, co zrobić. Panikować możemy, jak skończą nam się pomysły.

– Z prawdziwą niechęcią to przyznaję, ale pan Weasley ma rację.

Draco popatrzył uważnie na opiekuna Ślizgonów. Od dawna podejrzewał, że Severus może nie być tak wierny Czarnemu Panu, jak twierdził, ale po ich ostatniej rozmowie nabrał pewności. Mężczyzna robił po prostu to, co musiał.

– Dobra. To, co proponujecie? – spytał blondyn, siadając na jednym z krzeseł.

– Musimy się dowiedzieć, czym mogą być pozostałe horkruksy – powiedział Snape. – O co chodzi, panie Weasley? – spytał, widząc, że Ron przygląda się diademowi.

– Do kogo mógł należeć? – spytał. – Mam wrażenie, że gdzieś go już widziałem.

– Gdybyś czasem zajrzał do jakiejś książki, a nie tylko do magazynu o Quidditchu, Weasley – zaczął szyderczo Draco. – wiedziałbyś, że wygląda jak diadem Roweny Ravenclaw.

– A ty skąd to wiesz? – spytał Harry.

– W pokoju wspólnym Krukonów jest replika.

Harry uniósł brwi w górę, ale nie skomentował tego. Mógł się tylko domyślać, co Malfoy mógł tam robić.

– Skoro ten diadem mógł należeć do samej Ravenclaw, to możliwe, że pozostałe horkruksy też są czymś, co należało do założycieli Hogwartu – podsunął Ron.

Wszyscy popatrzyli na niego.

– Nigdy nie myślałem, że to powiem, ale wygląda na to, że Weasley umie myśleć – prychnął Draco.

– W twoich ustach to zabrzmiało jak komplement, Malfoy – odparł Ron.

Harry zerknął rozbawiony na Severusa. Wyglądało na to, że odwieczny spór się zakończył. A przynajmniej na razie.

,,,

Przez kilka kolejnych dni, w każdej wolnej chwili, szukali informacji o przedmiotach należących do założycieli Hogwartu. Harry od razu skojarzył miecz Godryka Gryffindora, którym zabił bazyliszka. Nie sądził jednak, żeby to mógł być horkruks i coś mu mówiło, że Voldemort jako Ślizgon, raczej nie gustował w rzeczach pozostałych po Gryfonach.

– Zatem zostaje na pewno coś, co należało do Slytherina i do Hufflepuff – powiedział Ron, kiedy Harry podzielił się z nim swoimi spostrzeżeniami. – Zaraz, zaraz…

– Co? – spytał Harry, patrząc na przyjaciela.

Rudzielec milczał przez chwilę i Harry niemalże słyszał, jak trybiki w jego głowie zaczynają się kręcić.

– Nie no. To byłoby zbyt dziwne – odezwał się w końcu.

– Ale co?

– Pamiętasz ten dziennik, który opętał Ginny? – spytał Ron. – Czy nie wydało ci się dziwnie, że piszesz w dzienniku, a on ci odpowiada?

Harry zastanowił się przez chwilę. To faktycznie mogło być dziwne, ale kiedy wkroczył do magicznego świata, poznał tyle nowych rzeczy, że nie zauważał takich drobiazgów.

– Wiesz, że wtedy magia nadal była dla mnie wielką nowością – przypomniał mu.

– No tak, ale słuchaj. Nie ma zaklęcia, które dawałoby taką możliwość. Możesz zaczarować pergamin, żeby na twoje pytania, odpowiadał jakieś głupoty. Taki żart. Fred i George mają coś takiego w swojej ofercie sklepowej. Nie możesz nadać takiemu przedmiotowi osobowości. Pamiętasz, co się stało później?

Harry westchnął i pokiwał głową. Komnata Tajemnic, walka z bazyliszkiem, młody Tom Riddle, zniszczenie dziennika. Złoty Chłopiec wyprostował się nagle.

– Chyba nie myślisz, że to był…? – zaczął niepewnie.

– Horkruks – dokończył Ron.

– Ale ten dziennik nie wyglądał, jak coś ważnego – zauważył Złoty Chłopiec.

– Myślę, że to był pierwszy horkruks. Taki rodzaj eksperymentu. Kiedy zrozumiał, że próba się powiodła, zaczął planować kolejne. Pozostaje pytanie, ile ich stworzył.

– Wiemy o dzienniku i diademie. Do tego coś, coś należało do Slytherina i Hufflepuff. To cztery – powiedział Harry. Przemilczał fakt, że sam może być kolejnym. – Jeden możemy już skreślić.

– W zasadzie dwa – powiedział Ron. – Zniszczyłeś dziennik kłem bazyliszka, a to znaczy, że horkruksy nie są odporne na jego jad.

– Czyli czeka nas wycieczka do Komnaty Tajemnic.

Żaden z nich nie był zachwycony tą perspektywą, ale to była jedyna, znana im tę chwilę metoda, dzięki której mogli zniszczyć fragment duszy Voldemorta.

– Idziemy. Nie ma na co czekać – stwierdził Złoty Chłopiec.

,,,

Mógł się tego spodziewać, po prostu mógł.

Kiedy przyniósł do gabinetu Mistrza Eliksirów kilka kłów bazyliszka i fragmenty jego skóry, dostał od mężczyzny porządne kazanie na temat swojej lekkomyślności.

– Przecież był martwy! – zauważył Harry.

– A nie pomyślałeś, że fragmenty bazyliszka mogą być toksyczne?

– Miałem rękawice ze smoczej skóry. Jeszcze nie jestem aż tak szalony, żeby dotykać ścierwa gołymi rękami – zauważył.

Severus wziął kilka głębokich oddechów. Dopiero wtedy był w stanie mówić spokojnie.

– To i tak było bezmyślne. A gdyby tam było coś jeszcze? – spytał. – Harry. Ja nie chcę, żeby coś ci się stało – powiedział.

Chłopiec popatrzył na niego, a potem zbliżył się i objął go ramionami w pasie. Lubił bliskość Mistrza Eliksirów, a od czasu wspólnie spędzonych wakacji nawet bardziej niż powinien. Słuchając rozmów współlokatorów, zaczynał się zastanawiać, czy się nie zakochał. Jeśli byłaby to prawda, to byłoby to bardzo smutne uczucie. Snape był jego nauczycielem, a Harry był nadal jego uczniem. Obaj przekroczyli granice profesjonalnej relacji.

Chłopiec w żaden sposób nie czuł się wykorzystany przez profesora. Każdy z nich coś na tym zyskiwał. Harry poczucie bezpieczeństwa i troski. Relacja ze Snapem zmieniła wiele w jego życiu. Pozwoliła mu dostrzec, kto tak naprawdę chce dla niego dobrze.

Zarówno Dumbledore, jak i Hermiona okazali się kimś, kogo tak naprawdę nie znał. Byli kłamcami. Możliwe, że dziewczyna uległa manipulacjom dyrektora, ale to nie zmieniało faktu, że Harry już nie potrafiłby jej zaufać. To bolało. Była przy nim w trakcie turnieju, gdy Ron z zazdrości odwrócił się od niego. Dlaczego zatem teraz tak bardzo się zmieniła? Nie wspominając już o Ginny.

Siostra Rona zachowywała się ostatnio cokolwiek dziwnie. Oboje należeli do drużyny quidditcha i to było normalne, że spotykali się na treningach, ale zrobiło się dziwnie, gdy zauważył, jak dziewczyna wychodzi ukradkiem z męskiej szatni. Kiedy ją o to zapytał, powiedziała, że koleżanka zrobiła jej głupi dowcip i wrzuciła tam jej koszulkę. Harry skinął wtedy głową, ale nie uwierzył jej. Gdyby to była prawda, wystarczyłoby proste zaklęcie accio. Ginny była kolejnym kłamcą, z jakim się zetknął i jej motywów był pewien.

Ginny pragnęła bogactwa i życia w luksusie. Horkruks Toma Riddle'a zdradził mu to, gdy ukryta w nim cząstka duszy, zmaterializowała się w ludzkiej postaci. Dziewczyna miała żal, że musiała iść do Hogwartu w szatach z drugiej ręki i z używanymi książkami. Wiedział, że Ron też przeżywał ich brak zamożności, ale rzadko na to narzekał. Jego bracia byli już samodzielni i pracowali, a bliźniacy radzili sobie szczególnie dobrze, ale Ginny najwyraźniej nie zamierzała kalać się pracą. Harry odnosił wrażenie, że polowała na bogatego męża i najwyraźniej w jej mniemaniu, Chłopiec, Który Przeżył, był idealnym kandydatem. Nie brała tylko pod uwagi faktu, że mógł w niej widzieć jedynie siostrę najlepszego przyjaciela.

Harry rozumiał Rona, bo sam od Dursleyów nigdy nie dostał niczego nowego. W czasie jednej z ich szczerych rozmów przyznał, że zazdrości Ronowi posiadania rodziny, na którą może liczyć.

– No co ty, stary? – mruknął rudzielec, rumieniąc się mocno. – Moja rodzina bywa naprawdę koszmarna. Wiesz, jaka jest moja mama. Trochę depostyczna.

– Ale twój tata ją kocha, więc coś w niej musi być – zauważył Harry.

– Hej, ale ty też odnalazłeś krewnych – zauważył Ron. – No i są na pewno lepsi niż Dursleyowie – dodał, obejmując przyjaciela ramieniem. – Wiesz co? Jak wojna się skończy i w końcu będzie spokój, to chyba przeprowadzę się do Stanów.

Harry zaśmiał się. Wiedział, że dla Rona przeprowadzka do Stanów, oznacza jego kuzynkę. Jeśli miał być szczery, to kibicował im. Jednak na razie mieli na głowie Voldemorta i to jego musieli się najpierw pozbyć. To sprowadzało się ponownie do zniszczenia horkruksów.

– Wiem. Przepraszam. Zadziałałem znowu zbyt impulsywnie – powiedział chłopak. – Ale przynajmniej mamy sposób na zniszczenie fragmentów jego duszy.

– No dobrze. Jakiś plus zaistniał – zgodził się starszy czarodziej, głaszcząc go po plecach. W obecności chłopca przestał tak bardzo odczuwać samotność, jaka towarzyszyła mu nieprzerwanie od wielu lat. Harry był jak taki mały promyczek słońca, który nagle rozświetla ciemność. Severus miał nadzieję, że nigdy nie zgaśnie.

,,,

Październik zaczął się wyjątkowo deszczowo i Harry mruczał pod nosem za każdym razem, gdy Katie zarządzała trening. Zbliżał się pierwszy mecz tegorocznych rozgrywek i chciała, żeby wszyscy byli w formie. Chłopak bardzo chętnie brał w nich udział. Na miotle czuł się zawsze jak ryba w wodzie i zapominał o wszelkich troskach.

– Hej Harry!

Złoty Chłopiec odwrócił się, słysząc swoje imię. Romilda Vane podeszła do niego z uśmiechem na ustach. Harry z wielkim trudem nie odwrócił się na pięcie. Przypomniało mu się, co mówili mu koledzy z dormitorium na temat tej dziewczyny.

– Coś się stało? – spytał ją.

– Pomyślałam, że może udzieliłbyś mi kilku rad na temat Obrony Przed Czarną Magią. Mój ostatni esej nie został oceniony zbyt wysoko – powiedziała.

– Prosisz o to niewłaściwą osobę. Ledwo mam czas na swoje zadania, a co dopiero na pomoc innym – powiedział nieco wykrętnie. W końcu pomagał kilku osobom, ale nie miał zamiaru mówić tego głośno. Ta dziewczyna sprawiała, że czuł dreszcze na plecach.

– Och, szkoda. Może innym razem – powiedziała. – A właśnie. Dostałam od babci kociołkowe pieguski z ognistą whisky. Zapomniała, że ich nie lubię, więc może się skusisz – dodała, podając mu pudełko. Zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, odeszła z koleżankami.

– To było dziwne – mruknął Gryfon, idąc do dormitorium. W sypialni rzucił wszystko na łóżko i zaczął szukać czegoś w kufrze.

– Czego szukasz? – spytał Ron, wchodząc kilka minut później do pokoju.

– Miałem tu gdzieś golf – odparł Harry. – Katie zarządziła jutro trening i pomyślałem, że zabiorę go na przebranie po treningu. Ostatnio jak wyszliśmy z szatni, marzła mi szyja.

Ron mruknął na znak zgody. Faktycznie ostatnio koszmarnie wiało i sam zaczął zasuwać swoją bluzę pod samą brodę.

– Kociołkowe Pieguski? – spytał nagle rudzielec, dostrzegając opakowanie na łóżku Harry'ego.

– Dostałem. Częstuj się, jeśli masz ochotę.

– Bardzo chętnie. – Ron szybko rozerwał opakowanie i odgryzł kawałek ciastka.

– O mam! – ucieszył się Harry, wyjmując z kufra czarny golf. Był to ten sam, który należał wcześniej do Mistrza Eliksirów. Położył go na łóżku, żeby nie zapomnieć o nim i jednym ruchem różdżki, schował swoje rzeczy z powrotem do kufra. – To, co? Idziemy na obiad? – spytał, odwracając się do Rona. – Eee? Ron?

Jego przyjaciel miał nieco dziwną, jakby rozmarzoną minę.

– Co? Nie. Nie jestem głodny – odpowiedział. Harry zrobił wielkie oczy. Od kiedy to Ron nie bywał głodny.

– Och? A rozumiem. Zasłodziło cię? – spytał.

– Ty tego nie zrozumiesz – westchnął rozmarzony. – Ona jest taka piękna.

– No wiem. Mówisz mi o tym za każdym razem, kiedy wpatrujesz się w jej zdjęcie.

Najmłodszy Weasley zaszczycił go zaskoczonym spojrzeniem.

– Przecież nie mam jej zdjęcia – odparł.

– No jak to? Sama ci je przecież przysłała.

– O kim ty mówisz? – spytał Ron.

– A o kim ty mówisz? – odpowiedział pytaniem Harry.

– O Romildzie Vane. Myślę, że ją kocham! Widziałeś jej włosy?

Złoty Chłopiec nie bardzo wiedział, jak zareagować.

– Dobra, stary. To nie jest śmieszne.

– Ja nie żartuję! Ale ona pewnie nawet nie wie, że istnieję. I co ja mam zrobić?!

Harry już miał rzucić coś głupiego w stylu, żeby jej coś zaśpiewał, kiedy jego wzrok padł na pudełko ciastek i wszystko zrozumiał. No pięknie! Dziewczyna naszpikowała je jakimś eliksirem miłosnym. Nic dziwnego, że zamierzała wygrać zakład o Harry'ego.

– Zatłukę tą Romildę… – mruknął chłopak.

– Powiedziałeś Romilda? Ty ją znasz? Przedstawisz mnie?! – Ron złapał go za ramiona i potrząsnął nim.

– Tak, tak! Tylko uspokój się trochę! Taki zdenerwowany nie zrobisz na niej dobrego wrażenia.

– Masz rację. – Rudzielec wziął kilka głębokich oddechów.

– Świetnie. A teraz chodź – polecił mu Harry.

– Dokąd?

– No przecież miałem ci przedstawić Romildę – przypomniał mu Harry, który w myślach tworzył listę wrednych zaklęć, które mógłby rzucić na tą głupią dziewczynę. – Niech ja dorwę tę żmiję – mruknął prawie niedosłyszalnie.

– A czemu schodzimy do lochów? – Ron nie wydawał się zachwycony tym pomysłem.

– Chciała iść do Snape'a i zapytać go o swoje wypracowanie z obrony.

– Och! Myślisz, że ja też mógłbym zapytać o moje?

– Na pewno – mruknął Harry, modląc się, żeby Snape był jeszcze w swoim gabinecie. Zapukał kilka razy i czekał. Drzwi otworzyły się po chwili.

– Potter i Weasley? Nie powinniście być w Wielkiej Sali? – spytał Snape.

– Powinniśmy, ale wyniknął mały… problem – wyjaśnił Harry, wskazując na Rona.

– Nie widzę jej Harry. Ona na pewno tu jest? – odezwał się rozmarzonym głosem rudzielec, rozglądając się i próbując zajrzeć do gabinetu.

– Eliksir miłosny? – spytał Snape, a Harry skinął głową.

– Weasley połknął eliksir miłosny? – Obok Snape'a pojawił się nagle Draco Malfoy. – Muszę to zobaczyć. Ale numer – powiedział, patrząc na Rona. – Która go tak urządziła?

– Obaj do środka – polecił im Mistrz Eliksirów i Harry wciągnął przyjaciela do środka. – Nie mogłeś zrobić antidotum, Potter? – spytał. – To nie jest trudna mikstura i nawet ty mógłbyś sobie poradzić.

– Powiem szczerze, że okoliczności nie sprzyjały warzeniu – burknął Złoty Chłopiec.

– Hej skarbie. – Ron nagle uznał, że poprzytula się do Draco, który odskoczył od niego jak oparzony.

– Będę ci to wypominał do końca życia, Weasley! – syknął blondyn, a potem popatrzył na opiekuna swojego domu, żeby coś zrobił.

Mistrz Eliksirów z prawdziwym trudem zachował kamienną twarz. Harry zauważył, jak drga mu kącik ust, kiedy szedł do składziku po odpowiednie składniki. Kilka minut później mieszał już w kociołku.

– To, komu zawdzięczamy tę komedię romantyczną? – spytał.

– O tak! Też chciałbym to wiedzieć – odezwał się Malfoy, który musiał wysłuchiwać miłosnych wyznań Rona, podczas gdy ten opisywał mu urodę dziewczyny.

– Romildzie Vane – powiedział niechętnie Harry. – Wcisnęła mi do rąk Kociołkowe Pieguski i Ron się nimi poczęstował. Jak widać, były naszpikowane eliksirem miłosnym.

– Ostatnio sporo osób o tobie mówi, Potter – zauważył Ślizgon. – Gdybyś chciał, mógłbyś dawno stracić cnotę.

Harry miał wrażenie, że nagle zapomniał, jak się oddycha. Gdyby tylko Malfoy wiedział, że cnotę to on stracił z opiekunem Slytherinu, jak nic dostałby zawału. Nie skomentował wypowiedzi chłopaka i tylko zerknął na mężczyznę przy kociołku. Snape zachowywał się tak, jakby w ogóle nie usłyszał wypowiedzi blondyna.

– To nie jest twoja sprawa, Malfoy – powiedział tylko Złoty Chłopiec.

– No tak. Gryfoni i ich odwieczny romantyzm i marzenie o miłości do grobowej deski.

– A to coś złego? – Harry popatrzył wymownie na Ślizgona.

– Nie, ale bardzo mało realne. Długo jeszcze? Zaraz przeklnę Weasleya, że muszę wysłuchiwać tych głupot.

– Wytrzymaj jeszcze kilka minut – polecił mu Snape.

– Doprawdy, Potter. Nie mogłeś iść po pomoc do Slughorna? – syknął blondyn, którego Ron ponownie próbował objąć i wypłakać mu się z jakiegoś powodu na ramieniu. – Na gacie Merlina, Weasley! Uspokój się, bo dziewczyna odwróci się na pięcie i tyle ją będziesz widział. Wyjąc, nie zrobisz na niej wrażenie.

– Nie mogłem do niego iść, bo gość patrzy na mnie jak na trofeum, którego nie zdobył – burknął Złoty Chłopiec.

– Czyli Horacy próbował cię już zwerbować do swojego Klubu Ślimaka? – spytał Severus, studząc eliksir.

– Próbował już w pociągu. Odmówiłem.

– Klub Ślimaka! – prychnął blondyn. – Co za durna nazwa!

Harry uśmiechnął się lekko. Doskonale wiedział, że blondyn burzył się, bo sam nie otrzymał zaproszenia. W oczach Slughorna nie przedstawiał żadnej wartości. Nie był nawet jakimś wybitnym uczniem, więc nowy profesor eliksirów nie zwrócił na niego uwagi. Z początku Malfoy próbował zwrócić na siebie uwagę poprzez pryzmat swojego dziadka, ale to nie przyniosło rezultatów. Najwyraźniej Slughorn słyszał o działalności Lucjusza na rzecz Voldemorta.

– No trochę dziwna – zgodził się z nim Harry.

– Do dna, panie Weasley – powiedział w końcu Snape, podając chłopakowi fiolkę.

– Co to? – spytał nadal niezbyt przytomnym głosem.

– Na uspokojenie.

Ron jednym haustem wypił eliksir i kilka sekund później mogli obserwować, jak na jego twarzy pojawia się najpierw niedowierzanie, a potem szok.

– Milcz, fretko – mruknął rudzielec stanowczo, widząc złośliwą minę blondyna.

– Chyba kpisz? – spytał i nagle zaczął się śmiać. – Nie zapomnę tego do końca życia. To było po prostu piękne! Pomijając oczywiście, twoje próby klejenia się do mnie. Jesteś pewien, że chłopcy cię nie kręcą? W końcu jestem całkiem przystojny.

– Zapomnij Malfoy! Jestem tolerancyjny, ale musiałbyś mieć biust, żebym zwrócił na ciebie uwagę!

– Jeśli skończyliście te dziwne umizgi, to wynocha! – powiedział stanowczo Snape. – Jest pora obiadowa. Jazda do Wielkiej Sali. Ty też Draco – polecił. – Przynieś mi potem resztę tych ciastek – mruknął cicho do Harry'ego z jakimś dziwnym błyskiem w oczach, którego chłopak jeszcze nigdy u niego nie widział. – Trzeba się ich pozbyć.

Harry pokiwał głową i obiecał zjawić się później, kiedy wszyscy się położą. Szkoda, że nie będzie mógł zostać w komnatach mężczyzny. Przypomniał sobie ostatni tydzień na Spinner's End, gdy spali w jednym łóżku. To było naprawdę miłe, czuć większe, ciepłe ciało obok siebie i tęsknił za tym.

Złoty Chłopiec zastanawiał się, czy po wojnie Snape chciałbym podtrzymać ich znajomość. Harry były już wtedy zapewne pełnoletni, ale wątpił, żeby Mistrz Eliksirów myślał o nim w kategoriach stałego związku. Na razie nadal był nastolatkiem, który miał masę problemów do rozwiązania.

Harry miał szczerą nadzieję, że z czasem się to zmieni.