- Rose, czy mówiłem ci już, że jak warzysz eliksiry, wyglądasz niesamowicie?

"Nikt nic nie powiedział. Po prostu jestem przepracowana i moja wyobraźnia płata mi figle", pomyślała Rose i wciągnęła nosem powietrze. Scorpius Malfoy znów przekraczał granice. Wszelkie znane jej granice. Jak on śmie w ogóle zwracać się do niej w taki sposób? - oczywiście gdyby był to, na (zupełnie przypadkowy) przykład, Charles Fox, Rose oczywiście nie miałaby nic przeciwko temu, żeby tak się do niej odezwał.

Lekcja eliksirów dobiegała końca i profesor Slughorn, który skończył właśnie przechadzać się po klasie, usiadł za biurkiem i poprosił uczniów o pozostawienie probówek z próbkami uwarzonych przez nich mikstur. Rose, starając się nie przelać swojej fiolki, skupiła się na poleceniu profesora, kątem oka dostrzegła jednak, że na tej absorbującej czynności skupiona jest nie tylko ona. Scorpius Malfoy, zamiast zająć się swoją pracą, gapił się na nią z uwagą. Rose, hamując napływ irytacji, zignorowała jego palące spojrzenie. "Głupi", pomyślała i zakorkowała fiolkę. Odesławszy ją zaklęciem na biurko Slughorna, opróżniła swój kociołek, spakowała wszystkie przybory do torby i opuściła swoje stanowisko pracy. Czuła na sobie spojrzenie Scorpiusa i gdy tylko wyszła z sali, odetchnęła głęboko. Nie było dla niej nowością, że Malfoy od początku czwartej klasy (a może to było jeszcze w trzeciej?) stał się bardzo śmiały w swych marnych, jak dla Rose, próbach flirtowania z nią, ale od kiedy zaczął jej się podobać Charles Fox, podrywy Scorpiusa stały się dla Rose dosyć niebezpieczne. I to nie dlatego, że był w tym agresywny czy namolny (namolny może i owszem, trochę), ale w umyśle Rose zrodziła się obawa, że przez głupie wybryki Ślizgona, Charles mógłby sobie pomyśleć, że Rose kręci z Malfoyem. A tego akurat nie chciała. Zamyślona, nie słyszała nawoływania w jej stronę. Nagle jej kuzyn, Albus, klepnął ją dość mocno w ramię, na co przestraszona i zaalarmowana Rose, wyciągnęła różdżkę.

- Hej, Rose, to tylko ja! - zawołał przestraszony chłopak. Rose zmierzyła go podejrzliwym spojrzeniem i schowała różdżkę.

- Wybacz, - westchnęła, - nie wiedziałam, że to ty. Po prostu nie lubię, gdy ktoś tak nagle na mnie napada.

Albus przyjrzał jej się uważnie. Rose, nie mogąc znieść jego dziwnego, w jej odczuciu, spojrzenia, odwróciła się i ruszyła w kierunku Wielkiej Sali. Albus podążył za nią.

- Czemu za mną idziesz? I gdzie twój kumpel? - zapytała, siląc się na beztroski, wolny od podejrzliwości ton. Albus zaśmiał się krótko.

- Muszę mu przekazać, że o niego pytałaś. Będzie wniebowzięty - zażartował. Rose prychnęła z irytacją. "Też coś."

- Nie pytam, bo mnie to interesuje. Raczej ciekawi mnie fakt, że zrezygnowałeś z jego towarzystwa na rzecz mnie. Zazwyczaj bywa odwrotnie - powiedziała. Albus uśmiechnął się nieznacznie.

- Pobiegł do dormitorium po książkę od starożytnych runów - wyjaśnił. Rose zerknęła na kuzyna. Bardzo dziwne było to, że Scorpius poszedł po coś do swojej sypialni bez towarzystwa swego jedynego przyjaciela, a ów przyjaciel zaczepił akurat Rose Weasley na szkolnym korytarzu.

- A tak na serio, to po co ze mną idziesz? Chcesz mnie znów pouczać jak powinnam się zachowywać w stosunku do ludzi, którzy mnie irytują i których niezbyt lubię? - zapytała nienaturalnie uprzejmym tonem. Twarz Albusa stężała.

- Nie pouczać. Mogę ewentualnie nadmienić, że nie podoba mi się twoje zachowanie w stosunku do Scorpiusa, ale to już chyba wiesz. Po prostu, zauważyłem, że trzymasz się ostatnio z tym Krukonem, Charlesem Foxem. Ciekawi mnie to - powiedział niewinnym tonem Albus, bacznie jednak obserwując gwałtownie rumieniącą się na twarzy Rose.

- A kiedy mnie z nim ostatnio widziałeś? - wycedziła przez zęby Rose. Albus trafił w sedno. Osiągnął dokładnie to, co chciał osiągnąć - sprawdził, czy Rose zareaguje w jakiś niedwuznaczny sposób na niewinną uwagę dotyczącą Charlesa Foxa. Wzruszył, niby od niechcenia, ramionami.

- Scorpius mi wspomniał, że zawsze po starożytnych runach czekacie na siebie nawzajem i rozmawiacie pół drogi, aż do Sali Wejściowej - odparł Albus. Rose prychnęła.

- Istnieje różnica pomiędzy "zauważyłem" a "Scorpius mi wspominał", nie sądzisz, Al?- zapytała Rose. Albus nie uznał za stosowne odpowiadać na to ewidentnie złośliwe pytanie. Tajemniczy uśmiech błąkał mu się na ustach - otrzymał odpowiedź na swoje pytanie, nawet jeśli odpowiedź była niewerbalna, jednak nie mógł się powstrzymać przed lekkim dogryzieniem krnąbrnej kuzynce:

- Jak jechaliśmy do Hogwartu, wtedy po świętach, siedzieliście w przedziale tylko we dwoje i nie byłaś zadowolona, że ktoś się do was dosiada...

- Nie byłam zadowolona, że Scorpius Malfoy się do nas dosiada - sprecyzowała Rose. - A teraz wybacz, ale naprawdę nie mam ochoty rozmawiać o Scorpiusie, więc jeśli nie masz już innego tematu do rozmowy, to po prostu ją zakończmy. Nie czuj się urażony, ale znasz moje zdanie, Albusie – powiedziała cierpko Rose. Albus, wbrew temu, co można było sobie wyobrazić, nie poczuł się ani trochę urażony. Był z siebie nawet raczej zadowolony – dowiedział się czegoś istotnego i to mu wystarczyło. I choć czuł nieraz ogromną tęsknotę za rozmowami z dawną Rose, tą, którą poznał w czasach dzieciństwa, to nie mógł zrobić w tym momencie nic innego, jak powiedzieć:

- Jak uważasz. – Rose dzięki tym słowom nie była w stanie zauważyć nic podejrzanego i niecodziennego w zachowaniu Albusa, a jedynie jego standardowe próby zmiany jej nastawienia względem Scorpiusa. Rose nie mogła domyślić się, że Albus chciał tylko wybadać jej reakcję na myśl o tym, że mogłoby ją coś łączyć z Charlesem Foxem. Rose spojrzała z wyrzutem na kuzyna i pozwoliła mu zostać w tyle.

...

Wchodząc do Wielkiej Sali, Rose rozejrzała się za swoją najlepszą koleżanką. Nie dostrzegła jej jednak przy stole Gryffindoru, więc wzruszyła lekko ramionami i usiadła na wolnym miejscu.

- Hej, Rosie. Wybacz, że tak wyleciałam z eliksirów, ale musiałam pójść po książkę do dormitorium – do Rose podeszła jej przyjaciółka.

- Wybaczam – odparła uśmiechnięta Rose. Greenie klapnęła ciężko na krzesło obok i natychmiast nałożyła sobie sporo pieczonych ziemniaków. - Chociaż fakt, że nawet nie zadbałaś o to, żebyśmy usiadły razem w pociągu jest raczej mało wybaczalny - dodała.

- Oj, nie dąsaj się już. Zresztą podróż spędzilaś chyba w całkiem niezłym towarzystwie...

Rose prychnęła. W jednej trzeciej towarzystwo z przedziału było więcej niż niezłe, ale reszta...

- Jak nastrój przed runami? – zapytała Greenie i zabrała się do jedzenia. Rose zerknęła szybko w stronę stołu Krukonów – Charles siedział w towarzystwie dwóch kolegów i żywo o czymś dyskutował. Rose zamyśliła się o tym, jak to miło byłoby móc dosiąść się do nich i dołączyć do dyskusji – o czymkolwiek by ona nie była...

- Ziemia do Rose, halo! – zawołała Greenie i uszczypnęła lekko Rose w wierzch dłoni. Dziewczyna natychmiast wyrwała się z zamyślenia.

- W porządku. Ciekawa jestem, czy Charles się domyśla – odpowiedziała.

- Daj spokój, chłopcy są zupełnie ciemni. Nie domyślą się, że podobają się jakiejś dziewczynie, dopóki ta nie wyskoczy przed nimi z transparentem wielkości boiska do quidditcha z napisem „bujam się w tobie". Nie grozi ci zdemaskowanie – stwierdziła Greenie. Rose spojrzała na nią z ciekawością.

- A ty skąd jesteś tego taka pewna? – zapytała. Greenie wzruszyła ramionami.

- Po prostu. Doświadczenie i przeczucie – odparła zwięźle. – Trzeba im takie rzeczy sugerować, delikatnie, oczywiście, ale, mimo wszystko, raczej dobitnie – dodała. Rose uśmiechnęła się pobłażliwie.

- A skąd masz to doświadczenie i przeczucie? – zapytała. Greenie wzdrygnęła się, jakby pytanie Rose uraziło ja w jakiś sposób i zaczęła uważnie przyglądać się Charlesowi, jakby chciała ocenić, czy Rose dokonała dobrego wyboru.

- Nie jest ważne skąd, ale ważne, że mam. Jeśli nie będziesz mu dawać znaków, on będzie myślał, że nie ma u ciebie szans i odpuści sobie, zanim w ogóle zacznie się starać – zawyrokowała Greenie. Rose ponownie zamyśliła się głęboko. Charles nadal dyskutował z kolegami. W pewnym momencie jeden z nich, chyba Caspian, jak usiłowała przypomnieć sobie Rose, bo chłopak grał na pozycji pałkarza w drużynie Ravenclawu, szturchnął Charlesa w ramię, a ten spojrzał w stronę Rose, która wciąż się na niego gapiła zamglonym wzrokiem. Zauważyła, że Charles speszył się i chyba nawet... zarumienił? „Nie może być...!" pomyślała i spuściła wzrok. Uszczypnęła pod stołem Greenie w udo.

- Auć! Co jest? – syknęła dziewczyna i przejechała łagodnie dłonią po nodze, jakby chciała ją w jakiś sposób uleczyć.

- Nie gap się tak na nich! – szepnęła Rose z oczami utkwionymi w swoim talerzu. Greenie pociągnęła gwałtownie nosem.

- Czemu? Popatrzył na nas, wielkie halo – powiedziała nonszalancko, jakby fakt, że Charles Fox patrzy na Rose Weasley i jej koleżankę, był najnaturalniejszą rzeczą na świecie.

- No właśnie! Popatrzył na nas! On już na pewno wie! – jęknęła spanikowana Rose. Greenie jakby w ogóle się nie przejęła tym druzgocącym faktem i spojrzała na koleżankę z politowaniem.

- Rose... Jeśli będziesz nadal zachowywać się jak nieśmiałek potraktowany Confundusem, to raczej nie wróżę ci sukcesu, ale jak się już uspokoisz, to mam dla ciebie ciekawe spostrzeżenie – powiedziała Greenie. Rose spojrzała na nią wyczekująco, ale Greenie jakby w ogóle nie spieszyła się z odpowiedzią. Rose z natury była raczej niezbyt cierpliwa, a już zwłaszcza w kwestiach tak istotnych jak Charles Fox. Greenie zaśmiała się cicho.

- Chyba mu się podobasz, po prostu – oświadczyła i zabrała się za resztę ziemniaków na swoim talerzu. Rose udała, że informacja ta nie poruszyła jej zbytnio, jednak pod jej gęstą czupryną aż wrzało. Myśl, że również podoba się Charlesowi, otworzyła przed nią nowe możliwości – z możliwością poczucia się przy nim zwyczajnie i swobodnie na czele.