Rose Weasley, jako prefekt Gryffindoru, miała ten przywilej, że mogła korzystać ze wspaniałej i niezwykle wygodnej łazienki prefektów. Po całym dniu wypełnionym siedzeniem w książkach (i liście od rodziców, w którym mama, pięćdziesiąty już chyba raz w tym roku, przekonywała ją do skrupulatnej nauki, a tata do „utarcia nosa temu blondaskowi od Malfoyów"), Rose z wielką ulgą i nieukrywanym entuzjazmem zrzuciła z siebie wszystkie ubrania i, gdy tylko wanna wielkości niedużego basenu zdążyła się napełnić, wskoczyła do wody. Rose uwielbiała korzystać z łazienki prefektów, jednak ze względu na fakt, iż była dość oddalona od wieży Gryfonów, praktyczniejsze było korzystanie z łazienki w dormitorium dziewcząt. Łazienkę prefektów Rose traktowała jako miły dodatek i dobrą alternatywę dla zabiegów relaksacyjnych, jakie lubiła nieraz stosować, a które nie zawsze były możliwe do wykonania ze względu na obecność innych dziewczyn w dormitorium. W łazience prefektów nie było jednak zbyt dużej możliwości na obecność intruzów. Siedząc na kamiennej ławce, zanurzona po samą szyję w gorącej wodzie koloru bladego różu (Rose uwielbiała różaną sól morską i różaną piankę), Rose usłyszała dziwne klikanie dochodzące z okolic drzwi. „Nie ma opcji, żebym nie zamknęła drzwi", zaśmiała się w duchu Rose. Mina jej zrzedła, gdy usłyszała kroki. A potem znajomy głos powiedział:

- O mój Boże, przepraszam! J-ja nie chciałem... t-to niechcący... Drzwi nie były zamknięte i pomyślałem... ż-że można...

Scorpius Malfoy. Ostatnia osoba, którą Rose miała ochotę ujrzeć i ostatnia osoba, którą Rose miała ochotę ujrzeć w łazience. Zauważyła, że Scorpius zasłaniał oczy ręką. Przestraszona i zła, zebrała pianę do siebie, żeby maksymalnie się zasłonić.

- Wyjdź, Malfoy! – warknęła.

- Rose, to ty?! – zapytał Scorpius, a w jego głosie dało się słyszeć oszołomienie. Z dłonią wciąż przyklejoną do twarzy odwrócił się tyłem do wanny. Rose była nieco zaskoczona. Scorpius, który od początku ich znajomości dawał jej jasne sygnały co do swoich uczuć względem niej, nie próbował w żaden sposób wykorzystać tego dość żałosnego położenia, w jakim Rose obecnie się znalazła. Każdy chłopak, który znalazłby się w takiej sytuacji z dziewczyną, która mu się podoba, prawdopodobnie próbowałby jak najwięcej skorzystać z takiej okoliczności, jednak Scorpius zdawał się być autentycznie zawstydzony i zażenowany faktem, iż zastał Rose nagą („o Boże, co za katastrofa!") w wannie po zmroku i to w łazience, do której dostęp miało raptem osiemnaście osób z całej ich szkoły. Czy to znaczy, że Scorpius, mimo iż raczej na nią „leci", ma do niej tak duży szacunek, że nawet nie próbuje podglądać?

- To ja, a teraz proszę cię, wyjdź – powiedziała Rose zaskakująco łagodnym tonem.

- Oczywiście, wychodzę natychmiast. Poczekam na zewnątrz, i tak nie mam nic do roboty – rzekł Malfoy i – sądząc po odgłosach odbijania się ciężkiej masy od ścian oraz drzwi – nadal z zasłoniętymi oczami wyszedł z łazienki prefektów. Po około dwudziestu minutach, gdy Rose wychodziła z łazienki, natknęła się na Scorpiusa. Siedział na podłodze blisko drzwi do łazienki. Na widok Rose zrobił się niesamowicie czerwony, czego Rose raczej się po nim nie spodziewała – przyzwyczaiła się do jego raczej bladej skóry i nie sądziła, że jest zdolna przybrać inną barwę. Rose również zarumieniła się lekko.

- Przepraszam cię za to – odezwał się Scorpius. – To naprawdę był całkowity przypadek.

- W porządku, nie twoja wina – odrzekła Rose, zaskoczona swoją uprzejmością w stosunku do Malfoya. – Mogłam dokładniej sprawdzić, czy drzwi są zamknięte – dodała. Rzuciła okiem na twarz Scorpiusa. „W półmroku wygląda wcale nie najgorzej", pomyślała Rose i mruknęła z dezaprobatą, słysząc w głowie tę myśl. Scorpius jakby to zignorował. Ze spuszczoną głową, zrobił parę kroków w kierunku łazienki. Rose uznała to za koniec „rozmowy" i odwróciła się tyłem do łazienki. Za plecami usłyszała, jak Scorpius gwałtownie wciąga powietrze nosem, jakby podejmował trudną decyzję.

- Rose – powiedział. Rose przystanęła, ale nie odwróciła się w jego kierunku.

- Słucham? – szepnęła.

- Pachniesz pięknie, Rose.

...

Od czasu dziwnego incydentu w łazience prefektów minęły dwa dni, jednak Rose przyłapała się już chyba z tuzin razy na tym, że ciągle wraca myślami do tamtego wydarzenia. Kiedy popołudniu, dosłownie parę godzin przed wydarzeniami łazienkowymi, Charles Fox zapraszał ją na randkę na sobotę, była niesamowicie podekscytowana i resztę dnia spędziła na rozmyślaniu o tym nadchodzącym wydarzeniu, ale od momentu, gdy Scorpius Malfoy "przyłapał" ją na kąpieli, nie była w stanie myśleć o niczym innym, jak o właśnie tym zdarzeniu. W sytuacjach, w których Scorpius był wobec niej śmiały i próbował flirtować, Rose zwykle wyobrażała sobie, co by zrobiła, gdyby na miejscu Scorpiusa był Charles. Teraz, myśl o byciu nagą w obecności Scorpiusa, nie dawała Rose spokoju. Wariacje na temat łazienkowej przygody pojawiały się w jej głowie dość często, jednak w żadnej z nich nie było Charlesa i to niepokoiło Rose. Próbowała wyobrazić sobie całe to zdarzenie, dokładnie w taki sposób, w jaki przebiegało (bez żadnych absurdalnych kombinacji), z tą różnicą, że zamiast Scorpiusa Malfoya, w wydarzeniu uczestniczył Charles Fox. Rose jednak, w jakiś absurdalny sposób, czuła, że Charles absolutnie do tego wydarzenia nie pasuje, że jedynym prawowitym jego uczestnikiem jest właśnie Scorpius. Rose była zaskoczona i nawet przerażona tą myślą. Szczególnie poruszało jej wyobraźnię ostatnie zdanie wypowiedziane przez Scorpiusa - "pachniesz pięknie, Rose". W chwili, gdy Scorpius wypowiadał te słowa, Rose poczuła się obnażona jak nigdy wcześniej. To tak, jakby Scorpius czuł jej nagą skórę, dotykał jej. Rose aż zrobiło się gorąco na wspomnienie tego dziwnego uczucia. Jakieś dziwne ciepło rozlało się w okolicach jej podbrzusza, coś, czego nigdy jeszcze nie czuła, nawet w obecności Charlesa Foxa. Położyła się na wznak na swoim łóżku i wpatrzyła się w baldachim.

- Tutaj się chowasz! - zawołała Greenie na widok leżącej na łóżku Rose. - Wszędzie cię szukałam, nawet pytałam Malfoya, czy nigdzie cię nie spotkał - dodała. Rose zakrztusiła się własną śliną na wzmiankę o Scorpiusie. "Chyba dobry powód, żeby przestać o nim myśleć", pomyślała Rose i usiadła na łóżku w raczej dość żałosnej pozycji.

- Możesz mi powiedzieć, dlaczego od dwóch dni zachowujesz się dziwnie? – zapytała Greenie, łapiąc się pod boki. Wyglądała przy tym jak młodsza blond wersja babci Molly. Rose zachichotała na to porównanie.

- Dziwnie, czyli...?

- Unikasz wszystkich, znikasz zaraz po zajęciach, unikasz nawet biblioteki! – oznajmiła Greenie. Rose spojrzała na nią zaskoczona. Greenie usiadła na swoim łóżku i wpatrywała się w Rose wyczekująco.

- Nieprawda. Tak jakoś wychodzi... – wybełkotała Rose. Greenie spojrzała na nią z podejrzliwym uśmiechem na twarzy.

- No i najważniejsze: czemu nie powiedziałaś mi, że masz w sobotę randkę z Charlesem? – zapytała. Rose zamrugała szybko, jakby próbowała odgonić od siebie jakieś niepożądane prądy.

- A ty skąd wiesz? Przecież ci nie mówiłam.

- No właśnie, nie mówiłaś. A wiem od Scorpiusa – oznajmiła Greenie. Rose wybałuszyła oczy.

- Jakim cudem on ci to powiedział? – zawołała. Greenie rzuciła jej spojrzenie pełne wyrzutu.

- Hej, to raczej ja powinnam zapytać ciebie, jakim cudem on wie o tej randce, a ja nie – powiedziała urażonym tonem.

- Wybacz, Greenie. Po prostu Charles zaprosił mnie w bibliotece, kiedy siedział tam również Scorpius i on to po prostu usłyszał – wyznała Rose. Była wdzięczna temu całemu zbiegowi okoliczności – nagłe wtargnięcie Greenie z pretensjami o dziwne zachowanie Rose, kompletnie zbiło ją z pantałyku, jednak usprawiedliwienie (oczywiście sztuczne) na owo dziwne zachowanie przyszło dość nieoczekiwanie. Rose, przez całą tę aferę w łazience, zupełnie zepchnęła mysli o randce z Charlesem na dalszy plan. Randka była jednak ważniejsza niż jakieś głupie zdarzenie z łazienką, Rose i Scorpiusem w roli głównej i to tym musiała się teraz zająć.

- Byłaś kiedyś na randce, Greenie? – zapytała Rose, która poczuła się nieco niezdarnie z faktem, iż mając już piętnaście – za dwa tygodnie szesnaście - lat, nie miała za sobą ani jednego damsko-męskiego doświadczenia. Do tej pory tylko wyobrażała sobie romantyczne spotkania z nią i Charlesem Foxem, ale kompletnie nie miała pojęcia o randkowaniu.

- Tak, ale to było, kiedy miałam dziesięć lat i chodziłam jeszcze do mugolskiej podstawówki – powiedziała Greenie. Rose spojrzała na nią z zaskoczeniem. Dziesięć lat to, jak na gust Rose, dość wczesny wiek na randkę, dlatego ciekawa była wszystkiego, co robi się na takim spotkaniu.

- Nie wyobrażaj sobie za dużo – westchnęła Greenie. – Wiesz co to jest kino?

Rose poczuła się urażona tym pytaniem.

- Oczywiście, że wiem! Po pierwsze, chodzę na mugoloznawstwo, po drugie, moja mama pochodzi z rodziny niemagicznej, po trzecie, byłam kiedyś w kinie z dziadkami. Wspaniała sprawa, powinni to zbudować na Pokątnej – oznajmiła Rose.

- O, wybacz, Rosie.

- Nieważne. Ale zdajesz sobie sprawę, że randka dziesięciolatków raczej różni się od randki szesnastolatków, prawda? – zapytała Rose z przekąsem. Greenie przewróciła oczami.

- Oczywiście, że tak. Zapytałaś, czy byłam kiedyś na randce, więc odpowiedziałam ci zgodnie z prawdą.

- Ech, no tak – westchnęła Rose.

- Po prostu wyluzuj. Jak będziesz spięta, to ci w niczym nie pomoże – powiedziała Greenie. Rose spojrzała na koleżankę sceptycznie. Nie była pewna, czy wystarczy tylko „wyluzować", żeby spotkanie należało do udanych. Ciężko było się Rose wyluzować w obecności Charlesa w normalnych warunkach, a co dopiero na randce. A już zwłaszcza ciężko będzie jej się wyluzować, gdy nieoczekiwanie przed oczami stanie jej obraz Scorpiusa mówiącego jej, że pachnie pięknie. Z rezygnacją podniosła się z łóżka i wygrzebała ze swojej szafki ręcznik i kosmetyki do kąpieli.

- Idę się wykąpać – oznajmiła. Greenie spojrzała na nią że zrozumieniem.

- Do łazienki prefektów? – zapytała. Rose spojrzała na nią z paniką w oczach. Od czasu spotkania ze Scorpiusem w łazience prefektów, unikała tamtych okolic jak ognia.

- Nie, wezmę tylko szybki prysznic w naszej łazience – odpowiedziała Rose. Greenie spojrzała na nią z lekkim zaskoczeniem.

- Myślałam, że przed randką z Charlesem będziesz chciała się jakoś bardziej zrelaksować – mruknęła. Rose wstrzymała oddech.

- Jestem chyba zbyt zmęczona, żeby się dobrze zrelaksować. Szybko się wykąpię i od razu pójdę spać.