Fragment króciutki, ale skoro jest, to go wrzucam. Wybaczcie zastój w aktualizacjach, życie daje się we znaki.
Betowała Pantera.
27.
Śpiesząc korytarzem do komnat, gdzie czekają na nią Harry i Śmieszka, gratuluje sobie w myślach nadzwyczaj udanej wyprawy. Chce wierzyć, że nareszcie uśmiechnęło się do niej szczęście i od tej pory już wszystko będzie zmierzać ku lepszemu. W końcu nieczęsto spotyka się na swojej drodze ludzi takich jak młody Crouch. Potrzebuje teraz jakichkolwiek sukcesów, nawet tych małych, które z perspektywy czasu okażą się zaledwie symboliczne. Każdy z nich pozwoli jej przełamać trwający impas i odzyskać na nowo zapał do działania.
W biegu zrywa z głowy kaptur i sięga do broszy spinającej poły płaszcza, by zsunąć go z ramion, jednak gdy pokonuje ostatni dzielący ją od celu zakręt, gwałtownie zwalnia. Ma wrażenie, że w ułamku sekundy straciła czucie w palcach. Pod drzwiami prowadzącymi do jej mieszkania stoi Snape. Zaalarmowany odgłosem nadciągających ku niemu kroków, odwraca się, szukając czujnym wzrokiem źródła dźwięku. Na widok Lily wyraźnie się uspokaja. Powoli zakłada ręce za plecy i uśmiecha się dziwnie, samym kącikiem ust. Jego nieprzenikniony wyraz twarzy zwiastuje kłopoty.
— Dosłownie przed chwilą twoja skrzatka powiedziała mi, że wyszłaś na spacer — informuje na przywitanie złudnie lekkim tonem, po krótkiej pauzie dorzucając: — Bardzo nalegała, żebym wrócił później, ale oto jesteś.
— Co za zbieg okoliczności — komentuje nie bez cienia ironii Lily, przystając z nieufną miną kilka kroków dalej.
— Pogoda raczej nie sprzyja spacerom. Bardzo dziś wietrznie — zauważa niby od niechcenia Snape, po czym wykonuje w jej stronę niedbały ruch ręką. — Czy mogłabyś już ją zdjąć? Wygląda to trochę makabrycznie.
Lily przypomina sobie, że za wyjątkiem głowy reszta jej ciała wciąż pozostaje niewidzialna dla innych. Prędko ściąga pelerynę, przedtem koszmarnie długo majstrując drżącymi palcami przy broszy i celowo unikając uporczywego spojrzenia Severusa. Nie rozumie, dlaczego nagle zaczęła odczuwać silne zdenerwowanie, jakby wciąż jeszcze nie przyzwyczaiła się do tego, że Snape nigdy nie potrzebował peleryny-niewidki, zaklęć maskujących czy iluzji, aby przyprawić ją o zawał serca.
— Nie myślałem, że tak szybko zaczniesz jej używać.
Imię Jima tym razem nie pada wprost, jednak gdy oczy Snape'a omiatają trzymany przez nią w dłoniach srebrny płaszcz, jego oschły uśmiech przekształca się z zadziwiającą płynnością w niekontrolowany grymas wstrętu. Między nimi zdaje się unosić jakieś uparcie powracające echo, nieblednący cień obecności Jamesa, który utrudnia im wypowiadanie słów. Lily niemal czuje przez skórę, jak atmosfera momentalnie gęstnieje, a w powietrzu zaczyna narastać wroga cisza. Usiłując zignorować skrzywione z niesmakiem wargi Severusa, bierze głęboki oddech i pyta z wymuszonym spokojem:
— Czy ta rozmowa ma jakiś konkretny cel?
— A musi mieć? — odpowiada pytaniem Snape, jakby postawił sobie za punkt honoru wytrącić ją z równowagi. — Kiedyś potrafiliśmy rozmawiać o wszystkim.
Lily jest zaskoczona i zbita z tropu tym niespodziewanym odwołaniem do łączącej ich przed laty przyjaźni. Wydaje jej się przez chwilę, że na twarzy Severusa błysnęło zimne rozbawienie — a może był to po prostu jeden z jego nieudanych uśmiechów.
— Kiedyś potrafiliśmy ze sobą rozmawiać — precyzuje Lily, nie umiejąc pozbyć się ze swojego głosu zdradliwej nuty goryczy.
— Wciąż jesteś na mnie zła? Wydawało mi się, że ostatnim razem udało nam się rozstać we względnie dobrej atmosferze.
— Nie, nie jestem zła — rzuca niecierpliwie Lily, podchodząc do drzwi i wymownie kładąc dłoń na klamce. — Po prostu nie mam teraz ochoty się o nic sprzeczać.
Snape schodzi jej z drogi, uprzejmie rezygnując z blokowania przejścia. Zamiast tego zakłada ręce na piersi i opiera się o mur tuż przy drzwiach, skąd posyła jej ni to rozbawione, ni poirytowane spojrzenie.
— Sprzeczać? — powtarza cicho, jakby smakując to słowo. — Czy każdą rozmowę ze mną traktujesz jak potencjalną sprzeczkę?
Lily spogląda na niego z rosnącym niedowierzaniem.
— Powiesz mi wreszcie, o co tak naprawdę ci chodzi, czy będziemy tu stali do rana?
Jak na zawołanie, fałszywy uśmiech Snape'a gaśnie, a jego twarz ciemnieje.
— Gdzie byłaś, Lily?
Lodowaty ton Severusa sprawia, że po jej plecach przebiega nieprzyjemny dreszcz. Czuje na gardle dławiący uścisk ogarniającej ją stopniowo paniki.
— Powinieneś to wiedzieć, podobno rozmawiałeś ze Śmieszką — próbuje ratować sytuację, lecz z ust Snape'a wyrywa się jedynie pogardliwe prychnięcie.
— Następnym razem zaangażuj bardziej rozgarniętego skrzata.
— A to co? Dobra porada od doświadczonego szpiega? — drwi Lily, po czym ze złością celuje w niego palcem. — Nie chcę, żebyś mnie śledził, słyszysz? Znajdź sobie inne, zdrowsze hobby i zajmij się swoimi sprawami.
— To jest moja sprawa — przerywa jej wyraźnie rozdrażniony Snape. — Martwię się o twoje bezpieczeństwo, czy to źle?
— Twoja troska przejawia się w niepokojący sposób — odgryza się Lily. — Poza tym sam mówiłeś, że w Hogwarcie nic mi nie grozi. Zmieniłeś zdanie?
— Hogsmeade to nie Hogwart.
— A więc mnie śledziłeś — podsumowuje z mieszaniną ponurej satysfakcji i wzbierającej wściekłości Lily.
— A więc byłaś w Hogsmeade? — podchwytuje z nagłym zainteresowaniem Snape.
Lily ma przemożną ochotę rozkwasić mu nos, zupełnie jak tamtego dnia, kiedy nazwał ją szlamą. Naciska z determinacją klamkę, lecz prawie podskakuje, gdy wokół jej dłoni niespodziewanie oplatają się chłodne palce Severusa. Unosi odruchowo wzrok i zauważa, że Snape nachyla się ku niej. Znów zaczyna powoli tonąć w jego odurzającej obecności, jego bliskości, która przetacza się przez jej świadomość niczym wzburzona, porywająca wszystko na swojej drodze fala. Mruga i szybko kieruje spojrzenie z powrotem na drzwi w obawie przed legilimencją.
— Byłaś tam — rozstrzyga z niezachwianą pewnością Severus, a następnie dodaje z mroczniejszą nutą w głosie: — W czyimś towarzystwie.
Gdyby nie powaga całej sytuacji, Lily parsknęłaby śmiechem.
— Brzmisz, jakbyś był zazdrosny.
Jego oczy zwężają się, gdy usiłuje bez powodzenia zignorować jej kpinę. Uwalnia dłoń Lily ze swojego uścisku i prostuje się.
— Następnym razem, kiedy twój znajomy będzie chciał się spotkać, zaproś go do zamku — proponuje sarkastycznie Snape, po krótkim zastanowieniu dodając: — Wiesz, że będę musiał o tym poinformować Dumbledore'a.
Lily czuje, jak pod wpływem tych słów krew w jej żyłach przemienia się w lód. Nie jest specjalnie zaskoczona tą gwałtowną zmianą taktyki, jednak mimo wszystko uderza ją jego zimne wyrachowanie i to, że jak zawsze bezbłędnie odczytał jej obawy.
— Naprawdę został ci już tylko szantaż?
— To dla twojego dobra — odpiera beznamiętnie Snape.
— Ostatnio ilekroć to słyszę, zawsze spotyka mnie coś złego.
Wychwytuje w jego wcześniej niewzruszonej postawie wahanie i w tym upatruje swojej szansy.
— Proszę... — Lily wyciąga rękę i instynktownie łapie Severusa za ramię, jakby chciała zatrzymać go w miejscu. — To spotkanie musi pozostać tajemnicą. Albus nie może się o niczym dowiedzieć.
Snape patrzy ze zmarszczonym czołem na jej dłoń, a chwilę później przenosi swój badawczy wzrok na nią.
— Dlaczego? — pyta niemal obojętnie, lecz szczególny wyraz jego twarzy, ten ulotny, prawie niedostrzegalny cień dekoncentracji każe Lily przypuszczać, że umysł Severusa przeprowadza właśnie błyskawiczne kalkulacje.
— Bo będzie próbował mnie za wszelką cenę powstrzymać — odpowiada mu z całkowitą szczerością.
— Być może słusznie.
— Nie, on po prostu nie rozumie... — Lily zaczyna się jąkać, gdy wreszcie w pełni dociera do niej, że Snape może naprawdę spełnić swoją groźbę i tym samym pogrzebać wszelkie szanse na szybkie uwolnienie Syriusza. — Po prostu nie mam wyboru, nie mogę dłużej czekać.
— Czekać na co? Co chcesz zrobić, Lily?
Zamiera na chwilę z rozchylonymi ustami, zastanawiając się gorączkowo, co powinna teraz powiedzieć. Ma rozpaczliwą świadomość, że od tych konkretnych słów zależeć będzie prawdopodobnie powodzenie jej całego planu. Jeżeli zaprzepaści to wszystko jednym, nierozważnym komentarzem... Nawet nie potrafi sobie wyobrazić ewentualnych konsekwencji. Snape przypatruje się jej uważnie, jakby wyczuwał w powietrzu otaczającą ją aurę niepokoju. Zdaje się wiedzieć, że w tej sytuacji ma nad nią przewagę, i czerpać z tego niemałą satysfakcję, wnikliwie śledząc jej kolejne ruchy. Powiedzieć mu? — waha się Lily. Nawet o tym nie myśl, odzywa się w niej od razu nieugięty, bardziej racjonalny głos.
Wzdryga się, gdy Snape ponownie kładzie swoją rękę na jej dłoni. W duchu gani się za głupią reakcję. Chyba już nigdy nie zdoła na nowo przyzwyczaić się do jego dotyku. Ciekawi ją, czy zrobił to ze złośliwą premedytacją, zamierzając pogłębić jej niezdecydowanie, czy kierowało nim jednak coś innego, jakiś odruch będący przebłyskiem mimowolnej życzliwości.
— Mogę ci pomóc, ale musisz mi najpierw zaufać — mówi ostrożnie z neutralnym wyrazem twarzy Severus.
— Nie sądzę, że możesz mi pomóc — odpowiada ze smutkiem Lily. — A nawet gdybyś mógł, nie sądzę, żebyś chciał.
Palce Snape'a zaciskają się mocniej na jej dłoni i Lily wyczytuje w tym boleśnie intensywnym dotyku niewypowiedziany, parzący skórę żal.
— Czemu tak uważasz? — pyta bezbarwnym tonem Severus.
W tym momencie Lily podejmuje decyzję. Zdaje sobie sprawę z tego, że jest to decyzja nieodwracalna, która może stanowić potencjalne zagrożenie dla jej planu, jednak ma niejasne przeczucie, że właśnie tak powinna postąpić. Nie potrafi wytłumaczyć, skąd wzięło się w niej to niezachwiane przekonanie; wyrzuca sobie w myślach naiwność i idealizm, ale coś podpowiada jej, że musi chociaż spróbować.
— Ta sprawa dotyczy Syriusza — informuje pozornie obojętnym głosem, choć czuje, jak jej serce gwałtownie przyspiesza w oczekiwaniu na reakcję Snape'a.
Jest ona niestety znacznie gorsza, niż się tego spodziewała. Severus natychmiast sztywnieje, a jego spojrzenie robi się twarde i nieprzystępne. Jedno imię — tyle wystarczyło, by między nimi po raz kolejny wyrósł niewidzialny mur. Zrezygnowana, odwraca wzrok, nie chcąc dłużej obserwować grymasu wręcz namacalnej pogardy i złości wycelowanej w jej przyjaciela.
— Widzisz? Miałam rację — komentuje gorzko Lily, usiłując zlekceważyć dotkliwe poczucie zawodu. — Po prostu zapomnij o tym, co powiedziałam. — Wzdycha, próbując pogodzić się z faktem, że znowu podjęła złą decyzję.
— Zaczekaj.
Dziwnie zmieniony, ciężki od tłumionych emocji głos Severusa zatrzymuje ją w progu. Posyła mu pytające spojrzenie. Snape stoi na skraju kręgu światła roztaczanego przez pochodnię i zdaje się toczyć zażartą walkę z samym sobą. Oczy Lily wędrują powoli od jego zaciśniętej pięści do lekko uniesionych w napięciu ramion, aż w końcu spoczywają na jego wykrzywionej w skrajnej niechęci twarzy. Przez dłuższą chwilę Severus wpatruje się w nią w całkowitym milczeniu, po czym pyta tak cicho, jak gdyby każde wypowiadane słowo sprawiało mu fizyczny ból:
— Co chcesz, żebym zrobił?
