- Czyli w zasadzie można powiedzieć, że mamy dzisiaj wszelkie prawo do świętowania – ucieszył się Jamie, słysząc, że udział Eijiego w projekcie został potwierdzony.
- Tak, tak, będziesz mógł bez żadnych wyrzutów sumienia... – nie dokończył, krzywiąc się pod ciężarem jego ciała, gdy uwiesił się na nim obejmując go ramieniem.
- Pójdźmy do tej nowej knajpki z okonomiyaki, a później… - tym razem to jemu przerwano.
Eiji uciszył go, spoglądając z konsternacją na wyświetlacz dzwoniącego telefonu. Na ekranie widniało imię Max. Jamie doskonale wiedział do kogo należy oraz był świadomy, że jego osoba silnie wyzwala w Eijim wszystkie wspomnienia związane z Ash'em, zarówno te złe jak i dobre. Nie żeby robiło to większą różnicę, w końcu całe jego życie niezmiennie skupia się na tej jednej, nieosiągalnej już osobie.
- Cześć Max – przywitał się, przykładając telefon do ucha. Przez jego twarz przebiegł delikatny grymas, ewidentnie nie miał ochoty w tej chwili rozmawiać. Poniekąd było to zrozumiałe, miał niebywałą szansę zatracenia się choć na kilka godzin w beztroskie świętowanie swojego sukcesu i prowadzenie mało poważnych rozmów ze swoim przyjacielem. - Tak, coś się stało?… Nie, nie musi być specjalnego powodu byś mógł do mnie zadzwonić – dodał ciszej, siadając na pobliskiej ławce. - Ibe? Nie wiem, nie rozmawiałem z nim ostatnio… jakoś nie było okazji, obydwoje pracujemy w innych działach, więc… Z rodziną.. nie pamiętam, chyba w zeszłym tygodniu… Max, ja to wszystko wiem, chyba nie sądzisz, że robię to na przekór tobie lub komukolwiek innemu? - westchnąwszy oparł policzek na dłoni i zamknął oczy. - Rozumiem, ale niepotrzebnie i tak nie jesteś w stanie, nikt nie jest w stanie… Nie dlatego, po prostu nie potrafię – przerwał mu nieco uniesionym głosem. Eiji bardzo nie lubił, gdy otoczenie starało się wyzwolić go z kajdan cierpienia, zachowując się jakby doskonale rozumiało co przeżywa. Nie dopuszczał do siebie myśli, że któregoś dnia zapomni o Ash'u, nie potrafił wyobrazić sobie swojego przyszłego życia bez niego. Podczas gdy najbliżsi próbowali pomóc mu otrząsnąć się z tego marazmu i ruszyć dalej, on z całych sił desperacko trzymał się jego krawędzi. - Ok... Tak, w przyszłym miesiącu, właśnie przed chwilą wszystko zostało potwierdzone… Dziękuję… Yhy, Jamie jest ze mną... Dzięki, przekażę… Ok… Na razie.
Opuścił rękę i pochyliwszy się do przodu spojrzał martwym wzrokiem na siedzącego obok Jamiego.
- Masz pozdrowienia od Maxa.
- Dzięki, następnym razem też go pozdrów.
- Ok – rzucił cicho i wahając się czy powiedzieć coś jeszcze, ostatecznie odwrócił wzrok. Jamie doskonale wyczuwał wahania jego nastroju i z całą pewnością mógł powiedzieć, że właśnie w tej chwili uległ znacznemu obniżeniu.
- To co, wracamy do domu, a popołudniu wybierzemy się na okonomiyaki? - zapytał Jamie po kilku minutach ciszy, chcąc sprowadzić jego myśli na nieco inny tor.
- Okonomiyaki? Niedaleko nas otworzyli nową knajpkę, więc może tam? - zaproponował, nie zdając sobie sprawy, że jego przyjaciel pierwszy o niej wspomniał.
Jamie uśmiechnąwszy się uniósł znacząco brwi i rzucił z przekąsem:
- Chodźmy panie moja głowa jest pełna dobrych pomysłów.

*
Późnym popołudniem, zdecydowanie nie o ustalonej godzinie Eiji zamykał drzwi od ich mieszkania, kątem oka przyglądając się opartemu o ścianę Jamiemu. Przeciągle ziewając, przecierał swoje zaspane oczy. Powodem ich spóźnienia była słabość Jamiego przejawiająca się nadzwyczaj silnym umiłowaniem do snu. Gdy Eiji po raz pierwszy zetknął się z jego skłonnością do odwlekania nieuniknionego, mimowolnie przed oczami stanęły mu wszystkie te momenty gdy to Ash był tym, którego zmuszony był przywracać do stanu świadomości i pilnować by nie przespał całego dnia. Zresztą nie tylko to przypominało mu w nim Ash'a. Nie wspominając pochodzenia, obydwoje byli cholernie uparci, a jednocześnie niezwykle wrażliwi i troskliwi. Choć rysy twarzy i spojrzenie Jamiego znacznie różniły się od tych, które były mu najbliższe, ich widok wnosił w jego życie odrobinę ciepła i swego rodzaju, nie do końca jeszcze rozumianej nadziei. Obecność Jamiego wiele mu ułatwiała, to dzięki niemu po raz pierwszy odkąd życie przestało mieć dla niego jakiekolwiek znaczenie, myśl o kolejnym, nadchodzącym dniu przestała być tak przerażająca i przytłaczająca jak wcześniej. Początkowo nie potrafił pozbyć się wrażenia, że swoim zachowaniem burzy pamięć o Ash'u, że jego przeznaczeniem jest przeżyć swoje życie samotnie, bez większych uniesień i zawirowań. Jamie nie podejrzewał nawet, że za jego sprawą przeznaczenie to zmieniło nieco swój wyraz.
- Aaa… jakie to było dobre! - zawołał Jamie, wzbudzając niemały szok wśród niespodziewających się tego przechodniów.
- To prawda, następnym razem zaproś koniecznie Mayumi, z pewnością się ucieszy – odparł Eiji, opuszczając rękawy koszulki, które wcześniej podwinął ze względu na dość wysoką temperaturę panującą w lokalu.
- Dobry pomysł, w przyszłym miesiącu będzie miała więcej wolnego, więc może wtedy.
Mayumi studiowała prawo na Uniwersytecie Tokijskim, w związku z czym jej życie poza uczelniane było bardzo ograniczone. Mimo iż nie spotykali się dość często, Jamie znosił to o dziwo dość dobrze, co o ironio nie raz było powodem ich kłótni.
- Co dalej? Wbijamy do baru czy kupujemy alkohol w combini i wracamy do domu? - zapytał Jamie, w skupieniu przeglądając zawartość swojego portfela.
- To drugie.
Dźwięk obijanych o siebie puszek rozległ się w mieszkaniu, gdy Jamie oparł siatkę z zakupami o ścianę w przedpokoju. Zdjąwszy buty chwycił ją na powrót i wszedł na stopień, podążając za z wolna idącym Eijim. Na zewnątrz było już ciemno i zdecydowanie przyjemniej, biorąc pod uwagę poziom wilgotności powietrza. Wyjątkowo jasny i duży księżyc prezentujący się na tle granatowego, bezchmurnego nieba w cudowny sposób rozświetlał niewielki pokój z aneksem kuchennym. Eiji włączył lampkę nad blatem i wyjąwszy prostokątny talerz ułożył na nim gyoza zakupione wraz z zapasem procentów na dzisiejszy wieczór. Jamie wcisnął mu w wolną rękę dwie puszki z piwem i upchnąwszy pozostałe w lodówce dołączył do siedzącego już przy stole przyjaciela.
- Mam niebywałą ochotę wypić dzisiaj więcej niż zazwyczaj – oznajmił Jamie, energicznie otwierając puszkę. Charakterystyczny dźwięk dobiegł uszu Eijiego i chwyciwszy swoją zrobił to samo.
- Proszę bardzo, przecież nic cię nie powstrzymuje.
- Przyjemniej pije się w towarzystwie, a z tobą nigdy nic nie wiadomo – mruknął, biorąc łyk.
- Mój organizm nie jest przystosowany do spożywania takiej ilości alkoholu. Wasza amerykańska tolerancja jest na zupełnie innym poziomie niż nasza.
- Tak, tak… - rzucił przeciągle i sięgnąwszy pałeczki zgrabnie chwycił pierożka.
Eiji nic nie odpowiedział, zacisnąwszy usta utkwił nieobecny wzrok w blacie stołu. Jamie podejrzewał, że rozstroiła go dzisiejsza rozmowa z Maxem, gdyż jego wycofanie było na znacznie wyższym poziomie niż zazwyczaj.
- Eiji… - zaczął, ale nagle przerwał zastanawiając się czy to dobry pomysł aby właśnie w tej chwili ubierać w słowa myśli, które zaprzątały jego umysł od dłuższego czasu.
- Tak? - zapytał Eiji nie doczekawszy się dalszego ciągu.
Jamie wpatrywał się w niego niepewny, obawiając się, że swoim pytaniem pogorszy tylko i tak już nadszarpnięty stan emocjonalny swojego przyjaciela. W końcu dał za wygraną i niemalże mimowolnie wyrzucił z siebie:
- Jaką widzisz dla siebie przyszłość?
Wnioskując po minie Eijiego, zupełnie nie spodziewał się takiej kontynuacji. Minęła chwila zanim odpowiedział.
- Szczerze? Nie zastanawiam się nad tym. Jestem na etapie życia z dnia na dzień i poniekąd uważam to za mój największy, dotychczasowy sukces – wyznał, zmuszając się do uśmiechu.
- ...Przepraszam, nie powinienem był pytać.
- Nie przepraszaj. Ty i Sing jesteście jedynymi osobami, z którymi mógłbym w ogóle podjąć próbę rozmowy o przyszłości.
Sing jako jedyny z otoczenia Ash'a, za wyjątkiem równie zawziętego Max'a nie pozwolił Eijiemu na spalenie za sobą wszystkich mostów. Obydwoje stali się dla niego łącznikiem ze światem, który w niepojęty sposób wpłynął na jego życie, pozostawił permanentny ślad we wszystkich jego sferach.
- Cieszę się, że postrzegasz mnie jako osobę godną zaufania – wyznał Jamie wyraźnie poruszony tym co usłyszał.
- Tu nie chodzi tylko o zaufanie. Ciężko mi to wyjaśnić, ale czuję, że przy tobie niczego nie muszę udawać. Mogę pozostać sobą, nieważne w jak opłakanym stanie bym się znajdował, wiem że zamiast na siłę starać się to zmienić, po prostu będziesz przy mnie.
- Może wynika to z tego, że nigdy nie wiem co mam w takiej sytuacji powiedzieć? - zaśmiał się, starając się ukryć swoje prawdziwe emocje. To prawda, że nigdy nie próbował go pocieszać, błędnie uświadamiać, że w końcu pogodzi się ze stratą i ostatecznie zapomni o Ash'u. Nie potrafił mu tego powiedzieć, przekonywać do czegoś w co sam nie do końca wierzył.
- W to akurat jestem skłonny uwierzyć – odparł z lekkim uśmiechem na ustach, rozprostowując ścierpnięte nogi.
Cisza panująca w mieszkaniu zakłócana uderzeniami wody kapiącej z niedokręconego kranu była w odczuciu Eijiego czymś czego wolał unikać. Samotność i bezruch stwarzały idealne warunki do zatracania się w bezkresnej i bezlitosnej żałobie, z której nie potrafił się wyzwolić.
- Eiji… - zaczął, na powrót zwracając jego uwagę na siebie – czy jest coś o czym chciałbyś mi powiedzieć?
- ...W zasadzie tak... Coś czego nigdy wcześniej nie mówiłem na głos, ale pewnie domyślasz się zwyczajnie obserwując mnie każdego dnia – powiedział cicho, obracając puszkę na drewnianych panelach. - Odczuwam bezcelowość we wszystkim co robię. To co w oczach innych uchodzi za sukces lub postęp dla mnie jest nic nieznaczącym dodatkiem. - Z każdym kolejnym słowem brzmienie jego głosu zmieniało się, aż w końcu załamał się drżąc pod ciężarem ostatnich, które wypowiedział - zapomniałem już jakie to uczucie być szczęśliwym.
Zwiesiwszy głowę zamknął oczy, uwalniając spod zaciśniętych powiek pojedyncze łzy, które powoli spłynęły po zapadniętych policzkach. Każdy kto znał wcześniej Eijiego nie mógł nie zauważyć zmian, które w nim zaszły. Trudno było dostrzec jego dawne cechy, jego wyjątkową zdolność do roztaczania wokół siebie pozytywnej energii i dawania z siebie jak najwięcej.
Jamie odstawił na wpół opróżnioną puszkę na stolik i przysunąwszy się bliżej niepewnie dotknął jego pleców. Eiji drgnął i kuląc się, oparł głowę na jego ramieniu.
- Nie chcę być częścią świata, w którym nie ma Ash'a… bez niego... czuję się niekompletny.
Kolejne łzy spłynęły po jego twarzy, plamiąc bawełniany materiał koszulki Jamiego. Słaby i bezbronny na nowo uświadamiał sobie, że to się nigdy nie zmieni, że Ash pozostanie z nim na zawsze, że jego myśli zawsze będą nim przesycone.
- Nawet nie potrafię wyobrazić sobie co przeżywasz. Choć próbowałem wielokrotnie, z pewnością nigdy nawet nie zbliżyłem się na tyle blisko by zrozumieć co tak naprawdę oznacza stracić osobę, którą się kochało... Jestem świadomy, że żadne słowa nie sprawią, że poczujesz się lepiej, ale mogę ci obiecać, że niezależnie od tego co przyniesie przyszłość zawsze możesz na mnie liczyć. Nie chcę żebyś kiedykolwiek pomyślał, że jesteś z tym sam.
Eiji wiedział, że dla Jamiego ich przyjaźń znaczy więcej niż on sam na to zasługiwał. Nie rozumiał tego, nie rozumiał dlaczego tak pozytywnie nastawiony do świata chłopak utkwił z tak ponurą i zbolałą osobą jak on. I mimo iż było to dalekie od prawdy, nie potrafił pozbyć się wrażenia, że jest dla niego ciężarem, kimś kto sprawia mu tylko problemy, wykorzystuje jego empatię i dobroć i nie ma do zaoferowania nic w zamian.
- Nigdy mu tego nie powiedziałem – odezwał się bardzo cicho, w dalszym ciągu przyciskając twarz do jego ramienia – tego, że go kocham… i mimo iż nigdy nie przestałem i nigdy nie przestanę, on nigdy się o tym nie dowie. - Po raz kolejny dzisiejszego wieczora jego głos załamał się, zdradzając wszystkie emocje, które tak bardzo starał się ukrywać.
- Jestem przekonany, że wiedział o tym. Czasami słowa nie są niezbędne. Podobnie jak ty czułeś jego miłość i oddanie, podobnie on czuł twoją równie mocno.
Po niespełna godzinie spędzonej w niemalże całkowitym bezruchu i ciszy Jamie przejechał palcem po gładkiej powierzchni ekranu, odblokowując telefon i włączywszy Line'a odczytał wiadomość od Mayumi. Nie był w nastroju na rozmowy o niczym, w zasadzie nie był w nastroju do robienia czegokolwiek. Odłożył telefon na stolik i zerknął na leżącego obok Eijiego. Opuchnięte i zaczerwienione powieki w otoczeniu czarnych, długich włosów wyraźnie odznaczały się na tle bladych policzków. Jamie skrzywił się, czując narastające ściskanie w klatce i pospiesznie odwrócił wzrok od jego twarzy.
- Mam nadzieję, że przynajmniej we śnie jesteś w stanie odnaleźć spokój – szepnął, powracając do niego spojrzeniem i sięgnąwszy koc ostrożnie naciągnął na jego ramiona, starając się go nie obudzić. - Chyba skończę dzisiaj na czwartej puszce, nie najgorszy wynik, prawda?
Eiji ani drgnął. Całkowicie nieświadomy otaczającego go świata leżał z podkurczonymi nogami na długiej sofie, chroniony przez zupełnie inną „rzeczywistość", która w tej chwili szczęśliwie jawiła się przed nim jako jedyny możliwy stan.

...

"W rzeczywistości wszystko po pewnym czasie się zatrzymuje."
Richard Phillips Feynman