Droga z lotniska podobnie jak cały przeklęty lot zdawała się nie mieć końca. Z całym przekonaniem mógł powiedzieć, że latanie samolotem jest jedną z rzeczy, których wolałby unikać. Metalowa puszka wypełniona obcymi ludźmi, bez możliwości ucieczki zdecydowanie nie była miejscem, w którym czuł się dobrze. Jednak nie to było najgorsze. Chyba nigdy w całym swoim życiu nie doświadczył takiego braku pewności i zwątpienia jak w tej chwili. Obawiał się jego reakcji, tego, że w jego życiu nie będzie już dla niego miejsca. Mocno ściskając kartkę papieru, na której zapisany był adres Eijiego, wpatrywał się nieruchomym wzrokiem w tętniące życiem zatłoczone ulice Tokio. Zupełnie mu obcy świat ani trochę nie pomagał uporządkować chaotycznych myśli. Nie wiedział jak powinien się zachować, jakich słów użyć i czy ma w ogóle prawo prosić go o wybaczenie.

Taksówka podjechała pod niski budynek mieszkalny, a gdy wręczył kierowcy odliczoną ilość pieniędzy i drzwi się otworzyły, poczuł nagłą słabość w nogach. Walcząc z niemiłym odczuciem, wysiadł powoli i niepewnym krokiem ruszył w kierunku schodów. Trzymając się kurczowo barierki, pokonywał kolejne stopnie, a gdy w końcu dotarł pod właściwe drzwi uzmysłowił sobie, że te trzy lata, które minęły były najcięższymi w całym jego dotychczasowym życiu. Nawet nie próbował wyobrazić sobie co mógł czuć Eiji, co przeżywał uświadomiwszy sobie, że nigdy więcej go nie zobaczy, że stracił go na zawsze.

Nie miał pojęcia ile czasu minęło od jego przyjścia, ściśnięta w pięść dłoń co jakiś czas zbliżała się do metalowej powierzchni drzwi, ale nigdy nie pozwoliła sobie ich dotknąć. Czuł frustrację i wszechogarniający strach, czekał na ten moment już wystarczająco długo, zdecydowanie za długo… W nagłym przypływie odwagi uniósł gwałtownie rękę i zapukał nerwowo. Nic, nie zarejestrował żadnej reakcji po drugiej stronie. Spróbował raz jeszcze, ale tym razem również nic nie usłyszał. Przycisnąwszy czoło do chłodnej powierzchni zrezygnowany zapukał raz jeszcze. Kroki po drugiej stronie stawały się coraz głośniejsze, a gdy usłyszał szczęk otwieranego zamka odsunął się gwałtownie, w ostatniej chwili unikając zderzenia z solidnymi drzwiami, zza których wyłoniła się niewyraźna, lekko przygarbiona postać. Brak światła w krótkim korytarzu nie stanowił dla niego żadnego problemu by dostrzec kim jest osoba stojąca tuż przed nim. Rozpoznałby ją wszędzie.

- Eiji... – odezwał się, lekko drżącym głosem.

Oczy Eijiego rozszerzyły się. Głos, którego nigdy nie zapomniał, którego miał nigdy więcej nie usłyszeć dotarł do jego uszu. Drżące dłonie wyciągnął przed siebie, obejmując osobę, która nie miała prawa pojawić się przed wejściem do jego domu. Nie był pewien czy to co widzi jest wytworem wyobraźni, czy może sen stał się tym razem tak realny, że doskonale czuje jego zapach i słyszy jego niespokojny oddech.

- Chciałbym już nigdy się nie budzić – powiedział cicho, wpatrując się w niego pełnym tęsknoty wzrokiem.

- To nie jest sen – usłyszał ponownie i tym razem poczuł jak silne ramiona obejmują jego kruche ciało.

- Nie bądź okrutny... Ash – wypowiedziawszy cicho jego imię oparł policzek na jego ramieniu i zamknął oczy.

- ...Na to chyba trochę za późno – wyszeptał, odsuwając go nieznacznie od siebie. Ciemne oczy wpatrywały się w niego z najwyższą uwagą, a przez mokrą od łez twarz przemknął ślad niepewności i zagubienia. Nigdy wcześniej sen nie był tak wyraźny jak teraz, wszystko było wzmocnione, wszystkie doznania zdawały się być przytłaczająco prawdziwe...

- ...Ash…? - wydusił, łamiącym się głosem.

- Tak, Eiji. To ja.

Jego oczy rozszerzyły się jeszcze bardziej, a ledwie dosłyszalny głos wydobył się z jego gardła:

- ...To nie… niemożliwe. Ty… ty nie...

Z całych sił starał się uwierzyć, że to prawda, że tym razem gdy zamknie oczy i ponownie je otworzy, Ash nadal będzie u jego boku.

- Przepraszam, przepraszam Eiji… tak bardzo cię przepraszam – wyszeptał, nie odrywając od niego lśniących od łez oczu.

- ...Ash… - załkał cicho, osuwając się na ziemię. Docierająca do niego prawda, odebrała mu siły by stać. Ciepłe dłonie dotknęły jego twarzy i uniosły delikatnie, zmuszając by na niego spojrzał. Oczy o niezwykłej barwie wpatrywały się w niego z tak dobrze mu znanym poczuciem winy i zarezerwowaną tylko dla niego wyjątkową łagodnością i troską. - Ja naprawdę uwierzyłem, że… że straciłem cię na zawsze – wyznał z trudem panując nad drżącym głosem i zacisnąwszy dłonie na jego kurtce wybuchnął głośnym, niekontrolowanym płaczem.

Widok płaczącego Eijiego dobitnie uświadomił mu, że nie zasługuje na wybaczenie, że nigdy nie będzie w stanie wynagrodzić mu tych trzech lat.

- Eiji… - powiedział cicho, czując na ustach słony smak. Objął go mocniej i przycisnąwszy czoło do jego ramienia zapragnął już nigdy go nie puszczać, pozostać z nim na zawsze. - Przepraszam, Eiji...

Eiji wzmocnił uścisk i odchylił nieco głowę, spoglądając na jego rozdartą bólem i poczuciem winy twarz. Bezlitosne łzy nie dawały za wygraną, zniekształcając najwspanialszy widok jaki kiedykolwiek miał okazję doświadczać.

- ...Eiji – po raz kolejny usłyszał swoje imię. Zacisnąwszy usta czekał, pragnąc raz jeszcze usłyszeć jego głos. - Jeżeli tylko dasz mi szansę... obiecuję, że wszystko ci wyjaśnię... Jeżeli tylko zechcesz mnie na powrót w swoim życiu, obiecuję, że...

- Jeżeli? - powtórzył Eiji głosem pełnym niedowierzania i oparłszy głowę na jego piersi dotarł do niego kolejny, niepodważalny dowód obecności Ash'a. Głośne uderzenia serca wdzierały się do jego uszu, uświadamiając, że od teraz wszystko się zmieni, że jego życie na nowo nabierze sensu. - Jak w ogóle możesz w to wątpić? - zapytał, obejmując go z całej siły jakby bał się, że w każdej chwili może go stracić, że ktoś mu go odbierze. Niepewne i drżące dłonie Ash'a zacisnęły się mocniej na drobnej sylwetce Eijiego. - Nigdy nie pogodziłem się z myślą, że cię straciłem... nie potrafiłem wyobrazić sobie życia bez ciebie… Uświadomiłem sobie, że… - przerwał, raz jeszcze spoglądając na jego piękną twarz. Pragnął by tak pozostało, by już nigdy więcej nie musiał tracić jej z zasięgu wzroku. - Nigdy więcej mnie nie zostawiaj. Zostań ze mną... proszę – odezwał się cicho, wpatrując się w niego błagalnie.

Niedowierzanie pomieszane z ulgą i niemierzalnym uczuciem szczęścia sprawiły, że wszelkie obawy i niepewność odeszły, a ich miejsce zastąpiło nieznane mu do tej pory, przynajmniej nie w takiej skali poczucie, że istnieje osoba, dla której liczy się bardziej niż cokolwiek innego.

- Nie miałem odwagi prosić cię byś mi wybaczył… bałem się, że mnie znienawidzisz... że odwrócisz się ode mnie – powiedział cicho, nie próbując nawet powstrzymać łez, które powoli spływały po jego policzkach.

- Jak mógłbym? - uśmiechnął się delikatnie, ścierając je z jego twarzy. - ...Chodźmy do domu – dodał po chwili, biorąc go za rękę. Zagubione spojrzenie Ash'a wwiercało się w niego, gdy Eiji podniósłszy się stanowczo pociągnął go za sobą i przeprowadził przez próg swojego mieszkania. Nie puszczając jego dłoni, zamknął drzwi i musnął palcami metalowy włącznik światła. - ...Ash - wyszeptał, przywierając do niego mocniej, gdy jasne światło rozświetliło pomieszczenie, ukazując wyraźniej stojącego tuż przed nim Ash'a.

- Eiji...

- Nie musiałeś się tak spieszyć. Przecież obiecałem ci, że nigdzie się stąd nie ruszę – odezwał się Ash z nutą współczucia i swego rodzaju wzruszenia, gdy po niespełna 5 minutach spędzonych w łazience na ekspresowym prysznicu, Eiji wbiegł do swojego pokoju, zastając go ubranego w jego własną koszulkę i spodnie, których rozmiar nie sprostał w pełni anatomii Ash'a.

- Wiem, ale… - zaczął, ruszając w jego stronę. Mokre włosy opadały delikatnie na ramiona, plamiąc bawełniany materiał piżamy – minie trochę czasu zanim uwierzę w twoją obecność…

- ...Naprawdę mogę z tobą zostać? Tutaj? - zapytał cicho, wpatrując się w niego z niedowierzaniem, w dalszym ciągu nie potrafiąc uwierzyć we własne szczęście.

- Tak. Nie wyobrażam sobie by mogło być inaczej – odpowiedział od razu, chwytając go za obie ręce. - Nie waż się nigdy więcej mnie zostawiać – dodał i stanąwszy na palcach przycisnął czoło do jego.

- Nie chcę cię zostawiać… nigdy nie chciałem – wyznał, zaciskając palce wokół jego dłoni.

Do oczu Eijiego podobnie jak Ash'a napłynęły łzy.

- W takim razie postanowione – wydusił Eiji, walcząc by się nie rozpłakać – utknąłeś ze mną i nie ma już odwrotu. Obiecałem ci wieczność, więc nie próbuj nawet pokrzyżować mi planów.

Cichy pomruk wydobył się z gardła Ash'a i zamknąwszy oczy pozwolił sobie na kolejną tego wieczoru chwilę słabości. Przytłaczające poczucie szczęścia, świadomość, że jest z nim osoba bez której przyszłość jawiła się zaledwie jako bezkształtna i całkowicie pozbawiona celu masa sprawiły, że pozorna niezwyciężona siła przegrała w walce z pierwotną potrzebą bycia z drugim człowiekiem.

- Gdy trafiłem do szpitala i po operacji okazało się, że istnieje duże prawdopodobieństwo, że nigdy się już nie wybudzę, Blanca zorganizował przeniesienie mnie do prywatnej placówki i dopilnował by informacja o mojej śmierci dotarła do kluczowych osób – odezwał się nagle świadomy, że jest winny Eijiemu prawdę i nie powinien dłużej z tym zwlekać. Eiji odsunął się nieznacznie i odczekawszy aż Ash na niego spojrzy wycofał się w stronę łóżka, zmuszając go by podążył za nim. Usiadłszy na skraju uśmiechnął się do niego zachęcająco by mówił dalej. Zagubione spojrzenie Ash'a uciekło przed jego - pełnym zrozumienia i akceptacji by po chwili wrócić i poddać mu się całkowicie. - Gdy po niespełna 11 miesiącach w końcu otworzyłem oczy i zrozumiałem co to wszystko oznaczało dla ciebie, dla chłopaków, dla Maxa… nawet nie próbowałem wyobrazić sobie co czułeś, nie zniósłbym tego. Nie mogłem tak po prostu wrócić, nie wspominając o moim godnym pożałowania stanie, będąc uznanym za zmarłego, nie miałem prawa wracać, nie miałem gdzie wracać.

- To nieprawda, że nie miałeś gdzie wracać – wtrącił cicho Eiji – zawsze mogłeś wrócić do mnie.

- Nie mogłem… nie wszyscy uwierzyli w moją śmierć, znaleźli się tacy, którzy mimo oficjalnych komunikatów w mediach nadal nie przestali mnie szukać. Gdybym skontaktował się z tobą lub podjął próbę wyjazdu z kraju, z pewnością sprowadziłbym na ciebie niebezpieczeństwo. Dlatego gdy tylko odzyskałem siły, podjąłem odpowiednie działania i dopóki nie upewniłem się, że wszystkie przeszkody i ślady mojego istnienia zostały usunięte, zdusiłem w sobie osobiste pragnienia i potrzeby.

- ...Jakiego rodzaju działania? - zapytał powoli, starając się nie zdradzić jak informacje te wpływają na jego jedynie z pozoru opanowaną postawę.

- Angażujące moje ciało i umysł – odpowiedział wymijająco, ale przekaz był na tyle oczywisty, że jego sens dotarł do Eijiego.

Zacisnąwszy usta w wąską linię pochylił się, przyciskając czoło do jego ramienia.

- Od dzisiaj wszystko się zmieni. Żyjąc tutaj, ze mną, nie będziesz musiał z nikim walczyć, nie będziesz musiał walczyć o swoje życie, o swoją wolność.

- ...Co jeżeli nie zasługuję na takie zakończenie? - zapytał bardzo cicho.

Eiji wyprostował się, spoglądając na jego wykrzywioną bólem i zwątpieniem twarz.

- Zasługujesz na to i na wiele więcej, znacznie więcej... Pragnę pokazać ci świat, w którym najgorsze co cię może spotkać to kradzież parasola w deszczowy dzień lub przegapienie ostatniego pociągu i zastanawianie się czy po raz kolejny wydać majątek na taksówkę czy spędzić noc poza domem. - Przez twarz Ash'a przebiegł delikatny uśmiech, ale w jego spojrzeniu nadal można było dostrzec wahanie. - Pragnę byś stał się częścią mojego życia, marzę by przeżyć je wspólnie z tobą – wyznał Eiji, czując jak czerwień na jego policzkach rozprzestrzenia się z zawrotną prędkością. Zdawał sobie sprawę jak to zabrzmiało, wiedział, że słowa których użył były poniekąd przyznaniem się do swoich uczuć wobec Ash'a.

- Eiji... – zaczął wyraźnie poruszony i dotknąwszy niepewnie jego rozpalonego policzka powiedział – przez cały ten czas, odkąd się wybudziłem, z każdym kolejnym dniem, tygodniem, miesiącem coraz dobitniej uświadamiałem sobie, że w końcu nadejdzie dzień, w którym pogodzisz się z moją nieobecnością i ostatecznie ktoś inny wypełni pustkę, którą po sobie zostawiłem... Byłem przekonany, że ostatecznie zapomnisz o mnie.

- Nigdy bym nie zapomniał – zaprzeczył energicznie kręcąc głową, uwalniając spod zaciśniętych powiek pojedyncze łzy i spojrzawszy na niego przechylił głowę delikatnie napierając na trzymaną na jego policzku dłoń Ash'a – ...kocham cię, Ash.

Serce Ash'a wskoczyło na wyższy bieg, niespodziewanie przyspieszając podczas gdy w jego głowie w zapętleniu rozbrzmiewały tylko te dwa słowa, które od niego usłyszał. Nie potrafił uwierzyć we własne szczęście, w to że ktoś tak dobry i czysty jak Eiji mógł pokochać kogoś takiego jak on, pełnego gniewu, grzechów i słabości.

- Eiji... – odezwał się, czując jak przyjemny dreszcz obejmuje kolejne fragmenty jego ciała – ja ciebie też kocham, Eiji – wyznał, wpatrując się w niego z pewną dozą niedowierzania i niezaprzeczalnej czułości.

- Ash! - zawołał, zarzucając mu ręce za szyję. - Nie mogłem sobie wybaczyć, że nigdy ci tego nie powiedziałem, tak strasznie mnie to dręczyło – wyznał, czując jak ciężar ten powoli traci na sile i wziąwszy głębszy wdech powtórzył raz jeszcze, tym razem głośniej i wyraźniej – kocham cię.

Ash nic nie odpowiedział. Wpatrując się w jego brązowe, pełne radości oczy, odnosił wrażenie, że czas się zatrzymał i przez tą krótką chwilę przemknęła mu myśl, że wszystkie głęboko skrywane pragnienia sprowadzają się do tej jednej, wyjątkowej osoby, że Eiji jest wszystkim czego potrzebuje. Nigdy nie podejrzewał, że kiedykolwiek będzie w stanie powierzyć swoją duszę i ciało drugiej osobie, że będzie gotowy na krok w stronę normalności, zdolny do życia u boku drugiego człowieka. Świadomość, że osobą tą może być Eiji, przyprawiała go o jedyny w swoim rodzaju dreszcz.

- Nie jestem pewien jakiego rodzaju uczuciem mnie darzysz – zaczął niepewnie Eiji, czerwieniąc się jeszcze bardziej – i nie jestem pewien czy wiesz jakim ja darzę ciebie… bo jeżeli nie wiesz, to… - plątał się, próbując ubrać w słowa to co tak bardzo pragnął mu przekazać. - Moje ma więcej wspólnego z… - podjął po chwili i spuściwszy wzrok zakończył ciszej, obierając nieco inną drogę - nie miałbym nic przeciwko, gdybyś powtórzył to co zrobiłeś w więzieniu, gdy odwiedziłem cię z Ibe i Charliem... - Czuł jak jego twarz płonie, onieśmielony słowami, które sam, dobrowolnie i na wpół świadomie wypowiedział uniósł niepewnie wzrok, spoglądając na Ash'a. Jego cudowne, zielone oczy wwiercały się w niego zażarcie, ani trochę nie ułatwiając Eijiemu odczytać emocji, które się w nich kryły. Zazwyczaj nieomylny i przenikliwy, teraz całkowicie niezdolny i sfrustrowany przegrał pod naporem nieznanej mu wcześniej siły - ale jeżeli twoje różni się... - nie dokończył, Ash przerwał mu delikatnie acz stanowczo przywierając do jego ust.

- Wychodzi na to, że moje i twoje mają ze sobą wiele wspólnego – szepnął, nie tracąc z nimi kontaktu.

- ...Ash - wyszeptał oszołomiony i rozemocjonowany niespodziewanym biegiem wydarzeń niecierpliwie przysunął się bliżej, pragnąc wyraźniej poczuć jego usta na swoich. Z początku nieśmiałe i niepewne ruchy stopniowo nabierały tempa, zdradzając zniecierpliwienie i swego rodzaju niedowierzanie.

Będąc tak blisko Eijiego, czując jego ciepło i miłość, Ash nie mógł pozbyć się wrażenia, że właśnie w tej chwili przeżywa swój pierwszy, prawdziwy pocałunek. Wszystkie jakich doświadczył nie miały w sobie nic z tego co odczuwał dzieląc go teraz z Eijim. Nie było w nich jakichkolwiek uczuć, pragnienia by dać tej drugiej osobie wszystko co w nim najlepsze, co najcenniejsze, by ofiarować swoją siłę i miłość nawet pomimo zwątpienia w ich jakąkolwiek wartość.

- Ash…? - usłyszał, a w jego lekko drżącym głosie wyczuł zdezorientowanie. - Ty płaczesz – powiedział, dotykając jego mokrego policzka.

Zaskoczony uniósł dłoń do twarzy i spojrzał z konsternacją na Eijiego.

- Jestem aż tak kiepski, że doprowadziłem cię tym do płaczu? - zapytał z lekkim uśmiechem na ustach.

- Nie, to nie dlatego – zaprzeczył szybko, przecierając rękawem oczy. - Nigdy wcześniej nie doświadczyłem niczego tak przyjemnego.

- Naprawdę? Nie naigrywasz się ze mnie?

- Ani trochę.

- Mmm… - wydał z siebie, nerwowo przygryzając wargę.

- Eiji? Coś nie tak? - zapytał zaalarmowany jego rozbieganym spojrzeniem.

- Nie, tylko... ja również nigdy wcześniej… domyślasz się zapewne, że nie mam doświadczenia w tego typu sprawach i był to w zasadzie mój drugi raz, gdy…

- ...To znaczy, że przez ten czas, gdy nie było mnie z tobą, nie byłeś z nikim na tyle blisko? - zapytał po chwili, próbując pojąć ten jakże prosty fakt, którym się z nim podzielił.

- Oczywiście, że nie! - zdziwił się, niezamierzenie unosząc głos. - Nigdy nie chciałem nawet próbować... i wiem, że to się nigdy nie zmieni – dodał ciszej, biorąc go za rękę.

- Nie wiem czym sobie na to zasłużyłem – odezwał się, pochylając głowę i oparłszy ją o klatkę piersiową Eijiego poczuł jak jego palce wplatają się w wilgotne po kąpieli włosy.

- Mógłbym powiedzieć dokładnie to samo o sobie. Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak czuję się wyjątkowy, wiedząc, że jestem jedną z najbliższych ci osób – odparł, przeciągając między palcami jasne, długie pasma.

- Błąd – powiedział, spoglądając na niego – nie mam nikogo bliższego od ciebie. Zrobiłbym dla ciebie wszystko i powiedzenie, że jesteś mi bliski jest niedopowiedzeniem, jest niewystarczające by opisać to jak jesteś dla mnie ważny... Ej, nie płacz – szepnął, kładąc obie dłonie na jego policzkach i przycisnąwszy czoło do jego kciukiem przetarł spływające po nich łzy.

- Nie możesz mówić mi takich rzeczy i oczekiwać, że nie zareaguję – mruknął Eiji, pociągając nosem.

- Straszna beksa z ciebie – zaśmiał się cicho.

- I kto to mówi – wytknął mu, podążając opuszką palca za spływającą strużką po jego twarzy.

Ash zmrużył oczy, przenosząc dłonie wyżej i wplótłszy palce w jego miękkie włosy przeciągnął wzdłuż całej ich długości.

- Mówiłem ci już, że twoje włosy są dość... zaskakującej długości? - zapytał, obrzucając jego czuprynę rozbawionym spojrzeniem.

- Jutro idę do fryzjera – odparował, napompowując policzki.

- Ok... - uśmiechnął się Ash, nie odrywając od niego lśniących oczu. Nigdy wcześniej nie czuł tego co w tej chwili, nie potrafił nazwać tego uczucia, czy był to jakiś nieznany mu odłam szczęścia, spełnienia, a może jeżeli chodzi o Eijiego należałoby stworzyć osobną kategorię, całkowicie odrębną i niezwiązaną z nikim i z niczym innym. Ale w takim wypadku jak powinien ją nazwać, czy w ogóle musiał ją jakkolwiek nazywać, definiować?

- A ty idziesz ze mną – zarządził Eiji, wyrywając go z zamyślenia - nie wykręcisz się.

- Nie śmiałbym – odparł, nie przestając się uśmiechać i zacisnąwszy usta odsunął się, opierając o poduszkę.

Jak przyciągany przez niewidzialną siłę Eiji podążył za nim i położył się obok. Ash obniżył się i sięgnąwszy kołdrę naciągnął mu ją na ramiona. Gdy tylko przyłożył głowę do poduszki, niesforna czupryna Eijiego połaskotała jego brodę, a niecierpliwe dłonie zacisnęły się na jego plecach.

- Boję się, że gdy jutro rano otworzę oczy, ciebie tutaj nie będzie – powiedział ledwie dosłyszalnym szeptem – nie wiem czy wówczas dałbym radę wstać z łóżka… nie wiem czy chciałbym w ogóle próbować.

- To ja powinienem martwić się o to, że obudzę się w pustym łóżku – odezwał się, delikatnie pocierając policzkiem o jego włosy – w końcu wczesne wstawanie to powszechnie znana cecha starszych ludzi – dodał, nie potrafiąc się przy tym nie uśmiechnąć.

Eiji wymamrotał coś niezrozumiałego pod nosem i napierając na niego, zmusił by położył się na plecach. Podparłszy się dłońmi o materac wgramolił się na niego i zwiesiwszy głowę spojrzał na niego spode łba.

- Jak zwykle mogę liczyć na miłe słowa z twoich ust – odezwał się, wyraźnie czując unoszącą się pod nim pierś Ash'a.

- Na to i na wiele innych miłych rzeczy z ich udziałem – odparł, wwiercając się w niego nieodgadnionym spojrzeniem.

Eiji przełknął głośniej ślinę i starając się zachować fason ostatecznie przegrał, gdy buzująca krew na policzkach bezczelnie opanowała resztę ciała, ani trochę nie dbając o jego wizerunek.

- Przepraszam, widzę, że cię zawstydziłem – uśmiechnął się Ash. Wcale nie było mu przykro.

- Mówiłem ci, że nie mam doświadczenia w tych sprawach – mruknął jeszcze bardziej zawstydzony.

- Ja również nie mam. Chyba nie sądzisz, że cokolwiek spotkało mnie w przeszłości mogę porównać do tego co jest między nami?

- Nie... wiem, że nie.

- Dla mnie również wszystko jest nowe i nieznane. Tak naprawdę jestem przerażony, nie wiem jak powinienem się zachować, na ile mogę sobie pozwolić... Nie chcę cię rozczarować, podświadomie boję się tego.

- Ash… nie chcę byś udawał kogoś kim nie jesteś, hamował się lub uciekał w obawie, że mnie skrzywdzisz lub rozczarujesz. Chcę żebyś pozostał sobą, żebyś poczuł się wolny w wyrażaniu swoich uczuć i emocji, nie chcę by cokolwiek cię ograniczało, a tym bardziej ja.

- Czyli chcesz powiedzieć, że dajesz mi wolną rękę? - zapytał, podpierając się na łokciu przez co jego twarz stykała się niemal z Eijego.

- Tak – odpowiedział od razu, wstrzymując niemal powietrze.

- Obyś tego nie żałował – szepnął, przyciągając go bliżej siebie i dotknąwszy jego ust delikatnie powiódł po nich językiem. Eiji drgnął, a cichy jęk który wydobył się z jego gardła sprowokował Ash'a do bardziej śmiałych kroków. Uśmiechnąwszy się ponowił atak tym razem niecierpliwie wpychając mu język do buzi i opadł na poduszki, ciągnąc go za sobą. Czując na sobie jego ciężar, jego smak, zapach, po raz kolejny uświadomił sobie, że nigdy nie będzie miał dość, że niezależnie od wszystkiego to się nigdy nie zmieni, nigdy nie przestanie mu na nim zależeć, nigdy nie przestanie go kochać.

Leżąc z głową opartą na piersi Eijiego, powoli odpływał w spokojny, w pełni zasłużony sen. Jego ciepłe palce delikatnie gładziły go po głowie, a wyraźnie słyszalne uderzenia serca zdawały się być najcudowniejszym dźwiękiem jaki kiedykolwiek słyszał.

- Dobranoc, Ash – wyszeptał Eiji, całując go delikatnie w czubek głowy i utkwiwszy wzrok w zawieszonym nad nimi suficie zacisnął usta, obserwując jak obraz traci na wyrazistości zniekształcany przez bezlitosne łzy. Pospiesznie przetarł twarz rękawem i wzmocniwszy uścisk zamknął oczy.

- ...Dobranoc, Eiji.

...

"Przeciwieństwa się uzupełniają."
Niels Henrik David Bohr