Jamie krzątał się w kuchni, zupełnie nie radząc sobie z nowo zakupionym urządzeniem do gotowania ryżu. Nie pomagał również fakt, że odkąd wyszedł wczoraj z domu nie przespał ani minuty. Powrót Ash'a z zaświatów (nie potrafił myśleć o tym w inny sposób) spędził mu dosłownie sen z powiek. Domyślał się, że nie bez przyczyny ukrywał przed Eijim prawdę, że zarówno jego dotychczasowe życie i jego przyjazd tutaj są owiane ścisłą tajemnicą. Nigdy wcześniej nie miał do czynienia z taką osobą, bezpośrednio związaną ze światem przestępczym, która z pewnością nie raz zmuszona była niszczyć by przeżyć. Nie miał pewności jak powinien się przy nim zachowywać, nie trudno było dostrzec, że jest wobec niego nieufny i nadzwyczaj ostrożny. Nie chciał im w żaden sposób utrudniać powrotu do normalności, przyzwyczajenia się na nowo do swojej obecności, oswojenia z myślą, że najgorsze minęło.

Głosy dobiegające zza drzwi wejściowych stawały się coraz głośniejsze. Nie wiedząc co właściwie ze sobą zrobić, wrócił do przygotowywania posiłku.

- ...to nie Ameryka, Ash. Tutaj ściągamy buty, a jeżeli będzie ci zimno, możesz założyć kapcie – usłyszał pouczający głos Eijiego i mimowolnie uśmiechnął się, wyobrażając sobie możliwą reakcję Ash'a.

- ...strasznie dziadkowe – skomentował, obrzucając je nieprzychylnym spojrzeniem, co Jamie szczęśliwie zarejestrował, zerkając na niego z daleka. Głośniejszy śmiech wydobył się z jego gardła i napotykając zaskoczony wzrok Ash'a, poczuł jak jego wnętrzności wywracają się na drugą stronę.

- Wcale nie musisz ich nosić, jeżeli ci się nie podobają – odparował Eiji, ściągając kurtkę.

Posłusznie dostosowując się do niepisanych reguł, postawił swoje wysokie, czarne buty tuż obok ciemnobrązowych Eijiego i odwiesił kurtkę na wieszak. Omiótłszy krytycznym wzrokiem szafkę z kapciami wszedł na podwyższenie, ruszając w samych skarpetkach za Eijim.

- A mówiłeś, że jedzenie jest ostatnią rzeczą na jaką masz ochotę – odezwał się Eiji, sięgając do górnej szafki po dwie wysokie szklanki.

- Owszem, mówiłem, ale jak widzisz życie bywa nieprzewidywalne – rzucił, nakładając ryż do miseczki i ziewnął przeciągle.

- Oj tak – odparł Eiji z uśmiechem, zerkając na Ash'a. W skupieniu przyglądając się Eijiemu, wyciągnął rękę odbierając od niego szklankę wypełnioną wodą i oparł się o ścianę.

- O żesz ty! - zawołał nagle Jamie, gdy jego zmęczone spojrzenie zarejestrowało jakże diametralną zmianę wyglądu swojego przyjaciela.

- Wiem, wiem, nie do poznania – zaśmiał się Eiji, znacząco przeczesując ręką włosy.

- ...Nabierzesz trochę ciała i będziesz jak nowo narodzony – powiedział, szturchając go lekko w bok.

Ash mimowolnie spuścił wzrok, czując nieprzyjemne ściskanie w klatce. Oczywiście, że on również to zauważył, czuł to bardzo wyraźnie, gdy trzymał go w swoich ramionach. Zarówno jego wzrok jak i dłonie dokładnie zarejestrowały jak kruche i szczupłe jest ciało Eijiego.

- ...Ash ...Ash? - Eiji pomachał mu przed oczami otwartą dłonią. - Ziemia do Ash'a – dodał, uśmiechając się do niego, gdy udało mu się zwrócić jego uwagę na siebie.

- Przepraszam, zamyśliłem się. Mówiłeś coś?

Eiji przechylił lekko głowę, przyglądając mu się uważniej i zmrużył oczy.

- Coś nie tak?

- Nie… możliwe, że to zmęczenie wywołane różnicą czasu – odpowiedział wymijająco.

- Uu.. jet lag, znam ten ból – wtrącił Jamie usiadłszy na sofie z wypełnioną po brzegi miseczką w dłoni.

- Może chciałbyś się przespać? - zwrócił się do niego Eiji, ani na chwilę nie spuszczając z niego oczu.

- Nie, chyba nie…

- ...Ja chętnie bym się położył, więc może jednak się skusisz?

Ash zastanowił się przez chwilę i skinąwszy nieznacznie głową poczuł jak palce Eijiego odnajdują jego.

- Jamie – odezwał się Eiji, niechętnie odwracając wzrok – masz jakieś plany na wieczór? – zapytał podczas gdy jego dłoń kurczowo zaciskała się wokół ciepłych palców Ash'a.

- Nie... a co? - odpowiedział przełknąwszy sporą porcję jedzenia i sięgnął po szklankę z wodą.

- Pomyślałem, że moglibyśmy posiedzieć wspólnie wieczorem, co ty na to?

- Ok, nie mam nic przeciwko.

- Świetnie, w takim razie proponuję 19 – odparł Eiji, ruszając w stronę sypialni - i postaraj się nie podjadać przed kolacją, dzisiaj ja gotuję – dodał, posyłając mu szeroki uśmiech.

Eiji zamknąwszy drzwi swojego pokoju w milczeniu obserwował Ash'a z wolna zmierzającego w stronę łóżka. Wiedział, że coś go dręczy, że jest coś co będzie musiał prawdopodobnie siłą z niego wyciągać. Ash usiadł na łóżku i przechyliwszy głowę zerknął na stojącego w bezruchu Eijiego.

- Będziesz tak stał?

- To zależy.

- ...Od czego?

- Od tego czy będziesz ze mną szczery i powiesz mi co zaprząta ci głowę.

Ash westchnął, mamrocząc coś cicho pod nosem. Eiji zmarszczył brwi, nie rozumiejąc ani słowa i ostatecznie ruszył przez pokój, przygotowując się mentalnie na najgorsze. Zatrzymał się przed nim i dotknąwszy jego policzków ruchem zmusił by na niego spojrzał.

- Zapomniałem już, że przed tobą niczego nie jestem w stanie ukryć – odezwał się cicho Ash, wpatrując się w niego martwym wzrokiem.

- Nie chcę byś cokolwiek ukrywał, żył w przeświadczeniu, że milczenie jest najlepszą opcją.

- ...Jest mi trudno, gdy widzę cię takim – zaczął, a przez twarz Eijiego przemknął grymas zdziwienia i niezrozumienia – jesteś taki… taki drobny, mam wrażenie, że w każdej chwili mógłbym cię złamać, że mógłbyś dosłownie rozpaść się pod wpływem mojego silniejszego dotyku.

- ...Ash – odezwał się cicho, pochylając w jego stronę – wiem, że nie wyglądam najlepiej, ale dzięki tobie wrócę do dawnego siebie.

- Mam nadzieję, w końcu to ja doprowadziłem cię do takiego stanu.

- Raczej twój brak...

- ...Przepraszam.

- Przestań przepraszać i kładź się – rzucił szybko, gramoląc się na łóżko. Poklepał wolną przestrzeń obok siebie i odczekawszy aż zajmie wskazane przez niego miejsce dosłownie przykleił się do niego. Czuł bijące od niego ciepło i mimowolnie przysunął się jeszcze bliżej.

- Eiji?

- Hmm…? - wymruczał, pocierając policzkiem o jego ramię.

- Czy twoja rodzina… czy powiedziałeś im o mnie? To znaczy zakładam, że tak… chodzi mi o to czy wiedzą kim naprawdę jestem, czy powiedziałeś im, że…

- Powiedziałem, że jesteś najcudowniejszą osobą jaką kiedykolwiek udało mi się poznać i że bez ciebie nic nie jest już takie samo – wtrącił Eiji, nie pozwalając mu dokończyć. Wzmocnił uścisk i odchylił nieco głowę, spoglądając w jego skupione na nim oczy. - Powiedziałem również, że nigdy nie będę w stanie pokochać drugiej osoby tak jak kocham ciebie, że moje uczucia do ciebie są ostateczne, a ich trwałość nigdy nie przeminie… - wyznał Eiji, wzbudzając w Ash'u jedyną w swoim rodzaju niemożność do wypowiedzenia na głos choćby jednego słowa. Nie potrafił wyobrazić sobie skali jego uczuć, nie przypuszczał, a raczej nie śmiał przypuszczać, że są niemal tak silne jak jego własne. - Wiedzą kim byłeś, Ash. Wiedzą dlaczego i z jakiego powodu nie mogłeś tak po prostu uciec od tego. Nie obawiaj się, masz po swojej stronie nie tylko mnie. Wierzysz mi?

Ash skinął lekko głową i zamknął oczy, nie chcąc by Eiji dostrzegł w nich jakikolwiek ślad słabości.

- ...Nawet gdybyś był jedyną istotą na ziemi, która jest po mojej stronie… to by mi wystarczyło.

- Niewiele ci potrzeba – powiedział cicho Eiji, odgarniając mu włosy i pochyliwszy się delikatnie pocałował go w czoło.

- ...Czy ja wiem, polemizowałbym – powiedział, otwierając oczy.

- Ash… mogę… mogę cię pocałować? - zapytał Eiji, wpatrując się w niego jak zahipnotyzowany. Odkąd dzisiaj rano otworzył oczy myśl ta wracała do niego niczym bumerang, zarówno w tych najmniej oczekiwanych momentach jak i w tych zdecydowanie ku temu sprzyjających.

- Myślałem już, że nigdy się nie doczekam – zaśmiał się cicho Ash.

Eiji zacisnął usta w wąską linię i z trudem przełknąwszy ślinę obniżył się odrobinę, ale nie na tyle blisko by poczuć na swoich ustach Ash'a.

- Skoro również tego chciałeś, dlaczego nic nie zrobiłeś?

- Ponieważ wbrew pozorom jestem całkiem nieśmiały, a przynajmniej dostrzegłem tą cechę u siebie dzisiejszego poranka.

- Nieśmiały…? I co, postanowiłeś poczekać na mój ruch? A co jeżeli nigdy bym się nie odważył?

- Zacisnąłbym zęby i wziął sprawy w swoje ręce… tak jak zrobię to teraz – z ostatnim słowem Ash uniósł lekko głowę i delikatnie musnął wargami jego usta, dając mu czas by zrozumiał co się właściwie dzieje i odpowiednio zareagował, gdy sens jego czynu stanie się dla Eijiego klarowny.

W odczuciu Ash'a chwila ta trwała wieczność, a gdy w końcu poczuł na swoich ustach wyraźny smak Eijiego, rozluźnił się i pozwolił by nieznane mu do tej pory emocje i potrzeby całkowicie nim zawładnęły. Odrobinę niezdarne ruchy Eijiego, jego zapach i bezsprzeczne oddanie się temu jakże niezbędnemu i niesamowicie przyjemnemu „zadaniu" sprawiły, że po raz pierwszy w życiu poczuł tak silną potrzebę bycia z drugim człowiekiem. Potrzebę bliskości, która do tej pory kojarzyła mu się jedynie z bólem i nienawiścią skierowaną na osoby, które siłą wtargnęły w jego osobistą przestrzeń, potrzebę intymności, której nigdy wcześniej nie doświadczył, nie miał możliwości przekonać się co tak naprawdę oznacza.

Drobna sylwetka Eijiego otulona przez jego silne ramiona, miotała się subtelnie niczym uwięziona w klatce, ale zdecydowanie nie po to by się z niej uwolnić. Ash uśmiechnął się, wzmacniając uścisk i napotkał rozemocjonowane spojrzenie Eijiego, gdy ten oderwał się od niego, oddychając głośno.

- Coś nie tak? - zapytał Ash, poruszając palcami wzdłuż jego kręgosłupa.

- ...Nie... - odpowiedział z opóźnieniem, starając się zapanować nad przyspieszonym oddechem.

- Więc dlaczego? - dopytywał, nie odrywając od niego lśniących oczu.

- Co dlaczego? - zdziwił się, napinając lekko gdy palce Ash'a musnęły jego kark.

- Dlaczego przestałeś?

- ...Nie chciałbym zejść podczas mojego czwartego pocałunku – wytłumaczył, czerwieniąc się odrobinę.

- Zamierzasz je liczyć? - zapytał z lekkim rozbawieniem, ani trochę nie spodziewając się takiego wyjaśnienia.

- Zależy czy ich dzienna liczba będzie rosła, bo jeżeli tak to… zapewne ostatecznie stracę rachubę.

- Dziwny jesteś, Eiji – roześmiał się, mierzwiąc mu włosy.

- Nie bardziej niż ty – odparował, marszcząc brwi.

W pokoju rozległ się dźwięk wibracji. Na ekranie smartfona, po którego Eiji sięgnął z wyraźną niechęcią, Ash dostrzegł imię Max.

- Nie odbieraj – powiedział Ash, dotykając jego dłoni, w której trzymał wibrujący telefon. - Nie ustaliłem jeszcze w jaki sposób i czy w ogóle powinienem się z nim kontaktować, a nie sądzę by udało ci się stłumić radość, gdybyś teraz odebrał.

- Czy w ogóle? - powtórzył zaskoczony. - Nie możesz mu tego zrobić, musisz mu powiedzieć, że wszystko z tobą w porządku, że żyjesz. Jesteś mu to winien, Ash… Max kocha cię jak własnego syna i w taki właśnie sposób opłakiwał cię, gdy dotarła do niego wiadomość o twojej śmierci.

- ...Po tylu latach z pewnością już się z tego otrząsnął.

- Chyba sam nie wierzysz w to co mówisz... Na pewno znasz wiele możliwości by skontaktować się z nim bez większego ryzyka. W końcu udało ci się to z Singiem, plus osobiście rozmawiałeś z nim dzisiaj rano, więc dlaczego nie możesz z Maxem?

Ash westchnąwszy cicho przejechał ręką po włosach i spojrzał zmęczonym wzrokiem na swojego upartego chłopaka.

- Ponieważ wiem, że telefon Sing'a jest bezpieczny, osobiście o to zadbałem, a twój... sprawdziłem wczoraj, wybacz – wyjaśnił, spoglądając na niego z pewną dozą skruchy. Eiji nic nie odpowiedział. Odruchowo zerknął na swojego smartfona i rzuciwszy ciche nie ma sprawy powrócił do niego z tym samym, nie zdradzającym najmniejszych oznak złości czy rozczarowania spojrzeniem. - ...Potrzebuję laptopa z dostępem do internetu – odezwał się Ash, rozumiejąc że temat jego zasługującego na krytykę postępku został zamknięty. - Posiadasz coś takiego, prawda Eiji? - dodał, gdy przez moment nieskażona myślą twarz Eijiego „przemknęła" mu przed oczami.

- Oczywiście, to moje drugie niezbędne narzędzie pracy – odpowiedział dumnie, sięgając pod łóżko. Wyjąwszy spod niego cienki, srebrny laptop uruchomił go i podał Ash'owi.

- Bez hasła? - zdziwił się Ash, gdy powitało go zdjęcie jakiejś świątyni w otoczeniu niezliczonej ilości ikonek i luźno porozrzucanych folderów - ...i bez żadnego porządku… - westchnął, nie rozumiejąc jak ktokolwiek może w ten sposób używać komputera.

- Artystyczny nieład – odpowiedział Eiji, nie dając się sprowokować.

Ash sięgnął do kieszeni spodni i wyjął z niej przymocowany cienkim łańcuszkiem do szlufki pendrive. Umieścił go w porcie i odpaliwszy jakiś program niezwłocznie rozpoczął działania, które Eiji miał szansę nie raz obserwować za czasów jego pobytu w Nowym Jorku. Działania, których z pewnością nie powstydziłby się „zawodowy" cracker.

- Co próbujesz zrobić? - zapytał Eiji, podczas gdy przed oczami przewijały się ciągi znaków, których znaczenia nie był w stanie zrozumieć.

- Połączyć się z komputerem Max'a. Jakiś czas temu zainstalowałem mu trojana, dzięki któremu wykorzystam teraz stworzoną przez niego lukę i przejmę kontrolę nad systemem.

- Jak to jakiś czas temu?

- Odwiedziłem ich, gdy wyjechali na weekend do rodziców Jessici – wyjaśnił, ani na moment nie przerywając. Jego palce nieprzerwanie poruszały się po klawiaturze.

- Ha… - wydał z siebie, zerkając na niego z uznaniem.

- Udało się! - zawołał Ash, nieruchomiejąc z dłońmi nad klawiaturą.

Oczy Eijiego rozszerzyły się i podekscytowany przysunął się bliżej, z zaciekawieniem wpatrując się w ekran. Jeżeli miałby być szczery, wyglądało to dokładnie tak samo, jego wzrok nie zarejestrował niczego nowego, niczego co świadczyłoby o sukcesie Ash'a.

Dzień dobry Max – przeczytał Eiji słowa zapisane białą czcionką na czarnym tle.

- Teraz musimy zaczekać, aż ten stary… - zaczął Ash, ale nie dokończył widząc pierwsze słowa, będące reakcją na jego ruch.

Dzień dobry? Kim jesteś?

Ach, wybacz. Pewnie cię obudziłem… tato.

Eiji uśmiechnął się szeroko czytając ostatnie słowo, podejrzewając, że właśnie w tej chwili Max doświadcza maksymalnego zdezorientowania i poruszenia jakiego od bardzo dawna nie było dane mu przeżywać.

O co mnie zapytałeś przed walką z Arthurem?

Ash wyprostował się, czytając kilkakrotnie pytanie, które przywołało w jego głowie wydarzenia z tamtego dnia. Pamiętał je dokładnie, pamiętał każde słowo, które wtedy do niego skierował.

Jeśli zginę, nie porzucisz tej sprawy?

Eiji automatycznie chwycił Ash'a za rękę i mocno zacisnął wokół niej palce na znak, że jest obok i może na niego liczyć.

Jeżeli to tylko głupi żart, to wcale nieśmieszny, ale jeżeli to naprawdę ty, to jesteś mi winien trzy lata życia. Zresztą nie tylko mnie.

Zwracam je już tej najważniejszej osobie, ty jesteś drugi.

Dosłownie w tej samej chwili ponownie rozległ się dźwięk wibracji telefonu. Eiji spojrzał pytająco na Ash'a na co stanowczo pokręcił głową, dając znać, że ma to zignorować.

Sprawdzasz mnie? A może starość utrudnia ci już myślenie?

Czarujący i miły jak zawsze.

Naiwny i porywczy jak zawsze.

Ok, ok... to w takim razie czy istnieje w ogóle szansa, że cię usłyszę?

Niewykluczone, może nawet będziesz miał okazję zobaczyć.

Zdziwiony Eiji nieświadomie przechylił głowę, kilkakrotnie czytając ostatnie zdanie.

Nie rób mi nadziei na… skopanie ci tyłka.

Ash roześmiał się, odpisując niezwłocznie:

Zrobię ci tą przyjemność i nie kiwnę nawet palcem.

Cholerny bachor…

Eiji mógłby przysiąc, że właśnie w tej chwil podobnie jak on, Max dosłownie zalewa się łzami, że nieznośną pustkę, którą Ash po sobie zostawił wypełniają jego słowa, jego obecność.

- Eiji…? - zapytał z wahaniem, nie rozumiejąc co się właściwie wydarzyło. Czy coś przeoczył?

- ...To ze wzruszenia – udało mu się powiedzieć, przecierając oczy. - Nie przeszkadzaj sobie, pisz – dodał, uśmiechając się do niego łagodnie.

Ash z lekkim wahaniem skierował wzrok na ekran komputera i odczytał kolejną wiadomość:

Swoją drogą odwiedziłeś mnie, gdy spałem czy zakradłeś się pod naszą nieobecność?

To drugie. Poczęstowałem się również czekoladową babeczką, mam nadzieję, że nie masz mi za złe.

Podaruję ci ten haniebny czyn z włamaniem się do mojego domu i zainstalowaniem szkodliwego oprogramowania na moim komputerze, ale kradzież babeczki?!

Jak zwykle twoje priorytety znacznie odbiegają od powszechnie przyjętych. Odezwę się za jakiś czas.

Będę czekać. Nawet nie wyobrażasz sobie co w tej chwili czuje twój stary ojciec, dziękuję.

Nie ma sprawy, tato.

Ash odłączył pendrive'a i zamknąwszy laptop odłożył go na szafkę. Zapłakana twarz Eijiego wpatrywała się w niego bez słowa, a jego dłonie złączone razem dosłownie miażdżyły trzymany w nich telefon.

- Leci ci z nosa, Eiji – odezwał się Ash, dotykając jego twarzy. - Gdzie masz chusteczki?

- W środkowej szufladzie – odpowiedział, pociągając nosem.

Ash wysunął drewnianą szufladę i wyjąwszy opakowanie chusteczek podał je Eijiemu.

- Dziękuję Eiji. Miałeś rację, czuję się teraz znacznie lepiej – wyznał, podczas gdy Eiji dyskretnie wycierał nos i zamknąwszy oczy obniżył się, opierając głowę na jego udach.

Eiji znieruchomiał z chusteczką przy twarzy, przyglądając się jak jasna czupryna jego chłopaka rozłożyła się bezwstydnie na jego jeansach. Odzyskując władzę w kończynach, uniósł rękę i położył ją na głowie Ash'a. Widział jak się uśmiecha, ale jego oczy nadal były zamknięte.

- Przyjemne, gdy tak robisz – powiedział cicho, gdy palce Eijiego delikatnie zaczęły przesuwać się po skórze jego głowy. Powoli zaczęło dopadać go zmęczenie. - Może faktycznie potrzebuję snu, ale z drugiej strony podświadomie obawiam się, że gdy tylko wejdę w stan nieświadomości coś mi umknie, coś stracę… Wiem, że to irracjonalne, ale…

- Rozumiem, doskonale wiem o czym mówisz – wtrącił Eiji, przesuwając dłoń niżej i dotknąwszy jego policzka dodał – wydaje mi się, że to uczucie jeszcze przez długi czas będzie nam towarzyszyło.

- Pewnie masz rację.

- Nastawię budzik na godzinę – oznajmił nagle, sięgając po telefon – jak wstaniemy to akurat będzie idealna pora na przygotowania do kolacji.

- Mówiłeś, że to ty dzisiaj gotujesz, zdradzisz mi czym zamierzasz mnie nakarmić? - zapytał, przekręcając się by na niego spojrzeć.

- Dużą ilością warzyw i jeszcze większą mięsa – odpowiedział, uśmiechając się szeroko.

Ash odwzajemnił uśmiech wyraźnie usatysfakcjonowany odpowiedzią i wyjąwszy mu telefon z dłoni powiedział:

- Kładź się, czuję się jakbym leżał na kamieniach.

- Przepraszam, że moje uda nie sprostały wymaganiom szanownego księcia Aslan'a – odparował, zmieniając pozycję.

- Aslan'a? Nie pamiętam kiedy ostatnio słyszałem by ktoś zwrócił się do mnie w ten sposób... Pewnie byłeś to ty.

- Masz bardzo ładne imię, Ash. Nie rozumiem dlaczego…

- Cii… - przerwał mu, przyciskając palec do jego ust i przysunąwszy się bliżej oparł głowę na jego piersi.

- Hola hola, a okrycie? - zawołał Eiji, ciągnąc go delikatnie za włosy.

- Ja jestem twoim okryciem, nie marudź – wymruczał, pocierając policzkiem o miękki materiał jego koszulki.

Eiji zacisnął usta, nie będąc pewnym co w takiej chwili powinien odpowiedzieć i ostatecznie wygiął się odrobinę, sięgając po koc.

- Zapamiętam to sobie, Eiji – odezwał się Ash, gdy Eiji rozłożył koc, okrywając nim siebie i jego.

- Cii…

...

"W chaosie bowiem wprawdzie niczego nie można znaleźć, ale też niczego nie można zgubić."
Herman Auerbach