Blat kuchenny zapełniony po brzegi siłą rzeczy pobudzał pracę ślinianek Ash'a, gdy w skupieniu wodził wzrokiem po niezliczonej ilości misek i miseczek, których zawartość nie do końca była mu znana.

- Nie przesadziłeś, mówiąc, że będzie duża ilość warzyw – odezwał się, nadal nie mogąc odszukać najważniejszego składnika nieznanego mu jeszcze dania – ale gdzie mięso, które mi obiecałeś?

- Otwórz lodówkę – rzucił krótko Eiji.

Jasne światło rozświetliło chłodne wnętrze, ukazując w pełnej okazałości piramidkę tacek z cienko pokrojonym w długie paski czerwonym mięsem.

- Może być? - zapytał Eiji, zerkając na niego przez ramię (mógłby przysiąc, że w jego oczach dostrzegł tańczące iskierki). Roześmiał się cicho i nie doczekawszy się żadnej reakcji z jego strony dodał z uśmiechem - zamknij lodówkę, Ash i wyjmij z dolnej szafki duży garnek.

Na prostokątnym stoliku, gdzie na samym jego środku Ash ustawił wcześniej przenośną, jednopalnikową kuchenkę, Eiji postawił garnek wypełniony wodą z pływającym w niej wodorostem i przekręcił kurek, zapalając płomień. Zgodnie z instrukcjami Eijiego dookoła gotującego się wywaru Ash porozstawiał miseczki z warzywami, grzybami i makaronem, a płaski talerz z mięsem odstawił blisko jednego z rogów stołu. Drugi, który niósł Eiji wylądował po przeciwnej stronie.

- Idę po Jamiego, w międzyczasie możesz wyjąć piwo z lodówki – powiedział Eiji, ale dokładnie w tej samej chwili zza drzwi swojej sypialni wyłonił się Jamie. - Co za świetne wyczucie czasu!

- Podążałem za zapachem – uśmiechnął się Jamie, dostrzegając znajomy mu już wygląd stołu. - Mmm… widzę, że czeka nas mięsna rozpusta.

- A! Zapomniałem o jajku – zawołał, ruszając w stronę lodówki, z której Ash wyciągał alkohol.

Gdy w końcu wszystko było gotowe i nie pozostawało nic innego jak rozpocząć ucztę, Jamie chwycił pałeczki i zanurzył soczyste mięso w gotującym się wywarze.

- Mięso jest cienko pokrojone, więc wystarczy gotować dosłownie chwilę – powiedział Eiji, umieszczając plaster mięsa w bulionie. Poruszał nim przez chwilę i wyjąwszy niezwłocznie włożył go do buzi.

Ash sięgnął pałeczki i całkiem sprawnie powtórzył każdy jeden ruch Eijiego.

- Możesz zanurzyć w jajku lub sosie sojowym, osobiście uwielbiam wersję z jajkiem – dodał Eiji, tym razem wrzucając do wywaru warzywa i grzyby.

Jamie w skupieniu pochłaniając kolejne porcje, zdawał się w ogóle nie interesować tym co dzieję się wokół.

- Dobrze ci idzie, widzę, że załapałeś – rzucił Eiji, obserwując Ash'a, który wyjąwszy trzecią już porcję mięsa zanurzył ją w surowym jajku i z niezaprzeczalnym ukontentowaniem delektował się jego wyjątkową konsystencją. - Powinieneś jeść również warzywa, Ash – zwrócił mu uwagę, wypełniając nimi jego talerz.

Spojrzenie jakim Eiji obrzucał Ash'a wprowadzało Jamiego w niewielkie zakłopotanie. Niekwestionowane uczucie, którego nie był w stanie ukryć przed światem wręcz wylewało się z niego, obecne było w każdym jego najdrobniejszym geście i słowie skierowanym do Ash'a. Jeżeli zaś miał powiedzieć coś o zachowaniu tej drugiej strony, to w przeciwieństwie do Eijiego nie było to tak łatwe. Ash był dla niego zamkniętą księgą, zagadką, której rozwiązania nie był w stanie rozwikłać. Nie potrafił ocenić o czym myśli, a tym bardziej co uważa na jego temat. Podświadomie czuł, że Ash go nie lubi, że nakreślił między nimi granicę i wyjątkowo trudno będzie mu ją przekroczyć.

- Jak się nazywa to danie? - głos Ash'a wyrwał go z zawieszenia.

- Shabu-shabu – odpowiedział od razu Eiji. - Nazwa wzięła się od dźwięku wydawanego podczas mieszania – wyjaśnił, poruszając pałeczkami w wywarze.

Ash uśmiechnął się delikatnie, obserwując podekscytowanego Eijiego pochylonego nad ogromnym garnkiem.

- Ciekawe, czyli nazwa jest w zasadzie onomatopeją – odparł, sięgając po alkohol.

- Dokładnie tak – uśmiechnął się Eiji i przeniósłszy wzrok na Jamiego zapytał – pamiętasz nasze pierwsze wspólne posiedzenie przy shabu-shabu?

- Pamiętam początek, to co działo się później jak przez mgłę – przyznał, otwierając kolejną puszkę z piwem.

- Nie ma co się dziwić skoro wykupiłeś niemal cały zapas Asahi – zaśmiał się, unosząc znacząco brwi.

- Gdyby nie ta uboga pojemność, mój zakup nie wzbudziłby takiego szoku.

- Nie mieli tamtego dnia czy z reguły nie mają? - zapytał Ash, wrzucając do buzi kawałek ugotowanego shiitake. - Wnioskując po dzisiejszym wieczorze, skłaniałbym się bardziej ku tej drugiej opcji – dodał, spoglądając na Jamiego.

- Mieszkam tutaj cztery lata i chyba za wiele bym się nie pomylił, jeżeli powiedziałbym, że cztery razy udało mi się kupić pół litrowe – odpowiedział, starając się ukryć zdziwienie wywołane zachowaniem Ash'a, jego próbę nawiązania z nim kontaktu.

- Zanim Eiji zdążyłby wypić pół litrowe, cały alkohol by wyparował, a piwo straciłoby smak – rzucił Ash, zerkając z rozbawieniem na Eijiego.

Eiji rozchylił lekko usta, ewidentnie oburzony taką krzywdzącą, ale jakże prawdziwą opinią i naburmuszony chwycił puszkę.

- Ej, żartowałem – zareagował Ash, gdy Eiji dosłownie przyssał się do aluminiowej powierzchni.

- Nie sądzę – odparł Eiji, odstawiając na wpół opróżnioną puszkę.

Jamie parsknął śmiechem, gdy po chwili Eiji przyłożył dłoń do ust, próbując zapanować nad czkawką, która oczywiście musiała przytrafić mu się w najgorszym możliwym momencie.

- Przyniosę ci wody – odezwał się Ash, powstrzymując się przed okazaniem nawet najmniejszego śladu rozbawienia. Ruszył przez pokój i sięgnąwszy wysoką szklankę odkręcił wodę, napełniając nią szklane naczynie. Czuł się bardzo dziwnie, jak nigdy dotąd, nie znał tych uczuć, tych emocji. Były mu obce i nie potrafił porównać ich do niczego innego. Beztroskie spędzanie czasu nie było czymś czego doświadczył w „poprzednim" życiu, życiu, któremu dalekie były pojęcia spokoju i normalności. Zaledwie jeden dzień wystarczył by obecność Eijiego wpłynęła na każdą komórkę jego ciała, pokazała, że…

- Ash! - wzdrygnął się, słysząc uniesiony głos Eijiego, a gdy jego wzrok wyostrzył się i napotkał trzymaną przez niego szklankę, z której woda przelewała się, spływając po jego dłoni pospiesznie zakręcił kran i urwał kawałek papierowego ręcznika.

- Już już, Eiji – rzucił przez ramię, odlewając nadmiar wody.

- Odpłynąłeś – stwierdził Eiji, gdy Ash wrócił na swoje miejsce.

- Nie pierwszy raz i nie ostatni – powiedział, patrząc prosto w jego czekoladowe, pełne troski oczy.

- A to dopiero początek – wtrącił Jamie, nie przerywając jedzenia – to nie wszystko co mamy, prawda? - dodał dostrzegłszy niezrozumienie na ich twarzach i pałeczkami wskazał wyraźnie nadszarpniętą już zawartość talerzyka.

- Ile razy mam ci powtarzać, żebyś nie wytykał nic pałeczkami? - zwrócił się do niego Eiji. Jego na wpół karcący ton sugerował, że zdecydowanie nie był to pierwszy raz.

- Gomen ne, Eiji, hontou ni gomen ne! - powiedział, klękając i pokłonił się, dotykając głową podłogi.

Eiji przewrócił oczami i dostrzegłszy zdziwienie na twarzy Ash'a wyjaśnił:

- To dogeza, w ten sposób okazuje się szacunek drugiej osobie, ale służy również do podkreślenia jak bardzo jest nam przykro i że prosimy o wybaczenie. Taka postawa wzmacnia siłę i wiarygodność przeprosin. Choć w przypadku Jamiego było to nieco nad wyrost – wytknął mu, szturchając go lekko w ramię.

- Dogeza… - powtórzył cicho Ash – gdzieś chyba o tym czytałem.

- Bardzo możliwe, to dość popularny element japońskiej etykiety.

- Teraz to było na wpół serio, ale wyobraź sobie moje zdziwienie, gdy nasz kolega z pracy zrobił to przed swoją dziewczyną na oczach całego biura. To znaczy wówczas nie byli jeszcze razem i gdyby nie ta akcja, nie wiem czy miałby u niej szansę – odezwał się Jamie, chcąc wykorzystać sytuację i jeszcze bardziej zmniejszyć dystans między nim a Ash'em.

- ...Szczerze mówiąc, nie przypominam sobie bym kiedykolwiek doświadczył czegoś podobnego, a mam na myśli jedynie samo słowo przepraszam, wypowiedziane szczerze i… - przerwał nagle, uświadamiając sobie, że w zasadzie nie powinien o tym mówić. Nie jest to temat na tego typu spotkanie, w dodatku z nowo poznaną osobą. Szczerze zdziwiony i odrobinę zdezorientowany własnym zachowaniem spuścił wzrok, zastanawiając się jak i czy powinien w ogóle starać się jakoś z tego wybrnąć.

- My zaś przepraszamy nadzwyczaj często, a przynajmniej takie sprawiamy wrażenie – odezwał się Eiji, doskonale rozumiejąc co rozgrywa się w głowie Ash'a. Wiedział, że nie ma nikogo bardziej zasługującego na dogezę niż Ash, że osoby, które tak dotkliwie go zraniły nigdy nie będą miały możliwości prosić go o wybaczenie.

Rozmowa płynnie przeszła na inny temat, aż w końcu dobrnęła do meritum wraz z pytaniem Eijiego skierowanym do swojego współlokatora:

- Czy teraz skoro nie wymagam już twojej… opieki – zawahał się, nie będąc pewnym jakiego określenia użyć - ...czy nie miałbyś nic przeciwko, gdybym… zamieszkał z Ash'em? Wiem, że to nagłe i...

- Wyluzuj Eiji – zaśmiał się Jamie, dostrzegając w jego postawie i sposobie wypowiadania się zupełnie niepotrzebne poczucie winy. - Chyba nie myślałeś, że zamierzałem pałętać się wam pod nogami i odbierać całą przyjemność z bycia razem?

Twarz Eijiego momentalnie zmieniła kolor, czego Ash był dzisiaj świadkiem niezliczoną w jego odczuciu ilość razy. Poruszył się niespokojnie, wpatrując z niezaprzeczalną wdzięcznością w siedzącego naprzeciw niego przyjaciela i oparłszy złączone przedramiona o blat stołu pochylił się do przodu, mówiąc:

- Czasami zastanawiam się czy nie jesteś dla mnie zbyt dobry, zbyt wyrozumiały… Przez te wszystkie lata musiałem być dla ciebie utrapieniem, ale… gdyby nie ty, gdyby nie twoja obecność, Ash prawdopodobnie nie miałby do kogo wracać.

- ...Nie byłeś utrapieniem, a przynajmniej nie przez większość czasu – sprecyzował, zaciskając usta w delikatnym uśmiechu. Słowa Eijiego sprawiły, że poczuł się wyjątkowy i zrozumiał, że jego starania by choć przez chwilę poczuł, że jakoś to będzie, że da radę dotrwać do kolejnego, nadchodzącego dnia, że przetrwa go, nie podda się i ostatecznie na nowo nauczy się czerpać radość z życia opłaciły się i przyniosły oczekiwany efekt, a nawet przewyższyły go, co musiał przyznać, nie byłoby możliwe gdyby nie pojawienie się Ash'a.

Głowa Eijiego wygodnie spoczywała na udach Ash'a. Czuł jak jego palce przesiewają jego krótkie włosy, delikatnie drażniąc wrażliwą na jego dotyk skórę. Docierające jakby z oddali odgłosy rozmowy były przytłumione, niezrozumiałe, rozmyte.

- Eiji zasnął? - odezwał się Jamie, wracając do pokoju. Chwilę temu zadzwoniła Mayumi, więc nie było go z nimi jakiś czas.

- Tak, chwilę temu.

- Nigdy wcześniej nie wypił tyle co dzisiaj, chyba naprawdę chciał udowodnić, że potrafi – zauważył Jamie, śmiejąc się cicho.

- Raczej, że spróbuje – poprawił go Ash, nie przestając bawić się jego czarnymi, miękkimi włosami.

- Racja, zdecydowanie bardziej trafne określenie – zgodził się od razu. Widok Ash'a czule głaszczącego głowę jego przyjaciela, wprawiał go w swoiste zakłopotanie. Odwrócił wzrok i sięgnął po kolejną puszkę.

- ...Dziękuję, że przez cały ten czas byłeś przy Eijim. Jest twoim najlepszym przyjacielem, prawda?

- ...Tak – odpowiedział po chwili. Potrzebował jej by zrozumieć co takiego właśnie usłyszał, zdecydowanie coś czego zupełnie się nie spodziewał.

- Czas, który spędziliśmy razem w Nowym Jorku, to co nas łączyło w tamtym okresie również mógłbym nazwać przyjaźnią. Nasza relacja mimo iż w moim odczuciu była wyjątkowa, nie wykraczała poza jej utarte granice.

- ...Jednak to się zmieniło, prawda? - zauważył, podświadomie czując do czego zmierza.

- Tak i teraz, gdy wiem już, że to jest właśnie to czego zawsze pragnąłem, nie pozwolę by ktokolwiek mi to odebrał.

Jamie z trudem przełknął ślinę, czuł jak jego gardło coraz mocniej zaciska się pod naporem intensywności jego spojrzenia. Potrafił wyobrazić sobie, że właśnie te oczy o niesamowitej barwie są zdolne doprowadzić drugiego człowieka na skraj przepaści, z której jedyną drogą ucieczki jest poddanie się lub zdecydowanie się na skok.

- Nie chcę porównywać, bo uważam, że siła uczuć nie powinna być poddawana analizie, ale pokuszę się o stwierdzenie, że to co łączy cię z Eijim, to kim dla siebie jesteście, to jak ważne jest dla ciebie jego dobro… ja to wszystko mam szczęście odczuwać w stosunku do Mayumi.

Chłodne i analizujące wszystko spojrzenie Ash'a zdawało się prześwietlać go na wylot, w niezrozumiały dla Jamiego sposób uniemożliwiało ucieczkę, wręcz paraliżowało. Całkowicie unieruchomiony nie był w stanie odwrócić wzroku.

- Eiji wspominał, że jesteście razem od roku – odezwał się Ash, przerywając wyjątkowo niezręczną dla Jamiego ciszę.

- Tak, 1 stycznia minie rok... Poznaliśmy się na grupowej randce, w Japonii nazywają to gōkon. Pierwszy raz uczestniczyłem w czymś takim, dość ciekawe doświadczenie – wyznał więcej niż początkowo planował. - ...Słuchaj Ash... Eiji jest tylko moim przyjacielem, najlepszym jakiego mam i nigdy nie myślałem o nim w inny sposób. Jestem czystej krwi hetero, więc nie musisz doszukiwać się w mojej relacji z nim jakichkolwiek podtekstów – tego również nie planował, ale miał nadzieje, że jego niespodziewana szczerość i bezpośredniość zostanie mu wynagrodzona.

- ...Nie podejrzewałem, że kiedykolwiek będę odbywał tego typu rozmowę… dzięki za szczerość.

- Nie ma sprawy – uśmiechnął się Jamie, czując jak jego napięte ciało powoli się rozluźnia.

- Skoro Eiji zasnął przetransportuję go do sypialni – oznajmił nagle, spoglądając na niezdradzającą nawet najmniejszych oznak niepokoju twarz swojego chłopaka.

- Pewnie, potrzebujesz pomocy?

- Nie, poradzę sobie – odpowiedział, sprawnie podnosząc go z podłogi.

- Faktycznie – rzucił Jamie, obserwując Ash'a. Głowa Eijiego swobodnie ułożona na jego ramieniu, dłonie spoczywające na klatce piersiowej, całe jego ciało zdawało się idealnie wpasowywać w objęcia Ash'a.

- ...Dobranoc – rzucił cicho przez ramię.

- Dobranoc.

Zamknąwszy za sobą drzwi sypialni Ash ruszył przez pokój i stanąwszy przy łóżku ostrożnie położył na nim Eijiego. Eiji przyłożył dłoń do twarzy, mamrocząc coś niezrozumiałego i przekręcił się na bok. Ash uśmiechnął się, siadając tuż obok i delikatnie dotknął jego policzka.

- Hej śpiochu, zamierzasz spać w tym stroju?

Reakcja Eijiego była żadna, nie licząc kolejnego pomruku, którego Ash nie był w stanie rozszyfrować.

- Tylko nie zarzucaj mi później, że dobierałem się do ciebie, gdy byłeś nieprzytomny – odezwał się, sięgając pod poduszkę by wyjąć wciśniętą tam piżamę Eijiego.

Kolejny pomruk. Ash westchnął, przyglądając mu się w skupieniu i ostatecznie zrezygnował, wycofując rękę. Po części spowodowane było to strachem, strachem przed nieznanym, ale było coś jeszcze, coś co go zaskoczyło, coś czego nie spodziewał się kiedykolwiek poczuć. Pragnął by podczas chwili, w której ściąga z niego ubranie, Eiji był przytomny, był tego w pełni świadomy. Chciał wiedzieć w jaki sposób będzie na niego patrzył, jaką ekspresję ujrzy na jego twarzy i co najważniejsze - czy w ogóle mu na to pozwoli.

Ash obszedł łóżko i rozłożywszy koc położył się obok Eijiego. Przysunął się na tyle blisko, że doskonale czuł zapach szamponu, którego wyraźne nuty owocowe oplatały każdy nawet najkrótszy kosmyk jego włosów. Ash wsunął rękę pod szczupłą sylwetkę Eijiego i objął go, wtulając twarz w niewielkie wgłębienie między łopatkami. Zawsze uważał, że tak bliska obecność drugiej osoby, sytuacja, w której jego własna obecność wpływa na nią w niepojęty dla niego sposób jest nieosiągalna, że niemożliwe jest by nadszedł dzień, w którym zrozumie co oznacza kochać i być kochanym. Nie wątpił w jego miłość, czuł ją w każdym jego spojrzeniu i geście i właśnie to paradoksalnie przerażało go najbardziej. Co jeżeli nie zasługuje na to wszystko, co jeżeli istnieje ktoś bardziej odpowiedni dla Eijiego, ktoś kto nie niesie ze sobą tak ciężkiego bagażu doświadczeń, okrutnych wspomnień i skrywanego strachu? Co jeżeli decyzja o powrocie do jego życia była błędem? Eiji poruszył się odrobinę, wyrywając go z chaosu własnych myśli.

- Ash… - usłyszał jego cichy głos.

- Tak, jestem tutaj – wyszeptał, podpierając się na łokciu by na niego spojrzeć.

- ...Która godzina? - zapytał, wpatrując się w niego niewyraźnie.

- Dochodzi północ.

Eiji rozejrzał się po ciemnym pokoju i powrócił spojrzeniem do lśniących oczu Ash'a.

- Dotarłem tutaj sam, czego nie pamiętam? Czy przyniosłeś mnie i ułożyłeś do snu, a ja to zwyczajnie przespałem?

- To drugie – odparł, uśmiechając się lekko.

- Więc… przyniosłeś mnie tutaj.

Ciemność utrudniała Ash'owi dostrzec emocje, malujące się na jego twarzy. Odrobinę poirytowany pochylił się i mrużąc oczy, odgarnął włosy gdy ich dłuższe pasma dotknęły policzków Eijiego.

- Ash?

- Hmm?

Zamiast jakiejkolwiek odpowiedzi Ash po raz kolejny usłyszał cichy pomruk, który tym razem zdecydowanie nie miał nic wspólnego z dotychczasowymi. Eiji… płakał.

- Eiji? Co się stało? Dlaczego płaczesz? - zapytał, czując jak jego całe ciało napina się, podświadomie przygotowując na najgorsze.

- ...Miałem zły sen... nie pierwszy raz, ale… pierwszy raz okazał się być tylko snem… bo jesteś tutaj, prawda? - zapytał bardzo cicho, wyciągając ku niemu ręce i łapczywie przyciągnął bliżej siebie.

- ...Tak, jestem – powiedział, pozwalając by zachłanne dłonie Eijiego oplotły jego nieruchome ciało.

- I nie zostawisz mnie, prawda? - pragnął usłyszeć to raz jeszcze, potrzebował tego.

- Zostanę tak długo jak długo będziesz chciał mnie w swoim życiu.

Eiji uśmiechnął się, przyciskając czoło do jego i nie odrywając od niego oczu, powiedział:

- Czyli co najmniej do dziewięćdziesiątki.

- Dziewięćdziesiątki? – powtórzył zaskoczony.

- Tak, większość mojej rodziny dożywa sędziwego wieku, a ja nie zamierzam być wyjątkiem.

- I zakładasz, że mi również pisane jest tak długie życie? - zapytał lekko rozbawiony jego naiwnym tokiem rozumowania.

- Oczywiście, w końcu to ja będę odpowiadał za twoje odżywianie i sen.

Ash roześmiał się cicho, opadając na poduszkę.

- Myślisz, że żartuję?

- Nie, wręcz przeciwnie – odparł, mrużąc oczy gdy włosy Eijiego połaskotały skórę jego twarzy.

- ...Ale jeżeli to nie jedyne życie, które będzie dane nam przeżyć – zaczął, jeszcze bardziej zmniejszając dystans między nimi – moje pragnienie by być z tobą nie ulegnie zmianie, nie straci na intensywności. Odpowiada ci to... Ash? - ciepły oddech Eijiego przyjemnie wdarł się do jego ucha. Przeszedł go dreszcz.

Ash milczał, niezdolny w tej chwili na jakąkolwiek reakcję. Miał wrażenie, że pracujący na wysokich obrotach, łomoczący organ w jego klatce wypełnia charakterystycznym dźwiękiem całe pomieszczenie, że Eiji wyraźnie słyszy każde uderzenie. Zmieszany spuścił wzrok i w tej samej chwili poczuł jego ciepłe dłonie na policzkach. Odruchowo spojrzał w jego lśniące, skupione na nim oczy i zarejestrował delikatny ruch ust, gdy bardzo cicho wypowiedziały jego imię. Nie był w stanie dłużej walczyć, chciał poddać się temu co żądało jego serce, odepchnąć jak najdalej wątpliwości, które podsuwał mu rozum.

- ...Nie widzę sensu w przeżywaniu jakiegokolwiek życia bez ciebie. Przepraszam Eiji, ale bez ciebie nie istnieję. Nie chcę być osobą, którą byłem zanim cię poznałem, nie chcę pamiętać tego jak pusty czułem się w środku… Chciałbym o tym wszystkim zapomnieć, zostawić w pamięci tylko trzy wspomnienia... jedno związane z Griffin'em, gdy byłem jeszcze dzieckiem, drugie z Shorter'em, którego obecność przypominała mi, że mimo wszystko nadal jestem człowiekiem i wreszcie trzecie związane z tobą, gdy tak ufnie i beztrosko wtargnąłeś w moje popaprane życie.

Eiji wpatrywał się w niego lśniącymi od łez oczami, będąc świadomym, że już za chwilę pierwsze z nich uderzą w gładką skórę twarzy, leżącej tuż pod nim najbliższej mu osoby.

- Nie rozumiem czemu mnie przepraszasz… twoja odpowiedź przewyższyła moje najśmielsze oczekiwania – szepnął, ścierając opuszką palca łzę z jego policzka i pochyliwszy się delikatnie pocałował go w usta.

Niezwłoczna reakcja Ash'a zaskoczyła go, doprowadzając do stanu, w którym nie potrafił myśleć o niczym innym… o nikim innym.

- Jakim cudem smakujesz czekoladą? - usłyszał cichy głos Ash'a pomiędzy pocałunkami.

- ...Pod kanapą znalazłem pudełko...

- I nie podzieliłeś się?

- Nie... to znaczy zostało jeszcze kilka, więc możesz się poczęstować.

- W tej chwili jestem nieco zajęty, gdybyś nie zauważył – odparł cicho wprost do jego ucha.

Eiji zamknął oczy, a przez jego twarz przemknął delikatny uśmiech. Szczęście, które spłynęło na niego wraz z pojawieniem się Ash'a zdawało się rosnąć w siłę z każdym jego słowem i spojrzeniem. Nie potrafił wyobrazić sobie by mogło istnieć coś lepszego od tego, coś bardziej palącego i głębokiego w swej naturze od uczuć, którymi darzył Ash'a. Niedawne poczucie bezsilności i upośledzonej zdolności do odczuwania szczęścia doszczętnie zostały zniszczone, ich szczątki ulotniły się w cudowny sposób przywracając go do życia.

...

"Serce ma swoje racje, których rozum nie zna."
Blaise Pascal