Poranne promienie słońca przedarły się przez niestarannie zasuniętą granatową zasłonę, padając wyjątkowo jasną i ciepłą wiązką na skórę twarzy śpiącego jeszcze blondyna. Zmniejszający się poziom melatoniny przyspieszony przez poranne światło słoneczne, wybudził Ash'a. Leniwie uniósł powieki, a gdy niewyraźny obraz wyostrzył się, jego treść pobudziła spokojne do niedawna serce. Przez jego umysł przemknęło wspomnienie wczorajszej rozmowy i zawisło nieruchomo, nie pozwalając na zapomnienie. Piękna twarz Eijiego zwrócona w jego stronę ani trochę nie ułatwiała zahamować, kotłujących się myśli. Tak wiele jeszcze było do przedyskutowania, tak wiele jeszcze było między nimi niedopowiedzeń, nieporuszonych kwestii, które siłą rzeczy nadal nie dawały mu spokoju.
- Dzień dobry, Ash – usłyszał najmilszy mu głos i zaskoczony zrozumiał, że Eiji przygląda mu się od jakiegoś czasu.
- Dzień dobry – odpowiedział, wsuwając otwartą dłoń pod swój ciepły policzek.
- Nie zauważyłeś, że nie śpię.
- Nie...
- To do ciebie niepodobne... O czym myślałeś? - zapytał cicho.
- ...O tobie.
Eiji nerwowo przygryzł wargę i powtórzył jego ruch, wsuwając pod swój równie ciepły policzek otwartą dłoń.
- Dobrze czy źle?
- Co za przedziwne pytanie.
- Odpowiedz – poprosił, nie odrywając od niego zdradzających lekkie niewyspanie oczu.
- Nigdy nie myślałem o tobie źle, sądziłem, że to oczywiste.
- Więc dlaczego miałeś taką zbolałą minę?
- Zbolałą?
- Tak, jakby coś wyjątkowo nieprzyjemnego zaprzątało ci głowę.
- ...To co zaprzątało mi głowę dalekie jest od określenia nieprzyjemne.
- Och... - wydał z siebie, uświadamiając sobie co ma na myśli. - ...Nie masz mi za złe, że poruszyłem wczoraj ten temat?
- Nie, wręcz przeciwnie. Jestem ci wdzięczny, Eiji. Wychodzi na to, że skrywasz w sobie więcej odwagi niż ja.
- W końcu jestem od ciebie starszy, nie rozumiem skąd takie zdziwienie – uśmiechnął się, muskając opuszkami palców wierzch jego dłoni.
- Zdarza mi się o tym zapominać... cały czas czuję niegasnącą potrzebę chronienia cię.
- Nic mi nie grozi, Ash.
- Wiem...
- Tobie również.
- To również wiem...
- ...Ale jak się okazuje musimy teraz... stawić czoła innego rodzaju problemom.
- Nigdy nie traktowałem tego w kategoriach problemu – powiedział, podpierając się na łokciu - a jeżeli tak to wygląda z zewnątrz, to jest to całkowicie mylne wrażenie. Po prostu... nigdy wcześniej nie zastanawiałem się nad takimi rzeczami, nigdy nie chciałem nawet o nich myśleć.
- ...Naprawdę musisz mi ufać – odezwał się cicho, podnosząc się przez co jego twarz stykała się niemal z jego.
- Jak nikomu innemu – wyznał, wpatrując się w jego pełne łagodności spojrzenie.
- Obiecuję, że nie pożałujesz, nie zawiodę cię, nigdy.
- Wiem... - wyszeptał, zamykając oczy, gdy poczuł znajomy już smak na swoich ustach.
Wyjątkowo niespieszne, wręcz leniwe ruchy, w których obydwoje coraz bardziej zatracali swoje zmysły wydawały się być idealnym początkiem czegoś wspaniałego i gdyby nie ich jeszcze niezgasła w pełni obawa i nieporuszona pewna jakże istotna kwestia, prawdopodobnie zakończenie odcisnęłoby niezmywalny ślad w ich umysłach, duszach i ciałach.
Dzień zapowiadał się niezwykle słonecznie. Zbliżająca się wiosna z każdym dniem coraz śmielej przeganiała porę zimową, ukazując swoje niezwykłe walory i wabiąc budzącą się do życia przyrodą.
- Chodźmy tędy – odezwał się Ash, przechodząc na drugą stronę ulicy.
- Widzę, że masz już swoją ulubioną trasę.
- Można tak powiedzieć – zgodził się, zerkając na niego z uśmiechem.
Podążając stosunkowo wąskim przejściem pomiędzy budynkami, wyszli na pustą, niezwykle spokojną ulicę, gdzie w oddali tuż za niewielkim wzniesieniem ciągnęła się rzeka Oyoko. Wspięli się po nierównych stopniach i przystanąwszy na jego „szczycie" utkwili wzrok w spokojnym nurcie rzeki. Ich dłonie odnalazły siebie, zupełnie naturalnie dopasowując swoje ruchy i bez słowa ruszyli w stronę pobliskiej ławki.
- Winogronowy? - zapytał Eiji, grzebiąc w papierowej torbie wypełnionej przeróżnymi smakołykami zakupionymi w jednym z osiedlowych combini.
- Oczywiście – odparł, wyciągając rękę.
- A na drugim miejscu? - kontynuował Eiji, podając mu butelkę soku z ciemnych winogron.
- Ze słodkich napojów?
- Tak – powiedział, wyciągając dla siebie wersję o smaku melona.
- Melon – odpowiedział, wskazując trzymany przez niego napój.
- W takim razie podzielę się z tobą, wszystkiego mamy po jednym – odparł, przeszukując raz jeszcze torbę.
- Masz zamiar wykończyć cały zapas?
- A co? - mruknął, otwierając chłodny napój.
- W zasadzie nic, niedaleko jest publiczna toaleta, więc możesz wlewać w siebie bez obaw.
- Lepiej martw się o siebie, mój pęcherz jest całkiem pojemny – rzucił, napompowując lekko policzki.
Ash nie mogąc się powstrzymać, dotknął palcem niewielką wypukłość i delikatnie nacisnął.
- Jesteś słodki, Eiji.
Jego twarz momentalnie zmieniła kolor i omal nie krztusząc się sokiem, ukrył się za otwartą dłonią.
- Nie możesz mówić mi takich rzeczy, gdy piję – wymamrotał cały czerwony.
- W takim razie mogę, gdy nie pijesz?
Eiji łypnął na niego jednym okiem zza lekko rozchylonych palców i skinął nieznacznie głową.
- Jesteś słodki, Eiji – powtórzył raz jeszcze, tym razem na jego twarzy błąkał się delikatny uśmiech.
- Eiji? - kobiecy głos rozległ się w pobliżu, zakłócając ich intymną chwilę. Rudowłosa dziewczyna przystanęła na wąskiej ścieżce tuż przed nimi, a jej niezwykle energiczny mimo sporej masy shih tzu wyrywał się, chcąc zdobyć uwagę, siedzących w lekkim osłupieniu młodych mężczyzn. - Ash? - odezwała się ponownie z lekkim niedowierzaniem.
- Znacie się? - zdziwił się Eiji, patrząc to na dziewczynę to na swojego chłopaka.
- Ze szkoły językowej, jesteśmy w tej samej grupie – wyjaśnił i zapytał od razu – a wy?
- Z pracy, choć Maya pracuje w innym dziale. To na niej spoczywa pozyskiwanie zagranicznych klientów. Nie wiedziałem, że uczysz się japońskiego, co za zbieg okoliczności, prawda Ash?
- Yhy...
Ash był w pełni świadomy, że dziewczyna doskonale zdaje sobie sprawę, że tajemniczą osobą o której wspomniał podczas ich wspólnego wyjścia, jest nie kto inny jak Eiji.
- Świat jest mały, coraz częściej się o tym przekonuję – powiedziała, ciągnąc niesfornego pupila. - Mały i zaskakujący – dodała, uśmiechając się znacząco do Ash'a na co napiął się lekko, mrużąc nieufne oczy.
- Jak się wabi? - zapytał wesoło Eiji, pochylając się w stronę psa.
- Babel – odpowiedziała i dodała niezwłocznie, dostrzegając zaskoczenie na ich twarzach – długa historia, nie pytajcie.
- Właściciel budynku zezwala na trzymanie zwierząt? - dopytał, pozwalając by czworonogi zajął miejsce na jego kolanach. Nadzwyczaj zadowolony zwrócił pyszczek w stronę Ash'a i wystawił długi język, wlepiając w niego czarne, lśniące oczka.
- Tak, ale przyznam, że nie było łatwo go przekonać. Na szczęście Babel zyskał jego względy, więc ostatecznie się zgodził.
- Nic dziwnego, Babel jest przeuroczy – odparł, głaszcząc jego gładkie, wypielęgnowane włosy. - Chyba cię polubił, Ash – uśmiechnął się, dostrzegając jak małe, okrągłe oczy wlepiają się z najwyższym zainteresowaniem w jego chłopaka.
- Myślisz? - rzucił, odwzajemniając uśmiech.
- Oczywiście, wystarczy spojrzeć – powiedział, energicznie drapiąc go za uszami. - Nie chcesz go pogłaskać? - zapytał, spoglądając na niego z szerokim uśmiechem na ustach.
Ash poczuł jak jego wnętrze wypełnia przyjemne ciepło i nie chcąc by ten cudowny uśmiech zniknął z jego twarzy, uniósł rękę głaszcząc niecierpliwego szczeniaka.
- Już wiem do kogo się zgłosić, gdy będę potrzebowała opiekunów zastępczych – odezwała się Maya, z uśmiechem przyglądając się jak jej pupil skradł serce kolejnym osobom.
- Nie ma problemu! - ucieszył się Eiji. - Chętnie się nim zajmiemy, prawda Ash?
- Nie mam nic przeciwko.
Przyjemne ciepło nie opuszczało go nawet na chwilę, pragnął by tak pozostało. Nie interesowało go co inni myślą o ich relacji, o tym co ich łączy, dopóki Eiji był szczęśliwy wszystko inne nie miało znaczenia.
- Jak się poznaliście? - usłyszeli dość niespodziewanie.
- ...Podczas mojego pobytu w Nowym Jorku, dość długa historia – odpowiedział, starając się nie zdradzać zbyt wiele i dać do zrozumienia, że wolałby zachować szczegóły dla siebie.
- Trzecie miasto na mojej liście, które chciałabym odwiedzić – powiedziała bez najmniejszego problemu wyłapując ukryty przekaz.
- A pierwsze i drugie? - zainteresował się Eiji.
- Pierwsze mam zaliczone – oznajmiła z uśmiechem, rozkładając szeroko ręce – drugie zaś - Hongkong jeszcze przede mną.
Głośne szczekanie małego czworonoga, wiercącego się na kolanach Eijiego uświadomiło właścicielce, że spacer przeciągnął się w czasie i nie powinna dłużej zwlekać z powrotem do domu.
- Wybaczcie, że pozbawiam was tej włochatej kulki – odezwała się, przywołując ją do siebie – ale za godzinę muszę być w pracy.
- Nie ma sprawy – rzucił radośnie Eiji – ja mam dzisiaj wolne, więc korzystam.
- W takim razie nie będziemy wam dłużej przeszkadzać, miłego! - pożegnała się, ciągnąc mocniej za smycz, gdy uparty Babel ani myślał opuszczać nowo poznanych przyjaciół. - No chodź!
- Miłej pracy! - zawołał Eiji, machając jej na pożegnanie.
- Dzięki! - rzuciła, spoglądając na nich przez ramię i przyspieszyła kroku, prawie biegnąc.
- Miła dziewczyna, prawda? - odezwał się Eiji, powracając spojrzeniem do swojego chłopaka.
- Tak, takie sprawia wrażenie – przyznał ostrożnie.
- Myślisz, że domyśliła się? - zadał dość niejasne z pozoru pytanie.
- ...Poniekąd sam jej o tym powiedziałem.
Oczy Eijiego rozszerzyły się. Czy coś przeoczył, zaaferowany zabawą z psem nie usłyszał jakiegoś fragmentu ich rozmowy?
- Podczas wspólnego wyjścia na ramen jeden z uczestników kursu zapytał w jakim celu przyjechałem do Tokio.
- ...I co odpowiedziałeś?
- Powiedziałem, że mieszka tu bliska mi osoba i że nie jest to dziewczyna.
- Dziękuję – powiedział cicho, przykładając dłoń do jego policzka.
- Za co mi dziękujesz?
- Że nie wahasz się otwarcie o tym mówić.
- No wiesz, to mnie trochę obraża.
- Dlaczego? - zapytał szczerze zdziwiony.
- Ponieważ nigdy, nawet przez chwilę nie pomyślałem, że jest to coś co powinniśmy ukrywać, a przynajmniej nie ze względu na mnie. Kocham cię, Eiji i gdyby twoim życzeniem było bym ogłosił to całemu światu, bez wahania spełniłbym to życzenie.
- No wiesz... nigdy nie marnowałbym życzenia na coś takiego – wymamrotał, czerwieniąc się.
- Proś o co chcesz, w końcu pula jest nieskończona – uśmiechnął się, wtulając się w trzymaną na jego policzku dłoń.
- Nieskończona? Jesteś pewien?
- Tak, nie ma takiej rzeczy, której nie byłbym w stanie dla ciebie zrobić.
- ...W takim razie... pocałuj mnie – powiedział cicho.
Ash wyprostował się, nie odrywając od niego niezwykle intensywnego spojrzenia i ująwszy jego twarz w dłonie pochylił się, bez żadnych oporów spełniając jego życzenie. Podobnie jak dzisiejszego poranka ich ruchy były niezwykle wolne, zupełnie niespieszne, delikatne, a zarazem pełne pasji i skrywanych pragnień, które coraz trudniej było im utrzymać w tajemnicy. Prawa dłoń Ash'a powędrowała wyżej, wplatając palce w miękkie, czarne włosy podczas gdy lewa zsunęła się na jego wąską talię, zaciskając się mocno na cienkim materiale kurtki. Eiji wydał z siebie cichy pomruk, gdy Ash niespodziewanie pogłębił pocałunek, zachłannie przyciągając go bliżej siebie.
- Ash... - udało mu się powiedzieć.
- Mmm? - wymruczał najwyraźniej nie zamierzając przestawać.
Powieki Eijiego uniosły się lekko, pozwalając by jego oczy zarejestrowały obraz, którego nigdy nawet nie marzył być częścią. Nie wierzył by jego uczucie do Ash'a kiedykolwiek przybrało taką formę, by jego miłość dosięgnęła kogoś kto przecież zniknął z tego świata, zostawiając po sobie nie dającą się niczym wypełnić pustkę. Odrobinę przerażony wizją „poprzedniego" życia pozbawionego sensu, pozbawionego Ash'a wzmocnił uścisk, napierając mocno na jego usta. W tym samym momencie gdzieś w bliżej nieokreślonej odległości dobiegły ich czyjeś głosy, świadczące o zmierzającej w ich stronę grupie osób. Obydwoje oderwali się od siebie, przerywając długi pocałunek. Nie zważając na zbliżającą się grupkę jakichś uczniów, Ash objął Eijiego tuląc go do siebie, a gdy dostrzegł jak czerwień jego policzków rozprzestrzenia się, docierając do uszu, uśmiechnął się mówiąc cicho:
- Sam się o to prosiłeś.
- Nie do końca – wymamrotał, przyciskając twarz do jego obojczyka.
- Nie podobało ci się?
- Tego nie powiedziałem.
- Czyli podobało ci się?
- ...Tak – przyznał niechętnie, unosząc lekko głowę by na niego spojrzeć.
Ash przyglądał mu się z wyraźnym błyskiem w oczach, jakby starał się uwierzyć, że Eiji naprawdę jest obok i że ma wszelkie prawa do tego by trzymać go w swoich ramionach, dotykać w sposób jaki nikt inny nie miał możliwości dotykać, że jest jedyną osobą, której na to pozwala.
- Jeżeli dostaniesz pracę, takie chwile jak ta nie będą zdarzały się zbyt często – odezwał się Eiji, opierając policzek na jego ramieniu.
- Nawet jeżeli tak będzie, to niczego to między nami nie zmieni. Jest to coś czego jestem pewien jak niczego innego w życiu.
- Tego, że niezależnie od wszystkiego zawsze będziemy razem?
- ...Bardzo bym tego chciał – przyznał ciszej – nie potrafię wyobrazić sobie życia bez ciebie, nie chcę wyobrażać sobie życia bez ciebie.
- Nie musisz – odpowiedział od razu, zaciskając palce na jego biodrze – ponieważ ja również tego nie chcę. Jesteś dla mnie najważniejszy, Ash i wiem, że... czuję, że jesteśmy sobie przeznaczeni, całkowicie od siebie uzależnieni.
Piękną twarz jego chłopaka wykrzywił delikatny, pełen kryjących się za nim, jedynych w swoim rodzaju emocji uśmiech, a jasne, długie włosy dotknęły jego policzka, gdy zbliżył się składając na jego ustach delikatny pocałunek.
- W takim razie nie możesz mieć mi za złe, gdy wygłodniały będę domagał się więcej uwagi.
- Wygłodniały? - roześmiał się Eiji.
- No wiesz, w sensie na głodzie – wyjaśnił i teatralnie kręcąc głową, dodał - naprawdę muszę ci to tłumaczyć?
- Aaa... - uśmiechnął się szerzej, zarzucając mu ręce za szyję. - To ci nie grozi, na twoim miejscu martwiłbym się czymś całkowicie przeciwnym.
- Nie sądzę, ciebie nie można przedawkować, Eiji – powiedział, przyciskając czoło do jego głowy.
- Zobaczymy czy będziesz tak mówił za trzydzieści lat.
- Będę, mam tylko nadzieję, że usłyszysz – uśmiechnął się prowokująco.
- Jestem tylko dwa lata starszy, poza tym za trzydzieści lat będę miał zaledwie 53 lata i nie sądzę bym miał problemy ze słuchem – odpowiedział poważnym tonem, mrużąc gniewnie oczy.
Ash westchnął cicho zauroczony widokiem i po raz kolejny dzisiejszego dnia pocałował obiekt swoich westchnień, doskonale zdając sobie sprawę, że to zdecydowanie za mało... zresztą nie tylko dla niego. Siedząc jeszcze przez jakiś czas w odosobnieniu, nie rozpraszani przez znienacka wyłaniających się intruzów, opróżnili niemal całą zawartość papierowej torby i z wolna ruszyli w stronę domu.
- Jakieś życzenia co do obiadu? - zapytał Eiji, stąpając ostrożnie po wąskim krawężniku. Ręce miał uniesione w górze, a jego lekko wystawiony język skusił Ash'a by nieco utrudnić mu to zadanie. - Ej! - zawołał, gdy Ash przycisnął palec do jego żebra i delikatnie popchnął.
- Widzę, że kiepsko z równowagą – odparł z dziecięcą satysfakcją, zerkając na niego bokiem. - Z takimi umiejętnościami możesz zapomnieć o byciu zwiadowcą* – dodał, uśmiechając się zadziornie.
- To był ostatni raz, gdy usłyszałeś o czym śni twój chłopak – odparował, krzyżując ręce na piersi. - Od dzisiaj nigdy więcej...
Ash przerwał mu, przykładając otwartą dłoń do jego ust.
- Żartowałem – powiedział cicho. Na jego twarzy nadal błąkał się delikatny uśmiech - byłbyś świetnym zwiadowcą, Eiji – widząc niedowierzanie na jego twarzy, dodał - mówię serio, zapomniałeś już, że potrafisz latać?
- ...To było kiedyś – wymamrotał. Jego głos stłumiła dłoń jasnowłosego chłopaka.
- Ale obraz tamtej chwili jest całkiem żywy, przynajmniej dla mnie – opuścił rękę, odnajdując ciepłe palce Eijiego, które całkiem naturalnie splotły się z jego.
- ...Dziękuję.
- Tym razem za co? - zaśmiał się cicho, po raz drugi w stosunkowo krótkim czasie słysząc to słowo z ust swojego chłopaka.
- Za to, że nie dotarłeś na szczyt, że zawróciłeś... za to, że to mnie wybrałeś.
- ...Nie miałem wyjścia, to ty nadajesz sens wszystkiemu, Eiji – wyznał, wpatrując się w niego lśniącymi oczami.
Pojedyncze łzy spłynęły po policzkach Eijiego, gdy w skupionym na nim spojrzeniu szmaragdowych oczu dostrzegł ich coraz wyraźniejsze ślady. Mocniej ścisnął jego dłoń i pochylił się, przyciskając twarz do jego ramienia.
- Mam ochotę na to danie z kurczakiem i jajkiem – odezwał się cicho Ash, kładąc drugą dłoń na jego pochylonej głowie.
- Oyakodon – uśmiechnął się Eiji, wycierając twarz w bawełniany materiał kurtki swojego chłopaka i wyprostował się, odnajdując jego spojrzenie.
- Tak, dokładnie to. Więc? Jak będzie?
- Oyakodon będzie – oznajmił Eiji, odwracając się na pięcie i ruszając w stronę domu.
Ash mimowolnie spojrzał w dół, na ich złączone dłonie i poczuł jak jego wnętrze po raz kolejny wypełnia przyjemne ciepło. Dystans między nimi zacierał się. Każdy dotyk, każdy najdrobniejszy gest, zdradzający chęć zniszczenia niewidzialnej bariery, która dzieliła ich od siebie, niósł ze sobą nieopisaną pokusę by nie poprzestać tylko na tym, nie bać się spróbować sięgnąć nieco dalej, spojrzeć poza horyzont i przestać obawiać się tego co kryje się tuż za nim.
...
*zwiadowca – członek korpusu zwiadowczego z Shingeki no Kyojin
"Cofamy się, aby skoczyć wyżej."
Gottfried Wilhelm Leibniz
