Dobiegał końca pierwszy dzień z cyklu długi weekend z Eijim. Rozwalony wygodnie na środku ich podwójnego łóżka czekał na powrót źródła swojego swoistego pobudzenia, którego szmaragdowe oczy bez najmniejszego problemu rejestrowały każdą, nawet najdrobniejszą reakcję na jego osobę. Odrobinę zniecierpliwiony jego długą nieobecnością przeglądał w aparacie zdjęcia zrobione podczas zeszłorocznych świąt, ich pierwszych wspólnie spędzonych świąt.
- Straaasznie dłuuugo – rzucił przeciągle, gdy ujrzał Ash'a w progu ich sypialni.
- Miałem ochotę na kąpiel – powiedział, stąpając cicho po drewnianych panelach. Zatrzymał się przy krawędzi łóżka i z rozbawieniem omiótł wzrokiem jego sylwetkę, która bezwstydnie zajmowała sam jego środek. - Widzę, że pod moją nieobecność zaszły pewne, znaczące zmiany – skomentował, gramoląc się na materac. Jego połowa znacznie ucierpiała pod względem dostępnej powierzchni, więc „zmuszony" był rozłożyć się wygodnie na swoim chłopaku.
- Hej! - zawołał, nabierając głośniej powietrza, gdy poczuł na sobie ciężar jego ciała.
- Możesz mieć pretensje tylko do siebie – mruknął, pocierając policzkiem o jego obojczyk.
- ...A kto powiedział, że... - przerwał wstrzymując powietrze, gdy Ash poruszył się, zmieniając pozycję.
- Że? - zapytał oparłszy głowę na jego piersi.
Przez cały ten czas, gdy Ash wiercił się, próbując znaleźć najwygodniejsze ułożenie, oddech Eijiego więziony w jego płucach, walczył zażarcie o każdą sekundę, próbując utrzymać przy życiu oszołomionego dwudziestotrzylatka.
- C-co...? - rzucił odrobinę nieobecny, totalnie zapominając o czym była mowa.
Ash przygryzł dolną wargę, zdając sobie sprawę z własnej lekkomyślności i napotkawszy wzrokiem leżący obok aparat zapytał:
- Oglądałeś zdjęcia?
- Tak, ze świąt. Chcesz zobaczyć?
- Pewnie.
Choć widział je nie raz, zgodził się bez wahania, chcąc uciec myślami od oczywistego tematu. Zsunął się z niego i zająwszy miejsce obok oparł głowę na jego ramieniu. Eiji włączył aparat i odwrócił obiektyw w ich stronę, robiąc zdjęcie zanim w ogóle Ash zdążył zareagować.
- Co za przeszywające spojrzenie, Ash – roześmiał się Eiji, przyglądając się swojemu dziełu.
- Odwróć głowę, to będziesz miał przekaz na żywo.
- Wyglądasz jakbyś szykował się do skoku – skomentował, nie przestając się śmiać.
Ash zmrużył oczy, mimowolnie odwzajemniając uśmiech i skinął głową na trzymany przez Eijiego aparat.
- Dalej, pokazuj te zdjęcia.
Przez kilka następnych minut, w ciszy przyglądali się kolejnym fotografiom, przywołując w pamięci upamiętnione na nich chwile. Pierwszy i drugi dzień świąt spędzili w towarzystwie niespodziewanych gości, podczas których Ash w pełni poczuł co to znaczy mieć prawdziwą, kochającą się rodzinę. Choć nie chciał się przed sobą przyznać, w jego sercu kiełkowała nadzieja, że któregoś dnia stanie się dla nich kimś ważnym, godnym by zyskać ich zaufanie i miłość.
- Masz wspaniałą rodzinę, Eiji – odezwał się, przerywając stosunkowo długą ciszę.
- Której stałeś się częścią, Ash – dopowiedział, zerkając na niego z uczuciem.
- Chyba trochę za wcześnie na takie wnioski. To nie zależy tylko od ciebie – zauważył, spoglądając na niego zza długich, jasnych rzęs.
- Nie zgadzam się. Skoro to ty jesteś źródłem mojego szczęścia, siłą rzeczy sprawiłeś, że zarówno moja mama jak i Fumi nigdy nie pozwolą ci odejść, będą cię chronić i obdarzą uczuciem tak silnym, które jeszcze bardziej zwiąże nas ze sobą.
- ...Czy to znaczy, że będę musiał zmienić nazwisko na Okumura – zażartował, próbując ukryć wzruszenie.
- Ash Okumura – zastanowił się Eiji – Aslan Jade Okumura... według mnie brzmi całkiem całkiem.
- Boże, Eiji... - westchnął zawstydzony, ukrywając twarz w miękkiej poduszce.
- Nie podoba ci się? To posłuchaj tego - Eiji Lynx.
Ash roześmiał się, słysząc połączenie jego pseudo nazwiska z imieniem swojego chłopaka i wymamrotał w poduszkę:
- To już lepiej Eiji Callenreese.
Twarz Eijiego oblał rumieniec, gdy wyczuł że ich rozmowa przybiera bardziej poważną formę.
- Co, nie podoba ci się? - zapytał Ash, podnosząc się by na niego spojrzeć.
Widok jego czerwonych policzków wywołał u niego dokładnie taką samą reakcję.
- Lub możemy pozostać przy swoich – rzucił ciszej, mając nadzieję, że któregoś dnia Eiji zgłosi sprzeciw.
- Na zawsze? - zapytał jeszcze ciszej, a Ash na krótką chwilę wstrzymał oddech.
- Nie chcesz?
- ...Nie.
- Ok, więc nie na zawsze – powiedział, pozwalając by niesforny organ w jego klatce piersiowej wyczyniał co mu się żywnie podoba.
Eiji zacisnął lekko rozchylone usta i wtulił się w jego zdradzające napięcie ciało.
- Żałuję, że nie było ci dane poznać mojego taty, jestem przekonany, że... - nie dokończył, jego głos zadrżał pod naporem piętrzących się emocji.
- Ja również żałuję – wyszeptał zaskoczony nagłą zmianą tematu i przyciągnął go bliżej siebie.
- Polubiłbyś go...
- Na pewno.
- On ciebie też...
- Mam nadzieję... - uśmiechnął się lekko.
- Na pewno – rzucił cicho.
- Przepraszam, że nie było mnie z tobą gdy najbardziej tego potrzebowałeś... nigdy sobie tego nie wybaczę, tego, że cierpiałeś nie tylko z powodu ojca, ale i z mojego... przepraszam.
- ...Wiadomość o twojej... śmierci... uzmysłowiła mi, że nic co wydarzy się w przyszłości nie jest w stanie skrzywdzić mnie bardziej. Gdy dowiedziałem się, że mój tato nie żyje, wcale nie poczułem się gorzej... to było niemożliwe bym poczuł się gorzej skoro już wcześniej zrozumiałem, że to niemożliwe bym kiedykolwiek poczuł się lepiej. To tak jakbym osiągnął granicę, za którą już nic mnie nie czekało, ani złego ani dobrego.
- ...Wiem, że nie jestem w stanie całkowicie wymazać cierpienia, którego doświadczyłeś, wynagrodzić wszystkich krzywd, które ci wyrządziłem, ale... obiecuję, że zrobię wszystko byś nigdy więcej nie płakał z mojego powodu. Będę się zdrowo odżywiał i chodził spać o przyzwoitej porze, mogę nawet zacząć jeść to paskudne natto...
Eiji zaśmiał się cicho i odsunął się nieznacznie, spoglądając w lśniące oczy swojego chłopaka.
- Mogę zneutralizować zapach, podając ci je wymieszane z jogurtem – zaproponował, wpatrując się w niego mokrymi od łez oczami, w których Ash dostrzegł również coś jeszcze – radość.
- Ok... - zgodził się, kciukiem ścierając łzę z jego policzka. - Naprawdę mi przykro, że...
Eiji uciszył go, przyciskając palec do jego ust.
- Już dobrze, Ash... Jesteśmy razem i tylko to się liczy, niczego więcej nie potrzebuję.
Wtulony w silne ramiona najbliższej mu osoby czuł jak jego powieki stają się coraz cięższe, aż w końcu nie będąc w stanie dłużej ich utrzymywać, zamknął oczy i odpłynął w głęboki sen. Słysząc miarowy oddech Eijiego, Ash wzmocnił uścisk, a jego usta delikatnie musnęły skórę jego skroni.
- Kocham cię... - wyszeptał, zamykając oczy.
- Powiedz chociaż jak daleko jeszcze – usłyszał po raz kolejny, zdradzający zniecierpliwienie głos Eijiego.
- Za około 5 minut powinniśmy dotrzeć na miejsce – poinformował, sprawdzając raz jeszcze trasę w telefonie.
- Którym jest?
- Jeżeli ci powiem, nie będziesz mieć niespodzianki.
- Którą jest?
Ash roześmiał się, szturchając go lekko w ramię i rozejrzał się po opustoszałej okolicy. Nie był pewien czy skorzystać ze skrótu, którym była prawdopodobnie czyjaś działka z rodzaju tych, gdzie uprawia się warzywa, czy obejść teren i wydłużyć i tak już długą drogę jaką pokonali. Zaraz po śniadaniu, na które Eiji został zaciągnięty przez swojego zazwyczaj śpiącego w najlepsze o tej godzinie chłopaka, opuścili mieszkanie i spędzając dobrą godzinę na przejechaniu niezliczonej ilości stacji, dotarli na Musashi-Koganei. Radość Eijiego nie trwała długo, gdyż jak się okazało cel podróży był oddalony o ponad kilometr od wspomnianej stacji, więc czekała ich piesza wędrówka przez całkowicie obce mu rejony.
- W ogóle nie czuję, że jestem w Tokio – odezwał się Eiji, zatrzymując się przed przejściem dla pieszych. - Jest jeszcze spokojniej niż u nas.
- To prawda – przyznał, chowając telefon do kieszeni. Zdecydowany by zaryzykować i możliwie jak najszybciej dotrzeć do celu, chwycił Eijiego za rękę i wszedł na jezdnię, kierując się w stronę „zakazanego" miejsca.
- Ash, chyba nie powinniśmy, to teren prywatny – zauważył Eiji, próbując dotrzymać mu kroku.
- Szybko przemkniemy – rzucił, pewnie podążając udeptaną ścieżką. Najwidoczniej nie byli pierwszymi śmiałkami, którzy odważyli się odrobinę nagiąć prawo.
Jak powiedział tak zrobili i chwilę później znaleźli się już na ogólnodostępnym terenie.
- Doprawdy Ash, dokąd ty mnie prowadzisz? - westchnął Eiji, czując jak strużka potu spływa po jego karku. Dzień był wyjątkowo słoneczny i ciepły, a on miał na sobie zdecydowanie za dużo warstw ubrań.
Ash zignorował jego pytanie i przyspieszając kroku, niespodziewanie skręcił gdy dotarli do niewielkiego skrzyżowania. Długa ulica nie miała w sobie nic co przykuło uwagę Eijiego, nie miała dopóki nie stanęli przed skromnych rozmiarów sklepikiem, gdzie biało-ruda łapka otworzyła okienko i równie rudy łepek wychylił się, witając nowych klientów.
- Ash! Widzisz to co ja?! - zawołał podekscytowany Eiji, doskakując do czworonoga.
- Widzę, Eiji – roześmiał się Ash, podchodząc bliżej i wyjął z wewnętrznej kieszeni kurtki plastikowy woreczek, w którym znajdował się pokrojony w grube paski ogórek. - Możesz go tym nakarmić, podobno to jego przysmak, jeden z wielu – powiedział, podsuwając mu przyniesione warzywo.
Eiji wpatrywał się w niego z niedowierzaniem i zaciskając drżącą wargę, spuścił wzrok na wyciągnięty w jego stronę woreczek.
- Tylko mi tu nie płacz, chcesz wystraszyć sprzedawcę? - odezwał się Ash, dostrzegając w okienku właścicielkę owego przybytku.
Eiji zerknął w bok na wyjątkowo cierpliwego shiba inu i wyciągnął rękę, witając się z nim jak to z psem przystało, to znaczy głaszcząc go po głowie. Szeroki uśmiech pojawił się na jego twarzy i w tym samym momencie Ash poczuł jak uśmiech ten w magiczny sposób wypełnia go tak dobrze mu już znanym ciepłem. Wczorajsze popołudnie, podczas gdy Eiji okupował łazienkę, spędził na poszukiwaniach tego miejsca. Jego wysokie umiejętności, cechujące niejednego wyjątkowo zaawansowanego brokera informacji, zdecydowanie ułatwiły mu szybkie ich pozyskanie.
Eiji sięgnął do plastikowego woreczka i upewniając się wcześniej czy może go nakarmić, zwrócił się do stojącej tuż za czworonogiem pani w średnim wieku. Rozmawiali przez chwilę, czemu Ash przysłuchując się, stwierdził z dumą, że wyłapał ogólny sens ich rozmowy, a nawet mógłby co nieco wtrącić. Jednak nie zrobił tego. Gdy zawartość woreczka skurczyła się mniej więcej do połowy, sprzedawczyni podała Eijiemu jakiś zeszyt, tłumacząc coś przy tym, ale tym razem Ash nie zrozumiał ani słowa.
- Spójrz Ash, możemy się wpisać – zwrócił się do niego Eiji, kartkując kolejne strony.
- Napisz coś za nas obu – odparł, nie potrafiąc powstrzymać uśmiechu.
Eiji chwycił długopis i z niezwykłą łatwością zaczął kreślić japońskie znaki. Ash zerknął mu przez ramię, próbując odczytać zapis, ale z lekką irytacją stwierdził, że jego poziom jeszcze mu na to nie pozwala.
- Co napisałeś? - zapytał, starając się nie zdradzić po tembrze własnego głosu. Nie udało mu się.
- Poirytowany, że nie wiesz? - droczył się z nim.
- Raczej... średnio zadowolony.
Eiji parsknął śmiechem i podał mu długopis.
- Nie odpowiesz? - zapytał zdziwiony, zerkając na trzymane w dłoni narzędzie do pisania.
- W zasadzie... nic nadzwyczajnego: Warto było przedzierać się przez pół miasta tylko po to by cię poznać. W podziękowaniu za bardzo miłą obsługę obiecujemy zjawić się ponownie, a tymczasem życzymy wielu nowych klientów z kieszeniami pełnymi ogórków! - odczytał japońskie znaki, zastępując je angielskimi odpowiednikami. - Jeżeli ci się nie podoba, możesz... - nie dokończył, widząc jak Ash pochyla się i wpisuje swoje imię, tuż obok jego własnego.
- Bardzo ładnie, Eiji – pochwalił go, zerkając na niego jednym okiem – niczego lepszego raczej bym nie wymyślił – dodał, wyraźnie akcentując słowo 'raczej'. W końcu nie byłby sobą, gdyby nie chciał się z nim trochę podroczyć.
Z niewiadomego mu powodu policzki Eijiego błyskawicznie zmieniły kolor. Zamrugał kilkakrotnie, ale nic się nie zmieniło – rumieniec nadal był widoczny, a nawet przybrał bardziej wyrazisty odcień. Eiji spuścił wzrok by raz jeszcze spojrzeć na podpis Ash'a, jego imię zapisane tuż obok jego imienia. Uśmiechnął się, zdając sobie sprawę ze swojego mało dojrzałego zachowania i powrócił do niego spojrzeniem, pojmując, że i tak nie jest w stanie ukryć przed nim swoich emocji, bo i po co? Odczytując milczenie Eijiego (nadal nie w pełni zrozumiałe) za znak by zostawić to bez dalszego komentarza, wręczył sprzedawczyni zeszyt z wsuniętym w niego długopisem i uprzejmie podziękował.
- Musimy coś kupić, Ash – odezwał się po kilku sekundach, podając czworonożnemu sprzedawcy kolejnego ogórka – tylko co? - zastanawiał się, wodząc wzrokiem po witrynie.
- ...Lucky Strike – zaproponował Ash, dostrzegając je wśród innych zupełnie mu nieznanych.
- Po co? Przecież żaden z nas nie pali - zdziwił się Eiji.
- Ale Max'owi zdarza się zapalić – wyjaśnił, nie odrywając oczu od prostokątnego pudełka.
- ...Ok, więc niech będą Lucky Strike – zgodził się, patrząc na niego z lekką nostalgią. Zaskoczył go, nie spodziewał się, że Ash pomyśli w takiej sytuacji o Max'ie.
Poprosił o paczkę papierosów, a gdy opłacony towar spoczywał w kieszeni Ash'a, pożegnał się z czworonogiem i raz jeszcze dziękując za bardzo miłą obsługę, oddalili się ruszając w stronę stacji.
- Tęsknisz za nim? - zapytał bardzo cicho, podejrzewając że Ash może nie być zbyt chętny na zwierzenia.
- ...Zdarza mi się o nim myśleć – odpowiedział wymijająco.
- Wiesz, że możemy go do nas zaprosić, jego, Jessicę i Michaela?
- Przestań Eiji, przyjazd do Japonii to nie wypad za miasto.
- Wiem, że nie, ale jestem przekonany, że on również za tobą tęskni i chciałby cię zobaczyć.
- Nie powiedziałem, że za nim tęsknię, tylko, że zdarza mi się o nim myśleć.
- Dla mnie sens tych słów jest taki sam, niczym się nie różni. Nie musisz tego ukrywać, Ash. W końcu znam cię najlepiej i wiem kiedy uciekasz przed prawdą.
Ash westchnął cicho, ale nie na tyle by Eiji tego nie usłyszał.
- Mówię serio, Ash. Powinieneś zapytać go co o tym myśli. Przecież nic nie tracisz, czy wolałbyś żebym ja to zrobił?
- ...Nie... zapytam go przy najbliższej okazji. Choć podejrzewam jaka będzie jego odpowiedź – wymamrotał ostatnie zdanie pod nosem.
- Śmiem twierdzić, że całkowicie odwrotna niż myślisz. Zrozum w końcu, że Max traktuje cię jak syna i darzy cię właśnie taką miłością - rodzicielską. To nie jest żadna gra, Ash, to co was zbliżyło do siebie, jest już daleko za wami, ale to co zostało pozostanie z tobą na zawsze.
Milczenie Ash'a dało mu do zrozumienia, że w tej chwili intensywnie rozmyśla nad tym co od niego usłyszał, analizuje i poddaje w wątpliwość słowa, które wypowiedział. Dlatego on również zamknął swoje usta, mimo iż cisnęły się na nie jeszcze inne fakty, prawda, którą Ash tak uparcie od siebie odsuwał.
Droga powrotna upłynęła im bardzo spokojnie. Trzymając się za ręce, rozmawiając na błahe, mało poważne tematy dotarli na stację i schodami w górę skierowali się na właściwy peron. Dochodziła trzecia po południu. Na szerokiej platformie po obu jej stronach tłoczyły się grupki młodych uczniów, wracających ze szkoły do domu, w niektórych miejscach można było dostrzec pojedyncze osoby, które najwyraźniej nie odnajdywały się najlepiej w towarzystwie lub zwyczajnie do żadnej z nich nie należały.
- Dziękuję, Ash. Świetnie się bawiłem – odezwał się Eiji, bawiąc się jego palcami.
- Cieszę się, taki był cel.
- To przez to, że wczoraj tak świetnie ja i Babel dogadywaliśmy się ze sobą? - zapytał, unosząc głowę by na niego spojrzeć.
- W zasadzie tak... lubię patrzeć na twój uśmiech.
- ...Przecież przy tobie uśmiecham się najczęściej – powiedział odrobinę zmieszany.
- Tak? A więc skąd ta poważna mina?
- Bo nastrój jest ku temu sprzyjający? – odparł niepewny, ściszając głos.
Stojąc w bezruchu, spoglądali sobie głęboko w oczy, ani na moment nie odrywając ich od siebie. Nie dbając o otaczający ich świat, zamknęli się w swojej szczelnej bańce i w pełni poddali temu co siedziało w ich wnętrzu. Jak w transie, Ash dotknął delikatnie jego policzka i pochylił się, jeszcze delikatniej muskając wargami jego usta. Spojrzenie Eijiego wyostrzyło się, ale po chwili opuścił powieki, przysuwając się bliżej. Krótki, ale niezwykle namiętny pocałunek sprawił, że po ich skórze przeszedł jedyny w swoim rodzaju dreszcz. Eiji pochylił głowę, przyciskając czoło do jego piersi i starając się nie myśleć o tym co dzieje się poza tą szczelną powłoką, zamknął oczy wyrównując oddech.
- Czekamy na kolejny? - usłyszał głos Ash'a tuż przy swoim uchu. Pociąg wjechał na peron, zagłuszając toczące się wokół rozmowy.
- ...Tak.
...
Czworonożny sprzedawca przebywa już na zasłużonej emeryturze :)
"Największą mądrością jest czas, wszystko ujawni."
Tales z Miletu
