W pokoju rozległ się dźwięk alarmu, który Eiji zmyślnie nastawił by nie dopuścić do zmarnowania cennych godzin wczesno-wieczornych na sen. Ash nie poruszył się nawet o milimetr, gdy jego chłopak sięgnął po telefon tuż nad jego głową. Eiji doskonale wiedział, że nie śpi, a jedynie pokazuje swoim zachowaniem jak bardzo nie podoba mu się to co ma za chwilę nastąpić.

- Ash – wymruczał mu do ucha.

- ...Nie – burknął Ash, a twarz Eijiego wykrzywił szeroki uśmiech.

- Zdajesz sobie sprawę, że odpowiedź jest niewłaściwa, prawda? – kontynuował, wtulając się w jego plecy, lewa dłoń powędrowała na jego brzuch, a prawa wsunęła się pod jego szyję.

- ...Musisz mnie przekupić, w przeciwnym razie zostaję tutaj... z tobą oczywiście – odparł lekko zachrypniętym głosem, zaciskając palce na przedramieniu Eijiego.

- Jeżeli wstaniesz, spełnię jedno twoje życzenie.

- Jedno? - rzucił, prychając. - Nie opłaca się. Poza tym to nic w porównaniu do mojej nieskończonej puli.

- Ok, ok, w takim razie spełnię wszystkie jakie masz.

- W zasadzie mam tylko jedno... – powiedział, śmiejąc się cicho – i już je spełniłeś, Eiji.

- Skoro tak, to duma z pewnością nie pozwoli ci na złamanie danego słowa – swój głos dopasował do głosu swojego chłopaka, był równie cichy i spokojny.

Ash odwrócił się, przekręcając na drugi bok i spojrzał na niego, podejrzliwie mrużąc oczy.

- Nie zapytasz jakie?

- Nie.

- Jesteś całkiem pewny swego, nie dopuszczasz opcji, że się mylisz?

- Nie w tym aspekcie.

Ash milczał, wwiercając się w niego wyjątkowo przeszywającym spojrzeniem. Eiji z wyraźnym trudem przełknął, tworzącą się w jego gardle gulę i westchnął, zamykając oczy.

- Czemu wzdychasz? Przecież widzisz, że zbieram się w sobie by wstać.

- ...Potrwa to przynajmniej kilkanaście minut – powiedział, próbując wytłumaczyć w ten sposób swoje zachowanie.

- No i? Źle ci? - zapytał cicho, przysuwając się bliżej i odgarnąwszy włosy z jego czoła delikatnie musnął je ustami.

- Nie... całkiem przyjemnie – przyznał, unosząc powoli powieki.

- Ale?

- Nie ma żadnego ale.

Ash ponownie zmrużył oczy, analizując mikro ekspresję widoczną na jego twarzy, ale świadomy, że niczego nowego oprócz tego co było mu już wiadome nie wybada raz jeszcze pocałował go, tym razem w usta i podniósł się, przeciągając swoje ospałe jeszcze ciało.

- Zgłodniałem. Która godzina? - zapytał, zerkając na Eijiego, który w dalszym ciągu leżąc, wpatrywał się bez słowa w jego sylwetkę.

- Po siódmej. Spaliśmy dobre dwie godziny, a jedliśmy jakieś sześć godzin temu.

- W takim razie Eiji, chodźmy wyjeść resztki z lodówki.

- W żadnym wypadku. Pozwól, że ja się zajmę jedzeniem, a ty w tym czasie możesz zachwycać się jak twój wspaniały chłopak przyrządza coś z niczego – powiedziawszy to wstał i wsunął stopy w szare kapcie, których Ash unikał jak ogni piekielnych. Z racji swojego uprzedzenia do jak to kiedyś określił „dziadkowego" stylu domowego obuwia, poruszał się zazwyczaj na boso lub w skarpetkach, nigdy w kapciach.

- Ok, będę podziwiał z kanapy.

Niespełna dwadzieścia minut później na niskim stoliku Eiji ustawił trzy średniej wielkości półmiski wypełnione przeróżnymi przekąskami, idealnymi do sake, które mieli w planach dzisiaj w siebie wlewać. Nowy zapas alkoholu, którego smak wyjątkowo przypadł Ash'owi do gustu spoczywał już w ciepłej wodzie, „gotując" się do jego skosztowania.

- Wygląda smakowicie – przyznał Ash, odkładając książkę na szerokie oparcie kanapy i podniósł się do pozycji siedzącej.

- Słabo podziwiałeś – zarzucił mu, wytykając leżącą za nim książkę.

- Stałeś za daleko, a wzrok mi się nieco pogorszył – wyjaśnił z udawaną powagą, poprawiając swoje okrągłe okulary, które po chwili zdjął i odłożył na stolik.

- Tak, jasne – rzucił, wywracając oczami i wrócił do kuchni po butelkę sake i dwie małe czarki.

Zaraz po powrocie z wycieczki na drugi koniec Tokio, chcąc zmyć z siebie ślady miasta, zdecydowali się na szybki prysznic i odświeżeni ułożyli się wygodnie do snu, który nadszedł gdy tylko przyłożyli głowę do miękkiej poduszki. Dni były coraz dłuższe i cieplejsze, w dodatku zbliżał się jeden z najwspanialszych okresów – hanami. Eiji nie mógł doczekać się by pokazać to wszystko Ash'owi, w końcu on również lubił przyglądać się jego uśmiechniętej twarzy.

- Zagrajmy w coś! - zawołał Eiji, wrzucając do buzi smażonego batata z serem i zanim Ash zdążył w jakikolwiek sposób zareagować, dodał wyraźnie podekscytowany swoim pomysłem – w prawda czy wyzwanie!

- Ok, to może być ciekawe – zgodził się, kosztując chrupiącą skórkę z kurczaka.

Przez następne kilkanaście minut zarzucali się kolejnymi pytaniami i wyjątkowo durnymi wyzwaniami, których nie powstydziłby się niejeden, szanowany przedszkolak, dopóki to Eiji nie wyłamał się, całkowicie burząc dotychczasowy schemat.

- Prawda czy wyzwanie? - zapytał głosem, zdradzającym lekki stan nietrzeźwości.

- Wyzwanie – powiedział Ash rozbawiony stanem swojego chłopaka.

- Musisz całować się ze mną przez równą minutę – oznajmił ani trochę nieskrępowany swoim żądaniem, wywracając do góry nogami ich grzeczną do tej pory zabawę.

Oczy Ash'a rozszerzyły się podczas gdy czekoladowe oczy jego chłopaka wwiercały się w niego, nic a nic sobie z tego nie robiąc. Czyżby procenty dodały mu odwagi? Większą od tej, którą nie raz już go zaskoczył? Szybko uporawszy się z szokiem wyjął Eijiemu na wpół opróżnione naczynie z ręki i odstawił na stolik.

- Przyznam, że to dość... zachłanne z twojej strony, w końcu to nie pierwszy raz – odezwał się, uśmiechając zaczepnie i nastawiwszy budzik na 60 sekund odpalił licznik, by w tej samej sekundzie złączyć ich usta w pełnym wyraźnego napięcia pocałunku.

- Nie nadążasz, Eiji – zaśmiał się cicho na jego ustach.

- Daj mi... chwilę...

- Pamiętaj, że mamy tylko minutę – przypomniał mu, przyciskając go do oparcia kanapy.

- ...

Napięcie, które wytworzyło się między nimi nigdy nie było tak duże jak w tej chwili. Oszołomieni jego skalą nie byli w stanie przestać. Ash sięgnął po hałasujący od jakiegoś czasu telefon i na oślep przesunąwszy palcem po ekranie za trzecim razem uciszył nieznośny dźwięk alarmu.

- Ash... minęła minuta...

Ash utkwił niewyraźny wzrok w rozbieganych oczach Eijiego, ich oddechy były przyspieszone, a chciwe dłonie przez cały czas ściskały materiał koszulki tego drugiego.

- Naprawdę chcesz trzymać się ram czasowych? - zapytał cicho Ash.

- ...Nie – wydusił, czując jak jego serce w niewiarygodnym tempie uderza o klatkę piersiową. Jeżeli jeszcze do niedawna, alkohol miał na niego jakikolwiek wpływ, w tej chwili całkowicie przestał odczuwać jego działanie.

- Ja również nie chcę.

- ...Tylko, że ja... nie wiem co dalej – wyznał zmieszany, próbując zapanować nad szalejącym organem. Z każdą kolejną, cholernie długą sekundą odnosił wrażenie, że to nadaremne.

Ash wyprostował się gwałtownie, dobitnie uświadamiając sobie, że moment który tak bardzo wyczekiwał właśnie nadszedł, że dokładnie w tej chwili rozegra się jedna z najbardziej emocjonujących i trudnych pod wieloma, nieznanymi mu jeszcze względami scena. Odrobinę spanikowany spuścił wzrok i nie patrząc na niego, powiedział:

- To zależy... którym chcesz być... czy tym, który...

- Chcę być tym, który pozwoli ci doświadczyć czegoś innego – odezwał się Eiji, dostrzegając z jaką trudnością przychodzi mu o tym mówić.

Ash spojrzał na niego zagubiony, nie w pełni ufając własnej interpretacji wypowiedzianych przed chwilą słów.

- ...Nie jestem pewien czy dobrze cię zrozumiałem.

Eiji uśmiechnął się do niego czule i delikatnie dotknął jego ciepłego policzka.

- Nie wyobrażam sobie bym to ja był tym, który... cholera, nie każ mówić mi tego na głos – mruknął zawstydzony, przygryzając nerwowo wargę. - ...Nie chcę by cokolwiek co wydarzy się między nami sprawiło ci ból i cierpienie... nie tylko fizyczne. Chcę byś poczuł się bezpiecznie i nie robił niczego wbrew sobie.

Do oczu Ash'a napłynęły łzy, których nie był w stanie w żaden sposób kontrolować. Nie pamiętał ile razy wyobrażał sobie chwilę, w której obydwoje stają przed decyzją wkroczenia w kolejny etap ich związku, przekroczenia niewidzialnej granicy niewinności i zatracenia się w nieznanych im jeszcze sferach intymności. Słowa Eijiego coraz śmielej upewniały go w przekonaniu, że ceni go równie mocno jak on jego, że jest dla niego osobą, dla której gotowy jest poświęcić wszystko.

- ...Nie chcę cię skrzywdzić, Eiji – wyszeptał, wpatrując się w niego z niepojętą czułością.

- Nie jestem wcale tak kruchy jak ci się wydaje... Ufam ci, Ash – uśmiechnął się, ścierając z jego policzka pojedynczą łzę. - Ale pozwolę ci na to tylko wtedy, gdy zapewnisz mnie, że również tego chcesz. Bo jeżeli nie jesteś jeszcze gotowy...

- Chcę... - powiedział bardzo cicho – ale jednocześnie boję się... nie chcę byś się dla mnie poświęcał, zdaję sobie sprawę, że robisz to tylko ze względu na moją przeszłość...

- Moje motywacje są zupełnie inne, nie mają nic wspólnego z poświęceniem – przerwał mu łagodnie.

- Ale ja... nawet nie mogę obiecać ci, że będzie to przyjemne. Nie chcę byś tego żałował, nie chcę cię rozczarować, nie chcę zniszczyć tego co jest między nami... nie wiem czy jestem gotowy zaryzykować, dlatego to nie musisz być ty Eiji, pozwól bym to ja...

- Ash – wypowiedział bardzo cicho jego imię, po raz kolejny nie pozwalając mu dokończyć – nie stracisz mnie, nigdy... wbij to sobie w końcu do tej mądrej głowy – dodał, mocno przyciskając do niej czoło. - Poza tym bądźmy realistami, nie sądzę by cokolwiek związane z tobą było dla mnie nieprzyjemne.

- ...Będzie... przynajmniej na początku... - wtrącił cicho, nie potrafiąc uciec przed jego hipnotyzującym spojrzeniem.

- To zupełnie nieistotne... Pragnę cię Ash, pragnę cię poczuć, chcę byś był bliżej niż kiedykolwiek wcześniej... dlatego jeżeli tylko to cię powstrzymuje, to zupełnie niepotrzebnie.

- ...Ja też cię pragnę, Eiji - wyznał głosem pełnym sprzecznych jeszcze emocji. - ...Nie miałem odwagi o tym mówić... tego jak bardzo cię pragnę – dodał odrobinę pewniej, pozwalając by wszystkie głęboko skrywane pragnienia wypłynęły na powierzchnię.

- Ja również nie miałem – przyznał, odchylając się na kanapę i z lekkim niedowierzaniem wyciągnął ku niemu ręce.

Zachłanne dłonie Eijiego przyciągnęły wyjątkowo podatne na jego dotyk ciało jasnowłosego chłopaka i przypatrując się przez chwilę jak cudowna zieleń jego oczu z każdą sekundą zdaje się go pochłaniać, przenosząc w nieznane mu jeszcze rejony, uniósł się lekko, dotykając wargami jego ust. Delikatne muśnięcia stopniowo przeradzały się w zdradzające niedosyt, pełne skrywanych pragnień, głębokie i wyjątkowo długie pocałunki. Świadomość, że tym razem nie muszą poprzestawać na tym co opanowali wręcz do perfekcji, sprawiała, że w ich umysłach zapanował jedyny w swoim rodzaju chaos. Uczucia i emocje, które przeplatały się, budując nową sieć połączeń, niezwykle skomplikowaną i pożądaną, doprowadziły ich do stanu, w którym pojęcie czasu przestało mieć jakiekolwiek znaczenie.

- Ash... może... przejdziemy do sypialni...?

- Przepraszam, musi być ci niewygodnie – zareagował od razu, odrywając się od niego.

- ...To też, ale chcę mieć swobodę... ja również pragnę cię dotknąć – powiedział, czując jak jego policzki zmieniają kolor na bardziej intensywny.

Ash westchnął cicho, przygryzając wargę i chwyciwszy Eijiego z łatwością podniósł go z kanapy. Zaskoczony wzmocnił uścisk, wbijając palce w jego ramiona.

- Nie powinieneś mówić mi takich rzeczy – mruknął, kierując się w stronę sypialni – nie wiem czy dam radę być dla ciebie tak delikatny i powściągliwy jak to sobie obiecałem.

- Rób to na co masz ochotę... bo jeżeli chodzi o mnie, nie obiecywałem sobie nic z tych rzeczy.

Ani na moment nie odrywając od siebie oczu, przekroczyli próg sypialni w pełni świadomi, że gdy ponownie ją opuszczą, nic nie będzie już takie samo. Ciężar ciała Ash'a w cudowny sposób rozłożył się na Eijiego, gdy położył się na nim, przywierając do niego całą jego powierzchnią. Czuł go doskonale, czuł go całego i był świadomy, że Ash również nie jest w stanie w tej chwili myśleć o niczym innym. Przestrzeń między nimi zmniejszyła się niemal do zera i mimo iż, nie był to pierwszy raz, wszystko w tej sytuacji było inne, nowe, nieznane. Spragnione usta na nowo odnalazły siebie, zatracając się w coraz bardziej niecierpliwych i gwałtownych ruchach. Drżące dłonie Ash'a zacisnęły się na krawędzi koszulki Eijiego i niepewnie uniosły ją, dotykając kości biodrowych. Eiji jęknął cicho, gdy ciepłe palce musnęły skórę na jego brzuchu i z wyczuwalnym wahaniem powędrowały wyżej. Dźwięk, który wydobył się z jego gardła był mu obcy, nie przypuszczał, że jego struny głosowe są zdolne do tworzenia takich tonów. Pobudzony jego reakcją, Ash zamknął oczy całkowicie skupiając się na tej chwili, na tym cudownym odczuciu pod swoimi palcami, na coraz głębiej zaciskających się dłoniach na jego plecach. Cudownie brzmiące pomruki Eijiego przyjemnie wdzierały się do jego uszu, pobudzając każdą komórkę jego ciała z osobna. Zniecierpliwiony chwycił za brzeg koszulki i podciągnął do góry, zdejmując ją z nie stawiającego najmniejszych oporów chłopaka. Wypuściwszy z rąk wyjątkowo zbędny w tej chwili element garderoby pochylił się, naznaczając subtelnymi pocałunkami jego gładką skórę. Eiji wygiął się lekko, wydając z siebie głośny, niekontrolowany jęk i rozemocjonowany wplótł palce w jego długie, jasne włosy. Żaden z nich nie podejrzewał, że jego ciało jest zdolne do odczuwania takiej przyjemności, że dotyk drugiej osoby zdoła wydobyć tak silne i nieznane im dotąd emocje i potrzeby. Ciało Eijiego zdawało się idealnie wpasowywać w wyjątkowo nienasycone dłonie Ash'a, które poruszały się po nim, pragnąc zapamiętać każdy najdrobniejszy szczegół, każde zagłębienie, każdą krzywiznę. Wyczuwając jego niecierpliwe ruchy, dotyk dłoni siłujących się z jego ubraniem, Ash wyprostował się ściągając z siebie koszulkę i odrzucił na podłogę, gdzieś obok tej, która jeszcze chwilę temu okrywała ciało jego chłopaka. Spojrzenie Eijiego zatopione w jego własnym nie zdradzało najmniejszych oznak strachu czy zwątpienia. Pragnął tego, doskonale widział to w jego oczach, które krzyczały wręcz, że to właśnie on jest tym czego pożąda.

- Jesteś piękny, Ash – wyszeptał, przesuwając dłonią wzdłuż jego nagiego ciała.

Ash zadrżał pod naporem piętrzących się emocji i dotyku, którego nie był w stanie porównać z niczym innym, z niczym czego doświadczył w całym swoim dotychczasowym życiu. Dotyk ciepłych dłoni najbliższej mu osoby zdawał się w cudowny sposób nadpisywać wszystkie poprzednie, znienawidzone i niechciane. W niezrozumiały sposób wymazywał niewidzialny ślad, który po sobie zostawiły, niszczył pamięć o czynach niegodnych by o nich pamiętać. Eiji podniósł się, wyczuwając delikatną zmianę w jego zachowaniu i nie odrywając od niego wyjątkowo lśniących oczu, zapytał cicho:

- Wszystko w porządku, Ash? Jeżeli chcesz, możemy przestać.

Ash zacisnął usta i skupiony na tak dobrze znanym mu spojrzeniu zaprzeczył, lekko kręcąc głową. Ujrzał na jego twarzy delikatny uśmiech i poczuł jak te same ciepłe palce kreślą na jego jasnej skórze koncentryczne koła. Ash był wszystkim czego pragnął, niczego więcej nie potrzebował i chciał by w tej chwili pragnął go równie mocno, by był dla niego równie niezbędny.

- ...Naprawdę w porządku, Eiji – powiedział cicho.

Ich spojrzenia przenikały się nawzajem, gdy w skupieniu, z najwyższą uwagą wpatrywali się w siebie w milczeniu, w niezwykle komfortowej ciszy.

- ...Kocham cię, Ash – usłyszał jego słodki, cichy głos.

Ash nie był w stanie opanować poruszenia, które zawładnęło jego umysłem i ciałem. Jego oczy rozszerzyły się, a niespokojne serce przyspieszyło pracę. Odrobinę zdezorientowany zacisnął palce na bawełnianej pościeli, a gdy dokładnie w tej samej chwili poczuł jak wyjątkowo miękkie i wilgotne usta Eijiego musnęły delikatną skórę szyi i powędrowały wyżej, powoli podążając wzdłuż linii szczęki, odniósł wrażenie, że świat zza tych czterech, kruchych ścian, w których znaleźli schronienie przestał istnieć, a jeżeli jakimś cudem został po nim jakikolwiek ślad, nie ma w sobie nic co przyciągałoby go w takim stopniu jak ta jedna, siedząca tuż przy nim osoba. Rozemocjonowany spojrzał na sens swojego życia i pochłonięty przez cudowną głębię jego ciemnych oczu uniósł tęskniące już za nim dłonie i objął go, zmuszając by opadł delikatnie na poduszkę. Przywierając mocno do Eijiego, poczuł jak każdy centymetr kwadratowy jego skóry stapia się z jego własną, wywołując na powierzchni przyjemne mrowienie i dreszcz. Eiji nabrał głośniej powietrza i mocno wbijając palce w skórę jego ramion, oszołomiony starał się odszukać jego usta, które w tej chwili błądziły po rozgrzanej skórze, doprowadzając jego ciało do jedynego w swoim rodzaju stanu graniczącego z szaleństwem. Dotarłszy do punktu wyjścia, Ash musnął przelotnie jego usta i uniósł się lekko, podpierając obiema dłońmi o materac.

- Eiji... - wpatrując się w niego niewyraźnie, bardzo cicho wypowiedział jego imię i pochylił się, pragnąc zmniejszyć nieprzyjemny dystans, który się między nimi wytworzył.

- Tak... Ash...? - zapytał szeptem, próbując zapanować nad niespokojnym sercem, które z każdym dotykiem Ash'a zdawało się przyspieszać. - ...Coś nie tak? ...Nadal się boisz?

Ash nerwowo przygryzł wargę i w odpowiedzi lekko skinął głową.

- Nigdy wcześniej się tak nie czułem – wyznał cicho, nie odrywając od niego oczu – i nie do końca wiem, jak mam sobie z tym poradzić.

- Czy te uczucia są nieprzyjemne?

Tym razem w odpowiedzi znacząco zaprzeczył, energicznie kręcąc głową.

- W takim razie może wspólnie poszukamy rozwiązania? - zaproponował, dotykając opuszkami palców jego twarzy.

- ...A mówiłeś, że nie wiesz co dalej... - przypomniał cicho, delikatnie mrużąc oczy.

- Zamierzałem improwizować – uśmiechnął się odrobinę zmieszany.

- Muszę przyznać, że jesteś w tym całkiem dobry – wyszeptał, odwzajemniając uśmiech. Jego policzki pokryły się czerwienią, a lśniące oczy zdawały się być jeszcze piękniejsze.

Zauroczony widokiem, Eiji na powrót przyciągnął go do siebie, pragnąc jeszcze głębiej zatopić się w jego zmysłowym, elektryzującym spojrzeniu. Wyjątkowo słodki, a zarazem paraliżujący smak i dotyk, w których obydwoje coraz głębiej zatracali swoje myśli i dusze, przeniosły ich w całkiem odmienny stan świadomości i pojmowania. Powoli i z obecnym nadal w ich ruchach niedowierzaniem pozbywali się reszty swoich ubrań, nieodwracalnie wykraczając poza niedawne granice niewinności. Każdy kolejny krok, każdy kolejny, coraz śmielszy dotyk, niepohamowane dźwięki, splątane głosy wypełniające ich bezpieczną przestrzeń bezpowrotnie wiązały ich ze sobą jeszcze bardziej, uświadamiały, że droga powrotna jest niemożliwa. Każda upływająca sekunda zbliżała ich do momentu, w którym pojęcia bliskości i intymności nabierały zupełnie innego znaczenia, osiągały nieznany do tej pory szczyt możliwości, ukazując swoje prawdziwe, niczym niezakłócone oblicze. Połączeni na wszystkich możliwych poziomach stali się jednością, jedną duszą, jednym ciałem.

...

"Nie ma nic tak odległego, by było poza naszym zasięgiem, ani nic tak ukrytego, by nie dało się odkryć."
Kartezjusz